Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Być KIMŚ
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:19, 01 Cze 2015    Temat postu: Być KIMŚ

Co to znaczy być KIMŚ?
Tak naprawdę KIMŚ, czyli Człowiekiem - tym pisanym z dużej litery - budzącym podziw?

Dla wielu będzie to może oznaczać - być bogatym.
A wg mnie być KIMŚ oznacza być niezależnym od bogactwa - gdy trzeba, KTOŚ będzie jakoś funkcjonował za złotówkę dziennie, będzie - bez płaczu i narzekania - po prostu ograniczy swe potrzeby, pozostając niezmiennie sobą. Bo nawet te bardziej natrętne potrzeby, to niewiele wobec bycia KIMŚ. A gdy przyjdzie taka okazja, KTOŚ będzie obracał się w zbytku - ale też zrobi to naturalnie, bez wywyższania, bo przecież PRAWDZIWE JA jest ponad to, co udało się innym wyrwać z ich portfeli za naszą aktywność. Prawdziwy KTOŚ nie drży z lęku przed utratą pieniędzy, nie sprzeda swojej godności i prawdy za lepszy samochód, większy dom, czy więcej fajerwerków odpalonych na sylwestra.
Gdy jesteś KIMŚ, to garnitur od Armaniego jest drobnym podkreśleniem twojej klasy. Jeśli jesteś nikim, a założysz taki garnitur, to staniesz się tylko wieszakiem na wyrób od Armaniego.

Dla wielu być KIMŚ może oznaczać, być utytułowanym.
Ale ja znam utytułowanych dupków, nadętych beztalenci, którzy dorobili się tytułów wątpliwej proweniencji sprytem. Taki naprawdę KTOŚ jest rozpoznawany przez innych ludzi względnie szybko, czasem nawet na pierwszy rzut oka. Jak tekst na anonimowym portalu napisze KTOŚ, to od razu daje się to odczuć, od razu niemal wszystko to widzą i czują; nie znając jego nazwiska, jego tytułu, jego statusu społecznego. Dupek wypisuje co chwila wszystkie możliwe tytuły przed swoim nazwiskiem, aby ludziska mieli dla niego szacunek. Prawdziwy KTOŚ woli często usiąść z boczku, nie wchodzić na afisz, bo zwykle wie, że ludziska i tak prędzej czy później go znajdą zaczną lgnąć DO TEGO CZYM JEST, czyli do jego prawdziwego CZŁOWIECZEŃSTWA.

Dla sporej części osób, aby być kimś, trzeba być inteligentnym.
Nie przeczę, inteligencja pomaga w byciu Człowiekiem Dużego Formatu. Ale nie jest absolutnie niezbędna. Byli analfabeci, których podziwiał i słuchał świat, byli wyedukowani i błyskotliwi hochsztaplerzy, którymi ostatecznie wzgardzono. Inteligencja jest jak szybki procesor w komputerze - daje nadzieję na sprawność przetwarzania, ale jak się zainstaluje zły system operacyjny, to najszybsza jednostka centralna zda się na niewiele. Oprócz tego co sprytne i błyskotliwe, oprócz cwanego manipulatorstwa jest taka cecha umysłu, której nie da się jakoś ściśle powiązać z inteligencją, a która naprawdę czyni człowieka. Tą cechą jest jakieś takie wewnętrzne uporządkowanie, godność w myśleniu, a może nawet jakaś tak MIŁOŚĆ do prawdy, do tego co z trwałości istnienia ulepione.

Może to trochę tak jest, że aby być KIMŚ, trzeba pozwolić sobie na bycie NIKIM. Gdy nie patrzysz na to jak cię widzą, jak cię piszą, co o tobie myślą, wtedy zaczynasz pozwoli dostrzegać PRAWDZIWEGO SIEBIE I PRAWDZIWY ŚWIAT. A jeśli przy każdej myśli słuchać będziemy cenzora, który wciąż upierdliwie zadaje pytania: a może to się komuś nie spodoba? A może to jest niedzisiejsze? A może powiedzą, że takie coś co wymyśliłeś jest już niemodne?... - jeśli takie pytania wciąż będą zakłócały to co widzimy i czujemy, to nigdy nie zobaczymy tego, co po prostu rzeczywiście widać, nie usłyszymy tego co rzeczywiście słychać.
Być kimś oznacza jakąś formę ODWAGI, odwagi najtrudniejszej, bo ODWAGI DO ZAPRZECZENIA SAMEMU SOBIE, swojemu wyobrażeniu o tym, kim jesteśmy. Tylko ten, kto nie boi się odrzucenia, zlekceważenia, wzgardzenia, będzie miał moc dotknąć materii rzeczywistości w takiej formie jaka jest, a nie przez grubą, toporną rękawicę utkaną z pragnień bycia uznanym za lepszego, mądrzejszego, bogatszego, bardziej szanowanego. A kto materii rzeczywistości nie jest w stanie, bez zakłóceń, w pełni wrażliwie dotknąć, odczuć, wziąć w "rękę myśli", ten nigdy w swoim jestestwie nie będzie prawdziwy, ten nigdy nie będzie KIMŚ.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:07, 01 Cze 2015    Temat postu:

Bycie kimś to kolejny wymysł ego. Rzeczywiście człowiek jest czymś, nie kimś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:34, 03 Cze 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Bycie kimś to kolejny wymysł ego. Rzeczywiście człowiek jest czymś, nie kimś.

Nawet jeśli to wymysł ego, to z tego niekoniecznie wynika jasna konkluzja. Czy bycie "wymysłem ego" jest jakoś deprecjonujące? A może jednak dowartościowujące? Albo jeszcze zupełnie neutralne. Poza tym czy "wymysł ego" jest TYLKO wymysłem ego, czy też może jest wymysłem ego i - dodatkowo - np. podstawą wszelkiego bytu?
To wszystko się nie wyklucza.

Dla mnie człowiek nie jest czymś - przynajmniej w tym sensie, że COŚ w moim ujęciu jest niezdolne do posiadania wystarczająco złożonej refleksji na swój temat. Ktoś z kolei jest tym niesamowitym WYBUCHEM świadomości, boską mocą, która jest w stanie wygenerować wszechświat mocą własnego umysłu (swój wewnętrzny wszechświat).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 18:18, 04 Cze 2015    Temat postu:

@ Michał Dyszyński:
Wymysł nie jest ani deprecjonujący, ani dowartościowujący- jest neutralny. Chociaż wszystkie t określenia sią również tylko wyobrażeniami świadomości [w tym przypadku bardziej przedświadomości, ponieważ są związane z emocjami, instynktami, a nawet archetypami pośrednio]. Natomiast wyobrażenia umysłowe nie są podstawą bytu- tym bardziej nie wszelkiego. Są złudzeniem świadomości o jej niezależnym istnieniu. Podstawa bytu wszelkiego to energia potencjalna Natury i Wola boska, jako drugi czynnik.
Świadomość- w ogóle rozum- to też coś, ponieważ jest utworzony z tego samego, co wszystko inne: z energii [w postaci materii] i Woli. A to, że jest zdolny do samorefleksji świadczy tylko o pewnej szczególnej [choć nie wyjątkowej] funkcjonalności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 15:00, 08 Lip 2015    Temat postu:

Bycie KIMŚ, to bycie tym kimś przede wszystkim DLA SIEBIE.
Ci, co zwątpili, że mogą być KIMŚ, opętańczo inwestują w BYCIE POSTRZEGANYM PRZEZ ŚWIAT.
Łapią te żałosne okruchy wartości łaskawie zsyłane im przez targowiska próżności wszelakiej. Liczą, że będą kimś, jak się lepiej ubiorą, albo więcej od innych najedzą. Ale żeby nie wiem jakie światowe kryterium swojej wartości wybrali, to zawsze będą to kryteria CUDZE. Żeby nie wiem jak klakierzy im klaskali, nie wiem jak maluczcy podlizywali się, to i tak ich łaska, czy interesowność nie dowiedzie tej wartości, którą Człowiek byłby gotów całym sobą zaakceptować.
Więc ci, którzy poddali się w temacie bycia KIMŚ, muszą jakoś pozorować swoje znaczenie w tej sprawie. Jeszcze grymaszą, jeszcze próbują udawać, że słowa, które wypowiadają znaczą coś więcej, niż transakcja biznesowa, jeszcze podkreślają swoją godność, gdy inną miarą zmierzą siebie, a inną pozostałych ludzi. Ale żadne grymaszenie, żadne chaotyczne pozorowanie posiadania naprawdę indywidualnego JA, nie ostanie się wobec pytań i oskarżeń o SENS. Wszyscy pozoranci postawieni wobec zadania udowodnienia samych siebie, splączą się i pogubią. Bo zawsze byli popychlami, bo zawsze robi coś koniunkturalnie, bo nigdy nie pokazali w pełni jawnie, że ICH OSOBA JEST NIEPODWAŻALNA. Będą musieli przyznać, że byli NIKIM i pozostali NIKIM.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:19, 08 Lip 2015    Temat postu:

To niezupełnie tak, Michałku, zważywszy, że- jak już pisałem- wszelkie wartości są sztuczne. Ale bycie kimś może być tylko dla siebie lub dla innej świadomości; bowiem tylko świadomość rozróżnia "kogoś', czyli ego- którym poniekąd sama jest.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Wto 19:06, 21 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:07, 21 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
To niezupełnie tak, Michałku, zważywszy, ze- jak już pisałem- wszelkie wartości są sztuczne. Ale bycie kimś może być tylko dla siebie lub dla innej świadomości; bowiem tylko świadomość rozróżnia "kogoś', czyli ego- którym poniekąd sama jest.

Zgoda. Ale dlaczego to miałoby być "nie tak"?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:21, 21 Lip 2015    Temat postu:

Nie chce mi się już dziś tego analizować, ale spróbuję, dla ciebie... Sam chciałeś! ;-P
Cytat:
Bycie KIMŚ, to bycie tym kimś przede wszystkim DLA SIEBIE.
Sprecyzuj co tu oznacza "ktoś".
Cytat:
Ci, co zwątpili, że mogą być KIMŚ
Doprecyzuj co o oznacza.
Cytat:
Ale żeby nie wiem jakie światowe kryterium swojej wartości wybrali, to zawsze będą to kryteria CUDZE.
Skoro oni je wybrali, czyli zaakceptowali- to już są [również] ich. :)
Cytat:
Żeby nie wiem jak klakierzy im klaskali, nie wiem jak maluczcy podlizywali się, to i tak ich łaska, czy interesowność nie dowiedzie tej wartości, którą Człowiek byłby gotów całym sobą zaakceptować.
Indywidualne ego i tak zawsze wartościuje wedle własnych kryteriów, własnego widzimisię. Albo akceptuje, do jakiegoś poziomu, albo odrzuca- do tego poziomu "z naprzeciwka".
Cytat:
Więc ci, którzy poddali się w temacie bycia KIMŚ, muszą jakoś pozorować swoje znaczenie w tej sprawie.
Sprecyzuj, rozwiń.
Cytat:
żadne chaotyczne pozorowanie posiadania naprawdę indywidualnego JA
Twierdzisz tu więc, iż istnieją ludzie, którzy nie posiadają własnego, indywidualnego ego?? Są ludzie bez osobowości?? :shock:
Cytat:
Wszyscy pozoranci postawieni wobec zadania udowodnienia samych siebie, splączą się i pogubią.
W jaki sposób udowadnia się samego siebie??
Cytat:
Będą musieli przyznać, że byli NIKIM i pozostali NIKIM.
A kto to jest NIKT? I ten nikt potrafi przyznawać? W dodatku pod przymusem?? Czyim? (Może znów NIKOGO...)

No, to masz!! Sam pytałeś "dlaczego |nie tak|".
;-P


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Wto 19:24, 21 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:37, 22 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Sprecyzuj ...Doprecyzuj...

Właśnie po to jest ten wątek. Nie wszystko od razu.

Piotr Rokubungi napisał:
Twierdzisz tu więc, iż istnieją ludzie, którzy nie posiadają własnego, indywidualnego ego?? Są ludzie bez osobowości??

Ano właśnie. Twierdzę, że PO OSTATECZNYM ROZPATRZENIU SPRAWY pewnie ludzie będą na tyle niezadowoleni ze stanu swojej osobowości, wyda im się ona na tyle "głupia", niespójna, sprzeczna, wreszcie NIEOKREŚLONA, że skwitują ją konstatacją w rodzaju: śmieć, nic, bez sensu. Że co prawda jakieś procesy myślowe się działy/dzieją, ale są one tak pozbawione wartości - spójności, określoności (!), że właściwie należy je myślowo ZRÓWNAĆ Z TŁEM.
Czyli stwierdzą, że są nikim.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 12:38, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:04, 22 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
Piotr Rokubungi napisał:
Sprecyzuj ...Doprecyzuj...

Właśnie po to jest ten wątek. Nie wszystko od razu.
Nie sprecyzowałeś. Nie dostosowałeś się do prośby. Odpisałeś jakąś oczywistą bzdurę...I to ty mi zarzucasz, że nie odnoszę się do konkretnych treści, że nie robię tego rzeczowo, merytorycznie!? :fuj:
Cytat:
Ano właśnie. Twierdzę, że PO OSTATECZNYM ROZPATRZENIU SPRAWY pewnie ludzie będą na tyle niezadowoleni ze stanu swojej osobowości, wyda im się ona na tyle "głupia", niespójna, sprzeczna, wreszcie NIEOKREŚLONA, że skwitują ją konstatacją w rodzaju: śmieć, nic, bez sensu. Że co prawda jakieś procesy myślowe się działy/dzieją, ale są one tak pozbawione wartości - spójności, określoności (!), że właściwie należy je myślowo ZRÓWNAĆ Z TŁEM.
Czyli stwierdzą, że są nikim.
Czy to obiektywna i słuszna byłaby ocena? Jakie jej konsekwencje?

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Śro 21:06, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:16, 22 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Ano właśnie. Twierdzę, że PO OSTATECZNYM ROZPATRZENIU SPRAWY pewnie ludzie będą na tyle niezadowoleni ze stanu swojej osobowości, wyda im się ona na tyle "głupia", niespójna, sprzeczna, wreszcie NIEOKREŚLONA, że skwitują ją konstatacją w rodzaju: śmieć, nic, bez sensu. Że co prawda jakieś procesy myślowe się działy/dzieją, ale są one tak pozbawione wartości - spójności, określoności (!), że właściwie należy je myślowo ZRÓWNAĆ Z TŁEM.
Czyli stwierdzą, że są nikim.
Czy to obiektywna i słuszna byłaby ocena? Jakie jej konsekwencje?

Ocena oczywiście NIE byłaby obiektywna.
Czy "słuszna"?...
- To właściwie nie ma wielkiego znaczenia i nawet nie chcę się tym zajmować, bo trzeba by ustalić kryterium dla owej słuszności (a to nie jest tu ważne).
Jeśli dany umysł ocenił siebie jako będący nikim, śmieciem, nie wyróżniającym się z tła, nie posiadającym indywidualności możliwej do zaakceptowania, to już wystarczy, aby ów umysł znalazł się W PIEKLE. We WŁASNYM piekle - piekle własnego umysłu, własnej oceny.
Człowiek w depresji widzi wszystko czarno, źle, fatalnie nie stawiając sobie pytań: czy ja to widzę obiektywnie? Ono to widzi, a w umyśle JEST CAŁY TĄ OCENĄ. Dlatego przekonywanie takiej osoby zwykle nie odnosi skutku, bo to trochę tak, jak by przekonywać osobę, która przed sobą widzi ścianę, czuję dotykiem ścianę, a węchem zapach betonu, lecz ktoś obok mówi - tej ściany obiektywnie nie ma. Ów ktoś na moment próbuje uwierzyć, ale wtedy wali głową w coś twardego, co przypomina beton. Wtedy już wie, że ma rację.
Jeśli ktoś czuje całym sobą jakieś coś, to nie ma żadnego wyraźnego przełącznika, który by taką osobę przemienił na nie czującą tego czegoś.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 21:18, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:21, 22 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
To właściwie nie ma wielkiego znaczenia. Jeśli dany umysł ocenił siebie jako będący nikim, śmieciem, nie wyróżniającym się z tła, nie posiadającym indywidualności możliwej do zaakceptowania, to już wystarczy, aby ów umysł znalazł się W PIEKLE. We WŁASNYM piekle - piekle własnego umysłu, własnej oceny.
Człowiek w depresji widzi wszystko czarno, źle, fatalnie nie stawiając sobie pytań: czy ja to widzę obiektywnie? Ono to widzi, a w umyśle JEST CAŁY TĄ OCENĄ. Dlatego przekonywanie takiej osoby zwykle nie odnosi skutku, bo to trochę tak, jak by przekonywać osobę, która przed sobą widzi ścianę, czuję dotykiem ścianę, a węchem zapach betonu, lecz ktoś obok mówi - tej ściany obiektywnie nie ma. Ów ktoś na moment próbuje uwierzyć, ale wtedy wali głową w coś twardego, co przypomina beton. Wtedy już wie, że ma rację.
Jeśli ktoś czuje całym sobą jakieś coś, to nie ma żadnego wyraźnego przełącznika, który by taką osobę przemienił na nie czującą tego czegoś.
Co w związku z tym? Coś sugerujesz? Powinna taka osoba pozostawać w depresji czy odebrać sobie życie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:11, 22 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
To właściwie nie ma wielkiego znaczenia. Jeśli dany umysł ocenił siebie jako będący nikim, śmieciem, nie wyróżniającym się z tła, nie posiadającym indywidualności możliwej do zaakceptowania, to już wystarczy, aby ów umysł znalazł się W PIEKLE. We WŁASNYM piekle - piekle własnego umysłu, własnej oceny.
Człowiek w depresji widzi wszystko czarno, źle, fatalnie nie stawiając sobie pytań: czy ja to widzę obiektywnie? Ono to widzi, a w umyśle JEST CAŁY TĄ OCENĄ. Dlatego przekonywanie takiej osoby zwykle nie odnosi skutku, bo to trochę tak, jak by przekonywać osobę, która przed sobą widzi ścianę, czuję dotykiem ścianę, a węchem zapach betonu, lecz ktoś obok mówi - tej ściany obiektywnie nie ma. Ów ktoś na moment próbuje uwierzyć, ale wtedy wali głową w coś twardego, co przypomina beton. Wtedy już wie, że ma rację.
Jeśli ktoś czuje całym sobą jakieś coś, to nie ma żadnego wyraźnego przełącznika, który by taką osobę przemienił na nie czującą tego czegoś.
Co w związku z tym? Coś sugerujesz? Powinna taka osoba pozostawać w depresji czy odebrać sobie życie?

Nic nie sugeruję tej osobie, bo jest tu czysto teoretycznie wskazanym "intelektualnym manekinem". Piszę o czymś innym, a aspekt depresji miał tu po prostu obrazować ten fakt, że umysł - nawet gdy jest mu to nieprzyjemne (!) - nie potrafi wyrwać się z kręgu własnych ocen.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:47, 22 Lip 2015    Temat postu:

Powróćmy do temat wątku: Co wg ciebie znaczy być kimś? A jeszcze ważniejsze może: Kto to jest nikt?? Albo "intelektualny manekin"- co to za cholera??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:02, 22 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Powróćmy do temat wątku: Co wg ciebie znaczy być kimś? A jeszcze ważniejsze może: Kto to jest nikt?? Albo "intelektualny manekin"- co to za cholera??


Mechanizm bycia KIMŚ jest ogólnie podobny do konstrukcji mechanizmu ISTNIENIA.
Przypomnę moją definicję istnienia: "istnieć oznacza być rozpoznawanym (choćby potencjalnie - bo nie musi to być w danej chwili) przez jakiś umysł". W pewnym sensie nieistnieniem jest chaos - tam wszystko się "dzieje", ale nikt nie wie CO się dzieje, nie potrafi tego ująć, uchwycić, zauważyć, a dalej potwierdzić, czy nawet zaprzeczyć. Chaos jest nicością bardziej niż pustka - bo pustka jest jakoś określona, uchwytna - wiadomo, ze tam jest pusto, że w tym miejscu pustki nie ma nic, a w tamtym też nic nie ma.
Analogicznie jest umysłem - umysł który kandyduje do miana nieistniejącego (bycie nikim) to umysł kompletnie chaotyczny, pozbawiony jakichkolwiek reguł wyróżniających.
Tu warto - lekka dygresja - zastanowić się nad fenomenem INDYWIDUALNOŚCI. Czym jest indywidualność?
- Indywidualność oznacza jakąś ROZPOZNAWALNĄ FORMĘ POWTARZALNOŚCI, przypisanej nierozerwalnie i ściśle do danego obiektu-indywiduum.
Pierwszym zaprzeczeniem indywidualności jest PEŁNA KOPIOWALNOŚĆ - jeśli dana rzecz może swobodnie istnieć w milionie identycznych, nierozróżnialnych egzemplarzy, to nie jest indywidualna. Drugim przeciwieństwem indywidualności jest całkowite zanurzenie w chaosie, czyli sytuacja gdy właśnie nie da się rozpoznać charakterystycznych cech, znamionujących tę indywidualność.
Aby być KIMŚ, trzeba móc wskazać wyróżniający aspekt wskazujący indywidualność. Bez tego jest się, albo jedną z wielu identycznych kopii, albo nie wyróżniającym z chaosu. Wtedy się jest NIKIM.

Oczywiście mamy tu poważny problem: jak udowodnić swoją indywidualność, swoje bycie KIMŚ?
To nie jest prosta sprawa, ale na pewno da się powiedzieć, że absolutne, bezrefleksyjne uleganie schematom (biologicznym, kulturowym i innym) jest wskazaniem na to, że SIĘ NIE MA PIERWIASTKA INDYWIDUALNEGO.

Bycie kimś oznacza więc nie bycie jedną z wielu kopii, czyli NIE DAĆ SIĘ ZAPROGRAMOWAĆ:
- BIOLOGII
- kulturalnym trendom/modom
- prostym gratyfikacjom (typu np. pieniądz ponad wszystko, albo zawsze seksualna przyjemność rządzi)
- cwaniakom przeróżnym
Bycie KIMŚ to mieć wbudowany w siebie INDYWIDUALNY HYPERSCHEMAT UMYSŁU. Indywidualny hyperschemat nie może być kopią innych schematów i właściwie nie jest do końca schematem (dlatego wymyśliłem nazwę "hyperschemat"), bo jest właśnie indywidualny, niekopiowalny. Ale jakoś rozróżnia nas, tak ze potrafimy się dostrzec w dokonywanych wyborach.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 23:53, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 1:06, 23 Lip 2015    Temat postu:

Może tym nieco zmienię zakres tego tematu, ale:
Cytat:
W pewnym sensie nieistnieniem jest chaos - tam wszystko się "dzieje", ale nikt nie wie CO się dzieje, nie potrafi tego ująć, uchwycić, zauważyć, a dalej potwierdzić, czy nawet zaprzeczyć. Chaos jest nicością bardziej niż pustka - bo pustka jest jakoś określona, uchwytna - wiadomo, ze tam jest pusto, że w tym miejscu pustki nie ma nic, a w tamtym też nic nie ma.
Co do pierwszego zdania to zgoda. Ale już drugie... Chaos to nie pustka- to nieskończoność. Chociaż wspomniane jego pewne podobieństwo do pustki zdaje się potwierdzać to, że zero i nieskończoność są poniekąd równoważne- jak kiedyś wspominałem o tym na forum. Chaos jest raczej takim nieskończonym istnieniem, z którego dopiero cokolwiek ma możliwość się wyłonić. Chaos jest więc podstawą wszelkiego istnienia, wszelkich bytów, obiektów. Jednak pustka, nicość nie jest bardziej "określona", niż chaos. Taki maksymalny chaos, to sam Wielki Wybuch- prawie niepojęty, ale jednak chociaż z grubsza określony, w miarę wyobrażalny. Natomiast pustka, niebyt to stan, który istniał przed Wielkim Wybuchem. W taki stan sięga jedynie wyobraźnia i "postrzeganie pozazmysłowe"- również medytacja zupełnie wyłączająca świadomość, co nie jest możliwe tak do końca.
Jeszcze dygresja: w zupełnej pustce nie ma miejsc, nie ma "tutaj" ani "tam"; przecież tam nie ma przestrzeni ani czasu! Nie tylko, że przestrzeń i czas są nieokreślone, jak w maksimum entropii- w Niebycie faktycznie i "rzeczywiście" NIE MA CZASOPRZESTRZENI.
Cytat:
Analogicznie jest umysłem - umysł który kandyduje do miana nieistniejącego (bycie nikim) to umysł kompletnie chaotyczny, pozbawiony jakichkolwiek reguł wyróżniających.
Nie bardzo rozumiem... "Kandyduje do miana nieistniejącego"?? Czyli wpierw jest istniejący, a potem przestaje być? Z jakiego powodu? Co się z nim dzieje, jak? Jeśli piszesz "kompletnie chaotyczny, pozbawiony reguł.." to już go jakoś określasz, epitetujesz. Cokolwiek może być niczym [nikim], skoro jest JAKIEŚ?? :shock:
Cytat:
Aby być KIMŚ, trzeba móc wskazać wyróżniający aspekt wskazujący indywidualność. Bez tego jest się, albo jedną z wielu identycznych kopii, albo nie wyróżniającym z chaosu. Wtedy się jest NIKIM.
Przykładowo wszystkie gluony albo wszystkie grawitony są nieomal identyczne [w sensie opisu fizycznego]; podobnie np. wszystkie elektrony. Czy one są "nikim", niczym? Chyba raczej są jednymi z najważniejszych elementów budowy materii i sił, przenoszenia oddziaływań! Ich niewyróżnialność nie świadczy o ich "nikłości", "słabości"... Ale tu piszemy raczej o ludziach, o ich psyche, a to [pozornie] zupełnie inna sprawa. Ale czy np. osobniki z rodzeństw jednojajowych są bardziej nikim, dlatego, że są tak do siebie podobne, a nawet nieraz bardzo podobnie się zachowują, szczególnie we wczesnym okresie rozwoju??
Cytat:
Oczywiście mamy tu poważny problem: jak udowodnić swoją indywidualność, swoje bycie KIMŚ?
Udowodnić?? A po co i komu? Więc nie wystarcza, że rozróżnialnym, dostrzegalnym?..
Cytat:
SIĘ NIE MA PIERWIASTKA INDYWIDUALNEGO.
A co to ten "pierwiastek indywidualny"?? Czyżby osobowość? Jeszcze raz więc pytam- jak poprzednio: wg ciebie istnieją ludzie bez osobowości?? :shock:
Cytat:
Bycie kimś oznacza więc nie bycie jedną z wielu kopii, czyli NIE DAĆ SIĘ ZAPROGRAMOWAĆ:
- BIOLOGII
Wszelkie organizmy, w tym ludzie, są biologicznie zaprogramowani; choćby poprzez ekspresję DNA. To chyba oczywiste, prawda!?
Cytat:
Bycie kimś oznacza więc nie bycie jedną z wielu kopii, czyli NIE DAĆ SIĘ ZAPROGRAMOWAĆ:
- kulturalnym trendom/modom
Jednak wszyscy im ulegamy. Czyli wszyscy jesteśmy nikim po trosze, wedle tego. Inaczej jesteśmy wyrzutkami, banitami, wariatami, zboczeńcami i t. p.-czyli niby właśnie kimś, wg tego, co tu napisałeś.
Cytat:
Bycie kimś oznacza więc nie bycie jedną z wielu kopii, czyli NIE DAĆ SIĘ ZAPROGRAMOWAĆ:
- prostym gratyfikacjom (typu np. pieniądz ponad wszystko, albo zawsze seksualna przyjemność rządzi)
Ale właśnie na takich zasadach działamy! Po części z powodu "zaprogramowania biologicznego", po części, że w tym kierunku rozwinęliśmy systemy społeczne, zależności.
Cytat:
Bycie KIMŚ to mieć wbudowany w siebie INDYWIDUALNY HYPERSCHEMAT UMYSŁU. Indywidualny hyperschemat nie może być kopią innych schematów i właściwie nie jest do końca schematem (dlatego wymyśliłem nazwę "hyperschemat"), bo jest właśnie indywidualny, niekopiowalny. Ale jakoś rozróżnia nas, tak ze potrafimy się dostrzec w dokonywanych wyborach.
Co ty tu właściwie majaczysz Michałek?! Bajdurzysz już "zdrowo". ;-P
Po raz kolejny prośba: zastanawiaj się dokładniej nad tym, co piszesz. :(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:09, 23 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Nie bardzo rozumiem... "Kandyduje do miana nieistniejącego"?? Czyli wpierw jest istniejący, a potem przestaje być? Z jakiego powodu? Co się z nim dzieje, jak? Jeśli piszesz "kompletnie chaotyczny, pozbawiony reguł.." to już go jakoś określasz, epitetujesz. Cokolwiek może być niczym [nikim], skoro jest JAKIEŚ?? :shock:

Użyłem określenia "kandyduje do miana nieistniejącego" aby jakoś ominąć problem z mówieniem o "umyśle, którego nie ma" (bo nieistniejący). Więc nie piszę, że umysł "jest", skoro go za chwilę uznam za nieistniejący, tylko mam "coś", co w zamiarze ma być umysłem (kandydat) - ale się zastanawiam, czy ostatecznie tym (poprawnym) umysłem będzie, czy okaże się złudzeniem, fałszem. Może to nie było doskonałe rozwiązanie językowe, ale ideał jest trudny do osiągnięcia.
Próbuję ZDEFINIOWAĆ. Umysł zdefiniowany jako istniejący to wg mnie umysł poprawny w tym sensie, że jest rozpoznany jako odróżniający się od tła (chaosu). Umysł nieodróżnialny od chaosu (znowu - to nie był jednak umysł, tylko kandydat do owego miana) nie zaistniał, był złudzeniem.


Piotr Rokubungi najwyraźniej uznając swoją słabość w zakresie meritum napisał:
Co ty tu właściwie majaczysz Michałek?! Bajdurzysz już "zdrowo". ;-P
Po raz kolejny prośba: zastanawiaj się dokładniej nad tym, co piszesz. :(

Piotrze, takie pouczenia nie są sympatyczne. Nie używam podobnych słów w stosunku do Ciebie, oczekując więcej szacunku. Dziwnym trafem to Ty uważasz się za pokrzywdzonego w naszej dyskusji, chociaż ton moich krytycznych wypowiedzi jest pewnie o jakieś dwie klasy łagodniejszy od Twoich.
Ale skoro znowu zaczynasz z lekceważącymi sformułowaniami to dodam kolejną dawkę refleksji na ten temat.
Oceniam ten Twój styl wypowiedzi jako ŚWIADECTWO SŁABOŚCI INTELEKTUALNEJ i emocjonalnej z Twojej strony. Jeśli nie masz nic do powiedzenia merytorycznego, to piszesz jak wyżej. Mówiąc krótko - CIENIAS z Ciebie wychodzi w takich sformulowaniach.
Ja nie pragnę pożywić się złą emocją w dyskusji. Wiesz dlaczego nie pragnę?
- Trochę dlatego, że MAM TU PEWNĄ ŚWIADOMOŚC SWOJEJ DESTRUKCYJNEJ MOCY. Zwróć uwagę na to, że nawet bez użycia obraźliwych, lekceważących epitetów, samym - względnie grzecznym i stonowanym - określeniem Twojego stylu pisarstwa spowodowałem, że się rozklejasz błagając o pomoc moderatorów.
Mam takie doświadczenie z młodości. Samymi kąśliwymi określeniami doprowadziłem pewnego chłopaka do szału, do utraty kontroli rozumu - bo rzucił się na (wtedy znacznie silniejszego) chcąc tylko jakoś odegrać się fizycznie. Mi wystarczyło go bez problemu odepchnąć, więc nie miałem żadnego zagrożenia, a on rozpaczał.
Gdybym chciał być dla ciebie wredny, odpowiedzieć Ci tak jak by odnosisz sie do mnie, to naprawdę bym potrafił zrobić to w przykry sposób. I prawdopodobnie bardziej boję się tego, niż Ty. Bo miałbym potem wyrzuty sumienia, bo ostatecznie nikogo nie chce skrzywdzić, urazić, nie chcę okazać się tym, który "wygrywa" emocje, zamiast pisać o tym co stanowi meritum. Dlatego unikam agresji, bo ona jest jak demon w pudełku - wyciągnięta moze spowodować ogromne szkody.
W japońskiej kulturze funkcjonuje obraz uprzejmego, uprzedzająco grzecznego samuraja. Samuraje byli osobnikami bardzo dobrze wyszkolonymi, niebezpiecznymi. Jak taki wyciągnął miecz, to zwykle kończyło się dla kogoś tragicznie. Ale samuraj WIE co się może zdarzyć, więc robi wszystko, aby nie doprowadzić do sytuacji, którą można uznać za prowokację. Dlatego uprzejmość i stonowana reakcja, która pewnie dzieciaków i mało rozgarniętych myli, bo uważają że dana osoba jest niegroźna, łatwa do pokonania w jakiejś rywalizacji, - taka reakcja znamionuje często osobę właśnie bardzo niebezpieczną, jeśliby ostatecznie została sprowokowana. A samurajska uprzedzająca grzeczność jest właśnie wewnętrzną ochroną przed wybuchem mocy, którą potem trudno będzie kontrolować.
Na drugim biegunie mamy obraz chłopaków z gimnazjum. Tam w stałym słowniku jest wzajemne obrażanie się, używanie lekceważących sformułowań, napastliwość. Dzieciaki jeszcze nie wiedzą co może się zdarzyć, gdy wybuchną naprawdę złe emocje, wydaje się, że wszystko jest zabawą, wszystko można próbować w nieskończoność, a nie będzie żadnych poważniejszych konsekwencji.
Zastanawiałem się jakiś czas temu, czy już skończyłeś gimnazjum. Co prawda piszesz bez błędów ortograficznych, słownictwo masz bogate, rozumiesz znaczenia wielu trudniejszych terminów (co sugerowałoby poziom ponad gimnazjum), ale z drugiej strony mentalnie jakbyś siedział w gronie nastolatków, którzy sobie nawzajem przygadują: aleś ty głupi! A ty jeszcze głupszy! itp....
Nie wiem czy ostatecznie skończyłeś to gimnazjum, czy nie. :think:
Dla mnie każda Twoja wypowiedź w stylu, który wyżej zaprezentowałeś, to takie Twoje kolejne przyznanie się: jestem słabeusz, nie orientuję się w sprawie, chcę się jakoś dowartościować, ale z braku możliwości merytorycznych, robię to obraźliwością. Ale, że nie umiem zdiagnozować własnej niedojrzałości, ukrytych impulsów emocjonalnych, to wydaje mi się, że robię coś sensownego, skutecznego. W sumie dzieciak jestem - tak mi się Piotrze przedstawiasz, w każdej wypowiedzi, która ma styl przeze mnie wspomnianej. Przedstawiasz mi się jako ktoś, kto ma umysłowość na poziomie małolata, przekonanego, że - jak w grze komputerowej - wszystko da się cofnąć z jakiegoś savegame, więc można nie kontrolować swoich emocji, można być zawsze "wyluzowanym" emocjonalnie. Tak się może zdawać tylko osobie, która jeszcze ma mało wyobraźni, wiedzy, świadomości. A Ty uparcie chcesz mi się w taki sposób prezentować.
W regulaminie forum sfinia jest dość dokładnie opisane, jak powinna wyglądać dyskusja wartościowych dyskutantów. Dla mnie są to warunki osób, które szanują WŁASNY umysł, własną osobę. Bo jeśli mnie traktujesz lekceważąco, to po prostu zrezygnuj z dyskusji ze mną, uszanuj swój czas i wysiłek. Ale jeśli do dyskusji przystępujesz, to bądź w niej godnym partnerem.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 13:24, 23 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:21, 23 Lip 2015    Temat postu:

Michał, jak ty potwornie motasz, piszesz tak "po łebkach", niedokładnie, niespójnie, jakby to była "mowa przekupki na targu" prawie!
Cytat:
Użyłem określenia "kandyduje do miana nieistniejącego" aby jakoś ominąć problem z mówieniem o "umyśle, którego nie ma" (bo nieistniejący). Więc nie piszę, że umysł "jest", skoro go za chwilę uznam za nieistniejący, tylko mam "coś", co w zamiarze ma być umysłem (kandydat) - ale się zastanawiam, czy ostatecznie tym (poprawnym) umysłem będzie, czy okaże się złudzeniem, fałszem. Może to nie było doskonałe rozwiązanie językowe, ale ideał jest trudny do osiągnięcia.
Próbuję ZDEFINIOWAĆ. Umysł zdefiniowany jako istniejący to wg mnie umysł poprawny w tym sensie, że jest rozpoznany jako odróżniający się od tła (chaosu). Umysł nieodróżnialny od chaosu (znowu - to nie był jednak umysł, tylko kandydat do owego miana) nie zaistniał, był złudzeniem.
Naprawdę mam już tego dosyć- tym bardziej, że wcale raczej do ciebie to nie dociera- ale po raz kolejny poddam analizie, to co wypisujesz...
Cytat:
Użyłem określenia "kandyduje do miana nieistniejącego" aby jakoś ominąć problem z mówieniem o "umyśle, którego nie ma" (bo nieistniejący).
To zrozumiałem; domyśliłem się tego. Ale to jest zupełnie nieprecyzyjne, takie gdybanie luźne! Zobaczmy dalej, jakie są tego konsekwencje...
Cytat:
Więc nie piszę, że umysł "jest", skoro go za chwilę uznam za nieistniejący, tylko mam "coś", co w zamiarze ma być umysłem (kandydat) - ale się zastanawiam, czy ostatecznie tym (poprawnym) umysłem będzie, czy okaże się złudzeniem, fałszem.
Nie piszesz, że jest, ale uznasz ZA CHWILĘ za nieistniejący; czyli, że W DANEJ CHWILI, W KTÓREJ O NIM WPIERW MYŚLISZ jest istniejący, tak?? A co to jest to coś, co w zamiarze ma kandydować do miana umysłu??:shock: Czy będzie poprawnym umysłem, czy złudzeniem?.. A jaki to jest POPRAWNY umysł?! Umysł, który nie jest poprawny, jest złudzeniem?? Czyli faktycznie nie istnieje? Ale pisałeś kilkanaście słów przedtem, że jednak "masz 'coś'"- więc co o jest to "coś", ten nieistniejący umysł, JEDNAK COS ISTNIEJĄCEGO?!?
Cytat:
Umysł zdefiniowany jako istniejący to wg mnie umysł poprawny w tym sensie, że jest rozpoznany jako odróżniający się od tła (chaosu).
Jeszcze raz pytam: Umysł niepoprawny jest umysłem nieistniejącym?? Więc jak coś takiego możesz nazywać umysłem- nawet czymkolwiek- skoro nie istnieje, jest niczym, nie ma tego czegoś?! A jeśli istnieje, tylko nie jest to umysł- to nazwij to, czym to jest!
Cytat:
Umysł nieodróżnialny od chaosu (znowu - to nie był jednak umysł, tylko kandydat do owego miana) nie zaistniał, był złudzeniem.
Więc nie pisz "umysł", tyko "złudzenie umysłu [atrapa]" od razu- bądź konsekwentny!
Jesteś chyba mistrzem gmatwania, zamiast rozwikływania zagadnień!
:fuj: ;-P
Co do dalszej treści twego ostatniego tu postu, to nie skomentuję, bo znów skupia się na "prywatnej rozgrywce emocjonalno- słownej", więc jest "poza tematem", nie dotyczy meritum zagadnienia poruszanego.
Zauważę tylko- znów po raz już któryś- że przypierdoliłeś się do mnie i do kilku moich sformułowań, a pominąłeś, olałeś sedno tematu tego i sens omawianych tu kwestii. Przykłady:
Cytat:
Przykładowo wszystkie gluony albo wszystkie grawitony są nieomal identyczne [w sensie opisu fizycznego]; podobnie np. wszystkie elektrony. Czy one są "nikim", niczym? Chyba raczej są jednymi z najważniejszych elementów budowy materii i sił, przenoszenia oddziaływań! Ich niewyróżnialność nie świadczy o ich "nikłości", "słabości"... Ale tu piszemy raczej o ludziach, o ich psyche, a to [pozornie] zupełnie inna sprawa. Ale czy np. osobniki z rodzeństw jednojajowych są bardziej nikim, dlatego, że są tak do siebie podobne, a nawet nieraz bardzo podobnie się zachowują, szczególnie we wczesnym okresie rozwoju??
(...)
Udowodnić?? A po co i komu? Więc nie wystarcza, że rozróżnialnym, dostrzegalnym?..
(...)
A co to ten "pierwiastek indywidualny"?? Czyżby osobowość? Jeszcze raz więc pytam- jak poprzednio: wg ciebie istnieją ludzie bez osobowości??
Na wszystko to nie odpowiedziałeś; pominąłeś, olałeś! A to dotyczy sedna poruszanych tu problemów; właśnie to są odpowiednie pytania, kwestie dla tego tematu.
Jeszcze raz- jak wielokrotnie czynisz to w dyskusjach ze mną- pozostawiasz prawie nietkniętą zasadniczą treść wątku, faktycznie poruszane tematy, na rzecz pisania jaki to ja jestem głupi, ograniczony, zły- bo "dotykam cię", twoich czułych chyba "punktów" w psychice w sposób dość daleki od zasad savoir vivre'u...
Po drugie: bądź facetem, a nie mazgajem.
Po pierwsze: bądź konkretnym, inteligentnym, stabilnym facetem, a mniej "pisarzem bajeczek".


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 14:25, 23 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:04, 23 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Więc nie pisz "umysł", tyko "złudzenie umysłu [atrapa]" od razu- bądź konsekwentny!
Jesteś chyba mistrzem gmatwania, zamiast rozwikływania zagadnień!
:fuj: ;-P [/color]

Atrapa - niech będzie. Całkiem niezła nazwa. Może też być umysł potencjalny, niedokończony, niespójny, a więc w fazie zaniku - nic wyraziście rozpoznawalnego. Coś jak bąbel na wodzie - chwilowo go widać, ale jest przejściowym zaburzeniem, a nie trwałym indywiduum.


Piotr Rokubungi napisał:
Zauważę tylko- znów po raz już któryś- że przypierdoliłeś się do mnie i do kilku moich sformułowań, a pominąłeś, olałeś sedno tematu tego i sens omawianych tu kwestii.

Tak. Bo nie wiem jak potraktować takie ogólne negatywne uwagi pod moim adresem, jakie stosujesz. Wszystko niejasne? Wszystko niezrozumiałe?
Może w ogóle nie chcesz dyskutować, tylko chodzi Ci o ulżenie emocjom?
Właściwie to nie wiem jak dalej interpretować to, co może i do merytoryki aspiruje. Wypowiedź tworzy pewna całość - jeden wtręt nieinterpretowalny powoduje wywalenie kontekstu w kosmos.
Gdybyś nie pisał w ten sposób, który jest niekulturalny, wtedy ja miałbym powód skupiać się na treści.

Piotr Rokubungi napisał:
...
Po drugie: bądź facetem, a nie mazgajem.
Po pierwsze: bądź konkretnym, inteligentnym, stabilnym facetem, a mniej "pisarzem bajeczek".

Chcesz teraz dyskusji na temat męskości. Znudziło Ci się tamto?
Uważasz mnie za pisarza bajeczek i mazgaja?
To może nie warto się w ogóle ze mną kontaktować?...
Czy tylko dlatego tak piszesz, że jesteś schowany za barierą sieci, więc "bezpieczny" wobec poważniejszych konsekwencji.
A może chcesz, abym zaczął się z Tobą bawić w jakiś pojedynek słowny?
Znudziło Ci się jednak pisanie o temacie, z tytułu wątku?...
Czy nie?
Nie wiem.
Za chwilę - gdy podniosę ten temat, który sam wywołałeś, pewnie będziesz narzekał, że coś ci odpisuję....
Gdybyś pisał o merytorycznej warstwie, a nie raczył mnie radami, kim mam być, to bym nie stawiał owych pytań. Odpowiedziałbym na Twoją dyskusję, a Ty nie miałbyś powodu apelować do moderalicji.
Ale Ci się nie chce, nie udaje....
Mamy się analizować?... - o to Ci chodziło przy pisaniu, nie o pierwotny temat dyskusji?
Czy jestem facetem?
Powiem Ci jeden wyznacznik prawdziwego faceta - taki mój prywatny, kto wie, czy nie najważniejszy: prawdziwy facet, jak coś powie, to tego dotrzymuje, a jeśli miałby powiedzieć coś, czego nie będzie w stanie dotrzymać, to tego nie mówi. Prawdziwy facet nie intryguje, nie zabawia się emocjonalnymi prowokacjami, bo ta cała babska gra w emocje go już nie kręci. Bo to jest jałowe. Puste mielenie myśli chaotycznych. Taki wg mnie jest prawdziwy facet.
Prawdziwy facet wie, że jak powiedział: jeśli dalej sie posuniesz, to ja cię strzelę w mordę - to straci twarz, gdy nie wykona tego, co zapowiedział. Bez względu na konsekwencje. Bo SŁOWO prawdziwego faceta to jest COŚ. Jak coś powie, do dotrzymuje.
Dlatego właśnie prawdziwy facet nie grozi, nie rzuca obelgami. Bo spodziewa się, że po drugiej stronie jest być może ktoś podobny do niego - czyli też prawdziwy facet, który za obelgę strzeli w mordę, a może i zabije. To rozumie prawdziwy facet, bo CENI SOBIE SWOJE WŁASNE SŁOWA, DEKLARACJE.
Dlatego Piotrusiu - właśnie z tego powodu, że tak łatwo przychodzi Ci rzucanie zaczepnych, wręcz obelżywych słów, to już dawno mam Cię za dzieciaka. Nie za faceta, który jak coś powie, to znaczy, że gotów jest stanąć do obrony swojego słowa. Twardo i do końca bronić SWOJEGO SŁOWA, nie za osobę, które WIE CO PRAWDZIWE SŁOWO ZNACZY. Ty, Piotrusiu, dziecko, tego nie rozumiesz. Rzucasz obelgi, bo zapewne nie obracałeś się w towarzystwie z prawdziwymi facetami, którzy za takie odzywki stłukliby Cię na kwaśne jabłko. A wtedy byś wiedział, że WŁAŚNIE PRAWDZIWY FACET TAK SIĘ NIE ZACHOWUJE.
Za mniej obraźliwe słowa, niż te, których ty lekką rączką rzucasz pęczki faceci tracili życie w pojedynkach. Bo prawdziwy facet, jak coś powiedział nie tak, a potem spotkał się z wyzwaniem za tę obelgę, to stawał. I może ginął, jeśli okazywało się, że gość po drugiej stronie szybciej i celniej strzelał. Więc w towarzystwie prawdziwych facetów pewnie się nie obracałeś, nawet nie wiesz o co w tym chodzi.
Gdybyś miał w swojej głowie zależności prawdziwych facetów, to brałbyś pod uwagę, że od tego dnia, być może za tydzień - dwa stanie przed Twoim domem facet (nie wiesz jaki jestem, więc być może 199 wzrostu, po treningach krav magi, wkurzony na maxa) i powiada: nazwałeś mnie mazgajem; więc chcę sprawdzić, kto tutaj jest większym mazgajem - zapraszam do tego ustronnego lasku na "rozmowę"... Bo Dyszyński nazwania go publicznie mazgajem płazem nie puszcza, a na informatyce się zna i wie, jak po numerze IP znaleźć gościa... Brałeś pod uwagę, że może - Z RACJI NA PRZYNALEŻNOŚĆ DO ŚWIATA MĘŻCZYZN - spotka Cię taki "kłopot". Wątpię... Bo pewnie nie słyszałeś o czymś takim, jak męska walka o godność.

Trzeba Ci wybaczać złe zachowanie - jak to dzieciakom się wybacza...
Rozumiesz to, że rodzice brali na siebie Twoje wybryki, przyzwyczaiłeś się, że masz "prawo" być "niegrzecznym", a inni za to płacą. Dlatego nie boli Cię powiedzenie czegoś bez zastanowienia - potem się może wycofasz, powiesz "aaaa, tak mi się powiedziało". Bo przecież Twoje słowa to nic poważnego, nie znaczą wiele. Prawda?...
Rzucisz słowem tak, rzucisz siak. Jak to dzieciak. Gdybyś jakoś tak aspirował do bycia FACETEM, to by Ci było głupio zostać przyłapany na paplaniu byle co, co ślina na język przyniesie. Słowa, rzucone obelgi, łatwość obrażania... co to znaczy? Co to dla Piotrusia - dzieciaczka znaczy?... Przecież dorośli zapomną, ostatecznie nie trzeba będzie się z nich rozliczać... Sam tak traktujesz swoje słowa!

Nie będę wyzywał Cię na pojedynek za Twoje nazwanie mnie mazgajem, czy powątpiewanie w moją męskość. Czasy się zmieniły. Z resztą chyba nie warto rzucać życia na szalę z powodu jakichś tam nieostrożnych słów. Ale...
... ale po tym właśnie ja rozpoznaję prawdziwych facetów, czy MAJĄ ŚWIADOMOŚĆ tej okrutnej, ciemnej strony męskości. I czy mając tą świadomość zachowują się jednak jak (przesadni, to fakt) FACECI, czy jak dzieciaki w gimnazjum, które myślą, że wszystko ujdzie.

Ale zapomnijmy o pouczaniu się, o radach. Odpowiedziałem Ci, bo to Ty temat wywołałeś - ty chciałeś tematu pouczania się, rozmowy o prawdziwych facetach.
Na jakiś czas zapomnę, że powątpiewasz w wartość moich słów, mojej męskości. Właściwie głównie dlatego, że dzieciakom się wybacza, bo to dzieciaki...

Idźmy więc dalej.

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Przykładowo wszystkie gluony albo wszystkie grawitony są nieomal identyczne [w sensie opisu fizycznego]; podobnie np. wszystkie elektrony. Czy one są "nikim", niczym? Chyba raczej są jednymi z najważniejszych elementów budowy materii i sił, przenoszenia oddziaływań! Ich niewyróżnialność nie świadczy o ich "nikłości", "słabości"... Ale tu piszemy raczej o ludziach, o ich psyche, a to [pozornie] zupełnie inna sprawa. Ale czy np. osobniki z rodzeństw jednojajowych są bardziej nikim, dlatego, że są tak do siebie podobne, a nawet nieraz bardzo podobnie się zachowują, szczególnie we wczesnym okresie rozwoju??
(...)
Udowodnić?? A po co i komu? Więc nie wystarcza, że rozróżnialnym, dostrzegalnym?..
(...)
A co to ten "pierwiastek indywidualny"?? Czyżby osobowość? Jeszcze raz więc pytam- jak poprzednio: wg ciebie istnieją ludzie bez osobowości??
Na wszystko to nie odpowiedziałeś; pominąłeś, olałeś! A to dotyczy sedna poruszanych tu problemów; właśnie to są odpowiednie pytania, kwestie dla tego tematu.
Jeszcze raz- jak wielokrotnie czynisz to w dyskusjach ze mną- pozostawiasz prawie nietkniętą zasadniczą treść wątku, faktycznie poruszane tematy, na rzecz pisania jaki to ja jestem głupi, ograniczony, zły- bo "dotykam cię", twoich czułych chyba "punktów" w psychice w sposób dość daleki od zasad savoir vivre'u...
Po drugie: bądź facetem, a nie mazgajem.
Po pierwsze: bądź konkretnym, inteligentnym, stabilnym facetem, a mniej "pisarzem bajeczek".

Bliżnięta jednojajowe różnią się. Gluony różnią się przypisaniem do miejsca, do cząstek, z którymi oddziaływują.
Umysł nie ma tego bonusa - jest sam w pustej przestrzeni - niejako on i...
i co?...
- To co umie rozeznać!
- To co interpretuje - czy to jako część siebie, czy jako coś zewnętrznego.
Gdzieś pytałeś: czy uważam że jest coś zewnętrznego?
- Zakładam taką MOŻLIWOŚĆ.
Czyli mamy dwie sytuacje:
- umysł sam - w pustce, w nicości, zdany wyłącznie na siebie.
- umysł oddziaływujący z zewnętrzem.
Każda z tych opcji jest inna, daje wyraźnie inne efekty dla tego umysłu.

Umysł sam - opcja 1 jest sytuacją prostszą, więc rozważmy ją na początek. Taki umysł nie ma niczego do porównania, tylko własne twory. Czy czuje się samotny? - teoretycznie umysł nie musi cierpieć samotności, jeśli jego naturą jest nie odczuwanie dyskomfortu z tego powodu. Ale zakładam, że umysł CHCE COŚ PRZETWARZAĆ. Dlatego, ze jest umysłem. Przetwarzanie zaś oznacza jakąś formą WARTOŚCIOWANIA - np. analizując liczby, wartościujemy ta jest mniejsza, a tamta większa. Czy umysł analizujący sam siebie - tylko sam siebie - może poprawnie funkcjonować?...
Tu trzeba wyobraźni - ja w niczym, w pustce. Niby jestem. Ale co bym nie zrobił (czyli nie pomyślał) nie ma znaczenia. Albo jesli znaczenie czemuś przypiszę, to i tak za chwilę mogę je cofnąć, czyli to działa tak, jak by nie było znaczenia. Mogę myśleć - liczby, następstwa, większy, mniejszy... jakie to ma znaczenie? Kim ja w tym jestem?... Kim jestem?
- Tak z grubsza wyobrażam sobie umysł w pustce, bez zewnętrznych oddziaływań, BEZ SZANSY NA TRWAŁE ODNIESIENIA. Dla mnie to jest piekło.

Sytuacja nr 2 - JEST COŚ ZEWNĘTRZNEGO
Tutaj wreszcie jest coś, co wykazuje się niezależnościa wobec arbitralnego uznania. Czy to dobrze, czy to źle (dla umysłu)?
A może to nie ma znaczenia?
Jeśli nie ma znaczenia, jeśli odrzucam element zewnętrzny jako wartościowy, jako obiekt mojego zainteresowania - ląduję w opcji 1.
Jeśli uznaję, że jednak zewnętrze ma znaczenie dla mnie, że chcę to znaczenie UZNAWAĆ, czyli CENIĆ SOBIE JEGO NIEZALEŻNOŚĆ, to zaczyna się świat. I zaczyna się pytanie: kim jestem wobec tego zewnętrznego?

Najpierw trzeba byłoby ustalić charakter owego zewnętrza - podobny jak JA (umysł), albo inny (np. coś bezosobowego).
Na razie tyle analizy. I tak pewnie do tego będą wątpliwości.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 2:10, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:06, 24 Lip 2015    Temat postu:

Poruszony w poprzednim poście temat bycia "prawdziwym mężczyzną" jest wg mnie bardzo dobrym rozwinięciem wątku, dotyczącego tematu bycia KIMŚ.

Kulturowo, w świecie mężczyzn bycie KIMŚ oznaczało to, że na danej osobie można było polegać, przy szczególnym podkreśleniu aspektu ODWAGI. Mężczyzna, aby był uznawany w tradycyjnej społeczności innych mężczyzn musiał być odważny, musiał też bronić swojej GODNOŚCI.
Dlatego właśnie wielu mężczyzn traciło nawet życie w pojedynkach z powodu takiego "drobiazgu" jak zarzucenie komuś kłamstwa, niegodnego zachowania, tchórzostwa. Bez wystąpienia do pojedynku, mężczyzna "traciłby twarz", społecznie stawał się NIKIM.
Tak to jest/bywało kulturowo. Dzisiaj może odwaga straciła nieco na znaczeniu w nowożytnym społeczeństwie. Ale trochę wciąż się liczy. Liczą się też inne elementy - zarzucenie wprost kłamstwa dalej jest formą obrazy. Udowodnienie kłamstwa dalej oznacza, że dana osoba traci twarz. Ktoś, kto rzuca słowa na wiatr, kto nie potrafi dotrzymać danych zobowiążań może być uznany za niegodnego.
W moim przekonaniu ten kulturowy wątek ma w sobie też i głębszy filozoficzny sens.
Aby być KIMŚ, aby nas uznano za osobę godną, wciąż bardzo istotny jest aspekt odwagi. Tchórzostwo, koniunkturalizm, wycofywanie się z danego słowa w imię jakichś tam korzyści wg mnie jest wkroczeniem na ścieżkę bycia NIKIM. Zaś odpowiedzialność za słowo, odwaga w obronie wyznawanych wartości świadczą, ze oto przed nami stoi KTOŚ.
I chyba tak już jest, że udowadniamy swoją wartość zawsze jakimś cierpieniem, wytrzymaniem wbrew przeciwnościom. Im większe trudy, cierpienia, zagrożenie ktoś znosi, tym bardziej tym dowodzi, że jest KIMŚ. Im bardziej na słowu danego człowieka można polegać, tym bardziej ten człowiek jest KIMŚ.
I odwrotnie - ktoś traktujący swoje zobowiązania, słowa lekko, lekceważący w życiu wyznawane wartości niejako rozmywa się, rozpływa wobec trudów życia, pokazuje swoją słabość i małość.
To, że cierpimy jest jakże często pewną daniną, zapłatą za to, żeby móc nazwać się KIMŚ. I chyba tylko tak da się za ów "certyfikat istnienia" zapłacić.
Jednak odwaga i odporność na trudy nie są "kompletnym" zestawem człowieka pasującym na bycie kimś. Są niezbędne, ale nie wystarczają, bo liczy się jeszcze spójność, sens i rozsądek działań. Działania odważne, ale bez sensu, czyli np. jakaś wariacka brawura, nie budzą szczególnego szacunku, nawet jeśli przy tej okazji, ktoś wykaże się hartem. Aby być KIMŚ trzeba czegoś więcej, niż uporu, czy odwagi, bo sama nieustępliwość łatwo może być wykorzystana przez cwaniaków, manipulatorów, ludzi działających w złej wierze.
Ludzi, o których można powiedzieć, że są naprawdę KIMŚ szczerze podziwiamy. I słusznie z resztą. Ale przepis na bycie kimś jest jednak złożony gdzieś tu splatają się rozsądek, mądrość, odwaga, odpowiedzialność za to co się mówi, szczególnie za to, za co się ręczy. Dobrze byłoby tu dorzucić nutkę geniuszu, jakiejś takiej niepowtarzalności, wyrastania ponad przeciętność. O takich ludziach dopiero bez żadnej wątpliwości mówi się, że są KIMŚ.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 1:15, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 2:44, 24 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
Atrapa - niech będzie. Całkiem niezła nazwa. Może też być umysł potencjalny, niedokończony, niespójny, a więc w fazie zaniku - nic wyraziście rozpoznawalnego.
Czyli chcesz deliberować o atrapach, o czymś wyraziście nierozpoznawalnym, czymś tam co może być..nazwane tak albo siak..a może w ogóle nie istnieje? Po chuj tak bajdurzyć?! :fuj:
Cytat:
Bo nie wiem jak potraktować takie ogólne negatywne uwagi pod moim adresem, jakie stosujesz.
Może jako impuls do zastanowienia się jednak nad tym, co i jak piszesz tu...
Cytat:
Właściwie to nie wiem jak dalej interpretować to, co może i do merytoryki aspiruje. Wypowiedź tworzy pewna całość - jeden wtręt nieinterpretowalny powoduje wywalenie kontekstu w kosmos.
Czyżby? Jeśli tak to postrzegasz, to wrażliwa niunia jesteś!.. ;-P
Cytat:
Gdybyś nie pisał w ten sposób, który jest niekulturalny, wtedy ja miałbym powód skupiać się na treści.
Sama treść powinna być powodem do skupiania się na niej. Chyba, że dla ciebie jest mało interesująca- to odpuść sobie pisanie na dany temat. A moje odzywki potraktuj jako "kopniak" do "wzięcia się w ryzy" merytorycznej dyskusji.
Cytat:
Bo spodziewa się, że po drugiej stronie jest być może ktoś podobny do niego - czyli też prawdziwy facet, który za obelgę strzeli w mordę, a może i zabije.
Zupełnie inny temat. Ale raczej ciekawy. A zabiłeś kogoś? Pytam poważnie. A ile razy może nie mówiłeś, ale choćby myślałeś: zabiję go [ją]?? Hm, szczerze?! Nawet jest takie "powiedzonko dla żartów": chyba go [ją] zabiję za cos tam...
Cytat:
Nie za faceta, który jak coś powie, to znaczy, że gotów jest stanąć do obrony swojego słowa. Twardo i do końca bronić SWOJEGO SŁOWA, nie za osobę, które WIE CO PRAWDZIWE SŁOWO ZNACZY.
Jak się to ma, popaprany Michałku, do tego o czym tak często tu piszesz: o nieagresji, niezabijaniu, szanowaniu innych odmiennych zdań, o pysze- czyli złu, które uznaje właśnie tylko własne słowa za prawdziwe i broni je nawet do upadłego? Hm?! Jeszcze raz: zastanawiaj się bardziej, co piszesz, a nie raz tak, raz siak, a innym razem jeszcze cos innego. Bo wtedy sowa twoje gówno znaczą! :->
Cytat:
Rzucasz obelgi, bo zapewne nie obracałeś się w towarzystwie z prawdziwymi facetami, którzy za takie odzywki stłukliby Cię na kwaśne jabłko.
Tu akurat masz rację. Nie obracam się zazwyczaj w towarzystwie "prawdziwych facetów", a szczególnie takich, którzy chcieliby mnie- bezpodstawnie oczywiście- tłuc, bo wtedy by się musiał trup ścielić dość gęsto. Ponieważ nie darowałbym dostawania od kogoś, tylko dlatego, że to ja mam rację. Jedna taka sytuacja zresztą mi już w życiu wystarczy oraz zerwanie kontaktów z nie dostającymi do mnie rodzicami. Tak więc taki pajac, jak ty nie będzie mi prawić co ma być słuszne, a co nie!
Cytat:
Za mniej obraźliwe słowa, niż te, których ty lekką rączką rzucasz pęczki faceci tracili życie w pojedynkach. Bo prawdziwy facet, jak coś powiedział nie tak, a potem spotkał się z wyzwaniem za tę obelgę, to stawał. I może ginął, jeśli okazywało się, że gość po drugiej stronie szybciej i celniej strzelał. Więc w towarzystwie prawdziwych facetów pewnie się nie obracałeś, nawet nie wiesz o co w tym chodzi.
No, tak, racja. To chcesz umrzeć, być wiecznym kaleką, czy odsiadywać dożywocie za zabójstwo? Zresztą to by się okazało w trakcie. Ale nic innego, niż jedno z tych trzech.
Cytat:
Gdybyś miał w swojej głowie zależności prawdziwych facetów, to brałbyś pod uwagę, że od tego dnia, być może za tydzień - dwa stanie przed Twoim domem facet (nie wiesz jaki jestem, więc być może 199 wzrostu, po treningach krav magi, wkurzony na maxa) i powiada: nazwałeś mnie mazgajem; więc chcę sprawdzić, kto tutaj jest większym mazgajem - zapraszam do tego ustronnego lasku na "rozmowę"... Bo Dyszyński nazwania go publicznie mazgajem płazem nie puszcza, a na informatyce się zna i wie, jak po numerze IP znaleźć gościa... Brałeś pod uwagę, że może - Z RACJI NA PRZYNALEŻNOŚĆ DO ŚWIATA MĘŻCZYZN - spotka Cię taki "kłopot". Wątpię... Bo pewnie nie słyszałeś o czymś takim, jak męska walka o godność
No, brałem pod uwagę... A ty brałeś, że zanim próg przekroczysz, to już pocisk będzie w tobie?? W U.S.A. to normalka zresztą... Nie będzie mi żadna menda łazić po moim, choćby samym Dyszyńskim była!
Cytat:
potem się może wycofasz, powiesz "aaaa, tak mi się powiedziało". Bo przecież Twoje słowa to nic poważnego, nie znaczą wiele. Prawda?...
Rzadko kiedy się wycofywałem. Nawet z rodzicami pogodziłem się dopiero po latach, gdy zauważyłem, że troszkę racji swojej mieli...
Cytat:
Rzucisz słowem tak, rzucisz siak. Jak to dzieciak.
Dokładnie ty tak robisz! Raz piszesz to, raz tamto.
Cytat:
Gdybyś jakoś tak aspirował do bycia FACETEM, to by Ci było głupio zostać przyłapany na paplaniu byle co, co ślina na język przyniesie.
A tobie widać wcale nie głupio, tylko się jeszcze przypierdalasz, gdy ktoś ci słusznie uwagę zwraca. :->
Cytat:
czy MAJĄ ŚWIADOMOŚĆ tej okrutnej, ciemnej strony męskości.
Bardzo dobrą mam tego świadomość.
Cytat:
Odpowiedziałem Ci, bo to Ty temat wywołałeś - ty chciałeś tematu pouczania się, rozmowy o prawdziwych facetach.
Sam temat wywołałeś pisząc jak poeta od siedmiu boleści! I nie chodzi mi teraz o twoje pisanie w dziale o sztuce, gdzie czasem jakieś wierszyki klecisz- w sumie nie takie złe niektóre; tylko o niechęć i/lub nieumiejętność skupiania się na konkretnych zagadnieniach, o niespójne "prowadzenie się" w dyskusji, o zbytnie fantazjowanie tam, gdzie chciałbym coś konkretnego skonkludować, dojść do podsumowujących wniosków. Chyba, że ty tego ni chcesz... Może tu się tak rozmijamy- bo ty preferujesz takie snucie bajek; ale ja, pisząc w wątku na konkretny dość temat, odpisując na zagadnienie do przeanalizowania, przemyślenia, wywnioskowania mam raczej zamiar wydobyć z niego jakieś "rozwiązania", wnioski podsumowujące zagadnienie. Chociaż może nie powinienem tak na to naciskać, jeżeli ty wolisz luźne "bajkopisarstwo"...

Cytat:
Bliżnięta jednojajowe różnią się.
Tak, ale mało.
Cytat:
Gluony różnią się przypisaniem do miejsca, do cząstek, z którymi oddziaływują.
Tak, ale przenoszą ten sam rodzaj oddziaływania- czyli są w wielu kontekstach prawie identyczne.
Cytat:
Gdzieś pytałeś: czy uważam że jest coś zewnętrznego?
- Zakładam taką MOŻLIWOŚĆ
Często pisałeś, iż uważasz, że nie ma niczego wykraczającego poza umysł; albo jest, lecz nieistotne wcale. Ale zdaje się, że pisałeś też, iż dopuszczasz możliwość jakiegoś "zewnętrza" w stosunku do umysłu. No, o.k. Tylko może doprecyzuj czy bardziej uważasz, że jest coś poza, czy raczej nie. A jeśli tak, to co to niby jest.
Cytat:
- umysł sam - w pustce, w nicości, zdany wyłącznie na siebie.
Czy wtedy umysł może istnieć? W jaki sposób, na jakich zasadach?

Ja do tego co dalej tam napisałeś mam mnóstwo pytań i wątpliwości. Ale zacznijmy od podstaw; cofnijmy się do nich, bo inaczej robi się "kaszana" właśnie.

Żeby móc tu rzeczowo dyskutować o zadanym temacie, naprawdę musimy poczynić pewne podstawowe ustalenia; doprecyzować znaczenia pojęć, których tu najczęściej się używa. Uważam, że tylko tak możemy powrócić do merytorycznej polemiki, a skończyć wreszcie "obrzucanie się błotem".

Dlatego pytam Michała [również innych, którzy chcą się tu udzielić i włączyć do rozważań]:
# Co to jest umysł?
# Co to jest świadomość?
# Z czego jest zbudowany umysł oraz świadomość, co je tworzy?
# Co to jest psychika?
# Czy umysł odczuwa?
# Czy świadomość może funkcjonować w pustce, w otoczeniu bez jakichkolwiek obiektów?
No, może na początek wystarczy.
Czekam na konkretne odpowiedzi, pomysły, propozycje...
:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 4:01, 24 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Poruszony w poprzednim poście temat bycia "prawdziwym mężczyzną" jest wg mnie bardzo dobrym rozwinięciem wątku, dotyczącego tematu bycia KIMŚ.

Kulturowo, w świecie mężczyzn bycie KIMŚ oznaczało to, że na danej osobie można było polegać, przy szczególnym podkreśleniu aspektu ODWAGI. Mężczyzna, aby był uznawany w tradycyjnej społeczności innych mężczyzn musiał być odważny, musiał też bronić swojej GODNOŚCI.
Dlatego właśnie wielu mężczyzn traciło nawet życie w pojedynkach z powodu takiego "drobiazgu" jak zarzucenie komuś kłamstwa, niegodnego zachowania, tchórzostwa. Bez wystąpienia do pojedynku, mężczyzna "traciłby twarz", społecznie stawał się NIKIM.
Tak to jest/bywało kulturowo. Dzisiaj może odwaga straciła nieco na znaczeniu w nowożytnym społeczeństwie. Ale trochę wciąż się liczy. Liczą się też inne elementy - zarzucenie wprost kłamstwa dalej jest formą obrazy. Udowodnienie kłamstwa dalej oznacza, że dana osoba traci twarz. Ktoś, kto rzuca słowa na wiatr, kto nie potrafi dotrzymać danych zobowiążań może być uznany za niegodnego.
W moim przekonaniu ten kulturowy wątek ma w sobie też i głębszy filozoficzny sens.
Aby być KIMŚ, aby nas uznano za osobę godną, wciąż bardzo istotny jest aspekt odwagi. Tchórzostwo, koniunkturalizm, wycofywanie się z danego słowa w imię jakichś tam korzyści wg mnie jest wkroczeniem na ścieżkę bycia NIKIM. Zaś odpowiedzialność za słowo, odwaga w obronie wyznawanych wartości świadczą, ze oto przed nami stoi KTOŚ.
I chyba tak już jest, że udowadniamy swoją wartość zawsze jakimś cierpieniem, wytrzymaniem wbrew przeciwnościom. Im większe trudy, cierpienia, zagrożenie ktoś znosi, tym bardziej tym dowodzi, że jest KIMŚ. Im bardziej na słowu danego człowieka można polegać, tym bardziej ten człowiek jest KIMŚ.
I odwrotnie - ktoś traktujący swoje zobowiązania, słowa lekko, lekceważący w życiu wyznawane wartości niejako rozmywa się, rozpływa wobec trudów życia, pokazuje swoją słabość i małość.
To, że cierpimy jest jakże często pewną daniną, zapłatą za to, żeby móc nazwać się KIMŚ. I chyba tylko tak da się za ów "certyfikat istnienia" zapłacić.
Jednak odwaga i odporność na trudy nie są "kompletnym" zestawem człowieka pasującym na bycie kimś. Są niezbędne, ale nie wystarczają, bo liczy się jeszcze spójność, sens i rozsądek działań. Działania odważne, ale bez sensu, czyli np. jakaś wariacka brawura, nie budzą szczególnego szacunku, nawet jeśli przy tej okazji, ktoś wykaże się hartem. Aby być KIMŚ trzeba czegoś więcej, niż uporu, czy odwagi, bo sama nieustępliwość łatwo może być wykorzystana przez cwaniaków, manipulatorów, ludzi działających w złej wierze.
Ludzi, o których można powiedzieć, że są naprawdę KIMŚ szczerze podziwiamy. I słusznie z resztą. Ale przepis na bycie kimś jest jednak złożony gdzieś tu splatają się rozsądek, mądrość, odwaga, odpowiedzialność za to co się mówi, szczególnie za to, za co się ręczy. Dobrze byłoby tu dorzucić nutkę geniuszu, jakiejś takiej niepowtarzalności, wyrastania ponad przeciętność. O takich ludziach dopiero bez żadnej wątpliwości mówi się, że są KIMŚ.
Ogólnie dobra treść. Chociaż znów nieco "rozwiązły" sposób pisania... ;-P
Ale myślę, że tutaj też należałoby dookreślić pewne rzeczy, ustalić kontekst.
O jakim "kimś" i/lub "nikim" tutaj mowa?
Czy o organizmie w sensie biologicznym? Widzę, że nie. Ale ten aspekt też jest ważny.
Czy o kimś, jako człowieku postrzeganym, jako pewne wartości i sposoby funkcjonowania? Raczej właśnie tak- to tym aspekcie głównie pisze Michał. Czyli co znaczy być człowiekiem w odniesieniu do wyobrażenia "człowiek" w ludzkich umysłach. No, właśnie. Piszesz Michał o różnorakich aspektach, z różnych punktów widzenia... A jakby spróbować to nieco zsyntetyzować, pokusić się o wyłuskanie podstawowych określeń, które opisywałyby, definiowały ludzką jednostkę i jej poczynania. Hm?
I jeszcze ważny problem na koniec [jak na razie]: Co znaczy bycie nikim?? Czy trup to [już] nikt (aspekt biologiczny)? Czy menel lub morderca, lub złodziej to nikt (aspekt społeczny, psychologiczny)? Czy w ogóle jeden człowiek ma prawo traktować drugiego przedmiotowo zupełnie- i co to w zasadzie oznacza tu "przedmiotowo"? Czy bycie kimś a nikim jest "zerojedynkowe", czy są "odcienie pomiędzy"? Kto lub co oraz na jakiej podstawie właściwie ma to oceniać? Czy "ktoś" to osobowość, czy bardziej ciało- a może jedno i drugie (aspekt psychologiczny)? Czy "ktoś" to raczej ego, umysł, czy bardziej jaźń, psyche, a może dusza (aspekt ontologiczny)? Czy "prawidłowa", zdrowa osobowość to ktoś, ale już taka zaburzona, chora [chory psychicznie] to nie ktoś, czy wręcz nikt?..
Moim zdaniem to są bardziej podstawowe zagadnienia, kwestie do rozważania. I na tym warto dlatego przede wszystkim się skupić. Na określeniu znaczeń i zarysowaniu kontekstów.
To, co napisał Michał jest jak najbardziej o.k., ale stanowi wg mnie raczej "nadbudówkę", dodatek do fundamentu pojęciowego i korelacji aspektów, którego tu raczej brakuje. [Podobnie zresztą jak w wielu tekstach Michała.]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:43, 31 Lip 2015    Temat postu:

Tematu bycia KIMŚ nie da się rozważyć w sposób ścisły. Nie ma dla takich rozważań metodologii, nie ma doświadczeń fizycznych, czy biologicznych rozważania potwierdzających, nie ma właściwie prawie niczego w pełni obiektywizowalnego.
Dlatego to co tutaj pisze łatwo da się (w jakimś sensie ZASADNIE) zaatakować, poddać w wątpliwość. Można zarzuć moim rozważaniom niekonkretność, słabą określoność. I będzie to jakoś słuszne.
Problem w tym, że JAKOŚ temat "trzeba" zacząć. Z racji na brak dobrego punktu odniesienia ten start będzie pewnie pod względem jakiegoś kryterium wadliwy. Ale nic lepszego nie ma.
Więc jeśli ktoś w ogóle ma zamiar wytrzymać przy tym temacie, przy takich, czy podobnych rozważaniach, powinien uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość i chyba jakiś rodzaj zaufania (założonego optymistycznie), że coś dalej może z tego wyniknie, że gość, który tu coś napisał, może nie pisał kompletnie od czapy. Jeśli się takiego założenia nie zrobi, to w nieskończoność można wałkować zarzuty: o niekonkretność, niską precyzję sformułowań, fantazjowanie zamiast pisać wprost. Powtarzam - w jakimś sensie może jest nawet jakoś słuszne... ale może i nie słuszne... (zależy z której strony spojrzeć na sprawę).

W jakimś sensie jednak uważam, że temat, który tu pragnę poruszyć, jest kto wie, czy nie najważniejszą życiową sprawą, przemyśleniem zupełnie fundamentalnym (przynajmniej dla mnie, nie będę na siłę wpierał tego innym ludziom). Od bycia KIMŚ zaczyna się jestestwo, zaczyna się w ogóle koncepcja OBIEKTYWIZMU (obiektowości), dalej prawdy, wartości, decyzji, wolności, osobowości. Wszystko w tym siedzi.
Co nie znaczy, że jestem w stanie wyjaśnić do końca każdemu JAK SIEDZI, albo że poprowadzę tutaj jakąś wyrazistą, niepodważalną ścieżkę rozumowania. Pewnie to mi się nie uda. Pewnie większość osób ostatecznie uzna, to co tu piszę za "bredzenie", za "nieweryfikowalne fantazje", albo inne bzdury. I będą mieli ku temu powody - czyli przeświadczenie wynikające z konfrontacji mojego tekstu z ich świadomością. Ale jest też możliwość/szansa, że komuś mój tekst coś wyjaśni. Przez słowo "wyjaśni" należy rozumieć nie tyle połączenie odczuć, wrażeń, myśli z jakimiś naukowo zweryfikowanymi twierdzeniami, czy teoriami, ale powiązanie pewnych - do tej pory osobnych, a potem już jakoś wspólnych - aspektów myślenia o swojej świadomości, uczuciach, tęsknotach, pragnieniach. To się może zdarzyć, choć na pewno nie zdarzy się dla każdego Czytającego.
To będzie trochę jak czytanie poezji - czyli taki kontakt z tekstem, w którym wyprzedzająca, kreatywna aktywność w skojarzeniach w dociekaniu, przypuszczaniu jest dużo ważniejsza, niż proste przywoływanie domyślnych znaczeń słów. To trzeba przeczytać bardziej SOBĄ, niż zdobytym doświadczeniem i kulturowymi schematami (choć znowu - te schematy też będą jakoś pomocne, ale tylko pomocne, a nie decydujące).

Tak - BYCIE KIMŚ uważam za clou ODKRYCIA SIEBIE, a dalej może szczęścia, spełnienia, "zbawienia" (?!). Uważam problem za religijny w tym sensie, że chyba jest on w religiach omawiany - choć może inaczej się nazywać, może jakoś różnie być określany.

Cóż to więc znaczy być KIMŚ?
Ja moje osobiste bycie KIMŚ widzę w obszarze pewnej WIARY, że to co stanowi moje jestestwo WYKRACZA POZA DORAŹNE TU I TERAZ. (choć tu akurat niekoniecznie piję do konceptu duszy...) Wykracza na tyle mocno, że warto takie tu i teraz czasem poświęcić, aby udowodnić (choćby "tylko" samemu sobie), że jednak to coś (ze mnie) "jest", że choćby nie wprost, może "z tylnego siedzenia", w sposób nie do końca jasny, ale jednak ujawnia się, działa, promieniuje na wszystko co się dzieje. Ludzie, o których się mówi, że byli KIMŚ zwykle zadziwili otoczenie swoją odwagą, wytrwałością robienia czegoś, obstawania przy czymś, co wypływało tylko z ich jestestwa, a nie koniecznie miało jasne odniesienia do tego co wprost rozpoznawalne, weryfikowalne, odczuwalne. Ludzie przeświadczeni, że jest coś więcej, niż ta namolna doraźność, potrafili nieraz pójść na przekór wszystkiemu i wszystkim tylko po to, aby potwierdzać jakąś niepopularną prawdę, aby prezentować wszystkim jakąś postawę życiową. Tacy KTOSIE promieniują na małostkowe otoczenie, które robi coś przede wszystkim dlatego, że się "opłaca", jest "korzystne", "przyjemne". Ale to co się "opłaca" jest tylko KOPIĄ PEWNEGO SCHEMATU KULTUROWEGO, to co jest przyjemne jest ODTWORZENIEM WZORCA BIOLOGICZNEGO, czyli znowu jest skopiowaniem tego, co wobec nas - ludzi przygotował świat.
Bycie KIMŚ jest formą buntu. To bunt przeciwko zachowaniom wylosowanym nam z przygotowanych wzorców zachowań i zastąpieniu owych - w sumie chaotycznych - zachowaniami "podpisanymi" WŁASNYM ODCISKIEM OSOBOWOŚCI.
Jednak nie jest łatwo mieć osobowość, która odciska się w świecie w sposób, który da się obronić przed atakiem na spójność i sensowność. Bycie KIMŚ oznacza bowiem, że nasze jestestwo jest TRWAŁE - będąc przeciwne emanacjom chaotycznym. Trwałość, to SPÓJNOŚĆ, czyli bycie OKREŚLONYM I ROZPOZNAWALNYM, mimo jakoś tam zmiennych warunków z jakich się owo jestestwo przejawia. To jest trochę tak jak z rysami twarzy - choć z biegiem lat twarz się starzeje, zmienia, deformuje - to jednak inni ludzie są w stanie rozpoznać ten indywidualny rys, to podobieństwo, które tworzy TRWAŁOŚĆ WIZERUNKU OSOBY.
Ale sam bunt nie jest jeszcze przepustką do bycia KIMŚ. Bo niektórzy buntują się chaotycznie - koniunkturalnie, aplikują sobie i światu taki bunt dla buntu, czasem dla mody. Można przykuć się do jakiegoś szlabanu, czy barierki, zaciekle buntowniczo protestując, a mimo to wciąż nie być KIMŚ. Tutaj liczy się TRWAŁY WZORZEC POWIĄZANIA zachowań z jestestwem, a nie sam fakt buntu. Czyli bunt dla samego buntu, a w szczególności bunt, bo to się pewnym ludziom spodoba, nie udowadnia jeszcze niczego szczególnego.
Bycie KIMŚ jest buntem, a więc jest PRZECIW CZEMUŚ. Przeciw czemu?
Przeciw temu wszystkiemu co nas zmusza do wtopienia się w nijakość, w chaos łatwych wyborów, prostych rozstrzygnięć, w głupotę, przeciw lenistwu, pójściu na łatwiznę. Aby być KIMŚ powinniśmy zbuntować się przede wszystkim przeciw temu wszystkiemu CZYM SAMI GARDZIMY (najczęściej widząc to u innych, bo trudniej jest takie coś dostrzegać u siebie). Chodzi bowiem o to, aby nie okazało się, że - po bliższym przyjrzeniu się sprawie - sami zechcemy się odciąć od tego, czemu wcześniej poświęciliśmy nasze siły, nasze życie.
Dlatego aby być KIMŚ trzeba odnajdywać (siebie) GŁĘBIEJ! Bo to prawdziwe nasze JA jest w czystej formie ukryte pod wieloma warstwami tego, co nam wmuszone, co przyszło z zewnątrz i jest kopią czegoś innego. Więc jesteśmy naprawdę sobą, jeśli odnajdziemy w sobie to coś nieuchwytnego bezpośrednio, a jednocześnie tak silnego, tak ważnego, tak cennego.
Odnaleźć SIEBIE, to właściwie nic innego, tylko odnaleźć KRÓLESTWO BOŻE, drogocenną perłę, wielki skarb. Bo cóż może być ważniejszego dla człowieka, dla umysłu, niż on SAM?


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 19:50, 31 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:52, 31 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
Tematu bycia KIMŚ nie da się rozważyć w sposób ścisły. Nie ma dla takich rozważań metodologii, nie ma doświadczeń fizycznych, czy biologicznych rozważania potwierdzających, nie ma właściwie prawie niczego w pełni obiektywizowalnego.
Dlatego to co tutaj pisze łatwo da się (w jakimś sensie ZASADNIE) zaatakować, poddać w wątpliwość. Można zarzuć moim rozważaniom niekonkretność, słabą określoność. I będzie to jakoś słuszne.
Problem w tym, że JAKOŚ temat "trzeba" zacząć. Z racji na brak dobrego punktu odniesienia ten start będzie pewnie pod względem jakiegoś kryterium wadliwy. Ale nic lepszego nie ma.
Więc jeśli ktoś w ogóle ma zamiar wytrzymać przy tym temacie, przy takich, czy podobnych rozważaniach, powinien uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość i chyba jakiś rodzaj zaufania (założonego optymistycznie), że coś dalej może z tego wyniknie, że gość, który tu coś napisał, może nie pisał kompletnie od czapy. Jeśli się takiego założenia nie zrobi, to w nieskończoność można wałkować zarzuty: o niekonkretność, niską precyzję sformułowań, fantazjowanie zamiast pisać wprost. Powtarzam - w jakimś sensie może jest nawet jakoś słuszne... ale może i nie słuszne... (zależy z której strony spojrzeć na sprawę).
Nie uważam, byś pisał "od czapy". Ogólnie w pewnym stopniu zgadzam się z tym, co wypisujesz. I możesz to robić oczywiście dalej w taki sposób, w jaki tobie pasuje.
Jednak ja wolę dokładniej analizować, "roztrząsać" zagadnienie- aby potem wyciągać wnioski, czynić konkluzje; aby dojść do pewnych wyników, tez, rezultatów indukujących choćby hipotezy...
Jeśli "brać się" za taki temat, to należy wpierw spróbować określić, co to jest "ktoś". Oczywiście najlepiej podpierając się już istniejącymi propozycjami, definicjami, określeniami.
Cytat:
Tacy KTOSIE promieniują na małostkowe otoczenie, które robi coś przede wszystkim dlatego, że się "opłaca", jest "korzystne", "przyjemne". Ale to co się "opłaca" jest tylko KOPIĄ PEWNEGO SCHEMATU KULTUROWEGO, to co jest przyjemne jest ODTWORZENIEM WZORCA BIOLOGICZNEGO, czyli znowu jest skopiowaniem tego, co wobec nas - ludzi przygotował świat.
Wszyscy i zawsze czynią cokolwiek tylko dla zysku i przyjemności- choć dla niektórych jest to np. właśnie "zysk i przyjemność" z odkrycia siebie i zrozumienia natury świata; to zresztą jest jedyny słuszny cel życia- wszystko inne jest "przy okazji", choć wielu zmienia proporcje, inaczej rozkłada ważność- przez co są nieszczęśliwi.
Cytat:
Bycie KIMŚ jest formą buntu.
To raczej powinno być poszukiwanie, a nie dosłownie bunt. Zresztą bunt jest pewnego rodzaju próbą histerycznego poszukiwania, poszukiwania akceptacji przede wszystkim- a nie może być akceptacji bez zrozumienia [mechanizm wypierania w terminologii psychologicznej, w psychoanalizie].
Cytat:
Bycie KIMŚ oznacza bowiem, że nasze jestestwo jest TRWAŁE - będąc przeciwne emanacjom chaotycznym. Trwałość, to SPÓJNOŚĆ, czyli bycie OKREŚLONYM I ROZPOZNAWALNYM, mimo jakoś tam zmiennych warunków z jakich się owo jestestwo przejawia.
Bycie kimś wielkim to do pewnego stopnia wyparcie się siebie- w sensie właśnie nietrwałości, nieskostnienia ego, lecz ciągłego uważnego poszukiwania i zmieniania świadomości, sposobu rozumowania...
Cytat:
Chodzi bowiem o to, aby nie okazało się, że - po bliższym przyjrzeniu się sprawie - sami zechcemy się odciąć od tego, czemu wcześniej poświęciliśmy nasze siły, nasze życie.
Raczej chodzi o to, by zaakceptować takie "okazanie się". :) By przyznać się do pomyłek i szukać dalej lepszej zgodności...
Cytat:
Odnaleźć SIEBIE, to właściwie nic innego, tylko odnaleźć KRÓLESTWO BOŻE, drogocenną perłę, wielki skarb.
Przede wszystkim jest to zrozumienie natury rzeczywistości, w tym własnej natury i własnego miejsca w świecie. Uwolnienie świadomości od zamętu, od niewiedzy, od pozornych sprzeczności.
Cytat:
Bo cóż może być ważniejszego dla człowieka, dla umysłu, niż on SAM?
Zależy w jakim sensie... Ale poniekąd masz rację- to prawidłowe samookreślenie się, czym się jest w Kosmosie. :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:51, 05 Sie 2015    Temat postu:

Przyszło mi jeszcze do głowy dość prosty test na to, na ile ktoś jest KIMŚ.
Ten test jest odpowiedzią na pytanie:
Czy NAPRAWDĘ WIERZYSZ, że to co myślisz, czujesz, robisz MA ZNACZENIE?!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin