Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Błąd logiczny wnioskowania ze skonstruowanej definicji

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 24504
Przeczytał: 48 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:52, 20 Gru 2021    Temat postu: Błąd logiczny wnioskowania ze skonstruowanej definicji

Jako przykład podam historię ze świata polityki.
Mamy w polskiej konstytucji instytucję Trybunału Konstytucyjnego. Jej zadaniem jest stwierdzanie zgodności ustaw z Konstytucją.
Konstytucja ROP napisał:
Artykuł 188
Trybunał Konstytucyjny orzeka w sprawach:
zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją,
zgodności ustaw z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie.
...
Artykuł 189
Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa.

Artykuł 190
Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.

ZDEFINIOWANO pewna instytucję, której dano moc stwierdzania pewnej właściwie...
... prawdy absolutnej.
Bo skoro (artykuł 190) ogłosił, że Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne. to nie ma już odwołana - to jak stwierdziłby Trybunał, tak musi być. Jeśliby pojawił się jakiś silny argument prawny, uzasadnienie, iż Trybunał ma rozstrzygać czy 2+2=5 (bo komuś się to wpisało do jakiejś ustawy), to by rozstrzygnął i to "było ostateczne" (nie wiadomo, którą opcję Trybunał by uznał - tak, czy nie...).

Problem jest w ogólności bardzo filozoficzny. Zdefiniujmy sobie np. pojęcie:
Weryfikator prawdy absolutnej - jest to narzędzie epistemiczne, które o każdym stwierdzeniu orzeka, czy jest prawdziwe, czy też nie.

Definicja, będąca po prostu uzgodnieniem nazwy dla czegoś - z konstrukcji - jest arbitralna. Nie ma się co czepiać, że jest "fałszywa", bo (najczęściej, pewnie wyjątki da się stworzyć) definicje nie mają w swojej konstrukcji odwołania do jakichś mechanizmów weryfikowalności. Nie ma więc np. żadnego sposobu na ustalenie czy "kot" jest prawidłową nazwą dla wszystkich kotów. Podobnie jak nie ma sposobu weryfikacji tego, czy jeśli ktoś nazwał swojego nowonarodzonego syna "Marcin", to zrobił to poprawnie, czy też nie. Bo przypisane nazw jest, z samej logiki i konstrukcji - arbitralne, nie oferujące mechanizmu weryfikacyjnego.

Niestety, umysł człowieka ma problem ze stricte logicznym, ścisłym rozumowaniem.
Jeśli zaczniemy używać w różnych kontekstach mojego weryfikatora prawdy absolutnej - zdefiniowanego przecież bez szansy na jakieś rozważenie, czy jest to pojęcie sensowne pod jakimkolwiek względem, to umysł tak nasz, jak i innych osób pojęciem operujących zacznie obudowywać to pojęcie w intuicje, odniesienia, zacznie nim operować w sposób, jak mu tam się wyda za słuszny. Będzie operował szukając sensów, odniesień. I - intuicyjnie - te sensy sobie znajdzie, czegoś się tam doszuka. Mając te sensy (nawet jeśli czasem owe sensy są sprzeczne) utrwali sobie samo pojęcie weryfikatora prawdy absolutnej, coś na nim skonstruuje, będzie bazował w dalszych rozważaniach.

Problem w tym, że to pojęcie weryfikatora prawdy absolutnej samo w sobie jest mocno filozoficznie dyskusyjne. Po pierwsze w ogóle nie każdy musi przyjąć, iż sama prawda absolutna jest poprawnym pojęciem (ja np. jestem filozoficznie z tym pojęciem mocno "na bakier"), ale nawet już niezależnie od tego pierwszego problemu, mamy tu i drugi - czy w ogóle, nawet jeśli prawda absolutna, jakoś tam rozumiana byłaby poprawnym pojęciem, to czy ona będzie weryfikowalna, jak też i to, czy owa weryfikowalność da się poprawnie opisywać pojęciem jej weryfikatora.
Wiemy dobrze, że da się sformułować definicje rzeczy nieistniejących - np. pojęcie kwadratury koła. Kwadratura koła zdefiniowana jest, ale z matematyki wiadomo, iż nie da się jej przeprowadzić, jest tworem myślowym pustym. O moim weryfikatorze prawdy absolutnej też nie wiadomo, czy czasem nie jest podobnym pojęciem.
Trybunał konstytucyjny może formalnie "stwierdzić zgodność z konstytucją" dowolnej frazy, która spełniła warunki zapisane w prawie. Czy aby na pewno jednak to cokolwiek dalej znaczy?
Teraz ostatnio mamy casus sporu o definicję małżeństwa. Np.
[link widoczny dla zalogowanych]
Pewna instytucja orzekająca stwierdza, iż PRAWEM osób jednopłciowych jest uznanie ich jako małżeństwo, zalegalizowanie ich związku. Tak stwierdza.
Inna instytucja, opierając się na innych normach stwierdza, iż małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny.
Mamy sprzeczność tych dwóch uznań. Ale o każdej z tych stron sporu można powiedzieć iż ona "orzeka o zgodności z prawem" (tym albo owym) przepisów. Biedny umysł człowieka, który STWORZYŁ SOBIE INTUICJĘ, w ramach której jak jest instytucja, która coś robi, to robi to dobrze jest w konsternacji. Jedna strona orzeka (do czego Z DEFINICJI jest powołana), lecz druga robi to samo ale odwrotnie.
Co jest źródłem sprzeczności?
Gdzie jest błąd?
Błąd jest w tym za szybkim doczepieniu przekonania - intuicji o tym, że coś nazwane jest od razu czymś obowiązującym w sensie jakimś ostatecznym, czy że jest czymś realnie istniejącym.
Obudowywać sobie intuicjami można również koncepcje prowadzący do najrozmaitszych konfuzji, sprzeczności. Nie ma w naszym umyśle jakiegoś bezpiecznika, który nam podpowie, że to co sobie teraz wykombinowaliśmy używając definicji, które przyjęliśmy jest tylko sprzeczną fantasmagorią umysłu, czy też czymś, co umysł wiedzie do zrozumienia rzeczywistości, czymś zapewniającym spójność wyborów opartych o e rozumowania, sprawczość.
Nasze intuicje często tworzą się bardzo ad hoc, chaotycznie, sprzecznie, błędnie - patrząc z różnych innych punktów widzenia (piszę o tych punktach widzenia, bo chcę zauważyć, że nie mamy żadnej formy dostępu do absolutnej rozstrzygalności, do żadnego weryfikatora prawdy absolutnej, tylko właśnie do różnych punktów widzenia).

Na koniec zacytuję wpis na temat nauki, który wyprodukował jeden ze sfinskich dyskutantów.
Cytat:
Wiedza - coś, co jest udowodnione (na podstawie logiki lub matematyki).
Wiara - coś, co nie jest udowodnione.
Wiara naukowa - coś, co jest udowodnione naukowo (może się zmienić - nauka sama to przyznaje, ale generalnie się sprawdza).

Jak się nieanalitycznie, w oparciu o typowe intuicje podejdzie do owych sformułowań, to się zwykle uruchamiają różne chaotyczne ciągi skojarzeniowe.
Spróbuję prześledzić niektóre z nich, demaskując ich pozorny charakter. Weźmy pierwsze sformułowanie:
Wiedza - coś, co jest udowodnione (na podstawie logiki lub matematyki).
Ale to fajnie brzmi!
Mamy "wiedzę" - tu intuicja podpowie "coś pewnego, coś czemu można ufać, a nie jakieś bzdury"
Mamy dalej "coś udowodnione", czyli takie pewne, niezaprzeczalne, bo przecież "dowód" (następny problem mamy z różnicą intuicja dowodu vs tego, czym rzeczywiście dowód matematyczny jest), a wiec rozumowanie ścisłe, czyli bez szansy na pomyłkę.
W drugim sformułowaniu mamy intuicję przeciwstawną:
Wiara - coś, co nie jest udowodnione.
Właściwie to racja, tak się zwykle wiarę traktuje (chyba słusznie, choć są różne konteksty). Ale mamy też zaprzeczenie tamtym intuicjom - wiara skoro nieudowodniona, jawi się jako coś dalekiego od pewności, zaufania temu czemuś. Nasza intuicyjna warstwa rozpoznawania takich stwierdzeń, już buduje raczej obraz w stylu:
- ale niefajna jest ta wiara
- ale słuszna jest ta wiedza, więc zawsze trzeba się wystrzegać wiary, a polegać na wiedzy.
- ale jak ktoś coś mówi pozytywnego o wierze, to kieruje się myślowo w stronę błędu...
chociaż te intuicje jest bzdurne!
Umysł w okowach intuicji... Zarządzany emocjami i intuicjami już często z tego "zyskuje kontekst", już "rozumie"). W rzeczywistości...
Ten umysł dopiero sobie zrobił w rozumie bałagan! :rotfl: Dopiero sobie skonstruował siatkę błędnych sugestii! :shock:

Niestety, teoria dobrze aby była prosta i intuicyjna, ale jak się z prostotą owej teorii przekroczy pewien próg (nazwijmy go "progiem prostactwa"), to się robi z tego jeden wielki myślowy gniot. I taki gniot wielu wyprodukuje w głowie odpięcie myślenia o wiedzy i wierze od GŁĘBSZEGO ROZUMIENIA.
Można to porównać trochę do uproszczeń w rodzaju rozumowania: ból jest zły, bo jest naturalnym sposobem obrony przed tym, co niebezpieczne dla organizmu (w sumie chyba prawda).
Teraz wniosek: należy unikać bólu! - jeszcze można się zgodzić, ale człowiek z doświadczeniem czuje, że tu sprawa nie musi być taka prosta...
Wniosek kolejny: nigdy przenigdy nie siadaj na fotelu dentystycznym, bo skoro wtedy boli, a już wiemy, że ból jest zły, to nie wolno jest do dentysty chodzić. I to mamy...
udowodnione! :shock:
Ten prosty przykład pokazuje, jak uproszczenie sobie sytuacji do kategorycznych stwierdzeń, uproszczenie odniesień do prostactwa będzie źródłem błędów. Bo jednak, choć ból wciąż jest nieprzyjemny, to wiele wskazuje na to, że nieleczony ząb może być przyczyną bardzo poważnej choroby, a nawet śmierci. Czyli to stwierdzenie o bólu, jako o czymś ogólnie złym, okazuje się być uproszczeniem, niekompletnym opisem.
Podobnie prostackim, niekompletnym opisem jest oparcie się powyższe uznanie wiedzy i wiary.
Co by wyprowadzało owe stwierdzenia ponad prostactwo?
- Ano już proste spostrzeżenie, że w każdej wiedzy jest ZAWSZE zaszyty aspekt wiary - w postaci arbitralnie (na wiarę) wziętej metodologii, założeń, konstrukcji modeli i teorii.
- Jest jeszcze i drugie spostrzeżenie, że każdy matematyczny dowód oprze się jakąś formą wiary - założeń. Czyli brak mechanizmu wiary w rozumowaniu anulowałby samą możliwość tworzenia dowodów. Czyli stwierdzenie "wiara, to to co nieudowodnione" nagle robi się mocno dziwne.
- jest jeszcze i takie spostrzeżenie, że rozwój naukowej wiedzy oparty jest o HIPOTEZY - czyli brane na rodzaj naukowej wiary stwierdzenia. Bez hipotez całej nauki i całej związanej z nią wiedzy by nie było. Czyli bez wiary nie byłoby nauki.
Ale umysł dążący do prostactwa myślowego to już przeoczy, skupiając się na powierzchownych aspektach i emocjonalnych, intuicyjnych uproszczeniach. Rozsądne myślenie właściwie można utożsamić z postawą TROPIENIA PROSTACTWA w rozumowaniach.

Z intuicjami jest ten problem, że działają one dość samowolnie. Same sobie, bez ścisłej kontroli rozumu, robią dowiązania, same uznają coś za dobre bądź złe, słuszne bądź niesłuszne. Potem nieraz powstaje z tego bałagan, tworzą się sprzeczności, ostatecznie robi się gniot rozumowy, który już niczego poprawnie nie wskazuje, który swoim prostactwem tak wykrzaczy myślenie, że ono stanie się bezużyteczne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 24504
Przeczytał: 48 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 1:26, 21 Gru 2021    Temat postu: Re: Błąd logiczny wnioskowania ze skonstruowanej definicji

Problem, który tu opisuję ma swoje wydanie na poziomie metodologii nauki.
Weźmy pytanie: czy można zweryfikować teorię?
Od strony logicznej będzie można, jeśli teoria zaoferuje wystarczająco ścisłe definicje i daje matematyczną do nich obsługę. Wtedy można zacząć sprawdzać, czy wynikania w tej teorii nie są czasem logicznie sprzeczne. Gdyby okazały się jakoś sprzeczne, to tak teorię można by było obalić, teorię uznać za nielogiczną.

Problem głębszy jednak jest taki, nawet taka teoria, która przeszła wszystkie zadane procedurą testy:
1. nie przeszła w ogóle wszystkich możliwych testów (bo tych jest nieskończenie wiele)
2. nawet zakładając, że rzeczywiście jest logicznie poprawna, nie musi opisywać niczego, w naszym realnym świecie.
Teoria o krasnoludkach od strony logicznej może być idealnie poprawna. Co nie zmieni tego, że będzie ona opisywała coś, czego w naszym świecie nie stwierdzono.

Teorie z resztą bywają "wymienne". Np. model kroplowy jądra atomowego posługuje się pojęciami z mechaniki płynów. I to mimo tego, że zapewne nie ma takich fizyków jądrowych, którzy wierzyliby, że jądro jest cieczą w tym sensie, co się zwykle za ciecz uważa. W kwantach jest pojęcie "prądu prawdopodobieństwa" - pojęcie z zupełnie innego modelu, z elektryczności, z uwagi na podobieństwo pewnych aspektów do tego, co się stosuje w teorii kwantów, zostało wykorzystane. Czyli mamy trochę tak, jakby teoriom zakładano "nowe koszulki".
Skonstruować sobie system nazywania pojęć, a nawet powiązać te pojęcia z jakimiś pomiarami można na wiele sposobów. Każda teoria będzie miała jakieś swoje moce i słabe strony.
Czy teoria jest prawdziwa?
- Powiedziałbym, że właściwie dla żadnej teorii typu fizycznego nie ma w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie. Bo przyjmując różne parametry oceny można uzyskiwać odpowiedzi na tak, albo i na nie. A nie istnieje jakieś absolutne kryterium, które by wyróżniało nam jedne parametry względem innych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin