Autor Wiadomość
neko
PostWysłany: Nie 21:26, 01 Lut 2009    Temat postu:

kawy filiżanka napisał:
Świat poszedł naprzód, to dlaczego model Boga pozostał w tyle? Na pewno ktoś tego chciał. Jacyś pazerni ludzie!
W tyle pozostało jeszcze parę innych rzeczy, które przez tysiąclecia zmieniły się nie więcej, niż model Boga: miłość, chęć posiadania potomstwa, chciwość, żądza władzy i takie tam jeszcze.
neko
PostWysłany: Nie 21:21, 01 Lut 2009    Temat postu:

Budyy napisał:
Akurat odwrotnie. Naukę nie tworzyli ludzie bardzo religijni ale raczej tacy religianci którzy mieli do niej obojętny stosunek. (Kopernik, Galileusz, Bruno, Da Vinci). Głębokie przemyślenia religijne nie sprawiły żadnych znaczących odkryć u takich wybitnych myślicieli jak Augustyn czy też Tomasz. Ci goście trwonili swoje zdolności na jałowych dyskusjach udawadniając, że wielbłąd w istocie jest garbaty.


Czy tylko nauki eksperymentalne mają wartość? Trudno powiedzieć, żeby Augustyn roztrwonił swoje zdolności, skoro jego „Wyznania” są wydawane wciąż na nowo, we wszystkich językach, od półtora tysiąca lat. A jeśli chodzi o nauki eksperymentalne, czy w ogóle ścisłe: przecież one nie powstały jednocześnie z ludzkością. Najpierw była ciekawość, zastanawianie się, jak rzeczy powstają, i jak przemijają, skąd wziął się świat – to wszystko, co nazywasz „jałowymi dyskusjami”. Zauważ, że niemal po czasy Oświecenia naukę tworzyli filozofowie, ludzie, którzy próbowali dociec natury świata i natury Boga. Owszem, już wcześnie pojawili się eksperymentatorzy (Robert Grossetete, Roger Bacon – w XIII w.), ale trwało jeszcze bardzo długo, zanim idea eksperymentu przebiła się do świadomości elit intelektualnych. Po prostu, nauka zaczęła się od spekulacji, i powoli dochodziła od spekulacji do empiryzmu. Tak jak dziecko: zaczyna w szkole od narysowania wiatraka, nauczenia się wierszyka o wiatraku, i dopiero po wielu latach uczy się, na jakiej zasadzie wiatrak działa. Przecież nie można powiedzieć, że rysunki i wierszyki były niepotrzebne, przeciwnie, były konieczne. Tak samo w przypadku ludzkości: wszystkie stadia rozwoju myśli ludzkiej były konieczne.
Oczywiście, że „głębokie przemyślenia religijne nie sprawiły żadnych znaczących odkryć” - bo nie odkrycia naukowe były ich celem; Szekspir i Mozart też nie dokonali znaczących odkryć naukowych, a czy to umniejsza ich znaczenie?
kawy filiżanka
PostWysłany: Sob 1:21, 31 Sty 2009    Temat postu:

Budyy napisał:

Coś co stworzyło świat niekoniecznie musi być istotą inteligentną. Jest też opcja nieskończonego ciągu stwórców jak i ciągu nieskończonej ilości światów równoległych.
Bozia z moim ateizmem się nie kłóci i można ją przyjąć jako jedną z prawdopodobnych opcji. Nie muszę w nic wierzyć, nie muszę nic zakładać, po prostu nie wiem.


I to jest najlepsza odpowiedź - nie wiem.
Ateistyczne "stworzenie świata" jest tak samo nieprawdopodobne, jak teologiczne i rzeczywiście te dwa poglądy są nierozstrzygalne, a może nawet równoprawne.
Nauka jest w stanie cofnąć się do momentu BB i uznaje się, że powstał z niczego. W obu przypadkach jest kreacja, a w tym pierwszym występuje sprawca tego stworzenia , Bóg - śmieszny, ale lepszy, niż nic.
Gdyby się zastanowić nad stworzeniem ateistycznym, to "nie wiem" można rozbudować na większe "nie wiem".
Okres poprzedzający BB jest hipotezą i poszukuje się zmarszczek pola grawitacyjnego świadczące o czasie sprzed BB. Oczywiście jest to słuszny pogląd, ponieważ związek przyczynowo skutkowy daje nam podstawy do takiego myślenia, jednak czy do końca słuszny?
Czasoprzestrzeń powstała w tym samym momencie, co cała materia, a więc czas i przestrzeń. Nie można pytać, co było wcześniej, skoro tego "wcześniej" nie było - takiego pytania nie można postawić.
Można jeszcze wykorzystać związek przyczynowo skutkowy i wszystko sprzed BB jest przyczyną, a po BB jest skutkiem. Przyczyna wcale nie musi mieć przyczyny i może być jakimś stanem, o którym nie mamy pojęcia i może być przed nami zakryte na zawsze. To nasz sposób postrzegania każe nam zakładać pojęcie i byty dla nas zrozumiałe, obojętnie, czy jest to myślenie teistyczne, czy ateistyczne. Tak został ukształtowany nasz mózg i jego funkcjonowanie, że tworzymy w nim siatki pojęciowe, odzwierciedlające rzeczywistość codzienną. I ta rzeczywistość codzienna u większości ludzi buduje modele Boga i aktów stworzenia zrozumiałych dla nas, ale tych sprzed paru tysięcy lat, prymitywnych pasterzy.
Świat poszedł naprzód, to dlaczego model Boga pozostał w tyle? Na pewno ktoś tego chciał. Jacyś pazerni ludzie!
Budyy
PostWysłany: Pią 10:38, 30 Sty 2009    Temat postu:

Cytat:
Czy ktoś to przyznaje, czy nie – wszyscy nie mamy pojęcia, jak powstał świat.
Teiści przyjmują (nie wiedzą, tylko przyjmują), że świat został stworzony przez Boga.
Ateiści przyjmują (nie wiedzą, tylko przyjmują), że świat nie został stworzony przez Boga.

Ateiści nie wykluczają stworzenia świata przez "Boga". Jest to jedna z możliwości którą nawet Dawkins rozpatruje aczkolwiek nie wydaje nam sie wysoce prawdopodobna.

Cytat:

Podejrzewam, że na prywatny użytek i Ty coś tam sobie myślisz na temat pochodzenia świata.

Powiedz co ja będę miał ze zrobienia takiego założenia? Absolutne zero korzyści. Po co mam więc coś takiego zakładać. To tak jakby buchnęli Ci w autobusie portfel. Absolutnie nie wiem kto to mógł zrobić ale według waszej teorii miałbym założyć, że zrobił to gruby łysy z łańcuchem na szyi bo tak pewnie wygląda domniemany złodziej i tak go sobie wyobraża populus. NIe można oczywiście wykluczyć, że tak było ale mi nie daje to żadnej korzyści. Nie mam portfela i nie wiem kto mi go buchnął a założenie dresa jako sprawcy zaszufladkuje pewne zjawisko na zasadzie stereotypu. Później będę bał sie wszystkich grubych łysych dresów (słusznie aczkolwiek z innego powodu) i zakładał że to złodzieje. O ile wśród nich większosc to złodzieje to będzie to racjonalne ale jeżeli nie (kieszonkowcy to zwykle niewyróżniający się kolesie) to skupiam uwagę nie tam gdzie trzeba i jestem łatwiej okradalny.

Cytat:
Niezupełnie. To było uczenie się myślenia, tworzenie pojęć, oswajanie się z pojęciami abstrakcyjnymi. To była droga, mentalne przygotowywanie się ludzkości do rozwijania tej nauki, która zaczęła się od Galileusza – a nie żadna strata czasu.

Akurat odwrotnie. Naukę nie tworzyli ludzie bardzo religijni ale raczej tacy religianci którzy mieli do niej obojętny stosunek. (Kopernik, Galileusz, Bruno, Da Vinci). Głębokie przemyślenia religijne nie sprawiły żadnych znaczących odkryć u takich wybitnych myślicieli jak Augustyn czy też Tomasz. Ci goście trwonili swoje zdolności na jałowych dyskusjach udawadniając, że wielbłąd w istocie jest garbaty.
neko
PostWysłany: Pią 0:05, 30 Sty 2009    Temat postu:

Budyy napisał:
A skąd wziąłeś te twierdzenie Neko iż ateista wierzy iż świat stworzył się sam.
Znikąd. Ja piszę, że wziął się sam w siebie, nie że sam siebie stworzył, to nie to samo („wziął się” zawiera wszystkie nie-teistyczne możliwości, które wyliczasz, plus te, których nie wyliczasz)..

Budyy napisał:
JA UCZCIWIE PISZĘ ŻE NIE MAM POJĘCIA JAK POWSTAŁ ŚWIAT. Wy natomiast tworzycie wesołą bajeczkę o wesołym bozi, która to jest hipotezą obowiązującą.
Czy ktoś to przyznaje, czy nie – wszyscy nie mamy pojęcia, jak powstał świat.
Teiści przyjmują (nie wiedzą, tylko przyjmują), że świat został stworzony przez Boga.
Ateiści przyjmują (nie wiedzą, tylko przyjmują), że świat nie został stworzony przez Boga.

Budyy napisał:
Nie muszę w nic wierzyć, nie muszę nic zakładać, po prostu nie wiem.
Oczywiście. Ale człowiek ma taką własność, że jeśli nie wie, to zakłada coś, co wydaje mu się najbardziej prawdopodobne. Teistom najrozsądniejsze wydaje się założyć Stwórcę. (Nie tworzymy wesołej bajeczki, bo ona już dawno jest stworzona, i w tej czy innej formie istnieje mniej więcej tak długo, jak ludzkość).
Podejrzewam, że na prywatny użytek i Ty coś tam sobie myślisz na temat pochodzenia świata.

Budyy do Eremity napisał:
Nad tym skąd wziął się świat i co jest po śmierci dumają ludzie od czasu gdy przestali być małpą. Te dumanie jest tak rozwojowe, że tworzą coraz to bardziej wydumane wytłumaczenia które tak jak wszystkie wcześniejsze poprzednie opierają się na własnym widzimisię. Klegumie. To nie jest rozwój cywilizacji, to nie jest rozwój wiedzy. To po prostu strata czasu.
Niezupełnie. To było uczenie się myślenia, tworzenie pojęć, oswajanie się z pojęciami abstrakcyjnymi. To była droga, mentalne przygotowywanie się ludzkości do rozwijania tej nauki, która zaczęła się od Galileusza – a nie żadna strata czasu.
wujzboj
PostWysłany: Sob 20:30, 24 Sty 2009    Temat postu:

To nie jest założenie, Eremito. To jest wniosek z definicji.

Chłopcy popełniają natomiast inny, klasyczny błąd: zapominają, że ich ateizm jest taką samą metafizyką, jak wiara w Boga. Wydaje im się, że opierają się na wiedzy naukowej - ale w rzeczywistości wszystko, czym różną się ich poglądy od poglądów teistów, opiera się na wierze. Absurd scjentyzmu jest jednak popularny, chociaż dowód samowywrotności scjentyzmu jest trywialny i właściwie każdy uczestnik tego forum powinien dobrze go znać.
Eremita
PostWysłany: Sob 18:08, 24 Sty 2009    Temat postu:

Na jakiej podstawie zakładasz, że dociekań metafizycznych nie bedzie można weryfikować :think: Może już jutro, kto wie ...
Budyy
PostWysłany: Sob 17:46, 24 Sty 2009    Temat postu:

Cytat:
UCZIWIE POWINIENEŚ RÓWNIEŻ PRZYZNAĆ, ŻE TO JEST NIERACJONALNA POSTAWA.
Newton, też najpierw nie wiedział, Kopernik też wcześniej nie wiedział, Einstein wprzódy również nie wiedział.
Postawa, po prostu nie wiem, to moher, który skądinąd stwierdza ja wiem na pewno.
Sztuka polega na tym, aby poszukiwać odpowiedzi, pomimo że się nie wie, właśnie dlatego że się nie wie. Nawet odpowiedzi niepewnych, albo tymczasowych. Na tym polega cały rozwój cywilizacujny i naukowy, na który się powołujesz, lecz (o ironio!) popadłeś w sprzeczność.


Nad tym skąd wziął się świat i co jest po śmierci dumają ludzie od czasu gdy przestali być małpą. Te dumanie jest tak rozwojowe, że tworzą coraz to bardziej wydumane wytłumaczenia które tak jak wszystkie wcześniejsze poprzednie opierają się na własnym widzimisię. Klegumie. To nie jest rozwój cywilizacji, to nie jest rozwój wiedzy. To po prostu strata czasu. Gdybym miał choć cień przesłanki to być moze próbowałbym poszukać odpowiedzi na te pytania ale póki co wiem że każda odpowiedź jaką znajdę będzie błędna a nawet jeżeli przez przypadek znajdę prawdziwą odpowiedź to i tak nie będę wiedział że jest dobra bo nie ma żadnych możliwości aby potwierdzić odkrycie.

NIe porównuj więc dociekań ontologicznych z naukowymi które to mają sens właśnie dlatego że jest wiele racjonalnych przesłanek do konstruowania modeli jak to piszesz tymczasowych lub złych. Jakiekolwiek one by nie były zawsze jest szansa na ich weryfikację naukową w odróżnieniu od dywagacji metafizycznych.
bol999
PostWysłany: Sob 3:00, 24 Sty 2009    Temat postu:

Eremita
Kiedyś ktoś powiedział "Wiem, że nic nie wiem" i dlatego został najmądrzejszym wszechczasów.
A więc, jeśli ktokolwiek z klechami włącznie twierdzi że coś wie jest głupcem wszechczasów.
I taka to mądrość tego świata.
Eremita
PostWysłany: Sob 2:51, 24 Sty 2009    Temat postu:

Budyy napisał:

JA UCZCIWIE PISZĘ ŻE NIE MAM POJĘCIA JAK POWSTAŁ ŚWIAT. Wy natomiast tworzycie wesołą bajeczkę o wesołym bozi, która to jest hipotezą obowiązującą. W swojej wierze nie możesz przyjąć nieskończoności istnienia świata bo to kłóci się z Twoją wiarą. Bozia z moim ateizmem się nie kłóci i można ją przyjąć jako jedną z prawdopodobnych (aczkolwiek mało z uwagi na kolejne pytanie kto stworzył bozię) opcji. Nie muszę w nic wierzyć, nie muszę nic zakładać, po prostu nie wiem.

UCZIWIE POWINIENEŚ RÓWNIEŻ PRZYZNAĆ, ŻE TO JEST NIERACJONALNA POSTAWA.
Newton, też najpierw nie wiedział, Kopernik też wcześniej nie wiedział, Einstein wprzódy również nie wiedział.
Postawa, po prostu nie wiem, to moher, który skądinąd stwierdza ja wiem na pewno.
Sztuka polega na tym, aby poszukiwać odpowiedzi, pomimo że się nie wie, właśnie dlatego że się nie wie. Nawet odpowiedzi niepewnych, albo tymczasowych. Na tym polega cały rozwój cywilizacujny i naukowy, na który się powołujesz, lecz (o ironio!) popadłeś w sprzeczność.
bol999
PostWysłany: Pią 23:54, 23 Sty 2009    Temat postu:

Chłopcy spokój !!!

PAN mówi !

Wierni wierzą we wszystko co im plują do głowy, bo wstydzą się przyznać że czegoś nie wiedzą.

Niewierni coś wiedzą lub nie wiedzą i nie wstydzą sie przyznać do swojej niewiedzy.

Wszyscy wiedzą, że;"Strzeżonego Pan Bóg strzeże",
Czyli innymi słowami;
Strzeż się sam, bo jeśli Bóg nawet jest, to i tak ma Cie w dupie, ateistów i bogobojnych wiernych w szczególności.

Niewierni (ateiści) coś wiedzą co sami sprawdzili lub wymyślili, lub nie wiedzą do czego jeszcze nie doszli i to uważają za oczywiste.

Wierni bogobojni WIERZĄ we wszystko;
1) ze strachu przed Bogiem,
2)nie są zdolni do samodzielnego myślenia, więc pozostaje im wierzyć we wszysko co urojony "bóg" im nakazuje.

Wiedzący(ateiści)mają głowy do myślenia.

Wierzący, aby mieli na czym robić znak krzyża, na czym czapkę i różaniec zawiesić, potakiwania, głaskania, pochylania przed obrazkami, Jezusa zjadania, bierzmowania -(obijanie pyska), ozdoba itd.- do wszystkiego za wyjątkiem myślenia.
Budyy
PostWysłany: Pią 22:44, 23 Sty 2009    Temat postu:

Cytat:
Dokładnie.
W wąskim sensie teista to ktoś, kto wierzy w Boga (potocznie: wierzy), a ateista to ktoś, kto nie wierzy w Boga (potocznie: nie wierzy).
Ale jest i szerszy kontekst, określony przez konsekwencje tej "wiary" czy "niewiary": na przykład, świat skądś musiał się wziąć. Na oko są tylko dwie możliwości: albo stworzył go Bóg, albo wziął się sam z siebie.
Teista wierzy w pierwszą możliwość, ateista wierzy w drugą możliwość. W obu przypadkach jest to czysta wiara (bo nie da się tego zweryfikować).

A skąd wziąłeś te twierdzenie Neko iż ateista wierzy iż świat stworzył się sam. Jest jeszcze kilka innych możliwości jak choćby taka że istnieje nieskończenie długo i nie ma początku. Może być jeszcze opcja z matrixa. Ba nie wykluczam też opcji typu bozia (w pojęciu deistycznym). Coś co stworzyło świat niekoniecznie musi być istotą inteligentną. Jest też opcja nieskończonego ciągu stwórców jak i ciągu nieskończonej ilości światów równoległych. Jedno ale.
JA UCZCIWIE PISZĘ ŻE NIE MAM POJĘCIA JAK POWSTAŁ ŚWIAT. Wy natomiast tworzycie wesołą bajeczkę o wesołym bozi, która to jest hipotezą obowiązującą. W swojej wierze nie możesz przyjąć nieskończoności istnienia świata bo to kłóci się z Twoją wiarą. Bozia z moim ateizmem się nie kłóci i można ją przyjąć jako jedną z prawdopodobnych (aczkolwiek mało z uwagi na kolejne pytanie kto stworzył bozię) opcji. Nie muszę w nic wierzyć, nie muszę nic zakładać, po prostu nie wiem.
neko
PostWysłany: Pią 21:40, 23 Sty 2009    Temat postu:

Budyy napisał:
Ateista nazywam siebie ponieważ nie wierzę w Twoją bozię
Dokładnie.
W wąskim sensie teista to ktoś, kto wierzy w Boga (potocznie: wierzy), a ateista to ktoś, kto nie wierzy w Boga (potocznie: nie wierzy).
Ale jest i szerszy kontekst, określony przez konsekwencje tej "wiary" czy "niewiary": na przykład, świat skądś musiał się wziąć. Na oko są tylko dwie możliwości: albo stworzył go Bóg, albo wziął się sam z siebie.
Teista wierzy w pierwszą możliwość, ateista wierzy w drugą możliwość. W obu przypadkach jest to czysta wiara (bo nie da się tego zweryfikować).

Oczywiście, ten szerszy kontekst ( w którym tak teista, jak ateista jest skazany na swoje nieweryfikowalne przekonanie) w żadnym razie nie ogranicza się do problemu powstania świata, ale właśnie tutaj widać bardzo wyraźnie symetrię obu światopoglądów - czy też: obydwu wiar.
bol999
PostWysłany: Pią 11:37, 23 Sty 2009    Temat postu:

No to mamy urodzaj na polskich Papieży jak na grzyby po deszczu.
Frekwencja wzrośnie, w domach bożych czy na forum?
konkordatN
PostWysłany: Pią 11:04, 23 Sty 2009    Temat postu:

Budyy
Cytat:
zmusza wielu oponentów do twierdzeń typu iż jesteś bezmyślnym katolickim moherem.

A to wydaje się uzasadnione spostrzeżenie.
Muszę i ja także rozważyć te okoliczności przed wyborami następnego NIEOMYLNEGO Papieża.
Niech Mu Bozia błogosławi :szacunek: :pidu:
Budyy
PostWysłany: Pią 10:00, 23 Sty 2009    Temat postu:

wujzboj napisał:
No patrz. Zupełnie to samo dotyczy wypowiadania się na temat ateizmu czy innych ludzkich wyobrażeń o tym, kim są oni i jak się ma ich obecność na świecie do reszty świata. Tyle, że ludzie wierzący w Boga zazwyczaj zdają sobie sprawę z tego, że wierzą. Natomiast ateiści najczęściej wierzą, że nie wierzą, tylko wiedzą naukowo. Co jest bardzo zabawne, poza chwilami, gdy jest smutne.

Wuju. Kiedy ty przestaniesz wypisywać takie brednie. Zwracałem Ci uwagę już setki razy, że wiara ateistów i wiara teistów nie są żadną analogią i nie można ich porównywać. Ale ty dalej swoje że ateiści wierzą i teiści wierzą jakbyś sie normalnie zaciął.
Ty też jesteś ateistą bo wierzysz, że krasnoludki nie istnieją, wierzysz że nie istnieje wielki potwór spagetti, wierzysz że nie istnieje czajniczek na orbicie Jowisza. Ale czy to jest ten sam typ wiary co wiara teistyczna? Czy jest on choć troszkę podobny? Przecież to zupełnie inne pojęcie.

Jeszcze raz dlaczego nazywam (nie ma to nic wspólnego z pytaniem dlaczego jestem) ateistą. Ateista nazywam siebie ponieważ nie wierzę w Twoją bozię na którą nie ma żadnych przekonywujących argumentów(nie mówię już o dowodach) tak samo jak nie ma argumentów na krasnoludki i potwora spagetti. Po co mam wierzyć w coś co jest wymysłem jakiegoś cwaniaczka z przeszłości? Twoja wiara wymaga od Ciebie poświęceń moja nie, Twoja wiara polega na przyjęciu nieweryfikowalnych dogmatów, moja nie. Więc skończ już robić analogie wiary ateisty do swojej wiary bo ani w jednym calu nie jest to prawdziwe a powtarzanie tego w kółko przez tak intelogentnego faceta jak ty, zmusza wielu oponentów do twierdzeń typu iż jesteś bezmyślnym katolickim moherem.
bol999
PostWysłany: Pią 3:06, 23 Sty 2009    Temat postu:

wujzboj
Cytat:
ludzie wierzący w Boga zazwyczaj zdają sobie sprawę z tego, że wierzą.

Tak, ale nie rożróżniają wiary od wiedzy i raczej do nich należysz.

Cytat:
ateiści najczęściej wierzą, że nie wierzą,

Bardzo trafnie to ująłeś.
Jeśli ateista wierzy to jest wiernym- przeciwieństwem ateisty i takich pseudo-"ateistów" jest najwięcej.

Gdybyś dotarł i zrozumiał sens wypowiedzi icke i jemu podobnych, wiedziałbyś, że ci którzy manipulują tym motłochem (do któego Bush, Obama, Kaczyński itd należą), ze szczytu symbolicznej piramidy, nie dbają w jakiego boga kto wierzy, czy do jakiej religii należy.
Nie ważne też czy boga kochają czy nienawidzą.

Ważne dla nich jest fakt, że uwaga ludzi- strach czy nienawiść przy bogach jest.
Gdzie ich uwaga, tam i ich energia i o nią właśnie chodzi.

Nigdy nie powiedziałem, że jestem ateistą, kocham czy nienawidzę bogów, Jezusków itd.

Dość wiem na te tematy, aby były mi te twory obojętne i traktuję je bezuczuciowo jako destruktywny bezsens.

Tylko w ten sposób można pozostać poza zasięgiem światowych manipulacji ludźmi.

Tyle moje zdanie a co Ty o tym myślisz o tym, jest mi tak samo obojętne jak wszyskie manipulacje ludźmi z religijnymi włącznie.
kawy filiżanka
PostWysłany: Czw 20:55, 22 Sty 2009    Temat postu:

Ateizm też do końca nie jest słuszny, lecz o niebo lepszy od teizmu. Można poznawać rzeczywistość na różne sposoby i najlepszym jest naukowy, a więc poparty doswiadczeniem. Naukowcy materialiści też mają swoją wiarę i jeśliby hipoteza teologiczna była słuszna, uznaliby ją. Jednak nigdzie jej nie potwierdzono, więc pozostaje tylko hipotezą. Dzisiaj ta hipoteza stała sie śmieszna, ponieważ idea Boga przeczy prawom fizycznym ustalonym przez tego Boga.
wujzboj
PostWysłany: Czw 20:16, 22 Sty 2009    Temat postu:

No patrz. Zupełnie to samo dotyczy wypowiadania się na temat ateizmu czy innych ludzkich wyobrażeń o tym, kim są oni i jak się ma ich obecność na świecie do reszty świata. Tyle, że ludzie wierzący w Boga zazwyczaj zdają sobie sprawę z tego, że wierzą. Natomiast ateiści najczęściej wierzą, że nie wierzą, tylko wiedzą naukowo. Co jest bardzo zabawne, poza chwilami, gdy jest smutne.
kawy filiżanka
PostWysłany: Czw 19:41, 22 Sty 2009    Temat postu:

Na temat wiary w Boga nie da się poważnie wypowiedzieć. Poważna rozmowa zaczyna się, kiedy zaczynają się krociowe interesy wykorzystujące wiarę bogu ducha winnych ludzi.
Wyjątkiem jest mówienie o ludziach modlących się w kościołach. Tacy ludzie zachowują się, jak w zbiorowej histerii za przewodnictwem hierarchy-hipnotyzera.
Jak mówić poważnie o Bogu, skoro nie poddaje się jakimkolwiek badaniom, doświadczeniom, a funkcjonuje jedynie, jako obiekt mentalny.To jest gigantyczne sf. i nic więcej.
Najbardziej dziwaczny wydaje się twór, jakim jest Trójca Swięta, urągająca ludzkiemu rozumowi.
bol999
PostWysłany: Czw 1:16, 22 Sty 2009    Temat postu: Bolo do Sivisa o niebie w różnych religiach

    Post przeniosłem z wątku Subordynacjonizm do Kawiarni, bo nie ma związku z tematem, nie zawiera żadnego argumentu, oraz składa się głównie z pogardliwych i obraźliwych epitetów. W zasadzie nadawałby się do Więzienia, ale ponieważ wspomina o różnicach w wierze różnych religii (rzecz bez żadnego związku z wątkiem o subordynacjonizmie, lecz uważana przez niektórych za argument przeciwko wierze w Boga), ktoś może zechcieć się na jego temat poważniej wypowiedzieć.
    _____________________________

Sivis Amariama
Cytat:
Co to znaczy że Jezus-Człowiek jest poddany Ojcu dalej, w niebie

W którym NIEBIE? Wymyślonym przez Watykan ze ś. Piotrem i Marysią od 1956 r wysłaną tam też przez Watykan?
Araby mają inne Niebo z Horusami czyli dziwkami a każda religia ma swoje Niebo i Piekło a żadna nie wie gdzie konkretnie.
Ot i zabawa w ciuciubabkę.
Ty to wiesz, bo fanatycy zawsze wszystko wiedzą :brawo:
Ile mszalnego wypiłeś , że tak bredzisz? :pidu:

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group