Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Naszość - najbardziej biologiczna idea

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:34, 03 Wrz 2019    Temat postu: Naszość - najbardziej biologiczna idea

Przyjmując naturalistyczny model rozwoju istot żyjących, a na koniec świadomości, można by dopatrzeć się w uczuciach nakierowanych na stado, rodzinę, społeczność najbardziej pierwotnej postaci idei w ogóle.
Naszość jest ideą zrozumiałą nie tylko dla ludzi, ale psów, krów, ptaków. One w genach mają instynkt "chronić i wspomagać swoje/nasze".
Dlaczego jest to wg mnie coś większego niż sam instynkt, dlaczego to IDEA?
Bo niejako JEST OTWARTA. Kto obserwował zwierzęta gospodarskie na wsi, zapewne dostrzegł, że pies podwórzowy inaczej traktuje własne kury, czy koty, niż zwierzęta tego gatunku obce. Własnego kota (najczęściej, wyjątki bywają...) pies nie zaatakuje. Wręcz przeciwnie - czasem go wpuści do budy, będą spały obok siebie. Obcy kot, jeśli się znajdzie w zasięgu kłów psa podwórzowego, może być w poważnej opresji.
Ale mojość/naszość wydają się być w ogóle "matką wszelkich idei". To co moje/nasze dostaje wyróżnienie - staje się bardzo szczególną częścią świadomości. Są "moje myśli i przekonania", "moja wiara", "mój światopogląd", "nasza religia", "nasz naród".
Niektórym wręcz "pada na mózg" od tej pierwotnej dominacji naszości - gotowi są życie poświęcać za wywyższenie jakiegoś szalika klubowego, względem szalika klubu konkurencyjnego. Ta walka o własną naszość przeciw cudzej naszości staje się czymś w rodzaju celu życia.
Bo jakie miałyby być w tym życiu inne cele?...
Ptak, który ma pisklęta w gnieździe nie ma innych ideałów, innego celu dla swojego życia (poza samym przeżyciem), jak wykarmić te pisklęta, wychować następne pokolenie - to są JEGO pisklęta, jego potomstwo.

Wokół naszości ludzie budują kolejne idee - np. zdominowania innych grup ludzi. Historia ludzkości to nieustanne pasmo walk jednych naszości przeciw innym naszościom. A najczęściej trudno jest dopatrzyć się w tym jakiejś konieczności ekonomicznej. Żyjąc na swoim terenie, doskonaląc uprawę roli, rzemiosło, później bardziej zaawansowane środki wytwarzania, społeczności świetnie sobie radziły. To, ze Aleksander Macedoński ruszył na podbój sporej części Europy i Afryki nie wynikało z tego, że głód go przycisnął, bądź że zmusiła go jakakolwiek konieczność. Nie - on po prostu chciał tej walki, pokonywania, dominowania innych, chciał (się) wykazać, pokazać że jego (!) moc jest wystarczająca do pokonania innych ludzi.
Są w tym nakierowaniu mentalnym na naszość dwa aspekty - pokojowy i agresywny. Pokojowy ogranicza się do ochrony posiadanego statusu, agresywny jest nakierowany na zdobywanie, często eliminację obcych osobników.

Ekspansywność ludzkiej natury
Ta ekspansywność jest czymś naturalnym, jest po prostu samym mechanizmem myśli. Myśl jest ekspansywna z natury - ona EKSPLORUJE NOWE OBSZARY. A skoro nowe (dla myślącego) to może w jakimś sensie zajęte?...
Nie sposób jest oderwać myślenia, działania od idei mojości/naszości. Myśląc, wybieramy - to będą MOJE wybory. Oceniając coś tworzę MOJE oceny. Więcej myślenia, to więcej MOICH myśli.

Paradygmat biologiczny traktuje "nasze" jako pozytywne i wyróżnione, a obce/reszta jako po prostu zasób do wykorzystania. O obcych nie dbamy (przynajmniej dopóki nie staną się jakoś naszymi), z zasobów świata chcielibyśmy korzystać bez ograniczeń. To mamy w genach.

Ekologia w pewien sposób przeczy podstawowej idei naszości. Zanieczyszczając planetę ostatecznie sami też poniesiemy konsekwencje niefrasobliwego podejścia. Prosty podział swoje - obce tu się chwieje, może nawet załamuje. Ekologiczne myślenie w swojej konsekwencji powinno sprawić, że WSZYSTKO JEST NASZE, zaś niekontrolowany ekspansjonizm jest fajdaniem do własnego domu.

Są ludzie, którzy jakby mieli silniej osadzony ten instynkt naszości vs obcości. Ich natura domaga się wyrazistego oznaczenia wrogów i przyjaciół, a potem walki nasze przeciw obcym. Bez tego jakby czuli się zagubieni, jakby świat robił się im niezrozumiały. Swiat bez wrogów?... Jak to pojąć?...
Niektórym to ta ich wrogość wyznacza jestestwo - oni "są", określając się jako "ci przeciw tamtym". Inaczej... jakby ich nie było.

W tym sensie owa naszość jest atawizmem i potencjalnym narzędziem zniszczenia (może całej ludzkości). Gdy wszyscy staną przeciw wszystkim, nasza Ziemia ulegnie zagładzie. Nie będzie już zwycięzców, tylko zgliszcza. Ale tym, co wierzą bezkrytycznie w paradygmat zwyciężania naszości nad obcością raczej tego się nie wytłumaczy. Oni "w trzewiach" mają to, że sensem istnienia jest właśnie ekspansja naszości. Podstawowa idea, brak innej (przynajmniej dla tych, którzy innej idei nie znają).

Problem jest podstawowy, egzystencjalny, religijny.
O ile jeszcze egoizm często ma tę negatywną (nie do końca, ale w wyrazistym znaczeniu) konotację - większość powie, że to nie ładnie być egoistą, że jednak trzeba coś z siebie dawać innym. Jednak już egoizm grupowy?...
- Można się upierać przy tym, że taka właśnie powinna być etyka dla ludzkości, oparta o promocję SWOJEJ grupy, przeciw obcym grupom. Dlaczego? - Bo tak, bo to takie naturalne.
A która grupa jest swoja, która obca?...
Ten sam kibic, który nienawidzi kibica klubu rywalizującego, gdy przyjdzie wojna narodu przeciw narodowi, stanie z dawnym rywalem ramię w ramię, aby teraz bronić szerszej postaci naszości - tej narodowej. Z resztą, nawet barwy klubowe niektórzy zmieniają. Naszość jest uznaniowa, nie ma w niej nic absolutnego.
Czy walka o prymat swojej grupy nad grupą konkurencyjną jest etyczna?
Nieetyczna?... - Ale bez niej nie byłoby nawet sportu.
Ale czy etyczna?... A jak ktoś z nikim nie chce się wiązać, to jest zły?...

Kochać całą ludzkość...
Kochać wszystkie istoty świadome, czujące...
- Za trudne?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19282
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:48, 09 Wrz 2019    Temat postu: Re: Naszość - najbardziej biologiczna idea

Michał Dyszyński napisał:
Czy walka o prymat swojej grupy nad grupą konkurencyjną jest etyczna?
Nieetyczna?... - Ale bez niej nie byłoby nawet sportu.
Ale czy etyczna?... A jak ktoś z nikim nie chce się wiązać, to jest zły?...

Uważam, że pytanie powyższe porusza problem ZASADNOŚCI dla związania się z osobą/grupą ludzi.
Jakaś część ludzi, trochę chyba mająca genetyczne preferencje do takiego myślenia, mocno pragnie mieć jakichś "swoich". Potrzeba emocjonalna jest.
Z drugiej jednak strony, realia pokazują, że rzadko która grupa ludzi jest jakaś idealna, spełniająca nasze oczekiwania. Możemy wybrać nie ten klub sportowy, a inny, identyfikować się z tą grupą etniczną/płcią/światopoglądem a nie inną. Odpowiedzią na pytanie, co wybrać będzie jakaś ZASADNOŚĆ.
Zasadność jednak, jeśli miałaby działać tak jak się tego oczekuje, FUNKCJONUJE NA ZASADZIE DYSTANSU, POSZUKIWANIA OBIEKTYWIZMU W JAKIEJŚ POSTACI względem potencjalnych grup, z którymi pragniemy się związać. Zasadność na zasadzie "tak sobie preparuję kryteria wyboru, aby padło na tę grupę, która wcześniej jakoś wpadła mi w oko" - taka zasadność jest udawana, oszukana. To już uczciwiej byłoby od początku zadeklarować: jestem subiektywny w swojej wyborze interesującej mnie grupy "swoich", nie interesuję mnie tu żadne obiektywne kryteria. Wtedy mielibyśmy sytuację uczciwą. Problem w tym, że umysł zwykle staje okrakiem nad barykada owych wyborów. Regułą jest, że większość ludzi wybiera to, co lubi, ale potem się upiera przy tym, że wybrali obiektywnie, że ten wybór ma jakiś głębszy walor, niż potwierdzenie własnego chciejstwa.

Oczywiście można postawić tu pytanie: a czy w ogóle inaczej da się myśleć?
- W końcu każdy myśli tymi elementami/paradagmatami swojego rozumu, jakie ma do dyspozycji. Jeśli w tych paradygmatach jest po prostu chciejstwo na szczycie kryteriów, to chciejstwem się wybierze...
Nie przeskoczymy własnego rozumu.
Ale czy całkiem nie przeskoczymy?....
A może jednak trochę jesteśmy w stanie przeskakiwać pewne ograniczenia?...
To, że tak jest, pokazują sytuacji, gdy zmienia się poglądy. Najpierw mamy jakiś pogląd na sprawę, solidaryzujemy się z jedną grupą ludzi, ale po przemyśleniu, zmieniamy zdanie. Czyli jednak można.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin