Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jestestwo myśli i pojęcie ja

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16759
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 17:33, 03 Mar 2016    Temat postu: Jestestwo myśli i pojęcie ja

Jestestwo myśli
Są dwie granice dla istnienia myśli
Zrozumienie i cierpienie

Rozumiejąc wszystko
możemy podążyć w każdy obszar możliwej myśli
zaakceptować dowolny aspekt bytu
być tam, gdzie tylko coś da się zobrazować, ująć, odwzorować
tam gdzie jeszcze coś, jakoś, kiedykolwiek do nas dociera
- a jednak,
będąc
tak wszędzie i zawsze
stajemy się jakby nigdzie i nigdy
bo tracimy różnicę pomiędzy tym co wybrane i istniejące
a tym co potencjalne, albo tylko z urojeń

Cierpienie jest odwrotną granicą bytowania myśli
stoi na straży określoności, stawiając tej myśli ostre i twarde NIE
Nie – wobec tego, co wykracza poza sens i kształt istnienia JA
Co rozrywa i niszczy
wrzuca w otchłań nieakceptacji i destrukcji

bo myśl spotykając cierpienie
nie podąża dalej
buntując się przeciw temu, co wobec niej zwrócone
stając bezradnie jakby wobec muru zagradzającego wstęp
- Tak dowiaduje się co stanowi granicę jej istnienia
Chyba że...
chyba że i ten mur pokona
Naginając się jak sprężyna
Będąc jednocześnie sobą i zupełnie przeciw
W przedziwnej rozpaczy pulsując
między tym co akceptację i trwałość stanowi
a tym co owej trwałości i akceptacji zaprzecza
trwając w odrzuceniu siebie
choć w jakimś sensie
właśnie dowodząc samej siebie
bo umieszczając swoje istnienie wyżej
od stawianych mu ograniczeń

Nie da się istnieć w duchu
nie pokonując tego co przeciw
nie eksplorując obszarów cierpienia
bo to oznaczałoby zgodę na całkowite PODPORZĄDKOWANIE
czyli bycie nie sobą, lecz emanacją i składnikiem tego, kto rozkazuje
Lecz samo tylko cierpienie wypala jestestwo
Zamieniając w chaos powiązania myśli
Dlatego prawdziwa moc istnienia
Rozpościera się między tymi skrajnymi aspektami
Zrozumieniem i akceptacją, a ograniczeniem i cierpieniem.


Michał Dyszyński czwartek, 3 marca 2016


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 15:12, 17 Lip 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16759
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:30, 15 Lip 2018    Temat postu: Re: Jestestwo myśli

Dlaczego moja ja wciąż mi się narzuca?
Dlaczego moja uwaga wciąż samoistnie powraca do tych samych myśli?
Dlaczego wciąż wspominam to samo, a potem znowu to samo?
Próbowałem oderwać się od tego, co wyświetla mi umysł na wewnętrznym ekranie - nie potrafię...
Gdybym mógł pozbyć się tego JA, tego narzucania mi się wspomnień
tej powtarzalności moich reakcji, czasem zachowań, słabości
gdyby mój był w stanie przestać procesować obrazy z tych miejsc, w które rzuciło mnie życie
tych zdarzeń, które były moim udziałem
tych smaków, zapachów, jakie odczuwam aktualnie
gdybym miał wolność przerwania owej ciągłości zmysłów i wspomnień
to byłbym w stanie odrzucić swoje ja.
Byłaby to jakaś forma wolności - taka wolność w nicość, w pustkę braku doznań i myśli.
To byłoby lepsze, niż cierpienie.
Chyba, że cierpienie okazałoby się przejściowe, niezbędne dla osiągnięcia trwałego szczęścia.
Religia mówi, ze cierpienie jest przejściowe.
Jedni w to wierzą, inni ów przekaz odrzucają.

Michał Dyszyński czwartek, 15 lipca 2018

Komentarz do tego powyższego tekstu, mającego formę poematu (choć może z liryką nie mającego wiele wspólnego).
Niektórzy głoszą tezę o "iluzji ja", że ja jest iluzoryczne. Dla mnie to twierdzenie jest mocno dziwne, nie wiem z czego miałoby wynikać. Bo w moim rozumieniu (definicja) JA jest ograniczeniem, źródła bodźców. To, że muszę ze sobą ciągnąć bagaż wspomnień, narzucających się, nawet gdy próbuję się od nich odciąć, że muszę (!) odbierać bodźce z pewnego określonego zbioru komórek (moje ciało), że coś (co?...) wymusza na mnie powtarzalny zestaw wmuszanych mi myśli, wrażeń - to jest ja. Fakt ograniczenia, fakt, że nie potrafię w żaden sposób odciąć się od tego, co tworzy moje wspomnienia i wrażenia jest dla mnie dowodem, że ja nie jest żadną iluzją. Gdyby ja było iluzją, to powinienem móc podpiąć się - jakoś przełączyć - pod wrażenia osoby idącej ulicą, czy może w ogóle skakać odbiorem wrażeń - raz do Sydney, innym razem do Tokio, za chwilę na planetę Jowisz. Tymczasem coś (nazywam to wlaśnie "ja") mi dowolność wyboru źródła bodźców blokuje, stawia tamę mojej woli, wymuszając kolejność i źródło dla bodźców wedle pewnego wzorca. W pewnym minimalnym stopniu mogę tym zarządzać - mogą np. wymusić skupienie uwagi na czymś intencjonalnie - oglądać telewizję, a nie patrzeć się w ścianę, spróbować cytryny, zamiast wypić kawę. Ale zakres tego co swoją wolą mogę wymusić jest mocno ograniczony.
Aby było ja nie muszę się jakoś specjalnie z czymś identyfikować, nie muszę niczego pragnąć, nie muszę mieć poglądów. Oczywiście jeśli te pragnienia i poglądy będę miał, to jakoś dołożą się one do tej puli wrażeń, którą i tak dostarcza mi życie. Czyli coś minimalnego moją wolą jestem w stanie osiągnąć. Jednak odpiąć się od tego "pointera", który śledzi pewną pulę wrażeń, dodając do niej coraz to nowe, nie mam umiejętności, możliwości. Gdybym to zrobił, to mógłbym uznać, że to ja było nietrwałe, było iluzją. Póki tego nie potrafię, ja jest dla mnie czymś najbardziej realnym ze wszystkiego.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 22:37, 15 Lip 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16759
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:27, 17 Lip 2018    Temat postu: Re: Jestestwo myśli

Odbieram moje ja w pewnym stopniu jako szykanę, agresję przeciw swobodzie myślenia cokolwiek i jakkolwiek. Gdyby umysł mógł funkcjonować jako niezwiązany, to byłby w stanie dowolnie przełączać się pomiędzy bodźcami - raz myślę sobie o planecie Mars, za chwilę o drzewie przed domem, a za chwile znowu o hipopotamach, ale nic by się mi nie narzucało. Tymczasem realia myśli są inne:
- przychodzą bodźce, które mi się narzucają (np. głód, chłód, zapachy, dźwięki), są nieplanowane, nie podlegają mojej woli, albo ingerencja woli jest ograniczona
- są myśli, których nie potrafię zablokować (np. cierpienia po utracie bliskiej osoby, przeżywanie swoich porażek, wyrzutów sumienia itp.)
- są ograniczenia w tworzeniu nowych myśli, sterowaniu uwagą, umiejętności skupienia się.
Umysł został rzucony w sytuację, gdy ma nad sobą różnych "panów" ma ograniczenia wrodzone i nabyte. Część z nich generuje efekt cierpienia, inna część przynosi przyjemność. W skrajnych przypadkach cierpienia umysł ostatecznie chciałby przestać funkcjonować, pragnie swojego unicestwienia. Są jednak też i momenty szczęścia, w których umysł pragnie trwać, przeżywać to, co do niego trafia i co on sam jest w stanie z tego wygenerować - dalsze myśli, odczucia, decyzje.

Umysł pragnie szczęścia. Tylko czy za każdą cenę?
Czy bycie bezmyślnym, na podobieństwo narkomana, który dostał niekończonący się narkotyczny odlot jest tym, czego byśmy chcieli? W końcu taka narkotyczna magma myśli właściwie wyklucza sensowny rozwój umysłu.
Czy zgodzilibyśmy się na jakiś dyskomfort emocji, jeśliby nagrodą miała być większa świadomość, możliwość doskonalenia się?
Bo może jeszcze być tak, że owo doskonalenie się zostało wpisane w naturę umysłu w sposób nieusuwalny... Wtedy szczęście w stylu narkomana nigdy nie byłoby trwałe, w końcu sprowadzałoby umysł do jakiejś formy cierpienia.
Ale aby wytrwać w obliczu wyzwań, zagrożeń, cierpienia, trzeba mieć moc; właściwie to trzeba ową moc pracowicie zdobywać, bo moc musi być nasza w pełni tego słowa - nie dodana z zewnątrz, a wypracowana osobiście.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin