Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Światopogląd fedora / Jana Lewandowskiego
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:43, 21 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Michale, jak napisze, że mam zielone ściany w pokoju to uwierzysz mi lub nie - i to jest WIARA, a jak sam zobaczysz to będziesz wiedział i to jest WIEDZA

wbij to sobie do głowy ! bo ta definicja, nawet gdy mówisz "wierzę sobie', to to stwierdzenie ma tylko sens w odniesieniu do kogoś, kto twoje przekonanie kwestionuje - nawet ty sam możesz być tą osobą ....

ale znaczenie jaki ty nadajesz wierze to nonsens, zrównujący wiarę z wiedzą - czyli przynajmniej jedno z tych pojęć jest zbyteczne

Chyba znowu mnie nie zrozumiałeś, ustawiłeś po swojemu.
A już na pewno kompletnie nie rozumiem Twoich uwag - do czego one właściwie się odnoszą w kontekście tego, co pisałem. Aspektu o którym piszesz w ogóle tutaj nie podniosłem.
A tak w ogóle, to sorry, ale to nie Ty (ani z resztą nikt inny) nie jest od "wbijania mi do głowy" definicji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Pią 21:06, 21 Gru 2018    Temat postu:

Cytat:
A tak w ogóle, to sorry, ale to nie Ty (ani z resztą nikt inny) nie jest od "wbijania mi do głowy" definicji.


dobrze, chciałem tylko pomóc - masz rację :)


lucek napisał:
Michale, jak napisze, że mam zielone ściany w pokoju to uwierzysz mi lub nie - i to jest WIARA, a jak sam zobaczysz to będziesz wiedział i to jest WIEDZA


ale innej definicji nie ma, każdy rodzaj "wiary" redukuje się do tej :wink:

PS

lucek napisał:
wbij to sobie do głowy

oj Michale, w kwestii formalnej, nie ładnie posługiwać się kłamstwem :nie: nie napisałem, ze ja ci coś wbiję do głowy - postulowałem jedynie żebyś sam to zrobił :)


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Pią 21:19, 21 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:49, 21 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
lucek napisał:
Michale, jak napisze, że mam zielone ściany w pokoju to uwierzysz mi lub nie - i to jest WIARA, a jak sam zobaczysz to będziesz wiedział i to jest WIEDZA


ale innej definicji nie ma, każdy rodzaj "wiary" redukuje się do tej :wink:

Ja potrafiłbym wyróżnić wiele rodzajów wiary. Ich redukowalność do wskazanego przez Ciebie rodzaju jest kwestia uzgodnienia marginesu od kiedy coś uważamy za takie samo vs odrębne.
Przykłady wiar innego rodzaju:
- wierzę, że zdam egzamin.
- wierzę, że najpiękniejszym uczuciem jest miłość
- wierzę, że teoria względności poprawnie opisuje procesy fizyczne.
Pierwszy przypadek różni się od Twojego tym, że na etapie wiary nie ma jeszcze żadnej wiedzy, którą byśmy mogli wierze przeciwstawić.
Drugi jest z kolei bardzo ogólny, luźny, nie oparty na ścisłych definicjach, a więc wiara w ogóle nie specjalnie ma powiązanie z jakąkolwiek (!) wiedzą.
Trzeci z kolei przykład z wiedzą jest może i powiązany, ale z wiedzą nie faktograficzną, lecz modelową, także dotyczącą metodologii (może częściowo filozofii), czyli trąca o definicję poprawności, o kryteria oceny, które nie są tu wcale oczywiste.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Pią 22:25, 21 Gru 2018    Temat postu:

Cytat:
Przykłady wiar innego rodzaju:

- wierzę, że zdam egzamin.
wierzysz sobie, w to czego jeszcze sam nie doświadczyłeś - nie widziałeś
- wierzę, że najpiękniejszym uczuciem jest miłość
bo musisz zaufać pamięci swoich przeszłych doświadczeń, i być przekonanym, ze nic piękniejszego nie może ciebie spotkać
- wierzę, że teoria względności poprawnie opisuje procesy fizyczne.
no i fajnie ja też, choć jej nie sprawdzałem ( załóżmy - choć nie mam zdania)

... jeszcze jak w piosence " i ruszała wiara w ..."czyli grupa ludzi, połączona wspólną wiarą - czyli jak w pierwszym przykładzie

sam mogę podać znacznie więcej trudnych przypadków, w kontekście, których ludzie użyją słowa "wiara" i poza absurdalnymi przypadkami, zawsze będzie "wiara" wyrażała przekonanie, które nie jest przedmiotem aktualnego doświadczenia ...

ale to wszystko i tak nie ma nic dorzeczy, bo w kontekście o jakim mowa - chodzi o zaufanie w słowa proroków, ....

a w przypadku "wiary religijnej" - religii chodzi o wiernych np. KRK, którym Urząd Nauczycielski KRK, wiernym do wierzenia podaje ....

i z fakt, że każde przekonanie nie ma charakteru wiedzy absolutnej, więc można je nazwać wiarą, nie wynika, że jest wiarą, czyli tym samym co wiedza, z własnego doświadczenie, ale przede wszystkim nie ma nic wspólnego z "wiarą religijną", która z definicji jest tym, co się wiernym do wierzenia podaje :)


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Pią 22:26, 21 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 1976
Przeczytał: 54 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:46, 21 Gru 2018    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
fedor napisał:
A co to ma do rzeczy co ja uważam skoro to ty uzasadniasz. Poza tym jeśli naprawdę wierzysz, że zasadność poglądu nie zależy od osoby, która ten pogląd głosi, to nie powinno mieć też dla ciebie znaczenia, że głoszę pogląd, iż zasadność poglądu zależy od osoby która go głosi. Bądź konsekwentny wobec własnych poglądów


To ma do rzeczy że ateista nie jest Ci w stanie niczego uzasadnić, jeżeli zakładasz że


Ale mój światopogląd to nie twój spartolony ateistyczny światopogląd i ja w ogóle nie muszę się kierować twoim spartolonym światopoglądem przy podejmowaniu decyzji. Już nawet Michał zaczął ci to wyżej cierpliwie tłumaczyć ale w swym upośledzeniu umysłowym dalej tego nie pojąłeś. I tak jest non stop przez 10 stron

szaryobywatel napisał:
dowolny pogląd ateisty jest bezzasadny. Więc bądź konsekwentny i obsrywaj gacie.


Nie muszę skoro każdy twój pogląd jest bezzasadny, włącznie z tym zdaniem na które w tym momencie odpisuję i w którym owo "Więc" jest pustym ciągiem znaczków bez jakiegokolwiek obiektywnie przypisanego im znaczenia

Po 9 stronach nadal nie jesteś więc w stanie wygenerować z siebie nic więcej niż tylko wewnętrznie sprzeczny bełkot. W tej kwestii - bez zmian

Idiotizol napisał:
To my tu zadajemy pytania i to my oceniamy, czy są one uzasadnione


Wasze oceny są tak samo spartolone jak wasze pytania więc od powtarzania bezsensów racji wam nie przybywa. No ale powtórz te bezsensy od nowa bo nic poza trollowaniem i tak nie umiesz. "Dyskusja" z tobą jest jak ta dziecięca zabawa w pomidor. Bez względu na to co się do ciebie nie napisze to ty i tak będziesz bez końca odpowiadał "pomidor". Nic więcej z ciebie tępy trollu nie wycisnę


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 17:16, 15 Sty 2019, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 22 Wrz 2016
Posty: 1388
Przeczytał: 75 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 3:47, 22 Gru 2018    Temat postu:

fedor napisał:
szaryobywatel napisał:
fedor napisał:
A co to ma do rzeczy co ja uważam skoro to ty uzasadniasz. Poza tym jeśli naprawdę wierzysz, że zasadność poglądu nie zależy od osoby, która ten pogląd głosi, to nie powinno mieć też dla ciebie znaczenia, że głoszę pogląd, iż zasadność poglądu zależy od osoby która go głosi. Bądź konsekwentny wobec własnych poglądów


To ma do rzeczy że ateista nie jest Ci w stanie niczego uzasadnić, jeżeli zakładasz że dowolny pogląd ateisty jest bezzasadny. Więc bądź konsekwentny i obsrywaj gacie.


Nie muszę skoro każdy twój pogląd jest bezzasadny, włącznie z tym zdaniem na które w tym momencie odpisuję i w którym owo "Więc" jest pustym ciągiem znaczków bez jakiegokolwiek obiektywnie przypisanego im znaczenia

Po 9 stronach nadal nie jesteś więc w stanie wygenerować z siebie nic więcej niż tylko wewnętrznie sprzeczny bełkot. W tej kwestii - bez zmian


Obsrywaj gacie, bo moim poglądem jest że przed defekacją należy je ściągnąć. Idź w obsranych gaciach tłumaczyć ludziom że ów pogląd jest bezzasadny.


Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Sob 4:07, 22 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 1976
Przeczytał: 54 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 4:57, 22 Gru 2018    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
fedor napisał:
szaryobywatel napisał:
fedor napisał:
A co to ma do rzeczy co ja uważam skoro to ty uzasadniasz. Poza tym jeśli naprawdę wierzysz, że zasadność poglądu nie zależy od osoby, która ten pogląd głosi, to nie powinno mieć też dla ciebie znaczenia, że głoszę pogląd, iż zasadność poglądu zależy od osoby która go głosi. Bądź konsekwentny wobec własnych poglądów


To ma do rzeczy że ateista nie jest Ci w stanie niczego uzasadnić, jeżeli zakładasz że dowolny pogląd ateisty jest bezzasadny. Więc bądź konsekwentny i obsrywaj gacie.


Nie muszę skoro każdy twój pogląd jest bezzasadny, włącznie z tym zdaniem na które w tym momencie odpisuję i w którym owo "Więc" jest pustym ciągiem znaczków bez jakiegokolwiek obiektywnie przypisanego im znaczenia

Po 9 stronach nadal nie jesteś więc w stanie wygenerować z siebie nic więcej niż tylko wewnętrznie sprzeczny bełkot. W tej kwestii - bez zmian


Obsrywaj gacie, bo moim poglądem jest że przed defekacją należy je ściągnąć. Idź w obsranych gaciach tłumaczyć ludziom


To jest forum filozoficzne i tu opinia głupiej masy jest bez znaczenia. Powołując się na mniemanie bezmyślnego tłumu potwierdziłeś jedynie to jak bezmyślny sam jesteś. Od 10 stron pytam o jakiekolwiek uzasadnienie dla twych majaków i dalej zero. Wysrywasz się tylko non stop na tym samym

szaryobywatel napisał:
że ów pogląd jest bezzasadny.


Każdy twój pogląd jest bezzasadny i czemu ściągasz gacie też po 10 stronach dalej nie wiesz. Tak samo jak po 10 stronach dalej nie wiesz jaki związek ma ściąganie gaci z kryteriami oceny dowolnego światopoglądu (w tym mojego). Ale nawet nie to jest śmieszne, ateistyczny debilu. Jeszcze bardziej śmieszne w twym debilizmie jest to, że wierzysz, iż do ściągania gaci w ogóle jest potrzebne jakieś "uzasadnienie". Aż tak bardzo spartolony masz światopogląd


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 6:17, 22 Gru 2018, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2324
Przeczytał: 9 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:30, 22 Gru 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Problem w tym, że ateista nie potrafi znaleźć dobrych argumentów na to, że wiara religijna jest mniej prawidłowa od tych innych (poprawnych wg ateisty) wiar.

Nie mam z tym żadnego problemu. Wiara w to, że zażycie tabletki uśmierzy ból głowy jest niemalże pewna, wiara w to, że pomoże modlitwa jest praktycznie zerowa.

Michał Dyszyński napisał:
Niby mamy tu na forum ateistów, którzy się jakoś ogarnęli, dotarło do nich w końcu, że tak całkiem wiary usunąć się nie da.

To raczej do ciebie nic nie dociera. Już 10 lat temu pisałem, ze wierze dziennikarzom gdy pokazują Leppera w telewizji, mimo, iż nigdy na oczy go nie wiedziałem. Po prostu odróżniam wiarę bardziej prawdopodobną od wiary mniej prawdopodobnej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Sob 15:26, 22 Gru 2018    Temat postu:

mat napisał:
Wiara w to, że zażycie tabletki uśmierzy ból głowy jest niemalże pewna, wiara w to, że pomoże modlitwa jest praktycznie zerowa.

Michał ma jeszcze gorzej, z faktu, ze jakieś jego przekonanie jest "wiarą", wynika, że w żaden sposób prawdziwości tego przekonania nie może zweryfikować :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:58, 22 Gru 2018    Temat postu:

mat napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Problem w tym, że ateista nie potrafi znaleźć dobrych argumentów na to, że wiara religijna jest mniej prawidłowa od tych innych (poprawnych wg ateisty) wiar.

Nie mam z tym żadnego problemu. Wiara w to, że zażycie tabletki uśmierzy ból głowy jest niemalże pewna, wiara w to, że pomoże modlitwa jest praktycznie zerowa.

Twoja wiara. U kogoś innego będzie to może akurat odwrotnie.


mat napisał:
Już 10 lat temu pisałem, ze wierze dziennikarzom gdy pokazują Leppera w telewizji, mimo, iż nigdy na oczy go nie wiedziałem. Po prostu odróżniam wiarę bardziej prawdopodobną od wiary mniej prawdopodobnej.

Szkoda, że w licznych innych wypowiedziach stosujesz uproszczoną klasyfikację w stylu: to co ja uważam, jest słuszne tak w ogóle, a żadnego elementu założeń nie należy się dopatrywać. Przykład - choćby ten z tabletkami, z akapitu wyżej, który akurat jest o tyle ciekawy, że z nim związany jest efekt placebo, mocno mieszający w całej tej układance.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Sob 17:54, 22 Gru 2018    Temat postu:

Cytat:
który akurat jest o tyle ciekawy, że z nim związany jest efekt placebo, mocno mieszający w całej tej układance.


to znajdź sobie inny przykład, gdzie efektu placebo nie ma, bo przecież nie o to chodzi!

to jest właśnie dyskusja z tobą Michale schodzenie na czwarto-planowe wątki zupełnie bez znaczenia dla przedmiotu dyskusji i rozmywanie tematu :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:30, 22 Gru 2018    Temat postu:

mat napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Problem w tym, że ateista nie potrafi znaleźć dobrych argumentów na to, że wiara religijna jest mniej prawidłowa od tych innych (poprawnych wg ateisty) wiar.

Nie mam z tym żadnego problemu. Wiara w to, że zażycie tabletki uśmierzy ból głowy jest niemalże pewna,...
Ta wiara jest zbedna. W farmaceutyku sa srodki chemiczne usmierzajace funkcje ukladu nerwowego I zadzialaja.

mat napisał:
… wiara w to, że pomoże modlitwa jest praktycznie zerowa.
Ta wiara jest zbedna rowniez w przypadku stosowania technik psychosocjalnych w zarzadzaniu bolem -> -> [link widoczny dla zalogowanych]

mat napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Niby mamy tu na forum ateistów, którzy się jakoś ogarnęli, dotarło do nich w końcu, że tak całkiem wiary usunąć się nie da.

To raczej do ciebie nic nie dociera. Już 10 lat temu pisałem, ze wierze dziennikarzom gdy pokazują Leppera w telewizji, mimo, iż nigdy na oczy go nie wiedziałem. Po prostu odróżniam wiarę bardziej prawdopodobną od wiary mniej prawdopodobnej.
"Wiara" to ewidentnie szeroki termin. Jesli "wierze", ze stworze konstruktywny dzien to tak [konsktuktywnie] funkcjonuje. Warunki zewnetrzne nia maja na to jak tworze siebie I jak funkcjonuje zadnego wplywu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:38, 22 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Cytat:
który akurat jest o tyle ciekawy, że z nim związany jest efekt placebo, mocno mieszający w całej tej układance.


to znajdź sobie inny przykład, gdzie efektu placebo nie ma, bo przecież nie o to chodzi!

to jest właśnie dyskusja z tobą Michale schodzenie na czwarto-planowe wątki zupełnie bez znaczenia dla przedmiotu dyskusji i rozmywanie tematu :)
Nie znajdzie, Czlowiek funkcjonujac w paradoksie energii ujemnej I dodatniej. Energia dodatnia tworzy efekt placebo [rozwoj komorkowy]. Energia ujemna tworzy efekt nocebo [pogotowie komorkowe a tym samym brak rozwoju komorkowego]. Placebo to endorfiny I serotonina, ktora tworze myslac konstruktywnie I wykonujac jumping Jacks lub inne cwiczenia idac do lazienki lub sali gimnastycznej, medytujac, spozywajac zdrowa organiczna zywnosc. Nieswiadomi tego swiata tworza efekt nocebo samodzielnie lub laczac sie w grupy I funkcjonujac jako naysayers czyli zawsze postrzegajac swiat przez czarne okulary braku mozliwosci - tacy asceci XXI wieku zabijajacy sie publicznie ale trzoszke wolniej niz jak skoczyc pod pociag.

Ale kazdy ma prawo do wlasnego hobby, nawet do kopania wlasnej mogily widelcem z powodu stresu - nie widac go ale zabija - z powodu nadwyzek kortyzolu I pozyczania adrenaliny z jutra na teraz aby komus pokazac/dokuczyc. A prawda miedzypokoleniowa przekazuje, ze nie sposob jest dokuczyc drugiemu bez uprzedniego dokuczenia sobie, ale "glupich nie sieja, sami rosna" :rotfl:


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Sob 20:43, 22 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:49, 22 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Cytat:
który akurat jest o tyle ciekawy, że z nim związany jest efekt placebo, mocno mieszający w całej tej układance.


to znajdź sobie inny przykład, gdzie efektu placebo nie ma, bo przecież nie o to chodzi!

Ano właśnie o to chodzi.
Nie znamy granic efektu placebo. Niektórzy wierzą w to:
Ewangelia Mateusza napisał:
Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.
(Ew. Mateusza 17:20, Biblia Tysiąclecia)

Efekt placebo pokazuje tylko, że COŚ JEST NA RZECZY. Nauka nie zna dobrego wyjaśnienia dla owego efektu, ale efekt jest istotny, mierzalny. Statystycznie wychodzi, że one jest - dla pewnych medykamentów słabszy, dla innych silniejszy. Wiadomo np. że w USA ów efekt jest bodaj największy ze wszystkich krajów. Dlaczego?...

Model podmiotowo - przedmiotowy, przyczynowo - skutkowy traktuje jako rozdzielne przyczynę od skutku. Są liczne zastrzeżenia filozofów względem tego podejścia (Kanta, Hegla i wielu innych).
Podam dość banalny przykład - dlaczego łucznik trafia strzałą cel?
- Bo łucznik NAJPIERW UZNAŁ ów obiekt za cel.
Ale uznał ten obiekt za cel, bo ów obiekt BYŁ, objawił się jakoś łucznikowi.
W pewnym sensie istnienie celu, w danym miejscu, w zasięgu łucznika, jest przyczyną utkwienia w nim strzały. Co jest tu przyczyną, a co skutkiem?

Model scjentystyczny (w większości też chyba ogólnie przyjęty w nauce, nie tylko w ideologicznym scjentyzmie) opiera się na rozróżnieniu przyczyny i skutku, jako NIEZALEŻNYCH aspektów. To podejście jest arbitralne, jest założeniem metodologicznym. Do pewnego stopnia ono się sprawdza, bo faktycznie dla pewnej klasy zjawisk z grubsza owo rozdzielenie o tyle ma sens, iż da się tak rozdzielić owe skutki i przyczyny, aby budować z nich różne wyjaśnienia, które umysłowi jakoś układają to, co postrzega. Ale to rozdzielenie jest:
- po pierwsze właściwie zawsze arbitralne (wynikające z modelu)
- pod drugie jest przybliżeniem (każdy znany model jest przybliżeniem)
- po trzecie liczba konkurencyjnych sposobów opisu rzeczywistości, czyli jakiegoś podziału przyczyn i skutków jest najczęściej wielka, wręcz nieskończona.
Patrząc z punktu widzenia pewnych praktycznych celów, które realizuję nauka, czy technika, model przyczynowo skutkowy ma swoje sukcesy, czymś tam się sprawdził. Ale jest on tylko szczebelkiem w rozwoju intelektualnym ludzkości. Można przyjąć, że zapewne dzisiejsze modele, tłumaczenia zjawisk, wraz z rozwojem nauki i metodologii, zostaną zastąpione lepszymi, a te za jakiś czas jeszcze lepszymi itd...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:32, 23 Gru 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
]Czlowiek funkcjonujac w paradoksie energii ujemnej I dodatniej. Energia dodatnia tworzy efekt placebo [rozwoj komorkowy]. Energia ujemna tworzy efekt nocebo [pogotowie komorkowe a tym samym brak rozwoju komorkowego]. Placebo to endorfiny I serotonina, ktora tworze myslac konstruktywnie I wykonujac jumping Jacks lub inne cwiczenia idac do lazienki lub sali gimnastycznej, medytujac, spozywajac zdrowa organiczna zywnosc. Nieswiadomi tego swiata tworza efekt nocebo samodzielnie lub laczac sie w grupy I funkcjonujac jako naysayers czyli zawsze postrzegajac swiat przez czarne okulary braku mozliwosci - tacy asceci XXI wieku zabijajacy sie publicznie ale trzoszke wolniej niz jak skoczyc pod pociag.

Ale kazdy ma prawo do wlasnego hobby, nawet do kopania wlasnej mogily widelcem z powodu stresu - nie widac go ale zabija - z powodu nadwyzek kortyzolu I pozyczania adrenaliny z jutra na teraz aby komus pokazac/dokuczyc. A prawda miedzypokoleniowa przekazuje, ze nie sposob jest dokuczyc drugiemu bez uprzedniego dokuczenia sobie, ale "glupich nie sieja, sami rosna" :rotfl:

Rzecz jest bardziej złożona. Jak się patrzy tylko na jedną stronę medalu, czyli na sam stres, jak się wyrwie problem stresu z kontekstu nadając temu stresowi nadrzędny priorytet, to da się z tego wyprowadzić rozumowanie, że gdy biegnie do nas drapieżnik, aby nas pożreć, to my powinniśmy... zamknąć oczy i się wyluzować. Bo nic się nie liczy, tylko ten problem stresu.
Matka zestresowana tym, że płacze jej głodne dziecko, kierując się pierwszeństwem nie dopuszczania do stresu, powinna wyjść sobie na dobrą imprezę, aby się tak wyluzować.
Strażak, który nade wszystko boi się stresu, nie powinien w ogóle gasić pożarów. Nawet sportowiec w tym układzie powinien zrezygnować z udziału w zawodach - to też wielki stres.
Jeśli się uzna stres za jakiś masterargument, to chyba wyjściem dla ludzkości, będzie danie sobie totalne w żyłę, czy zażycie w innej postaci jakiejś substancji, która nas odłączy od problemów świata i (czego jednak należy się spodziewać, racjonalnie szacując efekty tego działania) spokojnie to, grożące stresem, życie zakończyć.

Myślę, że nawet Szanowna Dyskurs jakoś godzi się w wielu życiowych sytuacjach na stres, czasem nawet świadomie się na stres naraża. Robi to jednak w sytuacji, w której uzna to za racjonalne, kiedy uzna, że nie ma innego wyjścia, albo ogólniej gdy korzyści górują nad negatywną wartością stresowi przypisywaną. W przeciwnym wypadku Dyskurs nie pisywałaby już tyle lat na sfinii, bo dawno zmarłaby z przedawkowania, które miałoby ochronić ją przed pierwszym lepszym stresem, jaki się - nieproszony - napatoczy. Życie nam i tak stres dostarczy - wizytą u dentysty, rozmową o pracę, śmiercią najbliższych osób i perspektywą śmierci własnej, niepowodzeniami w różnych przedsięwzięciach.
Dla potrzeb tych dyskusji, Dyskurs jednak tworzy iluzję - udaje, że da się stres zlikwidować odpowiednią dawką chciejstwa. Udaje trochę przed innymi ludźmi, trochę przed sobą. W rzeczywistości dobrze wie, że pewne postacie stresu są nie do usunięcia; można je co najwyżej przetrzymać, jakoś z nimi dotrwać do lepszego czasu.
Teraz jest pytanie: na ile jest w stanie UCZCIWIE się do tego faktu przyznać?

Nie jest tajemnicą, że wszystkie większe osiągnięcia ludzi wiążą się z umiejętnością panowania nad stresem, przetrzymania stresu, w jakiejś części jest zwalczeni (to ostatnie nigdy do końca). Stres jest NATURALNĄ REAKCJĄ organizmów, jest nam dany jako ochrona, abyśmy nie dali się zabić przez różne szkodliwe okoliczności, albo abyśmy nie dali sobie zniszczyć ważnych dla nas wartości. Kto stresu w sobie nie opanuje, ten niczego w życiu nie osiągnie, zostanie zniszczony przez pierwszą lepszą sytuację zagrożenia, w której jednak coś trzeba przetrzymać, aby przetrwać.

Można ten fakt przed sobą ukrywać, udając że go nie ma, ale można też wziąć go "na klatę". Niektórzy lubią sobie aplikować iluzje, traktują samych siebie trochę jak małe dzieci, które są mentalnie za słabe, aby przyjąć trudne prawdy - np. o śmierci, o fakcie niepowodzeń, o problemach. Więc małym dzieciom lukruje się ich świat - czeka się, aż dojrzeją mentalnie na tyle, że będą w stanie przyjąć także te trudne prawdy o życiu.
To się nazywa dojrzałość emocjonalna. Niektórzy chcą pozostać niedojrzali przez całe życie. Oczywiście będą to robili niekonsekwentnie - wciąż udając coś przed sobą - bo życie i tak im co jakiś czas ustawi takie warunki, da taką sytuację, że trzeba będzie zareagować "jak trzeba", czyli nie chowając głowy w piasek, nie lukrując sobie rozpoznań tego, co się dzieje. Więc będą robili to co trzeba, nawet to, co wywołuje stres, co w tym stresie ich utrzymuje. Bo po prostu innego wyjścia nie ma. Potem sobie znowu podlukrują ten świat na różne sposoby - np. uznają się za potrafiących więcej, za niezniszczalnych, za wspaniałych i w ogóle super. Może mają taką psychikę, może bez tego by się rozkleili.
Dla mnie nie jest nierozwiązywalnym problemem nazywać trudne rzeczy po imieniu, swoje błędy i porażki nazywać po imieniu. Tak to mam, czyli nawet właściwie nie mam z tym stresu. Nie jestem najwspanialszy na świecie - no problem. Nie mam boskich mocy - żyję sobie z tym faktem za pan brat. Czasem przegrywam - biorę to z uśmiechem na klatę, mogę o tym swobodnie rozmawiać, myśleć, mogę się nawet sam z siebie pośmiać. Bez szczególnego stresu. Czasem mogą się pojawić jakieś drobne ukłucia urażonego ego, ale zazwyczaj dość łatwo dają się pacyfikować. I żadnej pozytywnej energii mi to nie odbiera.
Pozytywną energię odebrałoby mi za to poczucie, że zakłamuję swoje rozpoznania rzeczywistości. Wtedy dopiero pojawiłby się stres, wynikając z poczucia zagubienia, z tego, że ostatecznie nie będę wiedział JAK JEST, czyli jak mam reagować w przypadku, gdy życie zrealizuje scenariusze A, B, C...

Można by powiedzieć, że Dyskurs i ja mamy jakieś przeciwstawne charaktery - dokładnie odwrotne rzeczy nas stresują.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 1:55, 23 Gru 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 2:19, 23 Gru 2018    Temat postu:

Michał napisał:
Ano właśnie o to chodzi.
Nie znamy granic efektu placebo. Niektórzy wierzą w to:


tak, ale temat jest teraz inny - twojej definicji wiary, a nie znaczenia wiary i jej wpływu


na marginesie efekt placebo jest mierzalny, więc jakby przeczył twojej definicji wiary jako czegoś niesprawdzalnego pozostającego w czysto subiektywnej warstwie ....

na niekorzyść, efekt placebo nie zależy od wyznawanej religii i modlitwy .... ale nadal nie w tym rzecz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 3:36, 23 Gru 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
]Czlowiek funkcjonujac w paradoksie energii ujemnej I dodatniej. Energia dodatnia tworzy efekt placebo [rozwoj komorkowy]. Energia ujemna tworzy efekt nocebo [pogotowie komorkowe a tym samym brak rozwoju komorkowego]. Placebo to endorfiny I serotonina, ktora tworze myslac konstruktywnie I wykonujac jumping Jacks lub inne cwiczenia idac do lazienki lub sali gimnastycznej, medytujac, spozywajac zdrowa organiczna zywnosc. Nieswiadomi tego swiata tworza efekt nocebo samodzielnie lub laczac sie w grupy I funkcjonujac jako naysayers czyli zawsze postrzegajac swiat przez czarne okulary braku mozliwosci - tacy asceci XXI wieku zabijajacy sie publicznie ale trzoszke wolniej niz jak skoczyc pod pociag.

Ale kazdy ma prawo do wlasnego hobby, nawet do kopania wlasnej mogily widelcem z powodu stresu - nie widac go ale zabija - z powodu nadwyzek kortyzolu I pozyczania adrenaliny z jutra na teraz aby komus pokazac/dokuczyc. A prawda miedzypokoleniowa przekazuje, ze nie sposob jest dokuczyc drugiemu bez uprzedniego dokuczenia sobie, ale "glupich nie sieja, sami rosna" :rotfl:

Rzecz jest bardziej złożona. Jak się patrzy tylko na jedną stronę medalu, czyli na sam stres, jak się wyrwie problem stresu z kontekstu nadając temu stresowi nadrzędny priorytet, to da się z tego wyprowadzić rozumowanie, że gdy biegnie do nas drapieżnik, aby nas pożreć, to my powinniśmy... zamknąć oczy i się wyluzować. Bo nic się nie liczy, tylko ten problem stresu.
Ten stan jest do osiagniecia u osob pod wystarczajacym wplywem alkoholu, narkotykow, lub farmaceutykow - bo usmierza funkcje mozgu gadziego powodujac fenomen brawury.

MD napisał:
Matka zestresowana tym, że płacze jej głodne dziecko, kierując się pierwszeństwem nie dopuszczania do stresu, powinna wyjść sobie na dobrą imprezę, aby się tak wyluzować.
Nie twierdze, ze nie ma takich matek, ale to zdecydowanie mniejszosc.

MD napisał:
Strażak, który nade wszystko boi się stresu, nie powinien w ogóle gasić pożarów.
U nas, zwykle strazakami zostaja, slusznie w drodze wymagajacej selekcji, osoby na stress odporne I liczace sie z ryzykiem utraty zdrowia lub zycia. Nie wiem jakie wynagrodzenie otrzymuje strazak W Polsce, ale u nas otrzymuje je z naszych podatkow I wiemy ile I jakie swiadczenia otrzymuje, wiec decyzja zostania starazakiem jest istotna, bo dobre zarobki I swiadczenia nie sa, w mojej iopinii, wystarczajaca rekompensata takiego stopnia ryzyka.

MD napisał:
Nawet sportowiec w tym układzie powinien zrezygnować z udziału w zawodach - to też wielki stres.
Pasja to zupelnie inny region zycia czlowieka I nie jest zrodlem stresu lecz spelnienia. Podkresl, ze wielu sportowcow w trakcie konkurencji w zawodach funkcjonuje w zupelnie innym paradygmacie tzw. "the zone".

MD napisał:
Jeśli się uzna stres za jakiś masterargument, to chyba wyjściem dla ludzkości, będzie danie sobie totalne w żyłę, czy zażycie w innej postaci jakiejś substancji, która nas odłączy od problemów świata i (czego jednak należy się spodziewać, racjonalnie szacując efekty tego działania) spokojnie to, grożące stresem, życie zakończyć.
Po co tak dramatyznowac? Wystarczy madrze stresem zarzadzac. Mam to w "malym paluszku" :)

MD napisał:
Myślę, że nawet Szanowna Dyskurs jakoś godzi się w wielu życiowych sytuacjach na stres, czasem nawet świadomie się na stres naraża. Robi to jednak w sytuacji, w której uzna to za racjonalne, kiedy uzna, że nie ma innego wyjścia, albo ogólniej gdy korzyści górują nad negatywną wartością stresowi przypisywaną. W przeciwnym wypadku Dyskurs nie pisywałaby już tyle lat na sfinii, bo dawno zmarłaby z przedawkowania, które miałoby ochronić ją przed pierwszym lepszym stresem, jaki się - nieproszony - napatoczy. Życie nam i tak stres dostarczy - wizytą u dentysty, rozmową o pracę, śmiercią najbliższych osób i perspektywą śmierci własnej, niepowodzeniami w różnych przedsięwzięciach. Dla potrzeb tych dyskusji, Dyskurs jednak tworzy iluzję - udaje, że da się stres zlikwidować odpowiednią dawką chciejstwa. Udaje trochę przed innymi ludźmi, trochę przed sobą. W rzeczywistości dobrze wie, że pewne postacie stresu są nie do usunięcia; można je co najwyżej przetrzymać, jakoś z nimi dotrwać do lepszego czasu.
Teraz jest pytanie: na ile jest w stanie UCZCIWIE się do tego faktu przyznać?
W kontrascie do Twojej opinii pracuje w firmie ktora miedzy innymi zajmuje sie minimalizacja stresu, wiec mam w tej dziedzinie ogromne doswiaddczenie inaczej bym tutaj nie pracowala, bo nie byloby zgodnosci w aspekcie moich wartosci osobistych I wartosci firmy. Pisze z pracy. Jest sobota, godzina 8:26 w nocy I za pare minut wyjde na przedostatni autobus. Czy jestem zestresowana, ze pracowalam w dzien ktory kwalifikujemy jako wolny do pracy? Nie! Bylabym zestresowana przychodzac w poniedzialek (Wigilia) I majac do wykonania czynnosci, ktore wykonalam na spokojnie dzisiaj, bo jestem tutaj sama I nikt mi nie przeszkadza setkami e-mails. W poniedzialek spokojnie przyjde I sprawdze, czy nie ma e-mails do jakis ostatnich korekt. Biorac pod uwage, ze w krotkim czasie wdrozylam jeden system HRIS dla 1600 osob w US bedac sama w dziale I ze jeszcze niedawno bylam nowym pracownikiem w firmie 375 osob, to mam ogromen osiagniecia I podstawy do awansu, znacznej podwyzki I rocznego bonusa. Czy to powod do stresu? Zaden, bo planuje na zapas I zarzadzam moja energia madrze w celu rezultatow I mam najwyzsza produktywnosc a firmie - tego sie nie da ukryc. Niedlugo Prezyden bierze mnie na obiad do drogiej restauracji. Ciesze sie, bo to wyroznienie :)

MD napisał:
Nie jest tajemnicą, że wszystkie większe osiągnięcia ludzi wiążą się z umiejętnością panowania nad stresem, przetrzymania stresu, w jakiejś części jest zwalczeni (to ostatnie nigdy do końca). Stres jest NATURALNĄ REAKCJĄ organizmów, jest nam dany jako ochrona, abyśmy nie dali się zabić przez różne szkodliwe okoliczności, albo abyśmy nie dali sobie zniszczyć ważnych dla nas wartości. Kto stresu w sobie nie opanuje, ten niczego w życiu nie osiągnie, zostanie zniszczony przez pierwszą lepszą sytuację zagrożenia, w której jednak coś trzeba przetrzymać, aby przetrwać.

Można ten fakt przed sobą ukrywać, udając że go nie ma, ale można też wziąć go "na klatę". Niektórzy lubią sobie aplikować iluzje, traktują samych siebie trochę jak małe dzieci, które są mentalnie za słabe, aby przyjąć trudne prawdy - np. o śmierci, o fakcie niepowodzeń, o problemach. Więc małym dzieciom lukruje się ich świat - czeka się, aż dojrzeją mentalnie na tyle, że będą w stanie przyjąć także te trudne prawdy o życiu.
To się nazywa dojrzałość emocjonalna. Niektórzy chcą pozostać niedojrzali przez całe życie. Oczywiście będą to robili niekonsekwentnie - wciąż udając coś przed sobą - bo życie i tak im co jakiś czas ustawi takie warunki, da taką sytuację, że trzeba będzie zareagować "jak trzeba", czyli nie chowając głowy w piasek, nie lukrując sobie rozpoznań tego, co się dzieje. Więc będą robili to co trzeba, nawet to, co wywołuje stres, co w tym stresie ich utrzymuje. Bo po prostu innego wyjścia nie ma. Potem sobie znowu podlukrują ten świat na różne sposoby - np. uznają się za potrafiących więcej, za niezniszczalnych, za wspaniałych i w ogóle super. Może mają taką psychikę, może bez tego by się rozkleili.
Dla mnie nie jest nierozwiązywalnym problemem nazywać trudne rzeczy po imieniu, swoje błędy i porażki nazywać po imieniu. Tak to mam, czyli nawet właściwie nie mam z tym stresu. Nie jestem najwspanialszy na świecie - no problem. Nie mam boskich mocy - żyję sobie z tym faktem za pan brat. Czasem przegrywam - biorę to z uśmiechem na klatę, mogę o tym swobodnie rozmawiać, myśleć, mogę się nawet sam z siebie pośmiać. Bez szczególnego stresu. Czasem mogą się pojawić jakieś drobne ukłucia urażonego ego, ale zazwyczaj dość łatwo dają się pacyfikować. I żadnej pozytywnej energii mi to nie odbiera.
Pozytywną energię odebrałoby mi za to poczucie, że zakłamuję swoje rozpoznania rzeczywistości. Wtedy dopiero pojawiłby się stres, wynikając z poczucia zagubienia, z tego, że ostatecznie nie będę wiedział JAK JEST, czyli jak mam reagować w przypadku, gdy życie zrealizuje scenariusze A, B, C...

Można by powiedzieć, że Dyskurs i ja mamy jakieś przeciwstawne charaktery - dokładnie odwrotne rzeczy nas stresują.
Pomiedzy stesem I stresem chronicznym jest ogromna roznica. Krotkotrwaly stes mobilizuje. Stres chroniczny zabija. Nic o mnie nie wiesz, lecz konfabulujesz. Praca w obecnej firmie to wspaniala mozliwosc pracy nad wspolna publikacja z kolegami I kolezankami z program naukowego Ph. D., bo stress management to ogromny biznes - czy to w US (system medyczny prywatny) lub gdzie indziej na swiecie (system zdroworny federacyjny). Nie mozemy sobie pozwolic czekac, bo stress jest najbardziej kosztownym doswiadcdzeniem w zyciu. Jesli ktos umiera na atak serca z powodu stresu, koszty sie koncza. Jakkolwiek, chroniczny stress nie koniecznie zabija natychmiast I koszty sa niewyobrazalne.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 3:36, 23 Gru 2018, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 4:07, 23 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Michał napisał:
Ano właśnie o to chodzi.
Nie znamy granic efektu placebo. Niektórzy wierzą w to:


tak, ale temat jest teraz inny - twojej definicji wiary, a nie znaczenia wiary i jej wpływu

na marginesie efekt placebo jest mierzalny …
Efekt placebo mozna li tylko oszacowac I to w konkretnym kontekscie. Dla przykladu Dr. Ellen Langer z Harwardu badala cisnienie krwi I inne pomiary u osob w grupie badawczej, ktorzy musieli zachowywac sie jak w latach mlodosci. W grupie kontrolnej takiego wymogu nie bylo. Cisnienie krwi I inne pomiary owszem unormowaly sie u osob w grupie badawczej ale tylko w trakcie badania. Co dowodzi, ze stress ma ogromny wply na nasza fizjologie I jest natury krotkotrwalej lub chronicznej. Osoby z nadcisnieniem sa pod wplywem chronicznego stresu.

[link widoczny dla zalogowanych]

Ellen Langer, Ph. D. napisał:
Once we free ourselves from our misplaced superiority, we may find talent and ability to provide solutions in those we prematurely cast in an unflattering light.
W firmie na scianie wisi znak "Humble"/Pokorny jako jedna z wartosci wymaganych aby tutaj pracowac.

Lucek napisał:
… więc jakby przeczył twojej definicji wiary jako czegoś niesprawdzalnego pozostającego w czysto subiektywnej warstwie ....

na niekorzyść, efekt placebo nie zależy od wyznawanej religii i modlitwy .... ale nadal nie w tym rzecz
Michal nie musi niczego definiowac Tobie. Wystrczy, ze nosi w sobie (konkretnie w podswiadomosci) pewien zestaw doswiadczen zyciowych I wystarczy "zapalnik"/trigger I emocjami (ktorym zaprzecza, ze "niewygodne") I uczuciami znajdzie sie dokladnie w miejscu gdzie nabyl pierwotna pamiec podobnych doswiadczen.

Na swiecie istnieje wielu ludzi w stanie chronicznego stresu I wystarczy niewielki "zapalnik" I wchodza w faze amoku "nie wiedzac co czynia".

W kontrascie do Twojej opinii, Michal moze uzyc roznych modalities/sposobow aby stress minimalizowac. Jesli u niego sprawdza sie "Zdrowas Mario …" aby sie "wyciszyc" (konkretnie zrownowazyc 2 systemy nerwowe - sympatyczny I parasympatyczny) to sie sprawdza. Ale to nie znaczy, ze sprawdzi sie u kogos innego.

Do zapamietania, to nie doswiadcdzenie lecz jego indywidualna interpretacja na bazie doswiadczen zyciowych I stan system nerwowego determinuje reakcje czlowieka na jakikolwiek bodziec.

Ja sie nie stresuje zupelnie mimo, Iz mam osobowosc overachiever/pracusia na wysokie poprzeczki. Dlaczego sie nie stresuje? Czynie to co Michal blednie interpretuje jako unikanie stresu. Ja zarzadzam stresem aby go minimalizowac a konkretnie minimalizowac jego skutki w mojej fizjologii komorkowej ktora na biezaca odczuwam.

Mialam wyjsc na autobus o 8:40 PM ET ale wolalam tutaj odpisac, wiec pojde na nastepny albo wezme linie R do srodmiescia I przebiegne mile do domu - to nawet lepszy pomys, bo prace mam siedzaca ale moge postac, bo biurko sie podnosi do gory prze pomocy energii elektrycznej.

Ale mimo wszystko, pracusie jak ja sie "zasiadaja" lub "zastoja" a to nie jest najlepsze, wiec sie teraz przebiegne. Oprocz tego, stresowac mozesz sie upartoscia, brakiem otwarcia na opinie innych, etc. - I nawet o tym nie wiedziec, jesli nie jestes attuned/"wsluchany" w prace swojego organizmu. To bardziej domena kobiet ale nie wszystkich - przewage dzierza refleksyjne introwertyczki, bo ekstawertyczki sa zbyt glosno nastawione na gonitwe za halasliwym stadem wiec niby jak sie maja w siebie wsluchiwac. Mezczyzni I kobiety stresuja sie znacznie wiecej niz jeszcze niedawno, bo rozwoj technologiczny przyspiesza nasze zycie I wiele osob nie jest w stanie sobie z tym poradzic.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 4:18, 23 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 6:06, 23 Gru 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Na swiecie istnieje wielu ludzi w stanie chronicznego stresu I wystarczy niewielki "zapalnik" I wchodza w faze amoku "nie wiedzac co czynia".


nie Dyskurs :nie: , pod tym względem na pewno nie jesteś pospolita :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anna




Dołączył: 06 Gru 2015
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 8:41, 23 Gru 2018    Temat postu:

Nie ma to jak dobre spostrzeżenia poranną porą -gratuluję :szacunek:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:51, 23 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Dyskurs napisał:
Na swiecie istnieje wielu ludzi w stanie chronicznego stresu I wystarczy niewielki "zapalnik" I wchodza w faze amoku "nie wiedzac co czynia".


nie Dyskurs :nie: , pod tym względem na pewno nie jesteś pospolita :)
Jestem, a co o mnie myslisz to nie moja sprawa :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 17:13, 23 Gru 2018    Temat postu:

nie Dyskurs, nie bądź taka skromna:

Dyskurs napisał:
Na swiecie istnieje wielu ludzi w stanie chronicznego stresu I wystarczy niewielki "zapalnik" I wchodza w faze amoku "nie wiedzac co czynia".


na tle tych "wielu" nie sposób ciebie nie zauważyć :) poza tym zgoda, jesteś najwyżej pospolita.


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Nie 17:14, 23 Gru 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:46, 23 Gru 2018    Temat postu:

lucek napisał:
nie Dyskurs, nie bądź taka skromna:

Dyskurs napisał:
Na swiecie istnieje wielu ludzi w stanie chronicznego stresu I wystarczy niewielki "zapalnik" I wchodza w faze amoku "nie wiedzac co czynia".


na tle tych "wielu" nie sposób ciebie nie zauważyć :) poza tym zgoda, jesteś najwyżej pospolita.
Whatever :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13270
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:30, 23 Gru 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Pomiedzy stesem I stresem chronicznym jest ogromna roznica. Krotkotrwaly stes mobilizuje. Stres chroniczny zabija. Nic o mnie nie wiesz, lecz konfabulujesz. Praca w obecnej firmie to wspaniala mozliwosc pracy nad wspolna publikacja z kolegami I kolezankami z program naukowego Ph. D., bo stress management to ogromny biznes - czy to w US (system medyczny prywatny) lub gdzie indziej na swiecie (system zdroworny federacyjny). Nie mozemy sobie pozwolic czekac, bo stress jest najbardziej kosztownym doswiadcdzeniem w zyciu. Jesli ktos umiera na atak serca z powodu stresu, koszty sie koncza. Jakkolwiek, chroniczny stress nie koniecznie zabija natychmiast I koszty sa niewyobrazalne.

Wnioskuję o Tobie z tego co piszesz. Jak do tej pory w ogóle nie objawiłaś się z rozróżnieniem stresu. Po prostu zawsze jednoznacznie (w totalnym uproszczeniu) traktowałaś stres, a nawet nieprzyjemne wiadomości, jako samo złe i coś niszczącego dobrą energię.
Oczywiście nie znam Ciebie, więc nie wykluczam, że po prostu piszesz co innego, a myślisz i robisz co innego. Nawet ostatnio to zauważyłem, że niemożliwe jest, aby ktoś rzeczywiście był w stanie funkcjonować w społeczności i ogólnie w życiu, wdrażając tak totalne separowanie się od stresu, jakie deklarowałaś. Może to jest tylko kwestia emocjonalnego, skrajnie spolaryzowanego, nie uwzględniającego żadnych niuansów rozumowania stylu przekazu. W tym nie byłabyś znowu tak wielkim wyjątkiem, bo ludzi postrzegających rzeczywistość czarno - biało, zawsze walczących o skrajny obraz sprawy, jest całkiem niemało. W rzeczywistości tacy ludzie za chwilę sobie przeczą, bo i tak muszą tę drugą stronę medalu uwzględniać, ale wtedy oczywiście "zapominają", co poprzednio twierdzili, bo teraz to jest "inna sytuacja".

No i oczywiście jest sens pokonywać przewlekły stres, szczególnie ten, który bierze się z wadliwego obrazu świata, z nierealnych oczekiwań, czy wmawiania sobie urojonych win. W tym wszystkim jednak niezbędna jest równowaga. Stres jest do pewnego stopnia akceptowalny - dopóki nad nim się panuje, jest naturalny, albo wrecz "dobry", bo mobilizujący do działania, dla niektórych wręcz przyjemny (nie na darmo płacą grubą kasę za skoki na bungee, ze spadochronem, czy za bilet do kina na horror).
Stres przewlekły najczęściej jest czegoś OBJAWEM. Zanim się zacznie walczyć z tym stresem jako takim, warto też sięgnąć do przyczyn, do tej nierównowagi w myślach, odczuciach, która stres przewlekły wywołuje. Najprostsza metoda walki z stresem - czyli farmakologiczna - choć komercyjnie jest stosowana często, to na dłuższą metę tylko ukrywa przyczyny, utrudnia pełne uwolnienie się z okowów złego stanu psychiki.
Aby większość takich stresów pokonać, trzeba COŚ ZROZUMIEĆ, odkryć RÓWNOWAGĘ W SOBIE, przyjrzeć się rzeczom i okolicznościom w oderwaniu od ukrytych leków, powinności, oczekiwań. To te lęki, oczekiwania, winy, narzucone wzorce, gdy się skonfliktują na maksa dają często właśnie efekt stresu. Wtedy człowiek miota się ja w pułapce, z której nie ma wyjścia, bo co by nie przedsięwziął, to są jakieś przeciwne temu powody, które blokują działanie.
Często jest tak, że np. nie chcemy dać mentalnie "odejść" naszym bliskim zmarłym. Albo nie chcemy się pogodzić z inną stratą, która też jest nieodwołalna. Podobną rolę mogę pełnić wyrzuty sumienia, zbytnie przywiązanie do wzorców kulturowych, które nam nakazują być jakimiś, a my nie mamy ku temu predyspozycji, albo możliwości.
Zrozumienie przyczyn takiego przewlekłego stresu jest potrzebne, aby odzyskać mentalną wolność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8283
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 22:21, 23 Gru 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Pomiedzy stesem I stresem chronicznym jest ogromna roznica. Krotkotrwaly stes mobilizuje. Stres chroniczny zabija. Nic o mnie nie wiesz, lecz konfabulujesz. Praca w obecnej firmie to wspaniala mozliwosc pracy nad wspolna publikacja z kolegami I kolezankami z program naukowego Ph. D., bo stress management to ogromny biznes - czy to w US (system medyczny prywatny) lub gdzie indziej na swiecie (system zdroworny federacyjny). Nie mozemy sobie pozwolic czekac, bo stress jest najbardziej kosztownym doswiadcdzeniem w zyciu. Jesli ktos umiera na atak serca z powodu stresu, koszty sie koncza. Jakkolwiek, chroniczny stress nie koniecznie zabija natychmiast I koszty sa niewyobrazalne.

Wnioskuję o Tobie z tego co piszesz. Jak do tej pory w ogóle nie objawiłaś się z rozróżnieniem stresu. Po prostu zawsze jednoznacznie (w totalnym uproszczeniu) traktowałaś stres, a nawet nieprzyjemne wiadomości, jako samo złe i coś niszczącego dobrą energię.
Ba, mozna wnioskowac po Twoim wpisie, ze masz problem z czytaniem I zrozumieniem tekstu. Odkad tutaj jestem czyli od wrzesnia 2015 roku, pisze o sobie jako osobie efektywnie zarzadzajacej stresem, co ewidentnie nie jest synonimem "totalnego uproszczenia" fenomenu stresu - cokolwiek ten infantylny zwrot "totale uproszczenie" w tym kontekscie znaczy :)

MD napisał:
Oczywiście nie znam Ciebie, więc nie wykluczam, że po prostu piszesz co innego, a myślisz i robisz co innego.
Przy zalozeniu Twojego paradygmatu myslowego w kontekscie fenomenu stresu I mnie, nie bylabym autentyczna w stosunku do siebie. I po co w ten sposob zyc?

MD napisał:
Nawet ostatnio to zauważyłem, że niemożliwe jest, aby ktoś rzeczywiście był w stanie funkcjonować w społeczności i ogólnie w życiu, wdrażając tak totalne separowanie się od stresu, jakie deklarowałaś. Może to jest tylko kwestia emocjonalnego, skrajnie spolaryzowanego, nie uwzględniającego żadnych niuansów rozumowania stylu przekazu. W tym nie byłabyś znowu tak wielkim wyjątkiem, bo ludzi postrzegających rzeczywistość czarno - biało, zawsze walczących o skrajny obraz sprawy, jest całkiem niemało. W rzeczywistości tacy ludzie za chwilę sobie przeczą, bo i tak muszą tę drugą stronę medalu uwzględniać, ale wtedy oczywiście "zapominają", co poprzednio twierdzili, bo teraz to jest "inna sytuacja".
Pomine ten brak logiki minuta milczenia. Nie znajdziesz na tym forum drugiej osoby ze staloscia swiatopogladu rowna mojej.

MD napisał:
No i oczywiście jest sens pokonywać przewlekły stres, szczególnie ten, który bierze się z wadliwego obrazu świata, z nierealnych oczekiwań, czy wmawiania sobie urojonych win. W tym wszystkim jednak niezbędna jest równowaga. Stres jest do pewnego stopnia akceptowalny - dopóki nad nim się panuje, jest naturalny, albo wrecz "dobry", bo mobilizujący do działania, dla niektórych wręcz przyjemny (nie na darmo płacą grubą kasę za skoki na bungee, ze spadochronem, czy za bilet do kina na horror).
Tutaj mylisz zycie na krawedzi/excessive risk taking z zyciem.

MD napisał:
Stres przewlekły najczęściej jest czegoś OBJAWEM.
Tak, nazywamy ten fenomen burn out po polsku wypalanie sie. Niebezpieczny stan dla zdrowia I zycia.

MD napisał:
Zanim się zacznie walczyć z tym stresem jako takim, warto też sięgnąć do przyczyn, do tej nierównowagi w myślach, odczuciach, która stres przewlekły wywołuje. Najprostsza metoda walki z stresem - czyli farmakologiczna - choć komercyjnie jest stosowana często, to na dłuższą metę tylko ukrywa przyczyny, utrudnia pełne uwolnienie się z okowów złego stanu psychiki. Aby większość takich stresów pokonać, trzeba COŚ ZROZUMIEĆ, odkryć RÓWNOWAGĘ W SOBIE, przyjrzeć się rzeczom i okolicznościom w oderwaniu od ukrytych leków, powinności, oczekiwań. To te lęki, oczekiwania, winy, narzucone wzorce, gdy się skonfliktują na maksa dają często właśnie efekt stresu. Wtedy człowiek miota się ja w pułapce, z której nie ma wyjścia, bo co by nie przedsięwziął, to są jakieś przeciwne temu powody, które blokują działanie. Często jest tak, że np. nie chcemy dać mentalnie "odejść" naszym bliskim zmarłym. Albo nie chcemy się pogodzić z inną stratą, która też jest nieodwołalna. Podobną rolę mogę pełnić wyrzuty sumienia, zbytnie przywiązanie do wzorców kulturowych, które nam nakazują być jakimiś, a my nie mamy ku temu predyspozycji, albo możliwości. Zrozumienie przyczyn takiego przewlekłego stresu jest potrzebne, aby odzyskać mentalną wolność.
{Przypuszczam, ze nie doswiadczyles stanu stresu chronicznego ani nie zglebiles fenomenu z punktu widzenia klinicznego, bo nie wspominasz o kluczowym aspekcie leczenie (zakladajac, ze jest szansa wyjscia z tego) czyli rozpoznanie przez osobe cierpiacia, ze problem istnieje I udanie sie na terapie. Mysle, ze w uzaleznieniu od procesu mentalnego (ewidentnie jestes w tym stanie) nie bierzesz pod uwage, faktu, ze stress chroniczny jest efektem uzaleznien rowniez myslowych I w stadium wyniszczania osoby wymaga natychmiastowej pomocy medycznej I psychiatrycznej. Pomiedzy cierpieniem I pragnieniem jego zakonczenia jest cienka linia. Obys sie na niej nigdy nie znalazl w tym ciaglym procesie myslowym, o ktorym Ci pisalam wielokrotnie, ze jest uzaleznieniem jak kazde inne - palenie tytoniu, spozycie alkoholu, naduzywanie farmaceutykow, gry komputerowe, etc. - wszystko co przeciaza jedna funkcje mozgu kosztem pozostalych 3. Jakkolwiek musimy uwzglednic, ze funkcje mozgu nizszego pracuja w tandemie dajac pozywke stanowi cierpienia I tacy ludzie nie sa w stanie sobie czegokolwiek "przemyslec", bo nie sa racjonalni.

Masz szczescie, ze w stanie uzaleznienie od funkcji mozgu intelektualnego (uzaleznienie od koniecznosc "przemysliwania" wszystkiego do poziomu ad nauseam czyli trawienia ponownie trsci zoladkowych) wypierajac emocje nie cierpisz do tego stopnia, ze mialbyc mysli samobojcze. Mam nadzieje, ze Twoja zona ma na Ciebie oko I otwarte serce aby Ci w razie czego pomoc.

Nie chce mi sie pisac juz n-ty raz, ze BS czuje na mile I mam jasno okreslone granice w co sie angazuje a w co nie I dlatego niewielkim wysilkiem fizyczym, mentalnym, emocjonalnym, I duchowym osiagam wymierne rezultaty. Moj system wartosci, ktory jest moim kompasem prowadzi mnie odczuciem ktore jest szybsze niz Twoje mysli I wymaga niklych nakladow energii aby nie wierzyc (intelekt/ego) ale wiedziec, poza ktory punkt nie udam sie.

Pisalam Ci juz poprzednio, ze jestem unikalnym typem osobowosci wedlug instrument Meyers-Briggs Type Indicator (MBTI) jako INFJ jestem w klasyfikacji mniej niz 1% swiatowej populacji ludzi super intuicyjnych postrzegajacych obraz panoramicznie ale postrzegajacych detale I jak one pasuja do siebie. Odczuciem jestem w stanie przewidziec konsekwencje I dzialam z platoformy przynajmniej 2 planow zabezpieczajacych aby w razie czego polegac na nich w osiaganiu konstruktywnych celow.

Ty jestes typowym inspektorem -> [link widoczny dla zalogowanych] I nigdy sie nie zrozumiemy, bo ja nie musze biegac po meandrach mentalnych aby nie wierzyc lecz wiedziec w lot co jest konstruktywne dla ogolu I tylko w takie sprawy zyciowe sie angazuje bedac autentyczna w stosunku do siebie. Gdybym nie byla autentyczna w stosunku do siebie, to po co zyc?

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Pasja, z jaką bronią [INFJ] swoich przekonań, może sprawić, że przekroczą własne granice, a jeśli zapał wymknie się spod kontroli, może doprowadzić do wyczerpania, problemów zdrowotnych i stresu. Jest to szczególnie wyraźne, gdy mierzą się z konfliktem i krytyką; ich wrażliwość zmusza ich, aby uczynili wszystko, by umknąć przed domniemanymi osobistymi atakami, jeśli jednak zostaną postawieni pod ścianą, mogą zareagować w sposób nieracjonalny i nierozsądny.
Urodzilam sie w trakcie "szczesliwych gwiazd", bo mam przewage energii zyciowej w Koziorozcu, czyli w tych jasno okreslonych granicach, ktorych nie przekraczam aby byc soba.

Nie zrozumiesz tego, bo to nie jest mentalne/nie jest aspektem ego. To jest odczuciem w kazdej chwili mojego zyciz kiedy nie spie. Czucie sie dobrze w sobie jest stamen, ktory w Twojej tradycji katolickiej okreslacie jako "swietosc", "boskosc", a ja powolujac sie na neuronauke (bez autorow, Lucek) okreslam stamen rownowagi 4 funkcji mozgu a tym samym stanem rownowagi I optymalnej funkcji mojego organizmu, kiedy wspolpracuje ze wszystkim w srodowiskach w ktorych funkcjonuje.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 22:47, 23 Gru 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
Strona 10 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin