Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Postawa intelektualnej pokory

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:52, 31 Lip 2012    Temat postu: Postawa intelektualnej pokory

Słowa można rozumieć różnie. Termin "pokora" też ma swoje dość odmienne konotacje. Dla jednych pokora, to coś jak ślepe posłuszeństwo i brak własnego zdania, a dla innych ważna, pozytywna cecha.
Ja zaliczam się do tych ostatnich, tzn. uważam, że jest sens mówić i jakoś w sobie kultywować cechę intelektualnej pokory.
Chciałbym napisać jak tę cechę rozumiem.
I jeszcze zanim to napiszę, wytłumaczę się trochę dlaczego. Marcin Kotasiński w http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/czy-bycie-szczesliwym-jest-najwazniejsze,6108-50.html#178964 użył tego słowa w jakimś stopniu pejoratywnie. Nie krytykuję go tutaj, bo chyba nie do końca zrozumiałem jego intencje, więc pochopna krytyka byłaby nieuzasadniona. Ale uważam też, że warto sprawę wyjaśnić - napisać, czym jest (czym może być, jeśli się zgodzimy na takie znaczenie) pokora.

Pokora jako wolność od kapryśnych ocen
Dla mnie dość podstawową i genialną stroną pokory jest uniezależnienie się emocjonalne. Pokorę rozumiem, jako przyjęcie zasady, że każdy (także ktoś, kto się ze mną nie zgadza, albo i zgadza) może mieć rację, albo przynajmniej część racji, a jednocześnie przyjmuję, że może tej racji nie mieć. Podobnie jest ze mną samym - NIE MUSZĘ BYĆ NAJMĄDRZEJSZYM. Z resztą NIE JESTEM NAJMĄDRZEJSZYM. Skoro nie jestem, to dopuszczam zgodę na swój błąd, możliwość przyznania się do błędu, a jednocześnie tenże błąd staje się czymś na tyle naturalnym, że mnie nie niszczy. Ot - błądzić, rzeczą ludzką. Skoro tak, to każda krytyka pod moim adresem może być życzliwie przyjęta - ale nie jako pełna prawda - tylko jako czyjś wkład w ocenę. Może będzie to wkład poprawny, a może nie. Czyli mam prawo ten wkład ostatecznie przyjąć, jak i odrzucić. Własnie dzięki temu, że jestem pokorny wobec tego co uważam. Zyskuję wolność.

Pokora jako narzędzie godności
Dla mnie pokora to także element ściśle związany z poczuciem godności. Mógłbym (a na pewno coś mnie kusi w tym kierunku) przyjąć moją godność, wartość jako coś wynikające z wyjątkowych kompetencji. Mógłbym bronić tezy, ze to ja zawsze mam rację. Tak postępują tyrani, dla których ważniejsze jest nie wyjaśnienie merytoryczne wątpliwości, ale spacyfikowanie adwersarzy. Postawa tyrana to w istocie przyznanie się do zasady "to ludzkie mniemania określają moją ważność i godność". Walka o te mniemania miałaby zwiększać godność człowieka.
W moim przekonaniu bardziej poprawna jest postawa skupiająca godność nie w opiniach ludzi, ale na owej - nieco abstrakcyjnej - "prawdzie", czyli na takim stanie rzeczy, jaki zostałby uznany, gdyby wszystkim uczestnikom sprawy rozumu i opanowania emocji (w szczególności chorobliwych ambicji) przybyło z milion razy. Tak jak by wszyscy nagle stali się mędrcami. Ten stan rzeczy jest gwarantem mojej godności, a dzięki temu mogę - prawomocnie wewnętrznie - zlekceważyć czyjeś (być może dziecinne, choć pewien nie jestem) zarzuty pod moim adresem. Mam do tego prawo, bo i sam przyznaję sobie prawo do błędu.

Pokora na cenzurowanym
W dzisiejszych czasach jakoś słowo "pokora" nie jest zbyt często używane. Chyba jest niemodne. Króluje mit profesjonalizmu, pewnej wiedzy. Biznesowa skuteczność nakazuje bronić swojej sprawy, nawet jeśli jest ona merytorycznie i etycznie wątpliwa. Ale skoro da się na czymś zarobić, to prawda niech sobie pójdzie w odstawkę. Dlatego pokora jest odczytywana jako słabość, jako oddanie pola komuś, kto nie przejmuje się takimi "drobiazgami" jak poważne merytoryczne argumenty, lecz wszystkie je pokona mocą sprytnej perswazji i siły nacisku. On będzie zwycięzcą. Ale zwycięzcą w czym?...
Moim zdaniem najczęściej będzie zwycięzcą zakłamywania siebie i innych. Być może zyska też jakieś pieniądze, jakieś uznanie łasej rozrywki gawiedzi. Jeśli tylko takie zwycięstwo kogoś satysfakcjonuje, to faktycznie powinien odrzucić wszelką pokorę i wygrywać, wygrywać - coraz to kolejne objawy uznania od ludzi. Do czasu, aż znajdzie się ktoś silniejszy, albo gdy ludzie - ot, często już niesłusznie, ze zwykłego kaprysu - odmówią mu swojego uznania. Wtedy takiemu człowiekowi nie pozostanie już NIC, bo jak tu się powoływać na prawdę, skoro sam wcześniej tysiące razy tę prawdę znieważał?...

Dla mnie postawa pokory jest czymś w rodzaju "tarczy intelektu" - tarczy trochę przeciwko własnym głupim uczuciom, które nakazują bronić na zabój stanowisk mocno wątpliwych, ale do których bardzo się przywiązaliśmy. Z drugiej strony jest to tarcza osłaniająca przed nieuzasadnioną krytyką innych osób - bo skoro programowo przyznaję się, że mam swoje wady, mogę się mylić, to bez większego bólu mogę się przyznać do błędu, ewentualnie uznać jakąś niepewność w moich argumentach. To sprowadza na dyskutowanie (i myślenie) swoisty spokój, zmniejsza zagrożenie, bo przyznanie się do pomyłki przestaje być katastrofą, a staje rutynową sytuacją na drodze do lepszego rozumienia. Jednocześnie dla dyskutantów nastawionych na konflikt, troli, namolnych krytykantów taka postawa pokory z drugiej strony jest mocno niekomfortowa - bo im najczęściej chodzi o jakiś efekt emocjonalny, o naszą rozterkę, że zostaliśmy zapędzeni w kozi róg. Tymczasem, gdy ktoś w naturalny prosty sposób powie: "może się mylę, pewnie nawet gdzieś jakiś błąd popełniam - któż ich nie popełnia?...", wtedy nie bardzo jest jak rozdeptywać tego błotka negatywnych emocji.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 14:55, 31 Lip 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:18, 06 Sie 2012    Temat postu:

Michale sprawa w moim rozumieniu jest bardzo prosta. Pokora w postaci tradycyjnej charakteryzuje się pewnym odgórnym narzuceniem woli na jednostkę po to, aby doprowadzić ją do milczenia. Np. ktoś „ośmiela się” mieć własne zdanie, a tłum, najczęściej dotyczy to tłumu kościelnego, wymusza na nim pokorę, to znaczy strofuje go, aby ten przyjął inną pozycję względem danego zagadnienia, aby zamilkł i nie zadawał trudnych pytań. Aby wywołać w nim poczucie małości, niższości, co dzieje się w sprzeczności z poczuciem wartości jakie nosi dana jednostka. Bowiem własne zdanie mają na ogół jednostki, które widzą własną wartość wyraźniej i wyżej, niż jednostki tworzące tłum, taką świadomą siebie wartość tworzy samodzielność.

Moja opinia o nieuzasadnionym istnieniu takiej pokory w rozumieniu tradycyjnym wynika z prostej rzeczy. Wszystko, co ostatecznie mamy, uzyskujemy z życia, to wiedza, dlatego „wszystko jest poznaniem”. Jednak, aby sięgnąć poznania czy zwykłego ludzkiego, czy wyższego rzędu, poznania Boga w sensie najwyższym, potrzebujemy czegoś, co nazywam „pokorą poznawczą”. Co to takiego? To po prostu postawa, jaką przyjmuje umysł wobec zagadnień, doświadczeń. Po prostu, aby coś poznać nowego trzeba zamilknąć i swoją energię zamiast na gadanie o tym jak jest, zaprząc w proces odczytywania tego jak jest. Inaczej, kiedy pozbawiamy się pokory poznawczej narzucamy doświadczeniu własną interpretację i nie poznajemy.

Czy wobec Boga, władcy albo kogoś wyżej postawionego należy być pokornym - nie, pokornym poznawczo - tak. Bowiem pokora tradycyjna jest wyrazem słabości, obawy o to, że jeśli zadasz pytanie, uczynisz coś samodzielnie, to ktoś danego skrzywdzi, za to, że wyszedł ponad tłum, wzbudził ruch w masie, która ma jedynie wykonywać w milczeniu polecenia. Pokora poznawcza zaś jest po to, aby poznać czy jest i jaki jest Bóg i czy faktycznie jest on Prawdą i Miłością. Jeśli przekonamy się, że tak, wtedy także nie chodzi o pokorę, ale o to, aby wzajemnie się warunkować, sprawdzać czy nadal Bóg jest Prawdą i Miłością, co dotyczy też podmiotu poznającego. Podobnie z władzą, pokora poznawcza jest po to, aby poznawać władzę przez jej działania. Ale pokora tradycyjna stanowiłaby poważną przeszkodę jeśli taką władzę trzebaby usunąć, bo nie spełnia stawianych przed nią zadań. Jeśliby w takim przypadku miała występować pokora tradycyjna, to władza mogłaby robić ludziom, co by tylko chciała.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:10, 07 Sie 2012    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Pokora w postaci tradycyjnej charakteryzuje się pewnym odgórnym narzuceniem woli na jednostkę po to, aby doprowadzić ją do milczenia. Np. ktoś „ośmiela się” mieć własne zdanie, a tłum, najczęściej dotyczy to tłumu kościelnego, wymusza na nim pokorę, to znaczy strofuje go, aby ten przyjął inną pozycję względem danego zagadnienia, aby zamilkł i nie zadawał trudnych pytań. Aby wywołać w nim poczucie małości, niższości, co dzieje się w sprzeczności z poczuciem wartości jakie nosi dana jednostka.
...

Czy wobec Boga, władcy albo kogoś wyżej postawionego należy być pokornym - nie, pokornym poznawczo - tak. Bowiem pokora tradycyjna jest wyrazem słabości, obawy o to, że jeśli zadasz pytanie, uczynisz coś samodzielnie, to ktoś danego skrzywdzi, za to, że wyszedł ponad tłum, wzbudził ruch w masie, która ma jedynie wykonywać w milczeniu polecenia. Pokora poznawcza zaś jest po to, aby poznać czy jest i jaki jest Bóg i czy faktycznie jest on Prawdą i Miłością. Jeśli przekonamy się, że tak, wtedy także nie chodzi o pokorę, ale o to, aby wzajemnie się warunkować, sprawdzać czy nadal Bóg jest Prawdą i Miłością, co dotyczy też podmiotu poznającego.

Trochę nie do końca zrozumiałem część Twoich sformułowań, ale z grubsza bym się zgodził (może zmieniając trochę nazewnictwo). Faktycznie pokora wymuszana przez władzę, jeśli dotyczy rozsądnych jednostek, jest zwykle czymś destrukcyjnym. Tu można by trochę władzy bronić, gdy narzuca pokorę jednostkom zdeprawowanym, niestabilnym emocjonalnie. Czasem pewnie nie ma innego wyjścia, jak pewną formą nacisku wymusić poszanowanie praw innych ludzi i skierować myśl występnego człowieka w stronę "bądź bardziej pokorny, nie tylko ty jesteś na tym świecie".
Co się tyczy pokory, którą określiłeś jako "poznawcza", to - jeśli dobrze zrozumiałem - widzisz ją jako warunek postępu, chęci poszukiwania. I tu się zgadzamy ze sobą najbardziej.
Ja widzę jednak jeszcze jeden ważny aspekt pokory - społeczny.
Można wyobrazić sobie dwa modele społeczeństw:
- konkurencyjny, w którym naczelnym paradygmatem jest wygrana na forum społecznym, zepchnięcie innych ludzi w dół, a samemu wydźwignięcie się ponad nich.
- model współpracy polega na wzajemnym poszanowaniu się, unikaniu konfliktów tak długo, jak to się da i ogólnie preferowaniu współpracy, a nie walki.
Aby funkcjonował dobrze ten drugi model potrzebna jest właśnie pokora, czyli postawa stawiająca stanowisko moje i stanowisko innych ludzi na w miarę zbliżonym poziomie (przynajmniej na starcie). W tym modelu każdy ma prawo wnieść coś od siebie, każdy jest ważny, zostanie wysłuchany, a jeśli nawet czyjeś rozwiązanie zostanie odrzucone (nie wszystko da się pogodzić), to nie jest to porażką, ale normalnym stanem rzeczy. I właśnie pokora nakazuje taki stan rzeczy przyjąć (nie zaakceptowano mojego rozwiązania, ale ja - jako osoba - jestem akceptowany). Jednocześnie ta sama pokora nakazuje osobie, która będzie miała największy wkład w decyzję wysłuchiwać jednak wszystkich głosów, nie lekceważyć potrzeb, myśli, sugestii innych ludzi. Bo nie tylko ja decyduję...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:47, 10 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Tu można by trochę władzy bronić, gdy narzuca pokorę jednostkom zdeprawowanym, niestabilnym emocjonalnie.

Nie nazwałbym robienia porządku wywoływaniem pokory, rozumiem, o co ci chodzi, ale jeśli będziemy z taka dowolnością używać słowa pokora niezależnie od odcienia sytuacji, to może nie uchwycimy istoty sprawy.

Cytat:
model współpracy polega na wzajemnym poszanowaniu się, unikaniu konfliktów tak długo, jak to się da i ogólnie preferowaniu współpracy, a nie walki.
Aby funkcjonował dobrze ten drugi model potrzebna jest właśnie pokora, czyli postawa stawiająca stanowisko moje i stanowisko innych ludzi na w miarę zbliżonym poziomie (przynajmniej na starcie). W tym modelu każdy ma prawo wnieść coś od siebie, każdy jest ważny, zostanie wysłuchany, a jeśli nawet czyjeś rozwiązanie zostanie odrzucone (nie wszystko da się pogodzić), to nie jest to porażką, ale normalnym stanem rzeczy. I właśnie pokora nakazuje taki stan rzeczy przyjąć (nie zaakceptowano mojego rozwiązania, ale ja - jako osoba - jestem akceptowany). Jednocześnie ta sama pokora nakazuje osobie, która będzie miała największy wkład w decyzję wysłuchiwać jednak wszystkich głosów, nie lekceważyć potrzeb, myśli, sugestii innych ludzi. Bo nie tylko ja decyduję...

To jest sytuacja prosta kiedy wszyscy są równi i nie ma takiego który przeważa jakąś wartościową cechą ponad innych. To oczywista sytuacja. Ale…

Pokora poznawcza od pokory tradycyjnej różni się jednym (chyba tylko) elementem. Poznawcza pozbawiona jest czynnika małości i uniżenia (zafałszowania), jaki występuje w tradycyjnej. Ale są sytuacje, kiedy spotykamy kogoś wartościowego, kogoś kto dysponuje wartością jaką chcielibyśmy mieć, np. Bóg, władca, przywódca, nauczyciel etc. Naturalnym jest, że ten ktoś na podstawie swojego posiadania uznaje siebie za godnego, bardziej rozwiniętego, sprawniejszego, etc., w jakiś sposób lepszego. To jest uzasadnione, bo on coś, co chcemy my uzyskał dzięki jakiejś cesze, której my nie posiadamy. Aby uzyskać to od niego wymagana jest pokora, wymagane jest „nie wyskakiwanie” ponad niego wtedy, kiedy zwracamy się do niego z prośbą, bo „wyskakując” pokazujemy, że jego opina o jego lepszości jest przez nas nieuznawania. Ale w takim przypadku również nie jest potrzebna pokora tradycyjna, ale poznawcza, ponieważ ten element „nie podskakiwania” jest w niej założony, tym, że milczy się aby poznać, nie zaś narzucić swoją opinię.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Isa_bel




Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 509
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:20, 11 Sie 2012    Temat postu:

Tu dodałabym, przepraszam, bo nie z pułapu filozoficznego, że rozważania prowadzicie dostrzegając trzeci etap rozwoju samooceny charakteryzujący się umiejętnością samodzielnego i krytycznego spojrzenia na siebie..."samoocena dojrzała". I wiadomo co jednostka powinna potrafić dostrzec w sobie i zaobserwować tegoż wpływ na popełniane błędy i sukcesy, a także wyciągnąć wnioski, które uchronią na
przyszłość. Mamy postępowanie więc w aspekcie emocjonalnym, intelektualnym i społecznym.
Pokorę możemy odczytywać jako wartość mając na uwadze wszystkie aspekty. Ją trzeba sobie wypracować, a więc najpierw trzeba poznać siebie.
Cytat:
Aby uzyskać to od niego wymagana jest pokora, wymagane jest „nie wyskakiwanie" ponad niego ...

Tak jest, ale należy zauważyć, co w takim człowieku się dzieje.
Jeśli on czerpie wzorce poprzez poznanie i wzoruje się bezkrytycznie czyli
nie "podskakuje", to walczy wewnętrznie ze sobą jest rozdarty.
Czy to sprzyja byciu pokornym?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:23, 11 Sie 2012    Temat postu:

Isa_bel napisał:

Pokorę możemy odczytywać jako wartość mając na uwadze wszystkie aspekty. Ją trzeba sobie wypracować, a więc najpierw trzeba poznać siebie.
Cytat:
Aby uzyskać to od niego wymagana jest pokora, wymagane jest „nie wyskakiwanie" ponad niego ...

Tak jest, ale należy zauważyć, co w takim człowieku się dzieje.
Jeśli on czerpie wzorce poprzez poznanie i wzoruje się bezkrytycznie czyli
nie "podskakuje", to walczy wewnętrznie ze sobą jest rozdarty.
Czy to sprzyja byciu pokornym?

Zgadzam się o tyle z Isa_bel, że dla mnie postawa pokory to właściwie POSTAWA PRAWDY. Jestem pokorny wtedy, gdy się nie boję autorytetów (pokorny jestem wobec prawdy, a nie wobec ludzi), gdy nie upieram się na zabój przy swoim (tu znowu prawda jest na pierwszymi miejscu, a nie moja "wygrana", czy prestiż), jestem pokorny (intelektualnie), gdy sprawdzam po raz któryś tam, czy rzeczywiście nie popełniam błędu (byłbym niepokorny, gdybym zbyt szybko uwierzył, że już niczego nie pominąłem). Postawa pokory, to postawa bezkompromisowości w dążeniu do prawdy, to odłożenie na półkę osobistych ambicji. Albo jeszcze lepiej - to uczynienie, że osobistą ambicją staje się prawda.
W zasadzie idealną postawą byłaby tu taka, jak człowieka na bezludnej wyspie - tam nie ma z kim rywalizować, nie ma czego udowadniać, upierać się przy czymkolwiek na siłę. Bo decyduje CO NAPRAWDĘ zrobisz, co sprawdzisz, jak się zachowasz. Jeśli uprzesz się przy błędnym rozwiązaniu, to sam będziesz cierpiał. Szukanie prestiżu, próżnej chwały nie ma tu sensu.

Gdyby ktoś przyszedł do mnie i powiedział coś w stylu: zostałeś moim autorytetem, od dzisiaj nie będę ci się sprzeciwiał, a wszystko co powiesz będę uznawał z góry za prawdę , to postawiłby mnie w głupiej sytuacji. I pewnie chciałbym mu powiedzieć coś takiego: człowieku, wyluzuj. Czy uważasz mnie za bufona, który będzie się puszył z powodu czyjegoś uznania?... Mam nadzieję, że nie. Nie traktuj moich słów jak wyroczni, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi - przecież jeśli widzisz coś niepokojącego, nieścisłego w moim rozumowaniu, to powinieneś to zgłosić, zaanonsować - bo albo ja się mylę, albo w komunikacji między nami coś nie zagrało i trzeba naprostować coś w tym układzie. Jeśli zrobisz coś źle, bo mi zaufałeś, to ściągniesz na moją głowę odpowiedzialność za to zdarzenie. Wtedy całym tym zaufaniem zrobisz mi niedźwiedzią przysługę.
Jeśli już coś miałoby być sensownym uznaniem czyjegoś autorytetu, to nie na zasadzie przytakiwania, ale w postaci przyjęcia zasady, że uwag szanowanej osoby nie będzie się zbyt łatwo lekceważyło, że postara się wziąć je pod uwagę, nawet jeśli z pozoru wyglądają niedorzecznie. No i można by powściągnąć zbyt szybkie, buńczuczne uwagi krytyczne. Choć ten ostatni element powinien wystąpić nie tylko w przypadku komunikowania się z autorytetem, ale chyba z każdym człowiekiem. Właściwie poprawny, dobry autorytet jest niemal "niewidoczny", tzn. nie wymaga on jakichś szczególnych zmian w zachowaniu. Takie zmiany byłyby sztuczne, a poza tym narażałyby wszystkich na dodatkowe kłopoty.
Dobra pokora, to pokora najpierw wobec prawdy, a potem postawa uznania i szacunku wobec wszystkich ludzi - tak uznawanych za mądrych, jak i mniej mądrych (no, może do pewnych granic idiotyzmu...).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 1:28, 12 Sie 2012, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Isa_bel




Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 509
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:51, 12 Sie 2012    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Gdyby ktoś przyszedł do mnie i powiedział coś w stylu: ... to ściągniesz na moją głowę odpowiedzialność za to zdarzenie.

A ja zapytałabym co konkretnie i dlaczego go urzekło, że postawił sobie mnie za 'wzór". Każdy z nas ma pozytywne i negatywne cechy i być może za wzór wziął sobie moje negatywne cechy, a jeśli to młody człowiek, to niedobrze byłoby by uznał tę negatywność za pozytyw. Warto porozmawiać by zrozumieć i nie dlatego, że może podpierać się moją osobą jako "autorytetem", ale dlatego by zaproponować inne rozwiązania i inne wzory. Taka propozycja byłaby nawet gdyby wykazał, że wzoruje się na pozytywnej w danej sytuacji cesze...myślę tu o prawdziwości.
Cytat:
Dobra pokora, to pokora najpierw wobec prawdy, a potem postawa uznania i szacunku wobec wszystkich ludzi - tak uznawanych za mądrych, jak i mniej mądrych (no, może do pewnych granic idiotyzmu...).

Tak, zgodzę się z wypowiedzią (całościową również), ale chcę zwrócić uwagę, że w sferze psychicznej człowieka nie można oddzielnie mówić o każdej wartości. W każdym naszym działaniu występują emocje i człowiek nie jest wstanie i nie powinien kierunkować się tylko jedną wartością, bo gdyby, to wtedy może być fanatycznie pokornym.
Dobra pokora to nie tylko prawda, ale i miłość, i wiara, i godność i jeszcze wiele również negatywnych np. złość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:31, 15 Sie 2012    Temat postu:

Isa_bel napisał:
Dobra pokora to nie tylko prawda, ale i miłość, i wiara, i godność i jeszcze wiele również negatywnych np. złość.

Na pewno. Z pokory wynika właśnie to, że nie uważamy swojej intelektualnej pracy opisu świata za zakończonej w sytuacji, gdy udało nam się jakoś uzasadnić jeden aspekt sprawy. Z pokory wynika otwartość na rzeczy tak pozytywne, jak i negatywne - przy czym te ostatnie uczą nas owej prawdy o jedności rzeczy, o umownym podziale na dobro i zło. Konkretnie chodzi mi o to, że nie możemy zasadnie powiedzieć "znamy już dobro", albo "znamy zło". Dobro, zło, prawda, fałsz zawsze jakoś jest konfigurowane na nowo, to jakaś tam układanka, w której pozostałe elementy grają dość skomplikowaną rolę. Agresja jest zła, gdy jest skierowana wobec bezbronnych, ale może być twórcza, gdy chroni innych przed atakiem bandziora. Niepoprawne zatem byłoby stwierdzenie w stylu "nie wolno jest być agresywnym". Czasem trzeba przejawić agresję, w imię ważniejszych wartości i celów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Isa_bel




Dołączył: 11 Maj 2010
Posty: 509
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:47, 19 Sie 2012    Temat postu:

No tak, "postawa intelektualna", najkrócej; jest gotowością psychiczną człowieka do analizowania i syntezowania pewnych treści wcześniej poznanych.
Pokora ma powiązanie z wieloma wartościami, ale nie należy kojarzyć i utożsamiać ją z upokorzeniem.
Upokorzenie związane jest z pogardą wobec własnej osoby, z poniżaniem samego siebie, z dostrzeganiem w sobie wyłącznie negatywnych cech czy z zapominaniem o godności, jaką ma każdy człowiek. Nie dotyczy tylko upokorzenia wobec siebie, ale wobec innego człowieka również, ale być może takie upokorzenia ma bliżej do znęcania.
Tak więc każda sytuacja, to analizowanie na ile mam być pokornym, dlatego moim zdaniem, a widzę , ze Twoim również, nie ma idealnego wzorca, ten wzorzec jest zmienny dla każdego człowieka i każdej sytuacji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:19, 19 Sie 2012    Temat postu:

Isa_bel napisał:
Tak więc każda sytuacja, to analizowanie na ile mam być pokornym, dlatego moim zdaniem, a widzę , ze Twoim również, nie ma idealnego wzorca, ten wzorzec jest zmienny dla każdego człowieka i każdej sytuacji.


Myślę, że się zgadzamy. Dla mnie jeszcze inne określenie dla pokory to "nie bądź betonem, zawsze twórczo podchodź do świata". Tp czasami bywa trudne, bo nasze w emocje ewolucja wmontowała mechanizm wygrywania, walki o uznanie, walki o dominację. Dlatego wielu ulega tej sugestii uczuć i sprzedaje prawdę, sprzedaje swoją uczciwość za ulotne poczucie zwycięstwa, za satysfakcję wygranej nad drugim człowiekiem, nawet jeśli ta wygrana wiąże się z okłamywaniem samego siebie.
Dla mnie człowiek duchowo pokorny, jest pokorny wobec prawdy, a także pewnych podstawowych zasad intelektu, ale to jednocześnie wymusza jego "niepokorne" zachowanie się wobec ludzi, dla których liczy się niemal wyłącznie ewolucyjne prawo zwycięstwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16386
Przeczytał: 111 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:24, 20 Sie 2012    Temat postu:

Właściwie przyszło mi do głowy, że postawę intelektualnej pokory najlepiej byłoby zawrzeć w zwięzłej formie paru postulatów. Przy pomyśle na te postulaty uświadomiłem sobie konieczność dodania do każdego z nich zastrzeżenia - przeciwmyśli - a właściwie swoistego komentarza.
Oto moja propozycja postulatów pokory intelektualnej:

1. Każda teoria, opis, myśl, jaką jest w stanie skonstruować człowiek posiada swoje udoskonalenie, lepszą wersję, pełniejszy wyraz istoty rzeczy, dlatego niesłusznym jest bronienie jakiegoś stanowiska w sposób hermetyczny, nie dopuszczający możliwości żadnej krytyki.
Zastrzeżenie
- na danym etapie, bądź przy przyjęciu konkretnych ograniczeń jednak każdy opis, teoria, model może być najlepszy z możliwych, albo przynajmniej najlepszy z dostępnych dlatego - PRZY POSIADANIU RZECZOWYCH ARGUMENTÓW poprawna i jest obrona stanowiska, które się przemyślało i uważa za słuszne. Postulat 1 jest w dużym stopniu bliski postulatowi falsyfikowalności, bo krytyka bazuje niemal zawsze na ruchomych - niedookreślonych elementach, takich właśnie, które stanowić mogą o falsyfikowalności.

2. Obowiązkiem wobec czystego intelektu jest walka z emocjami i pragnieniami wpływającymi na myśl wbrew bezstronnym argumentom i przyjętym zasadom rozumowania. Wszak ewolucyjnym dziedzictwem człowieka jest zdobywanie uznania wszelkimi możliwymi sposobami - nawet wbrew prawdzie i własnym zasadom.
Zastrzeżenie
- emocje, pragnienia zawsze będą gdzieś wyznaczały kierunek naszych myśli, są napędem do działania, więc nie są złem jako takim. Problemem jest jedynie to, czy te emocje, ta żądza zwycięstwa nie skłania myśli i argumentacji do przekroczenia tych granic jakie sami sobie postawiliśmy.


3. Korekta błędów jest koniecznym, niezbywalnym składnikiem każdego poprawnego systemu myśli. Błędy są elementem integralnym ludzkiego myślenia, bo stanowią ścieżkę wolności dla myśli i budują otoczenie środowisko dla wszystkich poprawnych sformułowań modeli. W fizyce wynik pomiaru podany bez zakresu błędu jest bezwartościowy - podobnie jest z błędami teorii, myśli, bo sytuują one
właściwą teorię w przestrzeni rozumowania, a jednocześnie określają, dlaczego właśnie ta wybrana myśl, teoria uznana została za optymalną.
Komentarz
Istnieje nieskończona ilość możliwych punktów widzenia, dlatego nawet wadliwe podejście, błędny pod jakimś względem sposób rozumowania niesie w sobie informację, czy pomoc dla umysłu, a czasem stanowi - przejściowo niezbędny - pomost dla zaburzonych myśli, emocji. I, przynajmniej jeśli mamy zamiar kontaktować się z innymi ludźmi, wzięcie pod uwagę nawet ewidentnie błędnych koncepcji jest koniecznością poprawnej komunikacji. Ludzki umysł widzi rzeczy jako pewien komplet - teza + jej przeciwieństwo. Pomyślenie o czymś, co nie ma swojego alterego, myślowej przeciwwagi jest niemożliwe. Dlatego każde poprawne twierdzenie jest w stanie zafunkcjonować w umyśle jedynie w przestrzeni tego co inne, niż owo poprawne twierdzenie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin