Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Demagogia - małe studium Michała Dyszyńskiego

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16727
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:00, 24 Wrz 2014    Temat postu: Demagogia - małe studium Michała Dyszyńskiego

Demagogia w dzisiejszych czasach stała zjawiskiem wyjątkowo powszechnym. Mamy nieco mniej wojen zbrojnych, mamy demokracje w wielu krajach świata, a w związku z tym na znaczeniu zyskuje ta forma walki, która skupia się na ludzkich umysłach. Ostatnio przyszedł mi do głowy dość prosty (a mam nadzieję, że przy tym trafny) opis zjawiska demagogii.
Dwa główne składniki demagogii
W moim przekonaniu demagogia wymaga ze swojej intelektualnej konstrukcji dwóch głównych składników:
1. Ekwiwokacji znaczeń pojęciowych, czyli swoistego chaosu, oderwania pojęć od ich domyślnego znaczenia
2. Arbitralności/ skupieniu na emocjonalności odbioru wybranych tez.

Jak funkcjonuje najczęściej stosowany schemat demagogiczny?
Etap 1 - formułowanie zestawu bazowych tez - twierdzeń trudnych do zanegowania, uważanych powszechnie za słuszne, pożądane, prawdziwe.
Demagogia oddziaływanie na umysły opiera prawie zawsze na jakimś nośnym, szczytnym postulacie - np. sprawiedliwość (w komunizmie była to "sprawiedliwość społeczna", w hitleryzmie odnosiła się do postanowień Traktatu Wersalskiego), równość (potem dziwnie okazuje się, że w owej równości co niektórzy są "równiejsi"), wyzwolenie spod ucisku (dziwnie jakoś ci co "wyzwalają", już nie muszą martwić się, czy sami nie uciskają) itp. Tezy wiodące demagogii praktycznie nigdy nie są precyzyjnie definiowane - to jest clou. Sprawiedliwość jako teza demagogiczna ma uzyskiwać dokładnie taką postać, jaką chciałby jej nadać demagog. Przykład: za PRLu "sprawiedliwością" było odebranie bogatszym chłopom (kułakom) płodów rolnych bez zapłaty (albo za zapłatę zupełnie nieadekwatną do wartości), aby oddać ów towar "poszkodowanym" - czyli po prostu, temu, kogo wytypowała władza komunistyczna.
Etap 2 - karuzela odwołań do bieżących spraw, sytuacji, problemów.
Gdy już demagog ustali jakiś tam w miarę dobry zestaw haseł - tez bazowych, wtedy przychodzi czas na drugi etap demagogii. Jest nawiązywanie nimi do bieżących problemów, wydarzeń. Jeśli demagogię stosuje władza totalitarna, to sytuację ma ułatwioną, bo może dowolnie pacyfikować głosy przeciwne. Ale demagogię ma nie tylko władza - także opozycja, grupy nacisku, lobbyści itp. Tak więc np. za PRL-u problemy z zaopatrzeniem w żywność były opisywane przez prasę jako efekt spekulacyjnego gromadzenia żywności przez kułaków. Hitler pogorszone warunki życia Niemców sprytnie powiązał z antysemityzmem - oskarżając Żydów o bogacenie się kosztem "rasy niemieckiej". Przyporządkowanie tez bazowych do sytuacji jest zwykle arbitralne - demagog nie specjalnie się tłumaczy z jego poprawności - on po prostu je STWIERDZA.
Etap 3 - a właściwie element pośredniczący - unikanie weryfikacji i tworzenie domyślności niektórych wartościowań
Niezwykle ważnym składnikiem demagogicznej walki jest obrona formułowanych (najczęściej kompletnie "z kapelusza") tez przed weryfikacją. W wielu sytuacjach jest to proste - przeciętny mieszkaniec miasta za PRL-u nie miał możliwości sprawdzenia, czy rzeczywiście jakaś rzesza kułaków nie zachomikowała zboża, aby później się obłowić na zwyżce cen. Tutaj więc władza miała łatwe zadanie, jeśli chodzi o obronę przed zweryfikowaniem głoszonych tez. Ale w demagogii nie zawsze jest to łatwe. Przykładowo współczesne mafie wymuszające ekoharacze, z tytułu blokowania różnych projektów budowlanych tworzą swoją strategię w oparciu o braki wykształcenia i wiedzy większości ludzi. Przeciętny człowiek nie wie co bardziej truje środowisko - elektrownia węglowa, czy jądrowa. Skoro taki człowiek nie wie jak jest, to ten który pierwszy podsunie owemu człowiekowi "wiedzę" zwykle zyskuje przewagę w walce o rząd dusz. Później, nawet jeśli tezy demagoga byłyby kompletnie fałszywe, trudno będzie ludziom przetłumaczyć, że po prostu fakty na jakiś temat są inne, niż te przedstawione przez demagoga. Poza tym demagog ma w swoim zasięgu cały arsenał środków obronnych - pomówienia, arbitralnie ocenione negatywne, wszystkim znane zdarzenia (np. jakaś katastrofa ekologiczna - choćby odbyła się w zupełnie różnych warunkach od bieżących, wg innej technologii itp.), wreszcie nawet, tworzone na zamówienie, pseudonaukowe "opracowania".

Sprytny demagog jest w stanie wykorzystać na swoja korzyść praktycznie dowolną ludzką wartość, cenioną cechę. Oto kilka przykładów:
Fałszywy argument nienawiści - po tych strasznych wojnach jakie miały miejsce w XX wieku, po totalitaryzmach niszczących ludzi, nienawiść jest czymś, czego większość ludzi zdecydowanie się boi. I słusznie. Ale demagodzy zaczęli ów argument o nienawiści twórczo wykorzystywać - zwykle polega to na przypisywaniu nienawiści każdemu, kto się z demagogiem nie zgadza. Nie chcesz mojej ustawy sejmowej na jakiś temat? - znaczy "nienawidzisz" tych, którzy byliby beneficjentami owej ustawy. Masz swój światopogląd? - znaczy "nienawidzisz" tych, którzy w kwestiach światopoglądowych mają przeciwne zdanie... itp. Oczywiście zawsze gdzieś w tle pobrzmiewa arbitralność owej oceny czyjejś postawy jako "nienawiść". W skrajnym przypadku "nienawiścią" może być w ogóle obstawanie przy swoim zdaniu w dyskusji - w końcu ktoś może czuć się naszymi poglądami urażony...
W tym elemencie bardzo wyraźnie pojawia się aspekt ekwiwokacji, wyłączenia z domyślnego przypisania pojęcia nienawiść. Z czynną nienawiścią mamy do czynienia przecież realnie wtedy, gdy podejmowane są kroki w rodzaju zamachu na mienie, życie, dobre imię, ale nie na poglądy (nienawiść bierna, istniejąca tylko w umyśle osoby jest trudna do uchwycenia, udowodnienia więc w ogóle nie ma jak jej stwierdzić).
Fałszywa dyskryminacja - pewien trend "wyrównywania szans" względem poszkodowanych grup ludzi jakoś chyba wymknął się w wielu krajach spod kontroli. Prowadzi to często do zupełnie arbitralnego oceniania sytuacji po czysto zewnętrznych cechach, w oderwaniu od meritum sprawy. Dla części skrajnych feministek wszystko co się zdarza może świadczyć o "dyskryminacji" kobiet - nawet ustąpienie miejsca w przejściu, czy chęć pomocy przez mężczyznę przy przeniesieniu ciężkiego pakunku (w podobnej sytuacji nieraz mężczyzna pomógłby też innemu mężczyźnie). Upór i determinacja współczesnych feministek jest godny podziwu i chyba trzeba przyznać, że przyniósł spektakularne sukcesy. Aktualnie dla wielu "bycie kobietą" stało się niezależnym od czegokolwiek innego (koronnym?!) argumentem - być kobietą, zamienia się w bycie kimś lepszym, mądrzejszym, dojrzalszym - zupełnie niezależnie od tego, co dana osoba zrobiła, czym się wykazała. Nastąpiło bardzo ciekawe oderwanie pewnych kryteriów działania od domyślnych celów - czyli to nie niezależne (także od płci) kryteria decydować o przyjęciu kogoś na stanowisko, ale sam fakt, że dana osoba jest kobietą. Ciekawe, że to już się stało.
Fałszywy wróg - chyba najbardziej wiekowym demagogicznym chwytem jest tworzenie - na potrzeby propagandy - fałszywych wrogów. W zasadzie można by powiedzieć, że nie ma demagogii bez jakichś domyślnych wrogów. Wróg jest dla demagoga o tyle cenną kategorią, że załatwia na raz wiele spraw.
- Wróg domyślnie jest wredny, podstępny, wykorzysta wszystko przeciw nam - to sugeruje, że powinniśmy chronić nasze informacje, możemy ukrywać pewne (niewygodne) fakty, z naszej działalności.
- Archetyp wroga jest dobrze zakorzeniony w ludzkich emocjach - nie trzeba go dodatkowo objaśniać, wystarczy odwoływać się do co pierwotne - epatować lękiem, niepewnością.
- Wrogowi można przypisać wszystko to, co dla demagoga niewygodne - w ten sposób rozbudzona wrogość spełnia funkcję zasłony dymnej. Wystarczy arbitralnie (!) oskarżać wroga o to, co nam się zarzuca. Jak coś się dzieje nie po myśli demagoga, to ten zawsze będzie mógł jakoś kanalizować powiązane zdarzenia, sytuacje w kierunku wroga.
A jeśli się przy okazji ma możliwości manipulowania informacjami, tak aby prawda nie ujrzała światła dziennego, to demagog piecze trzy (albo nawet cztery) pieczenie na jednym ogniu: ukrywa własne wpadki, pogrąża przeciwnika, udowadnia własną niezbędność w tym układzie (bo to on przecież będzie "chronił" przed owym wrogiem), ogłaszając przy tym swoje "zwycięstwo" (co dodatkowo przysparza mu punktów jako skutecznemu).
Fałszywego, bądź realnego, ale z fałszywie przypisanymi działaniami, intencjami, wroga ma każda demagogia, więc chyba nie ma sensu podawać tu przykładów. Ciekawe jest to, że realny wróg nie zawsze jest lepszy od kompletnie wyimaginowanego. Za PRL-u rzeczywiście bogatych chłopów (wg komunistów "kułaków") było naprawdę niewielu, ich wpływ na zdarzenia gospodarcze był relatywnie mały (tak na marginesie: w owych czasach "kułakiem" można było być już mają naprawdę niewielki majątek - wystarczyło kilka (!) hektarów ziemi), ale częstotliwość odwołań propagandowych do owego zjawiska była znacząca. Taki wydumany, wirtualny, nieistniejący wróg ma tę wielką zaletę, że nie będzie się bronił, więc przypisać można mu praktycznie wszystko.

Elementy demagogii mamy oczywiście nie tylko w polityce, mediach. W zasadzie cechy demagogicznej wypowiedzi ma większość dyskusji między ludźmi (sfinia nie jest tu wyjątkiem). Po czym wg mnie najbardziej daje się poznawać demagogiczny styl? - Wg mnie po ARBITRALNYM STYLU formułowania myśli.
Demagog dyskusyjny nie poddaje swoich tez pod ogląd, realną dyskusję - on zwykle STWIERDZA, a ataki traktuje jako wrogość wobec niego. Jest to zatem przeciwieństwo stylu debaty naukowej - gdzie więcej niż o samej bezpośredniej tezie dyskutuje się o prowadzących do niej ARGUMENTACH, gdzie dyskusja jest absolutnie oczekiwana i pożądana. Teza sama - Z ZAŁOŻENIA (!) - jest przedstawiana jako DO DYSKUSJI, do kontestowania, do szukania w niej dziur, bo to właśnie owa dyskusja nadaje poglądom wartość. I im więcej ataków głoszona teza dozna (o ile je zniesie!), tym większa dla owej tezy chwała i... prawdziwość!
Bo chyba właściwie to jest chyba najbardziej praktyczne kryterium prawdy poglądów, teorii jakiego dorobiła się ludzkość - przetrwanie nawały ataków ze strony możliwych przeciwników - ataków zachodzących w trybie wolnej dyskusji.
Demagogia jest zaś dokładnie przeciwnym kierunkiem - tutaj atak jest tym czymś niechcianym, kanalizowanym na wrogość, zaś sama teza jest słuszna mechanizmem arbitralności.
Co stwierdza (mimo wszystko niearbitralnie - czyli do dyskusji..)
:) :wink:
Michał Dyszyński


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 13:05, 24 Wrz 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16727
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:35, 13 Paź 2014    Temat postu: Re: Demagogia - małe studium Michała Dyszyńskiego

Chyba warto tu dodać jeszcze jedno ważne spostrzeżenie na temat demagogii.
Demagogia bazuje na ludzkiej niewiedzy, głupocie i bezrefleksyjnej emocjonalności.
W świecie ludzie rozsądnych, zrównoważonych, dysponujących wiedzą, a przynajmniej umiejących tę wiedzę znaleźć, a przy tym CHCĄCYCH SIĘ NA WIEDZY OPIERAĆ, szukać jej, zamiast polegać na autorytarnych tezach, demagogia nie ma wielkiego pola do działania.
Nieprzypadkowo demagogia wiąże się z emocjonalnością wypowiedzi - wynika to z ewolucyjnych naleciałości ludzkiego myślenia. Nasz system rozumowania, odziedziczony w dużym stopniu po zwierzętach i związany z walką o byt, w sposób naturalny preferuje ochronę życia jednostki, kosztem poprawności rozumowania. Jest to o tyle istotne, że uciekając przed drapieżnikiem ważniejsze od poprawności rozumowania jest to, czy decyzja jest szybka, czy nie. Gdyby małpolud goniony przez lwa stanął przed dwoma podobnymi drzewami i zaczął dociekliwie kombinować, które ostatecznie z tych drzew zapewni lepsze schronienie, to z dużym prawdopodobieństwem tenże małpolud nie przekazałby genów następcą, gdyś skończyłby jako posiłek dla drapieżnika. Tutaj wygrywa z kolei małpolud mniej dociekliwy, ale za to podejmujący decyzję szybko i szybko wprowadzający ją w czyn - czyli np. wskakujący w ucieczce na pierwsze lepsze drzewo.
Z kolei "wyzwalaczem" trybu myślowego "szybko decyduj, pomijaj dalsze zależności" jest po prostu emocja - im silniejsza, tym efekt większy. Szczególnie działa tu emocja lęku, ale inne emocje też deprecjonują myślenie bardziej całościowe oparte na żmudnym poszukiwaniu wiedzy, poszukiwaniu rzeczywiście najlepszych rozwiązań. Lęk ma ewolucyjnie też jeszcze jeden - pożyteczny dla demagoga - aspekt: poszukiwanie wsparcia. Gdy demagog zasieje lęk, a jednocześnie on-demagog utrzymuje wciąż swoją osoba na szczycie uwagi tłumu, to z dużym prawdopodobieństwem ów tłum zechce schronić się pod jego-demagoga "skrzydła" - bo jest najlepiej rozpoznawalny, czym dodatkowo udowadnia swoja przydatność do roli przywódcy (bo przywódca musi umieć się zaprezentować i pokonać rywali co prezentowania się jako ów przywódca).
W dzisiejszych czasach jakoś emocje są w coraz większej cenie. Najlepiej się sprzedają, jest ich coraz więcej w mediach. Równolegle z nimi też "jakoś tak" wzrasta demagogia. Mało kto zadaje pytanie w stylu: jak to ostatecznie zafunkcjonuje w całości? Albo jakie są długofalowe skutki tej decyzji?... Dominuje schemat: silna emocja -> rozpoznawalny slogan -> wszyscy, na hurrrraaa, mają być "za". I działa to zarówno w polityce, jak reklamach i ogólnie komercji.
Szkoda, że tak niewiele ludzi chce od życia czegoś więcej, niż pławienie się prostocie szybkich prawd, banalnych odczuć. Ale to chyba jest dość zrozumiałe, bo do opanowania emocji niezbędny jest wysiłek, do zdobywania wiedzy też. A wysiłek nie zawsze jest przyjemny. Więc przyjemniej jest pozostawać na poziomie bliskim temu, co zsyła nam ewolucja, zwierzęce dziedzictwo. Szkoda...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin