Autor Wiadomość
Semele
PostWysłany: Czw 2:32, 20 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
OK, rozumiem. Jakoś tam po swojemu wierzy w Boga, a przy tym z jednej strony nie uznaje księży, pastorów i innych samozwańczych przedstawicieli Boga na Ziemi, a z drugiej - uważa, że ze względów towarzyskich nie należy się z tym za bardzo afiszować. Czy tak to można określić?


W dużej mierze tak. Przy tym w ogóle jest odludkiem. No i dużo innych sprawa, nie na forum. A teraz właściwie żyje w obawie. Domyślasz się związanej z czym. ...
wujzboj
PostWysłany: Śro 23:36, 19 Paź 2022    Temat postu:

OK, rozumiem. Jakoś tam po swojemu wierzy w Boga, a przy tym z jednej strony nie uznaje księży, pastorów i innych samozwańczych przedstawicieli Boga na Ziemi, a z drugiej - uważa, że ze względów towarzyskich nie należy się z tym za bardzo afiszować. Czy tak to można określić?
Semele
PostWysłany: Wto 0:40, 18 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
W żadnym. Wybór mojej wiary NIE jest w żadnym stopniu efektem towarzyskim.

Zaś z tego co piszesz wynika przecież, że twoja mama NIE jest osobą wierzącą w Boga.


Nie wiem czy nie jest. Sprawa nie jest taka prosta. Na pewno nie jest ateistką. Ta opcja jest dla niej raczej nieciekawa.
wujzboj
PostWysłany: Pon 22:21, 17 Paź 2022    Temat postu:

W żadnym. Wybór mojej wiary NIE jest w żadnym stopniu efektem towarzyskim.

Zaś z tego co piszesz wynika przecież, że twoja mama NIE jest osobą wierzącą w Boga.
Semele
PostWysłany: Sob 3:40, 15 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
Czyli w sumie jednak to efekt towarzyski. Religijnością trudno to przecież nazwać.


Tak szczerze wuju. W jakim stopniu wybór wiary, tej jest u Ciebie tym efektem towarzyskim. Wiem, że to bardzo osobiste i intymne pytanie.
Dlatego zrozumiem jesli nie odpowiesz.
wujzboj
PostWysłany: Pią 21:29, 14 Paź 2022    Temat postu:

Czyli w sumie jednak to efekt towarzyski. Religijnością trudno to przecież nazwać.
Semele
PostWysłany: Pią 2:10, 14 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
Może w przypadku twojej mamy to nie tyle przywiązanie do religii, ile do ludzi. Efekt towarzyski. Nie chcę myśleć, że sobie kiedyś źle pomyślą o czymś, co jest ze mną związane.


W dużym stopniu tak. Jednak nie mogę powiedzieć, że nie jest religijna. W jej myśleniu jest bardzo dużo niekonsekwencji. Oburza się często na mnie. Ateizm według niej nie jest dobrą postawą. Przede wszystkim z tego powodu, że jest raczej nieakceptowany przez społeczeństwo. Lepiej być takim samym jak wszyscy. Dotyczy to też ubrania, zachowania i innych rzeczy. Często sobie uświadamiam teraz, że moi rodzice są bardzo konwencjonalni.
wujzboj
PostWysłany: Czw 23:12, 13 Paź 2022    Temat postu:

Może w przypadku twojej mamy to nie tyle przywiązanie do religii, ile do ludzi. Efekt towarzyski. Nie chcę myśleć, że sobie kiedyś źle pomyślą o czymś, co jest ze mną związane.
Semele
PostWysłany: Czw 19:29, 13 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
Ach, ludzie są bardzo różni i awantury mogą być nawet o chrzest.


Moi rodzice mięli taki ślub. Tato występował jako niewierzący. Moja mama niby coś tam obiecywała Ale czy zamierzała dotrzymać. Jest antyklerykalką. Natomiast pogrzeb chce mieć z duchownym, z modłami i pieśniami. Bo co ludzie powiedzą. Nie musi to być duchowny katolicki. Przywiązanie ludzi do religii jest ogromne i jakieś takie wg mnie irracjonalne.

Nasze wychowanie było trochę dziwne. Na religię nie chodziliśmy.
Teraz jest jeszcze ciekawiej.
wujzboj
PostWysłany: Czw 18:52, 13 Paź 2022    Temat postu:

Ach, ludzie są bardzo różni i awantury mogą być nawet o chrzest.
Semele
PostWysłany: Czw 2:03, 13 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
Semele napisał:
Czyli nie miłość sama w sobie cementuje związek. Miłość to jakieś mrzonki pensjonarek.

Miłość to żadne mrzonki pensjonarek. Ale nie sama w sobie cementuje związek, bo żeby tego mogła dokonać, to musiałaby być ogromna i niezwykle mądra już od pierwszej chwili. A ona dopiero się uczy i rozwija.

Semele napisał:
Ustąpili chwilowo z czegoś ważnego. Czyli i z czego?

Tak, jak pisałem na początku: jeśli jedna strona uważa, że realizacja niektórych z wymagań stawiane przez Kościół małżonkom, takie jak "wychowywać dzieci w wierze katolickiej", wiązałaby się z koniecznością rezygnacji z ważnych przekonań, z których nie zamierza tak na prawdę rezygnować, a druga strona uważa, że to wymaganie należy koniecznie realizować, to przyszły konflikt w takim małżeństwie mamy jak zaprogramowany, prawda? Natomiast jeśli oboje uznają, że bezżenne klechy nie będą im włazić w prywatne życie małżeńskie i że w przyszłości oboje będą wszystko ustalali ze sobą wierząc dziś, że zawsze dojdą ze sobą do ładu, to nikt nie ustępuje z niczego ważnego i ich związek ma szanse na przyszłość. Podobnie ma też szanse, jeśli stanie się to, na co liczyli ustanawiający takie wymagania: że dla ateisty/ki ważniejsze będzie uszczęśliwić żonę/męża niż przekonywać dzieci, że Boga nie ma.


Żaden ateista nie będzie zabraniał partnerowi uczęszczać do kościoła. Jednak proces wychowawczy jest bardzo złożony. Dzieci będą się pytać dlaczego tata nie chodzi do kościoła. Już będzie temat do dyskusji. Myślę, ze te małżeństwa mieszane są po to aby "zrobić dobrze" rodzicom lub teściom. Oraz móc ochrzcić dzieci.
Dzieci wychowuje się w procesie. Są one świetnymi obserwatorami.
wujzboj
PostWysłany: Śro 22:47, 12 Paź 2022    Temat postu:

Semele napisał:
Czyli nie miłość sama w sobie cementuje związek. Miłość to jakieś mrzonki pensjonarek.

Miłość to żadne mrzonki pensjonarek. Ale nie sama w sobie cementuje związek, bo żeby tego mogła dokonać, to musiałaby być ogromna i niezwykle mądra już od pierwszej chwili. A ona dopiero się uczy i rozwija.

Semele napisał:
Ustąpili chwilowo z czegoś ważnego. Czyli i z czego?

Tak, jak pisałem na początku: jeśli jedna strona uważa, że realizacja niektórych z wymagań stawiane przez Kościół małżonkom, takie jak "wychowywać dzieci w wierze katolickiej", wiązałaby się z koniecznością rezygnacji z ważnych przekonań, z których nie zamierza tak na prawdę rezygnować, a druga strona uważa, że to wymaganie należy koniecznie realizować, to przyszły konflikt w takim małżeństwie mamy jak zaprogramowany, prawda? Natomiast jeśli oboje uznają, że bezżenne klechy nie będą im włazić w prywatne życie małżeńskie i że w przyszłości oboje będą wszystko ustalali ze sobą wierząc dziś, że zawsze dojdą ze sobą do ładu, to nikt nie ustępuje z niczego ważnego i ich związek ma szanse na przyszłość. Podobnie ma też szanse, jeśli stanie się to, na co liczyli ustanawiający takie wymagania: że dla ateisty/ki ważniejsze będzie uszczęśliwić żonę/męża niż przekonywać dzieci, że Boga nie ma.
Semele
PostWysłany: Nie 5:05, 09 Paź 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
wuj napisał:
Nie wydaje mi się to problemem, bo katolicki ślub kościelny nie jest obowiązkiem prawa państwowego. Jeśli któreś z narzeczonych ma istotne zastrzeżenia co do przepisów prawa kościelnego w tej materii, to forma zawartego ostatecznie małżeństwa zależeć powinna od tego, co oboje ze sobą ustalą. To jest i dla nich ważny test ich hierarchii wartości. Wchodzić w związek małżeński wiedząc, że czekają koszmarne awantury dotyczące sposobu wychowywania dzieci czy spędzania dni świątecznych? To przecież nie ma sensu.
Semele napisał:
Czyli wuj tym samym postuluje, że miłość nie jest najważniejsza w związku tylko wspólne pochodzenie kulturowe, wyznawania religia, pochodzenie, światopogląd. Małżeństwo czy związek służy do wychowania dzieci?

A w jaki sposób się tego doczytałaś?

Nie, niczego takiego nie sugeruję. Piszę, że jeśli dla kogoś to jest ważne, to powinien wziąć to pod uwagę. Bo życie to nie tylko samo buzi-buzi, lecz także i to wszystko co się dzieje w reszcie czasu. I jeśli już na początku pojawia się konflikt, bo jedna strona chce czegoś innego, niż druga, i strony idą na ugodę jedynie pozornie, zachowując w sobie przekonanie, że dla uzyskania większych korzyści ustąpili chwilowo z czegoś ważnego, o co trzeba potem będzie walczyć, to porażkę mają już zaprogramowaną.


Czyli nie miłość sama w sobie cementuje związek. Miłość to jakieś mrzonki pensjonarek.
Ustąpili chwilowo z czegoś ważnego. Czyli i z czego?

Jeśli np ateista pójdzie do kurii, zapłaci ileś tam i dostanie te wszystkie papierki potrzebne do ślubu kościelnego (tak zrobił mój kolega) to z czegoś ważnego ustępuje?

Dziewczyna powiedziała, że bez ślubu kościelnego nic nie będzie.
wujzboj
PostWysłany: Nie 0:16, 09 Paź 2022    Temat postu:

wuj napisał:
Nie wydaje mi się to problemem, bo katolicki ślub kościelny nie jest obowiązkiem prawa państwowego. Jeśli któreś z narzeczonych ma istotne zastrzeżenia co do przepisów prawa kościelnego w tej materii, to forma zawartego ostatecznie małżeństwa zależeć powinna od tego, co oboje ze sobą ustalą. To jest i dla nich ważny test ich hierarchii wartości. Wchodzić w związek małżeński wiedząc, że czekają koszmarne awantury dotyczące sposobu wychowywania dzieci czy spędzania dni świątecznych? To przecież nie ma sensu.
Semele napisał:
Czyli wuj tym samym postuluje, że miłość nie jest najważniejsza w związku tylko wspólne pochodzenie kulturowe, wyznawania religia, pochodzenie, światopogląd. Małżeństwo czy związek służy do wychowania dzieci?

A w jaki sposób się tego doczytałaś?

Nie, niczego takiego nie sugeruję. Piszę, że jeśli dla kogoś to jest ważne, to powinien wziąć to pod uwagę. Bo życie to nie tylko samo buzi-buzi, lecz także i to wszystko co się dzieje w reszcie czasu. I jeśli już na początku pojawia się konflikt, bo jedna strona chce czegoś innego, niż druga, i strony idą na ugodę jedynie pozornie, zachowując w sobie przekonanie, że dla uzyskania większych korzyści ustąpili chwilowo z czegoś ważnego, o co trzeba potem będzie walczyć, to porażkę mają już zaprogramowaną.
Semele
PostWysłany: Śro 18:06, 24 Sie 2022    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Michał Dyszyński napisał:
A tak w ogóle to w kontekście tytułu postawiłbym pytanie: co to właściwie znaczy, że miłość miałaby "zwyciężyć" na przykład religię?
Miałaby być miłość, która kogoś pozbawiła religii, którą ktoś pragnie wyznawać?...
Czy miałaby miłość, która "zwyciężyła religię" być kultywowana wyłącznie w reżimie "nie wolno absolutnie nikomu mieć żadnych uczuć religijnych"?... :think:

A ten "inne bariery", właściwie co miałaby miłość z nimi zrobić?... :think:


To bardzo proste. Jest para. Na przyklad Hinduska i Polak katolik. Rodzice domagają się od niego aby wziął z ta hinduską ślub w kościele katolickim. Ona nie chce. Rodzicom bardzo na tym zależy , nie akceptują dziewczyny. Jednak mlodzi decydują się jednak żyć razem co powoduje konflikt z rodziną chłopaka. Miłość zwyciężyła.

Byl kiedys taki film gdzie chlopak byl zakochany w żydowce. On zrezygnowal z tego związku. Stwierdził, że sprawy religijne będą barierą w tym związku. W filmie bylo cos z kabałą. Nie mogę go jednak znaleźć
No dałam przyklad kovidu. Ludzie przestają sie spotykać bo boją się wirusa. Mieszkają z dala od siebie. Miłość gaśnie.

Dalam tam konkretny przyklad jak mozna sobie poradzic ze slubem katolika z ateistą
Ślub cywilny. Natomiast jesli matka lub ojciec chce dziecko bedzie wychowywane religijnie. Mama lub tata będą chodzic do kościoła. Tu nie chodzi o zmuszanie kogoś do rezygnacji z wyznawania religii.

Nie wiem jak Kościół teraz patrzy na takie konfiguracje.

Tutaj pisza w ten deseń:

https://www.infoprzasnysz.com/czy-parafia-moze-odmowic-udzielenia-chrztu-dziecka-rodzicom-bez-slubu-koscielnego-sonda/

Trudniej byc może jest jak sa różnych denominacji..

Fragment z artykułu:
W praktyce często wygląda to inaczej. Z naszych informacji wynika, że wprawdzie żadna z przasnyskich parafii nie czyni przeszkód w udzieleniu chrztu dziecku samotnej matki, ale problemy z chrztem pojawiają się, kiedy rodzice żyją bez ślubu kościelnego.

Ciekawe sa komentarze bardzo...

Ale gdzie tu religia będzie "zwyciężona"?... :shock:


W tym sensie, że przez nią nie przepadnie masz związek. Będziemy razem. Poza nią.

Jeżeli ktoś się upiera, że musi być ślub w obrządku może się liczyć z tym, że druga osoba nie będzie chciała czy mogła; rezygnuje więc z miłości.
Michał Dyszyński
PostWysłany: Śro 16:36, 24 Sie 2022    Temat postu:

Semele napisał:
Michał Dyszyński napisał:
A tak w ogóle to w kontekście tytułu postawiłbym pytanie: co to właściwie znaczy, że miłość miałaby "zwyciężyć" na przykład religię?
Miałaby być miłość, która kogoś pozbawiła religii, którą ktoś pragnie wyznawać?...
Czy miałaby miłość, która "zwyciężyła religię" być kultywowana wyłącznie w reżimie "nie wolno absolutnie nikomu mieć żadnych uczuć religijnych"?... :think:

A ten "inne bariery", właściwie co miałaby miłość z nimi zrobić?... :think:


To bardzo proste. Jest para. Na przyklad Hinduska i Polak katolik. Rodzice domagają się od niego aby wziął z ta hinduską ślub w kościele katolickim. Ona nie chce. Rodzicom bardzo na tym zależy , nie akceptują dziewczyny. Jednak mlodzi decydują się jednak żyć razem co powoduje konflikt z rodziną chłopaka. Miłość zwyciężyła.

Byl kiedys taki film gdzie chlopak byl zakochany w żydowce. On zrezygnowal z tego związku. Stwierdził, że sprawy religijne będą barierą w tym związku. W filmie bylo cos z kabałą. Nie mogę go jednak znaleźć
No dałam przyklad kovidu. Ludzie przestają sie spotykać bo boją się wirusa. Mieszkają z dala od siebie. Miłość gaśnie.

Dalam tam konkretny przyklad jak mozna sobie poradzic ze slubem katolika z ateistą
Ślub cywilny. Natomiast jesli matka lub ojciec chce dziecko bedzie wychowywane religijnie. Mama lub tata będą chodzic do kościoła. Tu nie chodzi o zmuszanie kogoś do rezygnacji z wyznawania religii.

Nie wiem jak Kościół teraz patrzy na takie konfiguracje.

Tutaj pisza w ten deseń:

https://www.infoprzasnysz.com/czy-parafia-moze-odmowic-udzielenia-chrztu-dziecka-rodzicom-bez-slubu-koscielnego-sonda/

Trudniej byc może jest jak sa różnych denominacji..

Fragment z artykułu:
W praktyce często wygląda to inaczej. Z naszych informacji wynika, że wprawdzie żadna z przasnyskich parafii nie czyni przeszkód w udzieleniu chrztu dziecku samotnej matki, ale problemy z chrztem pojawiają się, kiedy rodzice żyją bez ślubu kościelnego.

Ciekawe sa komentarze bardzo...

Ale gdzie tu religia będzie "zwyciężona"?... :shock:
Semele
PostWysłany: Śro 14:05, 24 Sie 2022    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
A tak w ogóle to w kontekście tytułu postawiłbym pytanie: co to właściwie znaczy, że miłość miałaby "zwyciężyć" na przykład religię?
Miałaby być miłość, która kogoś pozbawiła religii, którą ktoś pragnie wyznawać?...
Czy miałaby miłość, która "zwyciężyła religię" być kultywowana wyłącznie w reżimie "nie wolno absolutnie nikomu mieć żadnych uczuć religijnych"?... :think:

A ten "inne bariery", właściwie co miałaby miłość z nimi zrobić?... :think:


To bardzo proste. Jest para. Na przyklad Hinduska i Polak katolik. Rodzice domagają się od niego aby wziął z ta hinduską ślub w kościele katolickim. Ona nie chce. Rodzicom bardzo na tym zależy , nie akceptują dziewczyny. Jednak mlodzi decydują się jednak żyć razem co powoduje konflikt z rodziną chłopaka. Miłość zwyciężyła.

Byl kiedys taki film gdzie chlopak byl zakochany w żydowce. On zrezygnowal z tego związku. Stwierdził, że sprawy religijne będą barierą w tym związku. W filmie bylo cos z kabałą. Nie mogę go jednak znaleźć
No dałam przyklad kovidu. Ludzie przestają sie spotykać bo boją się wirusa. Mieszkają z dala od siebie. Miłość gaśnie.

Dalam tam konkretny przyklad jak mozna sobie poradzic ze slubem katolika z ateistą
Ślub cywilny. Natomiast jesli matka lub ojciec chce dziecko bedzie wychowywane religijnie. Mama lub tata będą chodzic do kościoła. Tu nie chodzi o zmuszanie kogoś do rezygnacji z wyznawania religii.

Nie wiem jak Kościół teraz patrzy na takie konfiguracje.

Tutaj pisza w ten deseń:

https://www.infoprzasnysz.com/czy-parafia-moze-odmowic-udzielenia-chrztu-dziecka-rodzicom-bez-slubu-koscielnego-sonda/

Trudniej byc może jest jak sa różnych denominacji..

Fragment z artykułu:
W praktyce często wygląda to inaczej. Z naszych informacji wynika, że wprawdzie żadna z przasnyskich parafii nie czyni przeszkód w udzieleniu chrztu dziecku samotnej matki, ale problemy z chrztem pojawiają się, kiedy rodzice żyją bez ślubu kościelnego.

Ciekawe sa komentarze bardzo...
Michał Dyszyński
PostWysłany: Śro 13:35, 24 Sie 2022    Temat postu:

A tak w ogóle to w kontekście tytułu postawiłbym pytanie: co to właściwie znaczy, że miłość miałaby "zwyciężyć" na przykład religię?
Miałaby być miłość, która kogoś pozbawiła religii, którą ktoś pragnie wyznawać?...
Czy miałaby miłość, która "zwyciężyła religię" być kultywowana wyłącznie w reżimie "nie wolno absolutnie nikomu mieć żadnych uczuć religijnych"?... :think:

A ten "inne bariery", właściwie co miałaby miłość z nimi zrobić?... :think:
Semele
PostWysłany: Śro 4:02, 24 Sie 2022    Temat postu:

wujzboj napisał:
Nie wydaje mi się to problemem, bo katolicki ślub kościelny nie jest obowiązkiem prawa państwowego. Jeśli któreś z narzeczonych ma istotne zastrzeżenia co do przepisów prawa kościelnego w tej materii, to forma zawartego ostatecznie małżeństwa zależeć powinna od tego, co oboje ze sobą ustalą. To jest i dla nich ważny test ich hierarchii wartości. Wchodzić w związek małżeński wiedząc, że czekają koszmarne awantury dotyczące sposobu wychowywania dzieci czy spędzania dni świątecznych? To przecież nie ma sensu.


Czyli wuj tym samym postuluje, że miłość nie jest najważniejsza w związku tylko wspólne pochodzenie kulturowe, wyznawania religia, pochodzenie, światopogląd. Małżeństwo czy związek służy do wychowania dzieci?
Semele
PostWysłany: Wto 12:02, 23 Sie 2022    Temat postu:

przypomniało mi sie także,ze wiele miłości mogło umrzeć z powodu wirusa.

Ale miłosci mogły sie tez narodzić dzięki niemu.

nawet w mojej rodzinie nie przyjęto mnie na wigilie bo rząd określił limit osób a moi "bliscy" to zaakceptowali.

To święto w tym momencie straciło dla mnie cała magię.

Nie zaszczepię sie bo umrę.
schowam sie w mysią norę bo zachoruję.
i umrę
to był faktycznie czas próby dla nas ludzi.

taką próbę podyktowała nam natura.

Lub ludzie z nią igrający.

Biotechnolodzy.
Semele
PostWysłany: Wto 3:35, 23 Sie 2022    Temat postu:

Wracając do tematu o barierach.

Ciekawa dyskusja o życiu ateisty z teistką.

https://www.wykop.pl/link/727633/lepsze-niz-telenowela-zycie-z-ateista-prosto-z-forum-wiara-pl/
Semele
PostWysłany: Nie 0:50, 21 Sie 2022    Temat postu:

Nie ma sprawy. Muszę się skoncentrować i a uważniej klikać. Gdybym poważnie chciała moderować to połowa tych treści jest nie na temat ale jak Tobie kiedyś już pisałam chcę aby rozmowy na forum były zbliżone do rozmów w realu.
Pewnie przy poważnych dyskusjach filozoficznych zaburza to odbiór. Dlatego przyznaję, że muszę popracować nad swoją skłonnością do dygresji.
Michał Dyszyński
PostWysłany: Sob 20:59, 20 Sie 2022    Temat postu:

Semele napisał:
Michał Dyszyński napisał:
MaluśnaOwieczka napisał:
Semele, znowu edytujesz moje posty.

Uważaj Semele z tymi edycjami. Bo ja, w momencie gdy dostrzegę (na razie nie dostrzegam), że coś ważnego mojego usunęłaś, podejmę nieodwołalną decyzję o rezygnacji z pisania na Twoim blogu. A inni mogą też podobnie zareagować.

Tak w ogóle, to uważam, iż opcja edycji przez właściciela bloga cudzych postów powinna być ograniczona do formy, w której ewentualnie oryginalny post jest ukryty. Bo to byłoby nie fair, gdyby na przykład ktoś nagle się przekonał, iż edytujący post właściciel bloga wykorzystał swoja władzę do napisania czegoś kompromitującego w cudzym imieniu.
Uważam, że opcja władzy nad ukrywaniem posta jest lepsza, niż pełnej edycji (w razie sporu administrator forum mógłby wyjaśnić sprawę). Choć nawet i w przypadku ukrycia czegoś, właściciel bloga powinien liczyć się z reakcją w stylu "po tym ukryciu mojej ważnej odpowiedzi, właściciel bloga już nie ujrzy ani jednej mojej wypowiedzi w obszarze, którym on rządzi".
Sugerowałbym przemyślenie tych moich uwag... :think:


Ja tam raczej chyba cos dodalam niz usunełam
:wink:

Mi sie nawet nie chce edytować cudzych postów. To wystapilo bo chyba gdzies źle kliknąłem. Nie szukaj wszedzie złej woli.
Troche ususunęłam postow owieczki, nie wiem czy tu. Ale on mnie sam poprosił.
Na razie nie mam obraźliwych postów. Wiec nie ma potrzeby tu nic edytować. Tam był jakis post z wujem. Wuj mi napisał, że czegos nie zauważyłam. I... styka.

Blog założyłam tylko z powodu ewentualnych bluzgów i zapędow. Z mojego bloga chyba nikt mnie nie wyrzuci. Chociaż kto wie..

Na władzy bardziej na tym forum zależy raczej apologetom. :) :wink:

Skoro tak, to niesłusznie Ci to zarzucam. Ja osobiście nie mam pretensji o to.
Trochę tę uwagę wtrąciłem, bo też chciałem dotknąć ogólniejszego problemu władzy moderatora.
Semele
PostWysłany: Sob 18:39, 20 Sie 2022    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
MaluśnaOwieczka napisał:
Semele, znowu edytujesz moje posty.

Uważaj Semele z tymi edycjami. Bo ja, w momencie gdy dostrzegę (na razie nie dostrzegam), że coś ważnego mojego usunęłaś, podejmę nieodwołalną decyzję o rezygnacji z pisania na Twoim blogu. A inni mogą też podobnie zareagować.

Tak w ogóle, to uważam, iż opcja edycji przez właściciela bloga cudzych postów powinna być ograniczona do formy, w której ewentualnie oryginalny post jest ukryty. Bo to byłoby nie fair, gdyby na przykład ktoś nagle się przekonał, iż edytujący post właściciel bloga wykorzystał swoja władzę do napisania czegoś kompromitującego w cudzym imieniu.
Uważam, że opcja władzy nad ukrywaniem posta jest lepsza, niż pełnej edycji (w razie sporu administrator forum mógłby wyjaśnić sprawę). Choć nawet i w przypadku ukrycia czegoś, właściciel bloga powinien liczyć się z reakcją w stylu "po tym ukryciu mojej ważnej odpowiedzi, właściciel bloga już nie ujrzy ani jednej mojej wypowiedzi w obszarze, którym on rządzi".
Sugerowałbym przemyślenie tych moich uwag... :think:


Ja tam raczej chyba cos dodalam niz usunełam
:wink:

Mi sie nawet nie chce edytować cudzych postów. To wystapilo bo chyba gdzies źle kliknąłem. Nie szukaj wszedzie złej woli.
Troche ususunęłam postow owieczki, nie wiem czy tu. Ale on mnie sam poprosił.
Na razie nie mam obraźliwych postów. Wiec nie ma potrzeby tu nic edytować. Tam był jakis post z wujem. Wuj mi napisał, że czegos nie zauważyłam. I... styka.

Blog założyłam tylko z powodu ewentualnych bluzgów i zapędow. Z mojego bloga chyba nikt mnie nie wyrzuci. Chociaż kto wie..

Na władzy bardziej na tym forum zależy raczej apologetom. :) :wink:
Michał Dyszyński
PostWysłany: Sob 17:58, 20 Sie 2022    Temat postu:

MaluśnaOwieczka napisał:
Semele, znowu edytujesz moje posty.

Uważaj Semele z tymi edycjami. Bo ja, w momencie gdy dostrzegę (na razie nie dostrzegam), że coś ważnego mojego usunęłaś, podejmę nieodwołalną decyzję o rezygnacji z pisania na Twoim blogu. A inni mogą też podobnie zareagować.

Tak w ogóle, to uważam, iż opcja edycji przez właściciela bloga cudzych postów powinna być ograniczona do formy, w której ewentualnie oryginalny post jest ukryty. Bo to byłoby nie fair, gdyby na przykład ktoś nagle się przekonał, iż edytujący post właściciel bloga wykorzystał swoja władzę do napisania czegoś kompromitującego w cudzym imieniu.
Uważam, że opcja władzy nad ukrywaniem posta jest lepsza, niż pełnej edycji (w razie sporu administrator forum mógłby wyjaśnić sprawę). Choć nawet i w przypadku ukrycia czegoś, właściciel bloga powinien liczyć się z reakcją w stylu "po tym ukryciu mojej ważnej odpowiedzi, właściciel bloga już nie ujrzy ani jednej mojej wypowiedzi w obszarze, którym on rządzi".
Sugerowałbym przemyślenie tych moich uwag... :think:

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group