Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Człowiek, świadomość - bardzo trudna układanka

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:00, 07 Lut 2017    Temat postu: Człowiek, świadomość - bardzo trudna układanka

Naiwne koncepcje dydaktyczne, moralne widza człowieka trochę na podobieństwo robota, jakiegoś mechanizmu, na który można wpływać metodami kija i marchewki - karami i nagrodami. Trochę bardziej złożone koncepcje manipulowania ludźmi uwzględniają podświadomość, rolę uczuć (słabo sterowalnych), wbudowanych ograniczeń postrzegania i myślenia.
Jakiegoś pełnego konceptu mentalności, modelu ludzkiej natury ja nie spotkałem. Może za mało szukałem. Ale trochę ten koncept przeczuwam.
Tutaj postaram się wskazać elementy owej układanki:
- ROZPOZNANIE jest tym, co nas łączy ze światem, ale i z samym sobą. Ono jest "paliwem" myśli i w pewnym sensie ich treścią. Właściwie praca intelektu jest niczym innym tylko serią rozpoznań, wyborów i skupień uwagi na określonych aspektach.
- UCHWYTY MYŚLI - uchwytem myśli jest w moim modelu każda "rzecz" w myślach, która posiada względną trwałość - np. dobrze zapamiętane odczucie, wrażenie, obraz, wbudowany w odczuwanie i myślenie schemat, także odruch, czy instynktowna reakcja. Wszystko to jest "uchwytem" jeśli jest stałe - tzn. jeśli nie podlega łatwemu rozmyciu, przywaleniu nowym odczuciami, myślami, skupieniami uwagi.
- ŚWIADOMOŚĆ I POSADOWIENIE JA - to trudny koncept. Ma pewien związek z koncepcją ego, ale w pewnych aspektach może być wręcz zaprzeczeniem tego ego, jakie znamy z opisu ludzie "ego"tycznych, albo "ego"istycznych. Z grubsza jest ten koncept podobny do jakiegoś uchwytu myśli - jak w poprzednim punkcie. Jednak byłby to uchwyt szczególny, jakoś nadrzędny, taki do którego wszystko się odnosi. JA jest centrum zarządzania myślą - do niego się myśli odnoszą, w nim znajdują mechanizmy weryfikacji.
- UCZUCIA uczucia są różne - część z nich jest narzucona biologicznie. Rolą uczuć jest skupienie uwagi na CAŁYCH ZESTAWACH uchwytów umysłu, przez co ROZMYWAJĄ one uwagę, strumień myśli, odrywając go od wielu zaplanowanych celów, wymuszając zajęcie się jakimiś aspektami - np. uczucie strachu mobilizuje organizm i myśli przestrajając go w tryb szybkiej reakcji, bardziej gwałtownych zachowań, utrudniając bardziej dogłębne rozważania, na które może nie być czasu.

Funkcjonowanie świadomości
Świadomość funkcjonuje w cyklach zawierających:
- pierwotne doznanie
- pierwotne (na razie niemal instynktowne) rozpoznanie
- analizę rozpoznania polegającą na próbie zintegrowania owego rozpoznania z tym, co zgromadzone w pamięci, odruchach myślowych, wzorcach wrodzonych i nabytych
- WBUDOWANIE ROZPOZNANIA W MECHANIZMY CELOWOŚCI (konfrontowanie wyników owej analizy z celami) - ten ostatni, kluczowy dla wyższej świadomości etap polega na próbie zajęcia stanowiska wobec tego, co z danej sytuacji wynika i wypracowanie WYBORÓW w kontekście bieżącej sytuacji. Zwierzęta ten etap realizują bardziej instynktownie, nie tworząc zaawansowanych celów, lecz te biologiczne, związane z przetrwaniem, wydaniem potomstwa. Człowiek jest w stanie wypracować sobie wyższe cele działania - także funkcjonujące na poziomie duchowym.
Potem cykl się powtarza - bo znowu mamy jakieś doznania - rozpoznania ich (niekoniecznie skuteczne) - analizę - konfrontowanie wyników owej analizy z celami. Cykle tego rodzaju są rozliczne, przenikające się, rozgałęzione, funkcjonujące na wielu poziomach - od tych bardziej prostych, biologicznych, poprzez zaawansowane poznawczo i mentalnie.

Podstawowa funkcja JA
Podstawową funkcja JA jest ZINTEGROWANIE ze sobą różnych aspektów funkcjonowania, w szczególności WYTWORZENIE NIESPRZECZNEJ CELOWOŚCI. JA niejako wciąż zadaje sobie pytanie: co mam teraz robić?
Aby na to pytanie odpowiedzieć JA uruchamia powyższy cykl - rozpoznaje, analizuje, konfrontuje z celami, jakie sobie wypracowało, czy jakie w nie wbudowano. Gdyby nie ta funkcja integrująca osobnik robiłby cokolwiek - może wyszedł na pustynię i zginął, może dostał się w szpony drapieżnika. Bo nie mając celów, nie wiedziałby jako odróżnić pójście tu, od pójścia tam,czy zrobienia czegoś innego. Cel jest EFEKTEM ŚWIADOMOŚCI, jej wyrazem. Mechanizm celowości na poziomie biologicznym narzuca podstawową formę racjonalności działania i budowania celów. Te cele polegają na zaspokojeniu znanych biologicznie potrzeb - pożywienia się, bezpieczeństwa, zdobywania pozycji w grupie, wydania potomstwa. Ale człowiek buduje też wyższe cele - nie związane bezpośrednio z biologicznymi. W szczególności człowiek pyta się o samego siebie - Kim jest? Do czego miałbym dążyć?
Pewne cele są nam narzucone, jednak w te podstawowe cele musimy się "zaopatrzyć sami" - jakoś je dojrzeć w swoim życiu, a potem nieco zafiksować się na nich - uwierzyć. Nie sposób żyć ciągle zmieniając cele. Nie da się dojść do niczego, jeśli nie postawimy pewnego kierunku działania i myślenia wyżej, ponad inne. Bo jeśli tej hierarchii celów w sobie nie wybudujemy, będziemy jak pyłek popychany ruchami Browna - gdzieś nas chaos zaniesie, ale to będzie gdziekolwiek, przypadkowe miejsce.
Dlatego jest sens uwierzyć czyli MOCĄ SWOJEJ DECYZJI, jakiegoś skończonego, bieżącego rozpoznania uczynić pewien cel życiowy nadrzędnym. Przy czy wierzyć warto jest W ZGODNOŚCI Z SOBĄ. Bo jeśli uwierzymy w coś zupelnie nie mając do tego przekonania (np. z powodu konformizmu, czyjejś namowy), to taki wybór wiary będzie nas nieustannie "dźgał" w życiu.
W co warto uwierzyć?
- Troche w siebie, a trochę w TO CO NAJWSPANIALSZE, albo i to CO NAJPIĘKNIEJSZE. Bo jak już ma się nam sprawdzać nasza wiara (zakładając nawet, że pod innym względem nasz wybór wiary jest losowy, że nie ma jakichś jasnych przesłanek na jedną stronę), to niech się sprawdza przynajmniej to, co rzeczywiście warto mieć. Stąd jest na pewno sens uwierzyć w miłosiernego Boga, który nas wzmocni, zapomni to co złe (nawet jeśli nam samym będzie to trudne do zapomnienia). Warto w to wierzyć, aby powstał efekt samosprawdzającej się przepowiedni - czyli że oto swoim działaniem i uporem w dążeniu do tego, w co się wierzyło, wywołamy efekt twórczy - to się właśnie stanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 55 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:41, 07 Lut 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Właściwie praca intelektu jest niczym innym tylko serią rozpoznań, wyborów i skupień uwagi na określonych aspektach.
Intelekt nie funkcjonuje w prozni. Przynajmniej nie u wszyskich ludzi :)

