Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Archetyp ja - świat
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:27, 30 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Chrześcijanin ma oczywiscie obowiązek przesuniecia tej granicy na osoby również dalsze, ale z zachowaniem porządku miłości (ordo caritatis), czyli w pierwszej kolejności dbam o tych najbliższych.
1. Rodzina
2. sąsiedzi
3. Lokalna spolecznosc/wspolnota/Kościół
3. Naród/chrześcijanie
4. Europejczycy/chrześcijanie
5. Reszta świata

Św. Paweł:
Jeżeli zaś ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, [ten] wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego (1 Tm 5,8).

Nie dosc, ze jest to naturalne, to jeszcze rozumne, bo osobie bliskiej jestem w wiekszym w stopniu w stanie realnie pomoc niz osobie na drugim koncu swiata.

Współczesne czasy mocno nadszarpnęły ten porządek poprzez procesy globalizacyjne. Ludzie pomagają na odległosci, np. robiac zbiórki charytatywne, a w stosunku do najblizszych potrafia byc calkowicie obojetni, co moze wynikac z tego, ze łatwiej jest przelac raz na jakis czas jakas kwote na konto czy wrzucic do puszki niz np. zaopiekowac sie wlasna schorowana matka, poswiecic jej swoj czas, sily etc. Matke lepiej oddac do domu starcow, zeby zajeli sie nia ... obcy ludzie, a ja będe zdalnie wspierac Murzynków.... :think:

Współczesne czasy jednocześnie inaczej definiują pojęcie bliski - dalszy. Świat stał się przysłowiową globalną wioską. Kiedyś można było mieć iluzję, że to co robię u siebie, jest tylko moje, że mam prawo (z etycznego punktu widzenia) szarogęsić się na WŁASNYM. Ten świat pokazuje, że to jest (była także wcześniej, ale mnie to zauważano) iluzja. Jak ktoś spali plastiki w swoim kominku, to zasmrodzi, narazi na utratę zdrowia sąsiadów. Jak ktoś (firma, instytucja) zniszczy duży obszar lasu, to ubytek w obiegu tlenu i innych zanieczyszczeń w przyrodzie będzie ostatecznie globalny. Jak ktoś czerpie zyski z kopalń umieszczonych w biednych krajach, nie dbając o środowisko i ludzi tam zamieszkałych, to nie jest taki, że tylko on zarobił, ale mamy tu pewien bilans zysków, strat, czasem krzywd. Korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, techniki, choć często rachunek za te dobra został wystawiony innym ludziom. Jeśli potwierdzą się niektóre modele klimatyczne (mam tu swoje wątpliwości, ale nie wykluczam żadnej opcji) to niedługo za utrzymywanie polityki spalania surowców kopalnych zapłacą mieszkańcy wysp, którym ocean zaleje ich domy i pola.
Oczywiście nie ma sensu stawianie sobie nierealnych wymagań. Pomaganie innym powinno być przede wszystkim skuteczne. Dlatego mam wątpliwości, czy po prostu wysyłanie pieniędzy jakimś instytucjom charytatywnym jest dobrym sposobem na wspomaganie najbiedniejszych. Ale też trochę szanuję decyzję kogoś, kto widząc własny dostatek dóbr, chce się nimi pogodzić z ludźmi w niedostatku - nawet z ludźmi nieznanymi sobie.
Ten świat jest mocno skomplikowany. Ludzie w bogatych krajach chyba bardziej niż pieniędzy potrzebują jakiejś formy etycznego porządku i zrozumienia siebie. W Europie (w Polsce) prawie nikt nie cierpi głodu. Jeśli nawet są jakieś wyjątki w tym względzie, to będą one spowodowane nie brakiem żywności (tej się marnuje bardzo dużo) ale brakiem ludzkiej życzliwości, bezwładem myślowym, ograniczeniami biurokratycznymi, głupotą i zła postawą ludzi. Trudno jest pomóc dzieciom biednej rodzinie alkoholików. Dawanie im pieniędzy będzie oznaczało często tylko więcej możliwości upicia się rodziców, a dzieci dalej będą cierpiały.
Ludziom z dalekich krajów warto jest pomagać nie tylko z powodów etycznych, ale właściwie to we własnym interesie. Jeśli na miejscu w owych krajach ludzie będą mieli pracę, to nie będą jej musieli szukać gdzie indziej. Jeśli tam będzie porządek w polityce, to nie będzie marnotrawstwa środowiska przyrodniczego, zanieczyszczenia atmosfery (która jest dobrem globalnym). Świat zrobił się taki, że iluzją jest przekonanie, iż mamy szanse się odgrodzić i dbać głównie o samych siebie. Nastały nowe czasy.
Na pewno gdzieś w pierwszym rzędzie będziemy dbać o to co nam bliskie. I to chyba ma też o tyle sens, iż tylko to co bliskie mamy szansę skontrolować, upewnić, czy np. nasza pomoc finansowa, choć kierowana do głodujących, nie trafia do handlarzy bronią, czy narkotykami.
Jednocześnie jest też jednak pewna dodatkowa "logika" w tym układzie - związana ze świadomością, że mamy wielkie nadmiary i marnotrawstwo dóbr w jednych krajach, a wielki niedostatek w innych. Gdy jedni się duszą z nadmiaru dóbr, których nie umieją uszanować, inni nie mają na swoje podstawowe potrzeby. Nawet dobrze zorganizowany second hand z jednej strony jednym krajom pomógłby w pozbyciu się właściwie śmieci, a innym dał możliwość zaspokojenia potrzeb.
Gdzieś w tym wszystkim ja bym cenił WRAŻLIWOŚĆ. Jeśli komuś łatwo przychodzi powiedzenie "tamten jest innego koloru skóry, więc on mnie nie obchodzi", to z wrażliwością takiej osoby nie jest dobrze. "Serc nie zatwardzajcie".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2122
Przeczytał: 138 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:28, 30 Maj 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Współczesne czasy jednocześnie inaczej definiują pojęcie bliski - dalszy. Świat stał się przysłowiową globalną wioską. Kiedyś można było mieć iluzję, że to co robię u siebie, jest tylko moje, że mam prawo (z etycznego punktu widzenia) szarogęsić się na WŁASNYM. Ten świat pokazuje, że to jest (była także wcześniej, ale mnie to zauważano) iluzja. Jak ktoś spali plastiki w swoim kominku, to zasmrodzi, narazi na utratę zdrowia sąsiadów. Jak ktoś (firma, instytucja) zniszczy duży obszar lasu, to ubytek w obiegu tlenu i innych zanieczyszczeń w przyrodzie będzie ostatecznie globalny. Jak ktoś czerpie zyski z kopalń umieszczonych w biednych krajach, nie dbając o środowisko i ludzi tam zamieszkałych, to nie jest taki, że tylko on zarobił, ale mamy tu pewien bilans zysków, strat, czasem krzywd. Korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, techniki, choć często rachunek za te dobra został wystawiony innym ludziom. Jeśli potwierdzą się niektóre modele klimatyczne (mam tu swoje wątpliwości, ale nie wykluczam żadnej opcji) to niedługo za utrzymywanie polityki spalania surowców kopalnych zapłacą mieszkańcy wysp, którym ocean zaleje ich domy i pola.

Racja, że świat stał się w naszej świadomości większy i bardziej złożony, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że świat nie kończy się na tym, co w zasiegu wzroku, ale to nie zmienia wcale tego wspomianego porządku. Tak jak kiedyś tam najdalej na horyzoncie był sąsiad, sąsiednia wnioska, państwo, kontynent, tak teraz jest tam drugi kraniec świata. I o ile od bogatych/dobrze sytuowanych ludzi i bogatych społeczności można oczekiwać, że poza własnym ogródkiem będą w dużej mierze uwzględniać potrzeby i interesy również ludzi z egzotycznych miejsc na świecie, tak wymaganie tego samego od osób lub społeczności, które ledwo wiążą koniec z końcem jest tak samo nieludzkie jak ta obojętność bogacza z Europy na biedę Afrykańczyka. Można samemu sobie zadać pytanie, czy jakiegoś przymierającego głodem mieszkaca Afryki obchodzi i powinna obchodzić nędza mieszkańców jakieś polskiej kamienicy. Dla biednych ludzi, ludzi z poważnymi problemami w swoim własnym życiu świat w dalszym ciągu nie jest globalną wioską.
Bardzo mnie razi ta hipokryzja wielu osób, które epatują na wszystkie strony swoją wrażliwoscią na zmiany klimatyczne, prawa zwierząt albo krzywdę uchodźców, imigrantów etc., a jednocześnie przejawiają totalny brak empatii wobec osób, które mijają codziennie na ulicy i np. chcą siłą zamykać masowo kopalnie, w nosie mając losy ludzi uzależnionych od tych kopalń. Nie tylko ja zauważyłam taką prawidłowość, że wraz z uwrażliwieniem na krzywdę zwierząt, idzie często ubezwrażliwienie na krzywdę ludzi. Takie myślenie globalne niesie ze sobą niebepieczeństwo, że w tym patrzeniu w dal straci się z zasięgu wzroku to co najbliżej, że człowiekowi się odwróci porządek, zamiast zmianę świata zacząć od siebie i tego co najbliżej, zabiera się najpierw za to, co w najmniejszym stopniu od niego zależy albo co wymaga przede wszystkim rozwiązań systemowych, a nie doraźnych lub rewolucji. Tak jakby człowiek nie tyle chciał realnie coś zmienić, pomóć, tylko nade wszystko poczuć się dobrze, poczuć sie dobrym człowiekiem. Tym lepszym, im bardziej protestuje.
Co ciekawe, wraz z tą globalizacją idzie coraz mniejsze realne zaangażowanie w życie wspólnotowe. Ludzie oklejają swoje ściany na facebooku deklaracjami ideowymi, wyrażają poparcie dla różnych akcji, podpisują petycje, zapisują się na manifesty, marsze etc. i często na tym się kończy ich zaangażowanie. Kiedy nadarza się okazja, żeby coś realnie zmienic (np. idąc na wybory), to już na to zapału nie starcza. Tak jakby te problemy były dla nich zbyt abstrakcyjne, jakby mieli wrażenie, że i tak na nic nie mają wpływu, a gardłowanie słuzyło tylko zamanifestowaniu swojego dobrego serduszka. Paradoksalnie globalizacja nie tyle czyni to co dalekie bardziej bliskim, co to co bliskie czyni jednakowo dalekim albo jeszcze dalszym niż to, co jest dalekie. Ten olbrzymi świat tak przytłacza, że jednym realnym, konkretnym punktem oparcia staje się sama jednostka. Człowiek ucieka w siebie, w autystyczny indywidualizm, czy wręcz solipsyzm, żeby uciec przed tym uporzadkowaniem sobie świata, ustaleniem priorytetów.
Cytat:
Ludziom z dalekich krajów warto jest pomagać nie tylko z powodów etycznych, ale właściwie to we własnym interesie. Jeśli na miejscu w owych krajach ludzie będą mieli pracę, to nie będą jej musieli szukać gdzie indziej. Jeśli tam będzie porządek w polityce, to nie będzie marnotrawstwa środowiska przyrodniczego, zanieczyszczenia atmosfery (która jest dobrem globalnym).

Słuszna uwaga. Co istotne, taka systemową pomoc można zorganizować względnie niewielkim kosztem, ponieważ nie jednostkom, nawet nie całym narodom, ale związkom międzynarodowym zależy na tym celu. Można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Pomoc innym i samym sobie. Natomiast gdyby wymagać np. od jakiegoś konkretnego małego biednego państewka, żeby teraz grube środki przeznaczało na pomoc dla jeszcze biedniejszych społeczności kosztem własnych obywateli, to byłoby to już niemoralne.
Cytat:
Gdzieś w tym wszystkim ja bym cenił WRAŻLIWOŚĆ. Jeśli komuś łatwo przychodzi powiedzenie "tamten jest innego koloru skóry, więc on mnie nie obchodzi", to z wrażliwością takiej osoby nie jest dobrze. "Serc nie zatwardzajcie".

Ja bym była ostrożna z tą oceną wrażliwości, upewniając sie, czy osoba wypowiadająca takie słowa sama nie jest w beznadziejnej sytuacji życiowej, wobec tego taka obojętość na los ludzi na drugim końcu świata jest zrozumiała. Nam się czasem wydaje, że innym wokół się tak powodzi jak nam, bo przecież są tak blisko, a to z kolei może źle swiadczyć o naszej wrażliwości, skoro nie wiemy, jaka nędza nas otacza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:17, 30 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Gdzieś w tym wszystkim ja bym cenił WRAŻLIWOŚĆ. Jeśli komuś łatwo przychodzi powiedzenie "tamten jest innego koloru skóry, więc on mnie nie obchodzi", to z wrażliwością takiej osoby nie jest dobrze. "Serc nie zatwardzajcie".

Ja bym była ostrożna z tą oceną wrażliwości, upewniając sie, czy osoba wypowiadająca takie słowa sama nie jest w beznadziejnej sytuacji życiowej, wobec tego taka obojętość na los ludzi na drugim końcu świata jest zrozumiała. Nam się czasem wydaje, że innym wokół się tak powodzi jak nam, bo przecież są tak blisko, a to z kolei może źle swiadczyć o naszej wrażliwości, skoro nie wiemy, jaka nędza nas otacza.

Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że osoby wypowiadające się kategorycznie na temat tego, jak to obcym pomagać nie należy, bo mamy swoich nie wyróżniają się jakoś szczególnie ani biedą, ani bogactwem. A w każdym razie sporo osób naprawdę nieźle sytuowanych (na pewno bogatszych ode mnie...) wyciąga argument, jak to my Polacy biedni jesteśmy, więc nie będziemy pomagać. Te osoby mają często po kilka samochodów, ładne nieruchomości i ogólnie niezłe zabezpieczenie finansowe.
To jest z resztą dość ciekawy aspekt sprawy - piszę już niezależnie od tego komu pomagamy (czyli myślę też o pomaganiu także osobom bliskim, nawet z rodziny) - że bogaci najczęściej w ogóle niechętnie mówią o pomaganiu komukolwiek. Bogaym "wciąż brakuje". Gdy rozmawiam z osobami najlepiej sytuowanymi z moich znajomych, to oni często narzekają na to, jak to czegoś nie mają, albo maja z czymś kłopot (może to być kłopot w rodzaju opłacenia ubezpieczenia za domek letniskowy w Hiszpanii), skarżąc się na swoją "niedolę" do osób, które względnie niewysoki standard życia osiągają z dużym trudem.

Powiem szczerze, że ja BOJĘ SIĘ O SWOJE WŁASNE UCZUCIA w kontekście tego rozgraniczenia swój - obcy. Wiem, że instynktownie będę preferował swoich. I nawet się zgadzam z tym, że to będę robił, że w końcu dbam o własną rodzinę, a nie najpierw o inne osoby. To jest w pewien sposób naturalne i słuszne, bo też uczy inne osoby aby były odpowiedzialne za to, co jest rzeczywiście ich. Zatem w pierwszym rzędzie to ojciec swoich dzieci będzie miał obowiązek o nie dbać, a nie ojciec innych dzieci z innej rodziny. Gdyby zrobić tu totalną urawniłowkę, to wynikłby z tego m.in. "argument" dla nieodpowiedzialnych rodziców, że oni co prawda dzieci zrobili, ale niech inni teraz się o nie martwią. I ten argument, przy założeniu, że odpowiedzialność nie ma tej hierarchii, tego priorytetu własnej rodziny, miałby nawet sens. Zatem nie postuluję jakiejś równości pomagania swoim i obcym. Ale...
Ale też daleki byłbym stąd do wniosku, że mogę się wypiąć na biedę i krzywdę innych osób, bo są "obcy". Mi nieraz pomagali ludzie w różny sposób obcy. I też mam obowiązek spłacać ten dług.
Poza tym, jeśli o kimś pomyślimy jako o CZŁOWIEKU WSPANIAŁYM, osobie budzącej ponadstandardowy szacunek, to nie będzie to ktoś najbardziej dobry dla swoich, ale właśnie dla wielu ludzi, ktoś hojny w dobro dla każdego, kogo spotka, a nie skupiony na egoizmach bliższych i dalszych.

Świat stał się globalny, jest już tak, że dobre i złe czyny pojedynczych ludzi mają często swoje konsekwencje dla wielu - często na różnych kontynentach. Ktoś, kto swoim pragnieniem dawania, czynienia dobra, ograniczy się do garstki ludzi jest innej klasy dobrym człowiekiem, niż ktoś, kto daje dobro bez ograniczeń.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2122
Przeczytał: 138 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:21, 31 Maj 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że osoby wypowiadające się kategorycznie na temat tego, jak to obcym pomagać nie należy, bo mamy swoich nie wyróżniają się jakoś szczególnie ani biedą, ani bogactwem. A w każdym razie sporo osób naprawdę nieźle sytuowanych (na pewno bogatszych ode mnie...) wyciąga argument, jak to my Polacy biedni jesteśmy, więc nie będziemy pomagać. Te osoby mają często po kilka samochodów, ładne nieruchomości i ogólnie niezłe zabezpieczenie finansowe.
To jest z resztą dość ciekawy aspekt sprawy - piszę już niezależnie od tego komu pomagamy (czyli myślę też o pomaganiu także osobom bliskim, nawet z rodziny) - że bogaci najczęściej w ogóle niechętnie mówią o pomaganiu komukolwiek. Bogaym "wciąż brakuje". Gdy rozmawiam z osobami najlepiej sytuowanymi z moich znajomych, to oni często narzekają na to, jak to czegoś nie mają, albo maja z czymś kłopot (może to być kłopot w rodzaju opłacenia ubezpieczenia za domek letniskowy w Hiszpanii), skarżąc się na swoją "niedolę" do osób, które względnie niewysoki standard życia osiągają z dużym trudem.

To jest myślę typowe dla Polaków, którzy jako naród dopiero się zaczynają wzbogacać i jeszcze nie zdążyli się nasycić tym bogactwem. Stąd to ciągłe zmienianie samochodów, szpanowanie drogimi gadżetami, ubraniami, chwalenie drogim wycieczkami etc. Takiej konsumencko nastawionej osobie wciąż jest za mało. Na Zachodzie tak tego nie widać. Np. bardzo bogaci Norwegowie nie są rozrzutni, nie pokazują wszem i wobec jak bardzo są dziani, żyją dość skromnie, a jak już te pieniądze w cos inwestują, to w swoją własną wygodę, zdrowie. Przy takim podejściu człowiek bogaty chętnie angażuje się w pomoc, dzieli sie tym co ma, ponieważ jemu już nie zależy na tym, żeby zabezpieczyć byt (ma wszystko czego potrzebuje), ani żeby się zewnętrznie dowartościowywać (nacieszył się swoim dobrobytem), a dobrobyt innych ludzi choćby pozytywnie wpływa na relacje międzyludzkie. Pewnie dlatego Norwegom nie przeszkadza, ze płacą wysokie podatki, że ktoś tam się dzięki nim utrzymuje. Im realnie niczego nie ubędzie, a mogą zyskać poczucie bezpieczeństwa.
Cytat:
Powiem szczerze, że ja BOJĘ SIĘ O SWOJE WŁASNE UCZUCIA w kontekście tego rozgraniczenia swój - obcy. Wiem, że instynktownie będę preferował swoich. I nawet się zgadzam z tym, że to będę robił, że w końcu dbam o własną rodzinę, a nie najpierw o inne osoby. To jest w pewien sposób naturalne i słuszne, bo też uczy inne osoby aby były odpowiedzialne za to, co jest rzeczywiście ich. Zatem w pierwszym rzędzie to ojciec swoich dzieci będzie miał obowiązek o nie dbać, a nie ojciec innych dzieci z innej rodziny. Gdyby zrobić tu totalną urawniłowkę, to wynikłby z tego m.in. "argument" dla nieodpowiedzialnych rodziców, że oni co prawda dzieci zrobili, ale niech inni teraz się o nie martwią. I ten argument, przy założeniu, że odpowiedzialność nie ma tej hierarchii, tego priorytetu własnej rodziny, miałby nawet sens. Zatem nie postuluję jakiejś równości pomagania swoim i obcym. Ale...
Ale też daleki byłbym stąd do wniosku, że mogę się wypiąć na biedę i krzywdę innych osób, bo są "obcy". Mi nieraz pomagali ludzie w różny sposób obcy. I też mam obowiązek spłacać ten dług.
Poza tym, jeśli o kimś pomyślimy jako o CZŁOWIEKU WSPANIAŁYM, osobie budzącej ponadstandardowy szacunek, to nie będzie to ktoś najbardziej dobry dla swoich, ale właśnie dla wielu ludzi, ktoś hojny w dobro dla każdego, kogo spotka, a nie skupiony na egoizmach bliższych i dalszych.
Świat stał się globalny, jest już tak, że dobre i złe czyny pojedynczych ludzi mają często swoje konsekwencje dla wielu - często na różnych kontynentach. Ktoś, kto swoim pragnieniem dawania, czynienia dobra, ograniczy się do garstki ludzi jest innej klasy dobrym człowiekiem, niż ktoś, kto daje dobro bez ograniczeń.

W pewnym sensie i tak od tego podziału nie da się uciec, bo zauważ, że kiedy bronisz pomagania osobom np. z jakichś odległych miejsc na świecie, to podkreślasz, że tak naprawdę nasze losy są powiązane, czyli przesuwasz tylko granicę tego co Twoje, tak żeby ten zbiór obejmował wszystkich ludzi na całym świecie, a nie tylko np. rodzinę, lokalną społeczność, naród etc. I jest to prawda, bo rzeczywiście na pewnym poziomie wszyscy jesteśmy jakoś połączeni. Tylko zwróć uwagę, że kiedy pociągniemy to dalej, to nam wyjdzie, że naszymi bliźnimi są również zwierzęta, rośliny i gwiazdy. I ok, to też jest prawda, że jesteśmy jedną wielką kosmiczną rodziną, tylko czy to ma oznaczać, że najbardziej wspaniałym człowiekiem jestem, kiedy jestem równie dobra w stosunku do roślin, zwierząt i ludzi? Bo samo ograniczenie się do ludzi też jest formą egoizmu - szowinizmu gatunkowego. Obawiam się, ze ten brak hierarchii jest zgubny, bo sprawia, ze chcemy zbawić świat kosztem samych siebie i gdyby każdy wziął z nas przykład, łącznie z roślinami i zwierzętami, to byśmy wyginęli jak jeden mąż. Wydaje mi się, ze powinniśmy jednak zaufać mądrości natury i to dobro rozdawać hierarchicznie, czyli w pierwszym rzędzie dbam o siebie, rodzinę, dalej lokalną społeczność, dalej naród, wreszcie kontynent, cały glob, zwierzęta i rośliny, co nie znaczy, że np. jestem obojętna na pomoc dla osób z odległych zakątków czy zwierząt, bo przecież to nie jest moja rodzina, staram się pomagać na wielu frontach, ale jak dojdzie do konfliktu interesów i będę musiała wybrać - albo ratuję moją siostrę albo Murzynka czy psa sąsiada, to wybiorę z czystym sumieniem siostrę. I dokładnie tego samego oczekuje od np. mamy chorego Murzynka, że ona najpierw się zajmie swoim dzieckiem, a nie mną albo moim psem.
Uważam ponadto, że ten model pomagania jest taki właśnie bardziej instynktowny, że człowiek odruchowo tak ma, że czuje się odpowiedzialny za to, co najbliższe, a to moim zdaniem odzwierciedla ewangeliczną miłość bliźniego.
4 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!
35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".
37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" 40 A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili".


Ci dobrzy nie byli świadomi tego, że byli dobrzy, pomagali - czemu? Bo robili to odruchowo. Matka nie czuje się dobra przez to, że dba o dziecko, rozumie to jako psi obowiązek. Sąsiad nie czuje, że pomaga, kiedy rzuca się na ratunek okładanej pięściami sąsiadce, bo przecież "jak mógł nie zareagować?". Człowiek zabijający lwa w ZOO, do którego klatki dostało się dziecko, nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, przecież człowiek znalazł się nieśmiertelnym niebezpieczeństwie, naciśniecie na spust jest czymś naturalnym, z kolei człowiek biegnący na pomóc kotu skrzywdzonemu przez psychopatę również naturalnie empatyzuje z kotem.
Natomiast kiedy ludzie pomagają w sposób taki bardziej wyrachowany, a nie instynktowny, to wówczas pompują sobie w ten sposób ego i to doskonale widać u osób, które właśnie wklejają w mediach społecznościowych ckliwe filmy, zdjęcia z głodującymi dziećmi, ofiarami wojen, zarzynanymi zwierzętami, a w stosunku do ludzi wokół siebie potrafią być tak nieludzcy, że człowiek sie zastanawia, czy oni mają w ogóle serce. Uważam, że coś niedobrego się dzieje z człowiekiem, który uwierzył w to, ze jest dobrym człowiekiem, który tak z premedytacją empatyzuje, robiąc wokół tego szum. To bardzo łatwo wyrażać współczucie wobec głodujących Murzynków, znacznie łatwiej, niż zapytać sąsiada, jak leci i czy może nie podwieźć go do pracy. Tym się już nie ma jak pochwalić na Facebooku, bo zbyt przyziemne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:17, 31 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Wydaje mi się, ze powinniśmy jednak zaufać mądrości natury i to dobro rozdawać hierarchicznie, czyli w pierwszym rzędzie dbam o siebie, rodzinę, dalej lokalną społeczność, dalej naród, wreszcie kontynent, cały glob, zwierzęta i rośliny, co nie znaczy, że np. jestem obojętna na pomoc dla osób z odległych zakątków czy zwierząt, bo przecież to nie jest moja rodzina, staram się pomagać na wielu frontach, ale jak dojdzie do konfliktu interesów i będę musiała wybrać - albo ratuję moją siostrę albo Murzynka czy psa sąsiada, to wybiorę z czystym sumieniem siostrę. I dokładnie tego samego oczekuje od np. mamy chorego Murzynka, że ona najpierw się zajmie swoim dzieckiem, a nie mną albo moim psem.
Uważam ponadto, że ten model pomagania jest taki właśnie bardziej instynktowny, że człowiek odruchowo tak ma, że czuje się odpowiedzialny za to, co najbliższe, a to moim zdaniem odzwierciedla ewangeliczną miłość bliźniego.

Rzeczywiście trudno jest zrównać pomaganie murzynkowi odległemu o 4 tys. km z kimś, kogo znamy i widziemy. Są jednak sytuacje, gdy ten murzynek staje u naszego progu.
Polscy uchodźcy w czasie II wojny światowej znajdowali schronienie w Iranie, na Węgrzech i w wielu innych krajach. Powodem podstawowym dla pomagania było to, że Polak potrzebował pomocy. To do czegoś też zobowiązuje.


towarzyski.pelikan napisał:
Natomiast kiedy ludzie pomagają w sposób taki bardziej wyrachowany, a nie instynktowny, to wówczas pompują sobie w ten sposób ego i to doskonale widać u osób, które właśnie wklejają w mediach społecznościowych ckliwe filmy, zdjęcia z głodującymi dziećmi, ofiarami wojen, zarzynanymi zwierzętami, a w stosunku do ludzi wokół siebie potrafią być tak nieludzcy, że człowiek sie zastanawia, czy oni mają w ogóle serce. Uważam, że coś niedobrego się dzieje z człowiekiem, który uwierzył w to, ze jest dobrym człowiekiem, który tak z premedytacją empatyzuje, robiąc wokół tego szum. To bardzo łatwo wyrażać współczucie wobec głodujących Murzynków, znacznie łatwiej, niż zapytać sąsiada, jak leci i czy może nie podwieźć go do pracy. Tym się już nie ma jak pochwalić na Facebooku, bo zbyt przyziemne.

Tak bywa. Ale wydaje mi się, że owo instynktowne pomaganie wcale nie koniecznie jest najwłaściwszą formą. Po pierwsze, zdanie się na instynkty często daje mylne wskazania - np. typową sytuacją jest, że pomagamy temu, który lepiej okazuje swoją niedolę (albo i "niedolę"). Czasem pomóc właśnie trzeba z namysłem, nie ulegając namowom. Są cwaniacy od wyciągania dóbr od innych, świetnie umiejący zagrać kogoś poszkodowanego, a z drugiej strony niejeden naprawdę potrzebujący zaciska zęby i gotów jest umierać w niedostatku, ale innym "nie zrobi kłopotu". Poza tym, na ile w ogóle to co tak całkiem instynktowne zasługuje na miano czynu dobrego, a na ile, jest prostym odruchem?...
- Tzn. nie twierdzę, że owa naturalność pomagania jest czymś złym, bo niewątpliwie ja też sobie ją cenię. Ale też cenię sobie decyzję o pomaganiu wynikłą z refleksji, zastanowienia się nad okolicznościami. Bo czasem naprawdę niełatwo jest znaleźć sposób na pomoc rzeczywiście skuteczną. Czasem nawet lepiej (dla ostatecznego celu - pomocy) jest pójść pod prąd, wstrzymać się z dobrym odruchem, zaś zadziałać niestandardowo, z przemyśleniem, niż zdawać się zawsze na spontan.
Dobrym przykładem złych skutków pomagania zbyt instynktownego jest dawanie pieniędzy kalekom. W dawnych czasach gangi żebracze okaleczały celowo swoje dzieci, aby te - jako kalekie - mogły więcej użebrać dla siebie i rodzin. Gdyby ludzie dawali wsparcie nie kierując się odruchową litością dla kalectwa, to takie patologie nie miałyby powodu do występowania.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 22:09, 31 Maj 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2122
Przeczytał: 138 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 17:21, 31 Maj 2019    Temat postu:

Kiedy pisałam o instynktownym pomaganiu nie tyle miałam na myśli takie proste, bezrefleksyjne odruchy, co sam automatyzm pomagania, tzn. podejscie pomagam, bo tak trzeba, bo czuję, że to mój obowiązek. Takie dobro, które weszło mi w krew do tego stopnia, że nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, że pomagam. Sama metoda pomocy będzie zależeć od sytuacji. Czasem trzeba po prostu wskoczyć do płonącego budynku, a czasem lepiej siąść i pomyśleć, jak to strategicznie rozgerać, no i zastanowić sie, czy aby ktoś nami nie manipuluje, o czym wspomniałeś. Poniekąd rasizm czy ksenofobia się biorą z tego lęku przed zrobieniem w konia. Kto się dał nabrać kiedyś jakiemuś żebrakowi Cyganowi, ten jak ognia będzie unikał Cyganów i z góry ich traktował jak oszustów. Może się zdarzyć, ze taki uczciwy, naprawdę potrzebujący Cygan pocałuje klamkę przez ten zły obraz Cyganów, na który zapracowali jego krewniacy. A niekiedy pomoc polega na odmówieniu pomocy. Na pewno im lepiej się zna sytuację człowieka potrzebujacego, tym łatwiej jest udzielić mu właściwej pomocy, stąd też wyżej sobie cenie takie lokalne pomaganie osobom, które sie jednak trochę zna, niż jakieś zrzutki na niewiadomo kogo, wówczas człowiek jest bardziej skoncentrowany na tym, żeby rzeczywiscie skutecznie pomóc, a nie tylko odbębnić dobry uczynek i poczuć się dobrym człowiekiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:20, 31 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Kiedy pisałam o instynktownym pomaganiu nie tyle miałam na myśli takie proste, bezrefleksyjne odruchy, co sam automatyzm pomagania, tzn. podejscie pomagam, bo tak trzeba, bo czuję, że to mój obowiązek. Takie dobro, które weszło mi w krew do tego stopnia, że nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, że pomagam.

Jeśli tak, to zgoda.
Bo wcześniej wyczuwałem jakby przeciwstawienie pomocy instynktownej kalkulowaniu. W moim przekonaniu nie ma sensu tego rozdzielać - kalkulujemy i tak, i tak. Pytanie jest CO kalkulujemy?
- Czy kalkulujemy środki i mozliwości, które możemy użyć w pomaganiu - czyli po prostu PLANUJEMY
- Czy jesteśmy wyrachowani oczekując jak najszybciej, że nasze pomaganie nam się w jakiejś formie zwróci.
W tym drugim przypadku rzeczywiście nie o to by chodziło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 6:24, 25 Cze 2019    Temat postu:

Moim zdaniem istotne jest zrozumienie co tak naprawdę oznaczają słowa swój i obcy. Sądzę, że chodzi o empatię i poczucie odpowiedzialności. Tym samym siostra w łóżku obok może być kimś obcym, bo jej cierpienie nie jest naszym cierpieniem oraz nie czujemy się współodpowiedzialni za jej dobro a np pandy mogą być swoje, bo jest i odpowiedzialność empatia.
W praktyce swój to ktoś kochany i oczywiście nie mówię o zakochaniu, ale o Miłości.
Tu według mnie wygrywa złota zasada etyczna, która wywodzi się ze zrozumienia, że na pewnym poziomie jesteśmy jednym i krzywda innych jest moją krzywdą.

Chodzi mi po głoeie jeszcze jeden aspekt pomagania, może i kluczowy: Po pierwsze nie szkodzić.
Nie chodzi o zaniechanie prób niesienia pomocy z obawy, że się zaszkodzi, ale o pogłębianie swojej wiedzy i zrozumienia przyczyn oraz skutków, aby nauczyć się pomagać skutecznie, czyli tak aby osoba której pomagamy zbliżała się do samodzielności a nie oddalała.
Pomoc, która oddala od samodzielności moim zdaniem jest szkodzeniem.

Jasne, że potrzebujemy siebie nawzajem, ale zawsze lepiej potrzebować bo się kocha niż kochać bo się potrzebuje, czyli nie potrafić zadbać o siebie na tyle aby chcieć współpracy, ale nie musieć.

Prawdziwa pomoc to danie narzędzi oraz wiedzy jak ich używać. To dojście do przyczyn problemu i działanie na tym właśnie poziomie.

Nie ma czegoś takiego jak bezinteresowna pomoc, bo zawsze pomagając innym pomagamy sobie. Jest tylko prawdziwa pomoc mająca na uwadze dobro drugiej osoby oraz przy okazji siebie lub iluzoryczna gdy druga osoba przestaje być podmiotem a zaczyna być przedmiotem, narzędziem do realizacji swoich celów, do.zaspokojenia innych potrzeb niż Miłość.

Ludzie pomagają, bo chcą poczuć się lepsi, dobrzy, wspaniali. Podbudować swoje ego. I nic w tym złego, jeśli tylko na pierwszym miejscu jest dobro tych, którym pomagamy, czyli staramy się to robić mądrze.

Przedstawiona lista priorytetów ma jedną zasadniczą wadę, a mianowicie pierwszym punktem jesteśmy My, trzeba pomagać i dbać o siebie, bo nie możemy dać tego czego nie mamy.

Piękne jest to, że naprawdę cenne rzeczy mnożą się gdy się nimi dzielimy. Zresztą aby zdobyć w nich bogactwo jest to jedyny sposób...
Mówię o Prawdzie, która przejawia się jako wiedza i mądrość,bo najwięcej się uczymy ucząc innych. Mówię o Miłości, o Dobru,o Szczęściu, o Wolności, przejawiającej się jako suwerenność w jedności.
Mówię także o Mocy, bo przemoc jest wyrazem jej braku a nie bogactwa. Prawdziwą mocą jest suwerenność w jedności. Wszystko się do tego sprowadza. Do zintegrowania dwóch pozornych sprzeczności: indywidualności i jedności.

Podsumowując: uważam, że prawdziwa pomoc to taka która zwiększa poziom suwerenności w jedności zarówno tego komu udzielana jest pomoc jak i tego kto jej udziela.

I kolejny fragment budowli z klocków trafił na swoje miejsce :)

Tak, chodzi o suwerenność w jedności. Prawdziwa Miłość też się na tym opiera, na jedności suwerennych jednostek...

Czujemy się Jednością, jesteśmy świadomi wzajemnych powiązań, ale nie tracimy przez to suwerenności, czyli prawa do stanowienia samemu o sobie i tylko o sobie, bez jakichkolwiek ingerencji w inne suwerenne jednostki bez ich zgody.

Eh kolejny problem- kwestia zgody na oddawanie swojej suwerenności przez strach, poczucie braku kompetencji i realny brak kompetencji. Dlatego porządne pomaganie powinno opierać się na wspieraniu suwerenności tego komu pomagamy, czyli jeśli tylko to możliwe to bez tworzenia uzależnienia.

Z jednej strony mamy wyznaczyć granice swojego królestwa i nad nim zapanować, a z drugiej nie zapominać o tym, że nasze królestwo jest częścią Jedności. To, źe trzeba wybierać między indywidualnością a wspólnotą to mit. Powinniśmy stanowić wspólnotę indywidualnych suwerennych jednostek wspierających się w realizacji celów kompatybilnych z suwerennością w jedności.

To nie tak, że rywalizujemy o ograniczone zasoby. Tak było na poziomie zwierzęcym i jest to zakodowane w naszych umysłach.
Obecnie już tak nie jest. Możemy za pomocą technogii zwiększać ten tort do podziału i w naszym interesie nie jest rywaluzacja o tort, ale zwiększanie rozmiaru tortu.
Już nie tylko wyższe idee mnożą się gdy się je dzieli. Obecnie może dotyczyć to także zasobów naturalnych, wystarczy wiedza i mądrość a energii i pożywienia wystarczy dla każdego, zamiast wysyłać kasę do ludzi głodujących warto pokombinować jakie narzędzia są im potrzebne, aby jedzenia starczyło dla każdego...

Problem w tym, że biologicznie jesteśmy nastawieni na współpracę ze swoimi a na rywalizację z całą resztą. Na szczęście tak samo jak definiujemy siebie tak samo definiujemy nasze stado.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin