Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Boska" moc świadomości

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:51, 29 Lip 2019    Temat postu: "Boska" moc świadomości

Rzecz, o której chcę napisać uważam za fundamentalną w kontekście świadomości, sensu życia, religii. Coś, nad czym refleksja wyjaśnia bardzo wiele także w kontekście emocji, które nami targają.

W zasadzie każdy człowiek ma swego rodzaju boską moc uznawania czegokolwiek wedle dowolnego swojego widzimisię.
To, ze coś jest "nieracjonalne" można olać, można odrzucić zwykłym: a ja mówię inaczej i co mi zrobicie?... :rotfl:
W ogóle można być psychicznie chorym, oszołomem, trolem specjalnie ogłaszającym fałszywe, czy bezsensowne treści. A nawet jeśli fizycznie komuś da się ogłaszania czegoś zabronić (np. wsadzając go do więzienia, odcinając od siebie, czy innych form komunikowania się z ludźmi), to dalej we własnej świadomości taki człowiek może sobie ogłosić co zechce - może uznać się za boga, geniusza, czy kogokolwiek tam zechce. I ludzie tak robią - oszołomów nie brakuje, plawkoziemcy mogą głosić swoje idee, a nawet w nie wierzyć. Podobnie z innymi odjechanymi poglądami.
Powstaje pytanie: czy na tym sprawa się kończy?
Czy aby na pewno głoszenie cokolwiek, bo ma się takie kaprycho, bo tak komuś zaświtało w głowie, będzie ostatecznie tak samo dobre, jak głoszenie rzeczy rozsądnych (a w szczególności wierzenie w ten rzeczy)?
- Otóż ja twierdzę, że nie.
Jest pewna bariera, której chciejstwo umysłu nie jest w stanie pokonać. Tą bariera jest SAMA SPÓJNOŚĆ W UMYŚLE.

Zilustruje to przykładową sytuacją. Oto załóżmy, że jakiś oszołomowaty człowiek uznał się za absolutnego geniusza, za najmądrzejszą osobę na Ziemi. Ten człowiek nie musi weryfikować swojego przekonania. Może ogłosić (sobie, albo innym) że po prostu "tak jest". Dalej może po prostu ignorować wszelkie próby przetłumaczenia mu, ze oto ktoś inny ma ewidentne osiągnięcia, a on nie ma (bo ten może powiedzieć, że "nie chciał" osiągać czegoś podobnego, albo że ta dziedzina go nie interesuje). Można znaleźć sobie milion wykrętów, aby racjonalne argumenty odrzucać. I wielu tak po prostu robi - dekretują sobie we własnym umyśle coś, co wydaje im się dla nich pożyteczne i miłe, a potem się przy tym upiera na zabój. Stosując względem samego siebie odpowiednie techniki można się samemu przekonać właściwie do dowolnego stwierdzenia, można jakoś uwierzyć w dowolną bzdurę. I - przy odpowiedniej determinacji owej osoby - nie będzie sposobu przetłumaczyć jej, że sobie to tylko ubrdała, że to nie ma sensu.
Ale...
Ale za chwilę owa osoba stanie przed realnymi problemami życia - np. samozwańczy "geniusz" musi coś zjeść, musi zarobić pieniądze, żyć wśród ludzi. Jego umysł będzie narażony na huśtawkę sprzecznych doznań - z jednej strony podbija sobie w głowie programowo przekonanie o własnej wspaniałości i niezwykłości, lecz z drugiej wali w niego proza życia. Ingorując zupełnie realia życia, umysł dozna cierpienia - choćby tego, że nie będzie miał co jeść, w co się ubrać, ludzie nie będą chcieli się z nim kontaktować, zostanie odrzucony przez społeczność. Odseparować się od tych przykrych okoliczności właściwie nie ma jak.
Można sobie podkręcać przekonanie o jakiejś własnej boskiej mocy, ale za chwilę przyjdzie sytuacja, gdy nam wlepią mandat za przejście przez ulicę w złym miejscu, ktoś nam nagada, zabronią nam czegoś, co nam się podoba, czego byśmy chcieli. Przekonanie o własnej boskiej mocy wciąż "dostaje kopniaki w tyłek" od rzeczywistości. I tego świadomość jednak nie potrafi zignorować! Ostatecznie taka świadomość będzie odczuwała cierpienie.
"Bogowie" i "geniusze" oczywiście mogą jakoś walczyć z tą niekomfortową okolicznością, mogą mataczyć rozpoznania, udawać przed samym sobą, że rzeczy tak naprawie są inne, niż takie, jak się objawiły, ale rzeczywistość wciąż będzie dźgała.
Dokąd będzie dźgała?
- Właściwie to dotąd, aż świadomość takiej osoby nie zmieni swojego podejścia i nie uzna PRYMATU PRAWDY NAD PRYMATEM CHCIEJSTWA.
Tak po prostu...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 11:51, 29 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 3085
Przeczytał: 49 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:19, 30 Lip 2019    Temat postu:

Takie skrajne łatki stosunkowo łatwo odrzucić, bo jak piszesz - proza życia szybko zerwyfikuje ten nasz geniusz czy boskość. Zresztą tego typu przekonanie o własnym geniuszu zwykle jest powodowane jakimś ekstremalnym doświadczeniem, zaburzeniem psychicznym, psychozą maniakalną. Przyczyny są irracjonalne.

Sprawy się komplikują, kiedy człowiek sobie wmówi, że jest superspecjalistą, nie jakimś tam geniuszem czy bogiem, tylko kimś kto twierdzi, że jest arcyznawcą, ekspertem, z którym "nie wypada" się nie zgadzać, za czym przemawiają jakieś racje np. osiągnięcia, sława, tytuły naukowe, publikacje etc.
Tutaj w grę nie wchodzą tylko emocje, tylko te emocje jednak chwytają się czegoś konkretnego. Pokonanie takiej jednak połowicznie racjonalnie motywowanej psychozy jest znacznie trudniejsze niż odkrycie "nie jestem Bogiem". Dana osoba moze latami tkwić w przekonaniu o swojej wyższości, powołujac się na jakiś tam swój dorobek, który np. już od dawna może być niekatualny.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Wto 9:20, 30 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:59, 30 Lip 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Takie skrajne łatki stosunkowo łatwo odrzucić, bo jak piszesz - proza życia szybko zweryfikuje ten nasz geniusz czy boskość. Zresztą tego typu przekonanie o własnym geniuszu zwykle jest powodowane jakimś ekstremalnym doświadczeniem, zaburzeniem psychicznym, psychozą maniakalną. Przyczyny są irracjonalne.

Wydaje mi się, że nie doceniasz natury ludzkiej pod tym względem. Na naszym forum są/były przynajmniej 2 (w porywach do 4) osoby, które jawnie deklarowały różne swoje "boskie" atrybuty. Nie chcę wskazywać ich palcem, bo wolałbym uniknąć dyskusji na konkretnymi przypadkami.
Dodam też, że ów aspekt "boskości" wydaje mi sie dużo ważniejszy, niż to tak pozornie widać. Wielu ludzi ma pewien syndrom totalnej zamkniętości na samą ewentualność podważenia, oceny aspektów swojego światopoglądu, przekonań, uczuć. Ci ludzie traktują własne przekonania jako absolutne. A nawet jeśli przy tym nie używają terminu "boski", to funkcjonalnie do tego się sprowadza, ze owe przekonania mają za niepodważalne w każdym dającym się pomyśleć sensie.
Co ciekawe, przekonanie o byciu ekspertem najczęściej jest mniej patologiczne - bo się daje zwykle zweryfikować, bo konkretny ekspert ma konkretne atrybuty. Wyjątek chyba stanowią domorośli lekarze, którzy mają swoje absolutne przekonania jak to np. aspiryna leczy wszystkie choroby, a ruch na świeżym powietrze nastawi zwichniętą kończynę.

Poza tym, tak w ogóle zmierzam do znacznie bardziej ogólnej konstatacji. Nawet jeśli tych ludzi, przekonanych o absolutności ich przekonań (wiar) byłoby niewiele, to sam ten aspekt i tak się wyłoni w rozwoju świadomości człowieka. I to chyba KAŻDEGO człowieka.
Problem związany jest z tym, że OCENIAMY ZAWSZE TYM ZASOBEM MENTALNYCH ODNIESIEŃ, JAKI MAMY. Nie ma możliwości nie bycia sobą. W pewnym (subiektywnym) sensie nasze bycie sobą jest jakoś absolutne. Bo sami nie wiemy jak je przeskoczyć - cokolwiek robimy, robimy to używając siebie.
Jaki stąd płynie wniosek?
- Wg mnie o potrzebie zaawansowanej autoanalizy. Nie wykryjemy ŻADNYCH (czyli nie tylko naszych wewnętrznych, ale też jakoś zewnętrznych) błędów bez częstego przeglądania spójności naszych działań, motywów, pragnień, sposobów reagowania. Są ludzie, którzy zawsze walczą ze światem, nie są w stanie dostrzegać problemów w sobie. W rzeczywistości (czego oni nie dostrzegają) ich walka ze światem jest też walką z samym sobą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 3085
Przeczytał: 49 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:37, 30 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Wydaje mi się, że nie doceniasz natury ludzkiej pod tym względem. Na naszym forum są/były przynajmniej 2 (w porywach do 4) osoby, które jawnie deklarowały różne swoje "boskie" atrybuty. Nie chcę wskazywać ich palcem, bo wolałbym uniknąć dyskusji na konkretnymi przypadkami.

Wydaje mi się, że fora internetowe przyciągają osoby, które mają trochę nie tak pod kopułą. W internecie roi się od bogów i geniuszy, a w realu nigdy nie spotkałam takiej osoby.
Cytat:
Co ciekawe, przekonanie o byciu ekspertem najczęściej jest mniej patologiczne - bo się daje zwykle zweryfikować, bo konkretny ekspert ma konkretne atrybuty. Wyjątek chyba stanowią domorośli lekarze, którzy mają swoje absolutne przekonania jak to np. aspiryna leczy wszystkie choroby, a ruch na świeżym powietrze nastawi zwichniętą kończynę.

Masz rację, że się da zweryfikowac, ale chodzi o to - że się nie chce.Są osoby, które kiedyś czymś tam zasłynęły, mają przy tym siłę przebicia i ciągnie się za nimi nimb eksperta, któremu nikt się nie ośmiela zaprzeczać. Mamy błędne koło - z jednej strony sam ekspert pilnuje, żeby nie stracić tej pozycji (jest pewny siebie, "znaczy teren", umiejętnie usuwa wszelkie przeszkody w postaci np. osób spoza jego kręgu, które nie czują się przed nim onieśmielone), a z drugiej jego fani (onieśmieleni, zastraszeni) podtrzymują u niego to wysokie mniemanie, przytakując mu na każdym kroku i wszelki wątpliwości zostawiając dla siebie. Stąd, taki ekspert nie ma jak sobie uświadomić, że nie jest jakąś świętą krową - nie ma szczerego feedbacku od osób postronnych.
Cytat:

Jaki stąd płynie wniosek?
- Wg mnie o potrzebie zaawansowanej autoanalizy. Nie wykryjemy ŻADNYCH (czyli nie tylko naszych wewnętrznych, ale też jakoś zewnętrznych) błędów bez częstego przeglądania spójności naszych działań, motywów, pragnień, sposobów reagowania. Są ludzie, którzy zawsze walczą ze światem, nie są w stanie dostrzegać problemów w sobie. W rzeczywistości (czego oni nie dostrzegają) ich walka ze światem jest też walką z samym sobą.

Zgoda. Warto uwzględnić, że do tej autoanalizy potrzebujemy feedbacku od innych ludzi. Nie ma nic gorszego na drodze tego wewnętrznego rozwoju jak zamknąć się na reakcje świata, np. manipulując otoczeniem, żeby nas podtrzymywało w fałszywym obrazie samych siebie jak w tym przypadku, który omówiłam (i często się z tym spotykam w tzw. realu). Człowiek powienien wręcz zachęcać innych, żeby doszukiwali się ew. błędów w jego rozumowaniu, bo co dwie głowy to nie jedna. [/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:42, 30 Lip 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Człowiek powienien wręcz zachęcać innych, żeby doszukiwali się ew. błędów w jego rozumowaniu, bo co dwie głowy to nie jedna.

:pidu: To jest też i moje motto. :brawo:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
marekmosiewicz




Dołączył: 03 Lut 2006
Posty: 285
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 9:57, 11 Sie 2019    Temat postu:

[quote="Michał Dyszyński"][quote="towarzyski.pelikan"] Człowiek powienien wręcz zachęcać innych, żeby doszukiwali się ew. błędów w jego rozumowaniu, bo co dwie głowy to nie jedna. [/quote]
:pidu: To jest też i moje motto. :brawo:[/quote]
Można więc z tego wnioskować, że delikwent, który wychodzi ze swoimi ideami na przykład na fora, przynajmniej poświadomie dąży do weryfikacji swoich pomysłów przez innych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:07, 11 Sie 2019    Temat postu:

marekmosiewicz napisał:
Michał Dyszyński napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
Człowiek powienien wręcz zachęcać innych, żeby doszukiwali się ew. błędów w jego rozumowaniu, bo co dwie głowy to nie jedna.

:pidu: To jest też i moje motto. :brawo:

Można więc z tego wnioskować, że delikwent, który wychodzi ze swoimi ideami na przykład na fora, przynajmniej poświadomie dąży do weryfikacji swoich pomysłów przez innych.

Chyba tak.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin