Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kłamstwa komunikatów a kłamstwa odbioru

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30731
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:13, 28 Gru 2022    Temat postu: Kłamstwa komunikatów a kłamstwa odbioru

Z moich osobistych obserwacji wynika mi, że ostatnio ludzie często (częściej niż dawniej) zarzucają (komuś) kłamstwo. Pojawia się wiele komentarzy jak to prawica kłamie, lewica kłamie, taka gazeta kłamie, jakiś portal kłamie...
Patrząc na spektrum tych oskarżeń o kłamstwo widzę, że wcale to nie jest tak, że zawsze owe zarzuty da się przypisać do intencji źródła wiadomości. Często jest tak, że to nie tyle jakieś źródło informacji kłamie, lecz że kłamstwo jest...
w odbiorcy wiadomości!
Dość częstym bowiem przypadkiem jest branie za "kłamliwą" wiadomość, która się komuś po prostu nie podoba, której ktoś nie ma ochoty przyjmować od świadomości.

Wiele ludzi zadziwiająco heroicznie próbuje bronić swoich złudzeń, fałszywych przekonań. Dla tych ludzi prawie każda informacja nie pasująca do ich obrazu świata staje się (w ich mniemaniu) "kłamstwem", każda sugestia, iż coś w ich rozumowaniu jest niespójne, też jest "kłamliwa".
To oczywiście nie oznacza, że niezależnie od kłamstwa odbioru, nie pojawiają się kłamstwa w samej wiadomości. Bo jest i tak, i tak - te dwa rodzaje kłamliwości często idą razem, co powoduje, że niektórzy ludzi mogą praktycznie dowolnie długo trwać przy kompletnie niespójnych przekonaniach. Przez nich bowiem wszystko nie pasujące do tych przekonań zostanie za zaklasyfikowane jako "kłamstwo", a więc będzie to można "zasadnie" zignorować, a dalej to wręcz im potwierdzi (!) ich przekonania, bo przecież...
skoro "kłamliwa" informacja jest przeciw tym przekonaniom, to znaczyć będzie automatycznie, że jej zaprzeczenie jest prawdą; czyli mamy potwierdzenie tego, co ów ktoś uważa... :shock:

Dla kogoś kto jest bezkrytyczny wobec siebie, prawie każda informacja de facto okaże się już destrukcyjna w sensie naprawy jego rozumienia. Taki ktoś ma kłamstwo w sobie, zakłamaniem jest po prostu sposób odbierania świata przez niego - sposób, który wyklucza krytycyzm, a dalej doskonalenie, naprawę błędów (które przecież jakieś tam każdy człowiek w końcu zrobi).
Co jednak można przedsięwziąć, aby nie odbierać świata kłamliwie?...
Według mnie główna wskazówka jest prosta: wyrobić w sobie SAMOKRYTYCYZM.

Z samokrytycyzmem jest jednak pewien fundamentalny problem, odczuwany przez ludzi, którzy z obrazem siebie, jako osoby dominującej, nieomylnej wiążą swojego osobowościowe status quo. Tacy ludzie nie bardzo są w stanie wyobrazić sobie, nie umieją znieść czegoś takiego jak przyznawanie się do błędu, albo nawet wręcz POSZUKIWANIE W SOBIE BŁĘDU. Tacy ludzie znajdą sobie wiele powodów ku temu, aby uznawać, iż oni zawsze mają rację. Będą z tym bezkrytycznym traktowaniem siebie wiązać godność, ważność, nawet swoje wyobrażenie "logiki".
Bo samokrytycyzm emocjonalnie chyba łatwy nie jest. Aby go jakoś w sobie wdrożyć, trzeba by właściwie się "zaprzeć samego siebie" ("siebie" w tym sensie bezwarunkowej akceptacji wszystkiego, co z naszą osobą wiążemy), trzeba wziąć na swoje barki pewien rodzaj epistemicznego "krzyża", polegającego na nie ufaniu swoim rozpoznaniom i wnioskom tak do końca. Tu trzeba się uzbroić w jakiś rodzaj pokory, pogodzić się z tym, że się jest nieidealnym, ale ta nasza słabość nie jest przecież jakąś totalną katastrofą, lecz pokłosiem tego, że nasze istnienie wyłania się z chaosu, że jest drogą przez (nieuniknione) błędy.
Brak samokrytycyzmu jest chyba "matką pozostałych błędów", wiążących się z zakłamaniem. Ale oczywiście inne błędy też swoje do kłamstwa odbioru dokładają.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 13:41, 29 Gru 2022, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30731
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:28, 29 Gru 2022    Temat postu: Re: Kłamstwa komunikatów a klamstwa odbioru

Michał Dyszyński napisał:
Z samokrytycyzmem jest jednak pewien fundamentalny problem, odczuwany przez ludzi, którzy z obrazem siebie, jako osoby dominującej, nieomylnej wiążą swojego osobowościowe status quo. Tacy ludzie nie bardzo są w stanie wyobrazić sobie, nie umieją znieść czegoś takiego jak przyznawanie się do błędu, albo nawet wręcz POSZUKIWANIE W SOBIE BŁĘDU.

W dzisiejszej polskiej przestrzeni publicznej toczy się debata o godności, w szczególności o narodowej godności. Pewna grupa ludzi, postrzegająca się jako "patriotów" głosi tezy w stylu "dość już tego kajania się!", "musimy bronić naszej narodowej godności!". Druga strona (postrzegana często jako "lewacka") jednak gotowa jest uznać grzechy narodowe, winy swoich przodków, czy - w słabszej wersji - złożony charakter relacji między narodami, a co za tym idzie odchodzi od forsowania tezy, że winy mają niemal wyłącznie obce narody, zaś zasługi mamy my.
Skąd jest tak wielki rozdźwięk stron?
Dlaczego dla jednych ludzi samokrytycyzm jest naturalny, nie stanowi problemu, nawet...
świadczy czasem pozytywnie o wartości, podczas gdy inni krytyczne spojrzenie na swoją grupę społeczną traktują jako rzucone im wyzwanie do walki?...
Ja sam zaliczam się do tej grupy, która samokrytycyzm traktuje jako niezbywalną cząstkę mnie, mojej osobowości. To, że robię błędy, że jestem niedoskonały, jest u mnie na tyle naturalną konstatacją, na tyle nie mam co do tego wątpliwości, że można by tu mówić właściwie o truizmie. Bez uznania tej swojej niedoskonałości (a przenosi się to oczywiście dalej, nie tylko na mnie osobiście, ale również na grupy ludzi, w tym grupę z którą "trzymam") nie umiałbym właściwie myśleć o sobie i świecie, nie wiedziałbym, jak żyć...
:shock:
Tymczasem po przeciwnej stronie tego ideologicznego sporu widzę ludzi, którzy tę oczywistość ludzkiej niedoskonałości negują. U nich ten przypadek, gdy pytamy o siebie, a nie o innych, jest traktowany diametralnie odwrotnie - w ich mniemaniu wręcz TRZEBA swoją osobę (także swoją grupę) zawsze wybielać, a tych z przeciwka uznawać za gorszych, winnych itp. A przecież to jest jawne kłamstwo, to nikt z nas nie jest doskonały, każdy niejedno w życiu "przeskrobał" i chyba dobrze wie, że słabości posiada. Skąd się ta różnica w traktowaniu kwestii samokrytycyzmu bierze?...

Ja tu mam swoją hipotezę. Jej osnową jest przekonanie, iż pewien rodzaj odczuwania rzeczywistości jest w człowieku pierwotny. Często jest on tak bardzo pierwotny, że człowiek nie zdaje sobie sprawy, że tym - ukrytym dla niego, instynktownym - paradygmatom podstawowym podlega. W omawianej sprawie decydujące jest to, na ile w czyjejś osobowości jest zaszyty RYWALIZACYJNY MODEL RELACJI SPOŁECZNYCH.
Inaczej rzecz formułując, powiedziałbym, że są ludzie instynktownie postrzegający rzeczywistość od strony rywalizacji.
Oni bez tego rywalizacyjnego schematu nie potrafią właściwie myśleć, sypią im się motywacje, rozumowanie gubi sens. W ich osobowościowym paradygmacie żyje się po to, aby wygrywać. U nich, kto nie wygrywa, nie wykazuje swojej przewagi, ten właściwie nie ma po co żyć...
Mając na start ten paradygmat rywalizacyjny kluczowym elementem relacji z ludźmi staje się aspekt WYZWANIA. Oto w typowej rywalizacji mamy taki schemat, że przychodzi do sytuacji, w której zachodzi jakaś okoliczność, w której jedna strona rzuca wyzwanie drugiej. Wtedy, jeśli wyzwanie zostanie podjęte, strony przystępują do walki. Nie zawsze musi to być walka fizyczna, może być walka inna, niż polegająca na biciu się, strzelaniu, czy dźganiu. Ale ogólnie schemat taki właśnie będzie - jest wyzwanie, które obliguje do jego podjęcia, a potem następuje starcie, mające wyłonić zwycięzcę i pokonanego.
Rywalizacyjne traktowanie relacji z ludźmi zmienia optykę zagadnienia samokrytyki. Bo gdy ktoś nam mówi "tu popełniłeś błąd", to w schemacie rywalizacyjnym mamy nie sugestię do rozpoczęcia dociekań w sprawie, czy błąd jest, czy go nie ma, lecz właśnie wyzwanie. Zarzucający błąd staje się tu wyzywającym na pojedynek. A w ramach schematu rywalizacyjnego wyzwanie trzeba podjąć. Kto nie podejmuje wyzwania, ten jest tchórz i looser, takim się gardzi.
W schemacie rywalizacyjnym podejmowanie wyzwań, a potem stawanie do walki jest obligatoryjne. Tu nie ma pytania CZY. Tu jest prosta sprawa: albo podejmujesz wyzwanie i walczysz, albo przegrywasz, a wtedy jesteś nikim, tchórzem, przegranym. Nad tym rywalizacyjnie nastawieni ludzi nawet nie myślą, to nie podlega refleksji, dla nich "tak to po prostu jest".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin