Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Walka umysłu z chciejstwem, ale tylko tym głupim

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17428
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:07, 14 Lip 2020    Temat postu: Walka umysłu z chciejstwem, ale tylko tym głupim

Termin "chciejstwo" na sfinii pojawiał się w różnych kontekstach - czasem pozytywnych, czasem negatywnych. W sensie pozytywnym pisał o chciejstwie chyba wuj (trochę też ja) - jako wskazanie, że ostatecznie wszystko co o tym świecie uważamy, każdy nasz pogląd zawiera aspekt naszej akceptacji, wolności wyboru, wiary w to, że wszystko to, co nasz pogląd miałoby uzasadnić, nie jest jakąś formą iluzji. W sensie negatywnym chciejstwo jest z kolei jakimś chorym woluntaryzmem osoby, która jest przekonana, że "wszystko jej wolno", czyli że nie będzie żadnych negatywnych konsekwencji uznawania rzeczy zupełnie dowolnie, że nie trzeba na nic, ani na nikogo się przy decyzjach życiowych oglądać, skoro "ja tak chcę".
Chcę się skupić na tym drugim - złym, głupim - chciejstwie.

Chciejstwo dowolnego uznawania rzeczy wielu zwiodło. Teoretycznie bowiem jest tak, że nikt mnie nie może zmusić do uznania czegoś, czego ja uznać nie mam ochoty. Nawet jeśli ktoś przystawi mi pistolet do skroni i wymusi na mnie deklarację, że się z nim w czymś zgadzam, to i tak zawsze mogę sobie powiedzieć, że zadeklarowałem to pod przymusem, a tak naprawdę wciąż uważam po swojemu. I tak "wychodzę na swoje". Tak czysto formalnie "wolno jest uznawać wszystko" - największą prawdę za największą bzdurę, a największą bzdurę za największą prawdę. Najbardziej godny szacunku czyn każdy sobie może określić po swojemu - np. jako "głupotę i zbrodnię", a odwrotnie największą niegodziwość może z kolei tytułować (i do pewnego stopnia w to wierzyć) jako "najlepszą decyzję, jaka zaistniałą w historii świata". Czy zatem na to złe chciejstwo tak absolutnie "nie ma siły"?...

Osobiście uważam, że i tak, i nie.
Zewnętrznej siły to może i nie ma, ale...
... co by człowiek nie zadecydował, a nawet jakby się zapierał przy swoim to STOSOWNE KONSEKWENCJE NASTĄPIĄ.
Podam prosty przykład - można oczywiście w zaparte twierdzić, że zepsute hamulce samochodowe "świetnie działają". Jednak jeśli komuś przyjdzie przejechać się takim samochodem, w którym tych hamulców rzeczywiście jest brak, to skutki tego mogą być opłakane. Można głosić swoją rację z uporem w dowolnej sprawie - np. można się uważać, że jest się wielkim chojrakiem, że każdemu może "obić mordę", ale gdy przyjdzie ktoś, kto sam czuje się odpowiednio mocny, to może przeciw nam wystąpić z twardym "sprawdzam!", a wtedy okaże się, czyja morda rzeczywiście zostanie obita.
Osobiście uważam, że jednym z głównych zadań, jakie stoi przed człowiekiem jego życiu, jest zrozumienie, ułożenie się z tendencją do chciejstwa, nie mającego pokrycia w przesłankach świata.

Takiego jawnego, twardego przeczenia faktom, takiego chciejstwa wyzywającego i totalnego, nie spotyka się często. Ale nagminne jest mniejsze chciejstwo, takie w trudniejszej do wyśledzenia formie. Bo skoro rzeczy jawią nam się najczęściej w niekompletnej postaci, to można chciejstwa wciskać jako "wiedzę", tam gdzie rzecz jest nieznana. Mnóstwo informacji o tym, co w życiu spotykamy, jest ukrytych. Nasz umysł może mieć tendencję do zastępowania braku wiedzy w jakiejś kwestii swoją, wygodną dla emocji, wersją rzeczy. Takie chciejstwo może posłodzić nam emocje - tu będziemy mieli korzyść. Ale jednocześnie to samo chciejstwo zaburzy nasz ogląd rzeczy - zakładając coś totalnie bez sprawdzenia, a tylko po linii pragnień, będziemy z dużym prawdopodobieństwem popełniali błędy, zaczniemy postrzegać rzeczywistość w nieprawidłowych proporcjach, błędnie oceniać fakty. To się w końcu na nas skrupi, bo decyzje oparte o fałszywe przesłanki (zakładając pewną minimalną racjonalność decydenta) będą raczej mniej skuteczne w osiąganiu celów, niż te dla których przesłanki będą bliższe prawdy. Po prostu sami sobie zaszkodzimy tym fałszowaniem rzeczywistości.
Dlatego ja stoję na stanowisku, że walka z głupim chciejstwem jest czymś niezwykle ważnym, niezbywalnym dla umysłu. To jest zadanie życia.
Oczywiście zasadne tutaj staje się tez pytanie: a po czym poznamy, czy nasze chciejstwo jest mądre, czy głupie?
- Na to chyba nie ma jednej odpowiedzi. Kompletowanie sobie reguł rozpoznawania dobrych i złych chciejstw jest kolejnym wyzwaniem, jakie stawia przed nami życie. Dlatego potrafi być ono takie ciekawe.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 20:08, 14 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17428
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:28, 14 Lip 2020    Temat postu: Re: Walka umysłu z chciejstwem, ale tylko tym głupim

Właściwie każde rozstrzygnięcie w nieoczywistej kwestii jest jakąś postacią walki racjonalności z chciejstwem kapryśnym i głupim. Cokolwiek nie przyjdzie nam rozsądzić, pierwszy odruch będzie pewnie taki:
- uznajmy to wedle najprostszych zasad, nie trzeba się będzie męczyć nad dylematami, rozstrzygnięcie dostanie się od razu.
Ktoś inny może ulec innemu chciejstwu - co by nie było, uznajmy, że ja tu jestem mądry, a wszyscy pozostali są głupi. Ja zaś powinienem zostać doceniony, wywyższony nad resztę.
Ale też niektórzy mogą mieć chciejstwa paradoksalne, np. skrajnie pesymistyczne np. - zdarzy się na pewno źle, zawsze zdarza się źle, więc przyjmę tu najgorszy możliwy wariant.
Możliwości jest wiele. Zwykle pierwsza myśl jest po tej linii najprostszych pragnień, albo uproszczeń rzeczywistości. Niektórzy rutynowo oceniają "obcy - na pewno wróg", inni "ależ tym ludziom głupoty w głowie, ja bym im powiedział jak się żyje, co należy robić, tylko ci głupole się mnie nie słuchają!".
Typów chciejstwa jest prawie tyle, ile ludzi. Rozmawiając przy różnych okazjach widać różnorodność uznawania rzeczy wedle zupełnie dziwacznych wzorców - np. skrajnie nastawionych narodowo, politycznie, feministycznie i mizoginicznie, skrajnie optymistycznie i skrajnie pesymistycznie. Dążenie do sprawdzenia sprawy, do racjonalności, niestety zdarza się niezbyt często.
Aby pokonać te narzucające się chciejstwa, niezbędna jest chyba forma buntu - przeciw sobie, ale i przeciw niewolnictwu względem prostych wzorców. Trzeba sobie postanowić: jednak poszukam też drugiego dna, spojrzę na szerszy kontekst sprawy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17428
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:41, 23 Wrz 2020    Temat postu: Re: Walka umysłu z chciejstwem, ale tylko tym głupim

Tu kolejne przenosiny z wątku w Rozbieraniu irracjonalizmu
Michał Dyszyński w wątku Logika naiwna, a logika ścisła napisał:
Większość ludzi uznaje się za myślących logicznie. Zdecydowana większość ludzi. Jednocześnie zdecydowana większość ludzi zapewne nie potrafiłaby wymienić nawet jednego znanego w literaturze prawa logiki, a co dopiero przeanalizować jakieś rozumowanie pod kątem ścisłości znanej z rozumowań matematycznych, czy do logiki matematycznej zbliżonych.
Ja uważam, że ludzie za "logikę" kolokwialnie uważają pewien zbiór subiektywnie wybranych reguł rozumowania, które stosują - subiektywnie go uznając za słuszny. Ten rodzaj logiki nazywam sobie roboczo "logiką naiwną".

Myślę, że warto byłoby trochę się pochylić nad konceptem logiki naiwnej, wyświetlić, na czym on polega. Tu będzie moje zastanowienie...

Głównym powodem, dla którego ludzie uważają, że rozumują "logicznie", a nie jakoś dowolnie, jest wg mnie to, że dla swoich przekonań podają zwykle JAKIŚ argument. Słowo "jakiś" wyróżniłem dlatego, że przeciętny zjadacz chleba nie dba o ścisłość owego argumentu. Jemu wystarczy uzasadnienie dla swojego poglądu, bo "coś". Np. na pytanie: dlaczego wrzuca nie posegregowane śmieci do pojemnika na szkło, odpowiedzą pewnie "bo się spieszę". I dalej uznają to za "logiczne wytłumaczenie". Dla nich owo wytłumaczenie robi się "logiczne", bo na coś tam się powołali, a więc nie są całkiem bezpodstawni.
Tymczasem w logice ścisłej ta odpowiedź w ogóle nie byłaby uznana. Zażądano by modelu, w którym wszystkie pojęcia z opisywanego zagadnienia zostałyby ściśle zdefiniowane. Następnie należałoby jakoś opisać zbiór tego, co jest wytłumaczeniem dla wyrzucania nieposegregowanych śmieci do pojemników, aby na koniec sprawdzić, czy wyczerpano WSZYSTKIE MOŻLIWOŚCI za zdarzeniem wyrzucenia śmieci do danego pojemnika, a dopiero po wykluczeniu owych wszystkich (!) alternatywnych możliwości wytłumaczenie mogłoby zostać ewentualnie uznane.
Jednak większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich subiektywne, intuicyjne przekonania, będące w części ich zasadami rozumowania nie są żadną logiką, nie sa ścisłe, nie oferują żadnego twardego uzasadnienia, a już na pewno dowodów w ścisłym słowa znaczeniu. To ludziom nie przeszkadza uważać się za "logicznych".
Tu na sfinii, mimo że jednak chyba większość użytkowników forum zasadnie da się nazwać intelektualistami, też ścisłości logicznej rozumowania nie spotyka się często. I trochę się temu nie dziwię, bo forum jest "filozoficzne" i "światopoglądowe". A filozofia chyba jednak stoi ponad logiką - to ona ewentualnie jest w stanie ocenić różne postacie logiki. snując refleksję nad tym, która z nich jest bardziej adekwatna do celów poznawczych. Skądinąd jednak - z przyczyn konieczności ustalenia jakichś standardów rozumowania na start (aby w ogóle się jakoś mieć szansę dogadywać) - pewna domyślna postać logiki jest preferowana. Preferowana, ale nie zafiksowana na stałe.
Niektórzy będą się upierać, że jest tylko jedna logika. Zabawne jest, że są to najczęściej ludzie, którzy nie są w stanie owej jedynie słusznej logiki w ogóle opisać, podać jej cech, skonfrontować z alternatywami. W rozmach luźnych najczęściej potem wychodzi, że Ci ludzie w ogóle nie wiedzą jakie prawa rozumowania (logiki) stosują, w istocie za "Logikę" biorąc przekonania w stylu "ja mam rację, bo się nad tym zastanowiłem i teraz już jestem pewien tego, co sobie pomyślałem". Ale to jest stara reguła, że najbardziej pewni swego są zwykle ci, którzy nie znają alternatyw dla swojego rozumowania, a nie znają ich, bo się separują od jakiejkolwiek nad nimi refleksji.
Logika naiwna oparta jest o przekonanie, że ma się rację i już. W niej "logiczne" jest to, co komuś się zgadza z tym, co sobie wcześniej pomyślał. Argument w tej logice jest lepszy wtedy, gdy jest mojszy.

PS
Bardzo prosiłbym, aby w tym wątku nie włączać żadnych nawiązań do algebry Kubusia. Jako autor wątku, proszę Administratorów, którzy by mieli wolny czas, a zauważyli, że taki temat (z wyjątkiem niniejszego zastrzeżenia) się pojawił, o bezpardonowe wywalenie tego rodzaju treści (wywalenie gdziekolwiek, byle nie było ich tu).

I dalej jeszcze to

Z moich obserwacji wynika, że logika naiwna opiera się o następujące z grubsza zasady (porównując z logiką ścisłą):
1. Intuicyjność, brak dążenia do jednoznaczności - stosujący logikę naiwną definiuje pojęcia intuicyjnie, nie dbając o to, czy owe definicje są jednoznaczne, czy są tak samo odczytywane przez różnych obserwatorów, uczestników dyskusji, czy w ogóle sformułowania próbują jakość tę jednoznaczność wyłaniać (w logice ścisłej pojęcia trzeba definiować maksymalnie ściśle)
2. Decydujący głos ma arbitralna decyzja osoby, nie widać dążenia do tego, aby zastępować arbitralność uzgodnieniami (w logice ścisłej decyduje to co uzgodnione)
3. Logika naiwna żąda uzasadnień dla głoszonych tez (co właściwie jest głównym powodem, dla którego jej użytkownicy uważają się za "logicznych"), jednak już niezależność owych uzasadnień od widzimisię uzasadniającego nie jest wymagana. Użytkownik logiki naiwnej uzasadnia tezę wskazując na dowolny aspekt sprawy i nie uznaje konieczności ścisłego wytłumaczenia się, na jakiej zasadzie owo uzasadnienie działa (w logice ścisłej uzasadnienia muszą spełniać rygory jednoznaczności)
4. Użytkownicy logiki naiwnej przyznają sobie prawo do notoryczne ignorowanie niewygodnych okoliczności, nie rozpatrywania tego, czego rozpatrzeć nie mają ochoty (w logice ścisłej przypadek przeciw głoszonej tezie obowiązkowo MUSI BYĆ ROZPATRZONY pod rygorem konieczności wycofania się z owej tezy).
5. Przykłady, jakie podawane są w logice naiwnej dość często akcentują aspekty emocjonalne, a nie merytoryczne. Tu argumentem może być np. "bo to będzie bardzo trudne do ustalenia"
6. Naiwna logika separuje się od analizy znaczeniowej, funkcjonalnej poprzestając na intuicyjnych, niejasnych konstatacjach - nie stawia pytań o kryteria ocen, nie stara się abstrahować od jednostkowych okoliczności (w logice ścisłej mamy kierunek dokładnie odwrotny - odchodzenia od incydentalności, jednostkowości rozpoznań i dążenie do budowania obrazów rzeczy, których konstrukcja oparta byłaby o zdefiniowane funkcje, znaczenia abstrakcyjne).
7. Łatwość wyciągania wniosków - użytkownik logiki naiwnej niejednokrotnie ogłasza coś jako regułę, bo... wskazał jeden przypadek sprzyjający tezie zawierającej ową regułę! (w logice ścisłej obowiązuje odwrotne podejście - to nie jeden przykład jest potwierdzeniem reguły, lecz wykazanie absolutnego braku przeciwprzykładów, przy istnieniu przykładu pozytywnego, jest owej reguły potwierdzeniem).
8. Typowym dodatkiem do logiki naiwnej jest cały pakiet "uzasadnień" dla głoszonych tez, kompletnie nie związanych znaczeniowo z tymi tezami - np. powoływanie się na posiadane tytuły, autorytet, poniżanie personalne przeciwników w dyskusji, używanie epitetów zamiast funkcjonalnych argumentów, spychanie rozważań w stronę walki ego, przy pomijaniu merytorycznego obrazu sprawy.

Generalnie można powiedzieć, że naiwna logika jest właściwie kpiną z logiki ścisłej. Logikę naiwną dojrzały dyskutant i myśliciel stara się odrzucić, zastąpić ją logiką ścisłą. Problem w tym, że w przypadkach skrajnych, szczególnie tam, gdzie brak jest modeli, brak jest danych, brak jest uzgodnionych kryteriów, rozumowania ścisłego nie ma jak wdrożyć, z racji na brak składników do budowy tego rozumowania. Wtedy rozwiązujący problem będzie musiał oprzeć się w większości na intuicji, zaś logika ujmowania sprawy zacznie przypominać tę naiwną. Tak więc logika naiwna nie jest jakimś absolutnym złem - będzie nim, jeśli ktoś ją zastosuje w przypadku gdy ma alternatywę, gdy możliwe jest zastosowanie bardziej ścisłych postaci logiki, lecz ktoś tę możliwość odrzuca.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin