Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Skąd się biorą skrajne fundamentalizmy?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Religie i wyznania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13634
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:32, 10 Maj 2019    Temat postu: Skąd się biorą skrajne fundamentalizmy?

Gdy myślimy o fundamentalizmie religijnym, to pewnie najbardziej chcemy to odnosić do jakichś muzułmańskich twardogłowców - pokroju sunnickich, wahabickich odłamów islamu. Jednak skrajne, fundamentalistyczne podejście ma chyba każda większa religia. Weźmy taki przykład:
[link widoczny dla zalogowanych]
Mamy tu opisany fundamentalizm w katolickim stylu. Fundamentalistyczne odmiany religii maja też Żydzi. W USA różne odłamy baptystów głoszą poglądy mocno "odjechane", negujące dość podstawowe ustalenia nauki, próbujące Biblię interpretować tak dosłownie, że wręcz zahaczając czasem o śmieszność.

Stawiam pytanie: skąd w ludziach jest taka potrzeba fundamentalizmu?
Problem wydaje mi się psychologiczny, dotykający samej ludzkiej natury.

Ja trochę fundamentalizm rozumiem - w końcu chciałoby się, aby rzeczy były jednoznaczne, aby prawdy stwierdzały "jak jest", a nie "jak może być w zależności o X,Y, Z". Oczekujemy, że skoro Bóg chce dla nas dobrze, to da nam przecież to, czego do ustalenia dobra potrzebujemy - jasną wykładnię prawd świata. Bo jak inaczej?...
Stąd chyba mamy już całkiem blisko do uznania, że jakaś teraz posiadana przez nas wiedza, zbiór przekonań, są jakoś absolutne. A przy takim podejściu, jedyne co pozostaje, to bronić owego zbioru przekonań przed zmianą, jakimkolwiek naruszeniem.

Myślę, że szatan bardzo sprytnie ustawił tutaj sprawę - bardzo perfidnie ustawił test ludzkiej mądrości. Z jednej strony mamy bowiem na szali jakieś daleko posunięte zrelatywizowanie praw danych przez Boga (np. w świętych księgach). Kto "za wiele mysli", pewnie za chwilę wymyśli, że może kraść, gwałcić, zabijać. Czyż nie?...
A więc może ludzie po prostu nie powinni mędrkować, tylko "się stosować". Wtedy ryzyko zrelatywizowania nakazu boskiego zostanie zminimalizowane. Dalej szatan testuje ludzką naturą na coraz to kolejnych poziomach - bo oto mamy sformułowanie prawa boskiego - np. "nie zabijaj". Ale to nie jest takie proste, bo powstaje cały szereg pytań:
- jak długo mamy prowadzić uporczywe terapie, podtrzymywać życie osoby, która ewidentnie gaśnie, nadziei na jej wyzdrowienie nie widać?
- jak bardzo mamy sami (i swoją rodzinę) chronić się przed zagrożeniami życia. Nieraz przecież widać przesadę w tym względzie - np. w tworzeni nierealistycznych przepisów, twardych rygorów w imię zwiększania bezpieczeństwa. W końcu można dojść do stanu, gdzie nikt nie bedzie mógł niczego o sobie zadecydować, bo "mądrzejsi" ustalą, co powinien robić, aby "sobie nie zaszkodzić". Może w ogóle należałoby zabronić uprawiania bardziej niebezpiecznych sportów, wychodzenia na deszcz, przemęczania się?...
- co zrobić z tymi, którzy się zbuntują przeciw temu prawu - przestępcom? Samo ich złapanie wymaga niebezpiecznych zachowań (policjant może zginąć). To mamy sprzeczność - policjantowi należałoby zakazać łapać przestępcy, bo to naraża go na śmierć, czyli nie ma jak wdrożyć samego prawa o unikaniu zabijania.
Tymczasem z kolei bierność, brak wyzwań, miałkość życia też na swój sposób "zabija", bo degraduje psychikę, wywołuje lęki i psychozy. Ludzie zbyt skupieni na swoim bezpieczeństwie (i bezpieczeństwie rodziny) fiksują, zaczynają patologicznie traktować higienę, wyjścia z domu, kontakt z innymi ludźmi; żyją w lęku i samotności. Więc - rygorystycznie, skrajnie potraktowane - wdrożenie przykazania "nie zabijaj" może obrócić się przeciw treści samego tego przykazania (albo i innych przykazań).


Jaki byłby z tego wniosek?
- Według mnie taki, że wszystkie przykazania należałoby "posolić" sporą dawką jakiegoś takiego ZDROWEGO ROZSĄDKU.
Pewnych rzeczy nie da się zrobić "bardziej". Jeśli picie wody jest zdrowe, to bardziej i więcej pijąc wody, nie zapewnimy sobie wcale więcej zdrowia, tylko od pewnego momentu dojdziemy do przewodnienia organizmu, a w skrajnych przypadkach choroby i śmierci. Fundamentalizm, wyrosły z potrzeby jasnej rozpoznawalności praw naszego życia, wyprzęga się z sensowności - skrajnie forsując literę prawa, obraca się przeciw duchowi tego prawa.
Sam nieraz sobie myślę: jakżeż pragnę jakiejś jednoznaczności, tego aby wiadomo było, co rzeczy znaczą, aby było jasne jak powinienem postępować. Czasem chciałoby się powiedzieć - to już niech będzie nawet najgorsza dla moich pozostałych emocji decyzja, byle była pewna, byle nie musieć już procesować tych wątpliwości...
Tak bym chciał. :think:
Często BARDZO bym chciał. :think:
Ale widzę, że tego tutaj na ziemi, nie dostanę. Bogu spodobało się, abym miał ten umysł zawieszony w wątpliwościach. I nie tylko ja "jadę na tym wózku", ale wszyscy tak mamy. Obserwowanie fundamentalistów tylko uczy każdego, co się może stać, gdy owemu pragnieniu określoności praw i rozpoznań damy taki absolutny priorytet, gdy gorliwość wyprzęgniętą z rozsądku uczynimy podstawą wyborów. Wtedy grozi nam popadnięcie w głupotę, śmieszność, czasem wręcz zbrodnię.
Trudno jest się pogodzić z tym, że życie jest testem, zaś zagrożenia zawsze czyhają z OBU stron!
Czyli można przesadzić nie tylko w obojętności na głos Boga, ale też i gorliwości stosowania jakiejś tam wersji Jego przykazań. Bo zawsze przecież mamy JAKĄŚ WERSJĘ przykazań Boga, a nie ostateczną jedyną prawdę, z ostateczną jedyną wykładnią stosowania.
Tak emocjonalnie jest to rzeczywiście trudne. Właściwie to nie wiadomo jak pogodzić tę sprzeczność - być gorliwym, zaangażowanym (trzeba! Inaczej do Boga nie dojdziemy, bo bycie obojętnym, letnim, Bogu się nie podoba), a z drugiej strony NIE BYĆ GŁUPIO ZAANGAŻOWANYM.
W końcu kapłani żydowscy, skazujący Jezusa na śmierć, byli jak najbardziej zaangażowani, postępowali w zgodzie ze znanymi sobie zasadami, bronili tego porządku świata, jaki uważali za najświętszy, słuszny. Nie wiedzieli gdzie postawić granicę...
Bo w końcu, tu chyba trzeba przyznać im jakąś rację, zamiast Jezusa mógł po Izraelu chodzić w tamtych czasach jakiś oszołom, fałszywy prorok. I zadaniem kapłanów, ludzi studiujących pisma jest przecież ochrona ludu przed wpływem takich toksycznych osobników. Kapłani powinni ROZPOZNAĆ - tak sami, nie bezpośredni wyczytać z pisma - kim jest Jezus. Czy jest posłańcem Boga, czy zwodzicielem?...
Ostatecznie uznali, że przecież od Boga nie może być ktoś, kto "uzdrawia w szabat". Bóg dał szabat do odpoczynku, zatem uzdrowienie kogoś w szabat, jako forma "pracy", jest dowodem na to, że uzdrawiający nie jest do Boga... Tak to sobie wykalkulowali w oparciu o wykładnię ich prawa. I chyba pewnej logiki nie sposób jest im odmówić... Zabrakło im rozsądku, spojrzenia na prawo zachowania szabatu z szerszej perspektywy, nie jako twardy, absolutny, maksymalnie wyciągnięty w rygoryzmie zakaz aktywności takich, czy innych.
Problem w tym, ze samymi przykazaniami, samymi sformułowaniami, nawet najbardziej rygorystycznie potraktowanymi, nie jesteśmy jednak w stanie zbudować poprawnie reagującej osobowości. Tu trzeba wkładu SAMEGO CZŁOWIEKA, jego doświadczenia, myślenia, przetrenowania uczuć, pewnej szkoły życia, uczącej rozpoznawania co kieruje się bardziej w stronę dobra, a co zła. Samą literą prawa, samym fundamentalizmem się kierując, stoczymy nasze myślenie i odczuwanie otchłań. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 716
Przeczytał: 25 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:29, 10 Maj 2019    Temat postu:

Cytat:
Sam nieraz sobie myślę: jakżeż pragnę jakiejś jednoznaczności, tego aby wiadomo było, co rzeczy znaczą, aby było jasne jak powinienem postępować. Czasem chciałoby się powiedzieć - to już niech będzie nawet najgorsza dla moich pozostałych emocji decyzja, byle była pewna, byle nie musieć już procesować tych wątpliwości...
Tak bym chciał. :think:
Często BARDZO bym chciał. :think:
Ale widzę, że tego tutaj na ziemi, nie dostanę. Bogu spodobało się, abym miał ten umysł zawieszony w wątpliwościach. I nie tylko ja "jadę na tym wózku", ale wszyscy tak mamy.


Zaczynając od pogrubionego pytania Stawiam pytanie: skąd w ludziach jest taka potrzeba fundamentalizmu? to sobie myślę, że to bierze się z przekonania, że wszystko, co ludzkie, co jest utkane myślą ludzką jest słabe, ulotne, nietrwałe, zwodnicze, zaś Pismo Święte jest słowem Boga natchnione - to całkiem inna ranga pewności. Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego kreacjoniści młodej ziemi wierzą, że ziemia ma 6000(?) lat, gdy nauka z drugiej podaje całkiem inną wykładnie. I zrozumiałem, że ich podejście zasadza się na głębokim przekonaniu, że z jednej strony widzimy przecież zmieniająca się naukę, w której twierdzenia są niepewne, często upadają, są ogarniane ułomnym umysłem, a z drugiej strony mamy słowo Boga! Wynik jest prosty: przyjmujemy to co pochodzi z niepewnego źródła czy z źródła absolutnie pewnego?

Zaś co do kwestii posiadania jednoznaczności..
Przemilczę jak ja tego bardzo pragnę i jak szybko gubię się w wielu perspektywach na te same zagadnienia, co budzi moje częste rozgoryczenie, bo nie mam czasu aby poświęcić każdemu zagadnieniu tyle czasu, by móc to pewnie zweryfikować, kto ma rację w jakiejś światopoglądowej kwestii. Ale to co ciekawe to to, że napisałeś Bogu spodobało się itd.. No, ale zauważ, że chyba Bogu też spodobało się, by tak to tu działało, że człowiek może ODRZUCIĆ, WYPRZEĆ z siebie jakiekolwiek wątpliwości czego przykładem są no chociażby wlaśnie ci fundamentaliści, tak więc choć wszyscy jedziemy na tym wózku to jednak nie wszyscy sobie z tego zdajemy sprawę i są ludzie, którzy przeżywają swoje życie w absolutnym przekonaniu braku wątpliwości odnośnie jakiś światopoglądowych kwestii. Dlaczego tak jest? Dlaczego Bóg tak urządził świat, że jakby wyżej postawił zasadę mechanizmu wyparcia nad zasadę świadomości umysłu żyjącego w wątpliwościach - sam przecież napisałeś, że Bogu spodobało się to drugie, a jednak jakby pierwszeństwo ma zasada wyparcia, co skutkuje zostanie fundamentalistom i w tym można trwać całe życie! Więc całe życie się oszukując to niczego się nie uczymy! Żyjemy w błędzie, fałszu! To nie tylko smutne, ale budzi to moje wątpliwości czy test jest w ogóle dobrze przemyślany, bo skoro jednak można całe życie przeżyć w fałszu i zakłamaniu niczego się nie ucząc to tak naprawdę taki fundamentalista zmarnował czas i żył w przekonaniu, ze wszystko jest ok. A jeśli ja też żyję w fałszu i zakłamaniu? Nie mam dostępu do prawdy absolutnej i nigdy mieć nie będę więc właściwie po, co prawda miałaby być dla mnie jakąkolwiek wartością, skoro to, co przeczuwam za najpewniejsze w moim życiu może być największą iluzją w jakiej się poruszam? Z niczego się nie mogę cieszyć, bo boję się że to wszystko może być i tak kłamstwo. :cry: :cry: :cry:

ps. przepraszam, że zasmarkałem ci wątek.


Ostatnio zmieniony przez Katolikus dnia Pią 22:30, 10 Maj 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13634
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:06, 10 Maj 2019    Temat postu:

Katolikus napisał:
ps. przepraszam, że zasmarkałem ci wątek.

Nic nie zasmarkałeś. Wypowiedź jest jak najbardziej na temat.

Katolikus napisał:
Cytat:
Bogu spodobało się, abym miał ten umysł zawieszony w wątpliwościach. I nie tylko ja "jadę na tym wózku", ale wszyscy tak mamy.


napisałeś Bogu spodobało się itd.. No, ale zauważ, że chyba Bogu też spodobało się, by tak to tu działało, że człowiek może ODRZUCIĆ, WYPRZEĆ z siebie jakiekolwiek wątpliwości czego przykładem są no chociażby wlaśnie ci fundamentaliści, tak więc choć wszyscy jedziemy na tym wózku to jednak nie wszyscy sobie z tego zdajemy sprawę i są ludzie, którzy przeżywają swoje życie w absolutnym przekonaniu braku wątpliwości odnośnie jakiś światopoglądowych kwestii. Dlaczego tak jest? Dlaczego Bóg tak urządził świat, że jakby wyżej postawił zasadę mechanizmu wyparcia nad zasadę świadomości umysłu żyjącego w wątpliwościach - sam przecież napisałeś, że Bogu spodobało się to drugie, a jednak jakby pierwszeństwo ma zasada wyparcia, co skutkuje zostanie fundamentalistom i w tym można trwać całe życie!

Jednak pomiędzy tymi sytuacjami jest wyraźna różnica. Fundamentaliści podejmują decyzję - to jest ich wybór, co uznają za prawdę.
Wątpliwości, które mamy wszyscy, nie są wyborem, tylko z nich dopiero tworzy się wybór.

Człowiek może odrzucić, wyprzeć, bo TAK DZIAŁA MYŚLENIE. Inaczej się nie da. Wybierając z dwóch opcji A i B, jesli wybierzemy A, to wyprzemy/odrzucamy B. Tak więc z tym raczej nie mam problemu, bo inaczej nie ma to jak zadziałać. Zawsze, jeśli w ogóle wybór miałby być, to przyjęcie czegoś będzie związane z odrzuceniem alternatywy tego czegoś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Religie i wyznania Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin