Autor Wiadomość
agronom
PostWysłany: Nie 4:54, 30 Lis 2025    Temat postu:

●●●
To absurdalne kryterium — debatę intelektualną nie ocenia się według tego, czy ktoś przeżyje ją komfortowo. 

@
Zaiste.
Ale dyszyńszczyk już downo wyemigrowoł ze śfiata realnego, przyimigrowoł do śfiata debaty i zaczyno sie weń urzondzoć jakoby na stałe, komfortowo. Zapómnioł ino o ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SŁOWO, konsekwencjach wypowiedzi, że mogo go wef kożdy chwili wyeksmitowoć za pomoco toczki na sterte chrustu.

Niech ta który osobnik spyto sie bańki dyszyńszczyka, co zrobi jak spotko obywatelke Aurelke wef czasie przykładowy wojny z ruskimi. dyszyńszczyk, ofkors, zabijołby ruskich, a obywatelka Aurelka to KOLABORANTKA wg dyszyńszczyka.
Zastrzeli czy nie zastrzeli - i dlaczego?

Niech dyszyńszczyk weźnie poniesie KONSEKWENCJE swoich słów, jak powiedzioł A (że mógby szczeloć do ruskich), to niech powi B, a najlepi jeszcze C, D, E, F, G, H itd., wszak jes tak GŁEMBOKI, że przemyśloł wszysko conojmni do Ś.

Powiedziołbym dyszyńszczykowi: SPROWDZOM, ale ni ma jak, wszak musi udowoć, że mie nie widzi, inaczy by zostoł zgładzon mentalnie pierszego dnia i tyle tysiency wontków poszłoby sie jebać.

E, kubuś_widły_trójzębne, mosz zadanie bojowe: spytoj dyszyńszczyka o reszte alfabeta.

CZAS START!

☆•

Puszcze ci co na droge nastrojowego. Nie znalozek piosenki o kobicie zadźgany widłami, a "Hey Joe", chocioż jest tam zastrzelono kobita, nie za bardzo tutej pasuje. To tako na razie - jest ón, óna, karuzela, komfort, trumna, bóg, wybaczenie, pokaranie.

https://m.youtube.com/watch?v=ws7F3AjNe74
(Raz Dwa Trzy, "Oczy tej małej")
agronom
PostWysłany: Nie 2:52, 30 Lis 2025    Temat postu:

Przebrłek przez zaległe pore stron ARMAGEDONU i tera na bieżonco żem.
Ofkors, kupe toczek pereł wyłuskołek ze wefpisów Pana fedora.
Dokłodnie 12 toczek.
Tera wysype jedno, żeby sie porozsypywoły naobkoło i postukoły ładnie te perełki jak Pan agronom bedzie przemowioć (zaro), nawracoć zbłonkanych, wefskrzeszoć zamarłych itp.

Zesypnieńcie z toczki:


Nie deklaruję pewności w swoich decyzjach, ale także odżegnuję się, aby ktoś mnie w tym naśladował, albo uznawał za jakąś supercnotę.

A jednak przez cały wywód ustawiasz swoją ostrożność jako odpowiedzialność, a cudzą pewność jako życzeniowość. Nie musisz wprost mówić „to cnota”, skoro kontekst wyraźnie sugeruje, że twoja metoda jest lepsza. To nie jest odżegnanie się od moralnej wyższości — to po prostu jej niejawne utrzymywanie. 

To jest bardziej moja refleksja, rzecz do rozważenia, a nie silna sugestia.

A jednak od początku wypowiedzi formułujesz tezy o „prostactwie”, „zero-jedynkowości emocji”, „życzeniowości”, „braku refleksji” — czyli bardzo silne oceny. To sugerowanie rzeczy w sposób równie kategoryczny, tylko ubrane w deklaracje niepewności. 

Nie jestem buńczuczny, więc nie deklaruję swojego na twardo.
●●
Tu pojawia się jawna nielogiczność: utożsamiasz brak twardych deklaracji z brakiem buńczuczności. Tymczasem buńczuczność to nie forma gramatyczna, lecz postawa wobec własnych sądów. Możesz być buńczuczny, przedstawiając swoje oceny z pozorną pokorą — a tak właśnie konstruujesz cały wywód. 

Wręcz zachęcam do krytycznego potraktowania także tych moich słów, zachęcam do powątpiewania w nie.
●●●
To kolejny rytualny gest pokory, ale nie zmienia faktu, że twoje wcześniejsze tezy były przedstawiane jako jednostronne diagnozy cudzych rzekomo irracjonalnych postaw. Krytyka nie polega na tym, że wypowiadający wzywa do niej w ostatnim zdaniu, lecz na spójności argumentacji — a właśnie tu ujawniają się największe sprzeczności.

...


No to powiem: wystarczy się przyjrzeć wypowiedziom, pod kątem, czy da się w nich dostrzec:

Tworzysz arbitralne kryteria, które nie mają związku z logiczną poprawnością argumentów, ale z twoją interpretacją intencji rozmówcy. Zamiast analizować treść, przesuwasz ciężar na „postawę”, którą sam definiujesz — i oczywiście tak, by pasowała do twojej narracji o „inwazji”. 

- pragnienie skonsultowania przyjęcia głoszonych tez z odczuwaniem i rozumieniem odbiorcy
●●
To fałszywe kryterium debaty. Argumenty nie stają się bardziej prawdziwe przez to, że są zgodne z odczuciami odbiorcy. Wymagasz, by rozmówca dostosowywał treść nie do faktów i logiki, lecz do przewidywanej emocjonalnej reakcji. To nie jest standard odpowiedzialności — to standard unikania konfliktu kosztem sensu. 

- gotowość do uwzględnienia zastrzeżeń, wskazań, że uczciwa forma uznania przedstawianych poglądów domagałaby się uwzględnienia sugerowanych zastrzeżeń, pytań o konflikty w rozumieniu
●●
Sugerujesz, że rozmówca musi przyjmować twoje zastrzeżenia „dla uczciwości”. Tymczasem uczciwość nie polega na tym, że przyjmuje się każde zastrzeżenie, tylko na tym, że analizuje się je pod kątem zasadności. Kryterium „gotowości do uwzględnienia” jest puste, jeśli nie pokazujesz, że zastrzeżenia były sensowne. 

Jeśli ktoś takie tendencje jest w stanie dostrzec w wypowiedzi danego dyskutanta, to znaczy, że w jakimś stopniu ten dyskutant czuje się odpowiedzialny za to, CO SIĘ STANIE Z UMYSŁEM, OSOBOWOŚCIĄ ODBIORCY…
●●●
Przyznajesz sobie prawo oceniania cudzej „odpowiedzialności za stan umysłu odbiorcy”, choć nigdzie nie wykazałeś, by twoje własne tezy były spójne, neutralne czy epistemicznie solidne. To paternalizm ubrany w słowa o empatii: sugerujesz, że rozmówca powinien projektować skutki psychiczne swojej wypowiedzi u innych, bo inaczej jest nieodpowiedzialny. To absurdalne kryterium — debatę intelektualną nie ocenia się według tego, czy ktoś przeżyje ją komfortowo. 

...


Z zasady napierającej, oskarżającej, arbitralność, pełnej sugestii, iż wszystko co ktoś głosi jest absolutnie pewne, ostateczne i że żądane jest tego bezwarunkowe przyjęcie.
●●●
Ironia polega na tym, że to dokładnie opis twojej własnej retoryki wobec osób, które wykazują ci niekonsekwencje: to ty używasz arbitralnych etykiet („buńczuczni”, „życzeniowi”, „emocjonalni”), ty przedstawiasz ich sposób myślenia w kategoriach „tyranów”, ty opisujesz swoje poglądy jako jedynie „odpowiedzialne”. 

...


Dlaczego taką emfazą się posługuję? 
* Trochę dlatego, że w sobie czuję dość głęboki wstręt do wszelkiej przemocy i wymuszania kłamstwa na ludziach. Dla mnie ów temat jest emocjonalny, porusza mnie, budząc moje emocje porównywalne do tego, jakbym myślał o torturach czy zabójstwach.
●●
Dramatyzujesz do granic groteski. Porównujesz dyskusję internetową, różnicę poglądów i zwykłe spory o logikę czy argumenty — do TORTUR i ZABÓJSTW. To jest kompletnie nieproporcjonalne i świadczy bardziej o twojej własnej skłonności do emocjonalnej eskalacji niż o jakiejkolwiek realnej przemocy. Twój wstręt nie czyni z twoich porównań niczego sensownego; to tylko przenoszenie własnych intensywnych emocji na innych, aby moralnie ich obciążyć. Mieszasz swoje uczucia z faktami i robisz z tego „opis rzeczywistości”. 

= = = = =

Dźwienki z toczki spionowany:

https://m.youtube.com/watch?v=7ZOGncQFAcs
(Emily Bear, "Journey to my heart")

= = = = =

Hasta la vista zaro.
agronom
PostWysłany: Czw 23:36, 27 Lis 2025    Temat postu:

Anonymous napisał:
agronom napisał:

@
Zaiste, jak tu nie paczeć z politowoniem i nie lekcewożyć dyszyńszczyka?

Z drugi strony jednak trudno paczeć z politowoniem i lekcewożyć.
Wszak tak jes nierzetelny mentalnie i napastliwy (kryptonapastliwy, zamiost se ulżyć POPROWNIE, tj. jebać z góry na dół kogo trza i kiedy trza, to przywdziewo pończoche i jebie chochoły gumowe - PUBLICZNIE, zboczony zboczeniec)


Dobrze to ująłeś. Dyszyński chce dominować i rządzić wszystkimi, ale nie ma jaj się konfrontować, więc tylko psioczy na tych, którzy rządzą i dominują, bo sam marzy o tym, żeby być na ich miejscu.


Ofkors. To widać, słychać i czuć - dla tych co majo chocioż letkopółśrednie oczy, półśrednie uszy i półśredni nos, ofkors. Mo obsesje na temat dominacji itp. Kompleks wyższości czy niższości, pierón wi.
Notorycznie doje do zrozuminio oponentom, że so dla niego za cienkie, deficytowe, atawistyczne, płytkie, prymitywne itp. Inno sprowa, że nieroz może mić troche racji, jak sie luknie na jego niektórych rozmówców. Wef kożdym rozie, antypatyczny osobnik to. No, bo kto normolny, bedonc wef tak mocno dojrzołym wieku, nigdzie nie wyłazi (nie konfrontuje sie ze światem żywych i nieumarłych jeszcze), nic nie czyto, niczego nie oglondo WARTOŚCIOWEGO (bo to FIZYCZNIE niemożebne sondzonc po ilości wypocin wef wirtualu tu), czyli NIE ROZWIJO SIE, ino zajmuje tematyko walki o ogiń, wnikoniem wef psyche NIEPOPROWNYCH, dominowania na poziomie wczesnego nastolęctwa (które bodajże uczył - zatrzymoł sie na tym etapie i widocznie wszyskich naobkoło uwożo za dwunastolatków, prymitywów, którym sprzedo kożde ekstrementa mentalne jak ino fest owinie wef sreberko).
Godo eks katedra, som ze sobo i jeszcze pouczo jak DYSKUTOWOĆ POPROWNIE. Komedia i tragedia naroz.

Oceniom go po tematach niereligijnych, wef religijne pacze ino sporadykalnie.

Jowi mi sie jak jaki zawzienty żul, co to godo som do siebie, a jak mu nie dosz zeta na wino, to nie zwyzywo co prowda, ale ci napluje na szybe samochodu jak se pójdziesz het.

Chciołby być dominatorem, ale sie NIE ROZWIJO i jest fest JAŁOWY INTELEKTUALNIE, sparaliżowany intelektualnie, tedy marnesząse.

Przykłod świeży - znowu o tym, że SIE STARO, tedy ón i jego wypociny MAJO WARTOŚĆ. I tyle. Kóniec kropka.
Kólejna STERTA FRAZESÓW, któro możno streścić jednym "TRZA ROZWAŻOĆ WSZYSKIE ZA I PRZECIW". Tyż frazes, ale za to ile krótszy. Ile

CZASU,

ŻYCIA

możno było przyoszczeńdzić.

Poczontek sterty:


Wto 0:57, 25 Lis 2025

Jednym z moich osobistych sposobów na to, aby przed buńczucznością się zabezpieczyć, jest ŻĄDANIE OD SIEBIE MAKSYMALNEJ MOŻLIWEJ NA DANYM ETAPIE PEŁNI ZROZUMIENIA. Jako "pełnię zrozumienia" traktuję tu postawę, aby każde zagadnienie, każde stwierdzenie POSTRZEGAĆ Z WIELU STRON/PERSPEKTYW NA RAZ.

Wręcz mam takie założenie metodologiczne i epistemiczne, że jeśli widzę tylko jedną strone medalu to mam obowiązek uznawać, iż nie znam sprawy, albo że zapewne tkwię w błędzie. Dopiero gdy - przynajmniej w wyraźnie przez siebie zdiagnozowanym - minimalnym stopniu KONTRUJĘ PRZEKONANIA, zestawiając je parami - przeciwieństwami (lepiej jeśli tych par jest więcej, albo są to tylko pary, ale trójki), to znaczy, że może... zaczynam... trochę... rozumieć zagadnienie.
Jeśli też poznałem jakąś sporną kwestię tylko od jednej strony sporu, to z zasady uważam swoją świadomość w tej kwestii za niewystarczającą do jakiegokolwiek wnioskowania o sprawie.
Każde przekonanie u mnie musi mieć swoja przeciwwagę, pogląd je kontrujący. Każdą tezę staram się rozważać w kontekście przeciwtezy, a każdy argument w kontekście przeciwargumentu. W ogóle dla to jedyne sensowne rozumienie "wiedzy" polega na skonstruowanie GRY NARRACJI O PRZECIWNYCH STANOWISKACH - w układzie dualnym.
Dlatego staram się z zasady poglądy rozważać parami, także poglądy na temat własnych przekonań, retrospektywne, oceniające mnie. Z zasady będę niemal wszystko (co ostatecznie miałoby stworzyć sensowny dla mnie pogląd) postrzegał jako trochę takie, a trochę przeciwne i dopiero owa gra przeciwieństwo buduje mi SYNTEZĘ, w której przestaje być istotne co ktoś stwierdził, za czym obstaje, z kim trzyma, lecz jedynymi wartościowymi prawdami w sprawach są te układy dualne - odpowiadające na pytanie: JAK SĄ KONTROWANE WZAJEMNIE PRZECIWSTAWNE TENDENCJE OPISU SPRAW.

Nie uważam za poprawnie informujące o czymkolwiek jednostronne osądy w stylu "jest tak, a tak, zaś alternatyw w ogóle nie postrzegam".
Po mojemu jedyne poprawne rozumienie polega na procedurze:
- zebrania alternatywnych osądów
- porównania tych osądów w kontekście celu poznawczego
- ewentualnie (nie zawsze to w ogóle jest potrzebne) wyłonienie poglądu głównego, dominującego.
- cały czas pamiętanie o alternatywach, które w stosownych momentach zwykle też "mogą wejść do gry".
- i ostateczne postrzeganie wszystkiego jako wielowariantowej syntezy, w której pogląd dominujący jest co najwyżej "kierunkiem spojrzenia w wybrany sposób", nie będąc sam istotną prawdą o tej sprawie.

Gdy zatem nurzam się zaprzeczeniach tego, co wcześniej stwierdziłem, to nie dlatego, że się gubię w argumentacji, lecz dlatego, że dla mnie "gubieniem się w argumentacji" byłoby jednostronne obstawianie jednej opcji bez poznania głównych alternatyw.
To wszystko razem powoduje, że nie twierdzę niczego jako absolutu, jako czegoś pewnego, a dalej buńczuczność jest z perspektywy mojej osobistej epistemologii nienaturalna, jawi się jako objaw błędnego metodologicznie podejścia.

Gdyby to jakoś skrótowo sformułować, to mogłaby rzecz wyrazić następująca fraza: dla mnie niewielkie znaczenie poznawcze mają stwierdzające coś tezy (często je po prostu lekceważę, jako mało istotne), gdyż liczą się, są dla mnie, uznawane są za wartościowe jedynie SYNTEZY, zbudowane na wielostronnych i wielowariantowych spojrzeniach na daną sprawę.
_________________
Jak tu nie lekceważyć mocy mentalnych każdej osoby, która w dowolnej dyskusji musi kompulsywnie dowartościowywać swoje ego okazywaną co chwila napastliwością?...

= = = = = =

Kóniec sterty.

Nieroz drwiłek z tego jego STARANIO SIE JAKO ARGUMENTA UNIWERSALNEGO, NA WSZYSKO, np. ostotnio:

@
Pon 13:35, 17 Lis 2025
- Dawoć zeszyty, sprowdze prace domowe.
Luko.
- E, ty, ni mosz pracy domowy!
- Jak nie, jak tak!
- Co ty mi tu pierdolisz, gdzie niby!?
- Jo sie som wef domu starołek, som se rozwionzołek POPROWNIE i som sie oceniłek na szóske z plusem, ewętułalnie z małym minusem.
- Przekonołeś mie, mosz trzy szóski. *

= = = = =

Tutej tyż z ostatnia - wcisko kita, że o buńczucznych to se tak ino godo, ogólnie. Tyko czego akurot wef dziale "Samoocena - jak śfinie widzo śfinie", a nie wef swoi półprywatny świontyni wudu?
Czego nie wymini tych ze śfini? Tako kupa ich?
Myślołbykto.
Ze 3 sztuki, wef porywach 5.


Nie chcę tu się jakoś skupiać na fedorze. Nawet nie chodzi mi o to, aby mu przyklejać etykietę buńczucznego, choć w wielu okolicznościach znacząco ten schemat buńczuczności wypełnia. Chcę tu patrzeć na OGÓLNE LUDZKIE POSTAWY. 


Moje pisanie nie jest kierowane od (konkretnej) osoby do osoby (konkretnej), tylko jest modelowym rozważaniem, refleksją nad naturą ludzką. Przypisuję aspekty tego rozważania trochę sobie, trochę ludziom, ale czynię to nie po to, aby szukać winnych, albo zwycięzców. 

= = = = = =

Na razie na tym skóńczyłek czytonie o buńczucznych.

Przypómne, że zwróciłek uwage na dyszyńszczyka ino dlatego, że cisza i spokój zapanowoł u baryckiego i dyszyńczyk ozwoł sie wef temacie Putina itd., że poszetby do okopu mordowoć ruskich (ofkors, jagby ino uznoł po swoich STARANIACH, że tako jest potrzeba PROWDZIWO, a nie POZORNO).
Najsamprzód, jak tu przyszłek pierszy roz, lukłek na porenaście jego wefpisów, uznołek, że to osobnik trolopodobny, z którym możno ino dreptać wef kółko, trocić

CZAS

i nigdzie nie dojś, tedy niech ta se drepto z innymi, o religji itp., to mie nie dotyczy.
Ale polityka mie dotyczy.

No. A, jeszcze - tutej sie boi nazwoć rzeczy po awatarze, ale ruskich mordowoć sie nie bedzie boł.

A jak spotko KOLABORANTKE Aurelke, to co uczyni myślo, mowo, uczynkiem czy zaniedbaniem?

:mrgreen:

Socjolog wyalienowan; wirtuoz frazesów; ryzyk teoretyk, staracz wyborowy.

PS
Powtorzom sie tudzież doprecyzowuje swoje OCENY, czyli jak ćfierćśfinia widzi śfinie. Wolołbym nie pisoć na ten temat już; ino, że życie to nie kóncert życzeń i bedzie co mo być (czyli barycka UŚWIODOMIONA KÓNIECZNOŚĆ).

*
http://www.sfinia.fora.pl/wiezienie-script-src-http-wujzboj-com-sfinia-hidug-js-script,20/mord-na-sprawiedliwym-i-jego-zmartwychwstanie,4928-51600.html
Gość
PostWysłany: Śro 19:30, 26 Lis 2025    Temat postu:

agronom napisał:

@
Zaiste, jak tu nie paczeć z politowoniem i nie lekcewożyć dyszyńszczyka?

Z drugi strony jednak trudno paczeć z politowoniem i lekcewożyć.
Wszak tak jes nierzetelny mentalnie i napastliwy (kryptonapastliwy, zamiost se ulżyć POPROWNIE, tj. jebać z góry na dół kogo trza i kiedy trza, to przywdziewo pończoche i jebie chochoły gumowe - PUBLICZNIE, zboczony zboczeniec)


Dobrze to ująłeś. Dyszyński chce dominować i rządzić wszystkimi, ale nie ma jaj się konfrontować, więc tylko psioczy na tych, którzy rządzą i dominują, bo sam marzy o tym, żeby być na ich miejscu.
agronom
PostWysłany: Śro 0:02, 26 Lis 2025    Temat postu:


Z drugiej strony jednak trudno jest nie patrzeć z politowaniem na ludzi tak skrajnie niezdolnych do spojrzenia z dystansem na siebie aspekt promowania się na (w sumie raczej śmieszną) postać o rzekomym wielkim autorytecie i kompetencji, gdy dana osoba jednocześnie nie umie udowodnić swoich awansów rzetelna argumentacją.
 
Z motta bańki

Jak tu nie lekceważyć mocy mentalnych każdej osoby, która w dowolnej dyskusji musi kompulsywnie dowartościowywać swoje ego okazywaną co chwila napastliwością?...

@
Zaiste, jak tu nie paczeć z politowoniem i nie lekcewożyć dyszyńszczyka?

Z drugi strony jednak trudno paczeć z politowoniem i lekcewożyć.
Wszak tak jes nierzetelny mentalnie i napastliwy (kryptonapastliwy, zamiost se ulżyć POPROWNIE, tj. jebać z góry na dół kogo trza i kiedy trza, to przywdziewo pończoche i jebie chochoły gumowe - PUBLICZNIE, zboczony zboczeniec) i do tego CZASOWY, że może NAPROWDE narobić jaki szkody społeczny, tedy lepi od czasu do czasu kopnońć wef dupe zboczeńca.

Z trzeci strony natenczas, zamiost kopniokiem odwartościowoć dewianta, możno go niechconcy dowartościowoć, bo se umyśli, że kopio go "deficyty mentalne" i jeszcze gorzy tarzoć bedzie sie z chochoły i zaklinoć jakoby te lalki wudu, ałtorytet afrykański.

Wot, ten, CO WIE i POSTĘPOWO i ŚWIADOMIE (choć NIE MUSI) pisze tysionce tego typu objowień:


Bo buńczuczni sami nie wiedzą, po co robią, to, co robią.

Oni to robią atawistycznie, bezwiednie; tak muszą.

Bwana kubwa, unga bunga.

:mrgreen:
agronom
PostWysłany: Wto 20:55, 25 Lis 2025    Temat postu:

E, ryży_komisorz vel kubuś_widły_trójzębne, znowu sie pokozołeś we wontku o buńczucznych pończochach, tedy widoć, że lukosz.
Jak tak, to wziołbyś

WYLICZYŁ I OBLICZYŁ,

który tam zdobył przewoge, który jes

WIĘCY WORT.

Bańka mydlano dyszyńszczyk czy Pan fedor?

Czy jes remis?
A może który robi drugiemu z dupy

ARMAGEDON?

Co na to twojo algebra ze stukilowego lasu, ryży?

Dojesz, ryży, oznojmij to - nie tyle Panu agronomu, co reszcie ludzkości.
Wszak, ryży, PROWDA WSZYSKICH WYZWOLI NAOBKOŁO.
Czy?
Zabow sie ryży, jak zawżdy, wef pieńciolatka i pokoż palcem nagiego króla.
Nie być, ryży, ćchórz, wszak żeś umioł (zuchfało czy buńczucznie?) sie porwoć na ziemsko logike i algebraike; pokozołeś wszak już cołe gołe 30 LAT PRL+ZSRR (od zera do pierszy dziesiontki)  / 30 LAT RP+USA (od pierszy dziesiontki do dykty i dektury), to tera tyż, ryży, dej głos.

:mrgreen:

PS

Tako próbka, wef miore krótko, ze fczoraj, strona 20 (dali jeszcze nie czytołek, albowiem ZEGAR TYKO):


Z perspektywy kogoś, kto po prostu poszukuje prawdy i sensu, postawa buńczucznych jawi się jako pozbawiona sensu, bo przecież w swojej istocie polega ona na tym, że ktoś ZOSTAWIA ODŁOGIEM omawiane zagadnienia, aby w to miejsce pogadać sobie w stylu "ale ja fajny jestem, ale lepszy jestem od mojego oponenta, a ten oponent taki, czy owaki tam (wredny i głupi) jest...".



Kiedy przedstawiasz buńczuczną postawę jako sprowadzającą się do „ale ja fajny jestem”, tworzysz sobie wygodnego chochoła. Redukujesz tę postawę do karykaturalnej figury, którą łatwo potępić, ale która nie reprezentuje realnego sporu intelektualnego. To nie analiza, tylko moralizatorska narracja, która ma zastąpić argument. Co więcej, sam w tej chwili robisz dokładnie to, co zarzucasz innym: zamiast trzymać się problemu, opisujesz stereotypy o rzekomych intencjach i motywacjach cudzych ludzi. Krytykujesz ton, zamiast mierzyć się z treścią, co czyni twoje własne "argumentowanie" dokładnie takim, jakie potępiasz. 

= = = = =


Metodologia, w kontekście epistemologii z psychologią ma wg mnie bardzo ścisły związek.


To truizm udający głęboką tezę. Oczywiste jest, że sposób myślenia jest jakoś związany z psychologią — ale takim pustym stwierdzeniem można uzasadnić dowolną ingerencję w osobiste motywacje oponenta. ●●●●● Zamiast analizować argumenty, wolisz rozmawiać o psyche rozmówców i dorabiać do tego „metodologiczny” ton, który ma sprawić wrażenie naukowej powagi. To nie metoda, to zabieg erystyczny.


W realnym życiu, w tych dyskusjach, jakie w większości toczymy, emocje i słabości mentalne powodują, że niewielu dyskutantów jest w stanie utrzymać się w ścisłe logicznym kanale argumentacji.


Paradoks polega na tym, że znowu zaczynasz od szerokiej diagnozy innych, którą przedstawiasz jak obiektywne spostrzeżenie. Tymczasem sam w tej chwili robisz dokładnie to samo, co zarzucasz innym: opuszczasz kanał logiczny na rzecz psychologizowania. Jeśli naprawdę chciałbyś pozostać przy argumentach, mówiłbyś o ich strukturze, a nie o emocjach i „słabościach mentalnych” rozmówców.


Buńczuczność jest właśnie kto wie, czy najważniejszym przykładem postawy psychicznej odejścia od merytorycznej strony dyskusji na rzecz zajęcia się tym, co człowieka drąży w jego uczuciach, co jest jego pragnieniami, marzeniami, frustracjami.


Po raz kolejny przypisujesz innym wewnętrzne motywacje, do których nie masz dostępu. Ty nie opisujesz faktów, tylko budujesz narrację o „pragnieniach, marzeniach i frustracjach” rzekomo kierujących przeciwnikiem. To nie jest argument merytoryczny, to jedynie próba ustawienia oponenta w pozycji kogoś emocjonalnie zaburzonego, żeby móc z góry unieważnić wszystko, co mówi. To nie analiza, to sofistyka i to wyjątkowo jednostronna.


Buńczuczni dyskutują tak, jakby kwestie rzeczowe - merytoryczne były jedynie pretekstem do ich lansu na okazywanie się "tym lepszym".


To kolejny chochoł, który istnieje tylko dlatego, że sam go skonstruowałeś. To ty redukujesz spór do domniemanej potrzeby „lansu”, bo to wygodniejsza wersja rzeczywistości niż ta, w której ktoś zwyczajnie nie zgadza się z twoimi "argumentami" i pokazuje ich bezzasadność lub manipulowanie w twoim wykonaniu, tak jak ja to choćby robię. Zamiast mierzyć się z meritum, opowiadasz bajkę o pobudkach innych, bo łatwiej jest potępić ich rzekome intencje niż ich faktyczne zarzuty.


Tak emocje do nich z głębi ich duszy wołają, taki mają głęboki deficyt mentalny.


To już czysta psychologiczna fantazja, którą przedstawiasz jak diagnozę. Mówisz o „głębi ich duszy”, jakbyś miał jakikolwiek dostęp do cudzych przeżyć, a jednocześnie mówisz o „deficycie mentalnym”, jakby to była kategoria obiektywna. Tymczasem to zwykła retoryczna etykieta, która zastępuje argument. Jeżeli musisz twierdzić, że oponenci mają deficyt, żeby obronić swoje stanowisko, to znaczy, że nie bronisz go argumentami, tylko deprecjacją rozmówców.


Wydają się być przekonani, że jak się coś z uporem głosi, to ma to rodzaj mocy sprawczej.


A ty co robisz, jeśli nie to samo? Twój wywód polega na uporczywym powtarzaniu, że buńczuczność jest zła, destrukcyjna i nielogiczna — tylko że nie dowodzisz tego, jedynie deklarujesz. Tezy, które działają wyłącznie dzięki swojemu tonowi, a nie dzięki argumentom, to właśnie forma wiary w moc sprawczą oświadczeń. A więc znów krytykujesz to, co sam stosujesz.


Ale owa "sprawcza moc", jeśli ją uznajemy, to i tak odnosi się przecież tylko do manipulacji odbiorcami, ona NICZEGO NIE ZMIENIA W KWESTII SAMEJ DYSKUTOWANEJ SPRAWY.


To zdanie obnaża całą sprzeczność twojej wcześniejszej narracji. Jeśli formy zewnętrznej prezentacji — jak sam twierdziłeś — „nie mają nic do rzeczy”, a moc sprawczą ma jedynie manipulacja odbiorcami, to dlaczego cały twój wywód poświęcony jest właśnie tej prezentacji i psychologii tych, którzy jej używają? Przyznajesz, że forma nie zmienia niczego w samej sprawie, a jednocześnie budujesz całą swoją argumentację wokół formy — buńczuczości, tonu, postawy. To nie tylko niekonsekwencja, to samowywrotność: najpierw unieważniasz wagę tonu, a potem na tej nieważnej kategorii opierasz cały wywód. To, co robisz, to tylko puste mielenie słów dla samego mielenia słów - lansowanie się pod publikę, nic więcej. Czyli znowu robisz to samo, co zarzucasz innym

= = = = =

PS
ryży, określij sie tak ino krótko, tyle STARCZY; uzasadnienia już nie so KÓNIECZNE, Pan agronom nie bedzie kozoł ci sie spowiodoć ze wszyskiego.

Tera, ryży, uwożoj:

CZAS START!
agronom
PostWysłany: Pią 1:26, 21 Lis 2025    Temat postu:

Anonymous napisał:
a jakieś uzasadnienie ?

mi znów ta ruska agentura wróciła, jak to mentzen, cz jak mu tam, puścił klip z międzynarodówka i czerwoną flagą, jakby sam w tym układzie nie brał udziału ... ryżego folksdojcza stawia na równi z pisem ... i z ryżym folksdojczem gotów reset konstytucyjny robić .... szaty drą z powodu uchodźców, a namawiali do niegłosowania przy wyborach w referendum ....

poza sytemem, nie była 15 października konfa, a pis

no gdyby to amerykańska ... nie widziałbym problemu .... ameryka polski nie rozbierze, a rozkraść już za bardzo nie ma co


Redaktor Maciej codziń niemalże uzosodnio to fest. Ni ma sensu przepisywoć tego jak se możno obejrzyć.
agronom
PostWysłany: Pią 1:18, 21 Lis 2025    Temat postu:

Jak se szłek z roboty do chałupy to wpod mi taki tytuł wiersza pod czopke, ofkors, "O IDEI A NIE O OSOBACH":

PROWDZIWY POMYLENIEC.

I piersze linijki np.:

Prowdziwy pomyleniec
To osobnik pomylony naprowde
To osobnik co mioł zostoć hydrałlikiem
A zostoł filozofem
Pomylony osobnik nie umi rozróżnić zachcianki od zatwardzenio jelita grubego
Albo dendryta cienkiego
Bo prowdziwy pomylony je sztuczne jedzenie
Zamiost karme prowdziwo
Albo wefstrzymuje se wypróżnionie
A późni mo srake na czecie dżewo
I wycisko se ontologiczne krosty
Itd.

Wef chałupie lukłek na to, co sie tutej odprawio wef majestacie prawa do bycia idioto, prowdy prowdziwy, pozorności pozorny itp. I od rozu mi bańki mydlane do oka pofpodały, jedna za drugo, szczypie tera, że wyczymoć nie idzie. Na szczeńście dyszyńszczyk przypatkowo obtor mi troche ślipa rombkiem sfojego kaftana:

Strona 18


Moje uwagi faktycznie mają status hipotezy. Nie wypieram się tego. 
Co jest dla tej hipotezy wsparciem?... 
- Tu odbiorca po prostu może się zastanowić nad SWOIMI DOŚWIADCZENIAMI ŻYCIOWYMI. Liczę na to, że każdy ma jakieś przykłady ze swojego życia, zna osoby, które są buńczuczne, czyli często się wywyższają, chwalą, przyjmują arbitralny ton i postawy. Ja w swoim życiu takie osoby spotkałem i stąd owa hipoteza, ale każdy niezależnie ode mnie może samodzielnie sobie postawić pytania, w kontekście przez siebie zaobserwowanych buńczucznych: 
- Czy buńczuczny chętnie tłumaczy kwestie wątpliwe z jego wypowiedzi, czy gotów jest do uczciwych wyjaśnień? 
- Czy ten znany czytelnikowi posta buńczuczny jest w stanie bezstronnie i obiektywnie osądzać większość spraw? 
- Czy buńczuczny argumentuje w dyskusji z wyraźną intencją docierania do sedna sprawy, czy raczej próbuje wywierać naciski emocjonalne? 
Jeśli ktoś nie ma własnego materiału porównawczego, to proponuję przeczytać kilkadziesiąt losowych postów na naszym forum, a jestem przekonany, że natrafi tam na postawy, które ja tutaj opisuję jako postawy "buńczucznych". Potem śledząc tok dyskusji owych buńczucznych może sobie też każdy sam odpowiedzieć na pytanie, czy moja hipoteza zyskuje potwierdzenie w realnych świecie. Ja WIERZĘ, że szczere, uczciwe ocenienie kilkudziesięciu postów (choćby tych z ostatnich tygodni) z różnych toczących się tu dyskusji da szansę KAŻDEMU, ABY PRZEKONAŁ SIĘ OSOBIŚCIE, że moja hipoteza ma solidne podstawy.

= = = = = =

Kawołek ty bańki i odpowiedź Pana fedora:


Ja w swoim życiu takie osoby spotkałem i stąd owa hipoteza, ale każdy niezależnie ode mnie może samodzielnie sobie postawić pytania, w kontekście przez siebie zaobserwowanych buńczucznych:


Cała konstrukcja Twojego argumentu sprowadza się do „spotkałem kogoś takiego, więc moja hipoteza jest wiarygodna”. To nie jest logika, tylko projekcja. A zachęcanie innych, by powtarzali Twój błąd myślowy, nie czyni go mniej błędnym. 

= = = = = = = =

@
Pomijajonc cało nieadekwatność dyszyńszczykowych opisów do oficjalnej definicji buńczucznych, to same te opisy fest OPISUJO dyszyńszczyka właśnie. Bo akurot - zgodnie ze złoto rado bańki - przeczytołek dobre pore wefpisów i akurot spotkołek kogoś takiego z opisów dyszyńszczyka: to dyszyńszczyk. Opisy niech by, od PROWDZIWY BIDY, były, ino etykieta nie ta - zamiost "buńczuczny" lepszo byłaby, prócz oczywisty, "dyszyńszczyk", "buc nadenty", np.:
(sporo pożyczeń z generatora baniek)

Prowdziwy kryptokwazibuńczuczny
Prowdziwy słabeusz
Prowdziwy upośledzony
Prowdziwy nijaki i mierny
Prowdziwy zaklinacz epistemocośtom
Prowdziwy wywyższocz
Prowdziwy ze strefy komfortu
Prowdziwy obliczony na odbiór przez innych ludzi
Prowdziwy nieobliczony na odbiór przez innych ludzi, jaki socjopata albo bóg samorodek
Prowdziwy oszukiwocz samego siebie
Prowdziwy kryptoautodemagog

Przypómne tera definicje demagogji.


■ Demagogia (gr. dēmagōgía – prowadzenie ludu) – wpływanie na opinię publiczną w celu pozyskania i utrzymania zwolenników za pomocą nierealnych obietnic oraz zwodniczych haseł[1].
Demagogia rozwinęła się już w starożytnej Grecji, lecz pierwotnie miała nieco inne niż współcześnie znaczenie. Po grecku znaczy to „prowadzący lud”. Nazywano tak doskonałych mówców potrafiących wpływać na decyzję zgromadzenia ludowego. Izokrates przeciwstawiał demagoga tyranowi, lecz już wówczas Tukidydes zauważał, że demagog prowadzi lud, schlebiając jego próżności.
Współcześnie oznacza to kłamanie na rzecz wygranej w wyborach lub schlebianie wyborcom, np. rozdawanie tzw. kiełbas wyborczych. Za demagogię uważane są kłamstwa, składanie popularnych i efektownych, ale niedających się spełnić obietnic, albo składanie obietnic bez intencji ich realizacji, schlebianie masom, szukanie kozła ofiarnego, stosowanie nielogicznych, ale przekonujących argumentów. ■

Tera definicje kozła ofiornego, bo to podobne do tego co dyszyńszczyk szuko tyle CZASU.


■ Kozioł ofiarny – jeden z kluczowych mechanizmów antropologicznych występujący prawdopodobnie we wszystkich kulturach. Mechanizm ten polega na tym, iż grupa społeczna w momencie kryzysu, dezintegracji czy zagrożenia, by powrócić do stanu utraconej równowagi, obiera sobie ofiarę, która staje się obiektem zbiorowej agresji całej grupy. Agresja ta grupy ma na celu uśmiercenie bądź różnego rodzaju wykluczenie ofiary (wypędzenie, wykluczenie symboliczne – np. opaski z „gwiazdą Dawida” lub przezwiska w grupie rówieśniczej). Grupa wmawia sobie bowiem, że ofiara ta ponosi winę za nieszczęście lub zagrożenie, które doprowadziło do kryzysu, dezintegracji grupy.

Poszczególne kultury różnią się między sobą pod względem skłonności do stosowania mechanizmu kozła ofiarnego, niektóre stosują go bardzo często i na wielką skalę (są często monolityczne, a nawet podświadomie niepewne swojej tożsamości), inne posuwają się do niego niezwykle rzadko, unikają skrajnych form mechanizmu (są to zwykle kultury otwarte, pluralistyczne, które znajdują konstruktywne role społeczne dla różnego rodzaju odmieńców).

Charakterystyka mechanizmu

Potencjalne ofiary

Kozłem ofiarnym może być:

osoba pojedyncza (np. Sokrates i jego słynny proces)
cała grupa społeczna, etniczna, religijna (np. chrześcijanie w starożytnym Rzymie, Żydzi w Trzeciej Rzeszy, ruskie morderce z podań i baśni telewizyjnych wef Trzeciej Polszy, buńczuczni w nowożytnym chlewie pod patronatem MOCY PROWDZIWY i PROWDY NAJPROWDZIWSZY)

Cechy, które powodują, że wybór grupy pada na daną osobę (osoby):

obce pochodzenie (etniczne, klasowe itp.)
ekstremalna odmienność fizyczna (kolor skóry, niesłychana brzydota lub nadzwyczajna uroda, niepełnosprawność, niskorosłość lub przeciwnie – gigantyzm itp.)
szczególnie spektakularna choroba, której nie sposób ukryć (np. choroby psychiczne lub epilepsja)
ekstremalna pozycja społeczna (bardzo wysoka – np. wysokie urodzenie, bogactwo, sława; bardzo niska – np. żebracy; żyjąca osobno – np. gmina żydowska, mnich czy pustelnik)
złamanie tabu religijnego lub jakieś religijne odstępstwo (wyznawanie innej religii, niesumienne praktykowanie religii, itp.)
złamanie tabu seksualnego, związanego z prokreacją, lub choćby tylko przekonanie grupy o złamaniu takiego tabu przez jednostkę (czy więcej ludzi); dotyczy np. kazirodztwa, homoseksualizmu (w społecznościach, które nie akceptują takich praktyk), rozwiązłości seksualnej (kobieta jest tu w gorszej sytuacji, gdyż wiele kultur jako rozwiązłość traktuje takie ich zachowania, które u mężczyzn akceptuje, a nawet chwali, np. sukcesy w uwodzeniu); przekonanie o zabijaniu dzieci mieści się w tej orbicie;
odmienność seksualna (transpłciowość, interpłciowość, homoseksualizm), ale też niekiedy obrzezanie, dziewictwo lub wdowieństwo;
Każda grupa jest w stanie znaleźć kozła ofiarnego, gdy czuje taką potrzebę, zarówno cała grupa etniczna, cały naród, jak też społeczności lokalne, mieszkańcy jednej wsi czy osiedla, lub też uczniowie w klasie. Im więcej jednak powyższych warunków spełnia osoba lub osoby, tym łatwiej i częściej staje się kozłem ofiarnym. Gdy jednak w pogrążonej w kryzysie grupie brakuje osób, które kumulowałyby kilka tych cech, wystarczyć może jedna z nich lub jakakolwiek cecha wyróżniająca.

Występowanie mechanizmu

Grupa szuka kozła ofiarnego w momencie kryzysu, którego przyczyną mogą być np.:
Katastrofa naturalna (epidemia, klęska żywiołowa, etc.)
Katastrofa gospodarcza
Katastrofa polityczna (np. wojna, zagrożenie wojną, polityczna słabość struktur danej kultury)
Poczucie jakiegoś zagrożenia: albo którąś z powyższych katastrof, albo nadchodzącym końcem świata czy gniewem bogów, albo zagrożenia dla tożsamości grupy (np. przez kulturową dominację jakiejś grupy z zewnątrz), etc.

Przykłady działania mechanizmu

Mechanizm może mieć postać zinstytucjonalizowanego rytuału, zorganizowanych posunięć politycznych, ale też dokonywać się za sprawą spontanicznych wybuchów całej grupy. Przykłady w historii:
Ofiary z ludzi w niektórych kulturach starożytnych. Składano je np. w celu przebłagania zagniewanych bogów, np. z dziewic (ekstremalny stan seksualny) strącanych ze skały.
Pogromy Żydów. Żydzi spełniają kilka warunków, które wydawały ich na pastwę mechanizmu: podkreślali swoją odmienność religijną i etniczną; byli uważani za tych, którzy zabili Chrystusa czyli Boga (tabu religijne); obrzezanie to odmienność seksualna. Pogromy w średniowieczu zwykle wybuchały w okresach epidemii lub załamania gospodarki.
Procesy czarownic. Oskarżenia o czary łączyły się z przekonaniem o seksualnym wyuzdaniu tych kobiet, o kontaktach seksualnych z szatanem (złamane tabu zarówno w odniesieniu do religii, jak i do seksualności), argumentem były dziwne znamiona lub rude włosy (odmienność fizyczna), etc.
Noc św. Bartłomieja
Egzekucje rodziny królewskiej i arystokratów w czasie rewolucji angielskiej, rewolucji francuskiej i rewolucji październikowej.
Holocaust i obozy koncentracyjne.
Niemcy, upokorzeni klęską w I wojnie światowej, którą w znacznym stopniu sami rozpętali, a następnie skutkami Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, dokonali zbiorowej projekcji własnych win na Żydów i inne mniejszości.

Ofiara z kozła w judaizmie i religiach starożytnych

Metaforyczna nazwa mechanizmu pochodzi z całkiem dosłownej starożytnej tradycji judaistycznej, w której społeczność projektowała swoje winy na przeznaczone na krwawą ofiarę zwierzę. Kapłan świątyni w Jerozolimie kropił kilkakrotnie różne miejsca w jej wnętrzu krwią złożonych w ofierze byka i kozła, a następnie kładł rękę na głowie specjalnie wybranego kolejnego kozła, na którego przenosił winy całego ludu, wypowiadając je. Wybierano też człowieka, który ma zabrać kozła na pustynię. Człowieka tego w tradycji judaistycznej nazywano isz iti. Według Talmudu, traktatu Joma 39a.67b, zabierał on kozła nad skalne urwisko, przywiązywał czerwoną wstążkę do jego rogów, jej drugi kawałek przywiązywał do skały urwiska[potrzebny przypis], a następnie spychał kozła tyłem w przepaść; praktyka ta nie jest opisana w samej Biblii[1]. Działo się to w święto Jom Kipur; obecnie w ultraortodoksyjnych grupach zdarza się, że w dniach pomiędzy Rosz ha-Szana a Jom Kipur składa się ofiarę z koguta (kaparot), pełniącą podobną funkcję.
Praktyka kozła ofiarnego nie była wyjątkowa dla religii Izraela, lecz podobne rytuały eliminacji istniały w religiach anatolijskich i mezopotamskich[1]. Zdaniem Bernda Janowskiego i Gernota Wilhelma praktyka ta ma korzenie w południowej Anatolii lub północnej Syrii, a stamtąd rozprzestrzeniła się do Syropalestyny i obszaru jońsko-greckiego. Historycy starożytni informują o odprawianiu rytuału wypędzenia kozła ofiarnego w Atenach i obszarze jońsko-attyckim w czasie Targeliów, świąt poświęconych Apollinowi[2].
Możliwe wyjaśnienia mechanizmu kozła ofiarnego

Podejście psychoanalizy

Z punktu widzenia psychoanalizy osoba lub grupa projektuje na kozła ofiarnego cechy, które wypiera, których nie akceptuje w sobie samym, lub wręcz własne winy, z którymi nie może się pogodzić. Chce je pokonać przez przeniesienie na kogoś innego. Następnie doprowadza do wypędzenia go, wykluczenia lub zabicia. Im większą zbrodnię popełnia się wobec kozła ofiarnego, tym większe zbrodnię, dla usprawiedliwienia, kozłowi się przypisuje.

Podejście antropologii filozoficznej

Pochodzenie religii z mordu kolektywnego
Francuski antropolog filozoficzny, René Girard, jest zdania, że mechanizm ten jest źródłem wszelkich religii. Podejmuje tu wątek, który pierwszy zaproponował Zygmunt Freud (był on zdania, że judaizm zaczął się od kolektywnego mordu dokonanego na Mojżeszu przez Izraelitów, którzy następnie wymazali to zdarzenie ze zbiorowej pamięci)[potrzebny przypis]. Girard twierdzi, że każda religia wzięła się u zarania ze zbiorowego mordu dokonanego na koźle ofiarnym, wedle następującego modelu:
Po dokonaniu mordu społeczność jest w szoku, że go dokonała.
Kryzys, który doprowadził do zabicia kozła ofiarnego, w końcu, siłą rzeczy, przechodzi; tworzy się poczucie, że to zabicie jednak pomogło w rozwiązaniu kryzysu.
Skoro zabicie pomogło, to znaczy, że kryzys naprawdę był spowodowany winą kozła ofiarnego; kryzys przeszedł po zabiciu przyczyny zła;
Zabity kozioł ofiarny był przyczyną zła, ale z drugiej strony umierając uratował grupę; dlatego ulega sakralizacji i staje się bogiem;
Na tej podstawie tworzą się normy moralne religii, które zaczynają się od zakazania tego, czym rzekomo zawinił kozioł ofiarny;
Żeby jednak zachować stan społecznej i kulturowej równowagi, trzeba od czasu do czasu powtórzyć akt zabicia kozła ofiarnego. Stąd rytualne zabijanie ludzi w najstarszych religiach.
Normy moralne się jednak rozwijają i sublimują; kultura stopniowo tuszuje pamięć inicjalnego mordu kolektywnego będącego podstawą religii, zastępuje go konstrukcjami symbolicznymi; w rytuałach odchodzi się od ofiar z ludzi – na rzecz ofiar ze zwierząt, a następnie ofiar symbolicznych.

Kozioł ofiarny a Ewangelie

Chrześcijaństwo również zaczęło się od zbiorowego mordu dokonanego na Jezusie Chrystusie w okresie ogromnych niepokojów społecznych i poczucia zagrożenia. Dla Girarda najbardziej niezbitym dowodem, że chodziło o mechanizm kozła ofiarnego jest zdanie Kajfasza: Lepiej zabić jednego, niż żeby wszyscy zginęli.
Różnica jednak polega na tym, że – zdaniem Girarda – inne religie i ich mity założycielskie są opowiedziane z punktu widzenia zabójców i wina kozła ofiarnego nie jest w nich podawana w wątpliwość. Ewangelie natomiast nie uwieczniają mechanizmu, tylko go demaskują: są napisane niejako ze strony ofiary, której brak winy jest podkreślany ustawicznie. Jego analiza wykazuje, że jest to podstawowa treść tych utworów. Dla Girarda jest to wyjaśnienie, dlaczego w cywilizacji Zachodu jako pierwszej mechanizm kozła ofiarnego został uznany za etycznie niedopuszczalny.

Podejście psychologii ewolucyjnej

Psychologia ewolucyjna przyjmuje, że psychika człowieka kształtowała się przez miliony lat ewolucji. Dziś człowiek żyje jednak w odmiennym środowisku, od tego w którym żył i do którego się przystosował. Wielu badaczy sądzi, że przez miliony lat ludzie żyli w niewielkich grupach na terenach o charakterze sawanny. Przemiany środowiska i kultury ludzkiej jakie nastąpiły w ostatnim okresie były, w skali milionów lat, zbyt „błyskawiczne” by psychika ludzka mogła się w tym czasie istotnie zmienić. W tym kontekście Barbara Ehrenreich w swojej publikacji Rytuały krwi[3] stawia hipotezę, zgodnie z którą ludzie (bez względu w jakiej kulturze żyją) wykazują wrodzoną dyspozycję do rytualnego składania ofiar, w szczególności do składania ofiary z „kozła ofiarnego” (najlepiej z ludzi lub w postaci zwierzęcego substytutu zawsze jednak z pokarmu mięsnego)[4]. Zdaniem autorki wynika to z warunków życia w jakich człowiek żył na przestrzeni wielu milionów lat ewolucji. Prowadząc życie na dość otwartej przestrzeni narażony był (podobnie jak inne naczelne obserwowane współcześnie) na liczne niebezpieczeństwa z czego jednym z najistotniejszych zagrożeń były ataki zwierząt mięsożernych[5][6]. Skłonność do poszukiwania ofiary w postaci „kozła ofiarnego” czy też do praktykowania rytuału składania ofiary wykształciła się więc na drodze przystosowania ewolucyjnego[7]. Te grupy, społeczności ludzi, które w obliczu niebezpieczeństwa potrafiły zapobiec dalszemu rozlewowi krwi poprzez poświęcenie któregoś z członków swojej społeczności miały po prostu dużą większą szansę przetrwania w takich okolicznościach. Autorka przypuszcza, że ludzie byli wówczas stale narażeni na ataki groźnych drapieżników (na przykład tygrysów szablozębnych, lampartów, gepardów, przodków lwa i wielu innych zwierząt mięsożernych, których liczba była w okresie paleolitu znacząco większa niż kiedykolwiek później[8]). Zgodnie z taką logiką skłonność do szukania „kozła ofiarnego” to swoisty mechanizm obronny, który nasila się najbardziej w sytuacji poczucia np. bliżej nieokreślonego zagrożenia i kieruje się na osoby najbardziej odmienne lub słabe (tak by pula „samolubnych” genów społeczności najbliżej spokrewnionych ucierpiała jak najmniej).

Zobacz też

ofiara
ofiary z ludzi
królobójstwo
mord rytualny
proces o czary
pogrom
Przemoc w Gujaracie w 2002
Proces Jana Calas
Chłopiec do bicia
Przypisy
Cytat: Ofiara stanowi sposób dostarczenia pokarmu bogu albo bogom; ofiara stanowi w istocie pokarm. Tak więc olimpijscy bogowie rozkoszowali się zapachem pieczonego mięsa unoszącym się znad ofiarnych ołtarzy i […] narzekali na wielkość swojego udziału w tej mięsnej ofierze; bóg słońca Azteków uległby unicestwieniu bez stałego dopływu krwi ludzkich ofiar; bogowie Majów żywili się ludzką krwią; bogowie Inków „jedli” ofiarne lamy; hawajscy bogowie „oblizywali usta” na widok przyszłych ofiar. Bóg Hebrajczyków był zbyt bezcielesny, by można go sobie wyobrazić jedzącego, ale według Biblii boski ogień czasami wytryskiwał z energią i dosłownie pochłaniał ciało leżące na ołtarzu. Król Izraelitów Dawid potwierdza cielesne zainteresowanie Jahwe ofiarniczym rytuałem, kiedy decyduje się w pewnym momencie pogodzić z Bogiem, „pozwalając mu poczuć zapach ofiary”. Tak więc rytuał ofiarny ujawnia niemal powszechny atrybut archaicznego bóstwa, któremu składa się ofiarę - on lub ona jest mięsożerny. To bóstwo może mieć wiele innych atrybutów […] ale ofiarowane zwierzęta są we wszystkich przypadkach jadalne […] bogowie wolą pokarm mięsny […] obrzęd krwawej ofiary stanowi zaledwie preludium do posiłku […] ofiarą może być człowiek […] albo zwierzę stanowiące jego substytut […] z punktu widzenia mięsożernego bóstwa ludzie są również mięsem.
↑ Barbara Ehrenreich: Rytuały krwi. Namiętność do wojny. Geneza i historia. Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, 1997, s. 60. Cytat: […] staranne obserwacje […] potwierdziły, że drapieżniki stanowią poważne zagrożenie dla współczesnych naczelnych i prawdopodobnie tak było i w odległej przeszłości […] stwierdzono, że w leśnych populacjach szympansów ataki lampartów stanowiły najważniejszą przyczynę ich śmierci […] Obserwacje terenowe wskazują na to, że stada pawianów żyjących na sawannie, pomimo ostrych zębów i wspaniałych umiejętności wojowniczych, tracą rocznie w wyniku ataków drapieżników 25 procent swoich przedstawicieli. […] Żyjące na sawannie szympanse, dzielące środowisko z lwami, gromadzą się w duże grupy, prawdopodobnie w celach obronnych, i używają ostrzegawczych okrzyków, by powiadomić o zbliżających się drapieżnikach. Podobnie pawiany wkraczają na sawannę ostrożnie, w szyku obronnym, z młodymi samcami na obrzeżach. Chory pawian tak bardzo próbuje nadążyć za grupą, że nie ma czasu na znalezienie jedzenia, tym szybciej więc słabnie. Jednostka, która pozostanie w tyle za grupą, zostaje pożarta „w ciągu kilku godzin po odejściu grupy i to zanim przestanie bić jej Serce”.
↑ Marek Konarzewski: Na początku był głód. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2005, s. 44-45, 48. Cytat: ...zarówno budowa, jak i funkcjonowanie przewodu pokarmowego różnią się w istotny sposób u gatunków mięsożernych i roślinożernych. […] W najbardziej typowym przypadku układ pokarmowy mięsożerców składa się z małego owalnego żołądka o prostej budowie anatomicznej, niezbyt długiego jelita cienkiego oraz nierozgałęzionego jelita grubego […] układ pokarmowy drapieżników stanowi tylko skromną część masy ciała […] przydając kształtom tych zwierząt smukłości i elegancji, typowej […] dla wszystkich kotów. Trudno natomiast dopatrzyć się podobnej elegancji w sylwetce roślinożernej krowy czy też hipopotama. Dominującym rysem ich kształtów jest ogromny brzuch, służący do trawienia pokarmu, którego spożywanie doprowadziło by do śmierci każdego mięsożercę. […] Koty są tak bardzo użależnione od mięsa, że nawet jeden posiłek pozbawiony zwierzęcego białka może je doprowadzić na skraj śmierci. Uzależnienie kotów od tej dość jednostronnej diety powoduje, że wszystkie niezbędne im do życia składniki pozyskują one z tkanek swych ofiar.
↑ Barbara Ehrenreich: Rytuały krwi. Namiętność do wojny. Geneza i historia. Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, 1997, s. 56-57. Cytat: Badania […] poświęcone lękom miejskich dzieci potwierdziły znaczne nasilenie obaw przed zwierzętami i hybrydami będącymi potworami o cechach zwierzęco-ludzkich […] późniejsze badania […] dzieci […] stwierdziły, że nie obawiają się one zbytnio rzeczywistych zagrożeń takich jak wojna atomowa, ruch uliczny i zarazki. „Dziwna prawda […] polega na tym, że obawiają się one nierzeczywistych w naszej miejskiej cywilizacji zagrożeń, to znaczy dzikich zwierząt”. […] Podobne, badania marzeń sennych dorosłych mieszkańców miast potwierdziły zadziwiająco częste pojawianie się w nich groźnych zwierząt, których nie spotyka się w życiu codziennym. (..) Biolog Balaji Mundkur stawia tezę, że te podświadome zainteresowania odzwierciedlają „podstawowe odczucia zakodowane w trakcie ewolucji psychologicznej naczelnych".
↑ Barbara Ehrenreich: Rytuały krwi. Namiętność do wojny. Geneza i historia. Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, 1997, s. 44-45, 49. Cytat: Sawanna, którą przemierzali nasi człowiekowaci przodkowie (lub, po której, co bardziej prawdopodobne poruszali się czujnie i powoli) była zamieszkana nie tylko przez jadalne zwierzęta kopytne, ale i przez mnóstwo groźnych drapieżników, w tym tygrysy szablozębne oraz przodków lwa, lamparta i geparda (..) człowiek stanowił też łup zwierząt […] populacja drapieżników - a w gruncie rzeczy w ogóle dużych zwierząt lądowych - była w okresie paleolitu o wiele większa niż kiedykolwiek potem […] Ludzie, a ogólnie rzecz biorąc naczelne […] są w pojedynkę i bez uzbrojenia raczej kruchymi istotami.
Gość
PostWysłany: Pią 0:56, 21 Lis 2025    Temat postu:

a jakieś uzasadnienie ?

mi znów ta ruska agentura wróciła, jak to mentzen, cz jak mu tam, puścił klip z międzynarodówka i czerwoną flagą, jakby sam w tym układzie nie brał udziału ... ryżego folksdojcza stawia na równi z pisem ... i z ryżym folksdojczem gotów reset konstytucyjny robić .... szaty drą z powodu uchodźców, a namawiali do niegłosowania przy wyborach w referendum ....

poza sytemem, nie była 15 października konfa, a pis

no gdyby to amerykańska ... nie widziałbym problemu .... ameryka polski nie rozbierze, a rozkraść już za bardzo nie ma co
agronom
PostWysłany: Pią 0:42, 21 Lis 2025    Temat postu:

Anonymous napisał:
a jak sądzisz panie agronomie konfa to ruska agentura + pożyteczni idioci ?


Sondze po redaktorze Macieju, że to agentura amerykańsko tudzież ponadnarodowo, jak kapitał, czyli korporacyjno. Plus ofkors pożyteczne idjoty, chyba nawet gorsze od idjotów z pis i po naroz.
Gość
PostWysłany: Czw 0:02, 20 Lis 2025    Temat postu:

miało być "agronomie" - durny słownik mi miesza
Gość
PostWysłany: Czw 0:00, 20 Lis 2025    Temat postu:

a jak sądzisz panie agronomów konfa to ruska agentura + pożyteczni idioci ?
agronom
PostWysłany: Śro 2:16, 19 Lis 2025    Temat postu:

E, ryży_0,0036, wziołbyś przy okazji

WYLICZYŁ I OBLICZYŁ

ile piosenek o Stalinie itp. komunistycznych zbrodniach wzieły zaśpiewoły Fasolki i inne dziecioki, wszak wszysko było pod dyktando stroszliwych ruskich?
O Grechute, Niemena, Santor itp. to nawet nie pytom.
Wziołbyś, ryży, OBLICZYŁ, jaki to procent stanowiło ich repertuaru.
Moge na ciebie liczyć, ryży_0,0036 ?
agronom
PostWysłany: Śro 1:48, 19 Lis 2025    Temat postu:

E, tak se przesłuchołek pore piosenek z ostatnia i przyszło do mie pytanie takie:

Oprócz głowy do myślenio, to Wytfórca doł uszy do słuchanio, oczy do paczenio, rence do robienio itd.
Na kóniec jeszcze rzucił spod wonsa: "mota, róbta co chceta z ziemio se poddono".
Jak tak, to te, co ino myślo, a nic nie robio kónkretnie - nie so grzesznikami?
Czy PRZEINTELEKTUALIZOWONIE to nie grzech?
Nie lepi nie przecionżoć intelektu, ponad swojo miore, tak jak niektóre kulturysty, że późni stajo sie kalekami?
Ofkors, robie tutej aluzje do dyszyńszczyka wef pierszy kolejności.
Już dotor do gronic swoich możliwości umysłowych, wziołby se doł dupie spokój, poszet na działke na pore lot i tam se przetrowioł przy ruszoniu sie fizycznem to co do ty pory napisoł wef wóch tysioncach wontkóf.
Czy?
Jako jes PROWDO PROWDZIWO?
Czy to grzech myślić ino i odlotywoć het bez żodnego zaczepienio?
Pan ateista agronom uwożo, że to grzech, i to ciężki - nieumiorkowanie wef myśleniu (bez zaczepienio) i pisaniu (publikowoniu i to bez PROWDZIWEGO krytykowanio).

PS
Zaczełek audiomisterium od Kasza Rajdersów, inaczy Jeźdźców, ale na ty piosence sie zatrzymołek dłuży jaggdyby:

agronom napisał:
Prowdziwo lekcja śpiewu

Bo najlepiej jest przykleić nos do szyby
I wpatrywać się tak bardzo, bardzo mocno (wef jestestfo)
Aż pojawi się KRAINA NIBY-NIBY
Przecież w deszczu kwiaty i marzenia rosną.

https://m.youtube.com/watch?v=SLb6O3L1uzc
(Fasolki, "Kraina Niby-Niby")
agronom
PostWysłany: Wto 23:24, 18 Lis 2025    Temat postu:

Lukłek ino na czubek góry boniek mydlonych z dzisiej, bo ofkors CZAS - nie kutos, wef miejscu nie stoi ino idzie het, do spanio pod kordło i wstanio do roboty.
Na razie ino tako mało iskra mi wefpodła do oka:

bańka wstańka mydlano napisoł:

Myślę, że nie ma tu na forum drugiego dyskutanta, który przyznałby się do tak dużej ilości błędów, co ja.

szaryobywatel odpisał:
Nie przyznałeś się jeszcze nigdy do żadnego błędu, a wykazuje Ci się je bardzo łatwo. Zamiast przyznawania się do błędu, masz w zwyczaju bezczelne atakowanie rozmówcy w swoim zniewieściałym, pełnym fałszywej uprzejmości stylu.

= = = = = =

@ (jak Pan agronom):

No, ofkors, zgodzom sie ze szarym podatnikiem.
Późni cóś tam dyszyńszczyk mydli oczy i podoje ze dwa czy czy przykłody, że sie przyznowoł, co przy jego dwóch tysioncach wontków, wef kożdym LETKO (JAK BAŃKA MYDLANO) 20 BŁENDÓW, jest jako
KPINO PROWDZIWO.

E, ryży, ty żeś NAPROWDE DOBRY z
 PROWDZIWY MATEMATYKI i
 MATEMATYKI POZORNY,
wziołbyś

WYLICZYŁ I OBLICZYŁ

ile to bedzie dokładnie.


Tako jeszcze refleksja czy retrospekcja mie odwiedziła (a może obie naroz, już nie liczyłek z tego wszyskiego):

= = = = = =

 $ (jak se miele)

... dlùuuuuuugie teksty? 

Wiesz, że teraz nawet z języka polskiejest limit słów na maturze? 

Nauczyciele to lenie. Ale wyobraź sobie Twojego kolegę lub Twoją kolezankę, która musi przeczytać wszystkie prace maturalne. Kiedyś 4 strony A4 to myślałeś, że nie zdasz.... 

I tak Tobie MD zostało 

= = = = = = =

@
Tak było ongi. Ale Pan agronom napisoł ino półtory strony na maturze (storodowny, ofkors) i dostoł piontke.
Do sie? Do sie.
Kónkretnie to nie pómne temata, musiołbyk znaliś zapiski albowiem to sie wydorzyło kupe czasu temu nazod; kojorze coś z Lieberta, ale to akurot mogło być z matury próbny. Zreszto, jeden chuj, Pan agronom zawżdy pisoł nojmni ze wszyskich naobkoło i zawżdy mioł piontki z polaka.

Temat był mni więcy:
"Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę." (J. Liebert) -
o co chodzi tutej NAPROWDE, ino szczerze i nie kłom.

Tera se lukłek na pore wierszy tego Lieberta.
Mogo być.
Nawet pasujo do obecny hecy z bańko-wstańko jaggdyby niemalże.

■■■

JEŹDZIEC

Uciekałem przed Tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie —
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.

Nie mam słów, by z pod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa?

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć —
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko twoim żołnierzem.

Jedno wiem, i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom —
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.

(Z tomiku "Gusła")*

■■■
...

Uczę się ciebie, człowieku.

Powoli się uczę, powoli.

Od tego uczenia trudnego

Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,

Pod wieczór niczemu nie wierzy,

Czy wątpi, czy ufa — jednako —

Do ciebie, człowieku, należy.

Uczę się ciebie i uczę

I wciąż cię jeszcze nie umiem —

Ale twe ranne wesele,

Twą troskę wieczorną rozumiem.


■■■

GUSŁA NAD ŹRÓDŁEM
 Leonowi Pomirowskiemu


Wiatr z góry przypadł, pod wodę wionął,
Na dnie poruszył śpiewne wrzeciono...
Idę nad mową niewysłowioną,
Jasną po wierzchu, spodem zieloną.

Pod mchy brodate, pod pniów wykroty,
Pod moje stopy podpływa potok,
Na koło swoje, w swoje obroty,
Chwyta, nawija moje tęsknoty.

Płynie pod słońce, wpada pod ziemię,
W skarpach cienistych płócze korzenie...
Wołam nań długiem, czystem imieniem:
Źródło zaklęte, moje natchnienie!

Nigdy, do końca dni nie opowiem,
Że tutaj płyniesz, nie znajdę w słowie,
Żeś moje szczęście, żeś moje zdrowie
I białopienna brzoza w mej mowie!

Choćbym ci wszystko we mnie zaprzysiągł,
Wierność do śmierci, miłość na dzisiaj,
Choćbym przystanął, nad tobą przysiadł —
Źródło zaklęte, ty będziesz ciszą!

Chociażbym gusła czynił nad tonią,
Zaklinał wodę i sięgał po nią,

Słowa twojego nie schwytam dłonią,
Choć tak jest blisko, pluska pod skronią...

Dokądże, pokąd, po jakich stronach
Będziesz mnie wiodła, nim cię przekonam,
Nim cię namówię, jasno-zieloną?
Niewymówiona, niewysłowiona!

■■■

POCHWAŁA WSI

Na wsi dzień kładłaś, jak ściętą różę
W karty powieści,
Słysząc, jak obok drzewo, a w górze
Chmura szeleści.

Podobna wielkim ogrodom sennym
W godzinie świtu,
Brałaś dla twarzy farby codziennie
Prosto z błękitu.

A w oczach miałaś światło i ciszę
Wielkiej pogody,
Która, jak mądre ramię, kołysze
Lądy i wody.

A spokój kradłaś Bogu jak słowo
Z przepysznej wazy,
W której rozsiane, płyną miarowo,
Kręcą się głazy.


A dziś pod miasta kopułą ciemną
Serce masz znojne,
Pochylasz czoło smutne nademną
I niespokojne.

A ja z Twych powiek zgarnąwszy ręką
Łzy, jak opale,
Oto je w mowy przetapiam dźwięku —
Ku wsi pochwale.

____________


*
Miołek ongi nazwoć pisanine dyszyńszczyka GUSŁAMI FILOZOFICZNO- PSYCHOLOGICZNYMI, ale zapómniołek.
agronom
PostWysłany: Pon 19:21, 17 Lis 2025    Temat postu:

Semele napisał:
agronom napisał:
Semele napisał:
agronom napisał:
Semele napisał:
Niech widzę nic szczególnego w tym linku....


Semele napisał:
Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?


Linoleum pomyte na sylwestra?
Cerata zacerowano?
Zimioki przebrone, marchefka przesypano?

CZAS START!



Ty masz jeszcze linoleum? Ceratę na stole?

Na Andrzeja dopiero robimy... do świąt możemy nie dożyć.


To tera idź do kubusia czy michasia i im powklejoj to co tutej, tam se pogadata do woli.


A co oni nie czytajo mordu?


To ić do nich i sie spytoj przy okozji. Może czytajo ale sie wstydzo pokozać, żeby poomowioć twoje rewelacje.
A może czytajo nawet twojego bloga, to nojlepi u siebie wklej. I se mielta na zdrowie, "efektem bedzie zbliżanie się umysłu do poznania prawdy obiektywnej".

Kurde, przyjdo, naśmieco, a późni płaczo jakie óny pokrzywdzone.
Niektóre osobniki nie majo za grosz przyzwoitości, chocioż tyle o ni sie naczytoły i innych chco ubogacać.

https://m.youtube.com/watch?v=ZGwrluoQfjE&pp=0gcJCR4Bo7VqN5tD
(Budka Suflera, "Za ostatni grosz")
Semele
PostWysłany: Pon 17:51, 17 Lis 2025    Temat postu:

agronom napisał:
Semele napisał:
agronom napisał:
Semele napisał:
Niech widzę nic szczególnego w tym linku....


Semele napisał:
Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?


Linoleum pomyte na sylwestra?
Cerata zacerowano?
Zimioki przebrone, marchefka przesypano?

CZAS START!



Ty masz jeszcze linoleum? Ceratę na stole?

Na Andrzeja dopiero robimy... do świąt możemy nie dożyć.


To tera idź do kubusia czy michasia i im powklejoj to co tutej, tam se pogadata do woli.


A co oni nie czytajo mordu?
agronom
PostWysłany: Pon 13:48, 17 Lis 2025    Temat postu:

Prowdziwo lekcja śpiewu

Bo najlepiej jest przykleić nos do szyby
I wpatrywać się tak bardzo, bardzo mocno (wef jestestfo)
Aż pojawi się KRAINA NIBY-NIBY
Przecież w deszczu kwiaty i marzenia rosną.

https://m.youtube.com/watch?v=SLb6O3L1uzc
(Fasolki, "Kraina Niby-Niby")
agronom
PostWysłany: Pon 13:35, 17 Lis 2025    Temat postu:

- Dawoć zeszyty, sprowdze prace domowe.
Luko.
- E, ty, ni mosz pracy domowy!
- Jak nie, jak tak!
- Co ty mi tu pierdolisz, gdzie niby!?
- Jo sie som wef domu starołek, som se rozwionzołek POPROWNIE i som sie oceniłek na szóske z plusem, ewętułalnie z małym minusem.
- Przekonołeś mie, mosz trzy szóski.
agronom
PostWysłany: Pon 13:14, 17 Lis 2025    Temat postu:

Semele napisał:
agronom napisał:
Semele napisał:
Niech widzę nic szczególnego w tym linku....


Semele napisał:
Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?


Linoleum pomyte na sylwestra?
Cerata zacerowano?
Zimioki przebrone, marchefka przesypano?

CZAS START!



Ty masz jeszcze linoleum? Ceratę na stole?

Na Andrzeja dopiero robimy... do świąt możemy nie dożyć.


To tera idź do kubusia czy michasia i im powklejoj to co tutej, tam se pogadata do woli.
Semele
PostWysłany: Pon 12:36, 17 Lis 2025    Temat postu:

agronom napisał:
Semele napisał:
Niech widzę nic szczególnego w tym linku....


Semele napisał:
Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?


Linoleum pomyte na sylwestra?
Cerata zacerowano?
Zimioki przebrone, marchefka przesypano?

CZAS START!


Ty masz jeszcze linoleum? Ceratę na stole?

Na Andrzeja dopiero robimy... do świąt możemy nie dożyć.
agronom
PostWysłany: Pon 12:23, 17 Lis 2025    Temat postu:

Semele napisał:
Niech widzę nic szczególnego w tym linku....


Semele napisał:
Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?


Linoleum pomyte na sylwestra?
Cerata zacerowano?
Zimioki przebrone, marchefka przesypano?

CZAS START!
Semele
PostWysłany: Pon 10:47, 17 Lis 2025    Temat postu:

Anonymous napisał:
Semele napisał:
Może powodem jest ta fobia społeczna lub wysokowrażliwość??

Wysokowrażliwa to ona jest tylko na krytykę jej fanaberii.
Tak naprawdę to jest zepsutą moralnie malutką przemądrzałą dziewczynką, na dodatek okrutną oraz tchórzliwą.

Dlaczego tchórzliwą?
Semele
PostWysłany: Pon 10:45, 17 Lis 2025    Temat postu:

Niech widzę nic szczególnego w tym linku....
agronom
PostWysłany: Pon 4:19, 17 Lis 2025    Temat postu:

E, a może dyszyńszczyk SAMORODEK NAPROWDE jest BOGIEM?

Bo jagby tak zestawić PROWDE, że

"Jeśli pośród naszych
Gwiezdnych dróg
Pośród nieskończonych tras
Gdzieś istnieje jeden
Wieczny Bóg
To na imię ma on CZAS"

z PROWDO tako, że dyszyńszczyk jest NAPROWDE czasowy, o czym nieroz wspominołek, np. tutej:

agronom napisał:
Lukłek se od niczego jeszcze tutej zaczym wezne usne i natkłek sie na teksta WARTOŚCIOWEGO INTELEKTUALISTY, któren mo zamiar żyć 500 lat, tedy sie nie śpieszy z wyjaśnioniem niczego:

Wysłany: Pon 0:51, 03 Lut 2025 Temat postu: Alternatywa dla arbitralności Odpowiedz z cytatem
Patrząc na typowe dyskusje, a na pewno dyskusje na naszym forum (choć nie znam forum o szerokim dostępie, które byłoby pod tym względem jakoś bardzo odmienne), to chyba większość dyskutantów wyobraża sobie dyskutowanie jako WCISKANIE ARBITRALNE SWEGO. Przy tym podejściu, im bardziej apodyktyczny ktoś przyjmuje ten, tym lepiej dla "sprawy", im więcej autorytarnych nut pobrzmiewa w wypowiedzi, tym bardziej ma być ona godna szacunku, zaś traktowanie oponenta jako mniej godnego, gorszego jest normą.

Czasem mam wrażenie, że wszyscy ci arbitralni dyskutanci nie do końca się zastanowili nad tym, co chcą osiągnąć, bo przyjmują postawę, którą skrótowo należałoby skwitować jako: wy - moi oponenci - głupi jesteście, podczas gdy ja jestem mądry, więc zamknijcie się, skoro ja tu przemawiam, zaś moje wszystkie tezy macie przyjąć bezwarunkowo.

W zasadzie to, kto wie, czy nie najlepsze byłoby... spełnienie tej ich intencji, czyli ZAMKNIĘCIE SIĘ, a potem uznanie, że wygłoszone arbitralnie stanowisko NIE JEST PRZEZNACZONE DO DYSKUSJI. A skoro ono nie jest do dyskusji, to dalej należałoby pominąć je milczeniem...
I ja od pewnego czasu powolutku wdrażam się do takiego potraktowania szczególnie arbitralnych wypowiedzi - do uznanie ich jako "same w sobie", a nie jako tezy do zajęcia się nimi przeze mnie, nie jako tezy do dyskusji.

Z drugiej strony trochę zdaję też sobie sprawę z tego, że może nie każdy dojrzał już na tyle w swojej świadomości, że bierze pod uwagę, iż jego intencje będą spełnione, czyli że warto byłoby tak formułować swoje przekonania, aby nie zniechęcać partnerów w dyskusji do rozmowy, która jednak chyba coś miałaby wnosić do sprawy, skoro w ogóle arbitralny dyskutant ujawnił się właśnie jako dyskutant. Może należałoby dać ludziom czas na dojrzewanie do zrozumienia samego siebie i trochę pobłażliwie potraktować ich niekonsekwencję w nastawieniach. Ale jak reagować, jeśli samemu tę wyzywającą arbitralność traktuje się jako objaw niedojrzałości mentalnej?...
- Postępować wbrew sobie i jednak samemu się kreować na arbitralnego?...
- A może jest tu alternatywa? Ale jaka?

Ja sam stoję na stanowisku, że skoro uznałem, iż arbitralność w stawianiu spraw i tak niczego pozytywnego do dyskusji nie wnosi, staram się unikać poniżania kogokolwiek dyskusji, a skupiać na samym zagadnieniu - po prostu TŁUMACZYĆ, CO TU JAK POSTRZEGAM i nic więcej.
Z takim podejściem jest oczywiście ten problem, że dla wielu uczestników dyskusji i obserwatorów objawi się to jako SŁABA postać wypowiadania się. A kto uwierzy takiemu "słabeuszowi", który nie potrafi zadbać o wystarczająco arbitralne i personalne akcentowanie siebie jako twórcę tez, który nie walczy o dominację?...
To może być problem, ale z mojej perspektywy nie jest to wielki problem. Nie jest to problemem dlatego, że ja w ogóle wręcz NIE ŻYCZĘ SOBIE, aby przyjmowano moje argumenty Z POWODU ARBITRALNOŚCI, jaką okazywałbym przy tej okazji. Więc od razu tu deklaruję, iż jeśliby ktoś uznał zasadność moich argumentów z tego tytułu, że je tak arbitralnie, twardo, władczo i autorytatywnie przedstawiłem, to znaczy, że ZADZIAŁAŁ WBREW MOIM INTENCJOM. Ja takiego uznania po prostu nie chcę - ani dla siebie, ani dla moich argumentów. Jeśli ktoś na tej zasadzie, że wykazałem arbitralność (albo dowolną inną postać nacisku personalnego, czy manipulacji emocjami) uznaje coś, co mam przekazania, to znaczy, że... TEGO NIE UZNAJE. Bo to dla mnie NIE jest w ogóle uznanie, jeśliby ktoś przyjął postawę: co prawda nie rozumiem, o co ci chodzi w twoich tezach, ale że taki władczy i autorytatywny się okazałeś, to ci przyznam rację. Ja oczekuję, że ktoś ZROZUMIE, CZYLI UCZCIWIE INTELEKTUALNIE SKONFRONTUJE SWOJE MYŚLENIE Z MOIMI ARGUMENTAMI I ROZPOZNA TU ZGODNOŚĆ.
Przyznawanie racji z powodu arbitralności POMIJA ZROZUMIENIE, zastępując je uległoscią, połączoną z bezmyslnością, a więc z mojej perspektywy patrząc jest nieprzyjęciem mojej argumentacji.
_________________

Wot, ten, co przyjoł ARBITRALNO PROPAGANDE Z TV bedzie nauczoł o ROZUMIEMIU, KONFRONTOWONIU ITP.
Po czynach ich poznata, jak konfrontujo np. linki i materiały Pana agronoma czy tekst Aurelki, ze swojo wiedzo z głównego nurta.

:mrgreen:

ALTERNATYWA DLA ARBITRALNOŚCI, a gdzie wef tym wszyskim widzioł jo kto?

Tera ze śmiechu nie usne, bede sie torzoł do pionty rano, a wef robocie bede sie słanioł od somego poczontku.


http://www.sfinia.fora.pl/wiezienie-script-src-http-wujzboj-com-sfinia-hidug-js-script,20/mord-na-sprawiedliwym-i-jego-zmartwychwstanie,4928-51450.html#831111

Kurde, to ón nie tyko byłby

WŁADCO MUCH I FUSÓF, ale i CZASU.

Kurwa mać, zajrzołek za głemboko chyba i tera nie odzobocze tego.
Jaggybym zjod jobko poznanio i tera chuj, już go nie wyrzygom ani nic, przeszłek na drugo strone niechconcy i ni mo odwrotu.
Ja pierdole, co jo żem narobił.

https://m.youtube.com/watch?v=XCyBbotKP7o&pp=0gcJCR4Bo7VqN5tD
(Pudelsi, "Miotr Parek")

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group