Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Przyjąć czyjąś krytykę, czy sugestię - problem tak trudny...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16045
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:38, 29 Kwi 2020    Temat postu: Przyjąć czyjąś krytykę, czy sugestię - problem tak trudny...

Dlaczego tak jest, że - nawet w kontaktach z najbliższymi (a właściwie to nie wiem, czy nie szczególnie w kontaktach z najbliższymi) - tak trudno jest przebić się z zasugerowaniem komuś, że chcielibyśmy, aby coś uległo zmianie w naszych układach, w tym co ktoś robi, co się dzieje.
Podam prosty przykład - oto ktoś zrobił zupę ogórkową. Zupa została ewidentnie za mocno przyprawiona, więc nam "średnio" smakuje. Powiedzenie "ta zupa jest za ostra" jednak u osoby, która ją przygotowała, włożyła wysiłek, starała się jak najlepiej, wywoła z dużym prawdopodobieństwem rozgoryczenie, przykrość i może reakcję w stylu: to następnym razem sam sobie ugotuj tę ogórkową!
Gdzieś kiedyś czytałem anegdotę/dowcip/choć może i "fakt autentyczny" gdy na łożu śmierci mąż się w końcu wygadał żonie: nigdy nie lubiłem tej przyprawy, którą zawsze dodawałaś do gulaszu!. Na co żona odpowiedziała: a ja zawsze ją dodawałam do tego gulaszu, bo myślałam, że ty ją uwielbiasz, choć sama potem też się męczyłam z nieatrakcyjnym dla mnie smakiem tego gulaszu...

Problem jest. Ja go widzę niemal na każdym kroku. Nie chce się urazić drugiej osoby, ale nie sposób jest przecież powiedzieć czegoś, co chciałoby się zmienić w taki sposób, aby to wyszło, że jesteśmy zadowoleni. Czasem pomaga pośrednictwo osób trzecich, którym można "szepnąć słówka", aby jakoś powiedzieli o tych naszych intencjach, które wypowiedziane wprost tylko zepsują atmosferę.
Tyle jest tych kursów asertywności, ale ja nie widzę za bardzo idealnego wyjścia z tego problemu. Sam też wiem, że nieraz na krytykę zareagowałem mało życzliwie, Więc nie chodzi o to, abym kogoś chciał tym wpisem oskarżyć. Problem widzę nie tylko u innych, ale i u siebie.

A jest jeszcze, związany z tym zagadnieniem, problem o "oczko wyżej". Widzę, że co niektóre osoby, starając się być delikatne, biorą wszystko na swoje barki, cierpią w milczeniu, czasem cierpią latami... I nie powiedzą czegoś, co - gdyby to zostało poprawnie odebrane - być może załatwiłoby sprawę, bardzo ułatwiając życie obu stronom. Czując to nagle obie strony zaczynają się coraz bardziej traktować jak superdelikatne istoty. Jedna strona nie powie niczego, co by mogła tę drugą urazić, druga nie odezwie się krytycznie, wszyscy cierpią w milczeniu, coraz bardziej tylko dusząc się własną (i cudzą) delikatnością uczuć. Myślę, że jednym z gorszych rzeczy, którą możemy się dowiedzieć na naszym sądzie nad życiem (jako teista zakładam, ze taki nas czeka po śmierci), byłoby to, że z powodu lęku przed naszą - może zbyt gwałtowną - reakcją, ktoś męczył się latami, wchłonął tak wielką dawkę przykrości, cierpienia, zgryzoty, ale nie dał po sobie poznać. Gdy to w końcu wyjdzie na jaw - po prostu będzie bardzo trudne do zniesienia. Szczególnie jeśli sprawa była łatwa do załatwienia, ale myśmy - naszymi barierami stawianymi drugiej stronie w relacji - utrzymali wszelką krytykę na dystans. Wiec ktoś cały bagaż cierpienia wziął na siebie...
A chyba w tym najbardziej jakoś porażające jest to, że często OBIE STRONY CHCIAŁY DOBRZE!
Tylko jakoś nie umiały się dogadać.
Nie umiały dogadać się i ze sobą, i z własną wrażliwością, i z pewną odwagą, że może nawet jeśli teraz trochę muszę przecierpieć nieco goryczy, że ten dar, który chcemy ofiarować drugiej osobie jest jakoś nietrafiony, to jak z tym się uporam, to będzie obu stronom lepiej. Jakiegoś takie hartu też trzeba. Wymagać trzeba od siebie nie tylko delikatności, ale i pewnej odwagi, może nawet jakiegoś takiego zaufania, że nasza relacja przetrwa także ten, czy inny zgrzyt emocjonalny. To wcale nie jest łatwe.
Są ludzie bardzo delikatni w uczuciach. Z tymi najbardziej delikatnymi czasem "nie idzie wytrzymać", bo człowiek musi drobiazgowo trzymać się w ryzach, aby
- nie powiedzieć nieostrożnego słowa
ale też
- nie milczeć zbyt wymownie (np. zbyt długo)
i
- nie urazić swoją ucieczką od tej osoby (co jest naturalnym odruchem, gdy mamy już dość tego uważania na wszystko)
także
- nie dać tej drugiej osobie do zrozumienia, że ją traktujemy jako dziecko specjalnej troski (a tak traktujemy...), bo to ją urazi, może głęboko dotknąć.
No i na koniec też...
żebyśmy my sami nie byli tymi, których właśnie tak (jak wyżej w akapitach opisałem) traktują...
To wg mnie naprawdę nie jest łatwe.
Nie jest łatwe tym bardziej, że im bardziej delikatni się stajemy, tym bardziej relacja za tym "nadąża" i oczekiwania też się wydelikacają. Więc za chwilę już poziom delikatności, który stosowaliśmy może okazać się nieadekwatny, więc trzeba jeszcze delikatniej...

Dlatego - paradoksalnie - czasem jakoś lepiej czujemy się nie z tymi delikatnymi i nienapastliwymi zupełnie, ale z tymi co walą twardą prawdę z mostu, nie obcyndalają się, szczerze wszystko gadają - co w sercu, to na języku.
Trudne jest to życie... :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 934
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:55, 30 Kwi 2020    Temat postu:

Cytat:
Podam prosty przykład - oto ktoś zrobił zupę ogórkową. Zupa została ewidentnie za mocno przyprawiona, więc nam "średnio" smakuje. Powiedzenie "ta zupa jest za ostra" jednak u osoby, która ją przygotowała, włożyła wysiłek, starała się jak najlepiej, wywoła z dużym prawdopodobieństwem rozgoryczenie, przykrość i może reakcję w stylu: to następnym razem sam sobie ugotuj tę ogórkową!


Hehe u mnie w domu często sytuacja wygląda tak, jak to Michał opisałeś xD

Ja myślę, że duże znaczenie ma to w jaki sposób przekazujemy swoją intencje.

Z pewnego bloga, którego kiedyś często śledziłem:
NLP również zakłada, że znaczenie Twojego komunikatu to reakcja odbiorcy. To, jak zareaguje druga osoba zależy od tego, jaki Ty wyślesz przekaz. Ty jesteś odpowiedzialny za to, czy ktoś zrozumie Twoje słowa, czy odbierze je zupełnie inaczej, niż to zaplanowałeś. Dlatego musisz zadbać o to, aby informacje, które chcesz przekazać były tymi, które odbiorca otrzyma.
[link widoczny dla zalogowanych]

Fajna ta notatka, bo uświadamia ważną rzecz - TY też jesteś odpowiedzialny, a kto jest odpowiedzialny ten ma moc zmiany!

Jeżeli swoją ocenę na temat zupy wyrażam w sposób pretensjonalny to nie ma się, co dziwić, gdy usłyszę "następnym razem sam sobie ugotuj i stój kilka godzin przy garach!". Nikt z nas doskonały i nieomylny nie jest, więc jeśli, ktoś się stara i tę zupę gotuje to trzeba to docenić!

Ludzie muszą popracować nad umiejętnością komunikacji i wyrażania własnych intencji. Bo zauważyłem (ja też mam z tym problem), że ludzie robią to w sposób nieporadny, krzywdzący, chamski, nie uwzględniający szerszego kontekstu..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16045
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:12, 30 Kwi 2020    Temat postu:

Katolikus napisał:
Jeżeli swoją ocenę na temat zupy wyrażam w sposób pretensjonalny to nie ma się, co dziwić, gdy usłyszę "następnym razem sam sobie ugotuj i stój kilka godzin przy garach!". Nikt z nas doskonały i nieomylny nie jest, więc jeśli, ktoś się stara i tę zupę gotuje to trzeba to docenić!

Myślę, ze czasami aby jakoś tam przemycić sugestię trudniejszą, trzeba użyć POMYSŁOWOŚCI I KREATYWNOŚCI. Np. zamiast powiedzieć o zupie, że za ostra, można by np. - z uśmiechem, jakby to był niezły dowcip - skomentować: o, dzisiaj ta zupa to tak "po węgiersku". Może przechodzimy na dietę w stylu smoka wawelskiego, może zaczniemy ziać ogniem?...
- i dalej można zaczekać na reakcję, odżegnywać się od tego, że coś komuś wypominamy, ale też jednak swoją sugestię wplatać. Może przejdzie. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin