Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Empatia szkodliwa

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:36, 23 Wrz 2018    Temat postu: Empatia szkodliwa

Czy jest taka postać empatii, którą trzeba by zaklasyfikować jako szkodliwą?
- Ja dzisiaj na to pytanie odpowiedziałbym zdecydowanie twierdząco. Także nasza empatia potrafi nas zwodzić, dawać nam ewidentnie fałszywe wskazówki.
Widać to najlepiej, gdy znajdujemy się pod wpływem osoby inteligentnej, z wyczuciem psychologicznym, ale też o nie do końca dobrych intencjach, dopuszczającej się względem nas różnego rodzaju manipulacji. Tego rodzaju osoby (psychopaci są w tym dobrzy) są w stanie wzbudzać w nas poczucia winy, budować nieuzasadnione współczucie dla siebie (często z pogwałceniem praw innych osób), sugerować różne emocje, które potem są wykorzystywane po to, abyśmy nie zorientowali się we wrednych intencjach owych osób.
Ale nie trzeba aż świadomej chęci do manipulacji, aby empatią wmanewrować się w problemy. Różne babcie i ciocie, nawet z całkiem dobrych intencji, są w stanie wykorzystywać naszą empatię do robienia nam szkody - a to, wmuszają w nas nadmierne ilości jedzenia, a to zatruwają nam życie swoimi urojonymi lękami, bądź przeświadczeniami, a my - aby nie robić im przykrości - niejednokrotnie podążamy za ich sugestiami.
Jesteśmy istotami społecznymi, dzielenie uczuć, także wielu koncepcji, przekonań mamy we krwi. Matki dzieci terrorystów, pomagające swoim wynaturzonym potomkom w realizacji zbrodniczych planów jakże często robią to motywowane empatycznymi uczuciami do swoich dzieci. One "po prostu chcą pomóc".
Ja uważam się za osobę raczej empatyczną. I przyznam, że nieraz sobie swoją empatią (uległością czyimś namowom) napytałem biedy. Czytałem wręcz o pewnych taktykach złodziejskich opartych właśnie o empatię. Wyobraźmy sobie, że jedziemy pociągiem coś tam robiąc na swoim laptopie. Osoba obok, też ma laptopa i w pewny momencie mówi: przepraszam, muszę pójść do łazienki; może pan rzucić okiem na mój komputer?...". Oczywiście się najczęściej zgadzamy, a potem - zarażeni owym okazanym nam zaufaniem - zostawimy swojego laptopa w przedziale, gdy sami udajemy się do WC. A wtedy okazać się może, że laptopa po powrocie już nie będzie.
Ale empatia w moim przekonaniu działa także na gruncie budowania światopoglądu. I to również fałszywa empatia. Ludzi mających poglądy zbliżone do naszych tak podświadomie uznamy za bardziej wiarygodnych, przekazywane przez nich opisy zdarzeń, interpretacji będziemy traktowali jako zaufane. Tymczasem Z OGÓLNEGO, BEZSTRONNEGO PUNKTU WIDZENIA powinniśmy wszystko sprawdzać jednakowo dokładnie, mieć zaufanie identyczne względem wszystkich.
A może nie?...
Może to zwiększone zaufanie względem ludzi, z którymi dzielimy nasze poglądy właśnie powinno być uznane za normę, za coś właściwego?... :think:
Ale nawet przy odpowiedzi TAK na to ostatnie pytanie, uważam że są granice, że zaufanie nie powinno przychodzić z automatu - nawet jeśli z kimś dzielimy przekonania. Skłania mnie do tego właśnie owa taktyka manipulantów, którzy bardzo sprytnie i skutecznie wkupują się w ludzkie zaufania grając na poczuciu wspólnoty.
Niektórzy w ten sposób nawet są w stanie zmanipulować kogoś do zawarcia związku małżeńskiego. Przed małżeństwem są przemili, uczynni, zgodni i empatyczni. Gdy dojdzie do "podpisania dokumentu", z baranka wychodzi wilcza natura. I działa to zarówno w stronę kobiet, jak i mężczyzn. Z miłych, empatycznych dziewczyn, wychodzą wredne, roszczeniowe i wiecznie niezadowolone zołzy, a z odpowiedzialnych, fajnych facetów lenie, pijacy, tyrani domowi. Ale grając na empatii oszukać daje się naprawdę wiele osób.
W tym kontekście przypominam sobie, że ja sam nieraz czułem dość wyraźną rezerwę, jakąś podświadomą nieufność do pewnych osób. Zwykle u jej podstaw są PRZESADA I DROBNE OBJAWY NIESZCZEROŚCI. Ludzi zbyt wylewnych na stracie, bądź od razu próbujących stać się integralną, nieodróżnialną częścią mojego świata uczuciowego (bez odczekania pewnego okresu poznawania się, sprawdzania) jakoś zwykle starałem się trzymać na dystans. Coś mi mówiło, że jak ktoś tak bezpardonowo się wkrada mi w uczucia, to może być "wilkiem w owczej skórze".

Wątek dałem w dziale filozofia, a nie jako psychologiczny. Bo uważam, że w naszych (świato)poglądach jest silny pierwiastek pozamerytoryczny, związany z poszukiwaniem wspólnotowości, grupy "swoich". W ten sposób niejeden staje sie "wierzącym", choć w istocie jego wiara sprowadza się do wspólnoty rytuałów i zachowań, bez chęci zgłębiania meritum sprawy, bez szczerego dążenia do Boga. Ale też może nas motywować (niesłusznie) i jakaś "antyempatia". Przykładowo osoby skrzywdzone przez księdza bardzo często do końca życia zostają wrogami religii (a już szczególnie kleru). Powody emocjonalne, pozamerytoryczne będą kształtowały ich światopogląd.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 476
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 41 razy

PostWysłany: Nie 11:10, 23 Wrz 2018    Temat postu:

W zasadzie się zgadzam z Twoimi wnioskami, ale nie nazwałabym tego mechanizmu "empatią".

Choć rozumiem takie rozumienie tego pojęcia, ponieważ to pojęcie równolegle występuje w dwóch znaczeniach:

Nawet w słowniku to widać:
Cytat:
empatia
1. «umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby»
2. «przypisywanie komuś własnych odczuć w danej sytuacji»


Te dwa znaczenia sobie nawzajem przeczą. Bo albo wczuwamy się w stan drugiej osoby, a więc nie skrzywiamy tego własnym wyobrażeniem tego, co dana osoba czuje, albo spekulujemy, co też ona czuje na bazie własnych wyobrażeń, a więc się oszukujemy.

Wydaje mi się, że problem z tym kierowaniem się w życiu czy w kwestiach światopoglądowych pozorami, a nie prawdą wynika właśnie z fałszywej empatii, a jej fałsz bierze swoje źródło w interesowności, myśleniu życzeniowym (roszczeniowym).

Próbujemy naginać rzeczywistość tak, aby nam to pasowało. Rozmawiamy np. z jakimś człowiekiem, który się podaje za chrześcijanina, my sami też uważamy się za chrześcijanina, więc z automatu poczujemy, że nasze światopoglądy mają ze sobą więcej wspólnego niż nasz światopogląd i światopogląd jakiegoś ateisty czy buddysty.

Kiedy jednak wyjdziemy poza te formalne pozory, może się okazać, że jest dokładnie na odwrót. A takie wyjście poza te pozory wymaga właśnie empatii, postawy życzliwej, bezinteresownej. Chcę poznać człowieka, bez ambicji zaszufladkowania go.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 11:33, 23 Wrz 2018    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Choć rozumiem takie rozumienie tego pojęcia, ponieważ to pojęcie równolegle występuje w dwóch znaczeniach:

Nawet w słowniku to widać:
Cytat:
empatia
1. «umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby»
2. «przypisywanie komuś własnych odczuć w danej sytuacji»


Te dwa znaczenia sobie nawzajem przeczą. Bo albo wczuwamy się w stan drugiej osoby, a więc nie skrzywiamy tego własnym wyobrażeniem tego, co dana osoba czuje, albo spekulujemy, co też ona czuje na bazie własnych wyobrażeń, a więc się oszukujemy.

Ja uważam, że sprzeczność jest pozorna. Bo owo wczuwanie się w stan wewnętrzny innej osoby, już "patrząc od kuchni", polega na tworzeniu szeregu symulacji "jak ja się bym poczuł w tej sytuacji". Nie jesteśmy w stanie połączyć się tak absolutnie i bezpośrednio z cudzymi myślami. Nawet jeśli jakimś szóstym zmysłem coś tak do nas dociera (ja jestem przekonany, że istnieje taki szósty, empatyczny zmysł, bo sam go odczuwam), to takie odczucia są dość słabo ustabilizowane, takie "latajace", niekonkretne. Dopiero symulacje, podstawianie siebie - jakim się znamy - w sytuację drugiej osoby, stabilizuje ów obraz, pozwala nam się odnieść do znanych uczuć, a nie tylko tych nowych, nie mających jeszcze zakotwiczenia.
Poza tym owo skrzywianie - nie łudźmy się - zawsze będzie trochę występowało. To jest na podobnej zasadzie, jak odczuwamy nawet i zmysłami - widzimy nie całe widmo promieniowania elektromagnetycznego, tylko wąski wycinek fal świetlnych, słyszymy tylko ograniczony zakres częstotliwości - ogólnie filtrujemy dochodzące bodźce na wiele różnych sposobów. I podobnie to się będzie odbywać przy empatii. Tu trzeba dołożyć sporo DOŚWIADCZENIA, umiejętności korygowania przekłamań.
Mogę tu napisać jak ja to staram się robić. Gdy podejmę jakieś przekonanie dotyczące drugiej osoby, niemal z automatu staram się owemu przekonaniu zaprzeczyć, wygenerować symulację przeciwną tej bieżącej. Jeśli ona równie dobrze "przechodzi" wszystkie testy, to jest to mocna wskazówka, że coś w moim odbiorze może być nie tak. Trzeba wtedy użyć jakichś następnych, dodatkowych potwierdzeń, które mi wyłonią wyraziściej dane przekonanie.
Z drugiej strony masz też o tyle rację, że silne podkładanie własnych uczuć i myśli pod "odczyty" drugiej osoby buduje fałsz dużego kalibru. I sam niewątpliwie znam takich ludzi, którzy mają coś w rodzaju fałszywej empatii. Takiemu człowiekowi trudno jest wyperswadować przekonanie, które powziął na temat naszych myśli - on "wie lepiej", jakie mamy intencje, co sobie pomyśleliśmy, a nawet jeśli jakoś w końcu da się takiego kogoś przekonać, że akurat tego czegoś sobie nie pomyśleliśmy, to ów ktoś skwituje to "ale powinieneś to sobie pomyśleć, więc i tak to działa tak, jakbyś to pomyślał...".
Ogólnie uważam, że żadna ze skrajności nie ujmuje poprawnie obrazu empatii
- ani odseparowanie własnych myśli i oczekiwań od odczytów uczuć innej osoby - bo jest po prostu niemożliwe do zrealizowania, bo myślimy i tak zawsze sobą, więc świadomość tego "skażenia sobą" zawsze powinniśmy mieć
- ani pełna zgoda na to, że "przecież myślimy sobą" nie jest poprawna, bo jednak MYŚLIMY SOBĄ WYKRACZAJĄC POZA SIEBIE, stawiając cele, które są nam nie znane, nowe, rozwijając się tworząc coś (twórczość i rozwój są, wg mnie, naturą myśli).
To takie trudne... :cry:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 476
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 41 razy

PostWysłany: Nie 12:05, 23 Wrz 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Ja uważam, że sprzeczność jest pozorna. Bo owo wczuwanie się w stan wewnętrzny innej osoby, już "patrząc od kuchni", polega na tworzeniu szeregu symulacji "jak ja się bym poczuł w tej sytuacji". Nie jesteśmy w stanie połączyć się tak absolutnie i bezpośrednio z cudzymi myślami. Nawet jeśli jakimś szóstym zmysłem coś tak do nas dociera (ja jestem przekonany, że istnieje taki szósty, empatyczny zmysł, bo sam go odczuwam), to takie odczucia są dość słabo ustabilizowane, takie "latajace", niekonkretne.


Na poziomie intelektualnym masz rację. Jednak empatia tak naprawdę (zgodnie z koncepcją neuronów lustrzanych) to właśnie te latające, niekonkretne emocje, dosłownie "kradniesz" czyjś stan emocjonalny. Empatia to współodczuwanie, a nie odczytywanie intelektualne czyichś odczuć, bo intelekt interpretuje już coś, co się wymyka intelektualizacji.

Więc np. empatia sprawia, że przebywając wśród ludzi przepełnionych negatywnymi emocjami, sami zaczynamy mieć negatywne emocje, a przebywając wśród ludzi o pozytywnych emocjach, sami odczuwamy pozytywne emocje. Zarażamy się nawzajem emocjami.

A jak już to sobie intelektualnie zinterpretujemy, to inna sprawa.

Jednak jeśli rzeczywiście empatia nam pozwala na odczucie emocjonalne intencji drugiej osoby, to w zasadzie jeżeli jesteśmy ludźmi kierującymi się empatią (wsłuchujemy się w emocje, nie próbujemy ich zbyć intelektem), to nie powinniśmy się dawać nabierać manipulatorom (bo nasze neurony lustrzane wyślą nam sygnał alarmowy) i jednocześnie nie powinniśmy błędnie przypisywać złych intencji ludziom dobrym, którzy mogą intelektualnie wzbudzać podejrzenie "najciemniej pod latarnią".

Cytat:
Mogę tu napisać jak ja to staram się robić. Gdy podejmę jakieś przekonanie dotyczące drugiej osoby, niemal z automatu staram się owemu przekonaniu zaprzeczyć, wygenerować symulację przeciwną tej bieżącej. Jeśli ona równie dobrze "przechodzi" wszystkie testy, to jest to mocna wskazówka, że coś w moim odbiorze może być nie tak. Trzeba wtedy użyć jakichś następnych, dodatkowych potwierdzeń, które mi wyłonią wyraziściej dane przekonanie.


Czyli masz podejście bardzo intelektualne. Ja z kolei próbuję się wsłuchać w to, co mi podpowiadają emocje. Często jak np. czytam posty na forum, to przepełniają mnie tak negatywne emocje, że ja już na tej podstawie wiem, że mam do czynienia z dyskutantem o złej woli i to jest mój punkt odniesienia.

A jeśli czytam post na forum i towarzyszą temu emocje pozytywne, to mam podstawę przypuszczać, że rozmawiam z człowiekiem życzliwym, o dobrych intencjach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Nie 12:07, 23 Wrz 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:42, 23 Wrz 2018    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Na poziomie intelektualnym masz rację. Jednak empatia tak naprawdę (zgodnie z koncepcją neuronów lustrzanych) to właśnie te latające, niekonkretne emocje, dosłownie "kradniesz" czyjś stan emocjonalny. Empatia to współodczuwanie, a nie odczytywanie intelektualne czyichś odczuć, bo intelekt interpretuje już coś, co się wymyka intelektualizacji.

Więc np. empatia sprawia, że przebywając wśród ludzi przepełnionych negatywnymi emocjami, sami zaczynamy mieć negatywne emocje, a przebywając wśród ludzi o pozytywnych emocjach, sami odczuwamy pozytywne emocje. Zarażamy się nawzajem emocjami.

A jak już to sobie intelektualnie zinterpretujemy, to inna sprawa.

Intelektualnie to opisuję, a zatem w dużym stopniu rzutuję to co z uczuć na modele językowe. Jednak nie do końca poprawny wydaje mi się wniosek, o jakiejś dominacji intelektu u mnie. Można taki wniosek wyciągnąć z samego opisu, ale chyba w takim razie powinienem dodać jakieś sprostowanie.
Ja jednak nie stronię od emocjonalno - uczuciowego kontaktu, jednak uważam, ze:
1. istnieje też coś w rodzaju "intelektualnej empatii" - takiego porozumienia dusz, w pojmowaniu pojęciowym
2. sam kontakt uczuciowy nie powinien być opisywany jako jakieś pobieranie owych uczuć, padanie ich na "czysty ekran", w niezafałszowanej postaci. To jest raczej rodzaj INTERAKCJI. Człowiek nie jest w stanie poprawnie odebrać empatia emocji, które są bardzo odmienne od jego własnego profilu uczuciowego. Takie emocje się odbiją, albo rozpłyną, zniekształcą dotykając do "podłoża" uczuciowego odbiorcy. Ten "ekran" na który pada doznanie empatyczne nie jest jednolity, nie jest ani jednego koloru, ani nawet równej faktury. Więc problem "zakłócenia odbioru sobą" jest aktywny.


towarzyski.pelikan napisał:
jeżeli jesteśmy ludźmi kierującymi się empatią (wsłuchujemy się w emocje, nie próbujemy ich zbyć intelektem), to nie powinniśmy się dawać nabierać manipulatorom (bo nasze neurony lustrzane wyślą nam sygnał alarmowy) i jednocześnie nie powinniśmy błędnie przypisywać złych intencji ludziom dobrym, którzy mogą intelektualnie wzbudzać podejrzenie "najciemniej pod latarnią".

Jest tu coś w rodzaju takiego "ducha prawdy", który wykrywa niespójności, nie pozwalając na skonstruowanie ostatecznego obrazu, bo jest on wewnętrznie sprzeczny.

towarzyski.pelikan napisał:
Czyli masz podejście bardzo intelektualne. Ja z kolei próbuję się wsłuchać w to, co mi podpowiadają emocje. Często jak np. czytam posty na forum, to przepełniają mnie tak negatywne emocje, że ja już na tej podstawie wiem, że mam do czynienia z dyskutantem o złej woli i to jest mój punkt odniesienia.

A jeśli czytam post na forum i towarzyszą temu emocje pozytywne, to mam podstawę przypuszczać, że rozmawiam z człowiekiem życzliwym, o dobrych intencjach.

Ależ ja też miewam owe emocje. Jednak PO ICH ODEBRANIU, jakimś wstępnym zrozumieniu, poddaniu samoobserwacji, staram się odsiać ziarno od plew i "siebie" od tego co zewnętrzne. Gdy już mam obraz, w którym względnie jestem w stanie zdiagnozować co jest moje, a co narzucone, czy zasugerowane, zaczynam poprawnie funkcjonować mentalnie - tzn. nie atakuję takich kwestii, które są poza moją "jurysdykcją".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 476
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 41 razy

PostWysłany: Nie 15:57, 23 Wrz 2018    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
2. sam kontakt uczuciowy nie powinien być opisywany jako jakieś pobieranie owych uczuć, padanie ich na "czysty ekran", w niezafałszowanej postaci. To jest raczej rodzaj INTERAKCJI. Człowiek nie jest w stanie poprawnie odebrać empatia emocji, które są bardzo odmienne od jego własnego profilu uczuciowego. Takie emocje się odbiją, albo rozpłyną, zniekształcą dotykając do "podłoża" uczuciowego odbiorcy. Ten "ekran" na który pada doznanie empatyczne nie jest jednolity, nie jest ani jednego koloru, ani nawet równej faktury. Więc problem "zakłócenia odbioru sobą" jest aktywny.


Będę się upierać przy tym, że za bardzo kombinujesz. Emocje są proste jak drut. I sądzę, że wszyscy ludzie mają dokładnie te same emocje. W związku z tym takie zjednoczenie osób na poziomie czystych emocji jest jak najbardziej możliwe.

Nawet małe dziecko, które nie ma jeszcze wykształconej własnej świadomości, jest w takim sensie empatyczne.

Natomiast Ty tutaj dotykasz już czegoś bardziej złożonego niż emocje. Jakieś syntezy tych stanów emocjonalnych ze światem przekonań, osobowością, doświadczeniami, które można określić jako indywidualną wrażliwość człowieka.

I na takim złożonym poziomie jak najbardziej się z Tobą zgadzam, że nie jest możliwe takie całkowite empatyczne zjednoczenie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 22:02, 23 Wrz 2018    Temat postu: Re: Empatia szkodliwa

Michał Dyszyński napisał:
Czy jest taka postać empatii, którą trzeba by zaklasyfikować jako szkodliwą?
- Ja dzisiaj na to pytanie odpowiedziałbym zdecydowanie twierdząco. Także nasza empatia potrafi nas zwodzić, dawać nam ewidentnie fałszywe wskazówki.
Widać to najlepiej, gdy znajdujemy się pod wpływem osoby inteligentnej, z wyczuciem psychologicznym, ale też o nie do końca dobrych intencjach, dopuszczającej się względem nas różnego rodzaju manipulacji. Tego rodzaju osoby (psychopaci są w tym dobrzy) są w stanie wzbudzać w nas poczucia winy, budować nieuzasadnione współczucie dla siebie (często z pogwałceniem praw innych osób), sugerować różne emocje, które potem są wykorzystywane po to, abyśmy nie zorientowali się we wrednych intencjach owych osób.
Ale nie trzeba aż świadomej chęci do manipulacji, aby empatią wmanewrować się w problemy. Różne babcie i ciocie, nawet z całkiem dobrych intencji, są w stanie wykorzystywać naszą empatię do robienia nam szkody - a to, wmuszają w nas nadmierne ilości jedzenia, a to zatruwają nam życie swoimi urojonymi lękami, bądź przeświadczeniami, a my - aby nie robić im przykrości - niejednokrotnie podążamy za ich sugestiami.
Jesteśmy istotami społecznymi, dzielenie uczuć, także wielu koncepcji, przekonań mamy we krwi. Matki dzieci terrorystów, pomagające swoim wynaturzonym potomkom w realizacji zbrodniczych planów jakże często robią to motywowane empatycznymi uczuciami do swoich dzieci. One "po prostu chcą pomóc".
Ja uważam się za osobę raczej empatyczną. I przyznam, że nieraz sobie swoją empatią (uległością czyimś namowom) napytałem biedy. Czytałem wręcz o pewnych taktykach złodziejskich opartych właśnie o empatię. Wyobraźmy sobie, że jedziemy pociągiem coś tam robiąc na swoim laptopie. Osoba obok, też ma laptopa i w pewny momencie mówi: przepraszam, muszę pójść do łazienki; może pan rzucić okiem na mój komputer?...". Oczywiście się najczęściej zgadzamy, a potem - zarażeni owym okazanym nam zaufaniem - zostawimy swojego laptopa w przedziale, gdy sami udajemy się do WC. A wtedy okazać się może, że laptopa po powrocie już nie będzie.
Ale empatia w moim przekonaniu działa także na gruncie budowania światopoglądu. I to również fałszywa empatia. Ludzi mających poglądy zbliżone do naszych tak podświadomie uznamy za bardziej wiarygodnych, przekazywane przez nich opisy zdarzeń, interpretacji będziemy traktowali jako zaufane. Tymczasem Z OGÓLNEGO, BEZSTRONNEGO PUNKTU WIDZENIA powinniśmy wszystko sprawdzać jednakowo dokładnie, mieć zaufanie identyczne względem wszystkich.
A może nie?...
Może to zwiększone zaufanie względem ludzi, z którymi dzielimy nasze poglądy właśnie powinno być uznane za normę, za coś właściwego?... :think:
Ale nawet przy odpowiedzi TAK na to ostatnie pytanie, uważam że są granice, że zaufanie nie powinno przychodzić z automatu - nawet jeśli z kimś dzielimy przekonania. Skłania mnie do tego właśnie owa taktyka manipulantów, którzy bardzo sprytnie i skutecznie wkupują się w ludzkie zaufania grając na poczuciu wspólnoty.
Niektórzy w ten sposób nawet są w stanie zmanipulować kogoś do zawarcia związku małżeńskiego. Przed małżeństwem są przemili, uczynni, zgodni i empatyczni. Gdy dojdzie do "podpisania dokumentu", z baranka wychodzi wilcza natura. I działa to zarówno w stronę kobiet, jak i mężczyzn. Z miłych, empatycznych dziewczyn, wychodzą wredne, roszczeniowe i wiecznie niezadowolone zołzy, a z odpowiedzialnych, fajnych facetów lenie, pijacy, tyrani domowi. Ale grając na empatii oszukać daje się naprawdę wiele osób.
W tym kontekście przypominam sobie, że ja sam nieraz czułem dość wyraźną rezerwę, jakąś podświadomą nieufność do pewnych osób. Zwykle u jej podstaw są PRZESADA I DROBNE OBJAWY NIESZCZEROŚCI. Ludzi zbyt wylewnych na stracie, bądź od razu próbujących stać się integralną, nieodróżnialną częścią mojego świata uczuciowego (bez odczekania pewnego okresu poznawania się, sprawdzania) jakoś zwykle starałem się trzymać na dystans. Coś mi mówiło, że jak ktoś tak bezpardonowo się wkrada mi w uczucia, to może być "wilkiem w owczej skórze".

Wątek dałem w dziale filozofia, a nie jako psychologiczny. Bo uważam, że w naszych (świato)poglądach jest silny pierwiastek pozamerytoryczny, związany z poszukiwaniem wspólnotowości, grupy "swoich". W ten sposób niejeden staje sie "wierzącym", choć w istocie jego wiara sprowadza się do wspólnoty rytuałów i zachowań, bez chęci zgłębiania meritum sprawy, bez szczerego dążenia do Boga. Ale też może nas motywować (niesłusznie) i jakaś "antyempatia". Przykładowo osoby skrzywdzone przez księdza bardzo często do końca życia zostają wrogami religii (a już szczególnie kleru). Powody emocjonalne, pozamerytoryczne będą kształtowały ich światopogląd.
Cytat:
Empathy is the ability to understand and share the feelings of another. - Empatia to zdolność rozumienia i dzielenia się uczuciami drugiego.
Podobnie jak z intuicją, MD, masz jakąś swoistą definicję roboczą empatii. Uleganie manipulacji innych ma się do odczuwania empatii tak jak przysłowiowa "pięść do nosa" :)

Chociaż empatia często prowadzi do szlachetnych, altruistycznych aktów dobroci dla obcych potrzebuje byc filtrowana przez granice w oparciu o mądrość życiowa.

Starożytni Grecy stworzyli 2 odrębne słowa na miłość i tym samym empatię jak:
agape = miłość/empatia trawiąca osobę empatyczną;
agapao = miłość/empatia moralna czyli czynienie dobra w odpowiednim miejscu i czasie z wartością dodaną w oparciu o charakter moralny, który dziecięcą naiwność ma pod kontrolą bezkompromisowego szacunku dla siebie i grzecznej asertywności.

Korzystaj zatem z empatii z intencją i z szacunkiem dla własnego zdrowia psychicznego. Kiedy wchodzisz w świat z empatia, nie zapomnij wczuć się w siebie czyli wiedziec nie mentalnie, bo ego wymysli multum "sztuczek", lecz calym soba aby pod koniec kazdego dnia bilans Twojej energii byl na plus a nie na minus czyli energia rozdana wampirom energetycznym. Kiedy jestes zintegrowany/autenczyczny w stosunku do siebie, to wiesz calym soba, ze masz do czynienia z wampirem energetycznym i nie musisz czynic nic oprocz pojscia spokojnie dalej i dotyczy to rowniez tych cioc z "dobrymi intencjami, ktorymi pieko [na Ziemi] jest wybrukowane". Mam wyraźne granice i to jest najcenniejszy dar jaki jestem sobie w stanie ofiarowac w trakcie samopoznania czyli mojego zycia i tego samego Ci zycze. Podobnie jak tworzysz siebie co ranek, podobnie tworzysz jakosc Twojego zycia - tworz rezolutnie aby jakosc Twojego zycia byla piekna jak pieknym jest zycie tylko nie kazdy to dostrzega :)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 22:23, 23 Wrz 2018, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:45, 23 Wrz 2018    Temat postu: Re: Empatia szkodliwa

Dyskurs napisał:
Podobnie jak z intuicją, MD, masz jakąś swoistą definicję roboczą empatii. Uleganie manipulacji innych ma się do odczuwania empatii tak jak przysłowiowa "pięść do nosa" :)

Chociaż empatia często prowadzi do szlachetnych, altruistycznych aktów dobroci dla obcych potrzebuje byc filtrowana przez granice w oparciu o mądrość życiowa.

Moje podejście do kwestii definicji pojęć jest wzorowane na definicjach matematycznych - oczekuję, aby owe pojęcia miały JASNE GRANICE, aby wiadomo było (bez odwoływania się do arbitralności) czy coś definicję spełnia, czy też nie. Dalej też wpatruję się we własne odczucie empatii - czyli po prostu to jak odbieram uczucia, zachowania, emocje innych ludzi - dokonuję samoanalizy. I z tych moich obserwacji wynika mi, że owo moje odczucie ludzkich emocji samo nie podpowiada mi żadnych jasnych, wyrazistych granic - odbieram owe emocje razem, silnie wymieszane, pozbawione gotowego rozgranicznika, który by podpowiedział mi, co jest manipulacją, a co szczerym uczuciem (to się często okazuje dopiero z czasem, albo po innej analizie). Z resztą jestem przekonany, że wielu ludzi o manipulatorskich skłonnościach sama nie do końca rozumie, że manipuluje. Ci ludzie "po prostu czegoś chcą", albo "po prostu pragną mnie do czegoś skłonić". Wielu z nich nawet nie zastanawia się, czy przy tym czasem nie przekracza granic etyki, czy nie zrobi mi krzywdy. Po prostu ta ich chęć panuje nad innymi refleksjami. I ja - człowiek empatyczny - tę chęć jakoś odbieram, zaczynam podzielać (głupie, destrukcyjne) chęci owej osoby.
Zauważyłem, że sporo wysiłku i dojrzałości wymaga ode mnie połapanie się w tej sytuacji, że gdy ulegam takim ludziom (spora część z nich może być chyba zasadnie określona jako osobnicy toksyczni, egoiści, ludzie niedojrzali) to ostatecznie wychodzi z mnóstwo problemów, czasem ewidentne zło, kłopoty tak dla mnie, jak i moich bliskich, czasem wręcz nawet i dla samych tych osób, które cudzymi uczuciami, wykorzystując moje empatyczne nastawienie, manipulowały.
To Twoje stwierdzenie "[empatia/albo co?...] potrzebuje byc filtrowana przez granice w oparciu o mądrość życiowa." świadczy o tym, że też masz tego jakoś świadomość.
Jednocześnie jednak stoisz rozkrokiem nad swoim pojmowaniem empatii. Nie chcesz z jakichś tam względów nazwać takich toksycznych uczuć empatią. Więc rozmywasz problem tym dopowiedzeniem o tej "potrzebie filtrowania przez mądrość życiową". Tylko już nie dopowiadasz tu: filtrowania CZEGO?

Gdybyś była bardziej konsekwentna językowo, to byś się jakoś przyznała, że właściwie owo "coś", co chcesz "filtrować mądrością" jest w działaniu/odczuwaniu nieodróżnialne od empatii - tak samo polega na odbiorze emocji innych ludzi. Tylko, że prowadzi do niepożądanych efektów. Więc (chcąc zachować "empatię", jako coś zawsze pozytywnego) odmawiasz temu czemuś, temu zjawisku odbioru emocji z negatywnym skutkiem owej nazwy "empatia". Póki co, pewnie nawet nie masz na to coś złego nazwy, bo w swoim opisie jej nie użyłaś (ale ten problem Cię teraz nie interesuje, bo w ogóle nie masz ochoty rozważać zagadnienia poprawności komunikacji jako całości).

Cały ten przykład sam w sobie fajnie ilustruje pewien dość typowy problem z konfliktem dwóch aspektów powiązanych z definicją. Często jest tak, że użycie definicji wprost zasugeruje nam właściwość, którą danemu pojęciu chcielibyśmy odmówić. Tutaj chcesz nie dopuścić do nadania empatii możliwości bycia empatią negatywną. Ale podobnie może być z innymi pojęciami. Spotkałem się z reakcją innej osoby, która nie chciała w ogóle zgodzić się na słowo "zabójstwo" w znaczeniu "zabić w obronie własnej", albo "zabić w słusznej sprawie" (np. zabić terrorystę, który biegnie do zapalnika bomby mającej unicestwić wiele osób. "Zabójstwo" brzmi pejoratywnie, groźnie, źle, choć jednocześnie sam fakt zabicia (pozbawienia życia) drugiej osoby pozostaje. Jest konflikt, który owa osoba rozwiązała sobie anulując (skądinąd typowe, stosowane także w opisach prawniczych) znaczenie słowa, które nie różnicuje powodów, motywów, nie daje ocen moralnych, lecz zwyczajnie stwierdza: zabójstwo = świadome pozbawienie człowieka życia. (kropka).
Tu dotykamy pewnego problemu osób, które w komunikowaniu się daję prymat emocjom. One będą dość często anulowały domyślne znaczenia słów, jeśli wydźwięk emocjonalny w typowym odbiorze jakichś słów miałby być uznany przez kogoś za niepożądany. Ludzie mający dystans wobec emocji będą jednak w tej sytuacji separowali znaczenie od oceny emocjonalnej czy moralnej. Czyli np. ktoś użyje określenia "zabójstwo w słusznej sprawie", albo "zabójstwo w obronie własnej, czy innych ważnych wartości". Bo dla ludzi nie mających problemów z separowaniem opisu od emocji żaden szczególny problem, czy konflikt tu nie wystąpi.
Nie będę ukrywał, że sam jestem zwolennikiem jednak odseparowania znaczeń od emocji, unikania zmieniania znaczeń słów z takiego powodu, aby nam do emocji pasowały. Dla mnie więc empatia=wczuwanie się w uczucia, emocje innych osób. (kropka, bez dalszego kombinowania - jak wyjdzie, ze emocje są złe, czy wrogie, to trudno, dalej będzie to empatia, tylko o negatywnym zabarwieniu, czy kontekście - to się ma USTALIĆ OSOBNO) .
Uważam, że separując znaczenia od emocji, unikając wprowadzania do komunikacji tego dodatkowego czynnika arbitralnej, subiektywnej oceny co się komu tam w uczuciach kojarzy bardziej, czy mniej, WYCZYSZCZAMY KOMUNIKACJĘ Z NIEJASNYCH ZNACZEŃ, czynimy ją bardziej klarowną. W pewnych sytuacjach właściwie ją umożliwiamy, dając sobie szansę, na nie wyciąganie pochopnych wniosków. To tak jak z tym usłyszeniem tylko "Iksiński zabił człowieka". Bezpośredni odbiór emocjonalny jest JUŻ NA STARCIE NEGATYWNY, a ocena szybko robi się dokonana - wychodzi, ze Iksiński to drań i nie ma co dyskutować. Jednak fakt, ze Iksiński kogoś zabił może mieć swoje dodatkowe okoliczności - może zabił w obronie siebie, swojej zony i czwórki małych dzieci, a do tego zabił kogoś, komu i tak życia niewiele zostało, bo był tak naćpany w swoim szaleńczym ataku, iż wkrótce zmarłby od przedawkowania. Ale sam goły komunikat "Iksiński zabił" jest przecież taki sam, niezależnie od okoliczności.

Wracając do definiowania empatii.
Zdaję sobie sprawę, że każdy używa definicji w sposób, jaki nakazuje mu jego doświadczenie i poczucie sensu. Dlatego też rozumiem, ze osoby nie potrafiące (może po prostu nie mające takiego zamiaru) odseparowywać treści czysto informacyjnej od emocjonalnej, zechcą bronić pojęcia empatii jako czegoś wyłącznie pozytywnego. Może inaczej ich odczucia, myślenie nie sklejałoby się w całość. I może takie osoby uznają, że warto nawet zapłacić za tę obronę emocji pozytywnej w pojęciu empatii cenę w postaci braku możliwości spójnego nazywania uczuć o empatycznym pochodzeniu prowadzących jednak do złych skutków (czy nawet tylko NIEJASNYCH, NIEPEWNYCH - może złych, może dobrych, może nieokreślonych). Te osoby zostawią zapewne ów problem nierozwiązany, będą kluczyły w komunikacji nie nazywając go, albo jakoś uciekać od ścisłości sformułowań dodając jakieś modyfikator w stylu "tu trzeba dodatkowo ..." (coś tam - np. "filtrowanie prze mądrość życiową").
Ja tej strategii komunikacyjnej nie podzielam, bo uważam, że ma ona wady, które są znacznie gorsze, niż potencjalne korzyści. Uważam, że takie wymieszanie w jednym "garnku" emocji z czystymi znaczeniami słów spowoduje chaos komunikacyjny, bardzo często niedogadania, a dalej konflikty w porozumiewaniu się i pretensje, że ktoś coś powiedział źle, że "oszukał" (bo dana osoba nie załapała, jaka emocja i w jaki sposób skrzywiła pierwotne znaczenie). Ale to jest moja (subiektywna) opinia - można ją podzielać, lub nie. W końcu to, jak jest nasza komunikacja, zależy od naszego wyboru i dogadania.
No i (aktualizacja) muszę dodać tu jeszcze jeden aspekt sprawy, który przyszedł mi do głowy po czasie. A jest on właściwie najważniejszy w tym problemie, dlaczego chcę tego rodzaju pojęcie, jak empatia związać z mechanizmem rozpoznania i odczuwania jako takim, a nie z oceną etyczno - moralną. Powód jest taki, że właściwie mając jakiekolwiek wątpliwości co do klasyfikacji moich odczuć solidaryzowania się z czyimiś uczuciami nie miałbym prawa do użycia terminu "empatia" w ogóle. No bo załóżmy, że czuję czyjeś pragnienie - np. dziecko bardzo mnie prosi o "załatwienie mu" zwolnienia z WF, motywuje to bardzo złym samopoczuciem. Załóżmy, że jakoś wierzę temu dziecku, że dzisiaj te ćwiczenia byłyby dla tego dziecko mordęgą, a ja mogę takie zwolnienie załatwić. Ale też PEWNOŚCI NIE MAM!
Jeśliby empatia miała być wyłącznie tym co jest pozytywne, co prowadzi do dobrych skutków, to moje odczucie solidaryzowania się z owym dzieckiem, które właśnie ma zły dzień musiałoby być empatią np na 50% i "tym czymś" co empatią nie jest, ale jest odczuwaniem na identyczny sposób, tyle że może prowadzić do niewłaściwych skutków, bo dziecko mnie po prostu naciąga, leni się, nie chce ćwiczyć, a ćwiczenia są mu potrzebne dla zdrowia.
Jeśli ocena etyczno - moralna (która często jest wątpliwa, właściwie w pełni zasadnie ocenić to może jedynie Bóg) miałaby decydować o tym, czy dany zestaw myśli, odczuć jest danym pojęciem (tu empatią), to ten sam fakt - odczuwanie czyichś uczuć - pogrąża się w totalnej niejasności, nie wiadomo, czy można w ogóle owe pojęcia stosować.
Uważam, że ten problem pięknie się upraszcza, gdy empatią jest zwyczajne współodczuwanie czyichś uczuć - bez stawiania diagnozy, na ile doprowadzi to do skutków dobrych, czy złych. Wtedy dopiero komunikacja robi się klarowna, a nie zależna od niezliczonej ilości widzimisiów i światopoglądowych sporów, co jest w danej sytuacji dobre, a co złe.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 2:18, 24 Wrz 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:25, 21 Paź 2018    Temat postu:

Według mnie empatia to dosłownie wczuwanie się w stan psychiczny kogoś innego, z niego może płynąć współczucie, zazdrość i inne uczucia wobec tej osoby, do tego możemy projektować na daną osobę nasze uczucia adekwatne do danej sytuacji, stąd też może płynąć współczucie, zaufanie itd, ale nie ma to nic wspólnego z empatią czy właśnie odebraniem tego co czuje na poziomie emocjonalnym dana osoba.

Tak rozumiana empatia bywa szkodliwa gdy zwyczajnie sobie nie radzimy z skopiowanymi emocjami i uczuciami, gdyż czasem aby pomóc komuś musimy zbudować mur i właśnie odizolować się od jego strachu i płynącej z niego agresji, złości. Często też ludzie oduczają się empatii gdyż jest to zwyczajnie bolesne, gdy dosłownie czujesz ból innego człowieka, a można czuć także ból fizyczny...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:32, 21 Paź 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Według mnie empatia to dosłownie wczuwanie się w stan psychiczny kogoś innego, z niego może płynąć współczucie, zazdrość i inne uczucia wobec tej osoby, do tego możemy projektować na daną osobę nasze uczucia adekwatne do danej sytuacji, stąd też może płynąć współczucie, zaufanie itd, ale nie ma to nic wspólnego z empatią czy właśnie odebraniem tego co czuje na poziomie emocjonalnym dana osoba.

Tak rozumiana empatia bywa szkodliwa gdy zwyczajnie sobie nie radzimy z skopiowanymi emocjami i uczuciami, gdyż czasem aby pomóc komuś musimy zbudować mur i właśnie odizolować się od jego strachu i płynącej z niego agresji, złości. Często też ludzie oduczają się empatii gdyż jest to zwyczajnie bolesne, gdy dosłownie czujesz ból innego człowieka, a można czuć także ból fizyczny...

Widzę rzecz podobnie.
Empatia sama w sobie jest po prostu tym, że się umiemy wczuwać w czyjeś uczucia, intencje, pragnienia. Ludzie są, jacy są - jedni dobrzy, inni źle, jedni z dobrymi intencjami, inni ze złymi. Jeśli ktoś wczuwa się w intencje złej osoby, to przeniesie je na siebie. Jeśli jeszcze ten wczuwający się ma wiedzę o sobie samym, zdrowy kręgosłup etyczny, pewną moc nie oddawania się zbytnio obcym wpływom, to owe pobrane szkodliwe emocje ostatecznie zablokuje. Jeśli jednak trafi się osoba uległa, biorąca owe złe emocje - jak są - to przejmie je, zlituje się nad np. owymi wielkim pragnieniem rozładowania swojej agresji poprzez krzywdzenie innych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 2:05, 22 Paź 2018    Temat postu:

Niestety większość osób przejmujących empatycznie agresję i niechęć kogoś innego po prostu zaczynają czuć agresję i niechęć i to na ogół do tej osoby która ich zaraziła, dopiero gdy potrafimy zrozumieć własną agresję i złość, wiemy że to tylko znak informacyjny i umiemy go odpowiednio wykorzystać możemy serio zlitować się nad osobą agresywną i serio ją zrozumieć, a tym samym być może pomóc jej zrozumieć samą siebie...

Emocje należy rozumieć, nie blokować, nie wyładowywać się w niekonstruktywny sposób, po prostu rozumieć co mówią i dlaczego i świadomie decydować co z daną informacją zrobić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:43, 22 Paź 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Niestety większość osób przejmujących empatycznie agresję i niechęć kogoś innego po prostu zaczynają czuć agresję i niechęć i to na ogół do tej osoby która ich zaraziła, dopiero gdy potrafimy zrozumieć własną agresję i złość, wiemy że to tylko znak informacyjny i umiemy go odpowiednio wykorzystać możemy serio zlitować się nad osobą agresywną i serio ją zrozumieć, a tym samym być może pomóc jej zrozumieć samą siebie...

Emocje należy rozumieć, nie blokować, nie wyładowywać się w niekonstruktywny sposób, po prostu rozumieć co mówią i dlaczego i świadomie decydować co z daną informacją zrobić.

Ja działanie tłumu (np. linczującego kogoś tam) podciągnąłbym pod mechanizm empatyczny. Ludzie nawzajem wyczuwają swoje nastroje, a nastroje najbardziej nacechowane energią, skrajne wyczuwa się najmocniej. Więc się ludzie nawzajem nakręcają w nienawiści, złości, pragnieniu zemsty. Przy czym pewne dochodzi tu jakiś dodatkowy aspekt społecznego przyzwolenia - ludzie widząc zgodę innych na agresywne działania, dochodzą do wniosku, że taka jest norma, tak należy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:38, 22 Paź 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Według mnie empatia to dosłownie wczuwanie się w stan psychiczny kogoś innego, z niego może płynąć współczucie, zazdrość i inne uczucia wobec tej osoby, do tego możemy projektować na daną osobę nasze uczucia adekwatne do danej sytuacji, stąd też może płynąć współczucie, zaufanie itd, ale nie ma to nic wspólnego z empatią czy właśnie odebraniem tego co czuje na poziomie emocjonalnym dana osoba.

Tak rozumiana empatia bywa szkodliwa gdy zwyczajnie sobie nie radzimy z skopiowanymi emocjami i uczuciami, gdyż czasem aby pomóc komuś musimy zbudować mur i właśnie odizolować się od jego strachu i płynącej z niego agresji, złości. Często też ludzie oduczają się empatii gdyż jest to zwyczajnie bolesne, gdy dosłownie czujesz ból innego człowieka, a można czuć także ból fizyczny...


Empatia to umiejętność rozumienia i dzielenia się uczuciami drugiego. Jest kulturowo uwarunkowana. Jak w trakcie wyciskania pomarańczy wypłynie z niej naturalnie sok pomarańczowy, w trakcie "wyciskania" (szczytujące emocje) człowieka "wypłynie" z niego/jej naturalnie to co na bazie energii tych emocji zakodował w podświadomości.

Batson i inni, 1991 napisał:
Trzy eksperymenty z 252 studentami (w tym 198 kobiet) w USA przetestowały, czy empatia wywołuje egoistyczną motywację dzielenia się pośrednio z radości pacjentki z poprawy (hipoteza empatycznej radości) zamiast altruistycznej motywacji do zwiększenia jej dobrostanu (hipoteza empatycznego altruizmu). W badaniu pierwszym, uczestników skłaniano do odczuwania niskiego lub wysokiego poziomu empatii dla młodej kobiety w potrzebie, która miała szansę otrzymać pomoc. Niektórzy wierzyli, że jeśli jej pomogą, otrzymają informacje zwrotne na temat jej poprawy; inni nie. W badaniach drugim i trzecim u uczesnikow wywoływano odczuwanie niskiego lub wysokiego poziomu empatii z możliwościa aktualizacji informacji o stanie osoby potrzebującej. Przed wyborem, poinformowano uczestnikom badań, że istnieje prawdopodobieństwo poprawy stanu pacjentki i empatyczna radość z tego doświadczenia wynosi 20%, 50% lub 80%. Wyniki żadnego z eksperymentów nie potwierdziły hipotezy empatii-radości. Wyniki każdego z badań były zgodne z hipotezą empatii-altruizmu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:42, 22 Paź 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ircia napisał:
Niestety większość osób przejmujących empatycznie agresję i niechęć kogoś innego po prostu zaczynają czuć agresję i niechęć i to na ogół do tej osoby która ich zaraziła, dopiero gdy potrafimy zrozumieć własną agresję i złość, wiemy że to tylko znak informacyjny i umiemy go odpowiednio wykorzystać możemy serio zlitować się nad osobą agresywną i serio ją zrozumieć, a tym samym być może pomóc jej zrozumieć samą siebie...

Emocje należy rozumieć, nie blokować, nie wyładowywać się w niekonstruktywny sposób, po prostu rozumieć co mówią i dlaczego i świadomie decydować co z daną informacją zrobić.

Ja działanie tłumu (np. linczującego kogoś tam) podciągnąłbym pod mechanizm empatyczny. Ludzie nawzajem wyczuwają swoje nastroje, a nastroje najbardziej nacechowane energią, skrajne wyczuwa się najmocniej. Więc się ludzie nawzajem nakręcają w nienawiści, złości, pragnieniu zemsty. Przy czym pewne dochodzi tu jakiś dodatkowy aspekt społecznego przyzwolenia - ludzie widząc zgodę innych na agresywne działania, dochodzą do wniosku, że taka jest norma, tak należy.


Używamy do tego fenomenu terminu groupthink myślenie paradygmatami grupy za cenę własnej indywidualności. Skrajne myślenie paradygmatami grupy określamy terminem paradoksu Abilene czyli stanu gdzie w pewnym momencie grupowej "głupawki" niektórzy "budzą" się z amoku i zadają sobie pytanie "jak myśmy się tutaj znaleźli?" Ale jest zbyt późno, bo kolejny krok to konieczosc poniesienia konsekwencji prawnych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:47, 22 Paź 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ircia napisał:
Według mnie empatia to dosłownie wczuwanie się w stan psychiczny kogoś innego, z niego może płynąć współczucie, zazdrość i inne uczucia wobec tej osoby, do tego możemy projektować na daną osobę nasze uczucia adekwatne do danej sytuacji, stąd też może płynąć współczucie, zaufanie itd, ale nie ma to nic wspólnego z empatią czy właśnie odebraniem tego co czuje na poziomie emocjonalnym dana osoba.

Tak rozumiana empatia bywa szkodliwa gdy zwyczajnie sobie nie radzimy z skopiowanymi emocjami i uczuciami, gdyż czasem aby pomóc komuś musimy zbudować mur i właśnie odizolować się od jego strachu i płynącej z niego agresji, złości. Często też ludzie oduczają się empatii gdyż jest to zwyczajnie bolesne, gdy dosłownie czujesz ból innego człowieka, a można czuć także ból fizyczny...

Widzę rzecz podobnie.
Empatia sama w sobie jest po prostu tym, że się umiemy wczuwać w czyjeś uczucia, intencje, pragnienia. Ludzie są, jacy są - jedni dobrzy, inni źle, jedni z dobrymi intencjami, inni ze złymi. Jeśli ktoś wczuwa się w intencje złej osoby, to przeniesie je na siebie. Jeśli jeszcze ten wczuwający się ma wiedzę o sobie samym, zdrowy kręgosłup etyczny, pewną moc nie oddawania się zbytnio obcym wpływom, to owe pobrane szkodliwe emocje ostatecznie zablokuje. Jeśli jednak trafi się osoba uległa, biorąca owe złe emocje - jak są - to przejmie je, zlituje się nad np. owymi wielkim pragnieniem rozładowania swojej agresji poprzez krzywdzenie innych.


W dalszym ciągu czynimy to na bazie własnych wartości charakteru moralnego. Dlatego jego pielęgnacja przez całe życie jest kluczową.

Nie można "odcinać kuponów" za postawę moralną rodziców, kiedy nie żyje się przynajmniej na ich poziomie moralnym, bo wówczas egzystuje się i cierpi jako hipokryta.

W pogrubionym tekście popełniłeś błąd generalizacji. Osoba empatyczna która ma jasno wytyczone granice moralne nigdy nie przeniesie niskich intencji innych na siebie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 13:49, 22 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:56, 22 Paź 2018    Temat postu: Re: Empatia szkodliwa

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Podobnie jak z intuicją, MD, masz jakąś swoistą definicję roboczą empatii. Uleganie manipulacji innych ma się do odczuwania empatii tak jak przysłowiowa "pięść do nosa" :)

Chociaż empatia często prowadzi do szlachetnych, altruistycznych aktów dobroci dla obcych potrzebuje byc filtrowana przez granice w oparciu o mądrość życiowa.

Moje podejście do kwestii definicji pojęć jest wzorowane na definicjach matematycznych - oczekuję, aby owe pojęcia miały JASNE GRANICE, aby wiadomo było (bez odwoływania się do arbitralności) czy coś definicję spełnia, czy też nie.
Bez arbitralności to jest niemożliwe.

Cytat:
Dalej też wpatruję się we własne odczucie empatii - czyli po prostu to jak odbieram uczucia, zachowania, emocje innych ludzi - dokonuję samoanalizy. I z tych moich obserwacji wynika mi, że owo moje odczucie ludzkich emocji samo nie podpowiada mi żadnych jasnych, wyrazistych granic - odbieram owe emocje razem, silnie wymieszane, pozbawione gotowego rozgranicznika, który by podpowiedział mi, co jest manipulacją, a co szczerym uczuciem (to się często okazuje dopiero z czasem, albo po innej analizie).
U mnie jest inaczej. Czuje fałsz na milę i mam jasno określone granice ile energii i czasu inwestuję. Często nic.

Cytat:
Z resztą jestem przekonany, że wielu ludzi o manipulatorskich skłonnościach sama nie do końca rozumie, że manipuluje. Ci ludzie "po prostu czegoś chcą", albo "po prostu pragną mnie do czegoś skłonić". Wielu z nich nawet nie zastanawia się, czy przy tym czasem nie przekracza granic etyki, czy nie zrobi mi krzywdy. Po prostu ta ich chęć panuje nad innymi refleksjami.
Po co się tyle angażować w wiadome obserwacje?

Cytat:
I ja - człowiek empatyczny - tę chęć jakoś odbieram, zaczynam podzielać (głupie, destrukcyjne) chęci owej osoby.
Dziwne.

Cytat:
Zauważyłem, że sporo wysiłku i dojrzałości wymaga ode mnie połapanie się w tej sytuacji, że gdy ulegam takim ludziom (spora część z nich może być chyba zasadnie określona jako osobnicy toksyczni, egoiści, ludzie niedojrzali) to ostatecznie wychodzi z mnóstwo problemów, czasem ewidentne zło, kłopoty tak dla mnie, jak i moich bliskich, czasem wręcz nawet i dla samych tych osób, które cudzymi uczuciami, wykorzystując moje empatyczne nastawienie, manipulowały.
Skomplikowane, niepotrzebnie.

Cytat:
To Twoje stwierdzenie "[empatia/albo co?...] potrzebuje byc filtrowana przez granice w oparciu o mądrość życiowa." świadczy o tym, że też masz tego jakoś świadomość. Jednocześnie jednak stoisz rozkrokiem nad swoim pojmowaniem empatii. Nie chcesz z jakichś tam względów nazwać takich toksycznych uczuć empatią. Więc rozmywasz problem tym dopowiedzeniem o tej "potrzebie filtrowania przez mądrość życiową". Tylko już nie dopowiadasz tu: filtrowania CZEGO?
Niczego. Po co zaśmiecać umysł myślami o czymś czego nie mam intencji tworzyć w swoim życiu. Jak pisałam wielokrotnie, mam jasno wytyczone granice i szanuję swój czas i energię. Nikt mnie nie zmanipuluje do niczego, bo czuję fałsz na odległość. Załatwiam takie sytuacje publiczne krótko i z szerokim uśmiechem. Dla przykładu, nie noszę gotówki. Kiedy na stacji autobusowej ktoś poprosi o pomoc, odpowiadam prawdę, że nie noszę gotówki. Moja firma płaci za mój rachunek telefoniczny, więc kiedy otrzymuje "śmieciową" rozmowę, to z uśmiechem na ustach odpowiadam: "zadzwoniłeś/as na profesjonany numer. Proszę usuń go z bazy danych." Zgodnie z prawdą, jest to profesjonalny numer.

Cytat:
Gdybyś była bardziej konsekwentna językowo, ...
Nie wiem co to znaczy.

Cytat:
... to byś się jakoś przyznała, że właściwie owo "coś", co chcesz "filtrować mądrością" jest w działaniu/odczuwaniu nieodróżnialne od empatii - tak samo polega na odbiorze emocji innych ludzi. Tylko, że prowadzi do niepożądanych efektów. Więc (chcąc zachować "empatię", jako coś zawsze pozytywnego) odmawiasz temu czemuś, temu zjawisku odbioru emocji z negatywnym skutkiem owej nazwy "empatia". Póki co, pewnie nawet nie masz na to coś złego nazwy, bo w swoim opisie jej nie użyłaś (ale ten problem Cię teraz nie interesuje, bo w ogóle nie masz ochoty rozważać zagadnienia poprawności komunikacji jako całości).
Jeez Louiseale się od swoim wnętrzu spisałeś a mnie nawet nie zapytałeś, ale "był czas przywyknąć" :)

Cytat:
Cały ten przykład sam w sobie fajnie ilustruje pewien dość typowy problem z konfliktem dwóch aspektów powiązanych z definicją. Często jest tak, że użycie definicji wprost zasugeruje nam właściwość, którą danemu pojęciu chcielibyśmy odmówić. Tutaj chcesz nie dopuścić do nadania empatii możliwości bycia empatią negatywną. Ale podobnie może być z innymi pojęciami. Spotkałem się z reakcją innej osoby, która nie chciała w ogóle zgodzić się na słowo "zabójstwo" w znaczeniu "zabić w obronie własnej", albo "zabić w słusznej sprawie" (np. zabić terrorystę, który biegnie do zapalnika bomby mającej unicestwić wiele osób. "Zabójstwo" brzmi pejoratywnie, groźnie, źle, choć jednocześnie sam fakt zabicia (pozbawienia życia) drugiej osoby pozostaje. Jest konflikt, który owa osoba rozwiązała sobie anulując (skądinąd typowe, stosowane także w opisach prawniczych) znaczenie słowa, które nie różnicuje powodów, motywów, nie daje ocen moralnych, lecz zwyczajnie stwierdza: zabójstwo = świadome pozbawienie człowieka życia. (kropka).
Nie wątp ani przez moment, że zawahałabym się aby chronić własne czy czyjeś życie i nazwałabym ten czyn po imieniu czyli w obronie własnej czy w obronie życia drugiego.

Cytat:
Tu dotykamy pewnego problemu osób, które w komunikowaniu się daję prymat emocjom. One będą dość często anulowały domyślne znaczenia słów, jeśli wydźwięk emocjonalny w typowym odbiorze jakichś słów miałby być uznany przez kogoś za niepożądany. Ludzie mający dystans wobec emocji będą jednak w tej sytuacji separowali znaczenie od oceny emocjonalnej czy moralnej.
Niby Jak, skoro emocja to ruch wszystkiego w nas?

Cytat:
Czyli np. ktoś użyje określenia "zabójstwo w słusznej sprawie", albo "zabójstwo w obronie własnej, czy innych ważnych wartości". Bo dla ludzi nie mających problemów z separowaniem opisu od emocji żaden szczególny problem, czy konflikt tu nie wystąpi.
Niby jak? Przycisna guzik?

Cytat:
Nie będę ukrywał, że sam jestem zwolennikiem jednak odseparowania znaczeń od emocji, ...
Represja emocji nie jest dobra.

Cytat:
... unikania zmieniania znaczeń słów z takiego powodu, aby nam do emocji pasowały. Dla mnie więc empatia=wczuwanie się w uczucia, emocje innych osób. (kropka, bez dalszego kombinowania - jak wyjdzie, ze emocje są złe, czy wrogie, to trudno, dalej będzie to empatia, tylko o negatywnym zabarwieniu, czy kontekście - to się ma USTALIĆ OSOBNO) .
Uważam, że separując znaczenia od emocji, unikając wprowadzania do komunikacji tego dodatkowego czynnika arbitralnej, subiektywnej oceny co się komu tam w uczuciach kojarzy bardziej, czy mniej, WYCZYSZCZAMY KOMUNIKACJĘ Z NIEJASNYCH ZNACZEŃ, czynimy ją bardziej klarowną. W pewnych sytuacjach właściwie ją umożliwiamy, dając sobie szansę, na nie wyciąganie pochopnych wniosków. To tak jak z tym usłyszeniem tylko "Iksiński zabił człowieka". Bezpośredni odbiór emocjonalny jest JUŻ NA STARCIE NEGATYWNY, a ocena szybko robi się dokonana - wychodzi, ze Iksiński to drań i nie ma co dyskutować. Jednak fakt, ze Iksiński kogoś zabił może mieć swoje dodatkowe okoliczności - może zabił w obronie siebie, swojej zony i czwórki małych dzieci, a do tego zabił kogoś, komu i tak życia niewiele zostało, bo był tak naćpany w swoim szaleńczym ataku, iż wkrótce zmarłby od przedawkowania. Ale sam goły komunikat "Iksiński zabił" jest przecież taki sam, niezależnie od okoliczności.
Nie jest. Konteks jest kluczowy. Gdy nie ponoszą emocje (funkcja mózgu gadziego i emocjonalnego w stanie braku równowagi), to brakuje cierpliwości żeby zadać inteligentne pytanie dlaczego Iksiński zabił drugiego człowieka.

Cytat:
Wracając do definiowania empatii.
Zdaję sobie sprawę, że każdy używa definicji w sposób, jaki nakazuje mu jego doświadczenie i poczucie sensu.
Definicje nie sa fenomenami statycznymi. Definicje sa robocze i adekwatne do kontekstu.

Cytat:
Dlatego też rozumiem, ze osoby nie potrafiące (może po prostu nie mające takiego zamiaru) odseparowywać treści czysto informacyjnej od emocjonalnej, zechcą bronić pojęcia empatii jako czegoś wyłącznie pozytywnego. Może inaczej ich odczucia, myślenie nie sklejałoby się w całość. I może takie osoby uznają, że warto nawet zapłacić za tę obronę emocji pozytywnej w pojęciu empatii cenę w postaci braku możliwości spójnego nazywania uczuć o empatycznym pochodzeniu prowadzących jednak do złych skutków (czy nawet tylko NIEJASNYCH, NIEPEWNYCH - może złych, może dobrych, może nieokreślonych). Te osoby zostawią zapewne ów problem nierozwiązany, będą kluczyły w komunikacji nie nazywając go, albo jakoś uciekać od ścisłości sformułowań dodając jakieś modyfikator w stylu "tu trzeba dodatkowo ..." (coś tam - np. "filtrowanie prze mądrość życiową").
Ja tej strategii komunikacyjnej nie podzielam, bo uważam, że ma ona wady, które są znacznie gorsze, niż potencjalne korzyści. Uważam, że takie wymieszanie w jednym "garnku" emocji z czystymi znaczeniami słów spowoduje chaos komunikacyjny, bardzo często niedogadania, a dalej konflikty w porozumiewaniu się i pretensje, że ktoś coś powiedział źle, że "oszukał" (bo dana osoba nie załapała, jaka emocja i w jaki sposób skrzywiła pierwotne znaczenie). Ale to jest moja (subiektywna) opinia - można ją podzielać, lub nie. W końcu to, jak jest nasza komunikacja, zależy od naszego wyboru i dogadania.
Komunikacja powinna byc autentyczna. Kiedy pochodzi z serca ktorego umysl jest tlumaczem, to nie potrzeba weryfikowac wlasnych intencji.

Cytat:
No i (aktualizacja) muszę dodać tu jeszcze jeden aspekt sprawy, który przyszedł mi do głowy po czasie. A jest on właściwie najważniejszy w tym problemie, dlaczego chcę tego rodzaju pojęcie, jak empatia związać z mechanizmem rozpoznania i odczuwania jako takim, a nie z oceną etyczno - moralną. Powód jest taki, że właściwie mając jakiekolwiek wątpliwości co do klasyfikacji moich odczuć solidaryzowania się z czyimiś uczuciami nie miałbym prawa do użycia terminu "empatia" w ogóle. No bo załóżmy, że czuję czyjeś pragnienie - np. dziecko bardzo mnie prosi o "załatwienie mu" zwolnienia z WF, motywuje to bardzo złym samopoczuciem. Załóżmy, że jakoś wierzę temu dziecku, że dzisiaj te ćwiczenia byłyby dla tego dziecko mordęgą, a ja mogę takie zwolnienie załatwić. Ale też PEWNOŚCI NIE MAM!
Jeśliby empatia miała być wyłącznie tym co jest pozytywne, co prowadzi do dobrych skutków, to moje odczucie solidaryzowania się z owym dzieckiem, które właśnie ma zły dzień musiałoby być empatią np na 50% i "tym czymś" co empatią nie jest, ale jest odczuwaniem na identyczny sposób, tyle że może prowadzić do niewłaściwych skutków, bo dziecko mnie po prostu naciąga, leni się, nie chce ćwiczyć, a ćwiczenia są mu potrzebne dla zdrowia.
Jeśli ocena etyczno - moralna (która często jest wątpliwa, właściwie w pełni zasadnie ocenić to może jedynie Bóg) miałaby decydować o tym, czy dany zestaw myśli, odczuć jest danym pojęciem (tu empatią), to ten sam fakt - odczuwanie czyichś uczuć - pogrąża się w totalnej niejasności, nie wiadomo, czy można w ogóle owe pojęcia stosować.
Wahajac sie w ten sposob temu dziecku nie pomozesz. Jesli odczuwasz, ze nie jest autentyczne, to masz moralny obowiazek je o tym poinformowac.

Cytat:
Uważam, że ten problem pięknie się upraszcza, gdy empatią jest zwyczajne współodczuwanie czyichś uczuć - bez stawiania diagnozy, na ile doprowadzi to do skutków dobrych, czy złych. Wtedy dopiero komunikacja robi się klarowna, a nie zależna od niezliczonej ilości widzimisiów i światopoglądowych sporów, co jest w danej sytuacji dobre, a co złe.
Kiedy swiadomie tworze siebie i swoja rzeczywistosc, to kieruje swoja uwage na wartosc dodana. Zatem nie tworze dylematow mentalnych o ktorych piszesz.

[


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 0:10, 23 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:47, 03 Gru 2018    Temat postu: Re: Empatia szkodliwa

Ciekawe uwagi na temat empatii ciepłej i zimnej (ta ostatnia jest właściwa np. psychopatom) można znaleźć w tym artykule:
[link widoczny dla zalogowanych]

I jeszcze tu:
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 14:52, 03 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin