Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ateizm jako trywializacja światopoglądowa
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 9:36, 14 Cze 2015    Temat postu:

Jan Lewandowski napisał:
O.K. napisał:
Jak uważasz że w Polsce jest mało ateistów, wejdź na Onet, czy jakiekolwiek publiczne forum i poczytaj sobie komentarze.


Weź mnie nie rozśmieszaj. Forum onetu, gdzie przy każdym wpisie można wpisać nowy nick to nie jest żadna reprezentatywna próbka w skali ogólnokrajowej

Ateistów jest bardzo mało ale są bardzo krzykliwi właśnie dlatego że jako mniejszość mają kompleksy. Robią więc wszędzie sztuczny tłok niewielkimi grupkami i stąd złudzenie ich wszechobecności i masowości. Na forum onetu wystarczy grupa 40-50 osób i mogą udawać legiony

Fakty są jednak bezlitosne. Na Listę Ateistów Agnosiewicza przez 8 lat wpisało się..... 15 000 osób w skali 40-milionowego narodu. Tu masz jak na widelcu ile ich tak naprawdę jest w necie

Oczywiście nie każdy musiał chcieć się wpisać ale ta lista już mówi bardzo dużo

Nawet wedle badań CBOS przeprowadzanych na niewielkiej próbce w Polsce jest ponad 80% wierzących w jakąkolwiek siłę nadprzyrodzoną a ateistów zaledwie kilka procent

Globalnie wygląda to mniej więcej w podobnych proporcjach

O.K. napisał:
Trend powstawania nowych stron apologetycznych oczywiście dotarł i do nas. Wystarczy nieco rzucić okiem:

[link widoczny dla zalogowanych]


Definicje głównie słownikowe a strony apologetyczne te same od lat


To niestety fakt w Polsce ludzie wolą być ni psem ni wydra niż być ateistą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
istota




Dołączył: 10 Sty 2015
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy

PostWysłany: Nie 11:39, 14 Cze 2015    Temat postu:

Ludzie po prostu wzdrygają się przed ateizmem dzikim, a z tym kojarzy mi się odmiana agnosiewiczowa.

Większość polskich niekatolików/pseudokatolików to antyklerykały. Do Boga, duszków i aniołków nic nie mają, wpienia ich kler.

I to chyba najrozsądniejsza postawa.

Mnie tam aroganccy ateiści, którzy "wszystko wiedzą" nie mniej działają na nerwy niż sekta terlikowców. Jedni i drudzy nawiedzeni. Z tym że z ateistami mam więcej wspólnych interesów, więc gdybym miało wybierać mniejsze zło, wybrałobym jednak agnosiowych ateistów. :D


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2511
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 116 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:26, 14 Cze 2015    Temat postu:

istota napisał:
agnosiowych ateistów


Raczej "dawkinsowych"

Agnosiewicz wraz ze swoimi siepaczami i całym tym swoim portalem jest tylko jednym z wielu klonów Dawkinsa

Zresztą Dawkins też nie jest twórcą "naukowego ateizmu"

"Naukowy ateizm" to stary odgrzany kotlet markistowskiego "postępu naukowego"

Nihil novi


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Jan Lewandowski dnia Nie 12:28, 14 Cze 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:30, 14 Cze 2015    Temat postu:

istota napisał:
Ludzie po prostu wzdrygają się przed ateizmem dzikim, a z tym kojarzy mi się odmiana agnosiewiczowa.

Większość polskich niekatolików/pseudokatolików to antyklerykały. Do Boga, duszków i aniołków nic nie mają, wpienia ich kler.

I to chyba najrozsądniejsza postawa.

Mnie tam aroganccy ateiści, którzy "wszystko wiedzą" nie mniej działają na nerwy niż sekta terlikowców. Jedni i drudzy nawiedzeni. Z tym że z ateistami mam więcej wspólnych interesów, więc gdybym miało wybierać mniejsze zło, wybrałobym jednak agnosiowych ateistów. :D


Gdy napiszę- ilu ateistów tyle ateizmów na pewno przesadzę. :)

Ale wśród ateistów jak i wśród ludzi wierzących w świat nadprzyrodzony, spotykamy wielką różnorodność. Brak wiary w Boga nie musi wiązać się z prymitywnym prostackim myśleniem.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10963
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 776 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:23, 01 Lip 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Brak wiary w Boga nie musi wiązać się z prymitywnym prostackim myśleniem.

Na pewno tak. Prostactwo jest już pewną skrajnością; czyli prostak teista, czy prostak ateista - obaj właściwie nie wiedzą co myślą, kiedy coś myślą, nie wiedzą do końca co czują, nie rozumieją co mówią, gdy coś mówią.

Ale naprawdę ciekawe rzeczy zaczynają się gdzieś powyżej poziomu prostactwa, tam gdzie zaczyna się pojawiać myślenie, gdzie w grę wchodzi coraz bardziej zaawansowana inteligencja. Wtedy zaczyna się liczyć odwaga stawiania pytań. Kiedyś, gdy dominowały systemy teistyczne, odwagą było stawiać sobie pytania o ewolucję, o miejsce człowieka we wszechświecie, o ateizm. W dzisiejszych czasach jakby się to odwróciło - inteligencja ludzka już "załapała", że nie ma obowiązku wierzyć we wszystko co mówią tacy, czy inni mądrale, co głoszą mniej czy bardziej zorganizowane, albo i osadzone w tradycji sekty. Można więc wątpić we wszystko co religianci głoszą. I ja się nawet z tym zgadzam - człowiek ma prawo i obowiązek wątpić, nie wolno mu dać się zmanipulować.
Problem w tym, że inteligentom ateizmu zabrakło konsekwencji. Tzn. wątpić - fajnie - jeśli wątpimy w religię, w Biblię, w tradycję kościołów różnych. A potem - STOP. Potem już się nie wątpi, bo pojawił się nowy władca umysłów - nauka. Umarł król, niech żyje król. Nowemu królowi nie można wątpić, bo powrócą demony przeszłości - dominacja religii i kleru. Tak sobie małostkowa inteligencja ateistyczna wymyśliła i tak czuje. Nie ma już odwagi wątpić, chce mieć nowego władcę, któremu zawierzy się bez reszty. Tu inteligentom po prostu zabrakło inteligencji...
Bo faktycznie dla mnie ta ateistyczna inteligencja jest po prostu niewystarczająco inteligentna. Nie jest inteligentna, nie spostrzegawcza, nie dociekliwa w wystarczającym stopniu, bo nie widzi (nie chce widzieć) jak bardzo powiela błędy przeszłości (te same, które innym wytykała) - zadowala się tym, że stoi po drugiej stronie barykady. Mało inteligentnym inteligentom ateizmu zdaje się, że skoro są po "słusznej" stronie, to błąd im nie grozi, to jedyne co trzeba, to wciąż okopywać się, umacniać na swoich stanowiskach, czyli głosić ateizm jako przeciwieństwo tego "wrednego religianctwa". To ich zadowala, bo inteligencja ich rozumowania jest słaba, bo nie stawia pytań, nie analizuje spójności własnych twierdzeń. Można to nazwać "intelektualną pułapką posiadania wroga". Tak rozumujący w istocie przyjmują, że to wróg, którego nie lubimy, a nie same nasze poglądy jako takie, są nam wyznacznikiem poprawności. Naszych poglądów nie musimy więc nijak weryfikować, bo one są (poprawne), skoro mamy wroga...

Nieraz przychodzi mi prowadzić pewne dyskusje z ateistami i praktycznie niemal zawsze pojawia się taki sam schemat. Najpierw ateista próbuje potwierdzić swoje poglądy wskazując na historyczne błędy kościoła, czy konkretnych ludzi - wierzących. Gdy dogadamy się w końcu, że w tej dyskusji nie chodzi o wałkowanie cudzych poglądów (czyli znęcanie się nad owym wrogiem, co stanowi przeciętnie 50% "mocy" ateizmu), tylko o to CO MY UWAŻAMY ZA SŁUSZNE, to ateistyczna pewność i rozum dziwnie słabną... Zwykle pojawia się wątek porównujący wiarę religijną z wiarą w krasnoludki (kolejne 25% mocy ateizmu). Gdy to odpada (w sumie relatywnie łatwo jest wykazać, że jakaś forma wiary w coś niesprawdzonego jest absolutnie naturalna i nieusuwalna z życia, więc nie ma prostego podziału zła wiara i dobra "wiedza"), wtedy zwykle taki (naiwny, czyli typowy) ateizm zupełnie traci rozpęd. Potem jest już tylko dość chaotyczne plątanie się, kluczenie, wikłanie w sprzeczności rozumowania.
Sorry, jeszcze raz to napiszę, ale jakoś tak jest, że ten (typowy) ateizm jest taki nieinteligentny, taki pozbawiony refleksji nad samym sobą, taki naiwny. Można się litować, można zrozumieć, ale człowiek się dziwi. :think:
A ateizm nietypowy?...
No cóż, zdarza się. Zdarza się również ateizm konsekwentny, nie odkładający rozumu na półkę, po dojściu do ściany samozadowolenia, że oto można nie lubić tych wrednych moherów, nie trzeba przestrzegać pewnych nakazów moralnych (nie będę się upierał, spora ich część jest dyskusyjna) i że w ogóle jesteśmy po tej właściwej stronie. Taki ateizm, taki naprawdę inteligentny ateizm, ma jednak jedną wadą - powolutku, rok za rokiem, krok za krokiem, przemyślenie za przemyśleniem... eroduje. Widać to u Kołakowskiego, którego buńczuczne teksty ateistyczne czytałem za młodu, a refleksje "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania" pod koniec życia filozofa (całkiem teistyczne w wydźwięku refleksje...). Mamy "czołowego myśliciela ateizmu" Antony Flew, który pod koniec swojego ateistycznego życia po prostu stwierdza, że się mylił, że Bóg istnieje i wielu innych mądrych filozofów.
Skąd się to bierze?
Ano głownie z KONSEKWENCJI. Jak się jest konsekwentnym w rozumowaniu, to zwykle się dochodzi do anihilacji błędów, które na początku takiego rozumowania (choćby przypadkowo) powstają. Trzeba konsekwencji i uporu w niej. Jak znajdziesz wielką prawdę - to zastosuj ja też wobec samego siebie. Jak komuś coś zarzucasz, to postaw się w jego sytuacji, ze swoimi poglądami...
Tak naprawdę po prostu konsekwencja wystarczy, aby w końcu zrozumieć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:40, 03 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Brak wiary w Boga nie musi wiązać się z prymitywnym prostackim myśleniem.

Na pewno tak. Prostactwo jest już pewną skrajnością; czyli prostak teista, czy prostak ateista - obaj właściwie nie wiedzą co myślą, kiedy coś myślą, nie wiedzą do końca co czują, nie rozumieją co mówią, gdy coś mówią.

Ale naprawdę ciekawe rzeczy zaczynają się gdzieś powyżej poziomu prostactwa, tam gdzie zaczyna się pojawiać myślenie, gdzie w grę wchodzi coraz bardziej zaawansowana inteligencja. Wtedy zaczyna się liczyć odwaga stawiania pytań. Kiedyś, gdy dominowały systemy teistyczne, odwagą było stawiać sobie pytania o ewolucję, o miejsce człowieka we wszechświecie, o ateizm. W dzisiejszych czasach jakby się to odwróciło - inteligencja ludzka już "załapała", że nie ma obowiązku wierzyć we wszystko co mówią tacy, czy inni mądrale, co głoszą mniej czy bardziej zorganizowane, albo i osadzone w tradycji sekty. Można więc wątpić we wszystko co religianci głoszą. I ja się nawet z tym zgadzam - człowiek ma prawo i obowiązek wątpić, nie wolno mu dać się zmanipulować.
Problem w tym, że inteligentom ateizmu zabrakło konsekwencji. Tzn. wątpić - fajnie - jeśli wątpimy w religię, w Biblię, w tradycję kościołów różnych. A potem - STOP. Potem już się nie wątpi, bo pojawił się nowy władca umysłów - nauka. Umarł król, niech żyje król. Nowemu królowi nie można wątpić, bo powrócą demony przeszłości - dominacja religii i kleru. Tak sobie małostkowa inteligencja ateistyczna wymyśliła i tak czuje. Nie ma już odwagi wątpić, chce mieć nowego władcę, któremu zawierzy się bez reszty. Tu inteligentom po prostu zabrakło inteligencji...
Bo faktycznie dla mnie ta ateistyczna inteligencja jest po prostu niewystarczająco inteligentna. Nie jest inteligentna, nie spostrzegawcza, nie dociekliwa w wystarczającym stopniu, bo nie widzi (nie chce widzieć) jak bardzo powiela błędy przeszłości (te same, które innym wytykała) - zadowala się tym, że stoi po drugiej stronie barykady. Mało inteligentnym inteligentom ateizmu zdaje się, że skoro są po "słusznej" stronie, to błąd im nie grozi, to jedyne co trzeba, to wciąż okopywać się, umacniać na swoich stanowiskach, czyli głosić ateizm jako przeciwieństwo tego "wrednego religianctwa". To ich zadowala, bo inteligencja ich rozumowania jest słaba, bo nie stawia pytań, nie analizuje spójności własnych twierdzeń. Można to nazwać "intelektualną pułapką posiadania wroga". Tak rozumujący w istocie przyjmują, że to wróg, którego nie lubimy, a nie same nasze poglądy jako takie, są nam wyznacznikiem poprawności. Naszych poglądów nie musimy więc nijak weryfikować, bo one są (poprawne), skoro mamy wroga...

Nieraz przychodzi mi prowadzić pewne dyskusje z ateistami i praktycznie niemal zawsze pojawia się taki sam schemat. Najpierw ateista próbuje potwierdzić swoje poglądy wskazując na historyczne błędy kościoła, czy konkretnych ludzi - wierzących. Gdy dogadamy się w końcu, że w tej dyskusji nie chodzi o wałkowanie cudzych poglądów (czyli znęcanie się nad owym wrogiem, co stanowi przeciętnie 50% "mocy" ateizmu), tylko o to CO MY UWAŻAMY ZA SŁUSZNE, to ateistyczna pewność i rozum dziwnie słabną... Zwykle pojawia się wątek porównujący wiarę religijną z wiarą w krasnoludki (kolejne 25% mocy ateizmu). Gdy to odpada (w sumie relatywnie łatwo jest wykazać, że jakaś forma wiary w coś niesprawdzonego jest absolutnie naturalna i nieusuwalna z życia, więc nie ma prostego podziału zła wiara i dobra "wiedza"), wtedy zwykle taki (naiwny, czyli typowy) ateizm zupełnie traci rozpęd. Potem jest już tylko dość chaotyczne plątanie się, kluczenie, wikłanie w sprzeczności rozumowania.
Sorry, jeszcze raz to napiszę, ale jakoś tak jest, że ten (typowy) ateizm jest taki nieinteligentny, taki pozbawiony refleksji nad samym sobą, taki naiwny. Można się litować, można zrozumieć, ale człowiek się dziwi. :think:
A ateizm nietypowy?...
No cóż, zdarza się. Zdarza się również ateizm konsekwentny, nie odkładający rozumu na półkę, po dojściu do ściany samozadowolenia, że oto można nie lubić tych wrednych moherów, nie trzeba przestrzegać pewnych nakazów moralnych (nie będę się upierał, spora ich część jest dyskusyjna) i że w ogóle jesteśmy po tej właściwej stronie. Taki ateizm, taki naprawdę inteligentny ateizm, ma jednak jedną wadą - powolutku, rok za rokiem, krok za krokiem, przemyślenie za przemyśleniem... eroduje. Widać to u Kołakowskiego, którego buńczuczne teksty ateistyczne czytałem za młodu, a refleksje "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania" pod koniec życia filozofa (całkiem teistyczne w wydźwięku refleksje...). Mamy "czołowego myśliciela ateizmu" Antony Flew, który pod koniec swojego ateistycznego życia po prostu stwierdza, że się mylił, że Bóg istnieje i wielu innych mądrych filozofów.
Skąd się to bierze?
Ano głownie z KONSEKWENCJI. Jak się jest konsekwentnym w rozumowaniu, to zwykle się dochodzi do anihilacji błędów, które na początku takiego rozumowania (choćby przypadkowo) powstają. Trzeba konsekwencji i uporu w niej. Jak znajdziesz wielką prawdę - to zastosuj ja też wobec samego siebie. Jak komuś coś zarzucasz, to postaw się w jego sytuacji, ze swoimi poglądami...
Tak naprawdę po prostu konsekwencja wystarczy, aby w końcu zrozumieć.


Oprócz prostaków są jeszcze prostaczkowie- chyba do takich się zaliczam;-) Wraz z wiekiem mi sie to nasila. Sekujesz Agnosiewicza a sam jesteś ogarnięty racjonalizmem do"bulu" ;-)

Nie znam tego Flewa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:43, 03 Lip 2015    Temat postu:

Kołakowski na pewno nie stał się prostaczkiem na starość, ale do teizmu wg mnie mu daleko było.
Nawet tuż przed śmiercią . Co najwyżej to agnostyk.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
O.K.




Dołączył: 05 Maj 2012
Posty: 1769
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 108 razy

PostWysłany: Sob 21:50, 04 Lip 2015    Temat postu:

Jan Lewandowski napisał:

Zresztą Dawkins też nie jest twórcą "naukowego ateizmu"

"Naukowy ateizm" to stary odgrzany kotlet markistowskiego "postępu naukowego"

Nihil novi


Równiez i sam marksizm tego nie wymyślił -podobne idee na fali oświecenia i pozytywizmu serwowano już wcześniej.

Jan Lewandowski napisał:
Neoateizm, czy jak to ja ironicznie określam "naukowy ateizm", jest światopoglądem tak prymitywnym, że praktycznie wszystkie jego postulaty i całą "argumentację" można by wyczerpująco zawrzeć na 2 stronach A4.


To byłoby całkiem ciekawe ćwiczenie - 2 strony i nie więcej.

Moim zdaniem sprawa jest, jak zwykle, bardziej skomplikowana bo "naukowych ateizmów" jest więcej niż jeden i mają różne postulaty, a czasem nawet nie przyznają się do bycia "naukowym ateizmem". Dotyczy to np. nauk biblijnych, bo czymze są różne rodzaju "wyższe krytyki" i "biblijne minimalizmy", nawet jeśli niekiedy zyskują zwolenników wśród teistów? Choć w naukach przyrodniczych też się różne tego typu sytuacje pewnie by zdarzały -rózne szkoły ewolucjonistyczne, psychologiczne itp., czy nawet nieweryfikowalne parateorie fizyczne, których podstawą metafizyczną jest posunięty ponad naukową miarę materializm. Sprzeczności między twierdzeniami tych wszystkich, jawnych bądź zakamuflowanych "naukowych ateizmów" jest co nie miara.

Ale mimo wszystko warto spróbować podsumowania doktryny "naukowego ateizmu" na dwóch stronach.

Jan Lewandowski napisał:
Dyskusja zawsze sprowadza się do tego, że polemizujesz z tezami prostackiego manifestu o naturze nihilistycznej w stosunku do religii, który jest filozofią podrzędnego sortu dla pozoru przystrojonego w piórka naukowości, a tak naprawdę jest co najwyżej kaleką kalką scjentyzmu

[...]

Neoateizm jest dla mnie sektą taką samą jak Hare Kryszna czy Świadkowie Jehowy gdyż wyznawcy neoateizmu identycznie jak wszyscy sekciarze mówią to samo w identyczny sposób


No niby tak, ale choć podstawa jest ta sama, to jednak -patrz wyżej - w szczegółach są różnice.

Ale nie o tym mowa. Zastanawia mnie, czy własnie w tym prostactwie nie tkwi siła. Bo świat, niestety, się prymitywizuje więc walenie wprost że religia jest ułudą debili, nie godną mądralińskich, trafia na podatny grunt.

I teraz w czym rzecz. Od jakiegoś czasu You Tube podsuwa mi do oglądania filmiki z [link widoczny dla zalogowanych], amerykańskim astrofizykiem i gwiazdą wszystkich popularnonaukowych widowisk z Discovery Channell, National Geographic itp. A w szczególności co on myśli na temat -który to oczywiście musiał sie pojawić - Boga i religii.

Jak wynika z opisu na Wikipedii, Tyson jest agnostykiem, co samo w sobie jeszcze nic nie znaczy. Jakiś rok temu, NG wyświetłała popularnonaukową serię pt. "Kosmos" prowadzoną przez niego. Pierwszy odcinek był syfiasty, bo oczywiście wspominali Giordano Bruno, ale moim zdaniem kolejne były oglądalne, bo choc parę razy dostało się kreacjonistom (i słusznie), to jednak podkreślanie że Newton był religijny, tworzyło podstawę do dialogu -a wpadkę z Brunem można wytłumaczyć faktem ze serial nawiązywał do dziedzictwa Carla Sagana, który przeciez równiez w swej ignorancji wygłaszał swoje tyrady przeciw "blokującym postęp naukowy" autorytetom naukowym np. w Błękitnej Kropce.

Ale gdy już się skusiłem i oglądnąłem parę tych filmików...

https://www.youtube.com/watch?v=ovlrV7SoPCo -argument z cierpienia. Typowa wymówka ateistów (Lem ją też stosował) którzy chcą czymś uzasadnić swoją niewiarę. Jeśli Bóg jest wszechmocny i wszechdobry, niech zlikwiduje raka. A to że mi się nie chce głębiej wnikać w doktryny religijne i zadawać sobie pytań o sens cierpienia, to juz inna sprawa...

https://www.youtube.com/watch?v=5xvILvxYbFA - ijeszcze to. Wystapienie, sadząc po reakcjach publiki, pewnie na jakiejś konwencji ateistów. Liczby zapewne z Wikipedii (i nie trzeba Tysona by je wygłaszał), oczywiście, jak Tyson sam zauważył, bezzasadne, no i napawanie się swoją wyższością nad wierzącymi (jakimikolwiek, nie tylko bezkrytycznymi fundamentalistami). I tu się można wkurzyć.

Wobec tego warto się zastanowić, kim tak naprawdę jest Tyson (i jemu podobni). Wybitnym naukowcem, prezentującym szerokiej publiczności wyniki swoich przełomowych badań. Czy może po prostu zwykłym showmanem, odgrywającym w telewizji małpie figle, ku uciesze tejże publiczności?

Spójrzmy na jego listę publikacji: [link widoczny dla zalogowanych] Liczy ona zaledwie kilkanaście pozycji, i to moim zdaniem (a także licznika cytatów) nie najbardziej przełomowych. Jak na "wybitnego" astrofizyka to mało (są tacy co mają paręset artykułów, choć zależy to tez od tego czym się zajmują). A w większości nowszych prac jego nazwisko pada na ostatnim miejscu, co sugeruje że jego wkład był stosunkowo niewielki (by nie sugerowac czegoś gorszego).

W porządku, ale Tyson jest przede wszystkim popularyzatorem, co moze tłumaczyć dlaczego nie ma czasu na pracę badwaczą. No dobra, ale czy to usprawiedliwia wypowiadanie sie na tematy na które nie ma zielonego pojęcia? Tyczy się to nie tylko religii, bo można znaleźć i filmiki gdzie Tyson wypowiada sie na tematy amerykańskiego systemu fiskalnego czy hollywoodzkich filmów.

Jednym słowem Tyson jest po prostu celebrytą, który w telewizji odgrywa rolę wybitnego astrofizyka. Jak wielu innych celebrytów z tego rodzaju programów dokumentalnych. Rzecz w tym że ateiści potrzebują takich właśnie celebrytów, "wybitnych" telewizyjnych naukowców, popierających ich punkt widzenia. Tak jak kreacjoniści potrzebują "doktorka" Howinda.

Na okładce Boga urojonego Dawkinsa można było przeczytać taką informację:

Magazyn „Discover" nazwał niedawno Richarda Dawkinsa „rottweilerem Darwina",
w uznaniu jego bezpardonowej, a przy tym przekonującej obrony teorii ewolucji. Dla
„Prospect" Dawkins jest jednym z trzech najwybitniejszych współczesnych
intelektualistów znanych szerokiej publiczności (pozostali dwaj to Noam Chomsky i
Umberto Eco).
(też ateusze -inna ciekawą kwestią jest kto te listy tak naprawdę układa).

Czyli slogan jest taki, oto przed wami jeden z trzech największych mózgów na Ziemi. Tylko jak się przeczyta (polecam
[link widoczny dla zalogowanych] ) co ten mózg wymyślił, włos się na głowie jeży.

Pytaniem kluczowe nie jest zatem, czy ateizm jest naukowy, ani czy w ogóle ma sens, tylko co innego -czy atheism sells wciąż jeszcze .


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez O.K. dnia Sob 22:03, 04 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10963
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 776 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 9:08, 05 Lip 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Kołakowski na pewno nie stał się prostaczkiem na starość, ale do teizmu wg mnie mu daleko było.
Nawet tuż przed śmiercią . Co najwyżej to agnostyk.

Nie będę się upierał, że stał się jawnym teistą. Ale tyle pisał o Bogu, że wydaje się dziwne, aby filozof naprawdę dużej miary uważał za stosowne zajmować się tą dziedziną, gdyby była ona w jego mniemaniu porównywalna z krasnoludkizmem. Najwyraźniej dla Kołakowskiego teizm już dawno od krasnoludkizmu się oddalił w przestrzeni myślowej.

Zaś wracając do sprawy ataku ateizmu na teizm, to trochę nie dopisałem. Bo jest właściwie jeden obszar, w którym ten atak jest względnie skuteczny - to oczywiście problem cierpienia w świecie. I da się on też sensownie rozwiązać, ale znowu - nie w trybie trywialnym. W trybie względnie nieskomplikowanym można odeprzeć ataki w stylu krasnoludkizmu, czy na linii prostych scjentystycznych memów nauka - wiara.
Choć chyba kwestia cierpienia pozostanie chyba zawsze wyzwaniem; nawet dla największych filozofów. Tzn. wytłumaczenie daje się znaleźć w trybie nie aż tak bardzo trudnym, ale aby je w pełni przyjąć umysłem, aby obudować pełnym zrozumieniem i akceptacją, to już jest zadanie na całe życie...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 12:17, 05 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 14:48, 06 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Kołakowski na pewno nie stał się prostaczkiem na starość, ale do teizmu wg mnie mu daleko było.
Nawet tuż przed śmiercią . Co najwyżej to agnostyk.

Nie będę się upierał, że stał się jawnym teistą. Ale tyle pisał o Bogu, że wydaje się dziwne, aby filozof naprawdę dużej miary uważał za stosowne zajmować się tą dziedziną, gdyby była ona w jego mniemaniu porównywalna z krasnoludkizmem. Najwyraźniej dla Kołakowskiego teizm już dawno od krasnoludkizmu się oddalił w przestrzeni myślowej.

Zaś wracając do sprawy ataku ateizmu na teizm, to trochę nie dopisałem. Bo jest właściwie jeden obszar, w którym ten atak jest względnie skuteczny - to oczywiście problem cierpienia w świecie. I da się on też sensownie rozwiązać, ale znowu - nie w trybie trywialnym. W trybie względnie nieskomplikowanym można odeprzeć ataki w stylu krasnoludkizmu, czy na linii prostych scjentystycznych memów nauka - wiara.
Choć chyba kwestia cierpienia pozostanie chyba zawsze wyzwaniem; nawet dla największych filozofów. Tzn. wytłumaczenie daje się znaleźć w trybie nie aż tak bardzo trudnym, ale aby je w pełni przyjąć umysłem, aby obudować pełnym zrozumieniem i akceptacją, to już jest zadanie na całe życie...


Kołakowskiego rodzina pochowała po katolicku i wszystkiemu stało się zadość:-). To jest właśnie trywializacja - typowa dla polskiego ludku.

Śluby już mogą odbywać się na własną modłę - pogrzeby niestety nie. Musi być prałat. :) A Bóg i tak jeśli jest, ma tego prałata w głębokim poważaniu.

Cieszę się, że Lemański przestał szukać kasy dla urzędasów watykańskich.

Wreszcie mu rozsądek do głowy uderzył. Ciekawam czy Franciszek okaże mu łaskę?? :(

Nie wierzę w zbiorowe przeżywanie Boga. Im większa zbiorówka tym marniejszy Bóg. Bóg to sprawa osobista i bardzo intymna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 3506
Przeczytał: 98 tematów

Pomógł: 99 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:05, 06 Lip 2015    Temat postu:

Prawie cała literatura, prawie cała poezja, prawie cała sztuka wyrosły z ludzkiego bólu; w niebie chyba sztuki nie ma.


Leszek Kołakowski o sztuce.

A tutaj fragment z artykułu o teokracji:


[img]https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xtf1/v/t1.0-9/11698803_918818898176524_3677405771961134415_n.jpg?oh=b594c586071ac7fb14d0fa0bf43e56b3&oe=560F28CB[/img]

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Wto 7:48, 07 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia teizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin