Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Macho i męski honor czy lans i dziecinada?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18439
Przeczytał: 85 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:01, 23 Sty 2021    Temat postu: Macho i męski honor czy lans i dziecinada?

Mrożek nie był fanem męskości. Jak można wyczytać z początku artykułu w Newsweeku
Newsweek, autor artykułu Chłopcy idą na wojnę. Co to jest toksyczna męskość napisał:
„Nie lubię męskości” – pisał w „Dzienniku” Sławomir Mrożek. „Historia świata jest historią brutalnego ucisku kobiet, dzieci, artystów przez mężczyzn. Określenie „zniewieściały” jest w gruncie rzeczy określeniem pochlebnym. Oznacza ono, że dany osobnik często się myje, nie lubi zabijać ludzi, zdolny jest do współczucia, nie lubi wrzeszczeć i pchać się, żeby udowodnić swoją ważność. Kobiety znają wartość życia ludzkiego, nie tylko dlatego, że rodzą ludzi, ale także dlatego, że ich wychowują i wiedzą, jaka to męka, odpowiedzialność i wysiłek.

Ja od jakiegoś czasu zgadzam się z Mrożkiem w dużym stopniu. Zbliżając się do 60ej wiosny życia, człowiek patrzy z perspektywy na to, czego pragnął w życiu kiedyś bardziej, albo i mniej, co go pochłaniało jako ważne w życiu i z tego rozliczenia wychodzi mi, że postawa znana jako macho, którą kiedyś jakoś wyraźnie bardziej uznawałem, to swego rodzaju lans na męskość. Właściwie to powiedzialbym, że macho to żałosny, podszyty nieodpowiedzialnością i programowa głupotą, lans na męskość.

Męskość w tym macho wydaniu uważam dzisiaj za groteskową, dziecinną. Ona stawia na szali, biorący się ze społecznego uzależnienia, lęk przed, że ktoś nas może uznać za "niepełnego faceta", czyli jest to lans na wykazywanie się w jakiejś tam biologicznej i społecznej roli, przeważając tym całą masę wartości o zdecydowanie większym priorytecie - uczciwość intelektualną, ochronę życia i ochronę słabszych, sprawiedliwość. W tym obrazie nieraz mi przychodzi do głowy znany z historii epizod, w którym w pojedynku ginie rosyjski poeta Aleksander Puszkin. Artykuł o tym jest tu [link widoczny dla zalogowanych]. Z powodu plotek i towarzyskiego obowiązku obrony honoru, Puszkin wyzywa oficera armii carskiej na pojedynek, w którym zostaje ciężko raniony i wkrótce umiera. Do końca nawet nie wiadomo, czy cały powód do pojedynku nie był jednym wielkim nieporozumieniem, ale przecież "prawdziwy mężczyzna" nie może puścić płazem takiej zniewagi, jaka go spotkała. Poeta ginie w relatywnie młodym wieku.
Ileż jeszcze innych bezsensownych pojedynków, a dalej śmierci młodych mężczyzn było w historii?

Męska część ludzkości została potraktowana przez ewolucję dość obcesowo. Mężczyźni (choć chyba ogólnie samce) są swoistym "mięsem armatnim" wojny genów. Mężczyźni mają słabszą od kobiet immunologię, większy statystycznie rozrzut genów, więcej skrajnych cech, zachowań. Gaussowska krzywa kobiet i mężczyzn wyraźnie się różni - męski gaus jest szeroki, o większej wariancji, kobiecy bardziej wypiętrzony i skupiony. To powoduje, że wśród mężczyzn z jednej strony dużo łatwiej znaleźć absolutnego geniusza jak i totalnego debila. Kobiety są bardziej "płcią środka". Natura tak to "sobie zaprojektowała", że geny doskonalą się POPRZEZ ODSIEW właśnie przede wszystkim po samczej stronie ludzkości. Mężczyźni są więc bardziej porywczy, odważniejsi (aż do bezsensownej brawury), choć i silniejsi fizycznie.
Za ową "decyzją genów" poszła też kultura. Mężczyzna zwyczajowo jest tym, który musi udowodnić swoją wartość, wykazać się, nawet (a może przede wszystkim...) ryzykując, narażając swoje życie. Ewolucja nie ma uczuć, nie cierpi, nie żałuje nikogo, jest beznamiętną szafarką życia osobników jakiegoś gatunku. Ewolucja (personifikuję ją, choć oczywiście jest to tylko forma stylistyczna przekazu) "cieszy się", gdy więcej samców zginie w walkach, w rywalizacji, bo wtedy ci co zostaną, będą zapewne tymi najlepiej wyselekcjonowanymi. A samce - bezmyślne, podległe swoim instynktom - w większości owym nakazom ewolucji byli posłuszni. Kultura macho jest hołdem ludzkiej obyczajowości złożonym bezmyślnej idei doboru naturalnego, jest uświęceniem ewolucji - uświęceniem często opartym o ofiarę z życia jednostek.

Z perspektywy bardziej intelektualnej, maczyzm to dziecinada, to efekt bezrefleksyjnego podporządkowania ewolucyjnej, biologicznej roli. Nic co by specjalnie nobilitowało, raczej co by świadczyło o braku zdolności do samodzielnego myślenia. Oto facet - zaprzysięgły macho - niemal wszystkie potencjalne wartości życia, podporządkowuje PR-owemu celowi "zaprezentować się jako superfacet". Niby można sobie taki cel na szczycie wszystkich życiowych celów umieścić. Można. Tylko właściwie: po co?
- Odpowiedzi jakoś uzasadnionej, intelektualnie dającej się wymodelować tu nie będzie. Jedna odpowiedź, jaką tu można dać będzie z gatunku: bo facet taki jest! Bo facet musi pokazać, że jest facet! Bo mężczyzna nie wymięka, nie penia!
Jest, bo jest. Musi, bo musi....
Takie prawo natury, taka "rzeczywistość" świata...
Jednak chłodnym okiem naukowca patrząc na sprawę, macho to po prostu produkt dostosowania się do nacisków ze strony instynktów, poddanie się biologii. To ZALEŻNOŚĆ od tego, co zewnętrzne, narzucone, a nie co przemyślane, głęboko własne, co z umysłu. Macho jest z genów, "z krwi", ale nie z rozumu. Jest jak instynkt, który psu każe wyć, gdy słyszy syrenę karetki, łososiowi płynąć w górę rzeki, aby złożyć ikrę, czy kotu zagrzebywać własne odchody. Jest to FORMA PODLEGŁOŚCI instynktom.

Oczywiście owa podległość jest przez biologię nagradzana. Jest nagradzana na dwa sposoby - wewnętrznie i zewnętrznie. Nagroda wewnętrzna polega na tym, że gdy czujemy, że "zachowaliśmy się jak mężczyzna" (czymkolwiek by owo zachowanie nie było) czujemy przypływ endorfin, jest nam przyjemniej. Zewnętrzna nagroda pochodzi ze strony środowisk, które dobrze reagują na biologiczne sygnały - tam gdzie się właśnie ceni zachowania tego rodzaju. Tak jest np. w środowisku kiboli - tam ogromną wartością jest "bycie facetem z krwi i kości", takim który pójdzie na ustawkę, aby prać się po mordach z podobnymi sobie, który ceni sobie hierarchię w grupie (czyli odpowiednik zdobywania pozycji w stadzie), który pokazuje innym swoją siłę, twardość, upór w obronie tego co własne. Z grubsza podobnie jest to w stadach wilków, hien, czy bawołów. Te dwa sposoby nagradzania zachowań biologicznie wspieranych funkcjonują w synergii - zachowując się biologicznie, będziemy poważani w grupie, zaś owo poważanie w grupie, zaowocuje dodatkowym wyrzutem endorfin w mózgu. Wszystko działa "jak powinno".

Tu jednak docieramy do pytania, które stawia FILOZOF: czy na pewno uległość tym biologicznym naciskom jest tym, czego ja chcę, czego potrzebuję, czy jest moje?
- Bo niewątpliwie, przynajmniej na krótką metę, przyjemniej, prościej, bardziej naturalnie jest ulec owym instynktom. Rezygnacja z tego mechanizmu wsparcia endorfinami, czy innymi hormonami spowoduje na pewno jakiś efekt psychicznego zagubienia, przykrość. Niefajnie jest - będąc przecież mężczyzną - nie wypełnić swego powołania jako facet - np. przegrać w jakiejś rywalizacji, dopuścić do tego, że rywal okaże się dominatorem.
Czy jednak w ogóle musimy wypełniać jakieś "rozkazy" ewolucji, kultury, oczekiwań społecznych?...
"Facet z jajami" tak potocznie to facet w stylu macho. Ale może tego rodzaju jaja, polegające na przyjęciu bez zastrzeżeń, bez własnej refleksji roli, jaką definiuje nam biologia i kultura jest właśnie oznaką słabości, podległości?...
A może "więcej jaj" wykazuje ktoś, kto chce mieć, wypracowuje sobie, a w końcu ma własne zdanie w tej kwestii, jak powinien się zachowywać?
Czy nie jest dziecinadą walka, poświęcanie naprawdę cennych wartości, czasem wystawianie się na niebezpieczeństwo nie tylko utraty własnego życia, ale też życia, czy dobrostanu innych, bliskich nam w ludzi, w imię tego, że ktoś gdzieś tam uznał, iż tutaj "honorowo będzie" to czy tamto?...

Osobiście uważam, że coś zdecydowanie jest na rzeczy w tym pytaniu. Ale sprawa wcale nie jest taka do końca jednoznaczna i oczywista...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 0:19, 24 Sty 2021, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:25, 23 Sty 2021    Temat postu:

W dobie kryzysu męskości i powszechnego zniewieścienia facetów psioczenie na "toksyczną męskość" postrzegam jako część ideologii, która ma na celu osłabienie i destrukcję społeczeństwa. Sam problem "maczyzmu" istnieje, ale nie jest to problem społeczny, tylko jednostkowy.

Walka z "toksyczną męskością" jest ściśle skorelowana z walką z chrześcijaństwem, tradycyjnymi wartościami, narodami, cywilizacją życia etc. Nie koncentruje się ona na tych toksycznie męskich jednostkach, tylko przypisuje toksyczność samej męskości.

Jeśli ktoś mówi Ci "bądź słaby", bo siła jest toksyczna, to możesz być pewien, że robi to po to, by Ciebie wykorzystać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaluśnaOwieczka




Dołączył: 28 Gru 2020
Posty: 363
Przeczytał: 67 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:34, 23 Sty 2021    Temat postu:

Ty sama jesteś przecież maczo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18439
Przeczytał: 85 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:35, 23 Sty 2021    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
W dobie kryzysu męskości i powszechnego zniewieścienia facetów psioczenie na "toksyczną męskość" postrzegam jako część ideologii, która ma na celu osłabienie i destrukcję społeczeństwa. Sam problem "maczyzmu" istnieje, ale nie jest to problem społeczny, tylko jednostkowy.

Walka z "toksyczną męskością" jest ściśle skorelowana z walką z chrześcijaństwem, tradycyjnymi wartościami, narodami, cywilizacją życia etc. Nie koncentruje się ona na tych toksycznie męskich jednostkach, tylko przypisuje toksyczność samej męskości.

Jeśli ktoś mówi Ci "bądź słaby", bo siła jest toksyczna, to możesz być pewien, że robi to po to, by Ciebie wykorzystać.

Tu jest kwestia dość zasadnicza: jak definiować siłę i słabość?

Wiem, że pewnie trudno będzie się pogodzić ludziom, co w tym względzie mają czasem wręcz przeciwstawne definicje, czują to bardzo inaczej.
Dla jednego postawą siły będzie "niech tylko ktoś mi coś tam powie, to ja każdego wyzwę, dam mu w mordę, pokażę mu, że nie pękam. To jest siła!"
Dla kogoś innego taka postawa zasługuje na ocenę w stylu: żałosny, nieodpowiedzialny głupek, który gotów jest ryzykować dar od Boga, jakim jest jego życie, cierpienie najbliższych, gdyby coś mu się stało, włożony trud społeczeństwa w wychowanie, tylko z tej bezrefleksyjnej wiary w konieczność wypełnienia jakiegoś paradygmatu samczej rywalizacji. Jakieś to głupie, świadczące o braku rozumu, czyli w ostatecznym rozrachunku jakaś to słabość osoby, zredukowanej mentalnie do wypełnianie tej śmiesznej ambicji!".
Dla tej drugiej osoby definicja siły może znacząco odmienna: ta prawdziwa siła polega na zdolności do BYCIA ODPOWIEDZIALNYM, do podjęcia skutków decyzji, jakie podejmuje się w życiu - do odpowiedzialności za zobowiązania, deklaracje, działania. Silny jest ten, za którego ktoś nie musi płacić jego rachunków życiowych, naprawiać błędów, świecić oczami, pielęgnować jego rozpadającej się psychiki, być terapeutą jego żalów i pretensji, złości i frustracji. Człowiek silny jest wtedy, gdy jest psychicznie stabilny, gdy nie musi obarczać innych swoim psychicznym nieuporządkowaniem, niestabilnością, problemami, które nieustannie sam stwarza w swoim życiu, impulsywnymi zachowaniami, głupimi decyzjami, nieopanowaniem.

Macho w większości przypadków (pewnie zdarzą się wyjątki jakiegoś wyjątkowego tytana mentalnego, który jest w stanie pogodzić pewną część, de facto sprzecznych wymogów maczyzmu i odpowiedzialności) jest właśnie kimś takim, którego cała masa ludzi przez życie mentalnie holuje, sprząta za nim, uładza jego frustracje i nieuporządkowane ambicje, bo przecież on taki "dzielny" być musi, że postawił wszystko na tę jedną kartę - lansowania się jako "superfacet". Więc wszyscy wokół pracują, aby on czuł się tym superfacetem - matka świeci oczami za jego wybryki przed nauczycielami, sąsiadami, znajomymi, ojciec płaci za jego wybryki, koledzy próbują ratować go z opresji, w które się nieustannie pakuje, by wykazać swoją siłę, potem dziewczyna będzie jego psychoterapeutą, który poprzez oznaki uległości, wmawiania mu jaki to on jest wspaniały, dowartościowywania go na setki sposobów, będzie próbowało ukoić jego kapryśną naturę.
Nie powiem, może na początku niejednej dziewczynie taka rola się spodoba, może będzie myślała o nim czule "mój wspaniały facet", weźmie jego nieodpowiedzialność za dobrą monetę. Bo ona też jest zaprogramowana biologicznie, aby właśnie takich supersamców do siebie zwabić, aby razem mogli przekazać "dobre" geny. I jej też endorfiny, zlecone przez biologię tę rolę uległej samiczki trochę wynagrodzą, może będzie się czuła z tym szczęśliwa. Ta sielanka oddania się ewolucyjnym emocjom może nawet trochę potrwać. Ale w zdecydowanej większości przypadków nie trwa jakoś szczególnie długo. W końcu supersamiec, wiedziony swoją potrzebą zdobywczości, swoją pielęgnującą go pokornie towarzyszkę życia odstawi na boczny tor, bo któraś tam spodoba mu się bardziej - bo nowa, młodsza, bo ma ładniejsze cycki. Ponieważ w naszym samcu nie ma wytworzonej odpowiedzialności, tylko pragnienie odzewu na zawołanie natury, to nie będzie mu sprawiało wielkiej trudności związanie się z nową dziewczyną, a potem drugą, trzecią... W międzyczasie jednak, pakując się w jakąś kolejna awanturę, w którą przecież koniecznie musiał się pakować, aby się sprawdzić, może czy to wylądować w więzieniu, czy doznać uszkodzeń, które go wyłączą z możliwości pracy, wspierania kogokolwiek. Taki macho bowiem to w istocie istota nieodpowiedzialna, wymagająca wsparcia przez wszystkich, którzy jakoś czują się odpowiedzialni za niego, kochają go.

Ludzie definiują sobie pojęcie siły, tak jak je czują. U mnie to pojęcie ewoluowało przez wiele lat. Zmieniałem je, próbując OCENIAĆ WSZYSTKIE ASPEKTY SPRAWY, czyli nie tylko to, co bezpośrednio się czuje, co wynika z instynktownych emocji, ale widząc szerzej skutki, biorąc pod uwagę, wszystkie koszty jakie są ponoszone w danej sytuacji.

Wedle jednej definicji Hitler był silnym człowiekiem. Takim był, jeśli patrzymy na siłę, jako na zdolność do wywoływania dużych zmian w otoczeniu, jako naginanie po prostu ludzi (manipulowanie nimi), pokonywanie w bezpośrednich starciach. To jest jakiś rodzaj siły.
Jest też inny rodzaj siły - definiowanej tym razem jako zdolność nie do czynienia po prostu zmian w otoczeniu, jak nam to kaprys wyznaczy, jak nam się zachce, a nie patrzymy na sens i wartość owych chceń, lecz jako CZYNIENIE RZECZY DOBRYCH, WARTOŚCIOWYCH. W tym znaczeniu Hitler jest totalnie na minusie, jego życie zakończyło się MONSTRUALNYM ZADŁUŻENIEM w rozliczeniach dobra i zła.

Ja raczej definiuję siłę (może to i rzadkie podejście, ale chyba choć trochę uzasadnione) jako zdolność człowieka do czynienia dobra w świecie, do takiego zarządzania swoimi zdolnościami, emocjami, siłą fizyczną, inteligencją, że ostatecznie ten po mojemu silny człowiek kończy życie nie z długiem, nie z mnóstwem bałaganu, za który ktoś inny zapłacił, ktoś inny musiał go ratować, lecz Z ZASŁUGĄ, Z BYCIEM TYM, KTÓRY UCZYNIŁ DOBRO - przyniósł komuś ukojenie, zdjął cierpienie, wprowadził pokój, naprawił rzeczy, emocje, sytuacje, choć sam wziął dla siebie niewiele.
Mocarze tego świata czują się wielcy, bo wymuszają na innych ludziach spełnianie ich kaprysów, schlebianie im, dowartościowywanie. Jako chrześcijanin wierzę, że wielkość człowieka w tym najbardziej poprawnym sensie mierzona jest właśnie tym, na ile ów człowiek przyniósł na świat dobro, a nie dopuścił do zła.
Jest taki bardzo ciekawy fragment ze Starego Testamentu:

Biblia Tysiąclecia, Księga Daniela,5 napisał:
(1) Król Baltazar urządził dla swych możnowładców w liczbie tysiąca wielką ucztę i pił wino wobec tysiąca osób. (2) Gdy zasmakował w winie, rozkazał Baltazar przynieść srebrne i złote naczynia, które jego ojciec, Nabuchodonozor, zabrał ze świątyni w Jerozolimie, aby mogli z nich pić król oraz jego możnowładcy, jego żony i nałożnice. (3) Przyniesiono więc złote i srebrne naczynia zabrane ze świątyni w Jerozolimie; pili z nich król, jego możnowładcy, jego żony i jego nałożnice. (4) Pijąc wino wychwalali bożków złotych i srebrnych, miedzianych i żelaznych, drewnianych i kamiennych. (5) W tej chwili ukazały się palce ręki ludzkiej i pisały za świecznikiem na wapnie ściany królewskiego pałacu. Król zaś widział piszącą rękę. (6) Twarz króla zmieniła się, myśli jego napełniły się przerażeniem, jego stawy biodrowe uległy rozluźnieniu, a kolana jego uderzały jedno o drugie. (7) Zakrzyknął król, by wprowadzono wróżbitów, Chaldejczyków i astrologów. Zwrócił się król do mędrców babilońskich i rzekł: Każdy, kto przeczyta to pismo i wyjaśni mi je, ma być odziany w purpurę i złoty łańcuch na szyję i ma panować w moim kraju jako trzeci. (8) Przystąpili więc wszyscy mędrcy królewscy, ale nie mogli odczytać pisma ani podać wyjaśnienia królowi. (9) Wtedy Baltazar przeraził się bardzo i kolor jego twarzy zmienił się, a jego możnowładców ogarnęło zmieszanie. (10) Królowa weszła, na skutek słów króla i możnowładców, do sali biesiadnej. Odezwała się królowa i rzekła: Królu, żyj wiecznie! Nie lękaj się swoich myśli i niech kolor twej twarzy nie ulega zmianie! (11) Jest w twoim królestwie mąż posiadający ducha świętych bogów: w czasach twego ojca znaleziono w nim światło rozumu i mądrość podobną do mądrości bogów. Ojciec twój, król Nabuchodonozor, ustanowił go zwierzchnikiem wykładaczy snów, wróżbitów, Chaldejczyków i astrologów, (12) ponieważ stwierdzono u Daniela, któremu król nadał imię Belteszassar, nadzwyczajnego ducha, wiedzę i rozwagę, umiejętność wykładania snów, wyjaśniania rzeczy zagadkowych i rozwiązywania zawiłych. Każ więc zawołać Daniela, a on ci wskaże znaczenie. (13) Wtedy przyprowadzono Daniela przed króla. Król odezwał się do Daniela: Czy to ty jesteś Daniel, jeden z uprowadzonych z Judy, których sprowadził z Judy król, mój ojciec? (14) Słyszałem o tobie, że posiadasz boskiego ducha i że uznano w tobie światło, rozwagę i nadzwyczajną mądrość. (15) Przyprowadzono do mnie mędrców i wróżbitów, by odczytali to pismo i podali jego znaczenie. Oni jednak nie potrafili podać znaczenia sprawy. (16) Słyszałem zaś o tobie, że umiesz dawać wyjaśnienia i rozwiązywać zawiłości. Jeśli więc potrafisz odczytać pismo i wyjaśnić jego znaczenie, zostaniesz odziany w purpurę i złoty łańcuch na szyję i będziesz panował jako trzeci w królestwie. (17) Wtedy odezwał się Daniel i rzekł wobec króla: Dary swoje zatrzymaj, a podarunki daj innym! Jednakże odczytam królowi pismo i wyjaśnię jego znaczenie. (18) Królu, Najwyższy Bóg dał twemu ojcu, Nabuchodonozorowi, królestwo, wielkość, chwałę i majestat. (19) Z powodu wielkości mu udzielonej wszystkie ludy, narody i języki odczuwały bojaźń i drżały przed nim. Zabijał, kogo chciał, i pozostawiał przy życiu, kogo chciał; kogo chciał, wywyższał, a kogo chciał, poniżał. (20) Gdy jednak jego serce uniosło się pychą, a jego duch utrwalił się w hardości, złożono go z królewskiego tronu i odebrano mu chwałę. (21) Wypędzono go spośród ludzi, jego serce upodobniło się do serca zwierząt, i przebywał z dzikimi osłami. Żywiono go jak woły trawą, jego ciało zaś zwilżała rosa z nieba, dopóki nie uznał, że Najwyższy Bóg panuje nad królestwem ludzi i że kogo chce, ustanawia nad nimi. (22) Ty zaś, jego syn Baltazar, nie uniżyłeś swego serca, mimo że wiedziałeś o tym wszystkim, (23) lecz uniosłeś się przeciw Panu nieba. Przyniesiono do ciebie naczynia Jego domu, ty zaś, twoi możnowładcy, twoje żony i twoje nałożnice piliście z nich wino. Wychwalałeś bogów srebrnych i złotych, miedzianych, żelaznych, drewnianych i kamiennych, którzy nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją. Bogu zaś, w którego mocy jest twój oddech i wszystkie twoje drogi, czci nie oddałeś. (24) Dlatego posłał On tę rękę, która nakreśliła to pismo. (25) A oto nakreślone pismo: mene, mene, tekel ufarsin. (26) Takie zaś jest znaczenie wyrazów: Mene - Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres. (27) Tekel - zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki. (28) Peres - twoje królestwo uległo podziałowi; oddano je Medom i Persom. (29) Wtedy na rozkaz Baltazara odziano Daniela w purpurę, nałożono mu na szyję złoty łańcuch i ogłoszono, że ma rządzić jako trzeci w państwie. (30) Tej samej nocy król chaldejski Baltazar został zabity.

Wielki król, tyran, człowiek, który rządził tyloma, krzywdził kogo chciał, panoszył się, jak mu się podobało okazał się "zbyt lekki". :shock:
Pięknie to określono - tyran okazał się zbyt lekki, czyli...
cienias!
To co mu przeznacza sąd Boga nie jest z gatunku: bo byłeś wredny! Ani nawet bo mi się sprzeciwiłeś! Tylko "okazałeś się zbyt lekki". Ta siła, którą sobie tyran przypisywał, się nie liczyła. On była lekki, słaby. Znamienne..


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 0:24, 24 Sty 2021, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:33, 23 Sty 2021    Temat postu:

MD napisał:
Ja raczej definiuję siłę (może to i rzadkie podejście, ale chyba choć trochę uzasadnione) jako zdolność człowieka do czynienia dobra w świecie, do takiego zarządzania swoimi zdolnościami, emocjami, siłą fizyczną, inteligencją, że ostatecznie ten po mojemu silny człowiek kończy życie nie z długiem, nie z mnóstwem bałaganu, za który ktoś inny zapłacił, ktoś inny musiał go ratować, lecz Z ZASŁUGĄ, Z BYCIEM TYM, KTÓRY UCZYNIŁ DOBRO - przyniósł komuś ukojenie, zdjął cierpienie, wprowadził pokój, naprawił rzeczy, emocje, sytuacje, choć sam wziął dla siebie niewiele.
Mocarze tego świata czują się wielcy, bo wymuszają na innych ludziach spełnianie ich kaprysów, schlebianie im, dowartościowywanie. Jako chrześcijanin wierzę, że wielkość człowieka w tym najbardziej poprawnym sensie mierzona jest właśnie tym, na ile ów człowiek przyniósł na świat dobro, a nie dopuścił do zła.

Zgadzam się.
Przy czym, żeby przynieść światu dobro trzeba mieć siłę, by przeciwstawić się złu. A żeby przeciwstawić się złu, trzeba przede wszystkim umieć je rozpoznać. A żeby umieć je rozpoznać, nie można być naiwniakiem. Tak wchodząc w retorykę religijną, trzeba pamiętać, ze szatan jest małpą Boga.

Zdrowo pojmowaną męskość postrzegam jako postawienie rozumu przed sercem, to co w nas miękkie, wrażliwe, ufne powinno być osłonione twardym pancerzem. Nasz wewnętrzny mężczyzna (yang) powinien zapanować nad naszą wewnętrzną kobietą (yin).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaluśnaOwieczka




Dołączył: 28 Gru 2020
Posty: 363
Przeczytał: 67 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:38, 23 Sty 2021    Temat postu:

Jedyna rozumna rzecz, jaką może człowiek uczynić, to samounicestwienie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18439
Przeczytał: 85 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:02, 23 Sty 2021    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
MD napisał:
Ja raczej definiuję siłę (może to i rzadkie podejście, ale chyba choć trochę uzasadnione) jako zdolność człowieka do czynienia dobra w świecie, do takiego zarządzania swoimi zdolnościami, emocjami, siłą fizyczną, inteligencją, że ostatecznie ten po mojemu silny człowiek kończy życie nie z długiem, nie z mnóstwem bałaganu, za który ktoś inny zapłacił, ktoś inny musiał go ratować, lecz Z ZASŁUGĄ, Z BYCIEM TYM, KTÓRY UCZYNIŁ DOBRO - przyniósł komuś ukojenie, zdjął cierpienie, wprowadził pokój, naprawił rzeczy, emocje, sytuacje, choć sam wziął dla siebie niewiele.
Mocarze tego świata czują się wielcy, bo wymuszają na innych ludziach spełnianie ich kaprysów, schlebianie im, dowartościowywanie. Jako chrześcijanin wierzę, że wielkość człowieka w tym najbardziej poprawnym sensie mierzona jest właśnie tym, na ile ów człowiek przyniósł na świat dobro, a nie dopuścił do zła.

Zgadzam się.
Przy czym, żeby przynieść światu dobro trzeba mieć siłę, by przeciwstawić się złu. A żeby przeciwstawić się złu, trzeba przede wszystkim umieć je rozpoznać. A żeby umieć je rozpoznać, nie można być naiwniakiem. Tak wchodząc w retorykę religijną, trzeba pamiętać, ze szatan jest małpą Boga.

Zdrowo pojmowaną męskość postrzegam jako postawienie rozumu przed sercem, to co w nas miękkie, wrażliwe, ufne powinno być osłonione twardym pancerzem. Nasz wewnętrzny mężczyzna (yang) powinien zapanować nad naszą wewnętrzną kobietą (yin).

Prawie zgoda, tylko że słowo "zapanować" u mnie ma dość znacząco odmieniony kontekst względem tego, co się standardowo przyjmuje. Ten mój kontekst oznacza nie tyle panowanie w sensie wymuszania, co się tam władcy zachciało, lecz bardziej w sensie: zrozumieć problem -> znaleźć dla niego rozumowe formy -> wypracować rozwiązanie, którym ostatecznie ten mężczyzna "uszczęśliwia kobietę" w sobie, czyli uładza te uczucia, które wcześniej były kapryśne, wiecznie poirytowane, nie wiedzące o co im właściwie chodzi, Jest to więc bardziej pomoc w uporządkowaniu się, niż panowanie w ludzkim sensie.
Z kolei mężczyzna bez tej kobiety (tak w sobie, jak i w swoim życiu) ostatecznie degeneruje się - degradując się uczuciowo, emocjonalnie. Kobieta - tak ta w środku, "kobieta umysłu" - jak i kobieta w życiu, jest tym powodem do życia, istnienia, działania. Czysty umysł właściwie nie ma celu, a jeśli jakoś cel by nawet temu czystemu umysłowi wskazał, to ów umysł mimowolnie zadałby pytanie: a dlaczego niby ja go mam realizować?
I mężczyzna - czysty umysł nie znalazłby na to odpowiedzi, bo on sam z siebie nie ma woli istnienia, nie ma radości bytu, tylko chłodny osąd, który nie wyróżnia istotnie powodu, czyli - po iluś tam epizodach swojego zadziałania - ląduje w emocjonalnej pustce i beznadziei.
To już w raju pojawiła się konstatacja "niedobrze, żeby mężczyzna był sam". Niedobrze, bo takiemu mężczyźnie brak jest woli życia. Może być - przejściowo - wola walki, wymuszona wyzwaniem ze strony świata. Jednak jeśli świat cofnie swoje wyzwania, a mężczyzna nie znajdzie "swojej kobiety", to się uczuciowo zdegraduje i nie będzie w stanie być szczęśliwym.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 0:02, 24 Sty 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:22, 23 Sty 2021    Temat postu:

Ja się posługuję językiem Biblii. Zapanować nad kobietą nie znaczy stłamsić kobietę. Grzechem współczesności jest odwrócenie tych ról. Ideałem tak chrześcijanina, jak i mężczyzny jest twardziel o wrażliwym sercu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaluśnaOwieczka




Dołączył: 28 Gru 2020
Posty: 363
Przeczytał: 67 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:29, 23 Sty 2021    Temat postu:

A co to jest twardziel o wrażliwym sercu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:58, 23 Sty 2021    Temat postu:

MaluśnaOwieczka napisał:
A co to jest twardziel o wrażliwym sercu?

Ktoś szlachetny i silny zarazem jak Jezus Chrystus.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaluśnaOwieczka




Dołączył: 28 Gru 2020
Posty: 363
Przeczytał: 67 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:04, 23 Sty 2021    Temat postu:

Od kiedy szlachetność idzie w parze z wrażliwością?
Mylisz wrażliwość z poczuciem obowiązku.

Najsprawniejsi w pomaganiu innym są ci, którzy mają ich w dupie. Albowiem tylko ktoś, komu nie zależy, może zachować wystarczająco rozsądku, aby pomagać rozsądnie.

Jezus Chrystus ma Cie w dupie.

Twój ojczym kamrat również.


Ostatnio zmieniony przez MaluśnaOwieczka dnia Sob 23:08, 23 Sty 2021, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:37, 23 Sty 2021    Temat postu:

MaluśnaOwieczka napisał:
Od kiedy szlachetność idzie w parze z wrażliwością?
Mylisz wrażliwość z poczuciem obowiązku.

U większości ludzie szlachetność będzie szła w parze z wrażliwością. U psychopatów można sobie wyobrazić szlachetność oderwaną od wrażliwości.
Cytat:
Najsprawniejsi w pomaganiu innym są ci, którzy mają ich w dupie. Albowiem tylko ktoś, komu nie zależy, może zachować wystarczająco rozsądku, aby pomagać rozsądnie.

Raczej tacy, którzy potrafią zapanować nad swoimi emocjami, namiętnościami. Mylisz wrażliwość z nadwrażliwością.
Cytat:
Jezus Chrystus ma Cie w dupie.

Twój ojczym kamrat również.

Wiem, że mogę na nich liczyć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaluśnaOwieczka




Dołączył: 28 Gru 2020
Posty: 363
Przeczytał: 67 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:55, 23 Sty 2021    Temat postu:

A na Ciebie można?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2912
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:10, 24 Sty 2021    Temat postu:

MaluśnaOwieczka napisał:
A na Ciebie można?

Tak, bycie kamratką zobowiązuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin