Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Solidarność, a zazdrość o bogactwo

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14905
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:38, 06 Kwi 2013    Temat postu: Solidarność, a zazdrość o bogactwo

Nie jestem zwolennikiem nierówności w dochodach. To muszę stwierdzić. Z drugiej strony jednak nie raz przychodzi mi zastanawiać się nad argumentem zazdrości. Może za niechęcią do bogaczy kryje się po prostu zazdrość? - uczucie mało sympatyczne, małostkowe. W końcu każdy może sam zakasać rękawy, wziąć się do roboty i zostać bogaczem...
Z drugiej stron jednak, na ile znam siebie, to taki bardzo zazdrosny z natury nie jestem. Po drugie nie podoba mi się nierówność w dochodach w każdej kulturze, nie tylko tam, gdzie ja tracę - jak czytam o wielkim bogactwie połączonym z nędzą milionów w Brazylii, Afryce, Azji - to za każdym razem bliżej mi emocjonalnie jakoś do owych poszkodowanych, niż do bogaczy. Mimo, że to nie moja sprawa, że - bez względu na rozkład dochodów "tam" - ja na tym nic nie zyskam, ani nie stracę.
Wydaje mi się, że poczucie sprawiedliwości jest w jakiś sposób ludziom wrodzone. Z resztą nie tylko ludziom. Robiono badania na małpach, które jednoznacznie wskazują, że małpa nierówno (niesprawiedliwie) potraktowana względem innej małpy odczuwa taką rzecz negatywnie. Mało tego, małpy mają swoje poczucie sprawiedliwości i w działaniach dążą do wyrównywania wielu niesprawiedliwości.
Patrząc z kolei ewolucyjnie na sprawę, też wydaje się, że grupy, społeczeństwa zwierząt zyskują na solidarności. Stado egoistów szybko by się rozpadło. Jeśli stado daje jakąś przewagę nad pojedynczymi osobnikami, to jest nią współpraca, wzajemna pomoc, a nie wyciąganie zasobów od wszystkich przez nieliczne uprzywilejowane osobniki. Stado ma szansę przetrwania większą wtedy jego członkowie solidarnie polują, bronią zasobów stada, współdziałają. I każda jednostka, która wykorzystuje stado wyłącznie dla własnej korzyści, staje się wrogiem tego stada. Więc ewolucyjnie korzystna jest niechęć do egoistów. Ta niechęć jest mechanizmem spajającym grupę, a w konsekwencji dającym większe szanse na przetrwanie.
Weźmy trochę inny przykład - wojna, solidarność żołnierzy, braterstwo broni. Tutaj wychwalanie egoizmu - "to wy idźcie do boju, w moim interesie jest przeczekać tę zawieruchę w schronie" jest w ogóle nie do pomyślenia. Taki egoista wśród żołnierzy prędzej dostanie kulkę od swojego kolegi, niż doczeka się akceptacji.

Tymczasem w wolnorynkowej retoryce jakże często powiada się, że to dobrze, że są nierówności. Bo to owe nierówności napędzają postęp, a dzięki nim słabi odpadają, a cała gospodarka się wzmacnia. Może oni mają rację?...

Ja uważam, że jakąś część racji mają (ale chyba "mniejszą połowę"). Bo faktycznie stanem niejako wyjściowym jest sytuacja, gdy każdy dba o siebie. Jakakolwiek pomoc ze strony innych, jest z ich strony jakąś łaską, daniną, darem. Tak czysto nieludzko i bezosobowo, to nie ma obowiązku kogoś lubić, pomagać mu. Ale tylko nieludzko...
Jeśli weźmiemy pod uwagę ludzką stronę, to jest już inaczej. Tak jak w boju niewyobrażalne jest, że ktoś wystawia kolegów na śmierć, a sam się egoistycznie kryje w schronie, tak w boju ekonomicznym też oczekuje się solidarności. Przynajmniej w tej samej drużynie - w firmie, może w kraju. I nie jest "naturalnym", ze w ramach tej samej firmy jeden pracownik (zakładam, że uczciwie pracuje) nie jest w stanie przeżyć godnie za swoją pensje, a drugi - ten uprzywilejowany - szasta pieniędzmi na lewo i prawo, bo ma ich w wielkim nadmiarze. Za chwilę w tej firmie ktoś będzie oczekiwał lojalności. A czy to jest - ze strony firmy - lojalność, jeśli (z przyczyn negocjacyjnych, często dość przypadkowych) ostateczny podział zysków ze wspólnie tworzonego produktu jest tak nierówny?... Chyba nie. Jak firma nie jest lojalna wobec mnie, to niby dlaczego ja miałbym być lojalny wobec niej?... Za chwilę przełożony komuś proszącemu o podwyżkę powie się "firma nie może więcej zapłacić". Tobie - biedaku - to nie może. Może sobie pozwolić na zlekceważenie cię. Ale już prezesowi może lekką ręką zaoferować tyle jednorazowej premii, ile ty przez cały rok nie dostaniesz.
Czy to zazdrość?
A nawet jeśli nazwa "zazdrość" zostanie tu użyta, to czy byłaby czymś świadczącym negatywnie o człowieku?
Ja uważam, ze owa zazdrość, jest zdrową zazdrością. Jest ewolucyjnie wykształconym uczuciem powiązanym z dbałością o trwałość grupy, stada. Mamy prawo uważać zbytnich egoistów (także w biznesie) za wadliwych członków grupy, za kogoś kto "nie gra w naszej drużynie", za kogoś niepewnego - bo nie można na niego liczyć w potrzebie. Podobnie jak nie można liczyć w potrzebie na egoistę żołnierza, który chowa się dziurze, gdy inni nadstawiają karku. To nielubienie bezdusznych bogaczy jest więc w jakiś sposób naturalne i zdrowe.
Nie jestem rewolucjonistą. Nie zamierzam siłą, czy szantażem wyciągać pieniędzy od bogaczy. Część z nich na pewno uczciwie zarobiła na swoją pozycję. Tych szanuję i podziwiam. Ale też wiem, że biznes taki do końca uczciwy, częsty nie jest. Wokół mnie widzę wielkie bogate firmy, które oszukują, zniżają się do obrzydliwego krętactwa. Widzę układy i układziki, które cwaniakom dały wielkie pieniądze, a innych postawiły w roli frajerów. Z grubsza jestem w stanie rozpoznać niektóre z tych przypadków. I przyznam, że tych najcwańszych, najbardziej bezdusznych, egoistycznych, posługujących się korupcją, zakłamywaniem, znajomościami uprzywilejowującymi w biznesie znacząco mniej lubię. Właściwie to chciałbym powiedzieć, że ich nie lubię, ale chrześcijańska moralność zabrania mi przyznania się do tego, bo krzywdy bym im nie zrobił. Ale uważam ich za wadliwych członków mojego społeczeństwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin