Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Religia, świadomość i jeden niedoceniany element układanki

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:42, 21 Maj 2017    Temat postu: Religia, świadomość i jeden niedoceniany element układanki

Od dłuższego czasu "piastuję" sobie w świadomości pewien model, w którym religia jawi się jako wyniki szczególnego rodzaju założeń kognitywistycznych, nie po prostu arbitralnym wymaganiem. W tym modelu jest jeden aspekt, który chyba w dość szczególny sposób odróżnia się od typowej religii "w działaniu", od tego co słychać na co dzień w kościołach (ale chyba i meczetach, czy innych świątyniach). Gdyby jakoś określić ten element, to plasowałby się on w pobliżu takich pojęć jak: spełnienie się duchowe, poczucie spójności pragnień i życia, akceptacja swojej natury i wynikających z niej pragnień w kontekście siebie i świata.
Niby to nic nowego, ale wyjaśnię sprawę poprzez porównanie z tym, za co się najczęściej religię uważa. Bo uważa się za APARAT MENTALNEGO PRZYMUSU. Te słowa - brzmiące niewątpliwie pejoratywnie wobec religii - nie mają się odnosić do jakiejś konkretnej religii. Uważam, że właściwie wszystkie religie ten aspekt posiadają. Choć w różnym stopniu ten element się uwidacznia, w różny sposób jest wprowadzany do tradycji, nauczania. Ale ogólnie najbardziej podstawowym atrybutem chyba prawie wszystkich religii jest KODEKS MORALNY. A moralność to nic innego, tylko właśnie forma przymusu, sprzeciwienie się temu, co z bezpośrednich chęci (biologicznych, czy społecznych - stadnych) zrodzone.
Nie chce krytykować tez moralnego aspektu religii. On chyba jest niezbędny. Mówienie ludziom, że nie wolno jest zabijać - choć jest formą mentalnego nacisku, przymusu, choć występuje przeciwko swobodzie działań jednostki - jest czymś słusznym. Podobnie jest z innymi zasadami moralnymi. Jednak to skupienie się na moralności, szczególnie jeśli funkcjonuje jakoś tak jednostronnie, coraz bardziej spycha w cień to, o czym tu właśnie chcę napisać. To ciągłe mówienie od dziecka niemal każdemu przekazu w stylu "tego nie wolno", albo "tamto musisz robić", albo "grzechem jest ..." itp... - to wszystko stwarza wrażenie, że religia służy do zakazywania i nakazywania, że nakazy zakazy, system kar i straszenie piekłem (albo karmą, która tez jest forma odpłaty), rzadziej wskazywanie na niebo jako nagrodę - to wszystko po prostu tworzy obraz w którym religię postrzega się najbardziej jako system bezbłędnego wymiaru sprawiedliwości.
Jeśli już nawet w religii chrześcijańskiej wspomina się o spełnieniu i radości, jaką będą miały dusze w niebie, to postrzega się owo spełnienie jako coś nadanego przez Boga, trochę jak byśmy my nie mieli tu wiele do gadania, od nas zależy tylko to, czy zasłużymy i dostaniemy to jak opakowany prezent, a nie jak coś, co da się wynegocjować, obgadać z darczyńcą - tutaj Bogiem. To budzi nawet podejrzenie, czy Bóg, który oczywiście wszystko wie lepiej niż my, ostatecznie nie wmusi nam w niebie roli dla nas relatywnie mało atrakcyjnej. W każdym razie - pewnie nas się nie będą pytać o zdanie...

Muszę przyznać, że ja widzę ten aspekt sprawy właściwie odwrotnie. Co prawda nie chcę tu całkiem przekreślać aspektu zasługi, związanego z pokonywaniem trudu życia i wykazaniu naszej wierności Bogu, jednak cel życia jest chyba o wiele szerszy, niż tylko jako rodzaj duchowej "waluty", którą sobie zbieramy w życiu, aby ostatecznie zakupić za nią niebo. Uważam, że (kto wie, czy nie w tym głównym swoim zadaniu) życie służy przekonaniu się osobiście CZEGO TAK NAPRAWDĘ CHCEMY. Gdybyśmy nigdy od momentu obudzenia się naszej świadomości, nie spotkali się z dylematami "czego pragnę, a co jest mi niemiłe?", albo "co uważam za szczególną właściwość mojej natury?", czy też: "kim się czuję w kontekście możliwych wyzwań życia i świata - może bardziej wojownikiem, może myślicielem, może lekarzem, może detektywem itp...." - gdybyśmy nigdy wobec tych pytań, stawianych w tym rozdźwięku pomiędzy skrajnościami nie postawili, to NIE UMIELIBYŚMY SIĘ CIESZYĆ SZCZĘŚCIEM I SPEŁNIENIEM, wciąż pytalibyśmy się wewnętrznie: na ile jest ono rzeczywiście MOJE, DLA MNIE? A może byłbym szczęśliwszy, gdybym zupełnie inaczej ułożył priorytety rozwoju swojej świadomości, duchowości?...
Są pewne pytanie, na które odpowiedź wykuwa się dopiero w ogniu, w walce, w cierpieniu, niezaspokojeniu, żalu i rozterkach. Dlatego cierpienie naszego życia jest w jakimś sensie niezbędne - warto go przeżyć, aby potem wiedzieć jak się wobec niego zachowywaliśmy, a nawet to, że byliśmy w stanie je przetrwać. Tylko z taką świadomością dotykając już (pławiąc się...) szczęścia i spełnienia, będziemy w stanie powiedzieć sami sobie: teraz rozumiem kim jestem w tym wszystkim, nie mam już dręczącego robaka wątpliwości na temat kształtu mojej natury.
Religie, niestety, nie zajmują się zwykle kwestią spełnienia, pytania o kształt naszej natury. Stawiają sprawę win i zasług - jest grzech, czyn dobry i koniec - jakby chodziło tylko o zaliczanie punktów w grze. To jest w istocie o wiele bardziej złożona "gra".



To o czym w tym wątku piszę jest chyba jakoś kluczowe dla samego zaakceptowania religii. Dotyka problemu: na ile w ogóle przekaz chrześcijański wolny umysł człowieka jest gotowy uznać jako wiarygodny?
Niestety, ale sposób w jaki przekazuje nam się objawienie chrześcijańskie zawiera pewien szczególny paradoks, który związany jest z pytaniem: czy czystym posłuszeństwem jesteśmy w stanie się zbawić?

Bo weźmy sytuację "na logikę":
Jest wszechmocny i miłosierny Bóg, który CHCE nas zbawić. Jeśliby ludzkie posłuszeństwo było wystarczającym warunkiem dla zbawienia człowieka, to dlaczego Bóg tego (dla wszechmocy nie powinien być to problem) posłuszeństwa po prostu ludziom nie zapewni?...
Albo inaczej - jak ktoś już jest w piekle, a posłuszeństwo miałoby być wystarczające, to przecież ów ktoś zrobi wszystko, będzie posłuszny, nawet tysiąc razy posłuszny, aby tylko już nie cierpieć. To dlaczego Bóg, który CHCE CZŁOWIEKA ZBAWIĆ nie miałby tą oczywistą drogą - nawet WYMUSZANIA POSŁUSZEŃSTWA jednak tego zbawienia nie zapewnić?... Tu teolodzy mówią, ze Bóg nie chce występować przeciwko wolnej woli człowieka. Ale przecież takie cierpiący w piekle człowiek na pewno Z WŁASNEJ WOLI dałby tu Bogu wolną rękę. Czyli za człowieka przyzwoleniem by to się stało.
Musi być dodatkowy powód, który powoduje, że SAMO POSŁUSZEŃSTWO JEST NIEWYSTARCZAJĄCE DO ZBAWIENIA.
Niestety, chyba retoryka religijnego nauczania nie bardzo chce się zgodzić z tą konkluzją. Posłuszeństwo jest wciąż uznawane ze to główne narzędzie zbawienia, zaś nieposłuszeństwo największym grzechem. To - automatycznie - ustawia Boga na pozycji tyrana, który po prostu ma ludziom za złe to, że się mu sprzeciwiają, że robią coś samodzielnie.

Aby cały przekaz ewangeliczny nabrał sensu, trzeba zrzucić z piedestału posłuszeństwo. Może nie całkiem usunąć z układanki, ale postawić je nieco w odwodzie, jakby z boku.
Wszystko nabierze sensu, gdy wprowadzimy założenie, że celem Boga jest COŚ DOKŁADNIE PRZECIWNEGO NIŻ PRZYMUSZANIE LUDZI DO DZIAŁAŃ WBREW ICH WOLI. Co jest tu jednak problemem?
- Ano to, że człowiek nie wie czego chce tak naprawdę, nie rozumie siebie. Gdyby pragnienia ludzi były bardziej "logiczne" (używam słowa "logiczny" w bardziej kolokwialnym, niż ścisłym znaczeniu), czyli gdyby one nie przeczyły same sobie w różny sposób, to człowiek robiąc dokładnie to co pragnie, realizując WŁASNE (nie narzucone) cele, działałby w kierunku szczęścia swojego, ale też i zgodnie z całym otoczeniem (składającym się głównie z innych istot czujących). Celem jest więc nie wymuszeniem na ludziach posłuszeństwa i doskonała kontrola, aby któremuś się nie zdarzyło "zbyt samodzielne" zadziałanie, lecz właśnie doprowadzenie do stanu pełnej samodzielności, a jednocześnie trwałego szczęścia w całym układzie - społeczności.
Ostatecznie posłuszeństwo, rozumiane jako gotowość do występowania (nieraz aktywne występowanie) przeciwko tym impulsom, które w nas się pojawiają, które odczuwamy jako atrakcyjne i warte realizacji, w ogóle przestało by występować! Bo, gdy zrozumiemy siebie i inne istoty czujące, wtedy dziwactwem, czymś nienaturalnym byłoby działanie wbrew szczęściu tych istot. Jak się pragnie tylko dobra, to występowanie przeciw własnym pragnieniom będzie nie tylko nieprzyjemnością, ale i niewłaściwością - drogą do zła. Z resztą, również na tym świecie posłuszeństwo jakże często jest narzędziem zła. Przykłady są niezliczone - od posłuszeństwa Hitlerowi, Stalinowi, czy innym tyranom, poprzez posłuszeństwo złemu, czasem tylko głupiemu prawu, aż do posłuszeństwa własnym instynktom w sytuacji, gdy czyni to komuś krzywdę (np. gwałt jako bycie posłusznym seksualności agresywnej, pozbawionej empatii - w przyrodzie przypadek całkiem częsty, u ludzi jednak raczej nie powinien się zdarzać). Dobro jakże często polega na nieposłuszeństwu, bo gdy mielibyśmy cokolwiek przedsięwziąć, to zwykle znajdą się tacy, co będą chcieli (oczekując posłuszeństwa) abyśmy zastosowali się do opcji w jedną stroną, a inne grupa zażąda od nas czegoś dokładnie przeciwnego. Jezus był nieposłuszny faryzeuszom - w końcu NAJWIĘKSZYM AUTORYTETOM TAMTYCH CZASÓW!

Nasze życie - z jego problemami, cierpieniami, walką - jest potrzebne do tego, abyśmy SOBĄ ZROZUMIELI. Pewnych rzeczy nie da się jednak zrozumieć czystym intelektem, czyli modelowaniem, budowaniem konstrukcji myślowych, w których od założeń (obiektywnych, ale przez to też i odseparowanych od emocji, od indywidualności ja), droga przekształceń logicznych rysujemy pewien obraz będący odpowiednikiem rzeczywistości. Taki "intelektualny uchwyt" mentalny wciąż bowiem pozostawia w zawieszeniu absolutnie podstawowy problem: czym w tym układzie jestem JA? Czy moja indywidualność się liczy, ma znaczenie? Jeśli nie ma, to co ja z tym swoim istnieniem tutaj robię?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 0:59, 22 Maj 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:20, 22 Maj 2017    Temat postu:

Michał D. napisał:
czym w tym układzie jestem JA? Czy moje indywidualność się liczy, ma znaczenie? Jeśli nie ma, to co ja z tym swoim istnieniem tutaj robię?...
Cząstką Natury, Rzeczywistości tej dokładniej. Ma znaczenie, skoro występuje.:) Liczy się, bo wytycza indywidualną drogę ku Prawdzie. Próbujesz żyć zgodnie z Prawdą..albo i nie- ale wtedy masz nieszczęście...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 5:33, 22 Maj 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Co prawda nie chcę tu całkiem przekreślać aspektu zasługi, związanego z pokonywaniem trudu życia i wykazaniu naszej wierności Bogu, jednak cel życia jest chyba o wiele szerszy, niż tylko jako rodzaj duchowej "waluty", którą sobie zbieramy w życiu, aby ostatecznie zakupić za nią niebo.
Taka religia "handlowa" :)

Moj polski sasiad tez ma taki katolicyzm zmodyfikowany. Niby wszystkich bliznich kocha z wyjatkiem sasiada o wdziecznym imieniu Kyle. Jak sie dzisiaj okazalo poszlo o plot i tak juz poszlo, ze obydwaj by sie zakrzyczeli na "smierc" - jeden po polsku a drugi po angielsku. Jeden ma 70 lat a drugi 40 - a obydwaj nie popuszcza ani na cal. Oczywiscie poniewaz spie w domu to nie wiedzialam o tej martyrologii az nie poszlam spytac Kyle czyje sa 2 ploty po lewej stronie mojej posesji. Kyle powiedzial, ze pewnie moje. A ja spytalam, po co mi 2 jeden drewniany a jeden metalowy roownolegle? I ugodzilismy sie, ze ja nagram brygade zeby zainstalowali plot winylowy a on zabierze ze soba 2 psy rasy dog na pare dni. Na to wtracil sie polski sasiad zza swojego plotu i "haja" byla gotowa az nie weszlam w role mediatorki i teraz bedziemy z sasiadem ponownie Katechizm KrK przerabiac aby sobie przypomnial jak "milowac blizniego jak siebie samego" :)

You won't be able to say, 'Here it is!' or 'It's over there!' For the Kingdom of God is already among you." - New Living Translation

Katechizm KrK:
"42 Bóg przewyższa wszelkie stworzenia. Trzeba zatem nieustannie oczyszczać nasz język z tego, co ograniczone, obrazowe i niedoskonałe, by nie pomieszać "niewypowiedzianego, niepojętego, niewidzialnego i nieuchwytnego" Boga z naszymi ludzkimi sposobami wyrażania. Słowa ludzkie pozostają zawsze nieadekwatne wobec tajemnicy Boga.".
[link widoczny dla zalogowanych]

Jak sie uwolnisz od tego osobowego Boga ktorego stworzyles na albo swoje podobienstwo albo jako refleksja nerwic lekowych (czlowieka ktorym boisz sie byc) to zbawisz sie napewno, tu i teraz - gwarantuje :) Po co czekac wiec? :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 5:42, 22 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:02, 22 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Jak sie uwolnisz od tego osobowego Boga ktorego stworzyles na albo swoje podobienstwo albo jako refleksja nerwic lekowych (czlowieka ktorym boisz sie byc) to zbawisz sie napewno, tu i teraz - gwarantuje :) Po co czekac wiec? :)

Od osobowego Boga (ja Go nie stwarzałem akurat) się uwalniać nie zamierzam. Bo ów osobowy Bóg jest OSOBĄ NIESAMOWICIE CUDOWNĄ! Szkoda by było, aby jej nie było - osobowości tak delikatnej, pragnącej pomóc wydźwignąć się wyżej każdej świadomej (mniej lub bardziej) istocie. Kto spotkał osobowego Boga ten rozumie co to znaczy być głęboko zakochanym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:10, 22 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał D. napisał:
czym w tym układzie jestem JA? Czy moje indywidualność się liczy, ma znaczenie? Jeśli nie ma, to co ja z tym swoim istnieniem tutaj robię?...
Cząstką Natury, Rzeczywistości tej dokładniej. Ma znaczenie, skoro występuje.:) Liczy się, bo wytycza indywidualną drogę ku Prawdzie. Próbujesz żyć zgodnie z Prawdą..albo i nie- ale wtedy masz nieszczęście...

W pewnym znaczeniu bym się zgodził. Z zastrzeżeniem, aby nie rozumieć słowa "Prawda" zbyt prosto. Tutaj znaczyłoby ono najbardziej jakąś formę niesprzeczności na głębokim poziomie, przy jednoczesnej umiejętności - możliwości penetrowania - rozwiązywania sprzeczności/konfliktów na poziomie bardziej zewnętrznym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:36, 22 Maj 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Jak sie uwolnisz od tego osobowego Boga ktorego stworzyles na albo swoje podobienstwo albo jako refleksja nerwic lekowych (czlowieka ktorym boisz sie byc) to zbawisz sie napewno, tu i teraz - gwarantuje :) Po co czekac wiec? :)

Od osobowego Boga (ja Go nie stwarzałem akurat) się uwalniać nie zamierzam. Bo ów osobowy Bóg jest OSOBĄ NIESAMOWICIE CUDOWNĄ! Szkoda by było, aby jej nie było - osobowości tak delikatnej, pragnącej pomóc wydźwignąć się wyżej każdej świadomej (mniej lub bardziej) istocie. Kto spotkał osobowego Boga ten rozumie co to znaczy być głęboko zakochanym.
Stan zakochania to tez "handel" wymienny - cos za cos. Masz troche skomplikowane pojecie "cudownosci", ktora ma wobec Ciebie roszczenia :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:37, 22 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Jak sie uwolnisz od tego osobowego Boga ktorego stworzyles na albo swoje podobienstwo albo jako refleksja nerwic lekowych (czlowieka ktorym boisz sie byc) to zbawisz sie napewno, tu i teraz - gwarantuje :) Po co czekac wiec? :)

Od osobowego Boga (ja Go nie stwarzałem akurat) się uwalniać nie zamierzam. Bo ów osobowy Bóg jest OSOBĄ NIESAMOWICIE CUDOWNĄ! Szkoda by było, aby jej nie było - osobowości tak delikatnej, pragnącej pomóc wydźwignąć się wyżej każdej świadomej (mniej lub bardziej) istocie. Kto spotkał osobowego Boga ten rozumie co to znaczy być głęboko zakochanym.
Stan zakochania to tez "handel" wymienny - cos za cos. Masz troche skomplikowane pojecie "cudownosci", ktora ma wobec Ciebie roszczenia :)

Te "roszczenia" jakie przypisuje się osobowemu Bogu, często wzorując je na roszczeniach tyranów maści wszelakiej w istocie są wołaniem, pragnieniem, prośbą:
- Moje Kochanie! nie niszcz sam(a) siebie!
- Mój najcudowniejszy Skarbie! Chwyć to, co Cię buduje, wzmacnia, a nie dopuszczaj tego, co Cię degraduje!
- Szczęście moich myśli! Dojrzyj w sobie to piękno, które ja w Tobie widzę - dojrzyj i rozwijaj aż do nieskończonej mocy, pełnej wolności i samodzielności!
- Moje upragnienie! Zdobądź się na jeszcze jeden wysiłek, spójrz w prawdzie na to, co Ci blokuje rozwój, udając prawdę i jedyną możliwość w tym układzie, a potem zacznij budować swoje cele w sposób, który daje szanse na spełnienie, na realizację w prawdzie. Nie goń za ułudą, bo im dłużej za nią gonisz, tym więcej czasu tracisz, jako że na koniec i tak zorientujesz się, że to była ułuda, a Twoje wysiłku były chybione.
- Piękno moich myśli! - Z całego serca chcę Ci pomóc, ale TYLKO WYŁANIAJĄC PRAWDZIWEGO CIEBIE, nie chcę atrapy Ciebie, nie chcę czegoś, co może dzisiaj uważasz za swoją naturę, o czym mówisz "to ja", choć w istocie jest to tylko ułuda, atrapa. Chcę i pragnę Ciebie takiego/ą, który/a będzie trwać przez wieki, wzmacniać się, doskonalić i chcę Ci w tym pomóc. Jednak pewien krok w tym kierunku budowania swojej mocy musisz zrobić samodzielnie, musisz poczuć co jest Tobą, a co Tobie przeczy, aby w przyszłości nie wątpić w swoją wartość, istnienie, niesprzeczność. Dlatego błagam Cię - BĄDŹ SOBĄ. Ale! PRAWDZIWYM SOBĄ!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:36, 22 Maj 2017    Temat postu:



"The memory of God comes to the quiet mind. It cannot come where there is conflict, for a mind at war against itself remembers not eternal gentleness". - "A Course in Miracles", Chapter 23

ego = edging God out = naduzywanie intelektu

Recepta:

ego
egoing
egone


Zmiana z "larwy" ego w Michala Aniola :)

"Bog jest miloscia" (J 4,8.16)

Diakon Marcin Gajda, M. D. I Monika Gajda "Stawanie sie miloscia" = 3.5 minuty przyspieszonego kursu Kontemplacji w tradycji katolickiej :)
https://youtu.be/VBYuyuhDNNI

"Chodzi o to zeby pozbawic sie jakiegokolwiek obrazu Boga a poprostu miec udzial w Boga zyciu przez uczestnictwo. Tak rowniez jestesmy stopniowo pozbawiani obrazu samego siebie. Chodzi o to zebys nie budowal swojej tozsamosci na umysle, co twoj umysl robi - zobacz, ze umysl buduje tobie jakas tozsamosc ..." - Diakon Marcin Gajda, M. D. = mistycyzm w tradycji katolickiej

"1 Bóg nieskończenie doskonały i szczęśliwy zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia." - z Katechizmu KrK

[link widoczny dla zalogowanych]

W razie kwestii, temin "doskonaly" nie znczy "perfekcyjny", bo wedlug psychologii XXI w USA "perfekcjonizm" to choroba psychiczna. Termin "doskonaly" znaczy wolny od tortur (metafora) intelektu/ego, z otwartym sercem aby wybaczac sobie I pracowac nad soba z wlasnej I nieprzymuszonej woli a nie, ze tak ego/intelekt/wyimaginowany Bog osobowy dyktuje I torturuje :)

Stad juz tylko kroczek do odczucia roznicy nieskonczonych rezultatow z funkcjonowania w stanie Laski Uswiecajacej (the Tao does nothing and leaves nothing undone) I miernych rezultatow w stanie kolowrotu dybow ego, kiedy w gonitwie w meandrach umyslu konceptualnego brakuje w dobie czasu, ktore jest umowa socjalna :)

Dlatego bede "nawracac" polskiego sasiada na mistycyzm tradycji katolickiej zeby pokochal siebie a potem amerykanskiego sasiada a nie terroryzowal amerykanskiego sasiada podchodami w stylu Pawlaka I Kargula. Zaczynamy w niedziele po Mszy Sw. :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 16:58, 22 Maj 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:41, 22 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Jak sie uwolnisz od tego osobowego Boga ktorego stworzyles na albo swoje podobienstwo albo jako refleksja nerwic lekowych (czlowieka ktorym boisz sie byc) to zbawisz sie napewno, tu i teraz - gwarantuje :) Po co czekac wiec? :)
Bóg, to przede wszystkim archetyp powstały poprzez mechanizm obronny kompensacji. I jako taki- mniej na zasadzie przeniesienia, a szczególnie projekcji, i mniej na zasadzie obsesji i fobii, które są już przerośniętymi mechanizmami obronnymi prowadzącymi m. in. do nerwic- nie jest wcale czymś złym. To symbol dążenia do raczej słusznego, praktycznego nawet ideału; o ile utworzony jest poprzez "zdrowy", w miarę zracjonalizowany i uświadomiony mechanizm kompensacji, eksternalizacji również...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin