Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Interpretacja filozofii w duchu zasady nieoznaczoności

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19013
Przeczytał: 52 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:13, 02 Gru 2013    Temat postu: Interpretacja filozofii w duchu zasady nieoznaczoności

Dzisiaj doszedłem do wniosku, że zasada nieoznaczoności jest fundamentalnym prawem nie tylko w fizyce, ale w całej filozofii. Dla mnie jest właściwie prawem stojącym u podstaw logiki i ontologii. Temat nie jest mi całkiem nowy. Kiedyś popełniłem artykuł na temat owej zasady, gdzie pokazałem związki idei nieoznaczoności z psychologią (pełny tekst mój [link widoczny dla zalogowanych] i wadliwy nieco - zepsute rysunki - na eioba [link widoczny dla zalogowanych] ). Teraz jednak doszedłem do wniosku, że jest to zależność jeszcze bardziej ogólna.
Aby rzeczy wyłuszczyć, dla niefizyków w skrócie opiszę jak zasada nieoznaczoności funkcjonuje w opisie materii i energii. Została ona sformułowana przez Wernera Heisenberga do wyjaśnienia własności cząstek elementarnych – np. elektronów, protonów, fotonów. Zasada ta ogólnie określa, że pewne pary wielkości fizycznych owych cząstek nie mogą być zmierzone jednocześnie z dowolną dokładnością. Np. jeśli mierzymy jednocześnie bardzo dokładnie pęd i położenie elektronu, to w pewnym momencie, tzn. przy próbie uzyskania odpowiednio dokładnych danych, pomiar pędu zacznie wpływać na pomiar położenia i odwrotnie. Bo te dwie wielkości, choć wydają się niezależne, to w istocie, podczas procedury pomiaru, w subtelny sposób, splatają się ze sobą. Czyli ustalając pełną informacje o pędzie (a więc i prędkości) elektronu zgubimy jakąś część wiedzy o położeniu elektronu. I odwrotnie – mierząc bardzo dokładnie położenie, tak zaburzymy pęd elektronu, że nie będziemy już wiedzieli jaki on dokładnie jest. Podobny efekt następuje przy pomiarze czasu i energii, albo składowych spinu. Przyczyna tej właściwości tkwi w opisie matematycznym funkcji falowej związanej z cząstką – oto okazuje się, że pewne typy operatorów (opisujących właśnie owe właściwości cząstki) są ze sobą jakby splątane – matematycznie mówi się, że one „nie komutują”, czyli ich działania na funkcje falowe nie są do końca niezależne. Owo splątanie właściwości, pozornie różnych, objawia się ostatecznie tym, że zawsze „grzebanie” przy jednym składniku pary wielkości objawi się zawsze zaburzeniem drugiego składnika.
Tyle na temat zasady nieoznaczoności w fizyce. Wiele porównań i ciekawych tekstów na ten temat napisano, więc nie będę się nad tym znanym problemem zbytnio rozwodził. Tutaj chciałem wyjaśnić zasadę nieoznaczoności w filozofii. Z grubsza idea jest następująca:
Aby coś (jakąś zdefiniowaną własność, jakąś cechę) określić dokładnie, trzeba wskazać powiązania owego cosia z tym co zewnętrzne. Np. aby wyjaśnić co to jest koło, trzeba by na starcie wskazać jakiś przykład koła. Potem może innego koła (mniejszego, większego, gdzie indziej położonego), albo w inny sposób określonego. Aby dobrze wykonać taką operację, trzeba możliwie jak najprecyzyjniej ustalić co kołem jest, a co nim nie jest. Inaczej mówiąc, trzeba – im więcej przypadków uwzględnimy, tym efekt będzie lepszy – wyliczenia możliwych powiązań, sytuacji, w których pojawi się właściwość „koło”. I tak aż do wszystkich możliwych elementów – czyli do nieskończoności. Oczywiście w pewnym momencie będziemy mieli pewne problemy interpretacyjne – np. czy mówimy tylko o kołach matematycznych, a może o kołach bardziej potocznych znanych z życia codziennego. Czeka nas ustalenie, czy koło narysowane cyrklem przez trzecioklasistę jest kołem (bo to matematycznego ideału mu daleko), czy czymś innym. Może zechcemy jakoś sprecyzować, czy „koło zainteresowań”, to jeszcze koło w tym, omawianym, znaczeniu, czy może wyłącznie porównanie. Ogólnie – im dokładniej zechcemy zagłębić się w obszar tożsamości idei „koło”, tym większą masę możliwych wystąpień będziemy musieli wziąć pod uwagę. W granicy koło staje się idealnie „zlokalizowane” w przestrzeni idei, gdy dla wszystkich możliwych przypadków określimy, czy dany obiekt kołem jest, czy też nim nie jest. Ogólnie zatem im bardziej coś jest określone jako idea, tym bardziej to coś staje są rozłożone i rozmyte (ogromna liczba powiązań) w łączach z resztą znanych obiektów intelektualnych. Nieoznaczoność ta działa też w drugą stronę – tzn. obiekt idealnie „zlokalizowany” w sensie powiązań, rozmywa się nam w sensie bycia jasną ideą. Bo wyobraźmy sobie, że o jakiejś idei (np. idea xkotowatości) wiemy tylko tyle, że ma dokładnie jedno powiązanie – jeden przypadek spełniający. Przykładowo, że ową cechę posiada kot naszego sąsiada. A wszystko inne, co tylko byśmy mogli pomyśleć, tej cechy nie ma. Czym jest dla nas xkotowatość?... Wg mnie praktycznie niczym, bo ideę zaczynamy rozumieć dopiero widząc jej powiązania, porównania w różnych sytuacjach. Wskazanie jakiegoś obiektu i powiedzenie „on jest X, a wszystko inne już nie”, nie da nam szansy dotarcia do owej cechy, wyabstrahowania jej, dopisania jej kontekstu. Dopiero pewna statystyka to umożliwi – np. gdyby się okazało, że xkotowatość ma jeszcze kot kolegi, nauczyciela z podstawówki, i znanego aktora, to może ostatecznie jakoś odkrylibyśmy, że z grubsza chodzi o sposób machania ogonem przez te konkretne zwierzaki i pojęcie xkotowatości by się w nas ukształtowało. Ale z jednego przypadku, to się nie da.
Mamy więc zasadę nieoznaczoności jako pewną ideę ogólną w filozofii. Ideę, którą z grubsza można powiązać z tym, że umysł praktycznie zawsze operuje na konkretach, choć gdzieś w tle przetwarzania informacji dąży do pewnej abstrakcji, do uchwycenia tego co wspólne, spełnione przez jakąś zależność. Jest to bardzo ogólna idea, sama w sobie abstrakcyjna, choć o abstrakcjach traktuje. Jeszcze inaczej ją opisując można by tu sprzedać myśl, że idea wyjaśnia się i przekazuje przez konkrety, ale jakoś jednocześnie dąży do oderwania się od tych konkretów. Brak powiązania z konkretami pozbawia ideę punktu zaczepienia, możliwości przekazania, zapamiętania, ale zbytnie skupienie się na owych konkretach gubi z kolei drugą stronę idei – jej abstrakcyjność, uniwersalność. Więc zawsze będziemy mieli jakąś nieokreśloność – zarówno w obszarze abstrakcji, jak i w obszarze konkretyzowania.
Z tej koncepcji wypływają pewne ciekawe konsekwencje/spostrzeżenia poboczne. Po pierwsze, widać z przedstawionego rozumowania, że rzeczy widzimy przez ich kontekst. Bez kontekstu nie da się poprawnie sformułować idei. Po drugie, dopiero pewna pula kontekstów buduje ideę jako tako sprawnie. Po trzecie mamy pewną immanentną ontologiczną sprzeczność pomiędzy dokładnością konstrukcji idei, a możliwością użycia owej konstrukcji praktycznie. Bo żeby idealnie zdefiniować ideę, najlepiej byłoby wskazać wszystkie możliwe powiązania (ze wszystkim co istnieje), warunki, ale to jest totalnie niepraktyczne – tak z przyczyn czasowych (wskazywanie tego rodzaju powiązań trwałoby nieskończenie długo), jak też obliczeniowych (nie wiadomo jak zarządzać bazą danych zawierającą nieskończenie wiele przypadków). Czyli...
… W filozofii, w ontologii zawsze będzie coś za coś. Wielka dokładność wymaga wielkiej pracy (wskazania wielu powiązań, wyjątków, mechanizmów), to zaś przekłada się na niepraktyczność użycia danej idei. Najwygodniejsze w użyciu (pod pewnym względem) są idee proste, ale one też są najmniej określone. Przykłady idei użytecznych, ale nieokreślonych to: prawda, sprawiedliwość, dobro itp. Te idee są superważne, ale spory na ich temat trwają od niepamiętnych czasów, bo każdy może inaczej jest zinterpretować i jakoś to da się uzasadnić. Idea dobra, sprawiedliwości da się odnieść do wielu sytuacji, z życia, z motywacji ludzi, procesów społecznych. Tylko do końca nie wiemy jak – np. wg jednych idea sprawiedliwości wymaga, aby ci co maja pracę podzielili się swoimi dobrami z tym, co pracy, a więc środków do życia, nie mają, zaś wg innych jest dokładnie przeciwnie, tzn. sprawiedliwość wymaga, aby dobro zostało przy tej osobie, która sobie na nie zapracowała, a nie żeby karmić nierobów...
Bardzo precyzyjne idee mają małe znaczenie w ogólnym opisywaniu świata – przykład takiej konkretnej idei to: cząsteczka kwasu acetylosalicylowego. Ta cząsteczka jest konkretna, w miarę jedna, ale nie opisuje niczego więcej, tylko ten konkretny związek chemiczny. Nie da się jej zastosować do różnych sytuacji – raz do opisu procesów społecznych, raz do motywacji ludzi jak owa sprawiedliwość. Ma swoja chemiczną konotację, jest przez to ograniczona do wąskiego zakresu rozumienia. To silnie ją „lokalizuje” w przestrzeni idei. Jednocześnie to samo powoduje, że nie da się użyć tego pojęcia do spraw ogólnych. Coś za coś w logice, w przekazywaniu idei.
Rozmywając ideę, nadajemy jej potencjalną możliwość połączenia się „łapkami”, z innymi ideami i obiektami myślowymi. Konkretyzując ideę – czyli ograniczając ilość owych „łapek”, albo sposób ich powiązania – zyskujemy określoność, ale tracimy wszechstronność.
Można by, przy przywoływaniu analogii, trochę podeprzeć się Heglem – bo trochę jakoś przypomina to schemat dialektyczny: teza, antyteza, synteza. Mamy konkret, potem jakieś dążenie do wyzwolenia się z konkretu, czyli abstrakcję, aż wreszcie pewne syntetyczne spojrzenie, które jakoś łączy ogólną abstrakcyjna ideę, z przebogatym światem wszystkich odniesień owej idei, z rzeczami zewnętrznymi.
Może by tyle, co mi się jakoś tak dzisiaj pomyślało. Może to trochę filozoficznie nawiedzone, ale wydaje mi się, że "coś" w tym jest...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin