Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Czw 11:03, 26 Wrz 2019    Temat postu: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Postuluję, że przyjemność i cierpienie są w pełni zależnymi aspektami tego samego procesu. Nie uważam, aby były przeciwnymi stanami, które mogą występować niezależnie, na neutralnej podstawie egzystencji, choć tak zazwyczaj są odbierane.

Zacznę od tego, że buddyzm jest ścieżką analizy skupioną na cierpieniu, jego przyczynach i sposobach jego usunięcia. Ja skupię się tutaj na drugim aspekcie, a mianowicie, ogólnie pojętej przyjemności. Będę opisywał dokładnie ten sam mechanizm działania, tylko z innej strony. Charakterystyczne w buddyjskich suttach jest to, że duhkha jest używana zamiennie ze stresem. Mamy praktycznie takie same teksty, różniące się tym jednym słowem. To zrównanie jest uogólnieniem, chociaż nie tak daleko posuniętym jak może się niektórym wydawać. Stres jest mianowicie mechanizmem operującym na doznaniu, którego różne stadia dają różny stopień cierpienia. Cierpienie jest w pełni zależne od, i proporcjonalne do, stresu. Wygląda to jak opis działania tej "gorszej" połowy spektrum przyjemność-cierpienie. Ja uważam jednak, że nie ma drugiej "dobrej" połowy. Stres jest jedynym mechanizmem, a przyjemność jest jedynie efektem jego wycofywania się. Innymi słowy, przyjemność jest ulgą ustępującego stresu i jest do niego proporcjonalne. Do uzyskania dużej przyjemności, potrzebne jest więc duże napięcie, które szybko ustępuje. Głównym mechanizmem jest tutaj stres, który daje cierpienie, lub przyjemność, w zależności od tego, czy przyrasta, czy ustępuje. Przyrost może być gwałtowny, lub stopniowy, trwający latami. Mechanizmem, który to umożliwia, pozwala znieść, jest habituacja. Jeżeli stres utrzymuje się wystarczająco długo, przechodzi do podświadomości i dopiero wyraźna zmiana w tym obszarze, ponownie go ujawnia.

Co do szczęścia, definiuję je jako stan, w którym nie ma stresu i jest to stan podstawowy. Cały mechanizm przypomina windę, w której wjazd jest nieprzyjemny, zjazd przyjemny, a po wyjściu z kabiny jesteśmy szczęśliwi. Szczęście jest bez-obiektowe, bo stres jest również podstawą świadomości.

Cierpienie i przyjemność są aspektami tego samego procesu, a ich potencjał jest zawsze taki sam. W systemie jest, w danym momencie, tyle samo potencjału szczęścia, co cierpienia. Przez potencjał rozumiem tutaj bilans końcowy po zamknięciu systemu, które następuje zawsze przy śmierci. Tzn. Jeżeli ktoś nazbierał stresu, to cierpienie z tego wynikające zostaje w pełni skompensowane przy śmierci, w formie olbrzymiej ulgi.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 11:06, 26 Wrz 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3331
Przeczytał: 30 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:13, 26 Wrz 2019    Temat postu:

Jan Kaczmarek - Pero, pero (Opole 1979)
https://www.youtube.com/watch?v=0oVD-57Tr60
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16045
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 2:04, 01 Lis 2019    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Banjankri napisał:
Postuluję, że przyjemność i cierpienie są w pełni zależnymi aspektami tego samego procesu. Nie uważam, aby były przeciwnymi stanami, które mogą występować niezależnie, na neutralnej podstawie egzystencji, choć tak zazwyczaj są odbierane.
...
Cierpienie i przyjemność są aspektami tego samego procesu, a ich potencjał jest zawsze taki sam. W systemie jest, w danym momencie, tyle samo potencjału szczęścia, co cierpienia. Przez potencjał rozumiem tutaj bilans końcowy po zamknięciu systemu, które następuje zawsze przy śmierci. Tzn. Jeżeli ktoś nazbierał stresu, to cierpienie z tego wynikające zostaje w pełni skompensowane przy śmierci, w formie olbrzymiej ulgi.

Kiedyś sobie sformułowałem podobną hipotezę. Tym razem jednak opierając się na interpretacji pewnych tekstów z Biblii. W czystej postaci tę hipotezę ostatecznie odrzucam, ale chyba coś w tym jest. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3331
Przeczytał: 30 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:57, 18 Kwi 2020    Temat postu:

Hipoteza niezrozumiała
Przyjemność jest dążeniem,. Przykłądowo marzymy o jakiejś rzeczy, odkłądamy pieniądze by ją kupić, a potem nacieszymy się krótko i stiwerdzamy że to nie to, Występuje ulga która nie jest przyjemnością.


Ostatnio zmieniony przez Andy72 dnia Sob 19:02, 18 Kwi 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:06, 18 Kwi 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Banjankri napisał:
Postuluję, że przyjemność i cierpienie są w pełni zależnymi aspektami tego samego procesu. Nie uważam, aby były przeciwnymi stanami, które mogą występować niezależnie, na neutralnej podstawie egzystencji, choć tak zazwyczaj są odbierane.

Zacznę od tego, że [b]buddyzm jest ścieżką analizy skupioną na cierpieniu, jego przyczynach i sposobach jego usunięcia. Ja skupię się tutaj na drugim aspekcie, a mianowicie, ogólnie pojętej przyjemności. Będę opisywał dokładnie ten sam mechanizm działania, tylko z innej strony. Charakterystyczne w buddyjskich suttach jest to, że duhkha jest używana zamiennie ze stresem. Mamy praktycznie takie same teksty, różniące się tym jednym słowem. To zrównanie jest uogólnieniem, chociaż nie tak daleko posuniętym jak może się niektórym wydawać. Stres jest mianowicie mechanizmem operującym na doznaniu, którego różne stadia dają różny stopień cierpienia. Cierpienie jest w pełni zależne od, i proporcjonalne do, stresu. Wygląda to jak opis działania tej "gorszej" połowy spektrum przyjemność-cierpienie. Ja uważam jednak, że nie ma drugiej "dobrej" połowy. Stres jest jedynym mechanizmem, a przyjemność jest jedynie efektem jego wycofywania się. Innymi słowy, przyjemność jest ulgą ustępującego stresu i jest do niego proporcjonalne. Do uzyskania dużej przyjemności, potrzebne jest więc duże napięcie, które szybko ustępuje. Głównym mechanizmem jest tutaj stres, który daje cierpienie, lub przyjemność, w zależności od tego, czy przyrasta, czy ustępuje. Przyrost może być gwałtowny, lub stopniowy, trwający latami. Mechanizmem, który to umożliwia, pozwala znieść, jest habituacja. Jeżeli stres utrzymuje się wystarczająco długo, przechodzi do podświadomości i dopiero wyraźna zmiana w tym obszarze, ponownie go ujawnia.

Co do szczęścia, definiuję je jako stan, w którym nie ma stresu i jest to stan podstawowy. Cały mechanizm przypomina windę, w której wjazd jest nieprzyjemny, zjazd przyjemny, a po wyjściu z kabiny jesteśmy szczęśliwi. Szczęście jest bez-obiektowe, bo stres jest również podstawą świadomości.

Cierpienie i przyjemność są aspektami tego samego procesu, a ich potencjał jest zawsze taki sam. W systemie jest, w danym momencie, tyle samo potencjału szczęścia, co cierpienia. Przez potencjał rozumiem tutaj bilans końcowy po zamknięciu systemu, które następuje zawsze przy śmierci. Tzn. Jeżeli ktoś nazbierał stresu, to cierpienie z tego wynikające zostaje w pełni skompensowane przy śmierci, w formie olbrzymiej ulgi.
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez 3 stopnie jak (a) Pratimoksha/staranie sie jak najlepiej aby siebie i innych nie krzywdzic/stresowac, (b) Bodhisattva/oddanie sie otwartemu sercu a nie zamknietemu ego, i (c) Samaya/akceptowanie otoczenia jakim jest/nie osadzanie/nie zawieszanie sie na haczykach ego zyjemy w rownowadza systemow nerwowych i zajmujemy sie esencja/znaczeniem zycia a nie cierpimy w substytucie zycia. :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:13, 18 Kwi 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Postuluję, że przyjemność i cierpienie są w pełni zależnymi aspektami tego samego procesu. Nie uważam, aby były przeciwnymi stanami, które mogą występować niezależnie, na neutralnej podstawie egzystencji, choć tak zazwyczaj są odbierane.
...
Cierpienie i przyjemność są aspektami tego samego procesu, a ich potencjał jest zawsze taki sam. W systemie jest, w danym momencie, tyle samo potencjału szczęścia, co cierpienia. Przez potencjał rozumiem tutaj bilans końcowy po zamknięciu systemu, które następuje zawsze przy śmierci. Tzn. Jeżeli ktoś nazbierał stresu, to cierpienie z tego wynikające zostaje w pełni skompensowane przy śmierci, w formie olbrzymiej ulgi.

Kiedyś sobie sformułowałem podobną hipotezę. Tym razem jednak opierając się na interpretacji pewnych tekstów z Biblii. W czystej postaci tę hipotezę ostatecznie odrzucam, ale chyba coś w tym jest. :think:


Jan Kaczmarek "Naiwny"
https://youtu.be/E-0If8l_K3Y
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3331
Przeczytał: 30 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:18, 18 Kwi 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Dyskurs napisał:
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez

Coś w tym jest. Buddyzm może być sensowny jeśli go nie traktuje się jako religę ale jako psychologiczny sposób radzenia sobie ze stresem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:24, 18 Kwi 2020    Temat postu:

Andy72 napisał:
Hipoteza niezrozumiała
Przyjemność jest dążeniem,. Przykłądowo marzymy o jakiejś rzeczy, odkłądamy pieniądze by ją kupić, a potem nacieszymy się krótko i stiwerdzamy że to nie to, Występuje ulga która nie jest przyjemnością.
Rozczarowanie, kolejne w serii, nie jest ulga - to tylko inna twarz cierpienia. Buddyjskie kolo Samsary, z ktorego nie ma wyjscia oprocze smierci, jest animalistyczne co nie znaczy, ze do obledu doprowadzaja sie zwierzata lecz istoty ludzkie o niskiej swiadomosci siebie istniejace z mozgu nizszego. Kiedy odbywa sie to w grupie wzajemnej "adoracji" to obled na steroidach.

Rudolph Tanzi, Ph. D., Joseph P. and Rose F. Kennedy Professor of Neurology at Harvard University, and Director of the Genetics and Aging Research Unit at Massachusetts General Hospital "How to encourage the evolution of your brain/jak wspomagac ewolucje twojego mozgu"
https://youtu.be/mRFveea3khg

Rudolph Tanzi, PhD napisał:
Emocje są interesujące. Jeśli pomyślisz o ewolucji emocji, to musisz pomyśleć o okresie 400 milionów lat kiedy wyewoluował się rdzeń mózgu gadziego i zdolność pamięci instynktownej. Dlatego człowiek nie potrzebuje uczyć się jak uciekać w przypadku zagrożenia czy walczyć w sytuacji "walcz lub uciekaj". Nie musimy uczyć się jak zdobyć jedzenie lub jak odbyć stosunek seksualny aby dokonywać prokreacji. Jakieś 100 milionów lat temu wyewoluowała się funkcja mózgu intelektualnego która jak kciuk ręki sklada się w stronę rdzenia aby następnie być pokryta najnowszym artefaktem ewolucji - funkcja mózgu intuicyjnego nadającą znaczenie, wspomagającą samoświadomość i kreatywność. Funkcja mózgu intelektualnego to pamięć krótkotrwała w której najwięcej funkcjonuje człowiek. Pierwszą krótkotrwała pamięcią jest źródło naszych podstawowych emocji strachu i pożądania. Czym jest strach jak nie pierwszą pamięcią bólu i obawa przed bólem w przyszłości? Czym jest pragnienie jak nie pierwszą pamięcią przyjemności i nagrody i spodziewanie się tego doświadczenia w przyszłości? Pierwszy ślad nabytej pamięci tworzymy we wczesnym życiu myśląc o jakimś doświadczeniu, pamietajac, że było przyjemne lub nie i zadając sobie kwestie czy zdarzy się ponownie. Cały czas funkcjonujemy w tej funkcji mózgu intelektualnego. Mimo, iż nasze emocje stają się bardziej skomplikowane, to w dalszym ciągu funkcjonują w systemie nagrody i kary. Pamiętając nagrody, szukamy takich doświadczeń. Pamiętając kary, staramy się unikać takich doświadczeń. Człowiek funkcjonując w pamieci krótkoterminowej radzi sobie z nawałem bodźców, które otrzymuja jej/jego zmysły i te bodzce dokonują perforacji krótkoterminowej pamięci hipokampusu. W demencji ta perforacja ustaje i człowiek nie tylko nie pamięta niczego ale nie jest w stanie nauczyć się niczego, bo bodźce ze zmysłów przez system nerwowy nie dokonują perforacji do pamięci krótkotrwałej hipokampusu. Więc funkcjonujemy w krótkotrwałej pamięci próbując przypomnieć sobie cos czego doświadczyliśmy 5 minut temu. Są 2 sposoby na dokonywanie korelacji. Albo przez trzon mózgu/funkcja mózgu gadziego/instynktownego jako informacja "walcz lub uciekaj" z konsekwencjami fizjologicznym i niektórzy ludzie funkcjonuja tylko z tego poziomu. Drugi sposób to osoby, które uaktywniają płaty czołowe zadając sobie w myśli pytania co ten bodziec znaczy, czego właśnie doświadczam, i co mam zamiar z tym zrobić, jak to wspomaga moja osobowość, samoświadomość, pragnienie służyć innym, jak mogę dodać wartości dla ogolu? Pomiędzy egoizmem czyli egzystencji na poziomie funkcji mózgu gadziego a funkcja mózgu intuicyjnego, ktora nadaje przemysleniom znaczenie w oparciu o system wartosci z wartością dodana dla dobra ogółu jest ogromny wektor ewolucyjny czyli wyrwa pomiędzy samolubstwem i samoświadomością altruistycznej natury. Emocja jest życiem człowieka. W każdej chwili czlowiek obdarzony przez pierworodztwo wolna wola musi dokonać wyboru czy egzystuje jako samolub czy świadomy altruista zadający sobie ciągle pytania czy tysięczne ekspresje genów poruszanych przez emocje służą innym czy tylko ego jako egzystencja zakładnika funkcji mózgu instynktownego/gadziego wspomagane związkami chemicznymi spoza organizmu człowieka. To wybór każdego momentu, bo emocja to nasze życie. Jeśli pomyślimy o naszym zdrowiu i samopoczuciu, i genach uaktywniających się na odpowiednich poziomach aby system nerwowy najlepiej służył człowiekowi, którego bodźce interpretowane są przez mozg czyli "galaretę" w ciemnej wnęce czaszki, a który wyświetla nam energia elektromagnetyczna indywidualna rzeczywistość. Nasze doświadczenia w dynamiczny sposób determinują jak funkcjonuje nasz system nerwowy. Tworzymy nasz świat a konkretnie naszą rzeczywistość przez interpretację i projekcje mózgu. Aby mieć dobre samopoczucie, co chcesz zrobić to interpretować otoczenie w sposób konstruktywny aby twój system nerwowy imitował twoje zachowanie. To samo dotyczy genów, które są lustrem światopoglądu człowieka. Jeśli światopogląd człowieka jest destruktywny, bo takich dokonał imprintow w systemie nerwowym przez sprzężenie zwrotne powoduje destruktywna aktywność genów. Udowadniamy to naukowo obserwując i badajac ssaki i mamy bezpośrednie potwierdzenie na ta tezę. Najszybszą metoda zmiany destruktywnej funkcji genów jest po znalezeniu się w nowych warunkach bez wzgledu na swiatopoglad i projekcje rzeczywistosci pomyślenie "jestem szczeliwy z bycia tutaj/poznawania". To automatyczna postawa neutralności i otwartości. Alternatywa jest nieistnienie i jest to ważne w kontekście, że człowieka jest jedyna istota, która trzeba zachęcać do życia. Po drugie, postawa życiowa "jestem tutaj aby kochać i pomagać innym" podniesiona do potęgi elektromagnetyki serca, ktorej "kłania" się mózg, to cud życia, który tworzy człowiek korzystając z najnowszych zdobyczy ewolucji. Mózg człowieka naturalnie próbuje się dostroić do wyższej energi elektromagnetycznej serca ale niestety zwyczaj bycia w niewoli rdzenia mózgu czyli funkcji mózgu gadziego/instynktownego zakłóca ten naturalny proces i wynaturza. Każdy człowiek obdarzony przez Matkę Naturę wolna wola może wybrać czy chce żyć jako dyrektor swojej ewolucji czy egzystować jako zakładnik funkcji mózgu gadziego.


Miara rownowagi systemow nerwowych czlowieka jest ich mozliwosc akceptacji innych jakimi sa. W przypadku zupelnego braku akceptacji roznic i dzialania aby zmieniac innych, to obled indywidualny. W grupie, to obled kolektywny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:29, 18 Kwi 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Andy72 napisał:
Dyskurs napisał:
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez

Coś w tym jest. Buddyzm może być sensowny jeśli go nie traktuje się jako religę ale jako psychologiczny sposób radzenia sobie ze stresem.
Buddyzm nie jest religia ale moze byc postrzegany jako religia.

W roboczej definicji religii wstawilabym czynniki jak (a) istnienie Boga, (b) scentralizowana struktura, (c) grupowy dogmat, i (d) koniecznosc kongregacji wedlug wymogow struktury scentralizowanej.

W kontekscie takiej definicji roboczej religii, rzymski katolicyzm spelnia te 4 czynniki, Buddyzm nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Sob 21:29, 18 Kwi 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez 3 stopnie jak (a) Pratimoksha/staranie sie jak najlepiej aby siebie i innych nie krzywdzic/stresowac, (b) Bodhisattva/oddanie sie otwartemu sercu a nie zamknietemu ego, i (c) Samaya/akceptowanie otoczenia jakim jest/nie osadzanie/nie zawieszanie sie na haczykach ego zyjemy w rownowadza systemow nerwowych i zajmujemy sie esencja/znaczeniem zycia a nie cierpimy w substytucie zycia.

Zapewne nie czytałaś zbytu wielu sutt, ani tym bardzie sutr. Lookup Māna.

Zapraszam do lektury w pokorze:https://www.accesstoinsight.org/
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16045
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:19, 18 Kwi 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Andy72 napisał:
Hipoteza niezrozumiała
Przyjemność jest dążeniem,. Przykłądowo marzymy o jakiejś rzeczy, odkłądamy pieniądze by ją kupić, a potem nacieszymy się krótko i stwierdzamy że to nie to, Występuje ulga która nie jest przyjemnością.
Rozczarowanie, kolejne w serii, nie jest ulga - to tylko inna twarz cierpienia. Buddyjskie kolo Samsary, z ktorego nie ma wyjscia oprocze smierci, jest animalistyczne co nie znaczy, ze do obledu doprowadzaja sie zwierzata lecz istoty ludzkie o niskiej swiadomosci siebie istniejace z mozgu nizszego. Kiedy odbywa sie to w grupie wzajemnej "adoracji" to obled na steroidach.


Czasami myślę, że buddyzm tworzyli ludzie o bardzo szczególnym typie osobowości - najpierw bardzo skupionym na celu, a potem, gdy spostrzegali, że osiąganie celów nie daje satysfakcji i szczęścia, rozczarowanych. Potem ten swój typ reaktywności uogólnili na wszystkich ludzi.
Ja widzę sprawę w powiązaniu z BILANSEM ENERGII i naturalną CIEKAWOŚCIĄ.
Jak masz energii nadmiar, to przyjemnością jest jej rozładowywania w aktywnościach, a przykrością marazm. Jak energia jest w deficycie, to wymuszanie aktywności staje się przykrością, zaś ulgą jest odpoczynek. W tym ostatnim stanie trudno jest w ogóle o przyjemność, przykrość dominuje.
W stanie energetycznym w pobliżu opcji zbilansowanej mamy mieszaninę poszukiwania szans na wydatkowanie energii, jak i odpoczynek, zmniejszanie jej wydatkowania.
Ulga jest stanem odprężającym, ale czy przyjemnościa samą w sobie?...
- Tu bym polemizował, bo znam przyjemności, które ewidentnie wynikają z czegoś przeciwnego niż ulga, są narastającym oczekiwaniem i spięciem się wewnętrznym - np. w oczekiwaniu na niezwykle przeżycie, wyjątkową atrakcję. Ulga co prawda tez bywa przyjemnością, ale właśnie tylko w stanach lęku, niskiej energii, braku nadziei na coś atrakcyjnego.
Ja np. grywam w szachy w necie dla przyjemności. To wymaga oczywiście spięcia się, nie daje ulgi, lecz wymusza koncentrację. Ale tez i daje satysfakcję.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 23:21, 18 Kwi 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:59, 18 Kwi 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Andy72 napisał:
Hipoteza niezrozumiała
Przyjemność jest dążeniem,. Przykłądowo marzymy o jakiejś rzeczy, odkłądamy pieniądze by ją kupić, a potem nacieszymy się krótko i stwierdzamy że to nie to, Występuje ulga która nie jest przyjemnością.
Rozczarowanie, kolejne w serii, nie jest ulga - to tylko inna twarz cierpienia. Buddyjskie kolo Samsary, z ktorego nie ma wyjscia oprocze smierci, jest animalistyczne co nie znaczy, ze do obledu doprowadzaja sie zwierzata lecz istoty ludzkie o niskiej swiadomosci siebie istniejace z mozgu nizszego. Kiedy odbywa sie to w grupie wzajemnej "adoracji" to obled na steroidach.
Czasami myślę, że buddyzm tworzyli ludzie o bardzo szczególnym typie osobowości - najpierw bardzo skupionym na celu, a potem, gdy spostrzegali, że osiąganie celów nie daje satysfakcji i szczęścia, rozczarowanych. Potem ten swój typ reaktywności uogólnili na wszystkich ludzi.
Wow, to niby stad wzielo sie tyle nurtow buddyzmu?

MD napisał:
Ja widzę sprawę w powiązaniu z BILANSEM ENERGII i naturalną CIEKAWOŚCIĄ.
Jeez, nie wiedzialam, ze przeczytam taki termin w Twoim zapisie. :wink:

MD napisał:
Jak masz energii nadmiar, to przyjemnością jest jej rozładowywania w aktywnościach, a przykrością marazm.
To wedlug ego. W kontrascie do projekcji Twojego ego, energii nie mamy nadmiar tylko dawke na 16 godzin. Komorka ma dawke na nastepna sekunde. Co piszesz to brak rownowagi nerwowej, a nastepnie emocjonalnei i psychicznej i "pozyczanie" adrenaliny na wysoki procent. Najpierw jest brawura z powodu odplyniecia krwi z platow czolowych do konczyn a potem jest otrzezwienie, ale czasami z tragicznymi konsekwencjami.

MD napisał:
Jak energia jest w deficycie, to wymuszanie aktywności staje się przykrością, zaś ulgą jest odpoczynek. W tym ostatnim stanie trudno jest w ogóle o przyjemność, przykrość dominuje.
Nie. To zalezy czy zyje sie z ego czy z duszy. Jesli mam temperature ciala 96F a nie 98.6F, i jestem w trakcie rekonwalescencji po bezgoroczkowej wersji koronawirusa to pokornie robie cos lekkiego i odpoczywam. Dlatego mam dzisiaj na sobie kombinezon (taki do spania) i szlafrok. To pokora w poszanowaniu zdrowiejacego organizmu, bo wszelkie mentalne "eksperymenty" moga zaklocic emocje i poleci system odpornosciowy a na to wirus tylko czeka. Zeby bylo zabawniej (zart), to zachowuje sie w ogranizmie jak bialaczka. Czyli kazdy z nas jest w stanie produkowan niedojrzale komorki przez szpik kostny ale tak daleko jak system odpornosciowy - konkretnie komorki T - utrzymuje ten stan < 5% zawartosci szpiku, to z punktu widzenia standarodow medycyny, bialaczki nie ma. Wystarczy, zeby uklad odpornosciowy musial zajac sie innym problemem i isloc blastow podwyzszy sie do = 5%, biale krwinki beda sie tak mnozyc jak sa w stanie sie mnozyc cytokiny w trakcie ataku SARS-CoV-2 z goraczka, ktora oslabi pacjenta do tego stopnia, ze nie bedzie w stanie mogl sie poruszyc - a uklad odpornosciowy obnizy sie z powodu braku ruchu sam.Test PCR bedzie pozytywny kiedy viral load/ilosc kopii wirusa jest > 3K (tysiecy). A wirus wyprowadza sie z ogranizmu powoli.

MD napisał:
W stanie energetycznym w pobliżu opcji zbilansowanej mamy mieszaninę poszukiwania szans na wydatkowanie energii, jak i odpoczynek, zmniejszanie jej wydatkowania. Ulga jest stanem odprężającym, ale czy przyjemnościa samą w sobie?... - Tu bym polemizował, bo znam przyjemności, które ewidentnie wynikają z czegoś przeciwnego niż ulga, są narastającym oczekiwaniem i spięciem się wewnętrznym - np. w oczekiwaniu na niezwykle przeżycie, wyjątkową atrakcję. Ulga co prawda tez bywa przyjemnością, ale właśnie tylko w stanach lęku, niskiej energii, braku nadziei na coś atrakcyjnego.
Tyle rozterek mentalnych musi byc enegochlonne. Biorac pod uwage, ze najwiecej energii pochlania mozg nawet kosztem ukladu odpornosciowego. Nie mam takich rozterek.
"Slucham" ciala jak wyroczni.

MD napisał:
Ja np. grywam w szachy w necie dla przyjemności. To wymaga oczywiście spięcia się, nie daje ulgi, lecz wymusza koncentrację. Ale tez i daje satysfakcję.
Dziwne, dla przyjemnosci odczuwam przejemnosc nie spiecie. Mysle MD, ze u Ciebie te mentalne naklejki sa kosztowne.

Prosze zerknij [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 71 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 0:09, 19 Kwi 2020    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dyskurs napisał:
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez 3 stopnie jak (a) Pratimoksha/staranie sie jak najlepiej aby siebie i innych nie krzywdzic/stresowac, (b) Bodhisattva/oddanie sie otwartemu sercu a nie zamknietemu ego, i (c) Samaya/akceptowanie otoczenia jakim jest/nie osadzanie/nie zawieszanie sie na haczykach ego zyjemy w rownowadza systemow nerwowych i zajmujemy sie esencja/znaczeniem zycia a nie cierpimy w substytucie zycia.
Zapewne nie czytałaś zbytu wielu sutt, ani tym bardzie sutr. Lookup Māna. Zapraszam do lektury w pokorze: [link widoczny dla zalogowanych]


Pokora to moj staly stan. Wiecej slucham, bo moge pracowac nad cyferkami i sluchac wykladow. Czynie to stale z przerwami na spokojna muzyke ale tej slucham jak pracuje akademicko.

Przedstawiles nurt buddyzmu znany jako Theravada a ja Surmang - roznice sa w tych nurtach "kosmetyczne", bo w dalszym ciagu esencja jest sklaniac sie ku cierpieniu rozwojowemu a nie neurotycznym. To jest madrosc zyciowa niespeczyficzna dla buddyzmu. Istnieje we wszystkich swiatowych tradycjach. Co mamy wspolnego jako gatunek to stan ludzki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16045
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:50, 19 Kwi 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
MD napisał:
]Ja np. grywam w szachy w necie dla przyjemności. To wymaga oczywiście spięcia się, nie daje ulgi, lecz wymusza koncentrację. Ale tez i daje satysfakcję.
Dziwne, dla przyjemnosci odczuwam przejemnosc nie spiecie. Mysle MD, ze u Ciebie te mentalne naklejki sa kosztowne.

Przyjmij po prostu, że jestem bardzo różny od Ciebie, że mnie ZUPEŁNIE nie masz szans zrozumieć, czyli np. to co dla Ciebie jawi się jako przykrość (oczywiście nie każda rzecz) dla mnie może być przyjemne, dodające energii, choć i odwrotnie - to co Ciebie by doładowywało, mnie by mogło doprowadzić tylko do stanu zgnębienia. Wybacz, ale zrozumienie kogoś o moim profilu, dla Twojej osobowości jest raczej niemożliwe. Choć ja Ciebie...
... już prędzej jestem w stanie zrozumieć.
To ostatnie wynika z tego, że ja właściwie nie stawiam żadnych barier dla swojego rozwoju pod żadnym względem - intelektualnym, emocjonalnym, intuicyjnym, czy jeszcze pod innymi względami. Z Twojego punktu widzenia można by to opisać, jakbym był jakąś "wieloosobowością" (nie mylić z osobowością mnogą), bez potrzeby osiągania przewagi którejś ze stron owej wieloosobowości.
Ja mam w sobie, znam je, modeluję myślą te aspekty osobowości, jakie mi wynikają z licznych Twoich komentarzy, znam te emocjonalne aspekty, o których piszesz. Jednocześnie też (czego Ty nie posiadasz) MAM DO NICH DYSTANS - ODSKOCZNIĘ, bo we mnie są NIE TYLKO ONE. W razie potrzeby przełączam się z trybu preferującego emocje na tryb intelektualny, czy jeszcze jakiś i inny, i odwrotnie. Rozumiem z grubsza to, co opisujesz w kwestii emocji. Ty zaś w kwestii tego, co ja piszę o trybie intelektualnym nie rozumiesz NIC.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 13:32, 19 Kwi 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Nie 13:00, 19 Kwi 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Banjankri napisał:
Dyskurs napisał:
Ze co? Buddyzm jest przede wszystkim manifestem spokojnej/nienerwowej/niestresujacej akceptacji niestalosci/przemijania w godnosci i przez 3 stopnie jak (a) Pratimoksha/staranie sie jak najlepiej aby siebie i innych nie krzywdzic/stresowac, (b) Bodhisattva/oddanie sie otwartemu sercu a nie zamknietemu ego, i (c) Samaya/akceptowanie otoczenia jakim jest/nie osadzanie/nie zawieszanie sie na haczykach ego zyjemy w rownowadza systemow nerwowych i zajmujemy sie esencja/znaczeniem zycia a nie cierpimy w substytucie zycia.
Zapewne nie czytałaś zbytu wielu sutt, ani tym bardzie sutr. Lookup Māna. Zapraszam do lektury w pokorze: [link widoczny dla zalogowanych]


Pokora to moj staly stan. Wiecej slucham, bo moge pracowac nad cyferkami i sluchac wykladow. Czynie to stale z przerwami na spokojna muzyke ale tej slucham jak pracuje akademicko.

Przedstawiles nurt buddyzmu znany jako Theravada a ja Surmang - roznice sa w tych nurtach "kosmetyczne", bo w dalszym ciagu esencja jest sklaniac sie ku cierpieniu rozwojowemu a nie neurotycznym. To jest madrosc zyciowa niespeczyficzna dla buddyzmu. Istnieje we wszystkich swiatowych tradycjach. Co mamy wspolnego jako gatunek to stan ludzki.

Twoje próżne posty nic nie wnoszą. Pewnie o tym dobrze wiesz, ale parcie na szkło jest u ciebie nie do powstrzymania. Māna.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5921
Przeczytał: 28 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 3:10, 26 Maj 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Banjankri napisał:
Postuluję, że przyjemność i cierpienie są w pełni zależnymi aspektami tego samego procesu. Nie uważam, aby były przeciwnymi stanami, które mogą występować niezależnie, na neutralnej podstawie egzystencji, choć tak zazwyczaj są odbierane.

Zacznę od tego, że buddyzm jest ścieżką analizy skupioną na cierpieniu, jego przyczynach i sposobach jego usunięcia. Ja skupię się tutaj na drugim aspekcie, a mianowicie, ogólnie pojętej przyjemności. Będę opisywał dokładnie ten sam mechanizm działania, tylko z innej strony. Charakterystyczne w buddyjskich suttach jest to, że duhkha jest używana zamiennie ze stresem. Mamy praktycznie takie same teksty, różniące się tym jednym słowem. To zrównanie jest uogólnieniem, chociaż nie tak daleko posuniętym jak może się niektórym wydawać. Stres jest mianowicie mechanizmem operującym na doznaniu, którego różne stadia dają różny stopień cierpienia. Cierpienie jest w pełni zależne od, i proporcjonalne do, stresu. Wygląda to jak opis działania tej "gorszej" połowy spektrum przyjemność-cierpienie. Ja uważam jednak, że nie ma drugiej "dobrej" połowy. Stres jest jedynym mechanizmem, a przyjemność jest jedynie efektem jego wycofywania się. Innymi słowy, przyjemność jest ulgą ustępującego stresu i jest do niego proporcjonalne. Do uzyskania dużej przyjemności, potrzebne jest więc duże napięcie, które szybko ustępuje. Głównym mechanizmem jest tutaj stres, który daje cierpienie, lub przyjemność, w zależności od tego, czy przyrasta, czy ustępuje. Przyrost może być gwałtowny, lub stopniowy, trwający latami. Mechanizmem, który to umożliwia, pozwala znieść, jest habituacja. Jeżeli stres utrzymuje się wystarczająco długo, przechodzi do podświadomości i dopiero wyraźna zmiana w tym obszarze, ponownie go ujawnia.

Co do szczęścia, definiuję je jako stan, w którym nie ma stresu i jest to stan podstawowy. Cały mechanizm przypomina windę, w której wjazd jest nieprzyjemny, zjazd przyjemny, a po wyjściu z kabiny jesteśmy szczęśliwi. Szczęście jest bez-obiektowe, bo stres jest również podstawą świadomości.

Cierpienie i przyjemność są aspektami tego samego procesu, a ich potencjał jest zawsze taki sam. W systemie jest, w danym momencie, tyle samo potencjału szczęścia, co cierpienia. Przez potencjał rozumiem tutaj bilans końcowy po zamknięciu systemu, które następuje zawsze przy śmierci. Tzn. Jeżeli ktoś nazbierał stresu, to cierpienie z tego wynikające zostaje w pełni skompensowane przy śmierci, w formie olbrzymiej ulgi.
Zgadzam się z treścią zacytowanego wpisu właściwie w całości. Natomiast może wypadałoby dalej zastanowić się nad tym, co jest źródłem stresu- być może w sensie fizjologicznym też, ale tu chyba przede wszystkim w psychicznym sensie. Ja bym „obstawiał” niepewność, która w mniejszym lub większym stopniu powiązana jest również z zaburzeniami homeostazy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Wto 12:16, 26 Maj 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Piotr Rokubungi napisał:
Zgadzam się z treścią zacytowanego wpisu właściwie w całości. Natomiast może wypadałoby dalej zastanowić się nad tym, co jest źródłem stresu- być może w sensie fizjologicznym też, ale tu chyba przede wszystkim w psychicznym sensie. Ja bym „obstawiał” niepewność, która w mniejszym lub większym stopniu powiązana jest również z zaburzeniami homeostazy...

Źródłem stresu jest intencja. Stres służy zatrzymaniu i utrzymaniu danego fenomenu, w konkretnej formie. Jest wysiłkiem wkładanym po to, aby z ciągle zmieniającego się doznania wyłowić i utrzymać konkretne istnienia. Taki zabieg, ponieważ odbywa się w strumieniu doznania, ma wpływ na ten strumień. To tak jak z płynącym strumieniem wody, którego fragment zatrzymamy przy pomocy butelki z wyciętym dnie. W butelce woda się zatrzyma, a na zewnątrz postaną zawirowania, które będą miały wpływ na strumień. Mogę ten fragment zamienić w obiekt i później aplikować go na doznanie. Mogę pomyśleć o czymś, i to coś stanie się częścią doznania, wpływając na jego obraz. Niestety istnienie jest statyczne, więc będzie podlegać habituacji, czyli coraz większy wysiłek będzie potrzebny aby je utrzymać w świadomości. Dlatego nie jesteśmy się w stanie ululać na zawsze myślą o czymś przyjemnym, mimo że jest to naszym celem. Nie u każdego cel będzie taki sam, ale u każdego będzie coś, czego ostatecznie chce. Mamy więc poważny problem, bo dopóki chcemy czegoś, cyklicznie obracamy się wokół jednego fenomenu. Nawet jak znajdziesz to czego chcesz, uchwycisz to stresem, to za chwilę zhabituuje i zniknie ze świadomości. Pozostanie koszt wysiłku chwytania i nowy wysiłek pragnienia uchwycenia. I tak w kółko. Każdy kto myśli, że uda mu się osiągnąć to, czego chce jest ignorantem. To ta ignorancja jest powodem, przez który próbujemy, a cel tym, co nas definiuje.
Taka ciekawostka, zwieńczeniem buddyjskie doktryny jest soto zen, w którym praktykuje się shikantazę, po prostu siedzenie, kompletnie bez celu.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Wto 12:18, 26 Maj 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5921
Przeczytał: 28 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:20, 26 Maj 2020    Temat postu: Re: ulga jest przyjemnością, przyjemność jest ulgą

Banjankri napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Zgadzam się z treścią zacytowanego wpisu właściwie w całości. Natomiast może wypadałoby dalej zastanowić się nad tym, co jest źródłem stresu- być może w sensie fizjologicznym też, ale tu chyba przede wszystkim w psychicznym sensie. Ja bym „obstawiał” niepewność, która w mniejszym lub większym stopniu powiązana jest również z zaburzeniami homeostazy...

Źródłem stresu jest intencja. Stres służy zatrzymaniu i utrzymaniu danego fenomenu, w konkretnej formie. Jest wysiłkiem wkładanym po to, aby z ciągle zmieniającego się doznania wyłowić i utrzymać konkretne istnienia. Taki zabieg, ponieważ odbywa się w strumieniu doznania, ma wpływ na ten strumień. To tak jak z płynącym strumieniem wody, którego fragment zatrzymamy przy pomocy butelki z wyciętym dnie. W butelce woda się zatrzyma, a na zewnątrz postaną zawirowania, które będą miały wpływ na strumień. Mogę ten fragment zamienić w obiekt i później aplikować go na doznanie. Mogę pomyśleć o czymś, i to coś stanie się częścią doznania, wpływając na jego obraz. Niestety istnienie jest statyczne, więc będzie podlegać habituacji, czyli coraz większy wysiłek będzie potrzebny aby je utrzymać w świadomości. Dlatego nie jesteśmy się w stanie ululać na zawsze myślą o czymś przyjemnym, mimo że jest to naszym celem. Nie u każdego cel będzie taki sam, ale u każdego będzie coś, czego ostatecznie chce. Mamy więc poważny problem, bo dopóki chcemy czegoś, cyklicznie obracamy się wokół jednego fenomenu. Nawet jak znajdziesz to czego chcesz, uchwycisz to stresem, to za chwilę zhabituuje i zniknie ze świadomości. Pozostanie koszt wysiłku chwytania i nowy wysiłek pragnienia uchwycenia. I tak w kółko. Każdy kto myśli, że uda mu się osiągnąć to, czego chce jest ignorantem. To ta ignorancja jest powodem, przez który próbujemy, a cel tym, co nas definiuje.
Taka ciekawostka, zwieńczeniem buddyjskie doktryny jest soto zen, w którym praktykuje się shikantazę, po prostu siedzenie, kompletnie bez celu.
Szczerze, to potrzebowałbym bardziej przemyśleć, zagłębić się w to, co w zacytowanym napisałeś- jeśli bym potrafił. Jednak na „pierwszy rzut oka” to, co napisałeś wydaje się opisywać być może nawet sedno psychiki- lecz wydaje się mi, że na sposób mocno okrojony, uproszczony i dość dalece jednak niepełny...
I jeszcze co do końcówki twego wpisu, co do tej ciekawostki: jeśli zupełnie bez celu, to czemu siedzenie akurat. Przecież można by czynić cokolwiek, a najlepiej nic- czyli nie żyć; być może nawet nie istnieć. Ale właściwie nieżycie też ma swoje konsekwencje, czyli poniekąd skutek, który można nazwać „dalszym ciągiem, czyli..skutkiem, a więc i celem, choć prawdopodobnie niezamierzonym. Dla jakiejkolwiek formy bycie bez celu i bez powodu jest niemożliwe: jako ludzka istota najbliższe byłoby chyba życie, jako kompletnie „pokręcona”, „niemożliwa psychicznie” istota, „gorsza” w zachowaniu i w wyglądzie od najbardziej pokręconych stworów z np. „Silent hill”...
Nirwany, parinirwany można ewentualnie doznać, będąc żadną formą...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Wto 19:08, 26 Maj 2020    Temat postu:

Cytat:
Szczerze, to potrzebowałbym bardziej przemyśleć, zagłębić się w to, co w zacytowanym napisałeś- jeśli bym potrafił. Jednak na „pierwszy rzut oka” to, co napisałeś wydaje się opisywać być może nawet sedno psychiki- lecz wydaje się mi, że na sposób mocno okrojony, uproszczony i dość dalece jednak niepełny...

Nie ukrywam, że tak jest. Pisałem tego posta dwa razy, bo pierwsza wersja wydała mi się zbyt niejasna i pogmatwana. Potrzebowałbym ze trzech stron, żeby w pełni się wyrazić.

Cytat:
I jeszcze co do końcówki twego wpisu, co do tej ciekawostki: jeśli zupełnie bez celu, to czemu siedzenie akurat.

Bo siedzenie jest najprostszą formą przebywania. Leżenie prowadzi szybko do zasypiania. Elegancja tej praktyki jest imponująca, bo kryje się w prostocie.
https://youtu.be/RIBJx8XZ3_4
Jedyne 6 minut, polecam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kori
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 08 Lip 2009
Posty: 525
Przeczytał: 42 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:25, 26 Maj 2020    Temat postu:

Odrywamy kawałek obcej nam kultury i ładujemy w swoje korelatory - tak nazwałbym myśl, która mi przychodzi mi po przeczytaniu postu Piotra.
Siedzenie nie oznacza nieżycia. W moim wyobrażeniu mnisi pracują i twardo stąpają po ziemi. Z resztą, kojarzycie pewnie to słynne zdjęcie mnicha, który spalił siebie w akcie protestu. Nie znam szczegółów, ale jeżeli tak było, to jest czyn, moim zdaniem, daleki od pokręcenia czy bezcelowości.

Myślę, że to może być ważne, by nikt nie pomylił poprawnej praktyki z "odlotem", a pewnie Banjankri znasz takie przypadki.

Ken Wilber mówił coś w stylu, że są 4 tory rozwoju: growing up, cleaning up, waking up, showing up. Dojrzewanie, bycie odpowiedzialnym; oczyszczanie, czyli np. uzdrawianie traum; przebudzenie, czyli poznanie natury tego, co jest, i aktywność w świecie, w społeczeństwie.

I też mam w jakiś sposób podobne odczucia (myślę), jak Piotr, że bycie konsekwentnym w tym, o czym pisze Banjankri (ale raczej nie tylko on), oznaczałoby kompletne puszczenie wszelkich przywiązań, np. czy wyrzucą mnie z domu, czy moje zachowanie, gesty, mimika twarzy będzie zrozumiała, czy będę miał jeszcze pracę. Kojarzy mi się to z UG Krishnamurti. W komiksie jemu poświęconym przedstawiono epizod, gdzie szlajał się bez celu, a w zasadzie wyglądało to tak, jakby, mówiąc potocznie, rozwalił sobie życie.
Ja mam na przykład przywiązanie, by wyglądać schludnie, i oprócz tego całą listę rzeczy odnośnie tego, co potrzebuję i jak to zrealizować. I jest to we mnie połączone z myślami o powinności, obowiązku, umiłowaniu ojczyzny, wykorzystaniu talentów, daniu czegoś z siebie. Głównie chyba jednak na pierwszy plan rzuca się przyjemność i chęć pogłębiania jej, stabilizowania dobrostanu. "Jeżeli nie zrobię A, B, C, D...to będę niezadowolony z siebie, dlatego robię wszystko, by A, B, C, D...się wydarzyło".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5921
Przeczytał: 28 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:52, 26 Maj 2020    Temat postu:

[quote=„Banjankri”] Bo siedzenie jest najprostszą formą przebywania. Leżenie prowadzi szybko do zasypiania.[/quote]Nie wydaje mi się tak. Po pierwsze dlatego, że rodzimy się oraz umieramy leżąc; być może sen jest tym stanem „podstawowym”- szczególnie, jeśli uważa się, iż tzw. jawa, to symulacja, czyli nie-rzeczywistość.
Po drugie- ważniejsze- dlatego, że najprostszą formą przebywania pod postacią ciała ludzkiego nie jest akurat siedzenie, lecz nierobienie niczego, nawet niewykonywanie siedzenia. A ponieważ tego się nie da, bo forma musi posiadać jakąś..swoją formę właśnie, więc najbardziej adekwatny do niewykonywania niczego byłby jak największy chaos, czyli wykonywanie „pokręconych”, „chorych”, niezbornych, a nawet „wykraczających” poza anatomię człowieka, nieskoordynowanych ruchów...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5921
Przeczytał: 28 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:56, 26 Maj 2020    Temat postu:

Kori napisał:
Odrywamy kawałek obcej nam kultury i ładujemy w swoje korelatory - tak nazwałbym myśl, która mi przychodzi mi po przeczytaniu postu Piotra.
Siedzenie nie oznacza nieżycia. W moim wyobrażeniu mnisi pracują i twardo stąpają po ziemi. Z resztą, kojarzycie pewnie to słynne zdjęcie mnicha, który spalił siebie w akcie protestu. Nie znam szczegółów, ale jeżeli tak było, to jest czyn, moim zdaniem, daleki od pokręcenia czy bezcelowości.

Myślę, że to może być ważne, by nikt nie pomylił poprawnej praktyki z "odlotem", a pewnie Banjankri znasz takie przypadki.

Ken Wilber mówił coś w stylu, że są 4 tory rozwoju: growing up, cleaning up, waking up, showing up. Dojrzewanie, bycie odpowiedzialnym; oczyszczanie, czyli np. uzdrawianie traum; przebudzenie, czyli poznanie natury tego, co jest, i aktywność w świecie, w społeczeństwie.

I też mam w jakiś sposób podobne odczucia (myślę), jak Piotr, że bycie konsekwentnym w tym, o czym pisze Banjankri (ale raczej nie tylko on), oznaczałoby kompletne puszczenie wszelkich przywiązań, np. czy wyrzucą mnie z domu, czy moje zachowanie, gesty, mimika twarzy będzie zrozumiała, czy będę miał jeszcze pracę. Kojarzy mi się to z UG Krishnamurti. W komiksie jemu poświęconym przedstawiono epizod, gdzie szlajał się bez celu, a w zasadzie wyglądało to tak, jakby, mówiąc potocznie, rozwalił sobie życie.
Ja mam na przykład przywiązanie, by wyglądać schludnie, i oprócz tego całą listę rzeczy odnośnie tego, co potrzebuję i jak to zrealizować. I jest to we mnie połączone z myślami o powinności, obowiązku, umiłowaniu ojczyzny, wykorzystaniu talentów, daniu czegoś z siebie. Głównie chyba jednak na pierwszy plan rzuca się przyjemność i chęć pogłębiania jej, stabilizowania dobrostanu. "Jeżeli nie zrobię A, B, C, D...to będę niezadowolony z siebie, dlatego robię wszystko, by A, B, C, D...się wydarzyło".
Wychodzi więc na to, że jesteś o osobowości narcystycznej, a przynajmniej egocentrycznej mocno, koncentrujesz się na zadowalaniu siebie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Netlis




Dołączył: 18 Maj 2020
Posty: 164
Przeczytał: 27 tematów


PostWysłany: Śro 7:03, 27 Maj 2020    Temat postu:

Gdyby ulga była jedyną przyjemnością, to stres byłby jedynym motywatorem co występuje u ludzi znerwicowanych, z niskim libido, w depresji itp. o czym Michał też wspomniał.
A jednak często ludzie z pozytywną energią odsłaniają zasłony witając słońce... Czują ulgę? Raczej natchnienie.
Natomiast ludzie z depresją, to gdyby nie stres, nawet by z łóżka nie wstali, dla nich faktycznie jedyną przyjemnością jest ulga np. kiedy odpękali swoje i mogą się w końcu położyć z powrotem do łóżka, często marzą wtedy, żeby się już nie obudzić.


Ostatnio zmieniony przez Netlis dnia Śro 7:04, 27 Maj 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3568
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Śro 9:27, 27 Maj 2020    Temat postu:

Kori napisał:
Kojarzy mi się to z UG Krishnamurti. W komiksie jemu poświęconym przedstawiono epizod, gdzie szlajał się bez celu, a w zasadzie wyglądało to tak, jakby, mówiąc potocznie, rozwalił sobie życie.

Uwielbiam UG'go, był genialny. Fakt, że odziedziczył fortunę po ciotce i kompletnie nic go nie ograniczało, miał decydujący wpływ na jego poglądy. Był koszmarem dla filozofów i religijnych guru, bo łamał wszystkie normy odkłamując rzeczywistość. Wszystkie swoje książki pozwalał kopiować za darmo.
"I found that whatever I wanted was what they wanted me to want. Whatever I tought was whatever they wanted me to think. So there ws no wat out of that. Somewhere along the line something hit me:"There is nothing there to be transofrmed, nothing there to be changed. There is no mind there, nor is there any self to realize. What the hell am I doing?"
Gorąco polecam UG Krishnamurtiego, nie mylić z Jiddu Krishnamurtim, którego był kompletnym przeciwieństwem.

Piotr napisał:
Nie wydaje mi się tak. Po pierwsze dlatego, że rodzimy się oraz umieramy leżąc; być może sen jest tym stanem „podstawowym”- szczególnie, jeśli uważa się, iż tzw. jawa, to symulacja, czyli nie-rzeczywistość.
Po drugie- ważniejsze- dlatego, że najprostszą formą przebywania pod postacią ciała ludzkiego nie jest akurat siedzenie, lecz nierobienie niczego, nawet niewykonywanie siedzenia. A ponieważ tego się nie da, bo forma musi posiadać jakąś..swoją formę właśnie, więc najbardziej adekwatny do niewykonywania niczego byłby jak największy chaos, czyli wykonywanie „pokręconych”, „chorych”, niezbornych, a nawet „wykraczających” poza anatomię człowieka, nieskoordynowanych ruchów...

Siedzenie jest wygodne w długich interwałach. Po prostu odpowiednie siedzenie możliwe jest przez długie godziny, bez bólu pleców. Obejrzyj ten filmik, który wkleiłem, tam są odpowiedzi.

Netlis napisał:
A jednak często ludzie z pozytywną energią odsłaniają zasłony witając słońce... Czują ulgę? Raczej natchnienie.

Ulgę wynikającą z zaprzestania wyostrzania wzroku w ciemności. Podobną ulgę poczujesz chowając się z silnego słońca w ciemność.


Cytat:
Natomiast ludzie z depresją, to gdyby nie stres, nawet by z łóżka nie wstali, dla nich faktycznie jedyną przyjemnością jest ulga np. kiedy odpękali swoje i mogą się w końcu położyć z powrotem do łóżka, często marzą wtedy, żeby się już nie obudzić.

Depresja jest bardzo złożonym stanem, którego nie można zredukować do prostego stanu mentalnego. Może powstać w wyniku niedoborów w organizmie, zatrucia, czy zaburzeń we florze bakteryjnej. Obecnie, najczęstszą przyczyną depresji są błędy żywieniowe. Nadmiar cukru, powodujący przerost niewłaściwej flory jelitowe i rozszczelnienie jelit. Glifosat, który dodawany jest już prawie wszędzie, niegroźny dla ludzi, ale bokujący metaboliczny szlak szikimowy, praktycznie morduje psychobiotyki. Można powiedzieć, że nie chce się żyć tym, którym bakterie nie mówią, że ma im się chcieć.
Z fenomenologicznego punktu widzenia, depresję trzeba rozpatrywać w kontekście mentalnego dualizmu, bo jest kryzysem "drugiej świadomości". Przy odpowiednio głębokiej analizie, można znaleźć i usunąć blokery (stres), które stopują "energię" na bardzo wczesnym etapie.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 9:46, 27 Maj 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kori
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 08 Lip 2009
Posty: 525
Przeczytał: 42 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:11, 27 Maj 2020    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Wychodzi więc na to, że jesteś o osobowości narcystycznej, a przynajmniej egocentrycznej mocno, koncentrujesz się na zadowalaniu siebie...


Gdzie wpłacić należność za diagnozę?
Koncentruję się na zadowalaniu siebie, czy to nie straszne? Fajnie jest się czuć dobrze, być zdrowym i sprawnym fizycznie i psychicznie. Nie wiem, jak można zacząć od drugiej strony, od strony innych ludzi, kiedy samemu najpierw ma się braki - czy lekarz ma leczyć innych z choroby, z której sam się nie umie wyleczyć? Piramida Maslowa, sprawdź i powiedz mi, na którym etapie pojawiają się "inni".

A u ciebie Piotrze jak z koncentracją?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin