Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Być KIMŚ
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 4:57, 06 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Przyszło mi jeszcze do głowy dość prosty test na to, na ile ktoś jest KIMŚ.
Ten test jest odpowiedzią na pytanie:
Czy NAPRAWDĘ WIERZYSZ, że to co myślisz, czujesz, robisz MA ZNACZENIE?!
Oj, teraz to tu "grubo pojechałeś"!.. Strach się bać! ;-P
A w ogóle ktoś może być nie kimś?? Czyli co- nikim??
I z tą wiarą i znaczeniem, to grubo, oj, grubo!.. A co jeśli ktoś wierzy, że jest bogiem, Napoleonem albo pluszowym misiem i popierdala nago po wszechświecie rozpychając się pomiędzy galaktykami, w dodatku na b sjj34gwj o bez sruuuu??
A taka osoba, która wierzy, że to jego, to dopiero ma znaczenie- to megaloman, egotyk, może narcyz...

Znów ponawiam apel: Przemyśliwuj bardziej Michałku, bo czasem takie "kwiatki sadzisz"...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:46, 06 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Przyszło mi jeszcze do głowy dość prosty test na to, na ile ktoś jest KIMŚ.
Ten test jest odpowiedzią na pytanie:
Czy NAPRAWDĘ WIERZYSZ, że to co myślisz, czujesz, robisz MA ZNACZENIE?!
Oj, teraz to tu "grubo pojechałeś"!.. Strach się bać! ;-P
A w ogóle ktoś może być nie kimś?? Czyli co- nikim??
I z tą wiarą i znaczeniem, to grubo, oj, grubo!.. A co jeśli ktoś wierzy, że jest bogiem, Napoleonem albo pluszowym misiem i popierdala nago po wszechświecie rozpychając się pomiędzy galaktykami, w dodatku na b sjj34gwj o bez sruuuu??
A taka osoba, która wierzy, że to jego, to dopiero ma znaczenie- to megaloman, egotyk, może narcyz...

Znów ponawiam apel: Przemyśliwuj bardziej Michałku, bo czasem takie "kwiatki sadzisz"...

Tu właśnie dochodzimy do kluczowego pytania: co to znaczy, że MYŚL MA ZNACZENIE.
Myśl ma znaczenie, gdy jest SPÓJNA, gdy nie przeczy sama sobie. Ktoś twierdzący, że jest pluszowym misiem NIE JEST W STANIE UTRZYMAĆ OWEJ TEZY PRZED SAMYM SOBĄ!
Powstaje pytanie: dlaczego więc ją głosi, skoro nie umie jej podeprzeć znaczeniem?
- ano właśnie dlatego, że w znaczenie swoich myśli nie wierzy!

Dla tych co nie wierzą w znaczenie ich słow, wszystko co mówią, piszą, jakkolwiek komunikują "przyszło i poszło", był sobie strumień wrażeń bez znaczenia. Bez znaczenia.

W Biblii (teraz Stary Testament) jest takie stwierdzenie o młodości jednego z prorokoków "I Bóg nie pozwolił żadnemu jego słowu upaść na ziemię". To piękne określenie - "jego słowa nie padały na ziemię". Znaczyło to, że ten człowiek był WAŻNY, więc jego słowa musiałby być WAŻNE, aby był JEDNOŚCIĄ w tym kim jest, co robi, czym się okazuje. To nie była "baba paplająca" co jej na język przeniesie, to nie był głupek nie panujący nad odruchami, to był KTOŚ.
Ludzie wtedy są nikim, gdy robią rzeczy, pod którymi nie byliby w stanie się w pelni podpisać, czyli gdy jakaś część ich istoty jest trochę tu, trochę tam - czasem wszędzie i nigdzie.
Gdy jesteś KIMŚ, to JESTEŚ, to twoje słowa są jak z najtwardszego granitu, jak z najczystszego złota, nie mogą, bo nie powinny być niczym, nie powinny być zapominane. Ale jeśli nie mają być zapominane, to powinny coś ZNACZYĆ, a do tego znaczyć TRWALE.
Słowa, czyny człowieka powinny być takie, żeby dały się obronić przed atakiem krytyki.
Słowa "jestem pluszowym misiem" przepadają, ich wypowiedzenie wynika z kaprysu, z głupoty, z myślenia "to nieważne co powiem, dziś mi się tak powiedziało, ale to nie ma znaczenia."


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 9:36, 07 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9141
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:00, 06 Sie 2015    Temat postu:

Jednak być Kulczykiem;-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:47, 06 Sie 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Jednak być Kulczykiem;-)

i umrzeć we względnie młodym wieku? :shock:


Ale tak w ogóle, to ja nie chciałbym być Kulczykiem. Czy też kimkolwiek takim jak on. To nie byłbym ja, ale ktoś mocno ode mnie psychicznie odległy.
Dla mnie Kulczyk jest symbolem zwycięzcy w tym, co nadawane nam kulturą, społeczeństwem, oczekiwaniami bycia lepszym w kryteriach walki i konkurencji. A to jest coś, czego nie potrafię zbytnio cenić. Właściwie to skupienie się na tych zwycięstwach uznałbym za moją OSOBISTĄ porażkę.
Dla mnie być KIMŚ oznacza, że cała moja istotna moc jest skupiona we mnie - czyli nie może być w pieniądzach, nie może być w ludzkich zazdrościach i poważaniu, nie może być w tym, co ktoś tam uznał na sobie znanych zasadach, a innym ludziom to umiejętnie sprzedał.
Mój ideał mnie, to ktoś kto JEST niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań, od łaskawości tłumu, publiki, świata, to KTOŚ, kto nagi na pustyni, czy w wytwornym garniturze najlepszego hotelu, czy w lesie, na łące, w slumsach, czy baraku JEST TYM SAMYM, bo jest SOBĄ. Taki ktoś JEST, bo nic zewnętrznego go nie wyznacza, tylko jego jestestwo. To jest dopiero prawdziwa moc, prawdziwe posiadanie siebie, prawdziwe BYCIE. To jest BYCIE KIMŚ.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 15:50, 06 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9141
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:31, 06 Sie 2015    Temat postu:

Dyskusja na czasie w kontekście pogrzebu najbogatszego Polaka.
Kim on był??

Według mnie nikim.


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Czw 16:32, 06 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:47, 06 Sie 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Dyskusja na czasie w kontekście pogrzebu najbogatszego Polaka.
Kim on był??

Według mnie nikim.

Mam nadzieję, że są jakieś powody, aby uznać człowieczeństwo tego człowieka, że są jakieś jego atuty, których my nie znamy. Ja wierzę, że Bóg je widzi i uznaje. Ja nie muszę ich zauważać, to nie do mnie należy ocena.
Wg moich kryteriów wybory życiowe Kulczyka są dyskusyjne. Ale nie siedziałem w jego skórze, nie wiem czy czasem nie były one jakoś tam potrzebne, moze konieczne, aby ktoś coś zrozumiał, aby coś się dokonało. Wierzę, że jest coś, co człowieczeństwo tego najbogatszego Polaka jest w stanie wybronić, uznać. Naprawdę w to wierzę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9141
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:56, 06 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Dyskusja na czasie w kontekście pogrzebu najbogatszego Polaka.
Kim on był??

Według mnie nikim.

Mam nadzieję, że są jakieś powody, aby uznać człowieczeństwo tego człowieka, że są jakieś jego atuty, których my nie znamy. Ja wierzę, że Bóg je widzi i uznaje. Ja nie muszę ich zauważać, to nie do mnie należy ocena.
Wg moich kryteriów wybory życiowe Kulczyka są dyskusyjne. Ale nie siedziałem w jego skórze, nie wiem czy czasem nie były one jakoś tam potrzebne, moze konieczne, aby ktoś coś zrozumiał, aby coś się dokonało. Wierzę, że jest coś, co człowieczeństwo tego najbogatszego Polaka jest w stanie wybronić, uznać. Naprawdę w to wierzę.


Są bezdyskusyjne- bo był skuteczny. Nie róbmy z niego bohatera narodowego. Ilu ludziom dał pracę i ilu teraz ją straci? (Polakom) może ktoś taką analizą dysponuje. Lub jest w stanie ją zrobić.

Chrześcijanin chyba wątpliwy , bo rozwiódł się z żoną!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 17:17, 06 Sie 2015    Temat postu:

Semele napisał:
...był skuteczny. Nie róbmy z niego bohatera narodowego. Ilu ludziom dał pracę i ilu teraz ją straci? (Polakom) może ktoś taką analizą dysponuje. Lub jest w stanie ją zrobić.

Chrześcijanin chyba wątpliwy , bo rozwiódł się z żoną!


Ano dla mnie bohaterem to on też nie był.
A tak na marginesie owo "dawanie pracy" to wg mnie mocno przereklamowany "chwyt moralny" mający usprawiedliwić egoizm bogaczy. To, że się korzysta z czyjejś pracy, że się ma jakiejś usługi, jakieś przyjemności, towary bogacze obrócili na jakąś etyczną moc i dobro - oto "dają pracę". Jacy łaskawcy!...
Nie sami korzystają, ale dają pracę!...

Tyle że
Hitler też "dawał pracę" w przymusowych obozach. A jeśli nie w bezpośrednio przymusowych, to w przymusie ekonomicznym. Podobnie "dają pracę" sutenerzy, mafiosi. Faraoni dali pracę tysiącom niewolników, którzy zamiast żyć w rodzinach, cieszyć się kontaktem z bliskimi harowali w upale dla zachcianki władcy wybudowania sobie superwielkiego grobowca.
Stalin w obozach pracy dawał pracę prześladowanym przez siebie. Każdy tyran "dawał pracę".
To nie samo dawanie pracy jest zasługą, ale WARUNKI NA JAKICH KTOŚ DAJE PRACĘ!
Jak ktoś "daje pracę", korzystając czyjegoś wysiłku, potu, zmagań ze zmęczeniem na warunkach głodu i nędzy to nie jest żadnym dobroczyńcą, tylko sukinsynem egoistą.

To było abstrahując od samego Kulczyka. Nie oceniam jego "dawania pracy", bo niewiele o tym wiem. Ale przypuszczam, że w życiowych wyborach raczej nie dawanie pracy mu chodziło, tylko o tę finansowo polityczną grę, o to pięcie się coraz wyżej. A to, czy ktoś przy okazji pracę zyskał, czy stracił, nie było jakoś szczególnie ważne - to służyło po prostu jego zamiarom, celom itp.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 18:00, 06 Sie 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9141
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:28, 06 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ano dla mnie bohaterem to on też nie był.
A tak na marginesie owo "dawanie pracy" to wg mnie mocno przereklamowany "chwyt moralny" mający usprawiedliwić egoizm bogaczy. To, że się korzysta z czyjejś pracy, że się ma jakiejś usługi, jakieś przyjemności, towary bogacze obrócili na jakąś etyczną moc i dobro - oto "dają pracę". Jacy łaskawcy!...
Nie sami korzystają, ale dają pracę!...
A to, czy ktoś przy okazji pracę zyskał, czy stracił, nie było jakoś szczególnie ważne - to służyło po prostu jego zamiarom, celom itp.


Trafnie - właściwie praca jest towarem w kapitalizmie. Czy ludzie byli ważni dla naszego kapitalisty?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:39, 07 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Myśl ma znaczenie, gdy jest SPÓJNA, gdy nie przeczy sama sobie. Ktoś twierdzący, że jest kluczowym misiem NIE JEST W STANIE UTRZYMAĆ OWEJ TEZY PRZED SAMYM SOBĄ!
Powstaje pytanie: dlaczego więc ją głosi, skoro nie umie jej podeprzeć znaczeniem?
- ano właśnie dlatego, że w znaczenie swoich myśli nie wierzy!
Ale bzdury!
Myśl padać kwiat bzium bzium ależ kuku, to tamtu oj nie fsd5wm trzy jest jak najbardziej spójna i nie zawiera w sobie sprzeczności, o ile ktoś odnosi te wszystkie kwazi-wyrazy do symboli, zawartości własnej świadomości, pamięci w sposób dostatecznie jednoznaczny oraz wyobraża powiązania pomiędzy tymi kwazi-wyrazami!
Co to znaczy "NIE JEST W STANIE UTRZYMAĆ OWEJ TEZY PRZED SAMYM SOBĄ"?..
Napisałem powyżej, ze absolutnie jest w stanie podeprzeć ją znaczeniem (to co, że własnym znaczeniem- przecież każdy operuje TYLKO WŁASNYM znaczeniem)!
A ostatnie zdanie cytowanego fragmentu, to bzdura potężna. Jeśli by nie wierzył ów ktoś w znaczenie takich swych myśli, to nie "zajmowałby się" nimi- na pewno nie do tego stopnia, aby z myśli tych utworzyć wypowiedź o JAKIEJŚ TREŚCI.
Michał Dyszyński napisał:
Dla tych co nie wierzą w znaczenie ich słow, wszystko co mówią, piszą, jakkolwiek komunikują "przyszło i poszło", był sobie strumień wrażeń bez znaczenia.
Jeśli ani trochę nie wierzą- to nie mówią, nie piszą, nie komunikują.
Strumień wrażeń jest zawsze bez znaczenia- znaczenie dopiero ludzki rozum nadaje.
Michał Dyszyński napisał:
Ludzie wtedy są nikim, gdy robią rzeczy, pod którymi nie byliby w stanie się w pelni podpisać, czyli gdy jakaś część ich istoty jest trochę tu, trochę tam - czasem wszędzie i nigdzie.
Mocne twierdzenie. Czyli zamiast np. wspomagać takich ludzi psychoterapią, to uważać ich za "nic"?.. No, gratuluję podejścia! :fuj:
Michał Dyszyński napisał:
Gdy jesteś KIMŚ, to JESTEŚ, to twoje słowa są jak z najtwardszego granitu, jak z najczystszego złota, nie mogą, bo nie powinny być niczym, nie powinny być zapominane. Ale jeśli nie mają być zapominane, to powinny coś ZNACZYĆ, a do tego znaczyć TRWALE.
Yhy... A świstak siedzi i też chce być KIMŚ- i dlatego zawija granit w słowa oraz "sadzi bobki", aby jego smrodu nie łatwo było zapomnieć... :rotfl:
Michał Dyszyński napisał:
Słowa, czyny człowieka powinny być takie, żeby dały się obronić przed atakiem krytyki.
Najlepiej się broni ten- wraz ze swymi przekonaniami- kto najgłośniej krzyczy; a jeszcze lepiej ten, kto atak stosuje...
Jakie to naiwne czasem, co wypisujesz! Gdyby tak łatwo dawały się obronić mądrości przed krytyką, gdyby tylko ich znaczenie, użyteczność i głębia sprawiały, że krytyka milknie- to mielibyśmy życie, społeczeństwo przepełnione mądrością, wyzute z błędów, z niewiedzy, niezdecydowania!.. Taki raj na Ziemi.
Michał Dyszyński napisał:

Słowa "jestem pluszowym misiem" przepadają, ich wypowiedzenie wynika z kaprysu, z głupoty, z myślenia "to nieważne co powiem, dziś mi się tak powiedziało, ale to nie ma znaczenia."
Gdzie przepadają niby? A co nie wynika z kaprysu? Czym jest głupota? Jak już napisałem: "gdyby było nie ważne, to bym nie powiedział".

Ale Michał nadal "kwiatki sadzi" niekiedy!..
:fuj:


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 1:41, 07 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:50, 07 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Mój ideał mnie, to ktoś kto JEST niezależnie od zewnętrznych uwarunkowań, od łaskawości tłumu, publiki, świata, to KTOŚ, kto nagi na pustyni, czy w wytwornym garniturze najlepszego hotelu, czy w lesie, na łące, w slumsach, czy baraku JEST TYM SAMYM, bo jest SOBĄ. Taki ktoś JEST, bo nic zewnętrznego go nie wyznacza, tylko jego jestestwo. To jest dopiero prawdziwa moc, prawdziwe posiadanie siebie, prawdziwe BYCIE. To jest BYCIE KIMŚ.
Co do tej treści, to przyklasnę lekko.
Tylko, że w warunkach życia, egzystencji na Ziemi jest mnóstwo czynników zewnętrznych właśnie, które "wyznaczają nam otoczenie"- a więc i nas samych w tym otoczeniu...

Prawdziwą mocą, byciem najintensywniej, całym sobą jest akceptacja- niemożliwa bez uprzedniego zrozumienia- natury Rzeczywistości, a więc i własnej natury, jako elementu tej Rzeczywistości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 2:12, 07 Sie 2015    Temat postu:

Jeszcze w kontekście waszej "rozmowy" o Kulczyku, choć bardziej ogólnie i filozoficznie:
Wszystko ma swoją przyczynę oraz skutek. W tym sensie wszystko jest dobre, poprzez sam fakt, że się wydarza. (Chociaż "najlepsze" jest niewydarzanie się, czyli Niebyt.) Nie ma obiektów ani zdarzeń jednoznacznie złych ani jednoznacznie dobrych. Pomijając już taką oczywistość, że te kategorie nie są immanentnymi cechami Rzeczywistości- a jedynie człowiek je nadaje na podstawie własnej oceny użyteczności, celowości.
Tak więc każde "zło" może prowadzić do "dobra". A w ludzkim ujęciu, dla samych ludzi: złe rzeczy dzieją się po to, aby człowieka nauczyć, wskazać mu co jest niesłuszne, błędne.
Także nawet despoci są "skarbem" dla ludzkości, bo pozwalają zauważyć tego typu sytuacje, jakie "wytwarzają", by następnie- przynajmniej tak myśleć i postępować powinniśmy- dać pole do znalezienia odpowiedniej obrony przed nimi, przed ewentualną powtórką z totalitaryzmów...

Tak jeszcze bardziej metafizycznie zgłębiając ten temat... Większość religii oraz filozofii naucza raczej, że ostatecznie nic nieodpowiedniego w świecie się nie dzieje, że świat jest globalnie dobry. Myślę, że dość trudno to zrozumieć w "ludzkich kategoriach codziennego życia", gdzie często jeszcze podlegamy instynktom, egocentrycznym emocjom... Ale z perspektywy Kosmosu, Boga wszystko, co się dzieje, dzieje się słusznie i prawidłowo, potrzebnie, w odpowiednim miejscu i czasie. Cokolwiek się dzieje i tak prowadzi do pełnej jedności i wyzwolenia...
:)


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 14:12, 07 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 8:47, 07 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Jeszcze w kontekście waszej "rozmowy" o Kulczyku, choć bardziej ogólnie i filozoficznie:
Wszystko ma swoją przyczynę oraz skutek. W tym sensie wszystko jest dobre, poprzez sam fakt, że się wydarza. (Chociaż "najlepsze" jest niewydarzanie się, czyli Niebyt.) Nie ma obiektów ani zdarzeń jednoznacznie złych ani jednoznacznie dobrych. pomijając już taką oczywistość, że te kategorie nie są immanentnymi cechami Rzeczywistości- a jedynie człowiek je nadaje na podstawie własnej oceny użyteczności, celowości.
Tak więc każde "zło" może prowadzić do "dobra". A w ludzkim ujęciu, dla samych ludzi: złe rzeczy dzieją się po to, aby człowieka nauczyć, wskazać mu co jest niesłuszne, błędne.
Także nawet despoci są "skarbem" dla ludzkości, bo pozwalają zauważyć tego typu sytuacje, jakie "wytwarzają", by następnie- przynajmniej tak myśleć i postępować powinniśmy- dać pole do znalezienia odpowiedniej obrony przed nimi, przed ewentualną powtórką z totalitaryzmów...

Tak jeszcze bardziej metafizycznie zgłębiając ten temat... Większość religii oraz filozofii naucza raczej, że ostatecznie nic nieodpowiedniego w świecie się nie dzieje, że świat jest globalnie dobry. Myślę, że dość trudno to zrozumieć w "ludzkich kategoriach codziennego życia", gdzie często jeszcze podlegamy instynktom, egocentrycznym emocjom... Ale z perspektywy Kosmosu, Boga wszystko, co się dzieje, dzieje się słusznie i prawidłowo, potrzebnie, w odpowiednim miejscu i czasie. Cokolwiek się dzieje i tak prowadzi do pełnej jedności i wyzwolenia...
:)

Spotkałem się z tym poglądem. I chyba moje uwagi nieco do niego aspirują.

Dla mnie bogacze są trochę jak wulkany, huragany, czy trzęsienia ziemi - wywołują ogromne skutki, mają wpływ na życie milionów ludzi. Ale to wcale nie znaczy, że to ci bogacze są PRAWDZIWYMI SPRAWCAMI. Dla mnie typowy bogacz, to jednostka podlegająca deterministycznej niewoli - ona zarabia, bo musi zarabiać, tak jak wulkan wybucha, bo musi wybuchać, bo takie są prawa fizyki. Bogacz zarabia, działa zgodnie z zasadą korzyści, ale REALNIE NIE WYBIERA, jego wybory są pozorne, on jest jakby "słupem" w tym układzie, bo co prawda skupia się na jego osobie jakiś tam splot okoliczności, to jednak bogacz NIE JEST W STANIE WYDUSIĆ ZE SWOICH MYŚLI REFLEKSJI SKUTKUJĄCEJ PRAWDZIWĄ WOLNOŚCIĄ wyboru! Bogacz po prostu jest jakby za głupi, aby uznać jego działania za zasługę, bądź winę - on robi to co musi, choć mu się zdaje, że coś wybrał. Dlatego bogaczy nie podziwiam za ich bogactwo.
Oczywiście nie mówię tu o każdym bogaczu. To nie jest tak, że wielkie pieniądze i kariera stygmatyzują nieodwołanie głupotą. Ale na pewno utrudniają osiąganie wyższych poziomów świadomości, bo silne skupienie się na doczesności musi upośledzać owa wyższą świadomość. Jednak nie wykluczone jest, że jakaś część bogaczy rozwinie w sobie także i duchowość, a wtedy ich wybory staną się bardziej wolne, czyli przypisywane im działania będą rzeczywiście świadczyły o tych ludziach. W tym ostatnim przypadku mógłbym powiedzieć, czy takie bogacza podziwiam, czy odwrotnie - uważam za kogoś negatywnego. Ale typowy egoistyczny bogacz jest dla mnie bardziej "siłą natury", niż człowiekiem, czyli jest osobnikiem, do którego aspekt podziwiania go jako człowieka, po prostu nie ma zastosowania.

Ale mam w aspekcie swoją własną dodatkową "teorię". Wg mnie pewne rzeczy w świecie powinny się zdarzyć, aby ludzie zobaczyli jak reagują, jak wychodzą z problemów. Walka pomiędzy Bogiem, a jego przeciwnikiem polega na tym, że Bóg mówi coś w stylu: nawet w trudnych sytuacjach ludzie znajdą dobre rozwiązania, okażą się wartościowi i mądrzy. Szatan z kolei stoi na stanowisku, że cały gatunek ludzki to nic wartościowego. Tak więc pewne (trudne!) sytuacje zdarzają się (powinny się zdarzyć), a Ci którzy znajdują w nich poprawne rozwiązania "świecą" jako ambasadorzy ludzkości, jako Ci, którzy pokazali wartość człowieczeństwa. Jednak musi być też ktoś, kto owe trudne sytuacje stworzy - jakiś tyran, jakiś głupek, jakaś sytuacja z nawarstwionymi nieporozumieniami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:25, 07 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ale mam w aspekcie swoją własną dodatkową "teorię". Wg mnie pewne rzeczy w świecie powinny się zdarzyć, aby ludzie zobaczyli jak reagują, jak wychodzą z problemów. Walka pomiędzy Bogiem, a jego przeciwnikiem polega na tym, że Bóg mówi coś w stylu: nawet w trudnych sytuacjach ludzie znajdą dobre rozwiązania, okażą się wartościowi i mądrzy. Szatan z kolei stoi na stanowisku, że cały gatunek ludzki to nic wartościowego. Tak więc pewne (trudne!) sytuacje zdarzają się (powinny się zdarzyć), a Ci którzy znajdują w nich poprawne rozwiązania "świecą" jako ambasadorzy ludzkości, jako Ci, którzy pokazali wartość człowieczeństwa. Jednak musi być też ktoś, kto owe trudne sytuacje stworzy - jakiś tyran, jakiś głupek, jakaś sytuacja z nawarstwionymi nieporozumieniami.
No, dokładnie. Właśnie o tym pisałem w poprzednim post'cie w tym wątku.

Co do reszty twego powyższego postu:
Zwrócę uwagę jedynie na dwa główne błędy, jakie w nim "popełniłeś".
1. Kto, kiedy nie działa zgodnie z zasadą korzyści?!
2. Kto, kiedy nie robi tego, co musi (tu jest dysonans jeśli chodzi o znaczenie przymusu- to może wywoływać spore nieporozumienia w poruszanym zagadnieniu); a- przede wszystkim- komu i kiedy się nie zdaje, że to on wybrał [poniekąd słusznie, ale to nieco bardziej skomplikowane- pisałem już o tym gdzieś na tym forum]??
W ogóle z treści tego fragmentu postu twego wynika, że bogatych traktujesz, jak niepoczytalnych; że bogactwo implikuje "podczłowieczeństwo"... Znów się "rozbajdurzyłeś".


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 14:28, 07 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:20, 11 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:

Zwrócę uwagę jedynie na dwa główne błędy, jakie w nim "popełniłeś".
1. Kto, kiedy nie działa zgodnie z zasadą korzyści?!
2. Kto, kiedy nie robi tego, co musi (tu jest dysonans jeśli chodzi o znaczenie przymusu- to może wywoływać spore nieporozumienia w poruszanym zagadnieniu); a- przede wszystkim- komu i kiedy się nie zdaje, że to on wybrał [poniekąd słusznie, ale to nieco bardziej skomplikowane- pisałem już o tym gdzieś na tym forum]??
[/color]

Tu można by zacząć toczyć dyskusję na temat definicji "musieć" i "mieć korzyść". Gdzieś o tym pisałem, a nie bardzo chce mi się wracać do sprawy. W skrócie - można tak rozumieć te słowa, że albo zawrą w sobie, albo wykluczą ideę wolności woli. Stosownie do tego jak wybierzemy owe definicje wyjdzie nam że albo wszystko "Musimy", albo że jednak "naprawdę wybieramy". Ale spór co jest "naprawdę" będzie nierozstrzygalny.


Piotr Rokubungi napisał:
W ogóle z treści tego fragmentu postu twego wynika, że bogatych traktujesz, jak niepoczytalnych; że bogactwo implikuje "podczłowieczeństwo"... Znów się "rozbajdurzyłeś".

No cóż, Jezus mówił: łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do Królestwa Bożego.
Nie uważam, ze bogactwo "implikuje" podczłowieczeństwo. Uważam że bardzo trudno jest być bogatym zachowując człowieczeństwo w pełnej postaci.
Ale nie mnie oceniać bogaczy. Nie sądzę tutaj nikogo konkretnego. Jeśli już, to SĄDZĘ POSTAWY LUDZKIE. Jeśli ktoś ma dóbr tyle, że je marnotrawi, podczas gdy ktoś obok cierpi nędzę, to każde takie marnotrawienie jest oskarżeniem człowieczeństwa marnotrawcy. Ale przecież nie każdy bogacz marnotrawi.
Bogacze (świadomi wartości człowieczeństwa) mają bardzo trudną misję na tym świecie - muszą wciąż wybierać komu odmówić czegoś, co jest w ich dyspozycji. Muszą jakoś zdusić w sobie współczucie, wytłumaczyć, dlaczego mimo łatwości z jaką mogą komuś pomóc, ignorują prośby, czy potrzeby drugiego człowieka. Jeśli się przyzwyczają, że odmawianie, bycie sknerą, kimś skupionym na własnym stanie posiadania jest normą, to przepadną duchowo. Część z nich to czuje, angażując sie co jakiś czas w jakieś charytatywne przedsięwzięcia. Ale to może być za mało - szczególnie jeśli wcześniej się odmówiło pomocy komuś naprawdę (!) potrzebującemu.
Ci co się nie przejmują, którzy tylko chcą się bawić, cieszą się ze swojej przewagi finansowej nad resztą ludzi, nie poczuwając się do żadnej formy solidarności - ci faktycznie wg mnie kwalifikują się do jakiejś formy podczłowieczeństwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:57, 15 Sie 2015    Temat postu:

@ Michał Dyszyński:
Cytat:
W skrócie - można tak rozumieć te słowa, że albo zawrą w sobie, albo wykluczą ideę wolności woli. Stosownie do tego jak wybierzemy owe definicje wyjdzie nam że albo wszystko "Musimy", albo że jednak "naprawdę wybieramy". Ale spór co jest "naprawdę" będzie nierozstrzygalny.
A ja uważam, że jest to rozstrzygalne w znacznym stopniu. Podstawą do wnioskowania w tej kwestii powinno być rozważanie n/t interakcji, wzajemnych relacji pośród energii Rzeczywistości... Ale teraz nie mam czasu tego rozwijać. Innym razem postaram się popisać m. in. o determinizmie i sprawach związanych z jego zagadnieniem.

Co do drugiej części twego powyższego, ostatniego tu postu: Co to jest "podczłowieczeństwo"?? Znów piszesz o czymś, raczej słabo to określając, nie precyzując. Domyślnie mam przeczucie [ogólne] co do tego, o czym "tu mowa". Ale dla konkretnej dyskusji niezbędne jest ustalenie podstawowych pojęć, znaczeń tego zagadnienia.
Więc co ma oznaczać "człowieczeństwo w pełnej postaci"? A co- "przepaść duchowo"?

Natomiast uważam, że udzielanie pomocy charytatywnej w większości przypadków spowodowane jest raczej chęcią zaprezentowania się, pokazania wizerunku, "twarzy" dla publiki, "ucelebrycenia się", może też czasem pysznienia się- niż "wypływa z dobroci serca"... Chociaż też zauważam, że jedno drugiego nie wyklucza przecież!..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:58, 16 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Więc co ma oznaczać "człowieczeństwo w pełnej postaci"? A co- "przepaść duchowo"?

Człowieczeństwo w pełnej postaci to taki stan świadomości, który z grubsza można by opisać następująco:
- BRAK LĘKU, w tym brak konieczności oddawania siebie (rzeczy cennych), na rzecz rzeczy mało wartościowych
- PEŁNIA POZYTYWNEGO DZIAŁANIA NA ZEWNĄTRZ
- W PEŁNI NIEZAKŁÓCONY/NIEZAFAŁSZOWANY ODBIÓR BODŹCÓW ZEWNĘTRZNYCH
- W PEŁNI NIEZAKŁÓCONY/NIEZAFAŁSZOWANY ODBIÓR BODŹCÓW WEWNĘTRZNYCH - świadomość siebie.

Wracając do kwestii zagrożenia umysłu bogactwem. Największym problemem tutaj jest SYTUACJA PERMANENTNEGO KONFLIKTU pomiędzy dwoma bardzo silnymi sferami:
- sferą bezpośrednią, bieżącą, dotyczącą kontroli nad otoczeniem, robienia tego co się chce.
- sferą wartości wyższych, która "domaga się" postawienia spraw ludzkich, osobowych, związanych z człowieczeństwem ponad tym co doraźne, małostkowe, przemijające.
Biedak, którego życie pozbawia w dużym stopniu kontroli nad tym co by chciał, co może zrobić, ma w tym zakresie chyba lepszą sytuację - on nie musi walczyć ze sobą, aby poświęcić się doskonaleniu sfery duchowej (czy to robi, to już inna sprawa...), bo nie ma konkurencji ze strony posiadania władzy, środków itp. On właściwie może pracować nad duchowością w sposób naturalny - nie ma nic lepszego do roboty, bo nie ma tej - odciągającej emocjonalnie od zadania - całej masy przyjemności, jakie miałby do dyspozycji jako bogacz. Ktoś bogaty, jeśliby miał UDOWODNIĆ SOBIE (!), że naprawdę ceni CZYSTĄ INSTANCJĘ SIEBIE, SWOJE DUCHOWE JA, staje non stop przed sytuacją, w której będzie miał do dyspozycji "PSEUDODOWODY".
Takim pseudodowodem, niby potwierdzającym ja, jest wymuszenie na otoczeniu zazdrości, zewnętrznych form uznania (ludziska podlizują się, bardziej szanują tych bogatych). Problemem dla uznania wartości JA jest jednak POWÓD, dla którego ludzie owego JA-BOGATEGO fetują i szanują - czy robią to z powodu właśnie rozpoznania wartości JA, czy z innego?
Ja zaspokojone w szacunku z powodu tego, że związane jest z pięknym domem, drogim samochodem, władzą itp. niejako w środku "dobrze wie", że ów szacunek wynikł z rzeczy zewnętrznych, w jakimś stopniu WYMIENNYCH, niezależnych od samego JA. Ludzie składający hołd bogaczom najczęściej robią to DLA ZGROMADZONYCH PRZEZ NICH PIENIĘDZY, A NIE DLA ICH OSOBOWOŚCI!
Głównym problemem bogactwa jest to, że BOGACZ MA ZA DUŻO DO STRACENIA! On już ma szacunek ludzi - kupiony, to inna sprawa, ale ma. On już ma zaspokojone liczne potrzeby. Ale może to wszystko stracić!!!
W tej sytuacji pojawia się jakiś konkretny wybór, w którym na szali stoi:
- postąpić JAK TRZEBA, tak jak uważamy, że powinniśmy zrobić, ale jednocześnie stracić przynajmniej jakąś część swojego bogactwa.
- postąpić WBREW WŁASNYM WARTOŚCIOM, a dzięki temu zachować swoje bogactwo, związane z nim poważanie ludzi, miłe uczucie, że jednak jest się kimś, bo ludzie takim nas widzą.
To straszna sytuacja dla ludzkiej duchowości. Aby zachować twarz przed samym sobą, aby obronić zgodność deklarowanego JA i realizowanego w życiu, trzeba nieraz poświęcić właśnie to, co już nas posadowiło w naszym małym raju. Co wybieramy?...
Niestety, każde zaprzeczenie duchowej warstwy siebie, to takie danie w twarz temu prawdziwemu JA w sobie, to obrażanie człowieczej godności w nas. Jeśli wybieramy "trochę więcej zarobić" zamiast "potwierdzić siebie w duchowym sensie", to tym samym SAMI DOWODZIMY, że się nie cenimy, że bardziej wierzymy w siebie zewnętrznego, tego fetowanego przez próżność, przez "łaskawców" dybiacych na nasze pieniądze, niż w to, co sami deklarujemy. W takim wyborze zgodność z samym sobą ustępuje zgodności z regułami, darami zewnętrznego świata. To jest - powtarzam - takie "danie w twarz" swojej duchowości.
Znając to zagrożenie, bardzo wielu duchowo zaawansowanych ludzi zupełnie rezygnuje z życia w "świecie" - zostają pustelnikami, porzucają wszystko. Wbrew pozorom, nie robią tego z przymusu, z jakiejś moralizatorskiej konieczności, lecz świadomie, aby pozbyć się tych niesłychanie trudnych dylematów co chwila - co wybrać JA-duchowy, czy JA-w świecie skuteczny?...

Bo tak to już jest, że na tym świecie skuteczność została bardzo mocno skonfliktowana z samozgodnością, duchowością. Tak mocno skonfliktowana, że praktycznie prawie nie sposób jest naszej słabej naturze pokonywać owe konflikty.
Nie krytykuję bogactwa, jako bogactwa. W pewnym sensie to uważam, że bogacz może być najświętszym człowiekiem, kimś absolutnie wyjątkowym - JEŚLI JAKOŚ UDA MU SIĘ WYJŚĆ OBRONNĄ RĘKĄ Z OPISANEGO WYŻEJ KONFLIKTU. Ale wydaje mi się, że bogacz, któremu się to uda, będzie kimś absolutnie niesamowitym w historii świata. Takim z resztą chyba był Budda - bo w pewnym momencie poświęcił przyjemne, dostatnie życie dla duchowości. Zwykli ludzie, po zdobyciu bogactwa, co chwila, za pomocą życiowych wyborów, upokarzają swoją duchowość, swoje prawdziwe JA. Gdy już upokorzą ją tak mocno, bez reszty, gdy powiedzą sobie: tego głębszego JA to w ogóle nie ma, bo przecież liczy się wyłącznie to co widać, ta doznawana na co dzień skuteczność, ta miła zazdrość, jaką ludzie czują widząc moją przewagę, te ich podlizywania się - gdy ci ludzie tak sobie powiedzą, niejako pozbywając się wszelkiej nadziei na to, że SĄ PRAWDZIWĄ WARTOŚCIĄ SAMI Z SIEBIE, z własnej MOCY, a nie z zewnętrznego łaskawego nadania, to można będzie mówić właśnie o ich "podczłowieczeństwie".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:47, 16 Sie 2015    Temat postu:

Piotr napisał:
...konflikty takie są właściwie sztuczne- spowodowane nierozumieniem natury Natury, w tym natury ludzkiej. Powodują je i podtrzymują również czynniki zewnętrzne wobec danej osoby- przede wszystkim inni ludzie. Np.: to nie natura ludzka stanowi o dążeniu do wielkiego gromadzenia dóbr materialnych, o kulcie pieniądza- wywołują to czynniki wywodzące się z nieodpowiedniej, nienaturalnej organizacji społecznej, z wymyślonych wartości kulturowych raczej.

Co by to nie było - jest Z ZEWNĄTRZ. W tym sensie zgadzam się z Tobą, że nie jest z natury (tej prawdziwej) człowieka (tego chyba w ogóle nie twierdziłem). Problemem jest to, że TEMU ZEWNĘTRZNEMU ULEGAMY!

Piotr napisał:

Dlaczego więc określasz jako "podludzi" tych, którzy słabo sobie z ich rozwiązywaniem radzą, lub czynią to w sposób pozorny, powierzchowny- raczej "przykrywając" konflikt, [pozorną] rozbieżność czy sprzeczność, niż go rozwiązując?

Chyba źle mnie zrozumiałeś. Nie nazywam nikogo podludziem. Patrzę na POSTAWY LUDZKIE. Poza tym imiennie nikogo nie wskazuję. I uważam też, że nie mam prawa oceniać nikogo.
Rozważam tylko PROBLEM emocji i zachowań ludzkich - gdy, z racji na rozdarcie człowieka pomiędzy skutecznością w świecie, a tym co tworzy duchowość - tenże człowiek staje przed bardzo trudnym wyborem. A napięcie duchowe, które się tutaj tworzy, jest oczywiście tym większe, im bardziej wygodne życie mamy z jednej strony, a potrzebą bycia kimś pomocnym drugiemu człowiekowi z przeciwnej strony.

Zastanawiałem się nieraz co właściwie można by powiedzieć bogaczom, którzy przecież muszą na tym świecie być, jeśli chcemy ciągnąć tę cywilizację. Ktoś jest sprytniejszy, ktoś musi zarządzać pieniędzmi.
Wydaje mi się, że spora część ludzi bogatych rozumie problem. Jeden z najbogatszych ludzi świata - szef szwedzkiej sieci IKEA - żyje w zwykłym domu w Szwajcarii, nie w jakimś pałacu. Warren Bufett też bardzo zamożny miliarder podobno w restauracji, w której zaproponowano mu drogie wino, odmówił mówiąc, że wolałby mieć pieniądze za to wino, niż pić tak drogi trunek.
Wydaje mi się, że granica, poza którą jest już to ewidentnie złe bogactwo, jest przede wszystkim MARNOTRWASTWO. Jeśli ktoś ewidentnie marnotrawi dobra, w sytuacji gdy ktoś obok cierpi niedostatek, to trudno jest wybronić taką postawę. Bo czy każdy, który ma, powinien rozdawać na potęgę majątek tym, którzy nie mają? - chyba nie.
W końcu część z nich jest biedna, bo miała majątek, ale go przepiła, bo trwoni wszystkie pieniądze, bo nie chce się wziąć do roboty, chociaż może. Dając datek biednemu cygańskiemu dziecku być może wcale nie pomagamy temu dziecku, tylko jej rodzicielowi - tyranowi, który odbiera wszystkie wyżebrane pieniądze, aby życ w luksusie. NIe twierdzę, że należy rozdawać, co się ciężką pracą zdobyło, na rzecz ludzi, którzy być może na swoją biedę zasłużyli. Są granice zdrowego rozsądku. Ale jesli ktoś tylko marnotrawi dobra, obciąża świat masą swoich zachcianek, ignorując nędzę ludzi obok, to to jest nie w porządku. Wydaje mi się, że człowiek, który uczciwie zarabia pieniądze i dobrze mu się finansowo wiedzie, ma prawo do dobrego samochodu, wygodnego domu, wakacji na wysokim poziomie. Jednak cały czas powinien patrzeć wokół siebie i w razie potrzeby być jednak gotów do pomocy.

W Biblii jest bardzo ciekawa historia z bogaczem - przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Ponieważ dla części osób Biblia jest autorytetem, to pozwolę sobie tutaj pewien wniosek z owego tekstu wyciągnąć. Ale najpierw sam tekst:
(Ew. Łukasza 16:18-24, Biblia Tysiąclecia)
(19) żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. (20) U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. (21) Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. (22) Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. (23) Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. (24) I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. (25) Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz.

Przypowieści są mocno symboliczne i w wielu zakresach zadziwiająco precyzyjne. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na dwa wyrażenia z tekstu:
U bramy jego pałacu leżał żebrak
i
Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza.

To, że żebrak leżało "u bramy" oznacza, że był relatywnie dostrzegany, w zasięgu, nie gdzieś na antypodach. Jezu w swoim przekazie nie oczekuje od człowieka brania na siebie całego zła świata, pomaganie wszystkim - chodzi o tych, którzy "leżą u naszych bram" (choć pewnie zasługą byłoby skierowanie swojej dobroczynności też dalej).
I drugi aspekt sprawy, czyli chęć żebraka "nasycenia się odpadkami". Żebrak w owej przypowieści nie chce bogaczowi zabrać tego, co jest mu potrzebne! Nie chce właściwie niczego więcej, tylko tego, co jest w absolutnym nadmiarze, co spada ze stołu, bo bogacz nie jest w stanie tego przejeść. Ale żebrak tego nie dostaje. I to jest największym oskarżeniem dla bogacza - nie daje potrzebującemu nawet tego, z czego skorzystać nie potrafi.
Dlatego piszę o marnotrawstwie - ono jest największym oskarżeniem bogaczy. Sam zbytek pewnie jeszcze jakoś można od biedy wybronić - może ktoś faktycznie nań zasłużył. Marnotrawstwa, w obliczu nędzy "u bram" wybronić naprawdę nie sposób.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Nie 22:54, 16 Sie 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9141
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 11:09, 17 Sie 2015    Temat postu:

Może to trochę tak jest, że aby być KIMŚ, trzeba pozwolić sobie na bycie NIKIM.

Nawet na fb;-) i forach;-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:45, 17 Sie 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Może to trochę tak jest, że aby być KIMŚ, trzeba pozwolić sobie na bycie NIKIM.

Nawet na fb;-) i forach;-)
Semele, twoja mądrość ludowa nieco mnie przeraża!.. Czasem aż powoduje OB mojej żuchwy. ;-P :mrgreen:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:00, 17 Sie 2015    Temat postu:

@ Michał Dyszyński:
Cytat:
Problemem jest to, że TEMU ZEWNĘTRZNEMU ULEGAMY!
Uleganie w ogóle jest problemem. Akceptowanie [lub nie] jest słusznym sposobem- uleganie nim nie jest.
Cytat:
I uważam też, że nie mam prawa oceniać nikogo.
A jednak robiłeś to w treści wielu fragmentów twoich poprzednich postów w tym wątku (i chyba nie tylko w tym).
Cytat:
Rozważam tylko PROBLEM emocji i zachowań ludzkich - gdy, z racji na rozdarcie człowieka pomiędzy skutecznością w świecie, a tym co tworzy duchowość - tenże człowiek staje przed bardzo trudnym wyborem. A napięcie duchowe, które się tutaj tworzy, jest oczywiście tym większe, im bardziej wygodne życie mamy z jednej strony, a potrzebą bycia kimś pomocnym drugiemu człowiekowi z przeciwnej strony.
To jest sztuczne rozdarcie i konflikt. Słuszne i MOŻLIWE jest tego pogodzenie.
Cytat:
Jeden z najbogatszych ludzi świata - szef szwedzkiej sieci IKEA - żyje w zwykłym domu w Szwajcarii, nie w jakimś pałacu. Warren Bufett też bardzo zamożny miliarder podobno w restauracji, w której zaproponowano mu drogie wino, odmówił mówiąc, że wolałby mieć pieniądze za to wino, niż pić tak drogi trunek.
To pozoranctwo i zgredostwo Michale. ;-P
Cytat:
Dając datek biednemu cygańskiemu dziecku być może wcale nie pomagamy temu dziecku, tylko jej rodzicielowi - tyranowi, który odbiera wszystkie wyżebrane pieniądze, aby życ w luksusie. NIe twierdzę, że należy rozdawać, co się ciężką pracą zdobyło, na rzecz ludzi, którzy być może na swoją biedę zasłużyli.
To tzw. "klasyczna" sytuacja dawania wędki, zamiast ryby.
Cytat:
I drugi aspekt sprawy, czyli chęć żebraka "nasycenia się odpadkami". Żebrak w owej przypowieści nie chce bogaczowi zabrać tego, co jest mu potrzebne! Nie chce właściwie niczego więcej, tylko tego, co jest w absolutnym nadmiarze, co spada ze stołu, bo bogacz nie jest w stanie tego przejeść. Ale żebrak tego nie dostaje. I to jest największym oskarżeniem dla bogacza - nie daje potrzebującemu nawet tego, z czego skorzystać nie potrafi.
Dlatego piszę o marnotrawstwie - ono jest największym oskarżeniem bogaczy. Sam zbytek pewnie jeszcze jakoś można od biedy wybronić - może ktoś faktycznie nań zasłużył. Marnotrawstwa, w obliczu nędzy "u bram" wybronić naprawdę nie sposób.
Z tym się właściwie zgadzam.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pon 19:02, 17 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:42, 17 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Zwrócę uwagę jedynie na dwa główne błędy, jakie w nim "popełniłeś".
1. Kto, kiedy nie działa zgodnie z zasadą korzyści?!
2. Kto, kiedy nie robi tego, co musi (tu jest dysonans jeśli chodzi o znaczenie przymusu- to może wywoływać spore nieporozumienia w poruszanym zagadnieniu);

Błędy?...
Od razu myślisz o błędzie. A może po prostu nie dogadaliśmy pewnych określeń?...
Dla mnie błędem jest stwierdzenie "każdy zawsze działa zgodnie z zasadą korzyści". Przy czym błąd jest dość subtelny, bo JĘZYKOWY.
Wg mnie w zgodnie z zacytowaną zasadą, każde działanie człowieka jest motywowane przez "korzyść". Znaczyłoby to, że jemy dla "korzyści", mamy dzieci dla "korzyści", nawet samobójstwa popełniamy dla "korzyści". I nawet jak oddajemy żebrakowi 10 zł, to robimy to dla "korzyści". Zapominając zamknąć samochód (narażając się na jego stratę) też pewnie mamy na myśli korzyść. Ulegając dziecku, które chce od nas setnego poczytania tej samej książeczki (od której flaki już nam się przewracają) też motywujemy się "korzyścią".
To skoro tak pojemne uczyniliśmy pojęcie "korzyści", to może i biegunkę po zjedzeniu czegoś niedobrego mamy dla korzyści, pomyłki życiowe też są dla korzyści, Słońce świeci dla korzyści, prawo stałości składu w chemii też obowiązuje dla korzyści?...
Gdzie jest granica dla znaczenia pojęcia?

Ja widzę słowo "korzyść" przede wszystkim w kontekście jawnego wyraźnego, rozpoznawalnego (nie domniemanego!) polepszenia swojego stanu - czy to materialnego, czy to emocjonalnego, prestiżowego itp. Ale jeżeli ktoś coś na mnie wymusza, jeśli robię coś z niechęcią (co jakże często się zdarza), to dla mnie to już nie jest "korzyść". Oczywiście ktoś może powiedzieć: ale przecież SKALKULOWAŁEŚ SOBIE, że lepiej opłaca Ci się ulec, niż upierać przy swoim. Ale jak odpowiem na to - może był w tym element pomyślenia, ale NIE NAZYWAM tego już motywu mojej decyzji "korzyścią", bo to się kłóci z innymi użyciami (typowymi) owego słowa, czyli gdy ktoś coś ewidentnie robi np. z przyczyn finansowych. Użyłbym więc dla takiego, czy innego motywu - zamiast korzyść - określenia np. wybrałem mniejsze zło, albo postąpiłem dość chaotycznie, w sposób niezbyt przemyślany, albo zrobiłem to niechętnie, ale się zmusiłem do tego, bo się kiedyś zobowiązałem, choć aktualnie żadnej korzyści w tym nie dostrzegam.
Gdzieś granica rozszerzania zakresu znaczeń pojęć jest. Oczywiście mamy tu kwestię dość uznaniową. I pewnie nie przedstawię tu ostatecznie jakiegoś superargumentu, który by absolutnie zabraniał używać pojęcia "korzyść" bardzo szeroko. Ale pewne spójnościowe, językowe argumenty za moim podejściem wydają mi się całkiem rozsądne.
Jeśli bowiem gdzieś do czegoś słowo korzyść - W TYPOWYM UŻYCIU DĄŻY - to właśnie do określenia sytuacji decyzji dokonywanych nie pod przymusem (nawet moralnym), ale z racji na oczekiwaną jakąś przyjemność, poprawę bytu. Tak to typowo chyba językowo działa, a rozszerzenie znaczenia na wszystkie możliwe motywacje jest wg mnie wręcz sprzeczne z ISTOTĄ znaczenia słowa "korzyść".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 19:48, 17 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:17, 17 Sie 2015    Temat postu:

I tu "cię mam" Michałku! ;-P
Ale bowiem: # jemy dla korzyści- oczywiście; chyba nie wymaga tłumaczenia, hm? # mamy dzieci dla korzyści- oczywiście; same dzieci oraz ich życie, przyszłość są dla rodziców korzyścią ("nadzieją"). # samobójstwa popełniane są dla korzyści- oczywiście; dla korzyści ulżenia sobie w nieznośnym stresie, depresji i t. p. # oddając komuś jakiś pieniądz robimy to dla korzyści- oczywiście; choćby dla korzyści odczucia spełnienia fajnego czynu, dla podbudowania swojej psychiki, samooceny jako "dobrego człowieka". # zapomnienie nie jest działaniem świadomym, celowym- odpada jako przykład. # ulegając dziecku, jak w opisanej przez ciebie sytuacji również kierujemy się korzyścią- oczywiście; korzyścią taką, że dziecko nie będzie nam "zrzędzić", przestanie marudzić.
# biegunkę mamy jak najbardziej dla korzyści- oczywiście; bez takiego objawu organizm pozostawałby dużo dłużej zatruty, co prowadziłoby niechybnie do pogorszenia stanu chorobowego. # pomyłki życiowe są jak najbardziej dla korzyści- bez nich nie mielibyśmy szans uczyć się na własnych błędach; a taka nauka jest najskuteczniejszą metodą. # Słońce świeci dla korzyści- oczywiście; gdyby nie świeciło nie mogli byśmy żyć w takich formach biologicznych. # prawo, nawet jakiekolwiek, obowiązuje dla korzyści- dla korzyści zrozumienia i słuszniejszego, bardziej dostosowanego postępowania. :) Zgadzasz się, Michale??
Cytat:
Użyłbym więc dla takiego, czy innego motywu - zamiast korzyść - określenia np. wybrałem mniejsze zło, albo postąpiłem dość chaotycznie, w sposób niezbyt przemyślany, albo zrobiłem to niechętnie, ale się zmusiłem do tego, bo się kiedyś zobowiązałem, choć aktualnie żadnej korzyści w tym nie dostrzegam.
Tu też zawsze jest korzyść. Mniejsze zło- to większa korzyść, iż mniejsza. Postępować może w sposób jaki chcesz- liczy się efekt, znów bardziej korzystny. Nie jest istotne na ile chętnie, na ile niechętnie- znów, jeśli mowa o korzyści, liczy się skutek; chociaż akurat w tym przypadku można rozważać jakim kosztem. Zrobiłeś coś "na przekór sobie", bo się do tego zobowiązałeś? Masz wiec korzyść wywiązania się z obietnicy. :)
Cytat:
Jeśli bowiem gdzieś do czegoś słowo korzyść - W TYPOWYM UŻYCIU DĄŻY - to właśnie do określenia sytuacji decyzji dokonywanych nie pod przymusem (nawet moralnym), ale z racji na oczekiwaną jakąś przyjemność, poprawę bytu.
Znasz jakiegoś "zdrowego na umyśle" człowieka, który by postępował wbrew swoim oczekiwaniom?? Może ty?? (Nawet w sytuacji przymusu zawsze jest pewien wybór- i wybiera się "mniejsze zło", czymkolwiek by ono nie było w danych okolicznościach, dla danego człowieka. Pisałem o tym nieco w innym wątku z wujemzbojem.)
Cytat:
Tak to typowo chyba językowo działa, a rozszerzenie znaczenia na wszystkie możliwe motywacje jest wg mnie wręcz sprzeczne z ISTOTĄ znaczenia słowa "korzyść".
Teraz chyba najważniejsze. Wcale nie rozszerzyłem znaczenia pojęcia wyrazu korzyść- przedstawiłem tylko w jakich sytuacjach, w jak wielu ma ono SŁUSZNE zastosowanie. Korzyść nadal pozostała słownikową korzyścią. :) Toś się zamotał, Michałku! ;-P

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pon 21:19, 17 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin