Autor Wiadomość
konrado5
PostWysłany: Sob 0:04, 04 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:
Kurde, przecie nie bede siew kawiarni spowiadal :D Zboj jestem :D

To wyślij mi prywatną wiadomość.
wujzboj
PostWysłany: Pią 23:59, 03 Lut 2006    Temat postu:

Kurde, przecie nie bede siew kawiarni spowiadal :D Zboj jestem :D
konrado5
PostWysłany: Pią 23:37, 03 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:
Miewalem do ludzi bardzo rozny stosunek. I z perspektywy czasu moge porownac, jak wygladalo moje szczescie w roznych okresach. Jaka byla jego barwa, ze tak sie wyraze.

Ale mi chodzi o konkretny opis tego, jaki miałeś do ludzi stosunek i jak się zmieniał w perspektywie czasu.
wujzboj
PostWysłany: Pią 21:17, 03 Lut 2006    Temat postu:

Miewalem do ludzi bardzo rozny stosunek. I z perspektywy czasu moge porownac, jak wygladalo moje szczescie w roznych okresach. Jaka byla jego barwa, ze tak sie wyraze.

konrado5 napisał:
A jeżeli wokół ciebie są świadome istoty to oznacza to, że nikt nie może być szczęśliwy bez miłości?

A czy ja cos takiego mowilem? Jeszcze raz:

konrado5 napisał:
że ty będziesz bez miłości nieszczęśliwy nie oznacza, że nie ma człowieka, który byłby szczęśliwy bez miłości.
wuj napisał:
Oczywiscie, ze nie oznacza. Byc moze zreszta na okolo mnie sa same automaty i w ogole kochanie kogokolwiek nie ma sensu? Tylko po co mam wierzyc w taki swiat? Nie jestem masochista.

Innymi slowy: jesli mam wybor, to po co mam wierzyc, ze ludzie sa swiniami bez serc? Nie jestem przeciez masochista.
konrado5
PostWysłany: Pią 20:29, 03 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:
Porownanie siebie z roznych czasow.

Na czym to porównanie polega? Jaki byłeś w różnych czasach? Opisz to szczegółowo.
wujzboj napisał:
Oczywiscie, ze nie oznacza. Byc moze zreszta na okolo mnie sa same automaty i w ogole kochanie kogokolwiek nie ma sensu? Tylko po co mam wierzyc w taki swiat? Nie jestem masochista.

A jeżeli wokół ciebie są świadome istoty to oznacza to, że nikt nie może być szczęśliwy bez miłości?
wujzboj
PostWysłany: Pią 20:26, 03 Lut 2006    Temat postu:

konrado5 napisał:
jakie doświadczenie ci o tym mówi?

Porownanie siebie z roznych czasow.

konrado5 napisał:
nie oznacza, że nie ma człowieka, który byłby szczęśliwy bez miłości.

Oczywiscie, ze nie oznacza. Byc moze zreszta na okolo mnie sa same automaty i w ogole kochanie kogokolwiek nie ma sensu? Tylko po co mam wierzyc w taki swiat? Nie jestem masochista.
konrado5
PostWysłany: Pią 20:21, 03 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:
Z doswiadczenia.

A jakie doświadczenie ci o tym mówi? Pozatym to, że ty będziesz bez miłości nieszczęśliwy nie oznacza, że nie ma człowieka, który byłby szczęśliwy bez miłości.
wujzboj
PostWysłany: Pią 20:09, 03 Lut 2006    Temat postu:

konrado5 napisał:
Napisałeś mi mailem kiedyś, że szczęście bez miłości jest puste. Na jakiej podstawie to sądzisz?

Z doswiadczenia.

wuj napisał:
Wniosek: prawdziwe szczescie jest mozliwe tylko, jesli zycie trwa wiecznie...
konrado5 napisał:
Skąd ten wniosek?

Bo w przeciwnym razie kazda milosc musi konczyc sie rozstaniem.
konrado5
PostWysłany: Pią 19:53, 03 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:

Czyli: zycie jest szczesliwe, jesli jest akceptowalne?

Czy tez raczej: szczesliwy ten, kto zyje tak, by mogl siebie i swiat zaakceptowac?

A czym się różnią te znaczenia?

wujzboj napisał:
Nieco mocniej, niz mowi ta druga wersja. Szczesliwe zycie to zycie takie, w ktorym zauwaza sie na tyle dostateczna zgodnosc pomiedzy tym, co jest i tym, i tym, co powinno byc, ze chce sie zyc, nie umierac. I szczescie jest tym wieksze i trwalsze, im zdanie na temat "co powinno byc" blizsze jest temu, co jest rzeczywiscie (a nie tylko w wyobrazeniach) zgodne z prawdziwa natura danego czlowieka.

Napisałeś mi mailem kiedyś, że szczęście bez miłości jest puste. Na jakiej podstawie to sądzisz? Czy wykluczasz to, że jak ktoś będzie mieszkał na bezludnej wyspie to będzie szczęśliwy?
wujzboj napisał:
Wniosek: prawdziwe szczescie jest mozliwe tylko, jesli zycie trwa wiecznie...

Skąd ten wniosek?
wujzboj
PostWysłany: Pią 15:35, 03 Lut 2006    Temat postu:

konrado5 napisał:
Przez szczęście rozumiem akceptację swojego życia takiego, jakie jest

Czyli: zycie jest szczesliwe, jesli jest akceptowalne?

Czy tez raczej: szczesliwy ten, kto zyje tak, by mogl siebie i swiat zaakceptowac?

konrado5 napisał:
A ty jak rozumiesz szczęście?

Nieco mocniej, niz mowi ta druga wersja. Szczesliwe zycie to zycie takie, w ktorym zauwaza sie na tyle dostateczna zgodnosc pomiedzy tym, co jest i tym, i tym, co powinno byc, ze chce sie zyc, nie umierac. I szczescie jest tym wieksze i trwalsze, im zdanie na temat "co powinno byc" blizsze jest temu, co jest rzeczywiscie (a nie tylko w wyobrazeniach) zgodne z prawdziwa natura danego czlowieka.

konrado5 napisał:
Czy brak życia jest nieszczęściem?

Brak twojego zycia dla ciebie? Nie, przeciez nieistniejacy nie moze byc nieszczesliwy. Brakt twojego zycia dla tych, ktorzy cie kochaja? Tak, bo oni zyja.

Wniosek: prawdziwe szczescie jest mozliwe tylko, jesli zycie trwa wiecznie...
konrado5
PostWysłany: Pią 14:57, 03 Lut 2006    Temat postu:

wujzboj napisał:
A do jakiego szczescia dazysz? Co czyni cie szczesliwym?

Przez szczęście rozumiem akceptację swojego życia takiego, jakie jest? A ty jak rozumiesz szczęście? Czy brak życia jest nieszczęściem?
wujzboj
PostWysłany: Czw 23:26, 02 Lut 2006    Temat postu:

Dobra, wrocmy do poczatku, bo Konrado otworzyl ten watek pewno nie po to, zebysmy sobie jaja mandarynskie w nim smazyli.

konrado5 napisał:
Co jest dla was ważniejsze: życie czy szczęście? Dla mnie jest ważniejsze szczęście, ponieważ życie nie jest lepsze od braku życia, a szczęście jest lepsze od braku szczęścia. Życie nie jest lepsze od braku życia, bo gdybym nie żył to mnie by to nie dotyczyło.

No i slusznie - bo zycie bez szczescia to nieszczescie, a zycie w nieszczesciu to pieklo.

A do jakiego szczescia dazysz? Co czyni cie szczesliwym?
kaktus
PostWysłany: Pon 21:12, 30 Sty 2006    Temat postu:

Zara ktoś z kolca zarobi ;P
Czak Norris
PostWysłany: Pon 18:23, 30 Sty 2006    Temat postu:

Ej dziewczyny nie kłóćta się, bo nie wiem której przykopać...
Komitet Obrony Mandaryny
PostWysłany: Nie 22:46, 29 Sty 2006    Temat postu:

Prosimy, nie banujcie Mandaryny, ona ma takie madre oczy... Poza tym, to nie jej wina...
doda elektroda
PostWysłany: Nie 22:42, 29 Sty 2006    Temat postu:

Odczep się od Czaka lafiryndo jedna!
Mandaryna
PostWysłany: Nie 22:35, 29 Sty 2006    Temat postu:

Tyle mamy szczescia, co sobie w niedziele posfintuszymy. A w poniedzialek powrot do RL: podgrzewanie hamburgerow w McDonaldzie. Kiedys ci i o tym zaspiewam...
Czak Norris
PostWysłany: Nie 22:29, 29 Sty 2006    Temat postu:

Czuje się jakbym dostał z półobrota...
Mandaryna
PostWysłany: Nie 22:24, 29 Sty 2006    Temat postu:

La, la, la, lauaua!
Drizzt
PostWysłany: Nie 22:20, 29 Sty 2006    Temat postu:

Może wuj ma? - Wuju?
mikon
PostWysłany: Nie 22:19, 29 Sty 2006    Temat postu:

A masz logi, zeby ich IP zbanowac na zawsze?

P.S. Mowiles, o gosciach, czy o zarejestrowanych?
Drizzt
PostWysłany: Nie 22:17, 29 Sty 2006    Temat postu:

Ja też wymiękam - do więzienia z nimi?
mikon
PostWysłany: Nie 22:14, 29 Sty 2006    Temat postu:

Ale rozwydrzona mlodziez nam gosci na forum. Wstyd. Obciach. Gorsi nawet od niektorych zarejestrowanych. Dobrze, ze przynajmniej tak czesto sie nie udzielaja...
Czak Norris
PostWysłany: Nie 22:11, 29 Sty 2006    Temat postu:

A to byłem ja - Czak
Gość
PostWysłany: Nie 22:10, 29 Sty 2006    Temat postu:

Zaśpiewaj bo będzie z półobrota!

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group