Michal Dyszynski napisał:
- UCHWYTY MYŚLI - uchwytem myśli jest w moim modelu każda "rzecz" w myślach, która posiada względną trwałość - np. dobrze zapamiętane odczucie, wrażenie, obraz, wbudowany w odczuwanie i myślenie schemat, także odruch, czy instynktowna reakcja.
Raczej "nosniki" czyli emocje. Im silniejsze, tym szybciej nastepuje korelacja bodzca z zapisana emocja w podswiadomosci - emocja, ktora nie analizuje lecz dostarcza odczucia dopasowanego bodzca z wszelkimi tego konsekwencjami. Kiedy czlowiek funkcjonuje z wysokiego poziomu swiadomosci poradzi sobie z taka emocja jako spoczywajaa w podswiadomosci ale nieistotna dla sytuacji chwili obecnej. Czlowiek funkcjonujacy z poziomu swiadomosci zwanym falszem nie tylko sobie nie poradzi z emocja przywolana przez bodziec ale jest w stanie dolozyc do niej sily. Czasami jezdzac po miescie spotykam takich ludzi na skrzyzowaniu ulic. Stoja z tekturowa wywieszka prosac o wsparcie a w tym samym czasie wyklocaja sie z kims kogo przez nich nie ma.

Nie ma czegos takiego jak "wzorce nabyte". Dziecko jest odbiciem Najwyzszego Instynktu/Boga. Oprogramowanie nastepuje w procesie obrobki zwanym wychowaniem I zaczyna sie od wieku 3 lat, bo od tego wieku pamietamy nasze doswiadczenia.

JA nie zajmuje sie integrowaniem. JA JEST. Jak przekazal nam Robert Frost - We dance round in a ring and suppose, but the Secret sits in the middle and knows.. Aby poznac SEKRET potrzeba przez prace nad soba nie zawieszac sie na pozycjonalnosci ego. To nielatwe ale mozliwe do osiagniecia. Droga jest pozostawienie umyslu konceptualistycznego, kiedy zaczyna w tym przeszkadzac I odczucia :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:51, 08 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
- UCHWYTY MYŚLI - uchwytem myśli jest w moim modelu każda "rzecz" w myślach, która posiada względną trwałość - np. dobrze zapamiętane odczucie, wrażenie, obraz, wbudowany w odczuwanie i myślenie schemat, także odruch, czy instynktowna reakcja.
Raczej "nosniki" czyli emocje. Im silniejsze, tym szybciej nastepuje korelacja bodzca z zapisana emocja w podswiadomosci - emocja, ktora nie analizuje lecz dostarcza odczucia dopasowanego bodzca z wszelkimi tego konsekwencjami.

Mój model ujmuje sprawę szerzej. Uchwytem myśli jest praktycznie wszystko do czego myśl może się odwołać, bo to coś JEST TRWAŁE. Emocje bywają takie - szczególnie te emocje instynktowne, jak strach, pożądanie, zazdrość - ale w moim ujęciu emocje, pod pewnym względem, są nie za dobrym uchwytem. Ich zaletą jest to, że mamy je gratis, dostają się nam z naszymi genami, jednak mają też tę wadę, że są labilne, nieokreślone, trudno na nich zbudować coś co byłoby trwałe.
Pewne uchwyty myśli można w sobie samemu utworzyć. Działają one na zasadzie nawyków. Przysłowie mówi "przyzwyczajenie drugą naturą" i jest w tym taka prawda, że coś powtarzalne wielokrotnie staje się w umyśle ustabilizowanym obszarem, czymś do czego da się w przyszłości odwołać. Oczywiście nawyki bywają dla świadomości zagrożeniem, ale to temat na inną okazję.
Uchwyty myśli są nam niezbędne, abyśmy "wiedzieli na czym stoimy". Ludzie z dużą labilnością wzorców cierpią na choroby psychiczne, neurozy. Mają ten problem, że ich umysł nie znajduje trwałego odwołania, oni nie wiedzą co czują, gdy coś czują, co właściwie myślą, gdy coś myślą. Niektórzy nawet zaczynają świadomie zadawać sobie ból - kaleczyć się, sprawiać sobie cierpienie. Na pytanie "dlaczego to robią?" nieraz odpowiadają "bo chcę czuć siebie.". Ten przykład co prawda funkcjonuje akurat bardziej w sferze odczuć, niż myśli, ale podobne zasady obowiązuję dla intelektu. Przykład - praca matematyków. Oni dzięki nawykom, wielokrotnie ucieranym ścieżkom myślowym zaczynają "czuć" myślowo abstrakcyjne idee - liczby zespolone, kwaterniony, przestrzenie funkcyjne, wektorowe, tensorowe itp. Na początku tego odczucia nie ma - wszystko co uczy się młody matematyka "pływa jak we mgle", ale z każdym rozwiązanym zadaniem, z każdym przykładem utrwalają się ścieżki rozumowania, aż powstaje coś w rodzaju jakby "sieci" w umyśle - co ciekawe sieci stabilnej, z rozpoznawalnymi wyraźnie punktami, obszarami. Nabyty uchwyt myśli to najczęściej po prostu nawyk. Choć nie zawsze nawyk - nieraz drastyczne przeżycie, zdarzenie UTRWALA w umyśle jakieś konkretne obrazy, emocje, nazwy. Potem człowiek miewa fobie, reaguje dziwnie - bo silny uchwyt, utrwalony obszar we wspomnieniach zaburza myślenie i odczuwanie.

Dyskurs napisał:

JA nie zajmuje sie integrowaniem. JA JEST. Jak przekazal nam Robert Frost - We dance round in a ring and suppose, but the Secret sits in the middle and knows.. Aby poznac SEKRET potrzeba przez prace nad soba nie zawieszac sie na pozycjonalnosci ego. To nielatwe ale mozliwe do osiagniecia. Droga jest pozostawienie umyslu konceptualistycznego, kiedy zaczyna w tym przeszkadzac I odczucia :)

Ja JEST - to fakt. Ale nie tylko jest. Gdyby jedyną funkcją JA było zawsze tylko bycie, to wszyscy bylibyśmy tacy sami - w końcu każdy ma ja, które jest. A jednak JA to coś więcej, niż owo jest. Mamy różne ja, bo inaczej tworzyła się nasza przestrzeń rozumowania, albo mamy inne wrodzone skłonności. JA, oprócz "bycia" ma funkcję pytania: co to właściwie znaczy, że ja jestem? Albo KIM JESTEM?
Przy czym nie chodzi tu od razu o jakieś utożsamianie się z zawodem, płcią, narodem, czy czym tam jeszcze. Jesteśmy niejako wszystkim co nas tworzy, ale niczym w oderwaniu od reszty. Jesteśmy całością. W tej całości miejsce mają i uczucia, i intelekt, i wola (gdzieś tez pomiędzy wiary z nadziejami różnymi). JA nie jest jakimś biernym statycznym usadowieniem się w stwierdzeniu istnienia, ale dynamicznym, aktywnym "głosem" w naszym wnętrzu - głosem domagającym się odpowiedzi. Dlatego ludzie tak wiele robią w imię pokazania czegoś sobie (i innym, ale ostatecznie pośrednio sobie) - że są "kimś", że potrafią to, czy tamto, że mają indywidualność, a w każdym razie nie są czymś prostym, definiowalnym w jednoznaczny sposób jakimś tam sformułowaniem, czy wskazaniem na coś konkretnego i jednostkowego.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 0:59, 08 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:25, 08 Lut 2017    Temat postu:

Mój model trochę powstał z zastanowienia się nad osobowością psychopatyczną. Jak działa umysł takich osób?
Niemal wszystkie badania nad psychopatią wskazują u tych ludzi na BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI, skłonność do kłamstwa i manipulowania. Psychopaci nie czują wartości empatii (właściwie to w ogóle empatii nie rozumieją), ale też co ciekawe NIE MAJĄ KONSTRUKTU SIEBIE JAKO PEWNEJ POPRAWNEJ OSOBOWOŚCI. Kłamstwo jest tu kluczowym objawem. Normalny człowiek ma problem ze skłamaniem. Nawet przestępcy stosują nieraz specjalne tricki, aby kłamstwo, które wypowiadają dawało pewną szansę na interpretację, że nie jest takim do końca kłamstwem. Np. zamiast powiedzieć, że owego złego czynu nie zrobili, powiedzą: jestem niewinny, niczego mi nie udowodniono! Takie sformułowanie jest wybiegiem względem grzechu kłamstwa - ten człowiek, choć zrobił ów zły czyn, "nie kłamie", bo w zgodzie z przekonaniem uważa, że dowody były niewystarczające, zaś "niewinność" rozumie właśnie jako brak faktu decydującego i akceptowalnego udowodnienia. Czyli jakby nie kłamie.
Jednak psychopaci mają bardzo silnie zaburzone powiązanie mechanizmu sprzężenia zwrotnego - nie widzą siebie, jako coś, co ma funkcjonować w kontekście prawdy, lecz po prostu coś, co zdobywa zewnętrzne cele. Psychopata nie ma więc obrazu siebie, jako czegoś głębszego, jakiejś postaci transcendencji, jakiejś wizji człowieczeństwa, ale raczej jako grę emocji nadanych biologicznie. A jedną z najsilniejszych emocji jest pragnienie kontroli i to w nim wyżywają się psychopaci.
Podobny problem maja recydywiści zabójcy, gwałciciele. Oni "nie czuję siebie" jako wartości, jednostki, którą się wspiera i chroni poprzez mentalną zgodność z prawdą, poprzez spójność myśli, deklaracji i czynów, ale robią to, do czego ich pchają emocje - inne rzeczy się nie liczą.
W obu przypadkach wspólnym mianownikiem jest SUMIENIE. Przestępcy, psychopaci mają je zaburzone, czasem jakby go nie mieli. Sumienie jest właśnie tym mechanizmem myślowym, który powstaje gdy umysł wyświetla ocenę naszego działania W KONTEKŚCIE JA. Wtedy okazuje się np. że "ja tego nie chcę, ja tego nie powinienem zrobić". Osoby z zaburzonym JA nie maja do czego się odwołać, nic nie podpowiada oceny zgodności, bądź niezgodności; a w zamian jest ewentualnie jakiś dyskomfort nie zaspokojenie jakiejś żądzy, może lęku, silnej potrzeby kontroli (co jest pochodną biologicznej potrzeby znaczenia i bezpieczeństwa).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 55 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 4:58, 08 Lut 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Ja JEST - to fakt. Ale nie tylko jest. Gdyby jedyną funkcją JA było zawsze tylko bycie, to wszyscy bylibyśmy tacy sami - w końcu każdy ma ja, które jest. A jednak JA to coś więcej, niż owo jest. Mamy różne ja, bo inaczej tworzyła się nasza przestrzeń rozumowania, albo mamy inne wrodzone skłonności. JA, oprócz "bycia" ma funkcję pytania: co to właściwie znaczy, że ja jestem? Albo KIM JESTEM?
Mam niewiele czasu, bo wlasnie skonczylam kolejny etap artykulu i pora na spoczynek. Postaram sie Ci wyjasnic na podstawie technologii komputerowej, bo takiej analogii uzywa sie u nas. Kiedy sie materializujemy jestesmy jak hardware czyli tacy sami. Tutaj nie chodzi o unikalnosc DNA, ktore nie jest samowylaniajace sie i niepowtarzalne (chociaz teraz dawca komorek macierzystych dzieli swoje DNA z biorca, ale to inny temat), grupe krwi, kolor oczu, etc. Tu chodzi o IHVG czyli wiecznosc tymczasowo w materii ludzkiej - filozofia zakodowana w alfabecie hebrajskim i arabskim. Jesli spojrzysz na ten fakt z punktu widzenia natury, to wszystkie noworodki ssaja paluszki, pragna bliskosci matki, placza gdy sa glodne, i jak maja mokra pieluszke. Natepnie przychodzi pora na software czyli na classical conditioning czyli wychowanie. I tutaj zaczynaja sie roznice kulturowe, jezykowe, regionowe, etc. I to dzieki software zadajemy sobie - przynajmniej niektorzy z nas - pytania egzystencjonalne jak skad przybylismy, po co, kim jestesmy, i dokad zmierzamy. Wyzsze poziomy swiadomosci mozemy osiagnac li tylko przez stawanie sie osobami duchowymi. Jakkolwiek nasza esencje mozemy tylko "wyswietlac" (termin roboczy) przez nasze ego, ktore jest konglomeratem naszych doswiadczen naladowanych emocjami, uczuciami, myslami, slowami, czynami - a niektorzy z nas nie zdaja sobie sprawy, ze tak tworzymy wlasne przenaczenie. JA to jest najczystrza wersja (termin roboczy) naszego Jestestwa personhood i kustosza naszej autonomii, integracji, i izolacji (termin roboczy) od pokus, ktorym nie jest w stanie oprzec sie ego. Domem ego (termin roboczy) jest umysl konceptualistyczny a JA jest emanacja calej osobowosci ale z mechanizmem kontroli nad soba. Jesli przeanalizujesz kluczowe tradycje swiata jak chrzescijanstwo, buddyzm, islam, judaizm, czy sufizm, to dotrzesz do tego samego wniosku, ze na haczyku ego (termin roboczy) nie mozesz zawiesic (termin roboczy) godnosci czlowieka/jej jego Esencji - z prostego powodu - szybko "wytluklibysmy" sie. Hawkins (1995) przekazal nam, ze pryncypia znajduja dom (termin roboczy) w wyzszych poziomach swiadomosci skad emanuje nasza moc. Tak daleko jak mamy swiadomosc samych siebie, to emanujemy empatia do siebie samych i naturalnie emanujemy ta sama energie w strone innych stworzen nie tylko ludzkich. Mozesz badac umysl konceptualistyczny czlowieka zdrowego psychicznie i okaze sie labiryntem, bo nie zrozumiesz co on/ona ma w ramie referencji doswiadczen zyciowych. Moj 13 latek w dalszym ciagu ma trudnosci w zrozumieniu, ze bedac w jego wieku nie tylko nie mialam dostepu do google ale nie bylo komputerow. Jest inteligenty ale urodzil sie w erze technologii i jeszcze nie dojrzal do poziomu abstrakcji, ktora oferuje swiadomosc w widelkach zaczynajacych sie od cyfry 4. Potrzebuje jeszcze na to czasu i naszych wspolnych konwersacji. Wiem tylko, ze ten sposb wychowania jest skuteczny ale jest unikalny dla mnie, bo zastosowalam go w przypadku starszego syna jako samotny rodzic i obecnie z mezem. Ale kazdy rodzic wychowuje swoje dziecko na swoj sposob. I z tego sposobu wychowania sklada sie kolektyw miasta, regionu, kraju, kontynentu, i swiata. Umyslami patologicznymi nie tworzymy norm spolecznych. Tworzymy je przez system wartosci i zachowania, ktore maja wartosc dodana dla ludzkosci jako calosci. Na takich wartosciach opieramy nasze tradycje, kultury, i cywilizacje.

Ponizszy przekaz byl w angielskiej naturze lingwistycznej. Wersja polska to najblizsze tlumaczenie mojego umyslu konceptualistycznego ale juz w innym stanie swiadomosci, ktora jest organiczna i dynamiczna jak kondycja ludzka.

Meandry umysłu konceptualistycznego

No cóż, sądzisz, że mnie możesz zawrzeć w sobie
Zapakować jak w pudło i przykleić naklejkę
Jak ignorancko - ktoś powiedziałby
Nieświadomy ryzyka zostania kaleką

No cóż, myślisz, że mi pomagasz
Gdy mierzysz i osądzasz w swoim udręczeniu
No cóż, myślisz, że masz wszystkie odpowiedzi
Kiedy gonisz w bezprzytomnym uwięzieniu

Umysł konceptualistyczny nie ma zasług
W królestwie duszy w Bogu
Więc cicho bądź proszę i przestań krzyczeć
Pozwól mi sercem odczuć co widzę

The Meanders of Conceptual Mind

So, you think that you can contain me
Box me in and place on me a label
Oh, how ignorant, one might say
Unaware of the risk of becoming disabled

So, you think that you are helping me
When you judge and measure in distress
So, you think that you have all the answers
When you race in a frantic duress

The conceptual mind has no merit
In the realm of the True Self in God
So, be quiet please – stop screaming
Let me feel, in the heart, what I see at last

(AW, 8/6/12)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 5:23, 08 Lut 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:41, 08 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
...
Domem ego (termin roboczy) jest umysl konceptualistyczny a JA jest emanacja calej osobowosci ale z mechanizmem kontroli nad soba.
....

Tu jesteśmy chyba blisko siebie w rozumowaniu. Oczywiście dość trudno jest pojęcia ja i ego ściśle rozdzielić. Ogólnie rozprawiamy o pewnych koncepcjach, jak ktoś je tam widział, nie mając pełnej gwarancji, że one w ogóle dają się separować. Zwracając uwagę bardziej na jedne rzeczy, wtedy wychodzi na pojęcia A, potem na inne, to wyjdzie B. A wszystkie są jakoś razem połączone.

Mnie od jakiegoś czasu zaciekawiają peryferie ludzkich uczuć, działania. Jestem chrześcijaninem, katolikiem i w ogólności zgadzam się z teologią katolicką, jednak też widzę, że istnieje spory rozdźwięk pomiędzy obiegowym rozumieniem wiary, świadomości, religii, a tym co piszą osoby dogłębnie badające sprawę, tym co ostatecznie da się ujrzeć po głębszej analizie. Typowa nauka kościoła jest nieco naiwna, skrojona na dość słaby pojmowaniem umysł - umysł nie czujący niuansów, złożoności rzeczy. Może i tak powinno być, może przekaz trudniejszy i tak zastałby przez większość ludzi odrzucony, a dodatkowo niepotrzebnie zamieszał im w głowach?...

Staram się jakoś przeniknąć problem typowych ludzkich problemów z etyką - psychopatia, zespół aspergera, osobowość dyssocjalna, histrioniczna, neurotyczna i inne. Bóg, oceniający jakoś człowiecze wybory, musi jakoś brać pod uwagę problemy tego człowieka tkwiące w genotypie, w czymś co bardzo trudno jest przekroczyć (o ile to możliwe).

Jedna rzecz szczególnie mnie zastanawia - pewien powtarzający się schemat, opisywany nie raz w kronikach kryminalnych: mamy niebezpiecznego przestępcę (gwałciciel, morderca itp.), który lata spędził za kratami. W pewnym momencie wychodzi na wolność. I co robi?
- szybko popełnia kolejne okropne przestępstwo! Jaki w tym sens? Czy on chce wrócić do więzienia?... Czy złe pragnienia są w nim silniejsze, niż wszystko inne, niż instynkt samozachowawczy?...
Ja to widzę następująco: w takim człowieku NIE MA MOCY JA, ŚWIADOMOŚCI WIELKOŚCI JEGO WŁASNEJ OSOBY. Jest praktycznie jedno - PRAGNIENIE, ŻĄDZA tego, co mu sprawiło przyjemność kiedyś, czyli ta chwila gdy dominuje, gwałci, morduje - ten jeden moment, o którym śni latami będąc za kratami. Nic innego się nie liczy. Ten człowiek "nie ma samego siebie", to owa "żądza ma jego", a nie on włada swoim życiem.

Pobyt za kratami nie wytwarza przecież w tym zaburzonym człowieku świadomości ważności i świętości osoby - jego samego. Liczą się "konkrety" - to co ze zmysłów, to co przyjemne, to co zapamiętane jako rozkosz.

Czym, jaką mocą przeciwstawiamy się popędom, złym skłonnościom, "podszeptom diabła"?.. Co to jest, co daje oparcie myślom?...

Przyznam, że ostatnio sporo nad tym myślę, trochę też w związku z własnymi problemami zdrowotnymi, które skutkują jakąś formą słabości, niemożności pokonania ograniczeń, mimo usilnej woli ku temu. Te ograniczenia są w części w psychice, w części w ciele. Gdyby psychika była jakaś superpotężna, to ciało by się ugięło. Ale tak nie jest.

I tak myślę sobie o tym przestępcy, który wyszedł z więzienia po 20 latach osadzenia. On nie ma NIC w tym świecie - przyjaciół, rodziny (która się go wyrzekła), pracy, domu. Więzienie było mu domem, czymś co on rozumie, do czego się przyzwyczaił. Nie boi się powrotu za kraty. Czytałem o przypadku, gdy jeden przestępca, po wyjściu z więzienia, zaraz zabil człowieka, a potem zgłosił się od razu na policję, opowiadając co zrobił. Swoją zbrodnię tłumaczył tym, że chciał wrócić do więzienia, bo nie umiał sobie już wyobrazić życia na wolności, a popełnienie zbrodni wydało mu się najskuteczniejszym środkiem do owego celu.
Jak myślał ten człowiek?...
W ogóle (chyba) nie brał pod uwagę aspektów etycznych - był cel: wrócić do więzienia, był środek do celu - przestępstwo. Prosty wybór. Nie było w nim...
Czego w nim nie było?

Ciekawy, znamienny dla moich rozważań, jest opis osobowości histrionicznej:
[link widoczny dla zalogowanych]
Jak stwierdza autor artykułu, głównym problemem owej zaburzonej osoby jest WYPARCIE. Ona nie potrafi spojrzeć na siebie "w prawdzie", poszukując (separując od siebie): celu swoich działań, podjętych decyzji, hierarchii ważności w tym wszystkim. Osoby zaburzone robią to, co robią NIE WIEDZĄC WŁAŚCIWIE DLACZEGO to robią. Jakaś wewnętrzna potrzeba pcha ich do robienia różnych rzeczy, a oni nie są w stanie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego właśnie to zdecydowali się zrobić.

Ciekawy jest też inny wątek psychologiczny w tym układzie: [link widoczny dla zalogowanych]. Anoreksja w funkcjonowaniu mózgu przypomina autyzm. To też wydaje sie znamienne, bo to w moim modelu jest jakoś też powiązane. Mamy pewną (zaburzoną) osobowość (oczywiście jeśli ją mamy - nie piszę o wszystkich ludziach), bo NIE RADZIMY SOBIE Z SAMYM SOBĄ, nie jesteśmy w stanie wytrzymać samego siebie! - tego czegoś, co dźga nas fizycznie, psychicznie, czasem jedno i drugie. Uciekamy od tej gehenny słabości własnego istnienia na tym świecie - uciekamy gdziekolwiek, często marząc już jedynie o tym, aby przestać być. Ale kres nie przychodzi, jest tylko ten problem życia - niska samoocena, jakiś ból, brak dającego się identyfikować celu, ciągły atak umysłu bodźcami, które są bolesne, trudne do zniesienia (autyzm).

Z tym bólem istnienia nie ma jak sobie poradzić. Jeśli każda chwila życia jest jakąś formą cierpienia, niespełnienia, wtedy człowiek desperacko szuka jakiegoś azylu, jakiejś odrobiny radości, czasem wytchnienia. Kto słaby moralnie, ulegający popędom robi sobie przyjemność w sposób okrutny, destrukcyjny dla innych ludzi, kto nie ma takich ciągot, będzie szukał jakichkolwiek przyjemności - przez nałogi, dziwne zachowania. Ostatecznie gdzieś w tle będą zachowania autodestrukcyjne, marzenia samobójcze.

To, że chce się żyć, nie każdemu jest dane. Można mieć dopisanego do swojego istnienia ŻYCIOWEGO KATA. Ten kat, nieustanny oprawca może mieć różnoraką formę - jakiejś nietolerancji bodźców związanej z chorobą neurologiczną, czasem bólu konkretnego narządu, innym razem problemów społecznych, z rodziną, w pracy itp. Szukamy wtedy znieczulenia, wytchnienia, czegokolwiek, aby wytrwać. Gdzieś w nas jest taki "przełącznik", który powoduje, że z pozoru te same sytuacje, zdarzenia jednym ludziom sprawiają bóle, cierpienie, a innym nic nie robią, czasem wręcz dają radość w stylu "fajnie, jest nowe wyzwanie, zaraz się z nim zmierzę...".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 14:09, 08 Lut 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin