Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

zdarzyło się

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Seriale - utwory w odcinkach
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1102
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 79 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:37, 27 Kwi 2018    Temat postu: zdarzyło się

Janka wyszła jak prawie co dzień do sąsiadki po mleko, jednak tuż za bramą zatrzymał ją zaraz śpiew ptaka. Siedział na przydrożnej gałęzi, szpakowatej wielkości, z jasnobeżowym nakrapianym brzuszkiem. Wyjęła aparat, który zazwyczaj nosi ze sobą. Zdjęcia wyszły ładne, ptak nie był zbyt płochliwy, przysiadał na dłuższą chwilę, odwracał się to w prawo, to w lewo, później odlatywał na sąsiednie drzewo, dużo przy tym ćwierkając. Kiedy odwróciła się, żeby podnieść z ziemi torbę z butelkami i pójść dalej, jej wzrok napotkał po drodze coś niebieskiego, wyróżniającego się pośród gąszczu. Podeszła bliżej. Trochę ponad metr nad ziemią zwisała gałąź, która zapewne się oderwała i spadła z wysoka ubiegłego wieczoru. Zapowiadano na ten dzień burze z gradem i porywisty wiatr. Wyszła z tych zapowiedzi jedna ulewa trwająca nieco ponad 20 minut - akurat tyle, ile zajęła jej droga do miasteczka i z powrotem. Wiało i lało, a nawet rzeczywiście sypnęło gradem, wycieraczki ledwo nadążały ze zbieraniem wody....Mogła odebrać przesyłkę przez jeszcze całą następną dobę, ale zachciała mieć ją właśnie "dziś".
Wtedy to pewnie owa gałąź, upadając, jakimś cudem zakleszczyła się między drzewami i dzięki temu gniazdo ocalało. Przechylone co prawda i niestabilne, jednak trzymało się.. a w nim cztery małe, niebieskie nakrapiane ciemnobrązowymi plamkami jajka, które niemal wypadały przez "burtę". Bardzo ostrożnie zbliżyła się i zrobiła zdjęcia nie dotykając gniazda, ani nawet najbliższych mu gałązek...a potem jeszcze z daleka całej tej chwiejnej konstrukcji. Myślała jaki to ptak znosi takie jajka, a zaraz potem czy gniazdo utrzyma się, czy spadnie przy kolejnym silniejszym podmuchu wiatru. U sąsiadki zaraz wywiązała się ptasia rozmowa. Było o dudkach, żurawiach, kosach..itd...ale stanęło na tym, że nie wiadomo, które znoszą się na modro i że cóż poradzimy, tak bywa..gniazdo spadnie i nic z tego nie będzie.
W drodze powrotnej, kiedy spojrzała w jego stronę okazało sie, ku jej radości, że na jajkach siedzi samiczka. Ta właśnie, którą miała na zdjęciach...odpowiedź na pytanie znalazła się więc sama, a ptaka zidentyfikowała w necie i się okazał drozdem śpiewakiem. Radość z odkrycia i zdobyczy z działu przyrodniczych zaraz jednak zaczęła zatruwać troska o los gniazda. Choć coś jej ciągle przypominało, by zostawiła je w spokoju, samo sobie, cokolwiek by się miało z nim stać...Czyż Ten, którego ręka strąciła je z wysoka nie wiedział co robi i ileż to razy życie wiszące na cienkim włosku zwycięża podparte jedynie wiarą i nadzieją. Ale.... czy byłoby słuszne wystawiać boskie ręce na próbę, samemu będąc biernym obserwatorem, bez wykazania się wolą, inicjatywą...choćby niewielką...i czy można zignorować płacz matki nad zagożonym życiem jej dziecka? Ale, że miała sporo pracy i złapała w niej "dryg", to kwestię ewentualnych poczynań zostawiła na później.
Pod wieczór znów odbierała przesyłkę, dwie książki nie nowe, choć dla niej jak najbardziej nowości. Przyszły szybciej niż myślała. W drodze powrotnej, niedaleko domu, zatrzymała się na poboczu, na chwilę..Słońce ładnie zachodziło poniżej ciemnych chmur i rozświetłało całą okolicę na pomarańczowo... Przeszła na drugą stronę drogi i trochę na przełaj przez jeszcze nie zaorane pole, na swoją stałą miejscówkę widokową. Jakiś czarny samochód kombi szybko przejechał, zwalniając jednak w miejscu jej zaparkowania, ale ruszył, a chwilę potem zawrócił. Jadąc z powrotem kierowca zatrzymał się niedaleko i wysiadł. Energicznym krokiem zmierzał do jej pustego auta. Z daleka zawołała o co chodzi i ruszyła w jego stronę. Pytał zdenerwowanym tonem co ona robi, że niby fotografuje ich dom, że zauważyli, iż zatrzymuje się tu często i oni się czują śledzeni, że żona go wysłała, aby to wyjaśnił...Mówił, że mają jakieś nieprzyjemne sprawy rodzinne i podejrzewają, że ona może mieć coś z tym wspólnego... Jaki znowu dom? - zapytała.. widzi pan, że jest zachód słońca- kościół fotografuję, chmury..o niech pan spojrzy! ... mieszkam tu, zaraz za lasem od dawna, niech pan spyta sąsiadów...a ten pański dom, o którym mowa, to który to niby? Przychodzę tu często, bo jest tu ładny widok..i tyle. Przepraszał i mówił, że głupio wyszło, ale żeby i ona zrozumiała ich sytuację..że czuli się niepewnie....a teraz jest już okej... no to ok, choć i zdenerwowała się nieco....Co to za pieskie czasy!!!!
Zaraz wróciła do domu i pomyślała, że zanim się zrobi ciemno jednak podłoży coś pod to gniazdo, jakąś gałąź, by je podeprzeć. Bez trudu znalazła w lesie dwie dobre na wielkość. Gdy podeszła ptak odfrunął, ale był blisko, podobnie jak rano ćwierkając przelatywał z gałęzi na gałąź. Kiedy skończyła i oddaliła się dostatecznie daleko, znów usiadł na jajkach...i tak by mogło zostać. Ale drugi koniec gałęzi był ledwo oparty o inne drzewo i pomyślała, że przydałoby się związać je czymś. Skoro raz się udało, tam gdzie było trudniej, to czemu by się nie miało udać i z tego łatwiejszego końca? Znalazła odpowiednie wiązadło i poszła jeszcze raz. Ptak znów opuścił gniazdo. To była tylko jedna prosta operacja...ale zaraz w ciemności usłyszała jakiś głuchy dźwięk, jakby coś uderzyło w ściółkę ..pomyślała od razu, że tak na pewno by brzmiał dźwięk spadającego jajka.. Ptak pisnął dwa razy i odleciał. Czekała chyba z pół godziny, ale nie wrócił już.
Noc była zimna. O świcie na próżno próbowała wychwycić z porannej ptasiej ćwierkaniny ten znajomy od wczoraj dźwięk...ale... może ptak siedzi spokojnie i cicho...
Wyjęła książkę, po którą pojechała wczoraj. Pierwsza strona podpisana na zielono... przejrzała wzrokiem kilka kolejnych, z których wyłowiła jakieś pojedyncze słowa..potem wróciła na stronę tytułową. Nie znała nikogo, kto by się podpisywał zielonym atramentem. Do siódmej było jeszcze ponad dwie godziny snu, przytuliła książkę do piersi i tak zasnęła nim jeszcze wstało słońce.

Nad ranem zdarzają się takie sny, których się nie da zapomnieć... wyfruwają z gniazda niczym spłoszony ptak .....przybywają jak niespodzianka dla serca, jak pierwszy pocałunek dla ust...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Nie 8:53, 29 Kwi 2018, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Seriale - utwory w odcinkach Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin