Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Problem z rzeczową dyskusją

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1638
Przeczytał: 115 tematów


PostWysłany: Sob 12:42, 07 Mar 2020    Temat postu: Problem z rzeczową dyskusją

Kiedy zapytać przeciętnego człowieka, czy dyskusje powinny byc rzeczowe, to praktycznie każdy się zgodzi. Deklarujemy, że stosowanie chwytów erystycznych, argumentów personalnych, granie na emocjach itd. są nieuczciwymi praktykami, które w dyskusji są niedopuszczalne.

Jednak jak się przyjrzeć temu, w jaki sposób większość osób dyskutuje i jak podchodzi do dyskusji, to trudno się oprzeć wrażeniu, że praktycznie mało kto jest rzeczową dyskusją zainteresowany. Tzn. można sobie wyobrazić bez problemu rzeczową dyskusję na dany temat pomiędzy osobami, które nie są emocjonalnie, ideologicznie czy ideowo zaangażowane w ten temat, a więc jest on dla nich neutralny. Natomiast tam gdzie ma miejsce jakiś rodzaj osobistego zaangażowania, tam zaczynają się schody.

Intencją tego tematu nie jest krytyka odejścia od rzeczowej dyskusji z powodu osobistego zaangażowania, tylko próba zrozumienia i usprawiedliwienia takiego działania.

W tym celu posłużę się takim przykładem:

Na forum loguje się człowiek, który przedstawia się jako zwolennik kanibalizmu. Jest uprzejmy, kulturalny, zakłada wątek pt. "Dlaczego powinniśmy jeść ludzi?" i w rzeczowy sposób wykłada swoje stanowisko, podając różne argumenty.

Jeśli opowiadamy się za rzeczową dyskusją w każdym wypadku, to w tym momencie powinniśmy podjąć z nim racjonalną dyskusję, oparta na logice i argumentach, niezależnie od negatywnych emocji, które w nas się pojawiły wskutek zapoznania się z samą tezą, niezależnie od skutków, jakie taka dyskusja może wywołać itd.

Pojawia się pytanie, ilu z nas w ogóle chciałoby na ten temat dyskutować, a ilu z nas żądałoby zamknięcia tematu przez moderatora albo ostro zganiłoby autora tematu za propagowanie szkodliwych przekonań? Szacuję, że znakomita większość czułaby, że nie wolno takich tematów poruszać.
Czy to źle? Czy nie tematów, kore zasługują w oczach praktycznie wszystkich z nas na tabu?

Przełóżmy teraz to sobie na bardziej przyziemne tematy:

- Człowiek, który uznaje tabu rasy, a więc uważa, że nie wolno różnicować ludzi pod względem rasy , poprzez uwzględnienie rasy sprawcy jakiegoś przestępstwa bądź porównywanie ludzi różnych ras pod względem ilorazu inteligencji itd, będzie reagował emocjonalnie na każdą próbę takiego różnicowania, postrzegając to jako rasizm, który jest czymś szkodliwym.

- Człowiek, który uznaje tabu swojej religii uważa, że herezje, profanowanie symboli religijnych, krytykowanie ważnych figur w danej religii, będzie reagował emocjonalnie na każdą próbę naruszenia tej sfery religijnej, ponieważ postrzega to jako świętokradztwo, coś szkodliwego, złego.

Skoro większości z nas nie razi emocjonalna reakcja na kanibalistyczny wpis forumowicza, to dlaczego tak często drwimy sobie z emocjonalnych reakcji w podobnych sytuacjach? Ba, osoby, które emocjonalnie reagują na rasizm potrafią drwić z emocjonalnych reakcji na profanację symboli religijnych i na odwrót osoby, które emocjonalnie reagują na profanację, drwią z emocjonalnej reakcji osób, które w ten sam sposób reagują na rasizm.

Reakcja emocjonalna lub jej brak zależy od tego, z jakimi wartościami, ideami, ideologiami się utożsamiamy. I o ile jest reakcją na naruszenie naszej wartości, uznajemy ją za słuszną, a jeśli jest reakcją na naruszenie cudzej wartości, to uznajemy ją śmieszną, niepotrzebną, szkodliwą i kłopotliwą. Wypisz wymaluj moralność Kalego.

O co więc chodzi w tym promowaniu rzeczowej dyskusji i wytkaniu innym, że się jej nie trzymają? Czy nie o to, żeby podważyć czyjeś wartości i wtrynić własne? Nawet jeśli pomyślimy sobie osobę, która nie jest emocjonalnie zaangażowana w żadne idee, ideologie, wartości i potrafi rzeczowo dyskutować na każdy temat, to jeśli zaakceptujemy jej zasady gry (zawsze o wszystkim dyskutujmy rzeczowo), damy sobie tym damy wtrynić jej wartość, którą jest czysty rozum, logika, obiektywizm.

Z tego by mi wynikało, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak rzeczowa dyskusja, każda jedna dyskusja jest podszyta wartościami, emocjonalnym utożsamieniem się z czymś, co uznajemy za słuszne.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Sob 12:44, 07 Mar 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:17, 07 Mar 2020    Temat postu: Re: Problem z rzeczową dyskusją

towarzyski.pelikan napisał:
Z tego by mi wynikało, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak rzeczowa dyskusja, każda jedna dyskusja jest podszyta wartościami, emocjonalnym utożsamieniem się z czymś, co uznajemy za słuszne.

Też nieraz myślę nad tym problemem.
Przyznam, że się osobiście testuję z odczuciami na ten temat. Najbardziej mnie zastanawiającym testem jest zapytanie siebie:
- czy chcesz, aby profanowano Jezusa? - oczywiście nie.
- czy nie miałbyś nic przeciwko publikowaniu karykatur proroka Mahometa? też nie...
Ale oczywiście oba "nie" znaczą de facto coś przeciwnego - profanacja własnej religii mnie razi, cudzej już nie.
I to mnie nieraz wkurza, że nie widzę w tym dobrego rozwiązania. Właśnie w kwestii profanacji czegoś.
Weźmy świętość rodziny... Wychodzą sobie tacy z tego LGBT i profanują święty związek małżeński próbami zrównania go ze swoim obrzydliwym seksem homo. Jednak z ich punktu widzenia, nazywanie ich związku "obrzydliwym" jest profanacją, mową nienawiści i właśnie złem.
Uczciwie i bezstronnie patrząc na sprawę, powinienem pewnie uznać, że nie aprobując seksu homo, "szargam świętości" ich homoseksualnych uczuć.
Ale idąc jeszcze dalej z rozumowaniem, to każdy może sobie określić jakieś swoje przekonania jako "świętość". Zwolennicy aborcji mogą posłużyć się retoryką o "świętym prawie kobiet do decydowania o swoim ciele". Zwolennicy rozwoju przemysłu węglowego też spokojnie mogą ogłaszać "świętość górniczego trudu" z czego miałoby wynikać prawo do zatruwania nawet całego świata smrodem spalin. Wszak wg nich górniczy trud jest "świętszy" niż np. "święte prawo do zdrowego powietrza".

Tu oczywiście większość ludzi powie: no tak, można sobie tak nazywać, ale przecież wszyscy "dobrze wiedzą jak jest", czują kto oszukuje, a kto nie. Problem w tym, że wcale nie widać w społeczeństwie jakiś totalnej zgodności w tym względzie co święte, właściwe, dobre jest, a co nie. Każdy to ocenia wedle swoich przekonań, które bywają bardzo różne.
I to jest zagwozdka, z którą ja np. sobie nie bardzo potrafię intelektualnie poradzić. :(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1638
Przeczytał: 115 tematów


PostWysłany: Sob 14:15, 07 Mar 2020    Temat postu:

Wydaje mi się, że jedyną możliwością jest po prostu kierować się własnymi wartościami i zgodnie z nimi reagować, przy świadomości, że nie jesteśmy przy tym obiektywni, a więc zdajemy sobie sprawę z własnej stronniczości.

Tzn. uważam, że najgorszą rzeczą jest, kiedy bronimy własnych wartości (jesteśmy stronniczy) zarzekając się, że jesteśmy obiektywni, a wszyscy inni są stronniczy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:25, 07 Mar 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Wydaje mi się, że jedyną możliwością jest po prostu kierować się własnymi wartościami i zgodnie z nimi reagować, przy świadomości, że nie jesteśmy przy tym obiektywni, a więc zdajemy sobie sprawę z własnej stronniczości.

Problem w tym, że ja do "moich wartości" zaliczam też obiektywizm, brak stronniczości. :(
Jeśli mam się kierować "swoimi wartościami", to powinienem rozwiązać ten dylemat jakoś ogólnie, aby nie zarzucić sobie nieuczciwości intelektualnej, stosowania podwójnych standardów.
Ale z drugiej strony wynikłby z tego dylematu dość ciekawy wniosek.
Nawet PRZEŁOMOWY wniosek. :shock:
Wnioskiem tym byłoby: obiektywizm ma swoje naturalne ograniczenie!
Jednocześnie jednak mamy tę okoliczność, że rzeczy są jakie są - funkcjonują W JEDNEJ NIESPRZECZNEJ POSTACI.
Czyli coś musi zakłócać idealną symetrię rzeczy - uznawania za coś. Może właśnie Bóg?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1638
Przeczytał: 115 tematów


PostWysłany: Sob 14:32, 07 Mar 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Problem w tym, że ja do "moich wartości" zaliczam też obiektywizm, brak stronniczości. :(

I uważasz, że w tej preferencji "bezstronności" nie jesteś stronniczy?
Tak jak są osoby, dla których najważniejsza jest np. religia, prawa kobiet, rodzina etc., tak dla Ciebie najważniejsza może być "prawda rozumu".

Tak czy siak nie da się uciec od stronniczości. Za czymś trzeba się opowiedzieć.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Sob 14:32, 07 Mar 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:43, 07 Mar 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Problem w tym, że ja do "moich wartości" zaliczam też obiektywizm, brak stronniczości. :(

I uważasz, że w tej preferencji "bezstronności" nie jesteś stronniczy?
Tak jak są osoby, dla których najważniejsza jest np. religia, prawa kobiet, rodzina etc., tak dla Ciebie najważniejsza może być "prawda rozumu".

Tak czy siak nie da się uciec od stronniczości. Za czymś trzeba się opowiedzieć.

To ja się opowiadam za obiektywizmem i brakiem stronniczości. :)

Czyli, już bardziej na poważnie i próbując znaleźć wyjście z impasu - poszukuję PROCEDUR, które uwzględniają wszystkie głosy, ale też POWINNY BYĆ KONKLUZYWNE, Problem w tym, że aby te procedury przyjąć, też trzeba się zdecydować. Może nawet zająć stanowisko przeciw innemu stanowisku...

Może tutaj dotykamy szczególnego zagadnienia: MOCY UMYSŁU.
W ramach mojej koncepcji, umysł słaby to taki umysł, który widzi tylko ograniczoną część przesłanek. Najsłabsze umysły decydują się już ostatecznie z jednej przesłanki, widzą tylko jedną stronę sporu. Im silniejszy umysł, tym większą liczbę przesłanek jest w stanie rozpatrzyć, budując z nich jaką syntezę.
Umysł Boga jest najwyżej - ostateczne Królestwo Boże powinno w tym ujęciu być syntezą wszelkiego dobra. :think:


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 14:44, 07 Mar 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:24, 07 Mar 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Problem w tym, że ja do "moich wartości" zaliczam też obiektywizm, brak stronniczości. :(

I uważasz, że w tej preferencji "bezstronności" nie jesteś stronniczy?
Tak jak są osoby, dla których najważniejsza jest np. religia, prawa kobiet, rodzina etc., tak dla Ciebie najważniejsza może być "prawda rozumu".

Tak czy siak nie da się uciec od stronniczości. Za czymś trzeba się opowiedzieć.

To ja się opowiadam za obiektywizmem i brakiem stronniczości. :)

Czyli, już bardziej na poważnie i próbując znaleźć wyjście z impasu - poszukuję PROCEDUR, które uwzględniają wszystkie głosy, ale też POWINNY BYĆ KONKLUZYWNE, Problem w tym, że aby te procedury przyjąć, też trzeba się zdecydować. Może nawet zająć stanowisko przeciw innemu stanowisku...
Zastanawiam się czy człowiek, który spędza tyle uwagi a tym samym energii mózgu na skompletowanie instrukcji myślenia, ma wystarczająco limitowanej energii życiowej na 16 h aby myśleć świadomie i pokornie zagłębiając się (metofora) w logikę dedukcyjna [od <-> do] i indukcyjna [do <-> od] a następnie przenosic (metafora) rezultaty dedukcji i indukcji w rejon (metafora) weryfikacji na wartość społecznie dodaną, którą zajmuje się współpracą rozumu z intuicją?

MD napisał:
Może tutaj dotykamy szczególnego zagadnienia: MOCY UMYSŁU. W ramach mojej koncepcji, umysł słaby to taki umysł, który widzi tylko ograniczoną część przesłanek. Najsłabsze umysły decydują się już ostatecznie z jednej przesłanki, widzą tylko jedną stronę sporu. Im silniejszy umysł, tym większą liczbę przesłanek jest w stanie rozpatrzyć, budując z nich jaką syntezę.
Ściągając umysł, któremu ewidentnie służy mózg [neuronauka], z MD ołtarzyka, wskażmy najpierw logicznie, że istota na niskim poziomie świadomości nie zwróci uwagi na fenomen, który może zwrócić Twoja uwagę. I tylko tyle i aż tyle. Podobnie, Ty, jesteś w stanie "utonąć" w kreowaniu modeli i ucieknie Ci okienko możliwości aby dojść do jakiejś konkluzji odpowiedniej na miejsce i czas, bo jako Perceiver układasz kolejną "k*pke".

MD napisał:
Umysł Boga jest najwyżej - ostateczne Królestwo Boże powinno w tym ujęciu być syntezą wszelkiego dobra. :think:
To spekulacja, bo znowu wpadłeś we własną sieć, że Bóg to ktoś tam i w zależności od Twojego stanu emocjonalnego w trakcie zapisu albo jest lub powinien być doskonały albo ma Twoje wady, które możesz wypierać tworzac efekt cienia osobowości.

Nie spędzam czasu na tworzenie modeli konceptualnych, chyba, że akurat przygotowuję szkic badania naukowego i model konceptualny jest mi potrzebny jako metodologia szkicu badania opartego na teoriach naukowych.

W życiu kieruję się swoim kręgosłupem moralnym i wiem odczuciem co ma wartość spolecznie dodaną i nie angażuję się w cokolwiek co tej wartości nie ma.

E. g. jeśli moja pracownica w korporacja się pomyli i pomyłka jest nie tylko widoczna ale może stać się artefaktem poczty pantoflowej w krótkim czasie, to wykonuję następujące czynności:
1. Przepraszam osobę poszkodowaną i prezentuję sposób na naprawienie błędu.
2. Wyjaśniam jakie metody zabezpieczające wprowadzę żeby się nie powtórzył.
3. Udaję się na spotkanie z pracownicą w prywatnym miejscu aby omówić problem, nauczyć ją nowej metody z zabezpieczeniem i ją rozwijać rozwijając siebie.

Można sprawować kontrolę nad innymi lub można ich rozwijać z wartością spolecznie dodaną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:49, 07 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Nie spędzam czasu na tworzenie modeli konceptualnych, chyba, że akurat przygotowuję szkic badania naukowego i model konceptualny jest mi potrzebny jako metodologia szkicu badania opartego na teoriach naukowych.

W życiu kieruję się swoim kręgosłupem moralnym i wiem odczuciem co ma wartość spolecznie dodaną i nie angażuję się w cokolwiek co tej wartości nie ma.

Z tego co by wynikało z naszych rozmów, to Ty po prostu UCIEKASZ.
Uciekasz przed trudnymi prawdami.
Uciekasz przed dyskomfortem emocjonalnym.
Uciekasz przed wspomnieniami, których nie umiesz znieść.
Uciekasz w swój świat iluzji i przekonywania się, że ostatecznie tę iluzję utrzymasz przed prawdą rzeczywistości.
A jednocześnie bardzo się boisz, bo przecież czujesz, że ten kto ucieka, to raczej nie mocarz.
A skoro nie mocarz, to i swojej iluzji nie będzie w stanie utrzymywać dowolnie długo. I to czujesz, że przyjdzie czas, gdy to pracowite podmienianie odczytów rzeczywistości na przyjemne iluzje, zacznie szwankować, po prostu nie starczy Ci sił, aby z tymi podmiankami nadążać na tyle sprawnie, aby WCIĄŻ W TO WIERZYĆ. Czujesz, że postawiłaś wszystko na jedną kartę, której nie znasz - może to as, a może dwójka trefl.

W mojej ocenie porywasz się na zadanie, którego nikt nie jest w stanie wykonać - obronić siebie przed samą sobą własnymi siłami. Nie dasz rady, bo nie masz punktu podparcia (jakoś tam zewnętrznego, stabilizującego). Każda rzecz, którą stwierdzisz ma moc tylko taką, jaką jesteś w stanie nadać. A więc każda wątpliwość, która pojawi się w Tobie, będzie miała moc równą tej rzeczy - bo obie są z ciebie i obie dziedziczą to samo. Wystawiasz mentalnie przeciw sobie zawsze równych do co siły przeciwników. Oni będą walczyć bez rozstrzygnięcia, walczyć bez końca. Aż się zamęczą do stanu absolutnego zamęczenia. Współczuję tej sytuacji. :(
Teraz to się zdaje jeszcze działać, bo sobie dobierasz przeciwników zewnętrznych, z którymi "wygrywasz" dlatego, że dowolnie ustalasz zasady, kto wygrywa. To Ci daje wrażenie wielkiej mocy. Problem zacznie się wtedy, gdy zabraknie zewnętrznych przeciwników, a staniesz tylko sama naprzeciw siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:55, 07 Mar 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Nie spędzam czasu na tworzenie modeli konceptualnych, chyba, że akurat przygotowuję szkic badania naukowego i model konceptualny jest mi potrzebny jako metodologia szkicu badania opartego na teoriach naukowych.

W życiu kieruję się swoim kręgosłupem moralnym i wiem odczuciem co ma wartość spolecznie dodaną i nie angażuję się w cokolwiek co tej wartości nie ma.

Z tego co by wynikało z naszych rozmów, to Ty po prostu UCIEKASZ.
Uciekasz przed trudnymi prawdami.
Czym jest "trudna prawda"?

MD napisał:
Uciekasz przed dyskomfortem emocjonalnym.
Uciekasz przed wspomnieniami, których nie umiesz znieść.
Uciekasz w swój świat iluzji i przekonywania się, że ostatecznie tę iluzję utrzymasz
I wyczytales to z brudu pod panokciami czy z fusow od kawy?

MD napisał:
... przed prawdą rzeczywistości.
Rzeczywistosc to proces emocjonalno-psychologiczny zlozony z rzeczywistosci wielu osob. Poniewaz charakteryzuje je zroznicowany poziom swiadomosci ludzkiej a tym samym intencji, to trudno omawiac fenomen "prawdy rzeczywistosci", bo jest nieistniejacy. Jakkolwiek, kiedy zwocimy szczegolna uwage na wycinek rzeczywistosci, to mozemy zbadac swiadomosc osoby dokonujacej oceny wlasnej rzeczywistosci percepcyjnej na bazie ich swiadomosci, intencji, emocji, uczuc, mysli, slow i czynow ktorymi tworza wlasne przeznaczenie nie bez wplywu na srodowiska kontaktow.

MD napisał:
A jednocześnie bardzo się boisz, bo przecież czujesz, że ten kto ucieka, to raczej nie mocarz. A skoro nie mocarz, to i swojej iluzji nie będzie w stanie utrzymywać dowolnie długo. I to czujesz, że przyjdzie czas, gdy to pracowite podmienianie odczytów rzeczywistości na przyjemne iluzje, zacznie szwankować, po prostu nie starczy Ci sił, aby z tymi podmiankami nadążać na tyle sprawnie, aby WCIĄŻ W TO WIERZYĆ. Czujesz, że postawiłaś wszystko na jedną kartę, której nie znasz - może to as, a może dwójka trefl.
W mojej ocenie porywasz się na zadanie, którego nikt nie jest w stanie wykonać - obronić siebie przed samą sobą własnymi siłami. Nie dasz rady, bo nie masz punktu podparcia (jakoś tam zewnętrznego, stabilizującego). Każda rzecz, którą stwierdzisz ma moc tylko taką, jaką jesteś w stanie nadać. A więc każda wątpliwość, która pojawi się w Tobie, będzie miała moc równą tej rzeczy - bo obie są z ciebie i obie dziedziczą to samo. Wystawiasz mentalnie przeciw sobie zawsze równych do co siły przeciwników. Oni będą walczyć bez rozstrzygnięcia, walczyć bez końca. Aż się zamęczą do stanu absolutnego zamęczenia. Współczuję tej sytuacji. :(
Teraz to się zdaje jeszcze działać, bo sobie dobierasz przeciwników zewnętrznych, z którymi "wygrywasz" dlatego, że dowolnie ustalasz zasady, kto wygrywa. To Ci daje wrażenie wielkiej mocy. Problem zacznie się wtedy, gdy zabraknie zewnętrznych przeciwników, a staniesz tylko sama naprzeciw siebie.
Jeez Louise ale fantastyka - skad ludziom takie idotyzmy przychodza do glowy? Sily projekcji [skonczona] sie nie dziwie, bo nerwica to nerwica.

[link widoczny dla zalogowanych]

h*ttps://alinawreczyckiphd.com/2020/03/07/courage-to-be-countercultural-odwaga-bycia-kontrkulturowym/?fbclid=IwAR1qpT3jetxefz0BTQcqir09szz-rsSBmK7QoKxYgmaUSLX_87lBU2SOk5E

Podobnie jak mozna stac sie niewolnikiem bezrefleksyjnego stada podobnie mozna stac sie niewolnikiem siebie - wykladnia jest niska intencja podcinania blizniemu skrzydel instpiracji, bo wlasne uprzednio przyciales.

Grupowa ideologia jest antonimem prawdziwej jaźni, która zgodnie ze starożytną żydowską tradycją jest „przestrzenią” [metafora] wewnątrz nas, pozbawioną jakichkolwiek emocjonalnych i mentalnych rozterek/rozproszeń, w których wszystkie panoramiczne doświadczenia empiryczne mogą tworzyć całościowy pogląd, z którego nasza godność i moc, aby wzmocnić siebie i innych, emanuje. [unoszac, nie deprecjonjac]. Jakbys mial watpliwosci, to wartosc czlowieka emanuje z nich a nie z Michala Dyszynskiego, bo powierzajac moj system wartosci Michalowi Dyszynskiemu [nigdy nie powierze mojego systemu wartosci nikomu] nie wiem gdzie by sie z moim systemem wartosci udal biorac pod uwage Michala Dyszynksiego brak samokontroli w osadzaniu mnie ze statycznego stanowiska wlasnego ego w szczegolnym miejscu i czasie zaleznym od stanu jego emocji a tym samym stanu psychicznego.

Milosc moralna to lagodnosc i stanowczsc w jednym i w razie jakichkolwiek atakow na autonomie/suwerennosc czlowieka do ktorej ma praweo przez urodzenie potrafi ramieniem prawym uderzyc jak mieczem i paluchy stop uzurpatora odetnie bez zmruzenia okiem. Potem w mysli przytuli w sercu, ale "cierp cialo kiejs chcialo" :wink:

Dla Ciebie na czasie, bo Twoja pokusa wbicia klina pomiedzy mnie i jak nazywasz w katolicyzmie Pana Boga a ja okreslam jako "cichy partner/najwyzszy instynkt samopoznania" to Twoje "Syzyfowe Prace"

Ks. Piotr Pawlukiewicz - Kłamstwo, które nas zniewala - Wielki Post
https://youtu.be/4DFSsSL_nPo
*https://youtu.be/4DFSsSL_nPo

Poniewaz mnie fascynuja tradycje swiatowe, to sobie stale slucham z roznych zrodel a oceniam ich wartosc przez wlasny system wartosci i rozwijam sie. Usilujac deprecjonowac innych, deprecjonujesz siebie. Ale to ani moja sprawa ani strawa, bo jestes, jak kazdy czlowiek, "kowalem swojego losu". Czy sie zgubisz czy zbawisz to tez nie moja sprawa, bo to Twoj wolny wybor. Jestem kowalem swojego losu i przybywam do stolu globalnej komunii ludzkosci jako kosciol powszechny czyli rodzina ludzka. :wink:


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 1:53, 08 Mar 2020, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:42, 09 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Nie spędzam czasu na tworzenie modeli konceptualnych, chyba, że akurat przygotowuję szkic badania naukowego i model konceptualny jest mi potrzebny jako metodologia szkicu badania opartego na teoriach naukowych.

W życiu kieruję się swoim kręgosłupem moralnym i wiem odczuciem co ma wartość spolecznie dodaną i nie angażuję się w cokolwiek co tej wartości nie ma.

Z tego co by wynikało z naszych rozmów, to Ty po prostu UCIEKASZ.
Uciekasz przed trudnymi prawdami.
Czym jest "trudna prawda"?

Myślałem tu o takim rodzaju rozważań, których przeprowadzenie sprawia jakiejś osobie tak wielki dyskomfort emocjonalny, że owa osoba nie jest w stanie owego rozumowania przeprowadzić (albo - w łagodniejszej formie - przeprowadza to rozumowanie z bardzo wielkim trudem psychicznym).
Trudne prawdy są GRANICĄ DOSTĘPNOŚCI DO ROZUMIENIA RZECZY dla danej osoby.
Są ludzie (umownie nazwę ich "komfortowcami"), którzy potrafią rozumować w bardzo wąskim zakresie paru komfortowych dla siebie prawd. Ci ludzie mają wąski horyzont rozumienia, oni nie dowiedzą się bardzo wielu rzeczy, które pozostaną zawsze poza zasięgiem ich umysłu. Do takich za trudnych dla nich prawd szczególnie zaliczyć należy: zaakceptowanie ISTNIENIA swoich błędów, win, niedoskonałości wszelkiego rodzaju. Tacy ludzie będą tworzyli sobie iluzje, że są wspaniali, niezniszczalni i bez winy, choć w istocie są... po prostu ludźmi.
Są ludzie, którzy swoim umysłem sięgają względnie daleko (umownie określę ich jako "średniacy") - widzą większość błędów ludzi, błędów własnych, problematycznych sytuacji. Oni są w stanie przeanalizować samodzielnie to, co im w życiu nie wyszło, dotrzeć do przyczyn niepowodzeń, często naprawić swoje strategie życiowe. Ale też co chwila natykają się liczne - choć położone znacznie dalej niż u komfortowców - bariery swojego mentalnego wnikania w istotę rzeczy.
Są wreszcie ludzie, którzy znaczących barier emocjonalno - mentalnych (prawie) nie mają (nazwę ich "oświeconymi"). Są to tacy ludzie, którzy nie cofną umysłu przed (prawie) żadnym problemem, nie schowają się jak krab do swojej skorupy z rozumowaniem, które mogłoby dotknąć spraw naprawdę niebezpiecznych dla "utrzymania się w kursie" zdecydowanej większości ludzi. Tacy ludzie po prostu WIDZĄ RZECZY I IDEE ŚWIATA BEZ OGRANICZEŃ, bez LĘKU. Ich umysły przenikają naturę rzeczy wzdłuż i wszerz, wchodzą w "ogień" i "wodę", w "kwas" i "ług" (mentalnie rozumiane), a nic im się nie dzieje, bo są właśnie oświeceni, są MOCNI.
Przy czym uściślę, że sformułowanie "bez ograniczeń" tutaj traktuję w zawężonym znaczeniu - nie twierdzę, że są to ludzie o boskiej mocy, czyli że ich brak ograniczeń odpowiada boskiej wszechmocy i wszechwiedzy. Chodzi mi o słabszą postać - ograniczeń mentalnych, blokady na poziomie ego, lęku przed nieznanym, koniecznością obrony jakichś swoich mentalnych złudzeń i założeń.
Właściwie to, chyba bez większego błędu, można by utożsamić dążenie do doskonałości właśnie ze wznoszeniem się od istoty ograniczonej w sposób znaczący, do coraz to wyższych form odrzucania mentalnych lęków, kłopotania się swoje ego itp. Plus oczywiście to, że do owej układanki należałoby DOPISAĆ MIŁOŚĆ. Bo doskonałość w zakresie zdolności przenikania prawdy, bez miłości, nigdy nie będzie pełna, w pewnym sensie taka doskonałość "potknie się o własne nogi",
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 2:58, 09 Mar 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Nie spędzam czasu na tworzenie modeli konceptualnych, chyba, że akurat przygotowuję szkic badania naukowego i model konceptualny jest mi potrzebny jako metodologia szkicu badania opartego na teoriach naukowych.

W życiu kieruję się swoim kręgosłupem moralnym i wiem odczuciem co ma wartość spolecznie dodaną i nie angażuję się w cokolwiek co tej wartości nie ma.

Z tego co by wynikało z naszych rozmów, to Ty po prostu UCIEKASZ.
Uciekasz przed trudnymi prawdami.
Czym jest "trudna prawda"?
Myślałem tu o takim rodzaju rozważań, których przeprowadzenie sprawia jakiejś osobie tak wielki dyskomfort emocjonalny, że owa osoba nie jest w stanie owego rozumowania przeprowadzić (albo - w łagodniejszej formie - przeprowadza to rozumowanie z bardzo wielkim trudem psychicznym). Trudne prawdy są GRANICĄ DOSTĘPNOŚCI DO ROZUMIENIA RZECZY dla danej osoby. Są ludzie (umownie nazwę ich "komfortowcami"), którzy potrafią rozumować w bardzo wąskim zakresie paru komfortowych dla siebie prawd. Ci ludzie mają wąski horyzont rozumienia, oni nie dowiedzą się bardzo wielu rzeczy, które pozostaną zawsze poza zasięgiem ich umysłu. Do takich za trudnych dla nich prawd szczególnie zaliczyć należy: zaakceptowanie ISTNIENIA swoich błędów, win, niedoskonałości wszelkiego rodzaju. Tacy ludzie będą tworzyli sobie iluzje, że są wspaniali, niezniszczalni i bez winy, choć w istocie są... po prostu ludźmi.
To zależy od poziomu świadomości. Na poziomie, który określam jako nieświadomość [< 200 na Mapie Hawkins'a] pewne zjawiska nie są w stanie stać się obiektami uwagi takiego człowieka. Spodziewać się po kimś kto jest nieświadomy żeby myślał jak człowiek świadomy nie jest realne.

MD napisał:
Są ludzie, którzy swoim umysłem sięgają względnie daleko (umownie określę ich jako "średniacy") - widzą większość błędów ludzi, błędów własnych, problematycznych sytuacji. Oni są w stanie przeanalizować samodzielnie to, co im w życiu nie wyszło, dotrzeć do przyczyn niepowodzeń, często naprawić swoje strategie życiowe. Ale też co chwila natykają się liczne - choć położone znacznie dalej niż u komfortowców - bariery swojego mentalnego wnikania w istotę rzeczy.
To wnikanie może zaowocować fiksacją i nerwicą, wiesz o tym, prawda?

MD napisał:
Są wreszcie ludzie, którzy znaczących barier emocjonalno - mentalnych (prawie) nie mają (nazwę ich "oświeconymi"). Są to tacy ludzie, którzy nie cofną umysłu przed (prawie) żadnym problemem, nie schowają się jak krab do swojej skorupy z rozumowaniem, które mogłoby dotknąć spraw naprawdę niebezpiecznych dla "utrzymania się w kursie" zdecydowanej większości ludzi. Tacy ludzie po prostu WIDZĄ RZECZY I IDEE ŚWIATA BEZ OGRANICZEŃ, bez LĘKU. Ich umysły przenikają naturę rzeczy wzdłuż i wszerz, wchodzą w "ogień" i "wodę", w "kwas" i "ług" (mentalnie rozumiane), a nic im się nie dzieje, bo są właśnie oświeceni, są MOCNI.
Przy czym uściślę, że sformułowanie "bez ograniczeń" tutaj traktuję w zawężonym znaczeniu - nie twierdzę, że są to ludzie o boskiej mocy, czyli że ich brak ograniczeń odpowiada boskiej wszechmocy i wszechwiedzy. Chodzi mi o słabszą postać - ograniczeń mentalnych, blokady na poziomie ego, lęku przed nieznanym, koniecznością obrony jakichś swoich mentalnych złudzeń i założeń.
Właściwie to, chyba bez większego błędu, można by utożsamić dążenie do doskonałości właśnie ze wznoszeniem się od istoty ograniczonej w sposób znaczący, do coraz to wyższych form odrzucania mentalnych lęków, kłopotania się swoje ego itp. Plus oczywiście to, że do owej układanki należałoby DOPISAĆ MIŁOŚĆ. Bo doskonałość w zakresie zdolności przenikania prawdy, bez miłości, nigdy nie będzie pełna, w pewnym sensie taka doskonałość "potknie się o własne nogi",
Doskonałość to cierpienie neurotyczne. Miłość, o której piszesz musi być moralnej postaci a ta jest łagodna/wybaczająca i wymagająca zarazem, żeby człowiek nie zwariował lecz starał się utrzymać równowagę emocjonalną, bo ta determinuje równowagę psychicna a ta determinue funkcjonowanie całego organizmu człowieka i jak ten człowiek dokonuje interakcji z otoczeniem kontaktów.

Wyobraź sobie istotę człekokształtną, która z poziomu nieświadomości [< 200 na Mapie Hawkins'a] jest nieobecna we własnym istnieniu [nie sposób określić tego procesu życiem ludzkim] polegającym na wdychaniu powietrza, wydychaniu dwutlenku węgla, spożywaniu czegoś i wydalaniu i patalogicznej obecności w wyimaginowanym życiu innej osoby w którym ta osoba nie bierze udziału. "A imię jej legion", prawda?

[link widoczny dla zalogowanych]
*https://alinawreczyckiphd.com/2020/03/08/courage-to-morally-love-odwaga-do-moralnej-milosci/


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 3:02, 09 Mar 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 3:58, 09 Mar 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Wydaje mi się, że jedyną możliwością jest po prostu kierować się własnymi wartościami i zgodnie z nimi reagować, przy świadomości, że nie jesteśmy przy tym obiektywni, a więc zdajemy sobie sprawę z własnej stronniczości.

Tzn. uważam, że najgorszą rzeczą jest, kiedy bronimy własnych wartości (jesteśmy stronniczy) zarzekając się, że jesteśmy obiektywni, a wszyscy inni są stronniczy.
Wartości są oczywiste i nie potrzebują adwokata. Wartości których kustoszem jest kultura narodowa powinny być pielęgnowane przez wszystkich obywateli ale w rzeczywistości są pielęgnowane i praktykowane przez świadomych obywateli, którzy przez empatię nie wierzą lecz wiedzą, że po istotach nieświadomych nie można się spodziewać świadomego postępowania. Na takie sytuacje mamy system prawny i instytucje zamknięty o charakterze korekcyjnym lub aby oczekiwać śmierci, bo u nas w niektorych stanach kara śmierci jest legalna.

Niewłaściwie zapożyczyłaś termin "wartości" na pragnienia ego, które Michał określa "chciejstwem".

Światopogląd, bo o tym fenomenie piszesz, nie koniecznie jest wartościowy jeśli opiera się na miłości samego siebie w sposób neurotyczny i zachowaniu jak zwierz w stanach braku równowagi emocjonalnej która ciągnie na dół psychikę i pozbawia racjonalnego myślenia.

Pomoc innym czyli altruizm nie potrzebuje uzasadnienia. Podobnie jest z dzieleniem się ostatnim kawalkime chleba kiedy samemu jest się głodnym - to charytatywnosc. Poszanowanie ludzi starszych i opieka nad nimi, opiekowanie się ludźmi niepelnosprwnymi, etc. Aby być człowiekiem wartości potrzeba najpierw odwagi aby być sobą i wychodzić z bezrefleksyjnego stada istot dla których unoszenie się na wyższy poziom świadomości gdzie altruizm jest stylem życia nie wymagającym uzasadniania jest niemożliwym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:24, 09 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Wyobraź sobie istotę człekokształtną, która z poziomu nieświadomości [< 200 na Mapie Hawkins'a] jest nieobecna we własnym istnieniu [nie sposób określić tego procesu życiem ludzkim] polegającym na wdychaniu powietrza, wydychaniu dwutlenku węgla, spożywaniu czegoś i wydalaniu i patalogicznej obecności w wyimaginowanym życiu innej osoby w którym ta osoba nie bierze udziału. "A imię jej legion", prawda?

Hawkinsowa mapa to ściema. Proces doskonalenia duchowego nie jest przecież liniowy liniowy, nie ma sensu porządkować go wzdłuż jakiejś kolejności, poziomów, czy - jak to określił - Hawkins "wizji" i stanów umysłu. Dojrzewanie umysłu do rozumienia nie polega na jakimś "odhaczaniu" raz na zawsze win, wstydu, żalu, czy odwagi. a dalej rozsądku czy radości, aby "przejść wyżej". A to sugeruje owa skala.
Hawkinsowa mapa jest po prostu dość luźnym zbiorem pojęć psychologicznych i powiązanych z duchowością, zrobieniem z nich tabelki, z przypisaniem liczb LOC. Ale konia z rzędem temu, kto powie dlaczego np. tu miłość, rozsądek i radość, są w tej kolejności, a nie np. odwrotnej. To z resztą było Hawkinsowi zarzucane, a on nie był w stanie podać dobrego argumentu na to, dlaczego niby jakieś tam pojęcia wzięte z języka, miałyby się dawać nagle szeregować na jakiejś skali liczbowej. Jeśliby czegoś względnie sensownego można się w tej mapie dopatrzyć, to pewnych zależności w układzie poziomym - np. że aprobata może dawać jakąś formę wzmocnienia. Ale też w bardzo luźnej formie, bo wzmocnienie ludziom daje też walka z przeciwnościami, zrozumienie (u Hawkinsa połączone z rozsądkiem), ale też np. ROZLICZENIE SIĘ ze wstydów i win (jeśli wcześniej były spychane do podświadomości, z której działały "z tylnego krzesła").
Umysł mocno TWORZY SYNTEZĘ WSZYSTKICH SWOICH EMANACJI. Tu nie ma aspektów lepszych i gorszych, wyższych i niższych. To nie jest tak, że miłość jest niżej radość, a neutralność wyżej niż odwaga. Umysł klarowny ma te wszystkie swoje zdolności, emanacje W ZASIĘGU RĘKI - niczego nie odhacza jako stare, czy niepotrzebne, bo wcześniej zaliczone.
PS.
Tak trochę zastanawiałem się, czy jakby ktoś wykorzystał sam pomysł mapy dla duchowości, ale zrobił to "z głową", to czy nie byłby z tego rzeczywiście jakiś pożytek. Ale to wymagałoby modelu, jakiejś postaci syntetycznej koncepcji z zależnościami mocniej uzasadnionymi, niż to co się komuś tam uwidziało.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 15:04, 09 Mar 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8388
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:42, 09 Mar 2020    Temat postu:

Zapraszam Michał do dyskusji o Królestwie Bożym :-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8388
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:44, 09 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs a te wartości, których kustoszem nie jest kultura narodowa??
Co z nimi byś zrobiła??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 1:44, 10 Mar 2020    Temat postu:

Semele napisał:
Dyskurs a te wartości, których kustoszem nie jest kultura narodowa??
Co z nimi byś zrobiła??
Podaj proszę przykład.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 2:05, 10 Mar 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Wyobraź sobie istotę człekokształtną, która z poziomu nieświadomości [< 200 na Mapie Hawkins'a] jest nieobecna we własnym istnieniu [nie sposób określić tego procesu życiem ludzkim] polegającym na wdychaniu powietrza, wydychaniu dwutlenku węgla, spożywaniu czegoś i wydalaniu i patalogicznej obecności w wyimaginowanym życiu innej osoby w którym ta osoba nie bierze udziału. "A imię jej legion", prawda?
Hawkinsowa mapa to ściema.
Za moment się na tym "powiesisz".

MD napisał:
Proces doskonalenia duchowego nie jest przecież liniowy ...
Nie, ale jest neurotyczny.

MD napisał:
... liniowy, nie ma sensu porządkować go wzdłuż jakiejś kolejności, poziomów, czy - jak to określił - Hawkins "wizji" i stanów umysłu.
Rozwój duchowy, o którym ewidentnie Hawkins mówi, to akceptacja siebie z pokorą a nie mentalne doskonalenie się czyli neurotyzm.

David R. Hawkins, MD, PhD "How to Reach Advanced States of Consciousness"
https://youtu.be/G_eK-R9EDOk]

MD napisał:
Dojrzewanie umysłu do rozumienia nie polega na jakimś "odhaczaniu" raz na zawsze win, wstydu, żalu, czy odwagi. a dalej rozsądku czy radości, aby "przejść wyżej". A to sugeruje owa skala.
Hawkinsowa mapa jest po prostu dość luźnym zbiorem pojęć psychologicznych i powiązanych z duchowością, zrobieniem z nich tabelki, z przypisaniem liczb LOC. Ale konia z rzędem temu, kto powie dlaczego np. tu miłość, rozsądek i radość, są w tej kolejności, a nie np. odwrotnej.
Logicznie - bez opuszczenia konceptów nie ma mowy o miłości moralnej i radości, bo ego/koncepty nie jest w stanie tych odczuć generować.

MD napisał:
To z resztą było Hawkinsowi zarzucane, a on nie był w stanie podać dobrego argumentu na to, dlaczego niby jakieś tam pojęcia wzięte z języka, miałyby się dawać nagle szeregować na jakiejś skali liczbowej. Jeśliby czegoś względnie sensownego można się w tej mapie dopatrzyć, to pewnych zależności w układzie poziomym - np. że aprobata może dawać jakąś formę wzmocnienia. Ale też w bardzo luźnej formie, bo wzmocnienie ludziom daje też walka z przeciwnościami, zrozumienie (u Hawkinsa połączone z rozsądkiem), ale też np. ROZLICZENIE SIĘ ze wstydów i win (jeśli wcześniej były spychane do podświadomości, z której działały "z tylnego krzesła").
Umysł mocno TWORZY SYNTEZĘ WSZYSTKICH SWOICH EMANACJI. Tu nie ma aspektów lepszych i gorszych, wyższych i niższych. To nie jest tak, że miłość jest niżej radość, a neutralność wyżej niż odwaga. Umysł klarowny ma te wszystkie swoje zdolności, emanacje W ZASIĘGU RĘKI - niczego nie odhacza jako stare, czy niepotrzebne, bo wcześniej zaliczone.
Brak logiki. Miłości moralnej się mentalnie nie "odhacza" albo się w jej stanie jest lub nie. To nie ma nic wspolnego z ego.

MD napisał:
PS. Tak trochę zastanawiałem się, czy jakby ktoś wykorzystał sam pomysł mapy dla duchowości, ale zrobił to "z głową", to czy nie byłby z tego rzeczywiście jakiś pożytek. Ale to wymagałoby modelu, jakiejś postaci syntetycznej koncepcji z zależnościami mocniej uzasadnionymi, niż to co się komuś tam uwidziało.
Wlasnie to uczyniles i wyszlo jak zwykle :wink:

Naukowiec Gregg Braden wyjaśni Ci, że w życiu poruszamy się nieliniowo na różnych poziomach świadomości. Skąd pomysł o liniowości nie wiem, ale ego samo w sobie wyprowadzi niską intencją na manowce. Możesz w jednym momencie z powodu bodźca związanego z emocją z dzieciństwa obniżyć świadomości do poziomu czynienia w amoku. Wystarczy, że ktoś wie jak Cię pobudzić. Irbisolowi wychodzi to bez zmrużenia okiem. Oczywiście Irbisol nie wie, ze hamuje swój rozwój duchowy ale ego jest kosztowną kochanką.

David R. Hawkins, MD, PhD napisał:
To nie to, co robisz na świecie, ale to, czym się stałeś rozjaśnia świat.
Co Ty robisz to non-stop [jak nie spisz] "mielisz" koncepty.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 2:36, 10 Mar 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8388
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 4:23, 10 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Semele napisał:
Dyskurs a te wartości, których kustoszem nie jest kultura narodowa??
Co z nimi byś zrobiła??
Podaj proszę przykład.


Szczęście..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 50 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:50, 10 Mar 2020    Temat postu:

Semele napisał:
Dyskurs napisał:
Semele napisał:
Dyskurs a te wartości, których kustoszem nie jest kultura narodowa??
Co z nimi byś zrobiła??
Podaj proszę przykład.


Szczęście..
Jest s.tanem m.entalnym, n.ie c.echa/w.artoscia 🤣
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16074
Przeczytał: 94 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:51, 10 Mar 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
David R. Hawkins, MD, PhD napisał:
To nie to, co robisz na świecie, ale to, czym się stałeś rozjaśnia świat.
Co Ty robisz to non-stop [jak nie spisz] "mielisz" koncepty.

Tak, mielę koncepty.
Ale jednak, odmiennie od tego przekonania, jakie zdajesz się prezentować, nie mielę owych konceptów w oderwaniu od siebie, także od emocjonalności. Koncepty są jak "ubranka", które nakładamy na doznania i emocje, móc je łączyć w grupy, dzielić, aby nie wszystko było jednolitą magmą odczuwania.
Koncept jest wyższą formą obiektywizacji. Są też niższe formy obiektywizacji - instynktowne, stosowane już przez zwierzęta. Ale instynktowna obiektywizacja nie daje wolności, raczej pęta postrzeganie - zwierzę musi (!) tak postrzegać świat, jak mu się to objawiło, nie jest w stanie przeanalizować za i przeciw tej kategoryzacji (np. wróg - swój) jakiej dokonało. Podobnie w pobliżu instynktowności trzeba umiejscowić obiektywizacje emocjonalne. One też bardziej niewolą, niż pozwalają się niewoli wyrwać (pewnie zdarzają się wyjątki, ale rzadkie). Ludzie o instynktownych reakcjach - w szczególności ludzie porywczy, płaczliwi, impulsywni, lękliwi - żyją w niewoli tego, co na ich biedne głowy spada, a potem wymusza konkretny typ reakcji. Z ludźmi bardzo emocjonalnymi trudno jest się dogadać, oni gadają w kółko to, co ich pochłonęło bez reszty, bo są to ludzie z nikłą szansą na uruchomienie w sobie DYSTANSU POZNAWCZEGO. A to właśnie ów dystans, zdolność do oglądu rzeczy z różnych stron, nie zaś pogrążanie się całkowicie w jednym doznaniu i typie reaktywności, jest tym, co buduje szanse na wolność, czyli na możliwość porzucenie czegoś co instynkty nam wciskają, nie pytając się o "nasze zdanie".
Oczywiście koncepty nie są żadnym panaceum. One nie są ani dobre, ani złe z natury. Są jednak SPOSOBEM NA INNE SPOJRZENIA NA SPRAWĘ, na dystans, na analizę, na WIELE NOWYCH POZIOMÓW DOSTĘPU. Dzięki konceptom możemy też się naszymi spojrzeniami na daną rzecz wymieniać, dyskutować to, stwarzać WSPÓLNĄ PRZESTRZEŃ OGLĄDU. Każde informujące zdanie, jakie ktoś wypowie, użyje jakiś koncept - odwoła się do symboli ze wspólnej przestrzeni traktowania rzeczy.

Oczywiście można też koncepty przecenić. I wielu w tę pułapkę wpada, co objawia się, brakiem zdolności do wglądu tego przejścia: doznanie - koncept, a dalej oderwaniem rozumowania od podstaw, z ktorych ono wyrosło.
Jest postawa środka - wg mnie najbardziej efektywna pod względem budowania w sobie takiego oglądu świata, który będzie miał najmniej rozdźwięków, pomiędzy oczekiwaniami, a ich realizacją. W tej postawie środka odczucia i emocje mają swoje miejsce, a koncepty swoje. Koncepty pomagają porządkować uczucia, bo dają szansę na wielość spojrzeń na sprawę, wyciągają z "czarnych dziur" zawłaszczającej emocjonalności, nadają odczuciom klarowność, konkretyzują "punkty styku" aktualnych doznań, ze wspomnieniami podobnych doznań z przeszłości. To dzięki konceptom - np. w postaci zapisanych wspomnień - mamy szansę odtwarzać względnie wiernie zdarzenia i odczucia, które już gdzieś się pokryły mgłą zapomnienia. To dzięki konceptom mamy szanse na odsunięcie na bok owego "aktualnie czuję", w celu skierowania uwagi na to co "chcę czuć, bo tak wybrałem".
Stworzenie stabilnej osobowości wymaga właśnie dopracowania się współpracy pomiędzy sferą emocjonalną, a konceptualną. Sfera emocjonalna "żyje chwilą", dla niej zawsze najważniejsze jest to co aktualne. Jak ktoś jest głodny, to ma przekonanie, że głód jest największym problemem świata. Ale jak za chwilę się naje, może przeje, to zacznie myśleć, że problem przejedzenia się ludzkości pewnie jest tym najważniejszym. Gdy się zakochamy, to będzie się nam zdawało, że z tą jedną osobą naprawdę chcemy być na zawsze do grobowej deski, nigdy się nie rozstając. A jak za parę miesięcy uczucie zakochania ochłodnie, zaś inna atrakcyjna osoba zajmie naszą uwagę, już w ogóle będziemy się dziwili, czemu to się tak chcieliśmy deklarować na życie z tamtą osobą, skoro "świat jest taki ciekawy, tak wiele ludzi jest atrakcyjnych". itp. itd.
Koncepty są tym, co UTRWALA nasz mentalny obraz rzeczywistości, powodując że z emocjonalnej chwiejności, zaczynamy odnosić się do rzeczy jakoś tam niezmiennych. 2+2 równa się 4, niezależnie od naszego aktualnego nastroju, czy celów społecznych, jakie realizujemy. Bateryjka ma 1,5V niezależnie od tego, czy chcielibyśmy, aby miała więcej, czy mniej - tak ma, bo konstrukcja tego artefaktu myślowego - napięcie 1,5V - leży poza zasięgiem naszego chciejstwa, szansy na błąd w odbiorze, zainteresowania czymś innym.
Ludzie o silnej emocjonalności są zmienni w odbiorze świata i siebie, w istocie zdani na pewien rodzaj nieustannej walki tych wpływów, jakie się w nich pojawią, a które nie mają trwałych punktów zaczepienia. Koncepty tę trwałość w jakimś stopniu budują.
Może się zdawać osobom emocjonalnym, że ta cecha konceptów - owa twarda niezależność od chciejstw danej osoby - jest jakoś wroga, sprzeciwiająca się. Ale tak jest tylko przy nastawieniu, że to my koniecznie będziemy decydować o wszystkim, tak jest tylko dla osobowości despotycznych (choćby to był despotyzm zakamuflowany). Osobowości, w których dokonało się wyklarowanie obu sfer - emocjonalnej i konceptualnej - a potem te sfery ze sobą zaczęły współpracować, nie mają problemu z odczuciem "szorstkości" intelektu. Owa "szorstkość" jawi się bowiem nie jako coś przykrego, lecz przeciwnie - jako szansę na dodatkowy "uchwyt mentalny", jak możliwość odwołania się do czegoś co STABILNIE JEST, nie podlega zachwianiom, a przez daje szansę na przywrócenie sterowania względem tych emocji, które nam w naszej osobowości "próbują włazić tam, gdzie ich nie proszą".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin