Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prawdy, które bolą

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16764
Przeczytał: 73 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:50, 08 Lip 2019    Temat postu: Prawdy, które bolą

Tak czysto teoretycznie, absolutnie obiektywny, zrównoważony umysł nie powinien mieć problemu z przyjęciem i "obsłużeniem" żadnej prawdy. W końcu to tylko informacja. Można nie móc znieść zbyt wysokiej, czy niskiej temperatury - bo nasze ciała są zbudowane z komórek, które nie wytrzymają zbyt silnie stresowego stanu termicznego. Podobnie ciało nasze nie zniesie zbyt silnych uderzeń, nacisków, promieniowania. Ale informacja?...
- Informacja jest niematerialna. Nie zabija żadnej komórki ciała.
Dlaczego tak wiele osób boi się trudnych pytań, informacji o niewygodnych faktach, ideach?...
Dla pewnej części osób samo rozważanie jakichś tam myśli już jest stresem psychicznym, bywa nie do zniesienia. Dlaczego właściwie? Jaki mechanizm za tym stoi?

Przyznam, że sam mam pewną ambicję, aby umieć przyjmować prawdy bez względu na to, jak bardzo miałyby być one niekomfortowe. W końcu - właśnie! - to tylko informacje. Ja dalej mam kontrolę nad tym, co z owymi informacjami zrobię, jaką postawę (choćby emocjonalną) wobec nich przyjmę. Mam tę kontrolę.
Tylko czy na pewno ją mam?... :think:

Mam też pewien paradygmat rozumowania, który sformułowałbym następująco: właściwie prawie nic nie jest absolutne, jeśli chcesz użyć dla czegoś określenia "zawsze" to pięć razy się przed tym zastanów.
Dlatego nie uważam, abym był w stanie znieść psychicznie każdy rodzaj prawdy. W końcu jestem człowiekiem, obserwuję innych ludzi, którzy mają problem z zaakceptowaniem trudnych dla siebie prawd, więc pewnie są i takie prawdy, które mogłyby mnie powalić. Właściwie to wiem, że niektóre prawdy są dla mnie bolesne. Przekonałem się o tym. Więc nie zakładam, że zniosę każdy rodzaj informacji, jaki do mnie dotrze. Ale też mam tę ambicję, aby móc obsłużyć jak najszerszą klasę informacji, aby nie być cieniasem i słabeuszem myśli, który chowa głowę w piasek przed niekomfortowymi prawdami. Jako chrześcijanin uważam, że jest to wręcz moim duchowym obowiązkiem - wziąć na siebie także ten krzyż trudnych prawd. I wcale nie uważam tego za masochizm - bardziej za rozsądek, pragmatyzm. W końcu każda prawda, każdy potwierdzony fakt, którego nie uwzględnię w swoich rozważaniach, a który jest elementem rzeczywistości, może stać się powodem błędnego wyboru. Może np. bardzo niebezpiecznego w skutkach wyboru. Jeśli np. zlekceważę niewygodny fakt uszkodzenia hamulców w moim samochodzie, to za chwilę - jeśli ten samochód uruchomię i rozpędzę przed przeszkodą - grozić mi będzie coś znacznie gorszego, niż sama owa przykrość myślenia o zepsutych hamulcach.
Uważam, ze człowiek, który się często oszukuje, który komfort swoich odczuć stawia wyżej, niż trzeźwą ocenę rzeczywistości, jest niebezpieczny - dla siebie, dla innych ludzi. Bo on podejmuje decyzje w oparciu o fałszywe przesłanki - właśnie tak jak z tym samochodem, który ma zepsute hamulce.
Niektóre prawdy będą niekomfortowe, jeszcze inne wręcz mnie zabolą. Zabolą, gdy nie jestem do ich przyjęcia przygotowany. Ale rozwiązaniem tej sytuacji nie powinno być udawanie, iż te prawdy jakoś się anulowały, lecz odwrotnie - zmiana siebie tak, aby BYĆ PRZYGOTOWANYM NA WIĘKSZOŚĆ PRAWD.
To jest ścieżka mocy - mieć umysł, który prawd się nie boi, który obsługuje każdy (albo prawie każdy) ich rodzaj.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16764
Przeczytał: 73 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:15, 08 Lip 2019    Temat postu: Re: Prawdy, które bolą

A jakie typowe prawdy bolą najbardziej?
- może świadomość własnej słabości, ograniczeń.
- uświadomienie sobie, że zawiodłem
- bycie zbrukanym przez zewnętrzną brutalną siłę
- świadomość przemijania, starzenia się, śmierci
- odrzucenie przez tych, na których nam zależy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 1:44, 08 Lip 2019    Temat postu:

MD napisał:
Informacja jest niematerialna. Nie zabija żadnej komórki ciała.


Jest u nas takie powiedzenie -> The issues are in the tissues./Problemy sa w tkankach., czyli mozg interpretujac "informacje, ktora jest niematerialna" tworzy spojne z percepcja tej informacji zwiazki chemiczne w fizjologii komorkowej w oparciu o podswiadomosc do ktorej przypasowuje bodziec.

Osoba starajaca sie "poprawic" swoja przeszlosc, czego ewidentnie uczynic nie sposob, moze sobie ta "niematerialna informacja", ktorej mozg nie jest w stanie oszacowac czy jest realnym doswiadczeniem czy tylko mysleniem o czyms, podniesc poziom stresu oksydacyjnego, inflamacji komorkowej, i zaklocic apoptoze komorkowa. W przypadku ostatniej kondycji fizjologicznej, komorka dzieli sie na dwie ale nie umiera. Ale jak sobie taki czlowiek choroby nowotworowej nie stworzy z wolnej woli to moze sobie stworzyc alarmujacy poziom stresu oksydacyjnego (starzenie sie organizmu na maksa) lub inflamacje komorkowa a tym samym chorobe Parkinsona, demencje, etc. co tam z "Puszki Pandory" sie Matko Naturalnie wysypie, a Matka Natura jest sprzezeniem zwrotnym w otwartym systemie powiazan/feedback loops.

Jedno ze zrodel naukowych a jest ich multum.
Zhou, F., Ju, J., Fang, Y., Fan, X., Yan, S., Wang, Q., Wei, P., Duan, F., Miao, F., Hu, Z., & Wang, M. (2019). Salidroside protected against MPP+‐induced Parkinson's disease in PC12 cells by inhibiting inflammation, oxidative stress and cell apoptosis. Biotechnology and Applied Biochemistry, 66(2), 247-253.

Wiec jak wpisales na publicznym forum zasobne artefakty swojego "przeczystego intelektu" ["Panie swiec nad jego (tego "przeczystego intelektu") dusza!"], odpisala osoba skrajnie uzalezniona od ogromnych skokow emocji (tu Prof. Rudolph Tanzi, Ph. D. o wyniszczajacych emocjach -> http://www.sfinia.fora.pl/blog-dyskurs,67/polemiki,10623.html#369385 ), ty jej wysylasz caluska zupelnie nie zdajac sobie sprawy, ze wspolpracujecie nad jej demencja. Ta choroba rozwija sie cicho przez dekady zycia. Jak uderzy to odbiera osobowosc i tworzy osobowosc alternatywna nie do zniesienia. Co w przypadku gdy osobowosc obecna jest nie do zniesienia? Az strach pomyslec, bo po co sobie stres komorkowy tworzyc.

Ale jest nadzieja, ze taka osoba przed zgonem bedzie wiedzic kim jest i pozegna sie z czlonkami rodziny, jak wyjasnia Prof. Rudolp Tanzi, Ph. D. z Uniwersytetu Harvard dodajac, ze nauka nie wie dlaczego tak sie dzieje. Czytalam kiedys artykul naukowy o blended reality/mieszanej rzeczywistosci osob przed zgonem i wiem, ze osoba przed smiercia zaczyna opuszczac "okowy" miejsca i czasu a szczatkami percepcji rejestruje te podroz i jest w stanie to wyslowic jesli jest tego swiadoma.

Unexplained end-of-life lucidity in dementia patients - Rudolph Tanzi, Chronicles 3
https://youtu.be/ud77u9xuDro

"Nauka to potegi klucz" (I. Balinski) wiec prosze uprzejmie o materializacje samodyscypliny w trakcie zapoznawania sie z moim zapisem bez publicznej wystawy ad personam skierowanej we mnie na bazie zawartosci twojej podswiadomosci :wink:

MD napisał:
To jest ścieżka mocy - mieć umysł, który prawd się nie boi, który obsługuje każdy (albo prawie każdy) ich rodzaj.


Wieszcz Adasko pośmiertnie przez Dyskurs ->
Adam Mickiewicz napisał:
Miej serce i patrzaj w serce.


Skoro mowa (ale nie trawa :) ) o mocy :wink:

Courtesy of the Piano Guys "Star Wars Parody"
https://youtu.be/BgAlQuqzl8o
_________________


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 3:49, 08 Lip 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2121
Przeczytał: 134 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:07, 08 Lip 2019    Temat postu:

Ja osobiście wprowadzam rozróżnienie pomiędzy faktami (informacjami), a prawdą. Fakt sam w sobie jest oderwany od świadomości. Wypadek miał miejsce niezależnie od tego, czy dany podmiot był tego świadkiem, natomiast prawda o wypadku powstaje w momencie uświadomienia sobie przez podmiot zdarzenia się wypadku. Dopiero tak przyjęty do świadomości fakt staje się prawdą. Ale wówczas nie jest to po prostu informacją, która niczego nie zmienia realnie w człowieku (w pewnym sensie tak się dzieje, kiedy przeglądamy gazety, niby czytamy o jakichś faktach, ale jakoś nie traktujemy ich dostatecznie poważnie, nie bierzemy do siebie, nas nie dotyczą). Natomiast w obliczu prawdy, kiedy naprawdę do nas coś dociera (typowe dla sytuacji ekstremalnych: np. umiera osoba bliska, co przyjmujemy do świadomości dopiero po kilku dniach), następuje w nas trwała zmiana. Potem już nic nie jest tak samo. Stąd jak najbardziej zrozumiałe jest, że ludzie boją się prawdy. Nie gołych faktów, ale właśnie tego przyjęcia ich do siebie, bo to pociągać za sobą będzie zmianę. A ego się zmian boi. Zmiana mentalna jest jak śmierć. Umiera dawne ja, żeby narodziło się nowe. Wraz z rozwojem duchowym człowiek coraz bardziej się na prawdę otwiera, ponieważ zdaje sobie sprawę, że ta jego najgłębsza, prawdziwa natura to właśnie ten nieustannie zmieniający się, przeobrażający się, transcendujący podmiot. To czego człowiek o silnym ego się tak lęka jest w isotcie tym, co wyzwala do życia wiecznego: "Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa"

Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Pon 8:09, 08 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16764
Przeczytał: 73 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:26, 08 Lip 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Ja osobiście wprowadzam rozróżnienie pomiędzy faktami (informacjami), a prawdą. Fakt sam w sobie jest oderwany od świadomości. Wypadek miał miejsce niezależnie od tego, czy dany podmiot był tego świadkiem, natomiast prawda o wypadku powstaje w momencie uświadomienia sobie przez podmiot zdarzenia się wypadku. Dopiero tak przyjęty do świadomości fakt staje się prawdą. Ale wówczas nie jest to po prostu informacją, która niczego nie zmienia realnie w człowieku


Zwracasz uwagę na bardzo ważny aspekt sprawy. Choć nie do końca bym się zgodził z nazywaniem przyjętego do świadomości faktu prawdą. W użyciu słowo "prawda" się "rozlało" na wiele różnych bytów myślowych. Raz prawda jest samą klasyfikacją po weryfikacji jakiegoś stwierdzenia, innym razem ideą ogólną, jeszcze innym razem uwypukleniem samego aspektu weryfikacji, czy też - podobnie do Twojego ujęcia - przyjęcia głębiej do świadomości (np. w stwierdzeniu "te prawdy powinniśmy sobie lepiej uświadomić").
Ja osobiście z językiem raczej rzadko staram się dyskutować. Jeśli jakaś postać użycia słowa funkcjonują, to moje weto nic w tym nie zmieni. Tak więc może i bym się do pewnego stopnia był w stanie zgodzić z podziałem fakty vs prawdy, to chyba jednak tylko roboczo, do tymczasowych rozważań. Bo i tak za chwilę język używany powszechnie zlekceważy sobie ten podział i zastosuje termin "prawda" po swojemu.
Niezależnie od powyższego, aspekt przyjęcia prawd/faktów do świadomości uważam za bardzo ważny. Przy czym nie chodzi tylko o to, czy owo przyjęcie się dokonuje, czy nie, ale tez (a właściwie bardziej) JAK SIĘ DOKONUJE. Informacja, czyste doznania są tu bazą. Ale dalej z tej bazy może wyniknąć bardzo wiele.

Natomiast za kluczową w kontekście tego wątku uważam refleksję: dlaczego dana prawda jest akurat dla mnie tak trudna do przyjęcia?

W pewnym sensie poradzenie sobie z trudnymi prawdami uważam za rodzaj sensu życia. W ten sposób się sprawdzam, dowiaduję "kim jestem?"
Jestem tym, którego boli uświadomienie sobie czegoś. Dlaczego? Co w mojej psychice jest owym receptorem bólowym?...

Są ludzie, którzy na wszystkie swoje bóle próbują od razu przykleić plaster i podać środek przeciwbólowy. Ta strategia pozbawia nas informacji o kształcie naszej świadomości.
W taktyce wojennej jest pojęcie "rozpoznania ogniem". Chodzi o to, aby przeciwnik zdradził swoje punkty oporu, miejsca rozmieszczenia karabinów maszynowych. Dzięki temu można w przyszłości zaplanować atak, który weźmie pod uwagę ten układ umocnień i ogniska karabinów, aby zdobyć pozycje wroga przy najmniejszych stratach własnych. Dlatego wysyła się jakąś tam grupę zołnierzy (czasem wręcz na stracenie), aby tylko wróg się odezwał, zdradził swoje pozycje.
Podobnie jest z naszą psychiką, gdzie wrogiem są nasze słabości. Napotykając ból związany z przyjmowaniem jakiejś prawdy/faktu/okoliczności/myśli (właściwie to cokolwiek, lista nie pełna, ważne, iż jest to coś, co nas dotyka) możemy rozpoznać strukturę naszej osoby, dowiadujemy się kim jesteśmy.
Inaczej się zwyczajnie nie da. Czasem trzeba wręcz brnąć w ten ból, jaki się objawił bo ma on inną postać przy małym natężeniu, a jeszcze inną przy większym. Psychologowie mówią też o PRZEŻYCIU TRUDNYCH EMOCJI, np. o tym, że żałobę trzeba przeżyć - spychanie jej wciąż wgłąb, unikanie tych smutnych myśli tylko przedłuża stan cierpienia po stracie.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 12:41, 08 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2121
Przeczytał: 134 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:11, 09 Lip 2019    Temat postu:

Wydaje mi się, że najtrudniej jest się zmusić, żeby w ogle wejść na tę ścieżkę prawdy, a później jest już z górki. Człowiek szybko się przekonuje, że co go nie zabije, to go wzmocni. Ta wiedza o samym sobie (również, a nawet przede wszystkim o tych nieprzyjemnych aspektach) szalenie nas wzmacnia. Kto się w tym rozsmakuje, ten będzie z każdym kolejnym krokiem coraz lepiej przygotowany na kolejny "cios". Kolejno odkrywane prawdy będą go coraz mniej boleć. Może właśnie to jest tym buddyjskim stanem przekroczenia cierpienia. W dalszym ciągu odczuwasz ból, ale ten ból Cię nie łamie.

Dla zobrazowania tego ma taki przykład z autopsji, kiedy swego czasu miałam problemy zdrowotne, niepokojące objawy. I z lęku przed diagnozą unikałam lekarzy, starałam się o tym nie mysleć, bagatelizować, dopiero jak te objawy się bardzo zaostrzyły, zdecydowałam się pójść do lekarza. Lęk przed pierwszą wizytą był nieprawdopodobny, ale mimo że nie usłyszałam w gabinecie drobrych wieści, to i tak poczułam nieprawdopodobną ulgę, ponieważ ciężar niepewności spadł mi z serca. Każda kolejna wizyta była dla mnie łatwiejsza, mimo że przybliżała mnie do faktycznej diagnozy (prawdy).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16764
Przeczytał: 73 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:52, 09 Lip 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Wydaje mi się, że najtrudniej jest się zmusić, żeby w ogle wejść na tę ścieżkę prawdy, a później jest już z górki. Człowiek szybko się przekonuje, że co go nie zabije, to go wzmocni. Ta wiedza o samym sobie (również, a nawet przede wszystkim o tych nieprzyjemnych aspektach) szalenie nas wzmacnia. Kto się w tym rozsmakuje, ten będzie z każdym kolejnym krokiem coraz lepiej przygotowany na kolejny "cios". Kolejno odkrywane prawdy będą go coraz mniej boleć. Może właśnie to jest tym buddyjskim stanem przekroczenia cierpienia. W dalszym ciągu odczuwasz ból, ale ten ból Cię nie łamie.

Dla zobrazowania tego ma taki przykład z autopsji, kiedy swego czasu miałam problemy zdrowotne, niepokojące objawy. I z lęku przed diagnozą unikałam lekarzy, starałam się o tym nie mysleć, bagatelizować, dopiero jak te objawy się bardzo zaostrzyły, zdecydowałam się pójść do lekarza. Lęk przed pierwszą wizytą był nieprawdopodobny, ale mimo że nie usłyszałam w gabinecie drobrych wieści, to i tak poczułam nieprawdopodobną ulgę, ponieważ ciężar niepewności spadł mi z serca. Każda kolejna wizyta była dla mnie łatwiejsza, mimo że przybliżała mnie do faktycznej diagnozy (prawdy).

Ładnie to opisałaś. :*
Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok. Ale jak się go zrobi i wytrwa, to potem człowiek "nabiera wiatru w żagle", bo czuje, że jego rozumowanie rzeczywiście zaczyna dopasowywać się do doznań. Poczucie ogarniania mentalnego rzeczywistości jest budujące.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin