Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Antynaukowość KK
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 2632
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:21, 30 Mar 2021    Temat postu: Antynaukowość KK

Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 5:04, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

Kruchy04 napisał:
Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.


Znowu gimboateista opowiada jedynie swoje scjentystyczne bajeczki. Na jakim niby "sceptycyzmie" się opiera nauka? Co niby "testuje"? Kto przetestował bajkę darwinowską? Kto ją niby "obserwował"? Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki. Jaki niby "racjonalizm", jak ty od lat nie jesteś w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie o to co to jest "racjonalność". Jaka "wiedza"? Tego też nie jesteś w stanie zdefiniować od lat i dać choć jeden dowód, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Tak więc od lat opowiadasz tylko na tym forum wciąż te same scjentystyczne bajeczki i wierzysz jedynie w niesprawdzone mrzonki


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 5:04, 30 Mar 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19377
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:40, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

Kruchy04 napisał:
Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.

Ja tam nie widzę tej antynaukowości w kościele.
Czy KK wypowiada się na temat teorii fizycznych?
A może występuje przeciw koncepcjom geologicznym, biologicznym? To przeciw którym?

Wielu księży, czy świeckich katolików jest naukowcami i nie przeszkadza to w żaden sposób w pracy naukowej.
Ten konflikt to sobie ubzdurałeś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 4310
Przeczytał: 66 tematów


PostWysłany: Wto 12:07, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

Kruchy04 napisał:
Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.


Myślę, że Kościół - nauczony doświadczeniem ubiegłych wieków - zdecydował się raczej reinterpretować Biblię niż kwestionować wyniki badań naukowych. Widać to chociażby po przychylnym stanowisku Krk względem TE, ale nie tylko. Dlaczego? Jak wspomniałem przeszłość, która pokazała, ze dogmatyzm przegra z nauką, a po drugie Kościół chce zatrzymać w swym łonie jak najwięcej naukowców (a także zwykłych ludzi, dla których wyniki badań naukowych są obowiązującą aktualnie prawdą), a ci - mając do wyboru dogmat albo prawdę - wybiorą to, co uważają za prawdę i i tak jakoś sobie zinterpretują treści wiary czy Biblii, żeby i wierzyć w Boga swojej religii i w to, w co wierzą jako naukowcy. Kościół zresztą na różne sposoby stara się, żeby naukowcy (a także zwykli ludzie!) nie musieli wybierać między wiarą a nauką.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:54, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

anbo napisał:
Kruchy04 napisał:
Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.


Myślę, że Kościół - nauczony doświadczeniem ubiegłych wieków - zdecydował się raczej reinterpretować Biblię niż kwestionować wyniki badań naukowych. Widać to chociażby po przychylnym stanowisku Krk względem TE, ale nie tylko. Dlaczego? Jak wspomniałem przeszłość, która pokazała, ze dogmatyzm przegra z nauką


Dzisiaj to nauka jest dogmatyczna i skostniała, stała się dokładnie taka jak religia średniowieczna i mówią o tym co bardziej odważni naukowcy:

[link widoczny dla zalogowanych]

Poza tym zupełnie niepotrzebnie Kościół ugina się przed nauką. Jedyne co nauka może zaoferować to tylko domysły o zerowym prawdopodobieństwie:

"Głównie za sprawą wysiłków K.R. Poppera okazało się jednak, że niezależnie od dostępnych świadectw empirycznych wszystkie teorie mają zerowe prawdopodobieństwo. Konsekwencją tego jest sąd, że wszystkie teorie są nie tylko w takim samym stopniu nieudowodnialne, ale i nieprawdopodobne"

[link widoczny dla zalogowanych]

To samo wykazał zresztą Quine, największy logik XX wieku i również ateista:

"Biorąc pod uwagę, że zbiór zdań obserwacyjnych jest potencjalnie nieskończony, prawdopodobieństwo potwierdzenia teorii przez nawet ogromną liczbę obserwacji jest zawsze równe 0(!). Dokładnie to samo rozumowanie, tylko w sposób mniej formalny, przeprowadził wcześniej Popper"

[link widoczny dla zalogowanych]

„[...] w 1934 r. Karl Popper, jeden z najbardziej wpływowych filozofów naszych czasów, stwierdził, że matematyczne prawdopodobieństwo wszystkich teorii, naukowych lub pseudonaukowych, przy dowolnej liczbie danych doświadczalnych, wynosi zero. Jeśli Popper ma rację, to teorie naukowe nie tylko są równie nieudowodnialne, ale i równie nieprawdopodobne” (Imre Lakatos, Pisma z filozofii nauk empirycznych, Warszawa 1995, s. 73-74)

Nie ma tu nawet przed czym się uginać. W tej kwestii akurat lepiej zachowali się protestanci, którzy przed nauką nie ugięli się i twardo bronią swojego

anbo napisał:
a po drugie Kościół chce zatrzymać w swym łonie jak najwięcej naukowców (a także zwykłych ludzi, dla których wyniki badań naukowych są obowiązującą aktualnie prawdą), a ci - mając do wyboru dogmat albo prawdę - wybiorą to, co uważają za prawdę i i tak jakoś sobie zinterpretują treści wiary czy Biblii, żeby i wierzyć w Boga swojej religii i w to, w co wierzą jako naukowcy. Kościół zresztą na różne sposoby stara się, żeby naukowcy (a także zwykli ludzie!) nie musieli wybierać między wiarą a nauką.


Chyba pierwszy raz w życiu zgodzę się z anbusiem. Kościół jak to Kościół, woli zatrzymać wiernych bo od tego zależy jego przetrwanie. Stąd różne kompromisy. I trudno mu się dziwić, że chce przetrwać. Sądzę jednak, że wcześniej czy później Kościół znowu wejdzie na drogę konfontacji z nauką gdy poczuje, że ta ostatnia słabnie. A słabnie i wchodzi w taki sam kryzys jak kiedyś instytucjonalna religia. Świadczą o tym choćby tytuły coraz częściej ukazujących się książek na ten temat, na przykład:

Lee Smolin, Kłopoty z fizyką. Powstanie i rozkwit teorii strun, upadek nauki i co dalej (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 2008)

John Horgan, Koniec nauki czyli o granicach wiedzy u schyłku ery naukowej (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 1999)

Jim Baggott, Pożegnanie z rzeczywistością. Jak współczesna fizyka odchodzi od poszukiwania naukowej prawdy (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 2015)

Instytucjonalny kryzys i wejście w fazę zdogmatyzowanego skostnienia to coś nieuchronnego dla każdej wielkiej instytucji jaką stała się również nauka


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 15:04, 30 Mar 2021, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
O.K.




Dołączył: 05 Maj 2012
Posty: 2102
Przeczytał: 64 tematy


PostWysłany: Wto 21:55, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

Znowu temat nauki i Kościoła, i znowu odzywają się ignoranci, nie mający o jednym i drugim pojęcia.

Kruchy04 napisał:
Jestem ciekaw, jak waszym zdaniem wygląda relacja Kościoła do nauki.

Moim zdaniem, Kościół katolicki opiera się na doktrynie, która odwołuje się do wiary i autorytetów typu Biblia lub "nauczanie" papieży oraz biskupów. KK twierdzi, że posiada autorytet do mówienia ludziom jak działa świat i jaki jest Bóg, bo rzekomo posiada specjalną wiedzę od tego Boga. Takie założenia są IMMANENTNIE ANTYNAUKOWE! Nauka działa, bo opiera się na sceptycyzmie, racjonalizmie i empiryzmie. Nauka bada, obserwuje i testuje, a następnie dochodzi do wniosków na podstawie uzyskanych danych i dowodów. KK działa dokładnie odwrotnie. Wychodzi z pozycji niezachwianego autorytetu i twierdzi, ŻE JUŻ POSIADA NAJWAŻNIEJSZĄ WIEDZĘ. Gdy okazuje się, że doktryna katolicka się myli i przeczy rzeczywistości, to tym gorzej dla rzeczywistości.


2P 1, 13-21: 13 Uważam zaś za słuszne pobudzić waszą pamięć, dopóki jestem w tym namiocie, 14 bo wiem, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak to nawet Pan nasz Jezus Chrystus dał mi poznać. 15 Starać się zaś będę, abyście zawsze mieli sposobność po moim odejściu o tym sobie przypominać. 16 Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale [nauczaliśmy] jako naoczni świadkowie Jego wielkości. 17 Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. 18 I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. 19 Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach. 20 To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. 21 Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili Boga święci ludzie.


Piotr, pierwszy papież, niedługo przed swoją śmiercią, naucza skąd wzięła się nauka Kościoła. To nie był jakiś wymysł, "mit" mający obrazowo przytoczyć jakaś prawdę, jakaś filozofia czy ideologia mówiąca jak ma się postępować. Nie, wiara Kościoła wzięła się od bezpośrednich świadków Chrystusa, którzy przekazywali dalej Jego naukę, a że Jezus i Apostołowie byli Żydami, to stali się dziedzicami tradycji Izraela, Ludu Bożego, do którego Bóg w dawnych czasach posyłał proroków, przemawiających przez Ducha Świętego. Na tym właśnie Kościół opiera swoje nauczanie, jest kontynuatorem pierwszych bezpośrednich świadków, i ich tradycji. Co tutaj jest niby "antynaukowego", z drugiej strony, dlaczego Kościół wspólnota wiernych, miałaby słuchać jakichś "mitów" , bredni, jakichś ideologii (materializm, marksizm, gnostycyzm, liberalizm, cokolwiek innego), uważających się -nie wiadomo dlaczego -jako rzekomy "światopogląd naukowy", a nie oparty na tak naprawdę na odgórnych dogmatach. Ludzie swój rozum mają i co prawdą jest, a co fałszem, odróżnią.

anbo napisał:
Myślę, że Kościół - nauczony doświadczeniem ubiegłych wieków - zdecydował się raczej reinterpretować Biblię niż kwestionować wyniki badań naukowych. Widać to chociażby po przychylnym stanowisku Krk względem TE, ale nie tylko. Dlaczego? Jak wspomniałem przeszłość, która pokazała, ze dogmatyzm przegra z nauką, a po drugie Kościół chce zatrzymać w swym łonie jak najwięcej naukowców (a także zwykłych ludzi, dla których wyniki badań naukowych są obowiązującą aktualnie prawdą), a ci - mając do wyboru dogmat albo prawdę - wybiorą to, co uważają za prawdę i i tak jakoś sobie zinterpretują treści wiary czy Biblii, żeby i wierzyć w Boga swojej religii i w to, w co wierzą jako naukowcy. Kościół zresztą na różne sposoby stara się, żeby naukowcy (a także zwykli ludzie!) nie musieli wybierać między wiarą a nauką.


Zgadzam się -dogmatyzm w końcu przegra z nauka, i dlatego wiele ideologii wymienionych powyżej, w końcu pójdzie na śmietnik, jeśli już (jak marksizm) nie poszło. Ale KK będzie trwał, czasem słabszy czasem mocniejszy, a bramy piekielne go nie przemogą.

anbo twierdzi, że Kościół reinterpretuje Biblię, w oparciu o wyniki nowych badań naukowych. A czy anbo w ogóle wie jak w dawnych czasach Kościół Biblię interpretował? Czy anbo czytał może pisma Ojców Kościoła, ich komentarze do ksiąg biblijnych? Może gdyby czytał, nie wypisywałby takich bzdur! Ojcowie Kościoła oczywiście interpretowali Biblię w duchu swoich czasów -i w wielu kwestiach szczegółowych się różnili -ale podstawowe doktryny, nauczanie, było zawsze to samo. Do dziś Kościół odnosi się do spuścizny Ojców Kościoła, traktując ich jako autorytet, świadków nieprzemijającej tradycji nauk KK. Włodzimierz Bednarski ostatnio zaczął pisać cykl, polemizujący oczywiście ze Świadkami Jehowy, o Ojcach Kościoła, i jak mają się ich nauki do nauk KK i ŚJ: [link widoczny dla zalogowanych] Atenagoras z Aten a Towarzystwo Strażnica, Justyn Męczennik a Towarzystwo Strażnica, Ireneusz z Lyonu a Towarzystwo Strażnica itd. Porównanie wychodzi oczywiście zawsze na korzyść KK.

A kilkaset lat temu kościelni naukowcy nauczali geocentryzmu, dzisiaj nauczają teorii ewolucji -a chyba tylko Bóg jeden wie, czego będą nauczać za kilka wieków. Ale doktryny chrześcijańskiej będą nauczać tej samej.

fedor napisał:
Dzisiaj to nauka jest dogmatyczna i skostniała, stała się dokładnie taka jak religia średniowieczna i mówią o tym co bardziej odważni naukowcy:

[link widoczny dla zalogowanych]

Poza tym zupełnie niepotrzebnie Kościół ugina się przed nauką. Jedyne co nauka może zaoferować to tylko domysły o zerowym prawdopodobieństwie:

"Głównie za sprawą wysiłków K.R. Poppera okazało się jednak, że niezależnie od dostępnych świadectw empirycznych wszystkie teorie mają zerowe prawdopodobieństwo. Konsekwencją tego jest sąd, że wszystkie teorie są nie tylko w takim samym stopniu nieudowodnialne, ale i nieprawdopodobne"

[link widoczny dla zalogowanych]

To samo wykazał zresztą Quine, największy logik XX wieku i również ateista:

"Biorąc pod uwagę, że zbiór zdań obserwacyjnych jest potencjalnie nieskończony, prawdopodobieństwo potwierdzenia teorii przez nawet ogromną liczbę obserwacji jest zawsze równe 0(!). Dokładnie to samo rozumowanie, tylko w sposób mniej formalny, przeprowadził wcześniej Popper"

[link widoczny dla zalogowanych]

„[...] w 1934 r. Karl Popper, jeden z najbardziej wpływowych filozofów naszych czasów, stwierdził, że matematyczne prawdopodobieństwo wszystkich teorii, naukowych lub pseudonaukowych, przy dowolnej liczbie danych doświadczalnych, wynosi zero. Jeśli Popper ma rację, to teorie naukowe nie tylko są równie nieudowodnialne, ale i równie nieprawdopodobne” (Imre Lakatos, Pisma z filozofii nauk empirycznych, Warszawa 1995, s. 73-74)

Nie ma tu nawet przed czym się uginać. W tej kwestii akurat lepiej zachowali się protestanci, którzy przed nauką nie ugięli się i twardo bronią swojego


No więc paru mądrali policzyło sobie, i wyszło im, że prawdopodobieństwo prawdziwości dowolnej teorii naukowej wynosi dokladnie 0.

I co z tego wynika? ABSOLUTNIE NIC!

To tak samo jak powiedzieć, że prawdopodobieństwo, że masa elektronu, albo wartość dowolnej stałej fizycznej (nie zdefiniowana odgórnie), wynosi dokładnie jakąś tam liczbę, też wynosi dokładne 0. Bo tak jest, prawdopodobieństwo tyle wynosi, mimo iż wartość masy elektronu wynosi ileś. Podstawowa rzecz: zdarzenie o prawdopodobieństwie 0, NIE JEST zdarzeniem niemożliwym.Oznacza tylko że zbiór jakim jest zdarzenie A, jest zbiorem miary zero, czyli P(A)=0. Tzn. nie da się przyporządkować mu żadnego skończonego prawdopodobieństwa zajścia, co nie znaczy że zajść nie może -to tak jak trafić dokładnie w jeden, nieskończenie mały punkt na powierzchni jakiejś figury-tarczy (w abstrakcyjnych rozważaniach zawsze się w jakiś trafi).

Tymczasem nauka tworzy jakieś opisy, jak rzeczywistość funkcjonuje, w większym lub mniejszym stopniu do tej rzeczywistości się odnoszące. I których lekceważyć nie można, bo najczęściej kończy się to bolesnymi konsekwencjami. O czym przekonuje się każdy kolejny "światopogląd naukowy", tak jak marksizm, ale nie tylko (liberalna demokracja tez się musi męczyć z tym, ze ludzie tak naprawdę nie są do końca równi i wolni i ze głos każdego obywatela jest tyle samo wart). I każdy idiota, który sadzi że naukę można lekceważyć (tak jak w przypadku koronawirusa czy globalnego ocieplenia), mimo iż jej przewidywania się nie zawsze sprawdzają co do joty (wiele modeli rozwoju epidemii koronawirusa zweryfikowała rzeczywistość, bo jakichś czynników nie uwzględniono, albo po prostu zachowania ludzkie się zmieniły, ale gdybyśmy teraz -mądrzejsi po szkodzie -powtórzyli doświadczenie w tych samych warunkach, uwzględniając co trzeba, modele zgadzałyby się niemal co do joty).

A protestanci to są różni -są jedni idioci co chcą iść na wojnę z nauka, bo nie pasuje ona do ich przekonań. Są inni tacy, którzy próbują wmówić światu, że ich przekonania wynikają z nauki, uzasadnić naukowo to co wymyka się nauce. Ani jedni ani drudzy nie wiedzą, czym jest nauka, ani na czym się opiera chrześcijaństwo (bo Tradycję jako protestanci odrzucili).

fedor napisał:
Chyba pierwszy raz w życiu zgodzę się z anbusiem. Kościół jak to Kościół, woli zatrzymać wiernych bo od tego zależy jego przetrwanie. Stąd różne kompromisy. I trudno mu się dziwić, że chce przetrwać. Sądzę jednak, że wcześniej czy później Kościół znowu wejdzie na drogę konfontacji z nauką gdy poczuje, że ta ostatnia słabnie. A słabnie i wchodzi w taki sam kryzys jak kiedyś instytucjonalna religia. Świadczą o tym choćby tytuły coraz częściej ukazujących się książek na ten temat, na przykład:

Lee Smolin, Kłopoty z fizyką. Powstanie i rozkwit teorii strun, upadek nauki i co dalej (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 2008)

John Horgan, Koniec nauki czyli o granicach wiedzy u schyłku ery naukowej (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 1999)

Jim Baggott, Pożegnanie z rzeczywistością. Jak współczesna fizyka odchodzi od poszukiwania naukowej prawdy (wydanie polskie Prószyński i S-ka, 2015)

Instytucjonalny kryzys i wejście w fazę zdogmatyzowanego skostnienia to coś nieuchronnego dla każdej wielkiej instytucji jaką stała się również nauka


A i owszem nauka jest w kryzysie i to mocnym -zinstytucjonalizowana nauka, tak samo jak shierarchizowany Kościół. Korupcja i zepsucie świata akademickiego jest takie samo, jeśli nie większe, niż dostojników Kościoła, ale o tym się nie trąbi w mediach. Tylko co to ma do nauki? A co ma to, że niektórzy, a może nawet i wielu, biskupów, kradnie, podlizuje się władzy, ze strachu o wizerunek swój i organizacji którą zarządzają, ukrywają księży cośtamów (samych cośtamów tak wielu nie ma, ale dużo łatwiej ulec pokusie pozornie niewielkiego grzechu -zamiatania brudów swoich podwładnych pod dywan, niż samemu angażować się w ciężki grzech czynów cośtam)? Myślicie że na uczelniach nie ma podobnych zachowań i ludzi o podobnej mentalności -są i to tyle samo, a może i więcej? Ze nie ma karierowiczów, lizusów, klik, karteli, podkradania dorobku, ludzi mających gdzieś swoich podopiecznych: studentów, doktorantów, ludzi martwiących się o własną pozycję, pisania bzdurnych publikacji, ulegania modzie, wyłudzania grantów, pisania prac naukowych pod jakąś ideologię? Tylko co mają grzechy hierarchów do wiary chrześcijańskiej? Co mają grzechy profesorów, dziekanów, rektorów, do nauki?

I gdzieś przez te wszystkie patologie, które w dzisiejszych czasach coraz bardziej się upowszechniły, przebija po prostu prawdziwa nauka -czyli poznawanie świata za pomocą obserwacji, doświadczenia i wyciągania wniosków za pomocą rozumu. Zawsze się gdzieś znajdą tacy, co będą popychać ten wózek do przodu -albo w jakimkolwiek kierunku. Bez względu na takie czy inne dogmaty, i autorytety które będą bronić własnej pozycji i mówić co jest słuszne a co nie.

A tam gdzie liczą się kasa i stołki -a tak jest już w świecie - prawda i ideologia, choćby najbardziej utwierdzona, nieważne, dobra czy zła, liczyć się przestaje. Myślicie że w dzisiejszym świecie, gdzie ludzi z tytułami naukowymi jest coraz więcej, a pozycji na uczelniach relatywnie coraz mniej, nie znajdą się tacy, co i Kościoła, albo rozmaite grupy religijne, czy jakiekolwiek inne, nie będą prosić o pieniądze, o granty na badania? Myślicie ze nie ma takich co się skuszą na pieniądze dajmy na to Fundacji Templetona, nie ważne czy są wierzący czy nie? Czy nie ma takich, co nie wezmą pieniędzy od negacjonistów klimatycznych, nawet jeśli z negacją globalnego ocieplenia się nie zgadzają (i jakoś się tak kompromisowo dogadają, że otwarcie się temu sprzeciwiać wcale nie muszą, po prostu uczciwie zakwestionują jakieś szczegóły, nie kwestionując całości obrazu). Czy nie znajda się tacy co nie wezmą pieniędzy od organizacji wspierających inteligentny projekt by zakwestionować niektóre przyjęte interpretacje teorii ewolucji (nawet jeśli teorii ewolucji na rzecz inteligentnego projektu nie porzucą)?

A z drugiej strony, czy nie ma takich autorytetów, co nie zaprzedali się ideologii, i firmują bzdurny mainstream, dlatego bo jest mainstreamem? Ile ja to już widziałem (choćby przelotnie) magazynów naukowych poświęconych LGBT czy innym bzdurom?

I w tym wszystkim jakoś Kościół się ostanie. Niezależnie do tego ilu księży z tytułami profesorskimi będzie firmować na wydziałach liberalnej teologii pseudonaukowe bzdury. Kościół nie musi zatrzymywać na siłę w swoim gronie naukowców, przedstawicieli współczesnej "nauki" - bo w końcu, jeśli bedzie się trzymał nauk Chrystusa -dorobi się własnych. Starowieyski napisał: W II wieku chrześcijanie są intelektualnymi pariasami świata starożytnego, pod koniec IV wieku -jego elitą. [„Z historii wczesnego chrześcijaństwa: Biblia, męczennicy, poganie i inni”, Petrus, Kraków 2019 str. 12]


Ostatnio zmieniony przez O.K. dnia Wto 22:06, 30 Mar 2021, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19377
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:54, 30 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

O.K. napisał:
No więc paru mądrali policzyło sobie, i wyszło im, że prawdopodobieństwo prawdziwości dowolnej teorii naukowej wynosi dokladnie 0.

I co z tego wynika? ABSOLUTNIE NIC!

To tak samo jak powiedzieć, że prawdopodobieństwo, że masa elektronu, albo wartość dowolnej stałej fizycznej (nie zdefiniowana odgórnie), wynosi dokładnie jakąś tam liczbę, też wynosi dokładne 0. Bo tak jest, prawdopodobieństwo tyle wynosi, mimo iż wartość masy elektronu wynosi ileś. Podstawowa rzecz: zdarzenie o prawdopodobieństwie 0, NIE JEST zdarzeniem niemożliwym.Oznacza tylko że zbiór jakim jest zdarzenie A, jest zbiorem miary zero, czyli P(A)=0. Tzn. nie da się przyporządkować mu żadnego skończonego prawdopodobieństwa zajścia, co nie znaczy że zajść nie może -to tak jak trafić dokładnie w jeden, nieskończenie mały punkt na powierzchni jakiejś figury-tarczy (w abstrakcyjnych rozważaniach zawsze się w jakiś trafi).]

Dobrze napisane. Jak dla mnie to całe to gadanie o zerowym prawdopodobieństwie teorii jest zwyczajnie błędnym zastosowaniem idei prawdopodobieństwa.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że w ogóle powstanie ten post? (albo dowolny inny post na forum"
Biorąc wszystkie zdarzenie jakie mogły zajść we Wszechświecie prawdopodobieństwo powstania takiego posta w tym czasie jest też równe zeru.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktokolwiek zrozumie, o co chodzi w tym poście?
- Też 0, bo wybierając jako zbiór zdarzeń elementarnych wszystkie zdarzenia, a nawet tylko wszystkie potencjalne myśli, jakie ludzie mogą mieć, trafienie akurat w to zrozumienie ma zerową szansę.
Tak rozumując, wszystko co się zdarza, wszystko co mówimy, oceniamy ma zerową szansę na prawdziwość. Łącznie z prawdziwością, samego tego stwierdzenia, że szansa na prawdziwość stwierdzeń, czy teorii naukowych jest zerowa... :(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 6:55, 31 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

Michał Dyszyński napisał:
O.K. napisał:
No więc paru mądrali policzyło sobie, i wyszło im, że prawdopodobieństwo prawdziwości dowolnej teorii naukowej wynosi dokladnie 0.

I co z tego wynika? ABSOLUTNIE NIC!

To tak samo jak powiedzieć, że prawdopodobieństwo, że masa elektronu, albo wartość dowolnej stałej fizycznej (nie zdefiniowana odgórnie), wynosi dokładnie jakąś tam liczbę, też wynosi dokładne 0. Bo tak jest, prawdopodobieństwo tyle wynosi, mimo iż wartość masy elektronu wynosi ileś. Podstawowa rzecz: zdarzenie o prawdopodobieństwie 0, NIE JEST zdarzeniem niemożliwym.Oznacza tylko że zbiór jakim jest zdarzenie A, jest zbiorem miary zero, czyli P(A)=0. Tzn. nie da się przyporządkować mu żadnego skończonego prawdopodobieństwa zajścia, co nie znaczy że zajść nie może -to tak jak trafić dokładnie w jeden, nieskończenie mały punkt na powierzchni jakiejś figury-tarczy (w abstrakcyjnych rozważaniach zawsze się w jakiś trafi).]

Dobrze napisane. Jak dla mnie to całe to gadanie o zerowym prawdopodobieństwie teorii jest zwyczajnie błędnym zastosowaniem idei prawdopodobieństwa.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że w ogóle powstanie ten post? (albo dowolny inny post na forum"
Biorąc wszystkie zdarzenie jakie mogły zajść we Wszechświecie prawdopodobieństwo powstania takiego posta w tym czasie jest też równe zeru.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktokolwiek zrozumie, o co chodzi w tym poście?
- Też 0, bo wybierając jako zbiór zdarzeń elementarnych wszystkie zdarzenia, a nawet tylko wszystkie potencjalne myśli, jakie ludzie mogą mieć, trafienie akurat w to zrozumienie ma zerową szansę.
Tak rozumując, wszystko co się zdarza, wszystko co mówimy, oceniamy ma zerową szansę na prawdziwość. Łącznie z prawdziwością, samego tego stwierdzenia, że szansa na prawdziwość stwierdzeń, czy teorii naukowych jest zerowa... :(


Już to wałkowaliśmy kiedyś tutaj:

http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/ateizm-wiara-czy-brak-wiary,13491-150.html#485821

Bez różnicy jest, czy szansa trafienia danego domysłu naukowego w prawdę absolutną jest zerowa jedynie w sensie nieszacowalności na poziomie rachunku prawdopodobieństwa, czy zerowa w ogóle (zgadzam się, że zerowy wynik rachunku prawdopodobieństwa nie oznacza niemożliwości zajścia zdarzenia), to efekt finalny jest w zasadzie ten sam: nauka jedynie w ciemno zgaduje prawdę absolutną o rzeczywistości. Oferuje nam tylko domysły. W tej sytuacji tacy księża jak Michał Heller, który wierze religijnej przyniósł dużo więcej szkód niż pożytku (koloratka pasuje mu jak kwiatek do kożucha), całkowicie arbitralnie wyrokują sobie, że Objawienie powinno być wciąż dostosowane do "nauki". A na jakiej podstawie? Nie ma takiej podstawy i najmniejszego powodu żeby podporządkowywać cokolwiek jakimkolwiek domysłom. Taki księżowski scjentyzm przynosi wierze więcej szkód niż pożytku bo potem tacy jak anbuś i Kruchy skrupulatnie to wykorzystują. Ale wynika to być może już z tego o czym pisałem: Kościół jest w kryzysie i nie chce z nikim już wojować. Jest zmęczony i najchętniej poszedłby na kompromisy z wszystkimi, nawet ze swoimi wrogami, byleby tylko dali mu spokój. Ale nie dadzą bo im niżej Kościół pochyla głowę tym mocniej po niej dostaje. Przeciwnicy Kościoła nie chcą aby Kościół się do nich dostosował ale chcą aby Kościół po prostu zniknął raz na zawsze. Ciągłe chodzenie na ustępstwa i kompromisy Kościoła nie zadowoli jego wrogów lecz tylko jeszcze bardziej ich rozzuchwali. Jakże odmienna jest obecna postawa Kościoła od postawy Kościoła męczenników pierwszych wieków, który zawdzięczał gwałtowny rozwój właśnie swej bezkompromisowości. A Kościół, który całkowicie dostosuje się do żądań swych wrogów w końcu po prostu zniknie i przestanie być komukolwiek potrzebny. Roztopi się i wtopi się w cywilizację, znikając z areny dziejów. Tak jak to jest już w Szwecji gdzie narodowy Kościół szwedzki całkowicie dostosował się do żądań swych przeciwników i mamy tam już tylko 1% chrześcijan. Czytałem gdzieś, że w Szwecji jest już nawet więcej satanistów niż nominalnych chrześcijan. Chrześcijaństwo w Szwecji po prostu znikło

Tu można obejrzeć sobie opłakane skutki jakie w Kościele szwedzkim przyniosło ciągłe dostosowywanie się Kościoła do żądań swoich przeciwników:

Szwecja: Biskup – lesbijka wzywa do zrywania krzyży z kościołów. Wszystko, żeby zadowolić muzułmanów...

[link widoczny dla zalogowanych]

Chrześcijaństwo rozwijało się tylko wtedy gdy było konfrontacyjne. Tam gdzie nie jest konfrontacyjne wtapia się w świat i ostatecznie zanika bo niczym się już od świata nie różni. Nie jest już wtedy nikomu do niczego potrzebne. Podporządkowywanie religii scjentyzmowi jest jednym z elementów tego wtapiania się w świat

Islam jest obecnie w tej samej fazie co chrześcijaństwo na początku. I dlatego Islam dynamicznie się rozwija a chrześcijaństwo dynamicznie się zwija i zanika. W Islamie żadnej poprawności politycznej nie ma i na żadne kompromiisy ze scjentyzmem nikt nie chodzi. Muzułmanie są przez to uznawani za ciemnotę ale nie przejmują się tym i rozwijają się dalej. I tak dożyliśmy czasów gdy przyszłość teizmu należy do muzułmanów, a nie chrześcijan, którzy będą stopniowo już tylko dalej zanikać przez chodzenie na kompromisy gdzie tylko się da. Jakże inny jest obecny Kościół od tego młodego Kościoła bezkompromisowych męczenników


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Śro 7:20, 31 Mar 2021, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 4310
Przeczytał: 66 tematów


PostWysłany: Śro 9:05, 31 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

O.K. napisał:

Zgadzam się -dogmatyzm w końcu przegra z nauka, i dlatego wiele ideologii wymienionych powyżej, w końcu pójdzie na śmietnik, jeśli już (jak marksizm) nie poszło. Ale KK będzie trwał, czasem słabszy czasem mocniejszy, a bramy piekielne go nie przemogą.

Nie chodzi o całe ideologie tylko o elementy ideologii, konkretnie te dające się weryfikować naukowo. Z wielu poglądów wyrosłych z określonej interpretacji Biblii Kościół się wycofał pod naporem siły argumentów nauki.
O.K. napisał:

anbo twierdzi, że Kościół reinterpretuje Biblię, w oparciu o wyniki nowych badań naukowych. A czy anbo w ogóle wie jak w dawnych czasach Kościół Biblię interpretował? Czy anbo czytał może pisma Ojców Kościoła, ich komentarze do ksiąg biblijnych? Może gdyby czytał, nie wypisywałby takich bzdur!

To nie są bzdury. Porównaj sobie chociażby reakcję Kościoła na TE na początku i jego stosunek do TE dziś.

O.K. napisał:

Ojcowie Kościoła oczywiście interpretowali Biblię w duchu swoich czasów -i w wielu kwestiach szczegółowych się różnili -ale podstawowe doktryny, nauczanie, było zawsze to samo.

Nie mówię o podstawach doktryny ale o tych elementach, które wynikały z dosłownej interpretacji Biblii, a dziś - ponieważ nauka im zaprzeczyła - traktuje się alegorycznie, jako symbol itp. Ponieważ historia pokazała, że nauka może zagrażać religii (na zasadzie rozbierania budynku cegła po cegle), jeśli spotka się z nią na tym samym polu, to przyjęto strategię, że pola działania są różne (co jest oczywistą nieprawdą). W takim układzie treści wiary religijnej zaczynają się ograniczać do głoszenia rzeczy niesprawdzalnych. Moim zdaniem to celowa strategia mająca za zadanie unikanie bitew, które można przegrać. Ponieważ jednak to nie każdego zadowoli (co zrozumiałe) to niektórzy nadal toczą bitwy na tym samym polu (kreacjoniści). Kościół toleruje jednych i drugich niczym rządząca partia, która nie chce utracić głosów koalicjantów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19377
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:04, 31 Mar 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

fedor napisał:
Michał Dyszyński napisał:
O.K. napisał:
No więc paru mądrali policzyło sobie, i wyszło im, że prawdopodobieństwo prawdziwości dowolnej teorii naukowej wynosi dokladnie 0.

I co z tego wynika? ABSOLUTNIE NIC!

To tak samo jak powiedzieć, że prawdopodobieństwo, że masa elektronu, albo wartość dowolnej stałej fizycznej (nie zdefiniowana odgórnie), wynosi dokładnie jakąś tam liczbę, też wynosi dokładne 0. Bo tak jest, prawdopodobieństwo tyle wynosi, mimo iż wartość masy elektronu wynosi ileś. Podstawowa rzecz: zdarzenie o prawdopodobieństwie 0, NIE JEST zdarzeniem niemożliwym.Oznacza tylko że zbiór jakim jest zdarzenie A, jest zbiorem miary zero, czyli P(A)=0. Tzn. nie da się przyporządkować mu żadnego skończonego prawdopodobieństwa zajścia, co nie znaczy że zajść nie może -to tak jak trafić dokładnie w jeden, nieskończenie mały punkt na powierzchni jakiejś figury-tarczy (w abstrakcyjnych rozważaniach zawsze się w jakiś trafi).]

Dobrze napisane. Jak dla mnie to całe to gadanie o zerowym prawdopodobieństwie teorii jest zwyczajnie błędnym zastosowaniem idei prawdopodobieństwa.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że w ogóle powstanie ten post? (albo dowolny inny post na forum"
Biorąc wszystkie zdarzenie jakie mogły zajść we Wszechświecie prawdopodobieństwo powstania takiego posta w tym czasie jest też równe zeru.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktokolwiek zrozumie, o co chodzi w tym poście?
- Też 0, bo wybierając jako zbiór zdarzeń elementarnych wszystkie zdarzenia, a nawet tylko wszystkie potencjalne myśli, jakie ludzie mogą mieć, trafienie akurat w to zrozumienie ma zerową szansę.
Tak rozumując, wszystko co się zdarza, wszystko co mówimy, oceniamy ma zerową szansę na prawdziwość. Łącznie z prawdziwością, samego tego stwierdzenia, że szansa na prawdziwość stwierdzeń, czy teorii naukowych jest zerowa... :(


Już to wałkowaliśmy kiedyś tutaj:

http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/ateizm-wiara-czy-brak-wiary,13491-150.html#485821

Bez różnicy jest, czy szansa trafienia danego domysłu naukowego w prawdę absolutną jest zerowa jedynie w sensie nieszacowalności na poziomie rachunku prawdopodobieństwa, czy zerowa w ogóle (zgadzam się, że zerowy wynik rachunku prawdopodobieństwa nie oznacza niemożliwości zajścia zdarzenia), to efekt finalny jest w zasadzie ten sam: nauka jedynie w ciemno zgaduje prawdę absolutną o rzeczywistości. Oferuje nam tylko domysły.

Krótkie pytanie: czy stosując powyższe rozumowanie, takie szacowanie prawdopodobieństwa wynika z OGÓLNEJ REGUŁY?
Czy jest ad hoc dodanym widzimisiem "do nauki stosujemy takie szacowanie prawdopodobieństw, a w innych sprawach jakoś zdecydujemy"?
Jeśli zaś byś odpowiedział, że ta reguła szacowania prawdopodobieństwa jest ogólna, to wyjaśnij mi czy w związku z tym DOWOLNE STWIERDZENIE podlega tej regule, czy nie?
Jeśli dowolne stwierdzenie miałoby tej regule podlegać, to zapewne model myślowy zawierający stwierdzenie "teorie naukowe mają zerowe prawdopodobieństwo" też tej regule podlega.
Podlega czy nie?...
Jeśli zaś na jakiejś zasadzie czynisz tu wyjątek, to wyjaśnij, na jakiej to się odbywa zasadzie.

fedor napisał:
nauka jedynie w ciemno zgaduje prawdę absolutną o rzeczywistości. Oferuje nam tylko domysły. W tej sytuacji tacy księża jak Michał Heller, który wierze religijnej przyniósł dużo więcej szkód niż pożytku (koloratka pasuje mu jak kwiatek do kożucha), całkowicie arbitralnie wyrokują sobie, że Objawienie powinno być wciąż dostosowane do "nauki". A na jakiej podstawie? Nie ma takiej podstawy i najmniejszego powodu żeby podporządkowywać cokolwiek jakimkolwiek domysłom.

Nie będę ukrywał, że trzymam tu stronę Michała Hellera (nie tylko z racji na wspólne imię i wykształcenie).
Powód jest zasadniczy, a wynika z pytania: czy SENS objawienia należałoby ZROZUMIEĆ, czy też nie?
Jakie alternatywy tu mamy?...
Może nie trzeba w ogóle rozumieć, ZNACZEŃ jakie Bóg do nas kieruje? Może wystarczy POWTARZAĆ FRAZY JĘZYKOWE?...
Jeśli dla Boga powtarzanie pewnych fraz bez ich rozumienia, miałoby być wystarczającym powodem do umiłowania przez Boga, do zbawienia, to zbawione moga najpierw...
megafony! Albo inne odczytujące maszyny, które po prostu powtarzają frazy namaszczone przez jakieś autorytety do uznawania. Jak nie megafony, to może odczytujące po cichu głośniki, albo wyświetlające na ścianie owe zdania projektory są już wystarczającymi "wiernymi"?...
Tak - tu oczywiście każdy powie - noooo, Michale, zrobiłeś taką skrajność, że się tylko kompromitujesz, przecież dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Tak, wiem że nie o to chodzi, ale tym obrazem rysuję skrajny punkt skali po to, aby teraz jednak zbliżyć się do sytuacji, w której jest prawdziwy wierny - jakiś człowiek.
Weźmy sobie kilku ludzi, którzy wyznają jakieś tam prawdy wiary. Umieją odczytać frazy, które stanowią o prawdach wiary, więc je odczytują i powtarzają. Weźmy jakiś dogmat katolicki - np. dogmat o niepokolanym poczęciu Maryi.
Człowiek 1. nie wie nic o tym, o co tu chodzi, ale powtarza, jak mu kazano - mówi "wierzę w niepokalane poczęcie". Nie zadaje w ogóle pytań, nie interesuje go znaczenie tego dogmatu. Ale powtarza za autorytetami COŚ, co de facto dla niego jest tylko brzmieniem. Ten człowiek czuje potrzebę przynależności do swojej wspólnoty wyznaniowej, a że nauczył się, iż powtarzanie za autorytetami jest objawem owej przynależności, więc w sumie na tym się skupił. Kwestię, czy w jego głowie powstaje COKOLWIEK ZBLIŻONEGO do znaczeń, jakie gdzieś tam miałyby być tymi właściwymi, po prostu sobie odpuścił.
Człowiek 2 zna słowo "poczęcie", słowo "niepokalane" jest dla niego mocno mętne. Ale też powtarza tę frazę, chcąc być posłusznym autorytetom. Aby być jak najbardziej posłusznym nawet nie pyta się nikogo, co owo słowo niezrozumiałe znaczy. Po prostu myśli sobie "to jest jakoś tam", a dalej "trzeba to wyznawać, więc wyznaję". Podobnie jak człowiek 1, ten pragnie czuć przynależność do wspólnoty, a powtarzanie za autorytetami, nawet bez zrozumienia, uznaje za objaw tej przynależności.
Człowiek 3 jest trochę kumaty w katolickim słownictwie, zna znaczenia słowa "poczęcie", "niepokalane" kojarzy mu się z celibatem, brakiem seksu, słyszał o tym, że Jezus został poczęty z Ducha Świętego, więc - też zbytnio nie wnikając, nie pytając o szczegóły uznaje, że pewnie to chodzi właśnie o to, że to nie Józef jest biologicznym ojcem Jezusa.
Człowiek 4 głębiej wniknął w znaczenia, poczytał trochę teologicznych rozkmin i wyczytał, że w tym dogmacie tak naprawdę chodzi o to, że Maryja urodziła się bez grzechu pierworodnego. Czym jest ten trzech? - nie stawia takich pytań, bo to mogłoby być uznane za objaw nieposłuszeństwa, bo przecież pytaniem stawia się jakoś stwierdzenie w wątpliwość. Więc - z zewnątrz nieodróżnialnie od poprzednich 3 typów ludzi - też po prostu wyznaje ten dogmat, czyli powtarza frazę, jaką zleciły teologiczne autorytety. Ten człowiek uważa, że tak to powinno się robić - coś tam przeczytać, coś trochę zrozumieć, a o to czego się nie rozumie, nie pytać, zostawiając status tej wątpliwej rzeczy na poziomie "jakoś to tam jest".
Jest jeszcze człowiek 5. Ten nie tylko, że czytał te teologiczne rozkminy, ale sam sobie zadawał tu liczne pytania: a dlaczego Maryja mogła urodzić się bez grzechu pierworodnego, a ja nie? A czym jest właściwie ten grzech pierworodny? I inne, jakie mu tam przyszły do głowy. Rozmyślał, pytał, w końcu wszystkich wątpliwości nie rozwiał i pomyślał na koniec: byłbym nieuczciwy gdyby słowem "wierzę" określił stan mojego umysłu, w którym nie umiem rozróżnić co to znaczy "być bez grzechu pierworodnego" i "mieć grzech pierworodny", zatem trudno jest mi powiedzieć, że wierzę w dogmat niepokalanego poczęcia. Trudno jest mi to powiedzieć, bo słowo "wierzyć" traktuję jak mieć jednak wyobrażenie, przekonanie na temat przedmiotu swojej wiary, a nie tylko wyznawać, z myśl "to tam w środku jakoś tam jest". Ktoś sobie takie - może i dość wyśrubowane normy przyznawania się do znaczenia "wierzę w ..." uznał. I traktuje to jako uczciwe podejście do sprawy, a za nieuczciwe uważałby podejście, w którym nazywa "wierzeniem" sytuację mocno dla siebie niejasną.

Powstaje pytanie: który z tych 5 typów ludzi może podobać się Bogu?
Czy Bóg docenia bardziej to, że
1. najważniejsze jest dla kogoś pragnienie przynależności do wspólnoty, a te słowa, które się wypowiada mogą być w luźnym związku z tym, co pojawia się w umyśle człowieka
2. najważniejszy jest STAN UMYSŁU, czy jest się uczciwym, czy się próbuje nie rzucać słów na wiatr, nie powtarzać ich bez zrozumienia, albo przy znikomym stopniu zrozumienia? Wszak Bóg jest duchem, ostatecznie istotna jest tu nasza dusza, czyli właśnie KSZTAŁT MYŚLENIA I ODCZUWANIA.

Inaczej mówiąc - należałoby dokonać wyboru - co tu jest ważniejsze w kontekście wiary, religii?
- czy kształt naszego myślenia, odczuwania, prawdy na pierwszym miejscu, że to ono rządzi, to o nie właśnie toczy się ten bój.
- czy może ten stan myślenia, odczuwania i prawdy, jest drugorzędny wobec AKTÓW ZAWIERZENIA AUTORYTETOM, wobec okazania się, jako ten, który własny umysł uważa za wart zdeprecjonowania wobec fraz przez autorytety ogłoszonych?... (powtórzę - ten umysł może GŁOSIĆ FRAZY, ale w istocie nie zna ich znaczenia, bo znaczenia budujemy testując różne formy użycia danej frazy w kontekście powiązań z innymi znaczeniami, rozwiązując konflikty ujęć, pytając, sondując różne formy rozumienia).

Ten wybór ma chyba każdy wierzący (a nawet i ateista).
Ja się opowiadam za tym, aby ten rodzaj uczciwości (jest tu też moje sumienie), jaki czuję postawić ponad wymogiem przynależności, zgadzania się z autorytetami. Jednak twierdzę, że słowo "wierzę" zastosowane w odniesieniu do tego, co mamy w umyśle wymaga pewnego minimalnego POZIOMU ŚWIADOMOŚCI I ROZUMIENIA tego, co się jako przedmiot wiary określa.
Według mnie nie ma sensu, albo wręcz jest fałszem "wierzę w 9jp08gn-090". W takie coś się nie wierzy, bo się nie zupełnie nie wie, nie wyobraża sobie, co jest przedmiotem tej "wiary".
Potem jest już stopniowanie - od tej formy powiązania fraz ze znaczeniami co wyżej (de facto brak powiązania)
poprzez "wierzę w coś, czego jednak nie rozumiem, ale wydaje mi się, że może coś tu zaczynam kumać w jakimś drobnym fragmencie"
dalej "wierzę w coś, co z grubsza ogarniam umysłem, choć są tu różne wątpliwości po drodze"
aż po coś w stylu "wierzę, że w portfelu, mam wciąż te 100 zł, które miałem jak sprawdzałem 2 minuty temu, więc chyba ten banknot nagle nie wyparował". Czyli mamy tu wiarę w coś, co jest bardzo bliskie pewności.
Uważam, że WYZNAWCA POSZUKUJĄCY I STAWIAJĄCY PYTANIA, jest tym jedynym, który DO FRAZ DOŁĄCZA TREŚCI UMYSŁU. Uważam, ze taki wyznawca, jest NAJDALEJ OD MEGAFONU.
Jeśli cały ten obraz idei wiary i wyznawania jakoś podsumujemy, to będziemy mieli
skraj "wiary" bezmyślnej - megafon, nazywanie czegoś wiarą bez świadomości
skraj przeciwny - wiary pełnej pytań i problemów - ale dla mnie akurat JEDYNEJ PRAWDZIWEJ wiary, bo w moim przekonaniu prawdziwa wiara powinna wiązać to co nazwane słowami z tym co uczciwie modelowane, przemyśliwane, odczuwane.
Jeśli ktoś ten aspekt przemyśliwań, z jego "niebezpieczeństwem" wątpliwości (czyli de facto z TRUDEM USTALANIA JAK ZASTOSOWAĆ to co jest przedmiotem wiary w praktyce, w konkretnych uwarunkowaniach) pominie, to według mnie wcale nie wierzy, tylko jest oszustem, czczym wyznawcą, kimś o kim Jezus mówi "ten lud czci mnie wargami".
Dlatego stoję po stronie tych, którzy ODWAŻNIE PYTAJĄ I STAWIAJĄ PROBLEMY, bo to PROBLEMAMI MYŚLIMY. Kto problemów nie stawia, nie rozwiązuje ich, ten w istocie OLAŁ SPRAWĘ.
Dla mnie wszyscy Ci, co za autorytetami coś powtarzają, ale nie biorą na swoje barki trudu zmierzenia się z pytaniami, wątpliwościami, kłopotami interpretacyjnymi, DOSTOSOWANIEM sensu aspektów wiary do coraz to nowych uwarunkowań, to olewusy. Może to olewusy będą czuły się dobrze w grupie, w której wszyscy tak samo OLEWAJĄ SENS i poszukiwanie, a skupiają się na symbolach i ślepym posłuszeństwie, które dają im głównie wspólnotowość. Ale dla mnie to nie są żadni wierni. To są raczej bałwochwalcy, bo oni nie czczą Boga (nie interesuje ich jak się ma ich umysł do oczekiwań Boga), ale czczą swoją wspólnotę i swoje autorytety (nawet jeśli te autorytety, ogłosiły się, że właśnie od Boga są przysłane - choć ogłosić każdy sobie może co zechce).
Nieraz zastanawiałem się nad tym: czy gdybym urodził się w rodzinie muzułmańskiej, to znalazłbym w sobie minimum szansy na pójście za Jezusem?
- Jeśli rządzi zasada: na szczycie wszelkiego uznania jest posłuszeństwo autorytetom, to MUSIAŁBYM być fanatykiem islamskim. Wszak ten autorytet byłby tym, który poznałem.

Aby odrzucić to, że powinienem (w którejś z opcji) zostać fanatykiem islamskim MUSZĘ ODRZUCIĆ ZASADĘ AUTORYTETU jako czegoś absolutnego. Dlatego WIERZĘ, ŻE BÓG WYMAGA ODE MNIE PEWNEGO MINIMUM SAMODZIELNOŚCI I KRYTYCYZMU W MYŚLENIU.
A myślenie, to dostosowywanie jednych aspektów rozumienia do innych, to wątpienie, poszukiwanie, podważanie wcześniejszych sposobów rozumienia czegoś, w celu zastąpienia ich myśleniem lepszym. Uważam ostatecznie, że Bogu raczej spodoba się postawa kogoś, kto wiąże drogę do niego z tak rozumianą uczciwością, niż z olewaniem tego, jak w rzeczywistości stan mojego umysłu wiąże się z frazami, w które rzekomo "wierzę".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 22:10, 31 Mar 2021, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19377
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:21, 01 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

fedor napisał:
Tu można obejrzeć sobie opłakane skutki jakie w Kościele szwedzkim przyniosło ciągłe dostosowywanie się Kościoła do żądań swoich przeciwników:

Szwecja: Biskup – lesbijka wzywa do zrywania krzyży z kościołów. Wszystko, żeby zadowolić muzułmanów...

[link widoczny dla zalogowanych]

Chrześcijaństwo rozwijało się tylko wtedy gdy było konfrontacyjne. Tam gdzie nie jest konfrontacyjne wtapia się w świat i ostatecznie zanika bo niczym się już od świata nie różni. Nie jest już wtedy nikomu do niczego potrzebne. Podporządkowywanie religii scjentyzmowi jest jednym z elementów tego wtapiania się w świat

Ten fragment wypowiedzi chcę osobno skomentować.
Uważam, że fedor z palca wyssał tutaj sobie tezę. To, czy jakiś wybryk jakiejś lesbijki jest efektem "ciągłego dostosowywania się Kościoła do żądań swoich przeciwników" jest bardzo arbitralną interpretacją. W Szwecji w ogóle katolików jest na tyle mało (jest najwięcej protestantów, - 54%, zaś wyznanie katolickie jest tam daleko za protestantami, prawosławnymi, a nawet je za populacją muzułmanów), że "dostosowywanie się Kościoła (katolickiego) do przeciwników" jest akurat w tym kraju nieistotne. I tak tam Kościół właściwie nic nie ma do powiedzenia. Równie dobrze zatem można wysnuć tezę, że coś złego co się dzieje w kraju muzułmańskim też jest spowodowane tym, że Kościół się tak "dostosował" (czyli co? - chodzi o to, że nie podbił tego kraju i nie zaprowadził tam siłą własnych zasad?...).
Jest dość podstawowe pytanie: co można osiągnąć FORSOWANIEM swoich poglądów?

Bo to, że ktoś 10 razy, 100 razy, a nawet 1000 razy powtórzy "ja mam rację, musicie mnie słuchać, bo wszyscy co widzą rzecz inaczej się mylą!" - czy aby na pewno to działa?
Czy na pewno chodzi w walce idei o owo bycie twardym i nieustępliwym W STWIERDZANIU SWEGO?

Różnica między nami jest taka, że chyba Ty zdajesz się wierzyć, że to działa.
Dla mnie zaś jest odwrotnie - ja z zasady traktuję jako niewiarygodne, podejrzane o manipulację i fałsz te sposoby przekazu, które polegają na UNIKANIU WYJAŚNIANIA DYLEMATÓW, a zamiast tego okazywaniu POSTAWY UPORU MENTALNEGO, czyli wykrzykiwaniu, jak to ja mam rację, bo taki twardziel jestem. Ja z góry mam wyśmianych i zlekceważonych wszystkich tych ideologów, którzy nie umieją się ZAGŁĘBIĆ W PROBLEM DO SAMEGO DNA. Dla mnie zapewniania o swojej racji nie znaczą nic, to marketing, manipulacja. W moim umyśle sama twardość stwierdzeń, jeśli jest przez kogoś prezentowana jest raczej czynnikiem umniejszającym wiarogodność przekazu, niż ją powiększającym.
Człowiek, który coś rozumie, jest w stanie to wytłumaczyć, a nie po prostu wykrzykiwać "ja mam rację!".
I odwrotnie - jeśli ktoś zaczyna od wykrzykiwania "ja mam rację!" , to dla mnie jest to raczej głos, że zapewne nie rozumie tego, co mówi, jest niekompetentny, a do tego próbuje manipulować, czyli właściwie przysługuje mu epitet bliski pojęciu oszusta.

Można by powiedzieć: kościół powinien postawić twarde warunki i nie cofać się ani o krok, wtedy będzie wiarygodny. Problem z taką strategią w dzisiejszych uwarunkowaniach jest taki, że być może będzie tak, iż coraz to kolejne rzesze ludzi przyjmą postawę w tylu "to stawiajcie sobie te wasze warunki, mnie to obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg". Bycie bezkompromisowym samo w sobie nikogo nie przekona, jeśli ktoś nie zechce w ogóle okazać tym tezom minimalnego zainteresowania.
Uważam, że polski Kościół stanął właśnie w obliczu tego, że nawet nie będą się mu w większości ludzie sprzeciwiali. Tylko ominą, zignorują cały problem, zajmą się swoim życiem tak, jakby to, co Kościół głosi nigdy nie istniało.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2835
Przeczytał: 13 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:52, 01 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

fedor napisał:
Na jakim niby "sceptycyzmie" się opiera nauka? Co niby "testuje"? Kto przetestował bajkę darwinowską? Kto ją niby "obserwował"? Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki. Jaki niby "racjonalizm", jak ty od lat nie jesteś w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie o to co to jest "racjonalność". Jaka "wiedza"? Tego też nie jesteś w stanie zdefiniować od lat i dać choć jeden dowód, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Tak więc od lat opowiadasz tylko na tym forum wciąż te same scjentystyczne bajeczki i wierzysz jedynie w niesprawdzone mrzonki

Powiedzial wyznawca covidianizmu, religi opartej na scjentystycznych bajkach.


Ostatnio zmieniony przez mat dnia Czw 22:57, 01 Kwi 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 2632
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:32, 01 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

mat napisał:
fedor napisał:
Na jakim niby "sceptycyzmie" się opiera nauka? Co niby "testuje"? Kto przetestował bajkę darwinowską? Kto ją niby "obserwował"? Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki. Jaki niby "racjonalizm", jak ty od lat nie jesteś w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie o to co to jest "racjonalność". Jaka "wiedza"? Tego też nie jesteś w stanie zdefiniować od lat i dać choć jeden dowód, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Tak więc od lat opowiadasz tylko na tym forum wciąż te same scjentystyczne bajeczki i wierzysz jedynie w niesprawdzone mrzonki

Powiedzial wyznawca covidianizmu, religi opartej na scjentystycznych bajkach.


Widzę mat, ze lubisz kopać leżącego xD Ale może lepiej mu odpuść i tak już niezły wycisk tu dostał od swoich braci w wierze.

chociaż w sumie też kopnę:

fedor napisał:
Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki.


A Kościół uznał:
"Papież Jan Paweł II w przesłaniu „Magisterium Kościoła wobec ewolucji”, skierowanym do członków Papieskiej Akademii Nauk, w 1996 r. stwierdził wprost, że „teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą” oraz „zbieżność wyników niezależnych badań – bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana – sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii”."
[link widoczny dla zalogowanych]

Jak widać Kościół uznaje same bajki :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 7:35, 02 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

mat napisał:
fedor napisał:
Na jakim niby "sceptycyzmie" się opiera nauka? Co niby "testuje"? Kto przetestował bajkę darwinowską? Kto ją niby "obserwował"? Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki. Jaki niby "racjonalizm", jak ty od lat nie jesteś w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie o to co to jest "racjonalność". Jaka "wiedza"? Tego też nie jesteś w stanie zdefiniować od lat i dać choć jeden dowód, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Tak więc od lat opowiadasz tylko na tym forum wciąż te same scjentystyczne bajeczki i wierzysz jedynie w niesprawdzone mrzonki

Powiedzial wyznawca covidianizmu, religi opartej na scjentystycznych bajkach.


Nie ma w covidzie nic "scjentystycznego". Scjentyzm za to od lat uprawiają ateiści na forach, z tobą na czele

A tak przy okazji, idziesz w poniedziałek do pracy? Jesteś przecież ateistą więc powinieneś normalnie pracować w czasie gdy katolicy świętują. Ale oczywiście nie pójdziesz i będziesz trollował w tym wolnym czasie na tym forum. Jesteś więc typowym ateistycznym hipokrytą

Kruchy04 napisał:
Widzę mat, ze lubisz kopać leżącego xD


Jakiego niby "leżącego"? On sam leży od dawna. Tak jak zresztą ty. Właśnie zostałeś dopiero co skopany w tym wątku:

http://www.sfinia.fora.pl/rozbieranie-irracjonalizmu,29/rozumowanie-indukcyjne-czyli-oparte-o-wiare,18589-25.html#587347

Kruchy napisał:
Ale może lepiej mu odpuść i tak już niezły wycisk tu dostał od swoich braci w wierze.


Gdzie niby ten "wycisk"? Masz na myśli te ściany tekstu Michała, gdzie odleciał i dyskutuje jak zwykle sam ze sobą, a nie z tym co napisałem? Michał zresztą sam przyznał, że katolikiem jest już tylko z nazwy więc jak z nim polemizować w kwestii obrony katolickiej prawowierności:

http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/niepojetosc-boga-a-dobro,18175-25.html#583619

Ze swoimi poglądami Michał jest prędzej protestantem niż katolikiem. Tak więc może skomentuję potem to co Michał wyżej napisał bo na razie nie widzę tam nic o co mógłbym zaczepić klawiaturę. A poza tym ja mam zasadę, że staram się jak najmniej polemizować z innymi teistami. Niech sobie mają swoje zdanie

Kruchy napisał:
fedor napisał:
chociaż w sumie też kopnę:
Żaden szanujący się sceptyk nie uznałby takiej bajki.


A Kościół uznał:
"Papież Jan Paweł II w przesłaniu „Magisterium Kościoła wobec ewolucji”, skierowanym do członków Papieskiej Akademii Nauk, w 1996 r. stwierdził wprost, że „teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą” oraz „zbieżność wyników niezależnych badań – bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana – sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii”."
[link widoczny dla zalogowanych]

Jak widać Kościół uznaje same bajki :)


Marnie się postarałeś. JPII wcale nie uznał bajki darwinowskiej w 1996 roku. Ile można manpulować tym co wtedy powiedział. Jak widać, darwiniści wciąż stosują tę samą manipulację słowami JPII i nic więcej nie mają. Tutaj więcej na temat tego jak manipulują tymi słowami JPII:

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pią 13:19, 02 Kwi 2021, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2835
Przeczytał: 13 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:30, 02 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

fedor napisał:
Nie ma w covidzie nic "scjentystycznego".

Jest wszystko, o bajce covidowej dowiedziałeś się tylko dlatego, bo w TV powiedzieli ci o tym naukowcy, którzy nie nie mają żadnej wiedzy ani żadnego dowodu, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Twoj covidianizm to tylko scjentystyczna bajeczka.

fedor napisał:
A tak przy okazji, idziesz w poniedziałek do pracy? Jesteś przecież ateistą więc powinieneś normalnie pracować w czasie gdy katolicy świętują. Ale oczywiście nie pójdziesz i będziesz trollował w tym wolnym czasie na tym forum. Jesteś więc typowym ateistycznym hipokrytą

Covidiańska ofiaro scjentystów, nie zmieniaj tematu, zawsze mozesz żałożyć nowy temat: ateiści święcą jaja z katolikami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:43, 02 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

mat napisał:
fedor napisał:
Nie ma w covidzie nic "scjentystycznego".

Jest wszystko, o bajce covidowej dowiedziałeś się tylko dlatego, bo w TV powiedzieli ci o tym naukowcy, którzy nie nie mają żadnej wiedzy ani żadnego dowodu, że nauka w ogóle posiada jakąkolwiek poprawną wiedzę o czymkolwiek. Twoj covidianizm to tylko scjentystyczna bajeczka.


Scjentystyczne bajeczki opowiadasz tu nadal tylko ty i inni ateiści bo covid to żaden "scjentyzm"

mat napisał:
fedor napisał:
A tak przy okazji, idziesz w poniedziałek do pracy? Jesteś przecież ateistą więc powinieneś normalnie pracować w czasie gdy katolicy świętują. Ale oczywiście nie pójdziesz i będziesz trollował w tym wolnym czasie na tym forum. Jesteś więc typowym ateistycznym hipokrytą

Covidiańska ofiaro scjentystów, nie zmieniaj tematu, zawsze mozesz żałożyć nowy temat: ateiści święcą jaja z katolikami.


A widzisz jak cię przyszpiliłem, hipokryto. Aż tak, że cię zatkało i nie odpowiedziałeś :mrgreen:

Nowy temat niepotrzebny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 4310
Przeczytał: 66 tematów


PostWysłany: Sob 7:02, 03 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

fedor napisał:

A tak przy okazji, idziesz w poniedziałek do pracy? Jesteś przecież ateistą więc powinieneś normalnie pracować w czasie gdy katolicy świętują. Ale oczywiście nie pójdziesz i będziesz trollował w tym wolnym czasie na tym forum. Jesteś więc typowym ateistycznym hipokrytą

Pomijając ewidentną głupotę tego wpisu (zarówno w kwestii tego, co nazwano hipokryzją jak i sugerowania, że ateista powinien iść do pracy w dniu ustawowo wolnym od pracy), to warto zauważyć, że 1) nawołuje się do dalszego podziału społeczeństwa, 2) hipokryzję zarzucił człowiek, który słynie na Śfini z obrażania swoich oponentów (a nawet nie tylko, Michała Dyszyńskiego też obrażał) jednocześnie za mistrza mając człowieka, który za jedno z najważniejszych przykazań uważał miłość bliźniego, 3) hipokryzję zarzucił człowiek, który za słowo od Boga ma księgę, w której napisano też słowa*, wobec których zachowanie tego człowieka stoi w sprzeczności, 4) a wreszcie hipokryzję zarzucił członek Kościoła, który ciągle pouczając innych, sam w swoich szeregach ma (i nierzadko ukrywa) ludzi, którzy wykorzystują seksualnie nieletnich, 5) hipokryzję zarzucił członek Kościoła, którego Mistrzem jest człowiek nauczający, że jedną z najważniejszych cnot jest ubóstwo, a który to Kościół zmierza w kierunku nieopodatkowanej działalności gospodarczej i którego wielu członków mając usta pełne frazesów, w praktyce w swojej działalności politycznej kieruje się przede wszystkim chęcią zysku.

* Wiedzcie, bracia moi umiłowani: każdy człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu. Gniew bowiem męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej. Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo.
Jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.
(Jk 1, 19-27)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 8:09, 03 Kwi 2021    Temat postu: Re: Antynaukowość KK

anbo napisał:
fedor napisał:

A tak przy okazji, idziesz w poniedziałek do pracy? Jesteś przecież ateistą więc powinieneś normalnie pracować w czasie gdy katolicy świętują. Ale oczywiście nie pójdziesz i będziesz trollował w tym wolnym czasie na tym forum. Jesteś więc typowym ateistycznym hipokrytą

Pomijając ewidentną głupotę tego wpisu (zarówno w kwestii tego, co nazwano hipokryzją jak i sugerowania, że ateista powinien iść do pracy w dniu ustawowo wolnym od pracy),


Żadnej "głupoty" tu nie wykazałeś. Za to ateiści jak najbardziej są hipokrytami nie pracując w katolickie święta. Ustawowo? Ale przecież ustawa wynika z katolickiego święta więc wracamy do punktu wyjścia. Poza tym w tych czasach nie jest problemem pracować nawet w dni ustawowo wolne od pracy. Wiele firm pracuje w święta. A ty anbuś podobno pracujesz na swoim w domu. Nie pracując więc w katolickie święta zachowujesz się właśnie jak hipokryta

anbo napisał:
to warto zauważyć, że 1) nawołuje się do dalszego podziału społeczeństwa,


I bardzo słusznie. Wielu hipokrytów ateistycznych powinno się jasno określić zamiast udawać niepracujących katolików, którzy świętują w święta zamiast pracować

anbo napisał:
2) hipokryzję zarzucił człowiek, który słynie na Śfini z obrażania swoich oponentów (a nawet nie tylko, Michała Dyszyńskiego też obrażał) jednocześnie za mistrza mając człowieka, który za jedno z najważniejszych przykazań uważał miłość bliźniego,


Z tego, że coś określam dosadnie nie znaczy, że kogokolwiek "obrażam". To tylko twój chochoł

anbo napisał:
3) hipokryzję zarzucił człowiek, który za słowo od Boga ma księgę, w której napisano też słowa*, wobec których zachowanie tego człowieka stoi w sprzeczności,


Ten cytat nie tyczy się mnie bo nie jestem osobą skorą do gniewu. Polemika nie jest tożsama z "gniewem". Anbuś naciąga, jak zwykle

anbo napisał:
4) a wreszcie hipokryzję zarzucił członek Kościoła, który ciągle pouczając innych, sam w swoich szeregach ma (i nierzadko ukrywa) ludzi, którzy wykorzystują seksualnie nieletnich,


Ale ja nie wykorzystuję nieletnich. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Anbuś popełnia tu tak typowy dla lewaków błąd logiczny generalizacji

anbo napisał:
5) hipokryzję zarzucił członek Kościoła, którego Mistrzem jest człowiek nauczający, że jedną z najważniejszych cnot jest ubóstwo, a który to Kościół zmierza w kierunku nieopodatkowanej działalności gospodarczej i którego wielu członków mając usta pełne frazesów, w praktyce w swojej działalności politycznej kieruje się przede wszystkim chęcią zysku


Typowe dla lewaków wypaczone pojęcie Kościoła. Najlepiej jakby księża mieszkali w szałasach i jeździli na osiołkach :mrgreen:


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 8:12, 03 Kwi 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 4310
Przeczytał: 66 tematów


PostWysłany: Sob 11:48, 03 Kwi 2021    Temat postu:

Fedor, jak to ma w zwyczaju, wyprodukował szereg oczywistych głupot. Szkoda czasu, swoją odpowiedzią spowodowałbym tylko wygenerowanie przez niego jeszcze więcej bredni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:23, 03 Kwi 2021    Temat postu:

anbo napisał:
Fedor, jak to ma w zwyczaju, wyprodukował szereg oczywistych głupot. Szkoda czasu, swoją odpowiedzią spowodowałbym tylko wygenerowanie przez niego jeszcze więcej bredni.


Ale się anbuś "wysilił" z polemiką :mrgreen:

Ewidentna mentalna kapitulacja. Tak to jest jak skończył się już zapas tricków erystycznych i chwytów manipulacyjnych

Idź pomóż żonie przy przygotowaniach do obiadu świątecznego. Pozmywaj, czy coś. Bo tylko siedzisz tu całe dnie i pierdzielisz głupoty


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 12:26, 03 Kwi 2021, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2835
Przeczytał: 13 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:44, 03 Kwi 2021    Temat postu:

anbo napisał:
Fedor, jak to ma w zwyczaju, wyprodukował szereg oczywistych głupot. Szkoda czasu, swoją odpowiedzią spowodowałbym tylko wygenerowanie przez niego jeszcze więcej bredni.

Podświadomie zdaje sobie sprawe, że jako wyznawca covidianizmu jest zakłamanym hipokrytą, bezwolnym narzędziem arbitralnej nauki oraz iluzorycznych opini wydawanych przez scjentystów, więc zmienił temat na święcone jaja ateistów. A Ty dałeś się podpuścic ;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 7:33, 04 Kwi 2021    Temat postu:

mat napisał:
anbo napisał:
Fedor, jak to ma w zwyczaju, wyprodukował szereg oczywistych głupot. Szkoda czasu, swoją odpowiedzią spowodowałbym tylko wygenerowanie przez niego jeszcze więcej bredni.

Podświadomie zdaje sobie sprawe, że jako wyznawca covidianizmu jest zakłamanym hipokrytą, bezwolnym narzędziem arbitralnej nauki oraz iluzorycznych opini wydawanych przez scjentystów, więc zmienił temat na święcone jaja ateistów. A Ty dałeś się podpuścic ;)


Przed koronawirusem ostrzega mnie episkopat:

[link widoczny dla zalogowanych]

A poza tym sam mogę sobie obejrzeć wirusa pod mikroskopem i nie ma to nic wspólnego z żadnym "scjentyzmem"

A ty jesteś hipokrytą bo jako ateista powinieneś iść do tyrki w Wielkanocny poniedziałek, a będziesz dzięki Kościołowi, na który tu plujesz od lat, siedział w poniedziałek na wolnym. I to jest dopiero mega hipokryzja u ateistów


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Nie 7:35, 04 Kwi 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2835
Przeczytał: 13 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:00, 04 Kwi 2021    Temat postu:

fedor napisał:
Przed koronawirusem ostrzega mnie episkopat

A od kogo ofiaro scjentyzmu episkopat wie o koronawirusie? Chyba nie z katechizmu. Ano od kapłanów nauki i ich arbitralnych bajek. Ale i to nie dziwi, tzw. episkotapot to mistrzowie hipokryzji; głoszą skromność a żygają bogactwem, demaskują pedałów a sami pedałami są, grzmią o obronie życia dzieci, a chronią pe.dofil.ów itp, itd. Nic dziwnego, że oddają pokłon bożkom scjentyzmu.

fedor napisał:
A poza tym sam mogę sobie obejrzeć wirusa pod mikroskopem i nie ma to nic wspólnego z żadnym "scjentyzmem"

Nie masz ani dostępu do prawdy ani nie jesteś w stanie przeprowadzić żadnego dowodu (tym bardziej, że nawet nie wiesz co to dowód) na to co widzisz, a juz twierdzić, że to co widzisz powoduje cokolwiek, to już tylko twoja scjentystyczna fantazja.

fedor napisał:
A ty jesteś hipokrytą bo jako ateista powinieneś iść do tyrki w Wielkanocny poniedziałek, a będziesz dzięki Kościołowi, na który tu plujesz od lat, siedział w poniedziałek na wolnym. I to jest dopiero mega hipokryzja u ateistów

Nawet gdybym święcił wodą świeconą własne jaja, księdzu sprowadzał dziwki a hossane spiewał episkopatowi, w niczym nie zmienia to faktu, że jesteś biedaku ofiarą scjentystycznej religii covidianizmu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 4992
Przeczytał: 117 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 6:18, 05 Kwi 2021    Temat postu:

mat napisał:
fedor napisał:
Przed koronawirusem ostrzega mnie episkopat

A od kogo ofiaro scjentyzmu episkopat wie o koronawirusie? Chyba nie z katechizmu. Ano od kapłanów nauki i ich arbitralnych bajek.


Scjentyzm to na przykład twoje opowiadane tu na forum od lat bajki o tym, że nauka już wie wszystko o świecie, włącznie z tym, że Boga nie ma. To jest scjentyzm. I covid nie ma z tym nic wspólnego, wszystko ci się już pomieszało bo stary już jesteś, mat(ołku)

mat napisał:
Ale i to nie dziwi, tzw. episkotapot to mistrzowie hipokryzji;


Póki co to największym hipokrytą jesteś dzisiaj ty. Powinieneś zapierdalać do roboty, a siedzisz dziś w chałupie na wolnym dzięki katolikom, na których plujesz na tym forum od lat i nawet dzisiaj gdy masz dzięki nim wolne. Jesteś obrzydliwym ateistycznym hipokrytą i podłą kreaturą. Jak zresztą większość znanych mi ateistów

mat napisał:
głoszą skromność a żygają bogactwem,


To tylko mrzonki, w które wierzy każdy ateusz:

[link widoczny dla zalogowanych]

mat napisał:
demaskują pedałów a sami pedałami są,


To też tylko ateistyczne bajki. Jak niby ateusz, który jest niedorozwinięty umysłowo z definicji, miałby sprawdzić czy jakikolwiek ksiądz jest pedałem? Tak więc to tylko bajka w jaką ateusze wierzą. No chyba, że sam jesteś pedałem mat(ołku) i piszesz o tym z własnego doświadczenia. Wybzykał cię jakiś pedzio w koloratce? Opowiedz nam o tym. Bo jeśli nie sprawdziłeś tej kwestii przy pomocy własnego odbytu to po prostu opowiadasz nam tu bajki. No więc jak? Czekam na odpowiedź i tutaj mam zamiar pocisnąć

mat napisał:
grzmią o obronie życia dzieci, a chronią pe.dofil.ów itp,


Rzekoma plaga peedofilii w Kościele to prawie w całości jest wymysł ateuszy:

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

mat napisał:
itd. Nic dziwnego, że oddają pokłon bożkom scjentyzmu.


To tylko twoje kolejne urojenia, chory na głowę ateuszu

mat napisał:
fedor napisał:
A poza tym sam mogę sobie obejrzeć wirusa pod mikroskopem i nie ma to nic wspólnego z żadnym "scjentyzmem"

Nie masz ani dostępu do prawdy ani nie jesteś w stanie przeprowadzić żadnego dowodu (tym bardziej, że nawet nie wiesz co to dowód) na to co widzisz, a juz twierdzić, że to co widzisz powoduje cokolwiek, to już tylko twoja scjentystyczna fantazja.


Bo żadnego "dowodu" w tych kwestiach nie potrzebuję i to tylko twoja scjentystyczna fantazja. Wystarczy zasada ostrożności i żaden "scjentyzm" nie jest tu potrzebny. Boli was wytykanie wam scjentyzmu od lat na tym forum i stąd twoja próba nieudolnego odgryzania się. Ale marnie ci idzie

mat napisał:
fedor napisał:
A ty jesteś hipokrytą bo jako ateista powinieneś iść do tyrki w Wielkanocny poniedziałek, a będziesz dzięki Kościołowi, na który tu plujesz od lat, siedział w poniedziałek na wolnym. I to jest dopiero mega hipokryzja u ateistów

Nawet gdybym święcił wodą świeconą własne jaja, księdzu sprowadzał dziwki a hossane spiewał episkopatowi, w niczym nie zmienia to faktu, że jesteś biedaku ofiarą scjentystycznej religii covidianizmu.


Nie jestem i już wyżej to wykazałem. A ty jesteś obrzydliwym ateistycznym hipokrytą bo dziś dzięki katolikom masz wolne i mimo to plujesz na wszystko co katolickie nie tylko dziś, ale od lat. Typowa ateistyczna niewdzięczna menda


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pon 6:29, 05 Kwi 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 4310
Przeczytał: 66 tematów


PostWysłany: Pon 8:05, 05 Kwi 2021    Temat postu:

mat napisał:
A Ty dałeś się podpuścic ;)

Mnie ten zarzut nie dotyczy, bo nie brałem udziału w waszej dyskusji. Doskonale widzę, gdzie fedor próbuje skierować rozmówcę na manowce, gdzie chce go zmusić, żeby dowodził, że nie jest wielbłądem, z czegoś się tłumaczył, coś wyjaśniał itp. Ja to widzę i wybieram to, na co chcę odpowiedzieć. Można powiedzieć tak: Złapał Turek Tatarzyna? Nie, to Tatarzyn za łeb Turka trzyma.
Najkrócej mówiąc chciałem pokazać, że mamy do czynienia z sytuacją, gdzie mający w swoim (szeroko rozumianym) oku belkę, zarzuca komuś, że ma w swoim drzazgę. Drzazgę w dodatku nieistniejącą, bo hipokryta to - najogólniej mówiąc - człowiek skrywający za pięknymi pozorami swoje prawdziwe brzydkie oblicze, więc zarzut, że ateiści nie pracują w czasie katolickich świąt, które są ustawowo wolne od pracy, jest idiotyczny. Ateista przecież nie udaje tu praktykującego katolika.
No i szkodliwy, bo jest to próba dzielenia społeczeństwa i to na niesprawiedliwej zasadzie typu "kto nie pali, ten ma przerwę w pracy, a kto nie pali, ten sprząta.".
Załóżmy, że jakiś ateista otwiera swój sklepik w święto ustawowo wolne od pracy. Raz, że nie zarobi nawet na prąd, to dwa zarzucą mu, że ostentacyjnie kłuje wiernych swoją bezbożnością, brakiem szacunku dla wierzących, dla tradycji narodowych, czyli ma ją za nic, nie jest patriotą, jest pseudopolakiem. Wyobraźmy sobie, że ateista domaga się pracy w zakładzie, który z powodu świąt jest zamknięty - specjalnie dla niego trzeba by było zmienić organizację pracy, co wiązałoby się z kosztami. Kto jak kto, ale fedor chętnie zawsze znajdzie jakiś kij na ateistów, więc gdyby ateiści tak się zachowywali w czasie świąt, to krytykowałby ich za to, a nie jak teraz za coś przeciwnego.
Nagrodę Templetona dostał kiedyś ateista Martin Rees, który chociaż nie wierzy w Boga, to od czasu do czasu chodzi do kościoła, bo to dla niego uczestnictwo w narodowej tradycji. Tak samo można widzieć uczestnictwo ateistów w świętach katolickich chociaż u ateistów będzie to ograniczone do spotkania towarzyskiego, okazji do rozmów i podtrzymywania więzi rodzinnych. Zwłaszcza, że także u wielu katolików do tego to się ogranicza albo przynajmniej to jest w obchodzeniu świąt dla nich najważniejsze. (Żeby nie powiedzieć, że jedzenie i picie.) Znam z autopsji rodziny katolickie, gdzie przy światecznym stole w ogóle nie są poruszane tematy religijne.
W judaizmie jest odłam "judaizm humanistyczny", którego wyznawcy chcą zachować żydowską tożsamość chociaż nie wierzą w Boga - to dobry przykład, jak religię można wykorzystać do łączenia, a nie dzielenia, jak chcieliby to robić tacy katolicy jak fedor (bo nie jest on niestety jedynym, który głosi pogląd, że ateiści powinni pracować w święta katolickie chociaż to święto ustawowo wolne od pracy). Fedor jest jednym z tych, którzy sądząc, że dobro czynią, zło czynią.
I tym nie optymistycznym akcentem kończę, bo niedługo dalszy ciąg podtrzymywania więzi rodzinnych itd., itp., a i z psami trzeba (i warto) wyjść na spacer.


Ostatnio zmieniony przez anbo dnia Pon 8:09, 05 Kwi 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin