Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Problem znaczenia nic i powiązany problem braku istnienia.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:27, 06 Maj 2017    Temat postu: Problem znaczenia nic i powiązany problem braku istnienia.

Czym jest "nic"? Co oznacza pojęcie "nicość"? Niby to wiemy [intuicyjnie, domyślnie] i stosujemy często te słowa w języku popularnym, w mowie potocznej. Jednak rozważając tę kwestię z filozoficznego punktu widzenia, a szczególnie od strony logiki, daje się zauważyć istotny problem. Przyczyną tego problemu jest- o czym już kiedyś krótko napisałem na tym forum- "niemożliwość stanu nicości", niemożność logicznej interpretacji [a może nawet problem z, czy wręcz niemożność wyobrażenia sobie nicości] "niczego", pojęcia "nic".
Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: Czym jest nic? I już tu od razu popadamy w absurd, czy nawet nonsens, bowiem "nic" nie jest- w sensie, że nic być nie może, bo jeśli jest, to już jest "czymś", jakimś pojęciem, a nie niczym właśnie. Wynika to m. in. i głównie z tego- o czym nieraz pisał na forum wujzboj- że w pojęciach "jest", "istnieje" właściwie "ekstrapolujemy" przekonanie o poczuciu własnego istnienia, osobistego "[ja] jestem". [Chociaż- tu niby paradoks, ale pozorny tylko- odczuwać własne istnienie możemy jedynie, gdy czegokolwiek doświadczamy, oprócz siebie samego/samej (Precyzyjniej: Zdawać sobie sprawę ze swego istnienia możemy tylko wówczas, pod warunkiem koniecznym, że rozpoznajemy otoczenie ego, że mamy co interpretować, o czym "myśleć").]
Cóż to więc jest "nic"?- pytam znów. Otóż "nic" nie jest prostym zaprzeczeniem, odwrotnością "czegoś", lecz brakiem ["czegoś"]. W pojęciach "brak", "nic" zawieramy znaczenie "[ja] nie doświadczam, nie doznaję [przynajmniej]", czyli "nie istnieję"- tożsame w zasadzie z "cokolwiek nie istnieje"; a zatem jest to typowy nonsens. Ponieważ nie znamy i nie poznamy nigdy stanu "nie doznaję", bo to równałoby się stanowi "nie istnieję [mentalnie], jako osoba, świadomość, ego"! I właśnie- o czym powyżej napisałem już w sumie- jakże możemy stwierdzić "nic" [zachodzi?], skoro "nic" musi nie istnieć właśnie ze swej definicji!? I tu wyraźnie pojawia się kwestia nieweryfikowalności braku, niedowodliwości nieistnienia; z której to niemożności wynika logicznie wniosek, iż niemożliwy jest [dla człowieczego rozumu, poznania] dowód braku, a zatem również, że brak dowodu istnienia nie może stanowić dowodu braku istnienia, a właściwie będzlenia- bo "istnienie" nie jest tu właściwym pojęciem, ponieważ prowadzi do zwrotnej, wewnętrznej sprzeczności znaczeniowo-logicznej w kontekście m. in. i głównie idealizmu poznawczego, który uważam za słuszny.
Innymi słowy: Niemożność postrzegania, a tym bardziej rozpoznawania świadomego, brak doznawania czegoś nie stanowi dowodu na brak będzlenia, czyli- w pewnej bliskoznaczności- zachodzenia oddziaływań, zmian stanów energii, wymiany informacji [co jest istotą zjawisk (wedle Hipotezy Wszystkiego)].
Powracając jeszcze do tego, czym miałaby być nicość... Należy to pojęcie rozumieć raczej, jako brak czegokolwiek, zaprzeczenie wszelkiego będzlenia nawet.
Po pierwsze, nie możemy sensownie, ściśle rozumieć braku, bo w pojęciu jakimkolwiek jest zawsze "coś", "istnienie", a nie "nieistnienie" [czyli nonsens]; więc "brak", czyli "nieistnienie" nie jest nawet negacją "czegoś, wszystkiego", "istnienia", lecz "stanem" nierozpoznawalnym, stanem "nie-wiadomo-nic" lub "nie-wiadomo-czy". Właściwie jest to pojęcie puste znaczeniowo, nonsensowne...
Jeszcze gorzej jest z pojęciem "nicość", ponieważ nie potrafimy "ogarnąć", zrozumieć nawet pojęcia "wszystko" [o tym pisałem w wątku "Dlaczego bóg osobowy nie może być wszechmocny?"- o problemie nieskończoności], a co dopiero pojęcia "wszytko nie istnieje", tzn. nicości właśnie! Przecież już samo nieistnienie jest nonsensowne, bo to stan niewiadomy, nierozpoznawalny, nie do doświadczenia.

W gruncie rzeczy przedstawiony w tym tekście, wpisie problem sprowadza się do braku sensu [dla ludzi] pojęć "nicość" i "nic", z powodu niemożliwości doznania, poznania stanu (stanów?) odpowiadającego tym pojęciom. Pojęcia te wskazują na stany poza istnieniem i dlatego są w ścisłym znaczeniu nonsensowne.

Równie nonsensowne z tej samej przyczyny może wydawać się pojęcie "będzlenie"- i w pewnej mierze takie jest, bo jest to "rodzaj nieistnienia". Jednak, poza tym, że jego wprowadzenie i stosowanie jest raczej niezbędne dla prawidłowego rozumienia przekazu, sensu Hipotezy Wszystkiego, to występuje tu jeszcze inna istotna różnica: "Nic" używa się, by określić brak czegoś- ale prawdziwe znaczenie "nic", to "nie wiadomo-nic" [właściwe raczej "nie-wiadomo-czy"]- to oznacza "brak" właśnie; a "nie-wiadomo-nic", to nie "nie-coś", czyli zaprzeczenie "czegoś", bo takie zaprzeczenie, jako "pojęcie z (anty)desygnatem" musiałoby mieć logiczną wartość "coś", jako przeciwieństwo, odwrotność czegoś innego. Natomiast z pojęciem "będzlenie" nie ma tego problemu, ponieważ nie stanowi ono przeciwieństwa "istnienia", czyli również "czegoś, co istnieje", lecz wprost oznacza właśnie "NIE-WIADOMO-CZY", czyli "zachodzi [albo nie zachodzi]"- jednak domyślnie "zachodzi"! A to z wielu powodów, na które wskazuje indukcja logiczna: Choćby z tego jednego, o którym napisałem niedawno w dalszym ciągu wątku "Wyśmianie kretynizmu solipsyzmu"- iż nie może być prawdą, że wyłącznie ludzkie wyobrażenia [pojęcia, koncepcje, idee] tworzą, kształtują rzeczywistość, ponieważ, gdyby tak było, to rzeczywistość wglądałaby dokładnie tak, jak sobie ją wyobrażamy [nie każdy człowiek z osobna, lecz raczej jako "wypadkowa", "uśredniony wynik", skutek wyobrażeń wszystkich ludzi, wszelkich istot świadomych]. Jednak nie jest tak, czego chyba nie trzeba tłumaczyć [że raczej "nie tworzymy", "nie niszczymy" również w równym, równie "realnym" stopniu różnych obiektów, bytów rzeczywistości (doznawanej) jedynie samą "świadomą chęcią", samą "wolą wyobraźni"]. Dotyczy to również sytuacji, gdyby- co bardziej sensowne, prawdopodobne- rzeczywistość nie zależała od świadomych wyobrażeń jednego człowieka, jednej świadomości indywidualnej, lecz gdyby miała być "wypadkową" wszelkich istniejących, generowanych [aktualnie] wyobrażeń wszelkich świadomości- gdyby rzeczywistość miała by być "świadomością zbiorową"...
Będzlenie jest więc przeciwieństwem nicości, czyli pojęcia odpowiadającemu stanowi "[domyślnie] prawdopodobnie nie"- czyli pojęciem na określenie, opisanie stanu "prawdopodobnie tak"; podczas, gdy pojęcie "istnienie" dotyczy zgoła czegoś innego: jest określeniem stanu "wierzę, mam przekonanie, że (współ)oddziałuję, że reaguję".


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Sob 23:50, 06 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin