Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

26 lat III RP - rachunek zaniedbań
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:47, 08 Cze 2015    Temat postu: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

Ekipa PO, łącznie z Prezydentem Komorowskim próbowała budować swoją siłę polityczną na sukcesie, jakim jest uwolnienie się Polski spod buta sowieckiego. Czy ma do tego prawo? I czy ma się czym chwalić?
Najpierw odpowiedź na pytanie pierwsze - nieliczni pewnie mają prawo do szczycenia się udziałem w obalaniu komuny. Nieliczni. Pozostali (ja też do nich należę), albo w ogóle nie walczyli (bo nie mogli, może ich jeszcze nie było na świecie), albo stali z boku, albo nie wykazali się niczym szczególnym podczas walki o wolność, więc niech nie upominają się o zaszczyty z tego tytułu (ja oczywiście też się nie upominam bo nie mam zasług w walce o wolną Polskę).
A czy obecna ekipa polityczna ma czym się chwalić? Czy w ogóle mamy się czym chwalić, jeśliby wziąć pod lupę te ponad 25 lat?
Nie chodzi oczywiście tylko o ekipę PO. Ale ona wywołała aspekt podsumowań - jako że to za jej rządów stuknęła 25tka. I ona rządziła najdłużej bez przerwy. I do tego w ostatnich czasach. Więc podsumowanie będzie biło jakoś najbardziej w PO.
No cóż. W tym 26 leciu zdarzyło się na pewno sporo dobrego. Z zewnątrz Polska jest na pewno ładniejsza, niż za czasów komuny. Ładniejsze są domy, sklepy, biura. Jest też nowocześniejsza, bardziej otwarta. Jest mniejsze zanieczyszczenie środowiska, mamy lepsze drogi (choć gorszą sieć kolei). Jesteśmy też (statystycznie średnio) wyraźnie bogatsi, niż to było za czasów komuny. W statystykach piszą ponoć o Polsce jako o "zielonej wyspie". Ale czy miliony biednych, zapracowanych Polaków mieszkających na zielonej wyspie przyjaznej głównie relatywnie wąskiej grupie tych, którym się powiodło, świadczą aby na pewno o "sukcesie"? Czy miliony młodych, wykształconych Polaków pakujących walizki, aby zarobić na emigracji, świadczą na pewno o sukcesie? Ja mam wątpliwości...

Na pewno, aby jakoś rzetelnie podsumować ten okres, trzeba by DOKONAĆ BILANSU! Czyli należy spojrzeć na obie strony medalu - nie tylko tę przyjemną. Ale co chyba ważniejsze warto USTALIĆ POZIOM ZEROWY, czyli jakoś przyjąć ten stan, który osiągany byłby w sposób względnie naturalny. Tylko wtedy będziemy wiedzieli, czy jesteśmy powyżej, czy poniżej kreski (średniej wartości oczekiwanej). Bo uczciwie jest postawić nie tyle pytanie "czy jest dobrze/źle?", ale "czy MOGLIŚMY OSIĄGNĄĆ WIĘCEJ?". Bo tylko porównując ze stanem zerowym - takim, który i tak by się zrealizował, możemy oceniać ludzkie wybory, poczynania.

Warto więc przedstawić rachunek tego, co się nie udało, co zostało zaniedbane, czasem wręcz zepsute.
Oto moja lista negatywów, zaniedbań na start:
1. Polacy uciekają nam z Kraju. To jest fakt bezsporny. Jakoś tak dziwnie się składa, że niemal wszędzie w Europie (Zachodniej) jest lepiej żyć i pracować, niż w nadwiślańskich warunkach. Kto za to odpowiada? - pewnie nie ma jednego winowajcy, ale na pewno obciąża to bardziej tych, którzy mieli największą władzę, największe możliwości działania.
2. Polacy nie chcą (w Polsce! - bo na emigracji jest inaczej) mieć dzieci. W większości argumentują to tym, że w Polsce za trudno jest dzisiaj wychować dziecko. Jeśli dołożymy do tego niespotykany rozrost indywidualnych, egoistycznych aspiracji (kariera, podróże, wygodne życie, bez borykania się o każdy drobiazg), to mamy powód tej sytuacji - za dużo trzeba się namęczyć, za dużo trzeba heroizmu, aby prowadzić zwykłe życie, czyli takie, w którym ludzie mają pełną rodzinę, dzieci.
3. Pensje rosną dużo wolniej niż wydajność pracy, są jednymi z najniższych w Europie. Ściągnięty do nas biznes, inwestycje, miały (w optymistycznych założeniach wolnorynkowych) spowodować wzrost zatrudnienia i i pensji Polaków. Jesteśmy już "Fabryką Europy", harujemy - jako naród - jak woły. Ale jednocześnie przodujemy w statystykach narodów mających pracę, ale jednocześnie biedę. Optymizm wolnorynkowego myślenia, że inwestycje spowodują wzrost pensji się nie sprawdził. Dlaczego?...
4. Podatki są pobierane w głównej masie od ubogich (bardzo niska kwota wolna od podatku + wysoki VAT płacony równo przez wszystkich konsumentów). Nasze Państwo nie potrafi (nie chce?...) sięgnąć do kieszeni tych, którzy dużo zarobili. Prościej jest skubnąć równo każdego. To nieudolność naszego państwa, albo też i jakąś forma nonszalancji, może złej woli decydentów (którzy przecież zwykle sami są bogaci, więc wolą, aby mniej się zabierało bogaczom. Wcale nie byłoby trudno choć trochę skubnąć z tych największych fortun. Proste pomysły? - np. choćby minimalny podatek katastralny zamiast niskiej kwoty wolnej od podatku. Płaciliby go Ci, którzy mają drogie nieruchomości. Może jednak ten trzeci próg podatkowy (odpowiednio wyższy) też nie byłby taki zły.
5. Wciąż mamy beznadziejny wymiar sprawiedliwości - nieudolny, a nawet skorumpowany. Pewnie jest sporo lepiej niż na Ukrainie, ale chyba nie chodzi o to, aby porównywać się z najgorszymi. Do tego prawo jest nieprzejrzyste, a jego egzekwowanie też pozostawia wiele do życzenia.
6. Biurokracja, głupie przepisy wciąż są "nie do ruszenia". Jakoś tak dziwnie nasi posłowie nie są w stanie wyprodukować ustaw bez luk i mechanizmów nękania i łupienia uczciwych ludzi przez urzędy i różnego rodzaju cwaniaków, którzy żerują na złym prawie. I niby wszyscy od lat mówią, że trzeba to zmienić, ale nic się nie dzieje w tym względzie. Na to nie trzeba jakichś pieniędzy. Więc "kraj na dorobku" (jakże częste hasło tych, którzy chcą usprawiedliwić tę masę zaniedbań władzy) nie jest tu wytłumaczeniem. Właśnie DLATEGO, ŻE JESTEŚMY NA DOROBKU (!) powinniśmy usunąć idiotyczne bariery biurokratyczne, które krępują aktywność Polaków.
7. Wielkie monopole opanowały Polskę. W myśleniu decydentów wciąż króluje gigantomania - stworzono gigantyczne koncerny (ORLEN, energetyka), które mogą prawom rynku zagrywać na nosie. Takie przedsiębiorstwa jak PKP (czy osobne części tej grupy), Poczta Polska są nieefektywne, ale nie muszą wiele zmieniać, bo mają ochronny parasol od polityków. W KGHM, Energa i spółkach Skarbu Państwa zarządy (politycznie tworzone) maja bardzo wysokie uposażenia, a nie idzie za tym szczególnie wysoka jakość zarządzania. To haracz płacony politykom przez konsumentów i podatników.
8. W zamówieniach publicznych wciąż panoszy się widmo korupcji. Nawet tam gdzie formalnie przetargi są wzorowo realizowane (szczególnie, że zwykle dochodzą tu wymogi unijne) ostatecznie mamy wielką nieefektywność wydawania środków. Nie mamy e-administracji z prawdziwego zdarzenia. To co jest standardem w wielu krajach, jeśli chodzi o obsługę elektroniczną kontaktów obywatel - państwo, u nas jest w stanie żałosnym. Stan usług informatycznych wynika z tego, że właściwie od lat ta branża nie ma swojego GOSPODARZA. W związku z tym projekty robione są "aby były" (jest wdrożenie - sztuka 1), a nie aby ich jakość przekładała się na realne korzyści dla obywateli i państwa.
9. Mamy równych i równiejszych w tym kraju. Banki i instytucje finansowe mają gigantyczne zyski, bo są uprzywilejowane na wiele sposobów. Słynny bankowy tytuł egzekucyjny został dopiero niedawno zakwestionowany przez SN. Kredyty frankowe to osobna działka. A ogólnie wielkie instytucje finansowe robią sobie z ludzi co chcą i jak chcą.
10. Układy, układy, układy. Układy mafijno - korupcyjne są właściwie wszędzie: w górnictwie (mafia węglowa), u komorników, w sądach, przy budowie i eksploatacji autostrad, przy wielkich projektach infrastrukturalnych.
11. Służba zdrowia w Polsce to osobny rozdział słabości naszego państwa. Mamy najniższe, bądź jedne z najniższych w Europie wskaźniki dostępności służby zdrowia, ilości pielęgniarek i lekarzy na 1000 mieszkańców. A do tego, zamiast jakoś wykorzystać dobrze tych lekarzy co jeszcze tu są, bo nie wyemigrowali, aby pracować za 5 razy większą pensję, to zostali oni obarczeni ogromnymi obowiązkami biurokratycznymi (jak by nie można było ich zmniejszyć, albo przynajmniej częściowo scedować na pracowników pomocniczych).
12. Demoralizacja kadry kierowniczej. W Polsce wciąż dominuje feudalny układ pracodawca - pracownik. I nie idzie ku lepszemu (czyli w stronę standardów skandynawskich), ale wręcz przeciwnie - utrwala się system, w którym to nie kompetencje i praca decydują, ale twardość, bezduszność i tępy instynkt władzy. Kto jest temu winien? - tu właściwie nie wiem. Ale na pewno jest to pochodną tego, że trudno jest słabszej stronie dochodzić swoich praw, że wielkiemu wolno więcej, niż małemu.
13. Reklamy, agresywny marketing zafajdały nam przestrzeń informacyjną i widok za oknami. Polska bywa nazywana krajem tysiąca bilbordów. Nigdzie w Europie nie doszło do takiego zeszpecenia krajobrazu reklamami, których skuteczność jest przy tym wątpliwa. Reklamy w mediach też są osobnym przykładem złego smaku i namolności. Jesteśmy zalewani informacyjnym śmieciem i nie bardzo wiadomo, jak się przed nim bronić.
14. Niestabilność prawa. Wynika częściowo z tego, że poprzednio stanowione prawo było złe, więc na pewno trzeba je zmienić. Ale czasem te zmiany są wcale nie na lepsze. Do tego dochodzi brak równości stron w układzie państwo obywatel - jak się państwo gdzieś "pomyli", to obywatel ma to przełknąć, a nawet na tym stracić. Jak się pomyłka zdarzy obywatelowi, to państwo może go przeczołgać od góry do dołu i od prawa do lewa...
15. Dziennikarstwo w Polsce rzadko okazuje klasę. Trochę dlatego, że wciąż "strach jest" zbyt narazić się możnym. A trochę dlatego, że pogoń za tanią sensacją i operowanie w "głupotach" naszego życia bardziej się opłaca, niż rzetelna informacja. To oczywiście normalne, że "czwarta władza" jest obiektem nacisków. Ale wiele wskazuje na to, że w innych krajach jest lepiej pod tym względem (choć może nie aż tak bardzo dużo lepiej).
16. Jakość życia politycznego jest - cóż, każdy widzi. Może to jest przyczyną tego, co jest źle. Ale pewnie nie tylko to. Nie jest tajemnicą, że część "dziwnych", faworyzujących pewne kręgi biznesowo - lobbystyczne, zapisów w ustawach nie wzięła się znikąd. Część psucia prawa na pewno bierze się z małej wiedzy i wykształcenia naszych posłów. Ale też inna część wynika z korupcji, ze sprzedawania głosów, z wpływów politycznych. Takie zjawiska są oczywiście na całym świecie. Pytanie tylko, czy Polska się tu czasem negatywnie nie odbija od średniej?...

Nie chcę pisać wszystkiego na raz. Dopiszę w nowych rozdziałach. Ciekaw jestem czy moja lista zaniedbań 26 lecia Polski dobije do setki...
Z resztą, może jeszcze Ktoś dołoży coś do mojej listy (tylko proszę o kontynuowanie numeracji i nie powtarzanie już dodanych punktów).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 14:31, 10 Cze 2015, w całości zmieniany 9 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:57, 10 Cze 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

W podsumowaniu 25 lat można zadać pytanie: komu dzisiaj w Polsce (albo dzięki Polsce) jest dobrze?

Oto wg mnie głównie beneficjenci zmian ostatniego 25 lecia:
- Wielkie międzynarodowe instytucje finansowe. To chyba główny beneficjent polskiej polityki ostatnich lat. Najpierw, za czasów Balcerowicza, dostały prezent w postaci bezprecedensowo wysoko oprocentowanych obligacji, do których miały ekskluzywny dostęp, a potem ekipa monetarystów utrzymywała dla nich absurdalnie wysoką dochodowość pod pretekstem rzekomo funkcjonowania szczególnych (innych, niż w normalnych państwach) praw ekonomii dla takiego "kraju na dorobku" jak nasz. Później instytucje te pięknie obłowiły się na wprowadzeniu naszych OFE; znów pobierając zadziwiająco wysoki procent od swoich (w sumie niezwykle bezpiecznych i nieskomplikowanych) usług księgowania obligacji państwowych na swoich kontach, a potem przekazywaniu do różnych kanałów wyników tego księgowania. Cały czas z resztą te instytucje doją nasz system finansowy za pomocą różnego rodzaju wysoko płatnych "usług", które de facto należałoby uznać za formę "opłaty za ochronę".
- Grupa uprzywilejowanych osób, która zgarnęła śmietankę z pierwszego okresu polskiej prywatyzacji. Nie chcę się rozpisywać, ale nazwiska najbogatszych Polaków są znane. Aby jakoś naprowadzić się na trop, które to nazwiska są związane z wyjątkowymi przywilejami, wystarczy teraz prześledzić nagły wzrost ich fortun, a potem zadać sobie pytanie: jakie to mechanizmy w ekonomii są możliwe, aby w przeciągu miesięcy uzyskiwać wzrosty na poziomie tysięcy procent... A nie są to magowie, czy absolutni geniusze o poziomie IQ 250. Za to znajomości z politykami są dość wyraźnym tropem szukania przyczyn tak wielkiej dochodowości ich przedsięwzięć.
- Grupa zaprzyjaźnionych biznesmenów uzyskująca (w początkach polskiego marszu do kapitalizmu zupełnie bez zasad przetargowych, a potem nieco subtelniej - bo dzięki ustawianiu przetargów) uprzywilejowany dostęp do zamówień rządowych. Dobrym przykładem jest tu budowa systemu informatycznego obsługującego ZUS (do dzisiaj ASSECO - dawny PROCOM trzyma w garści polskiego podatnika dzięki posiadaniu kodów źródłowych do systemu, który bardzo trudno byłoby - w takiej postaci - zmigrować do bardzije otwartej postaci) - wedle zasad, które de facto skazują płatnika państwowego na zależność od prywatnej firmy. Ale takich przykładów jest dużo, dużo więcej i nie tylko w branży IT.
- Sprzedajnie politycy. Którzy to? - Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy/upewniemy się co do bodaj 20% z tej rzeszy. Ale na pewno nie wszyscy politycy są sprzedajni. Tym uczciwym - CHWAŁA.
- Uprzywilejowane zawody - mundurówka, sądownictwo mają, w porównaniu z resztą społeczeństwa, szczególnie wyraźne przywileje. I choć samego uprzywilejowania pewnych zawodów nie chcę kwestionować (pewnie jest w tym jakiś sens), to SKALA tego uprzywilejowania (wielokrotnie, nawet nastokrotnie wyższe emerytury za porównywalny czas pracy) jest już wysoce dyskusyjna.
- wielkie (albo niekoniecznie wielkie, ale "cwane" w zarządzaniu) firmy uczestniczące w przetargach - trochę to jest zwiazane z mechanizmami organizowania wsparcia funduszy unijnych, trochę z tego, że jakoś posłowie nie znający się na niuansach takich przetargów stworzyli prawo i zasady administracyjne faworyzujące cwaniaków, a deprecjonujące mniejsze, po prostu uczciwie pracujące firmy.
- niewątpliwie też cała masa ciężko pracujących, twardych i zawziętych ludzi biznesu. Myślę o uczciwych ludziach, o PRAWDZIWYCH BIZNESMENACH, ludzi harujących nieraz po 20 godzin na dobę, walczących z biurokracją na co dzień, ze złym prawem, z arogancją władzy, czasem złośliwością niektórych urzędników. Tym ludziom należy się chwała, bo tak naprawdę jeśli cokolwiek w Polsce dobrego się działo, to DZIĘKI NIM. Ale osiągnęli to nadludzkim nieraz wysiłkiem i determinacją. Tak, spora część z tych ludzi ma dzisiaj pod względem finansowym nie najgorzej. I jest ich wcale nie mało. Ale...
... powinno być znacznie więcej!


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 17:51, 10 Cze 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:56, 20 Cze 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

Wracam do zaniedbań III RP.
17. System prawny ogólnie, czyli już nie tylko sam wymiar sprawiedliwości, ale całe otoczenie prawne i wynikający stąd postępujący brak zaufania obywateli, zarówno do siebie, jak i do Państwa. Ludzie często nie zgłaszają przestępstw na policję (bo co to da?...), nie upominają się o swoje, bo przecież często więcej kłopotu będzie z dochodzeniem praw, niż warta jest strata. Przyzwyczailiśmy się właściwie od początku przemian, że w tym kraju są równi i równiejsi, że jedni - na niejasnych zasadach - dostają od państwa bonusy, a od innych się wymaga.
18. Polska kolej w większości się uwsteczniła. Mamy znacznie mniej, niż za komuny, czynnych linii kolejowych. Dopiero ostatnio trochę zaczęto modernizować tabor, ale wciąż wiele nam brakuje do tego jak wspaniale potrafi wyglądać transport kolejowy na Zachodzi, czy choćby w Chinach (nie mówiąc o Japonii).
19. Polska nauka jest w stanie parmanentnego rozkładu. Mamy jedną zalete w tym zakresie - KSZTAŁCIMY całkiem niezłe kadry. Ale potem już nie jesteśmy w stanie zatrzymać tych młodych zdolnych naukowców, bo nasz kraj w ogóle nie jest w stanie poradzić sobie ze spełnieniem większości naukowych aspiracji. Mój syn ostatnio mówił, że znajomy mu pracownik nuakowy powiedział, iż z jego grupy kolegów na 20 osób 18 mieszka i pracuje poza Polską, on sam zaś też miał propozycję zarobków 2 krotnie wyższych nominalnie (! - czyli mniej więcej 8 razy) w Euro, niż tu ma w Polsce (ale, póki co jeszcze nie wyjechał). Ja też dość często widzę polskie nazwiska wśród autorów publikacji naukowych. Ale bardzo rzadko te publikacje sygnowane są przez polskie uczelnie i instytuty...
20. Jakość powietrza w Polsce jest fatalna - mamy niszczącą zdrowie tzw. niską emisję, ogromne zanieczyszczenie pyłami. Co prawda jest lepiej, niż to było za komuny, ale - z niezrozumiałych powodów - nie wprowadzono dość podstawowych zasad - norm dla pieców węglowych, nie ma dbałości o przestrzeganie norm środowiskowych. Niestety, wciąż lobby węglowe w Polsce wygrywa, więc proekologiczne inicjatywy utykają w martwym punkcie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:32, 29 Cze 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

PKB kosztem życia obywateli
Rozwój gospodarczy Polski wyróżnia się na tle rozwoju innych krajów Europy.
gazeta napisał:
Z danych Eurostatu wynika, że Polska w ubiegłym roku z 35,6 proc. udziałem płac w PKB znalazła się na szarym końcu europejskiego ogona. Wyprzedzaliśmy w tym zestawieniu tylko Grecję

Cały tekst: [link widoczny dla zalogowanych]

Jeśli dołożyć do tego fakt, że nasze PKB na obywatela też nie jest jakieś gigantyczne, to wychodzi, że polski robotnik, nauczyciel, czy inżynier ma poziom zycia kilkakrotnie niższy, niż w lepiej zorganizowanych ekonomicznie krajach.
Oczywiście zawsze można wyciągnąć jako argument, że tak musi być, znaną formułę "kraj na dorobku". Ale jak bardzo "krojodobkowość" ma modyfikować ekonomię?
Moją stałą maksymą jest, że "nie znamy miary" - nie wiemy do jakiego poziomu rzeczy są właściwe, naturalne, a do jakiego robią się przesadne. Wiadomo, że przy chorobach cywilizacyjnych zafundowanie sobie paru dni postu bywa bardzo dobre dla zdrowia. Ale jednocześnie wiemy, że od pewnego poziomu przesady w poszczeniu, można się przenieść na tamten (miejmy nadzieję, że lepszy) świat.
Podobnie trochę jest z ekonomią - czy post, jaki zafundowano większości Polaków (przy jednoczesnym dowartościowaniu nielicznych posiadaczy kapitału) jest tym dobrze wyliczonym, akurat pasującym do sytuacji?

Wbrew pozorom, uważam, że być może ostatecznej odpowiedzi na to nie ma. Wszystko zależy od przyjętych paradygmatów.
Dla przyjętego paradygmatu Polski jako kraju, która kształci kadry, aby one emigrowały i zasilały w siłę roboczą inne kraje Europy, pewnie aktualna polityka jest całkiem sensowna. Ona się sprawdza, bo tak mamy, że jako tako sama gospodarka zapewnia ludziom przeżycie, młodych więc da się edukować, a oni potem - znięchęceni poziomem życia w kraju - wyjeżdżają za chlebem. Dalej pomysły są, aby ewentualnie ich miejsce zajmowali emigranci...
Gdyby jednak zmienić paradygmat, na taki, w którym celem jest nie tyle rozproszenie Polaków po Europie, a zapewnienie im godziwego życia w własnym kraju, to aktualną sytuację należy ocenić negatywnie. Czyli należy nie tyle cieszyć się z wysokiego PKB, co raczej martwić z tego, że w tym PKB w wystarczającym stopniu nie uczestniczą dochody zwykłych ludzi.
Wszystko zależy od przyjętego paradygmatu...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 11:33, 29 Cze 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:27, 29 Cze 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

W pewien sposób obserwowany ostatnio rozwój kapitalizmu testuje pewne tezy wolnorynkowe. Jedną z nich było "spływanie bogactwa". Wg wolnorynkowców bogacenie się elit finansowych jest korzystne również dla przeciętnych ludzi, bo bogactwo, prosperity "spływa" na gorzej sytuowane grupy. Statystyki wykazują, że owa teza była po prostu życzeniowa, na wyrost, bo po prostu nie ma pokrycia w faktach. Przynajmniej w ostatnio obserwowanej ekonomii (nie tylko w Polsce z resztą) mamy do czynienia z coraz szybszym bogaceniem się już bogatych, a jednocześnie ubożeniem miliardów ludzi nie mających dostępu do kapitału. Co prawda w niektórych krajach mamy polepszenie bytu ogólu (co po prostu można jakoś związać z postępem technicznym i ogólnym rozwojem cywilizacyjnym), ale z kolei w innych jest regres, a poza tym nawet ów postęp jest wyraźnie wolniejszy dla biedaków, niż dla bogaczy.
Słyszałem gdzieś teżę, że kapitalizm w Europie Zachodniej był bardziej ludzki za czasów...
... zimnej wojny. Bo wtedy był pewien nacisk ze strony socjalizmu (jaki by on tam nie był), więc elity chciwości wszelakiej nie mogły sobie tak bardzo poszaleć. Ale po zimnej wojnie bogacze uznali, że nie muszą już się ograniczać, więc najważniejszą sprawą na świecie jest ich zabawa w bogactwo, czyli ściganie się kto ma większe cyferki na kontach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:22, 30 Cze 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

Tym co dla mnie osobiście jest jakąś etyczno - moralną porażką III RP jest niesamowite rozplenienie się kłamstwa w rozmaitych formach, a dalej postępująca erozja zaufania między ludźmi.
Za komuny podział był przynajmniej jasny - władza kłamie, a obywatele...
ogólnie pewnie są uczciwi (oczywiście różnie to bywało). Ale generalnie kłamstw pomiędzy ludźmi nie było tak dużo jak teraz. Trochę z tego powodu, że nie było za bardzo o co kłamać (ludzie mieli mniej wszystkiego), trochę też jednak dlatego, że NIE UCZYLI SIĘ PROGRAMOWO KŁAMAĆ.
Kapitalizm III RP wprowadził do standardowego "obrotu" międzyludzkiego kłamstwo i nazwał je MARKETINGIEM. Mamy kłamstwo w polityce (za komuny było go oczywiście nie mniej), czyli marketing polityczny. Mamy marketing zwykły, biznesowy - tutaj wszyscy znamy to co nas dopadło w III RP. Co innego mówi handlowiec, co innego jest na umowie, a jeszcze co innego jest w reklamie. Oszukują wszyscy politycy i państwo swoich obywateli, klienci i firmy; kłamstwo się zdewaluowało. Już większość ludzi nie uważa za kłamstwo smsa w stylu "odbierz nagrodę gwarantowaną" itd...
Kłamstwo przeżarło tkankę społeczną do cna. Właściwie nie wiadomo komu tu wierzyć. Chyba nikomu. A nawet jeśli ktoś stara się nie kłamać, to i tak kłamcy wokół szybko tak gościa zniszczą pomówieniami, że większość ludzi się nie zorientuje, że tu akurat trafił się ten uczciwy.
Tak nie miało być. Naprawdę, jak się kończyła komuna, to taka degrengolada etyczna w głowie mi się nie śniła. Tak nie miało być... :cry:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:39, 02 Lip 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

W zasadzie to prawie jak bym to ja chciał napisać: [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:57, 06 Sie 2015    Temat postu: Re: 26 lat III RP - rachunek zaniedbań

Tak wielu Polakom w ich własnym kraju nie chce się żyć...
Liczba samobójstw w Polsce w zeszłym roku znowu wzrosła. Przekracza już 6 tys.
Wg "ekonomistów" jest dobrze, bo rośnie PKB. Ale tysiące ludzi w Kraju olewa PKB i kończy z tym światem. Jak wyczytałem w Newsweeku w historii Polski były dwa wyraźne wahnięcia w dół liczby samobójstw - za komuny w roku odwilży Solidarnościowej i w roku 1989, gdy komuna upadła. Samobójcy się wstrzymali, bo pojawiła się NADZIEJA - może będzie lepiej...
Aktualnie - sądząc właśnie z tej zależności względem liczby samobójstw - nadzieja w narodzie umiera. Uwierzyliśmy w twierdzenia "ekspertów", że się nie da już naprawić tego kraju, że musi tak być, że ekonomia sprzyja cwaniakom, a tzw. zwykły człowiek ma coraz gorzej.

Myślę, że podstawowym problemem dzisiejszej Polski jest OGÓLNA OPRESYJNOŚĆ. Nie chodzi tu tylko o organy państwowe, o urzędy skarbowe, podatki itp. (co lubią wskazywać przedsiębiorcy). Ogólna opresyjność przejawia się w zwykłych stosunkach międzyludzkich, w traktowaniu słabszych, mniej zaradnych.
Po przemianach w roku 1989 zapanował jakiś taki upiorny paradygmat, że dla kraju najważniejsi są ci "dynamiczni", "przedsiębiorczy", tacy co to zawsze do przodu, nastawieni na sukces, walczący o pierwszeństwo. Taki zwykły pracujący człowiek to właściwie w paradygmatach neolibralnej ekonomii to odrzut, śmieć, ktoś nieważny, ktoś kogo można (właściwie to wręcz NALEŻY, bo to taki nieudacznik) wykorzystać, aby budować imperia finansowe, piąć się na szczyty. I taką chyba ekonomię w tej chwili w Polsce mamy - pogardliwą wobec mało cwanych, po prostu ciężko pracujących ludzi. W opisie tej ekonomii to nie robotnicy budują drogi, fabryki, domy, tylko fundusze, inwestorzy, menedżerowie, zarządcy. Zwykli ludzie to najmniej ważny dodatek w tym układzie - dodatek do usunięcia, zastąpienia, zlekceważenia.
Dlaczego Polacy nie chcą wracać z emigracji?
- Ano piszą to na forach - tam są TRAKTOWANIA PO LUDZKU. W urzędzie skarbowym są witani nie jako oszuści, tylko osoby, którym trzeba pomóc rozwiązać sprawę. W pracy hierarchia nie służy wywyższaniu się wyżej postawionych, ale wszyscy są traktowani godnie. Zarobki w zwykłych zawodach oczywiście wystarczają nie tylko na elementarne przeżycie, ale i życiowe inwestycje, i rozrywkę. Wszystko to razem składa się na obraz, w którym "zwykli ludzie" w Polsce mają warunki znacząco gorsze, niż na emigracji.
Choć - bądźmy uczciwi - nie do każdego kraju Zachodu warto emigrować, a z kolei z punktu widzenia takich Ukraińców, to z kolei Polska jest rajem, w którym nie ma tak bardzo wielkiej korupcji, gdzie jeszcze jaka taka godność ludziom się należy. Więc być może jesteśmy gdzieś w środku stawki - pomiędzy takimi krajami jak Wielka Brytania, Holandia, czy Niemcy, a z drugiej strony jednak wyżej, niż Ukraina, czy Białoruś (choć w tym ostatnim przypadku też nie zawsze).
Ta ogólna opresyjność życia wg mnie bierze się w dużym stopniu właśnie z owego uznania cwaniactwa (często bardzo szkodliwego) za normę, za coś, co powinno być. Gdy patrzymy na reklamy, to większość z nich namawia do nabywania towarów albo zbędnych, czasem wręcz szkodliwych, a rzadko realnie użytecznych. Ciągle jesteśmy zalewani oszukańczymi smsami, próbami wyłudzeń tożsamości, namawianiem na jakieś podejrzane operacje finansowe. Zdecydowana większość tego co jakoś tak namolne, co głośne, co krzyczy "bierz, skorzystaj" jest po prostu zagrożeniem, a nie okazją życiową. To, gdy już człowiek się ogarnie w sytuacji, buduje atmosferę bycia na jakimś froncie, bycia atakowanym przez wyłudzenia, oszustwa itp.
Dlaczego praktycznie nie sposób jest dziś wierzyć ludziom?
Dlaczego cwaniacy opanowali już niemal wszystkie nisze przestrzeni międzyludzkicj - żerują na naszej solidarności, współczuciu, na pragnieniu pomocy rodzinie, na wierze, że jak ktoś coś mówi, to robi to w dobrej wierze?
Gdzie się podziała owa DOBRA WIARA ludzi?
Dlaczego jak słyszymy "najlepszy produkt", to musimy sobie tłumaczyć wewnętrznie na "produkt zapewne taki jaki większość, ale taki na którym chcą więcej zarobić, niż normalnie". Dlaczego słowa nie znaczą już domyślnej treści, tylko treść manipulowaną?...
I najważniejsze: dlaczego większość ludzi traktuje już tę sytuację jako NORMALNĄ?!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:57, 06 Sie 2015    Temat postu:

Beneficjentem na pewno był Kulczyk!

I jego dzieci;-)

Pewnie wezmą ten spadek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:19, 06 Sie 2015    Temat postu:

Postanowiłem skorzystać z praw administracyjnych i pozwoliłem sobie bez pytania usunąć powtórzony post Semele. Myślę, że z racji na treść identyczną z pozostawionym, nie będzie miała do mnie o to pretensji (chyba, że powtórzenie postu bylo zamierzonym efektem artystycznym).

Semele napisał:
Beneficjentem na pewno był Kulczyk!

I jego dzieci;-)

Pewnie wezmą ten spadek!


Teraz wychodzą wciąż nowe - stare afery: ZUS i Prokom - Assecco (a w tle Pan Krauze), zmowy przetargowe na budowę dróg i paru innych obiektów. Ja czekam jeszcze rozliczenia "prywatyzacji" warszawskiego SPECu i paru innych...

A co do samego Kulczyka. Ciekaw jestem, czy teraz gdy zainteresowany nie może się bronić, powychodzą mechanizmy w jakich kulczykowe imperium finansowe powstawało. Może powychodzą, choć zapewne nie, ale...
na dwoje babka wróżyła :think:
No i paru polityków przy tym pewnie straci twarz, bo nie wiem czy coś więcej...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 14:20, 06 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:37, 06 Sie 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Postanowiłem skorzystać z praw administracyjnych i pozwoliłem sobie bez pytania usunąć powtórzony post Semele. Myślę, że z racji na treść identyczną z pozostawionym, nie będzie miała do mnie o to pretensji (chyba, że powtórzenie postu bylo zamierzonym efektem artystycznym).

Semele napisał:
Beneficjentem na pewno był Kulczyk!

I jego dzieci;-)

Pewnie wezmą ten spadek!


Teraz wychodzą wciąż nowe - stare afery: ZUS i Prokom - Assecco (a w tle Pan Krauze), zmowy przetargowe na budowę dróg i paru innych obiektów. Ja czekam jeszcze rozliczenia "prywatyzacji" warszawskiego SPECu i paru innych...

A co do samego Kulczyka. Ciekaw jestem, czy teraz gdy zainteresowany nie może się bronić, powychodzą mechanizmy w jakich kulczykowe imperium finansowe powstawało. Może powychodzą, choć zapewne nie, ale...
na dwoje babka wróżyła :think:
No i paru polityków przy tym pewnie straci twarz, bo nie wiem czy coś więcej...


Nie wiem dlaczego mi się posty powielają- chyba dlatego, że "mój" Internet wolno chodzi i klikam drugi raz. Niecierpliwa jestem. pisząc to uświadomiłam sobie pochodzenie słowa cierpliwy :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:48, 06 Sie 2015    Temat postu:

Wracając zaś do śmierci Kulczyka.
Nie zamierzam Jego osobiście jakoś oceniać, a szczególnie potępiać. Jak piszą w mediach był "symbolem" pewnej epoki, pewnego postępowania biznesu i administracji w przemianach po 1989 roku. Jego dość nieoczekiwana śmierć jakoś pokazała, że "najbogatszy" nie znaczy "mogący kupić wszystko". Przypomniała ten "banalny" fakt (podobnie jak np. śmierć Jobsa w USA).

Dlaczego nie chcę jakoś oceniać człowieka (szczególnie po śmierci)?
Trochę z powodów chrześcijańskich - egoistycznych "nie sądźcie abyście sami nie byli sądzeni", trochę z chrześcijańskich innych "pomstę zostaw dla mnie" (przekaz od Boga), trochę też z powodów "logicznych" - nie znam skomplikowania spraw, nie znam uwarunkowań. Chyba też owym biznesmenom "ze świecznika" nie zazdroszczę całej tej roli (mimo tych pieniędzy, luksusu itp.), bo gra rolę nie tylko czyjeś chcenie, takie czy inne, ale po prostu polityka, rozgrywki międzynarodowe, interes państw, służb specjalnych itp. To jest przecież dość mroczna sfera; mroczna i niebezpieczna. Ja na pewno do takiej roli bym się nie nadawał.

Miałem okazję w życiu być w paru luksusowych miejscach, tam gdzie chadzają bogaci ludzie (może nie jakoś bardzo bogaci, ale względnie bogaci) i stwierdziłem, że nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Siedzieć w najdroższym hotelu świata, czy siedzieć na własnym krześle w domu - to niewielka różnica. Jeść wykwintne danie w najdroższej knajpie świata, czy jeść pierogi u mojej mamy - właściwie to nie wiem, co bym wybrał...
Poczucie wyjątkowości bogactwa siedzi przede wszystkim w głowie. Nie czuję się jakoś gorszy, że nie obracam milionami i nie martwi mnie wcale, że ludziska raczej nie zazdroszczą mi mojego stanu posiadania.
Wiem - takie kulczyki, krauzy, czy inne bogate postacie na takich jak ja patrzą z góry. To mi nie przeszkadza. Ja też na nich trochę "patrzę z góry", bo uważam że moga mi pozazdrościć pewnego spokoju ducha, przemyśleń, pracy nad własną wrażliwością (zamiast pracy nad stanem posiadania).
Dla mnie życie to inwestycja - przy czym jedni inwestują w dobra materialne, a inni w umiejętności, (samo)wiedzę, odczuwanie. I tak liczy się to, co w głowie, w uczuciach - jeśli głowa nie odczuje uroków świata, to co z tego, że te uroki obok są?... One się marnują, one tylko potencjalnie są do dyspozycji, bo przecież ostatecznie nie dotarły do tego najważniejszego adresata - do pełni ODCZUĆ W UMYŚLE.
Prosta sprawa - widzisz przed sobą KWIAT. Czy człowiek bogaty widzi ten kwiat "bardziej"?
A cóż jest piękniejszego, niż kwiat?...
- Chyba ten kwiat jest, jaki jest, czyli w odczuciach, względnie niezależnie od stanu bogactwa. A przecież życie to nic innego tylko POSTRZEGANIE kwiatów, ludzi, domów, obrazów, gór, jezior itd. Czy będąc bogatym widzi się je BARDZIEJ?
Zaryzykowałbym twierdzenie, że widzi się nawet MNIEJ, bo przy okazji trzeba myśleć o całym tym stanie posiadania, jaki bogacz ma na głowie, ten bagaż porównań - kto lepszy, kto wygrywa, te emocje życia w walce.
Nie twierdzę, że bogacze są nieszczęśliwi - bo są różni.
Biedny człowiek umiejący dostrzegać piękno świata WIDZI I CZUJE WIĘCEJ, niż bogacz, zawieziony do najdroższego hotelu, patrzący na nawet piękny kawałek natury, ale jednocześnie przywiązany myślami do swojego majątku, swojej rywalizacji, kont, transakcji itd...

Z pewnych badań wynikało, że do pewnego stopnia wraz z poziomem zamożności szczęśliwość życia rośnie, ale po przekroczeniu pewnego progu zaczyna maleć (tak statystycznie oczywiście, bo konkretny człowiek, to konkretny człowiek). Na pewno łatwiej jest żyć w bogactwie, niż w nędzy, ale czy człowiek przyzwyczajony do tego, że wszystko się w życiu KUPUJE, że większość rzecz robią za niego opłaceni ludzie, ma powód do rozwijania siebie?
Gdy wszystko jest łatwo, jest na wyciągnięcie ręki, to nie uleganie złudzeniu, że osiągnęło się prawie kres możliwości, że się samemu jest nadzwyczajnym, takie nie uleganie jest trudne. Nawet bardzo trudne. Więc pewnie dla sprawy własnego rozwoju wewnętrznego, lepiej jest nie być bogaczem.

Powiem rzecz dziwną - chyba nie chciałbym być bogaczem. Tzn. nie pogardziłbym jakąś solidną sumką, która dzisiaj rozwiązałaby moje pewne życiowe problemy... Ale chodzi o coś innego - o życie w bogactwie, zbytku przez wiele lat, obracanie się w kręgu bogactwa, blichtru. To nie dla mnie. Takie rzeczy mnie po prostu nudzą. Jeśli już miałbym być bogaczem, to pewnie byłbym ekscentrykiem, kimś zamykającym się w swoim świecie, z dala od typowego życia. Podobnie nie chciałbym być członkiem rodziny królewskiej, znanym arystokratą, celebrytą. Te obowiązki reprezentacyjne, ta medialna otoczka - to nie dla mnie. Samo posiadanie też mnie nie bawi, a wręcz czasem psuje mi humor, bo jakoś w ogóle zajmowanie się finansami jest mi przykre. Tzn. lubię mieć jakieś pieniądze na wydatki, ale nie lubię poświęcać im uwagi. A już chyba najbardziej NIE PO MOJEMU jest właśnie to "myślenie na bogato", czyli ciągłe przypasowywanie miary finansowej do różnych elementów życia. Uważam to za truciznę dla umysłu i uczuć. Chcę widzieć - "kwiat, to kwiat", a nie "ile się zarabia na tych kwiatach?", chcę czuć "oto fajny człowiek", a nie "czy czasem nie pomoże ten facet przy pomnażaniu majątku?". Chcę myśleć bez pieniędzy i korzyści w tle.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 22:42, 06 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:29, 23 Wrz 2015    Temat postu:

Czy należałoby wszystkich imigrantów wpisać do PUP??

Jestem za!!!!

Państwowy Urząd Pracy pewnie dostanie jakieś środki może i Polacy się przy okazji załapią??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1999
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:12, 23 Wrz 2015    Temat postu:

Skoro Semele zaświeciła, to tak przy okazji takie pytanie - jaka jest koncepcja tego bloga Semele? Bo jakoś nie czaję czaczy :think:
a co do tych PUPów, to najlepiej od razu na KUPę :mrgreen: albo na STOs :shock:


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Śro 15:10, 23 Wrz 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 10:01, 08 Paź 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Skoro Semele zaświeciła, to tak przy okazji takie pytanie - jaka jest koncepcja tego bloga Semele? Bo jakoś nie czaję czaczy :think:
a co do tych PUPów, to najlepiej od razu na KUPę :mrgreen: albo na STOs :shock:


Teraz jesteśmy na czymś co założył Michał.
A... to jest blog.

Właściwie wychodzi na to , że jest to seria postów.

Podobnie wygląda to pewnie u mnie, ale na świnię dosyć ciężko się wchodzi- przynajmniej u mnie. Więc trudno to co zamieściłam tutaj nazwać blogiem.
Zaczęłam kiedyś prowadzić blog na wp, ale tam też nie wchodzą zdjęcia na przykład.

[link widoczny dla zalogowanych]

Chyba spróbuje go kontynuować.

Co do tematu jaki poruszył Michał. Zauważyliście , że jednak są pieniądze w budżecie - jak wybierzemy którąś z pań to będą wyższe pensje.

Która daje najwyższa stawkę? :)

najbardziej żal mi kolei- fakt, że w PRL były one zatłoczone, nieraz brudne.
Ale był moment w latach 90, że można było podziałać. Zamiast tirów- wozić kontenery. Nie piszę o ochronie środowiska- bo to banał.

Zniknęło kilkanaście malowniczych tras na przykład:https://www.facebook.com/Kolej-Nadzalewowa-143490639062850/timeline/

tak wygląda dworzec: [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1999
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 0:37, 09 Paź 2015    Temat postu:

...to jak wszystkim to i Semele, żeby było sprawiedliwie...ciągle mimo wszystko jakoś nie czaję czaczy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 9:52, 09 Paź 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
...to jak wszystkim to i Semele, żeby było sprawiedliwie...ciągle mimo wszystko jakoś nie czaję czaczy...


Nie musisz. :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1999
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 10:10, 09 Paź 2015    Temat postu:

No i zaczaiłam :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:53, 09 Paź 2015    Temat postu:

Semele napisał:
]jak wybierzemy którąś z pań to będą wyższe pensje.

Która daje najwyższa stawkę? :)

Na razie to chyba Panie na pensje nie oferują głównie pieniędzy z budżetu, tylko próbują zmienić prawo - np. podnosić ustawowe progi typu pensja minimalna.
Ten festiwal obietnic to zadziwiająca gra, powtarzająca się co kolejne wybory. Wszyscy (prawie) już wiedzą, że obietnice nie będą spełnione. Przy czym co niektórzy udają, że je spełnili, bo coś tam (czasem marginalnego) się stało zgodnie z ich deklaracjami. I teraz można wpierać wszystkim, że to o to właśnie chodziło.
W moim przekonaniu PO (ale i reszta naszego poitestabilishmentu) nagrabiło sobie tą praktyką łatania dziur budżetowych opodatkowaniem biedoty, a przede wszystkim rachitycznej klasy średniej, a przymykaniem oczu na ordynarne cwaniactwo tych co mają dużo. W ostatecznym rozrachunku bogaci podatków nie płacą, a "normalnie ludzie" - owszem.
Ciekaw jestem, czy ktoś to jest w stanie zmienić, bo PiS owi pod tym względem też nie ufam zanadto. Ale zobaczymy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9166
Przeczytał: 88 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:06, 09 Paź 2015    Temat postu:

Słusznie, ale jeżeli pracodawcy- zakładam, że prywatni będą musieli zapłacić pracownikowi więcej ( zgodnie z przepisami) spowoduje to zapewne wzrost cen ich produktów.

Czy państwo będzie dotowało produkcje niektórych strategicznych artykułów.
Dzisiaj usłyszałam iż rolnicy musza płacić kary bo przekroczyli kwotę mleczną.

Wbrew oczekiwaniom ministra rolnictwa Marka Sawickiego, kraje Unii Europejskiej nie porozumiały się w poniedziałek w sprawie zmiany przeliczania kwot mlecznych. Gdyby taką zmianę przyjęto, to Polska mogłaby uniknąć wysokich kar za nadprodukcję mleka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:58, 27 Paź 2015    Temat postu:

Semele napisał:
Słusznie, ale jeżeli pracodawcy- zakładam, że prywatni będą musieli zapłacić pracownikowi więcej ( zgodnie z przepisami) spowoduje to zapewne wzrost cen ich produktów.

Badania wykazują, że przez parę ładnych lat przychody firm rosły znacznie ponad pensje pracowników. Firmy mają mnóstwo pieniędzy na kontach bankowych, czy w innej postaci. Nie płacą pracownikom, bo...
nie muszą.
Skoro można płacić mniej, to czemu nie zachować sobie więcej dla siebie? - tak myśli przeciętny pracodawca (uważając to z resztą za swego rodzaju "biznesowy obowiązek"). Gdy prawie wszyscy pracodawcy nie płacą godziwie, rynek nabywców się kurczy, bo nie ma nim pieniędzy. Nie ma wtedy sensu inwestować, bo ludzie mogą kupić co najwyżej tyle, ile jest już na rynku, skupiając się na przetrwaniu, a nie próbach, poszukiwaniach czegoś ekstra. Mogą/muszą więc firmy gromadzić pieniądze (średnio rzecz biorąc). Ale w takim układzie gospodarka pogrąża się w stagnacji. Do tego, aby się rozwijać potrzebne są bowiem dwie strony - rozwijający się dostawcy dóbr, jak i ich nabywcy. Podobnie jest z resztą aktualnie w większości krajów świata.
Wahnięcie się przewagi na korzyść pracodawców jest jednak przejściowe - jego efektem jest zawsze erozja rynku, z jednoczesnym podbiciem zachowań spekulacyjnych (bo przecież masa pieniądza na rynku, z ekstra zysków firm gdzieś próbuje się ulokować, więc lokuje się na rynku kapitałowym B2B).
Efektem ostatecznym mysi być jakiś globalny kryzys, bo nieuchronne jest to, że inwestując (spekulacyjnie) pieniądze na rachitycznym rynku, sporo inwestorów się przestrzeli, zbytnio zaryzykuje, albo po prostu odbiorcy się wykruszą na tyle, że nawet względnie sensowne prognozy rynkowe dla jakiegoś biznesu okażą się zbyt optymistyczne. Część tych inwestorów będzie miało kredyty, zobowiązania. Zatem ktoś będzie niewypłacalny. A jedno, czy killka dużych bankructw pociąga za sobą kolejne - powiązanych z nimi podmiotów. I tak pojawia się fala bankructw w gospodarce, czyli właśnie kryzys.
I tak to globalna chciwość na masową skalę ostatecznie musi odbić się czkawką jakiejś części tych, którzy owa nierównowagę (chciwością, tworzeniem nierównowagi) sami wywołali.
Chyba, że nastąpią jakieś dodatkowe czynniki, bo oczywiście model, który tu przedstawiłem jest mocno uproszczony.

Fanatyczni wolnorynkowcy widzą rzeczy w skrajnie uproszczonych modelach - widza tę pozytywną stronę chciwości, że oto mobilizuje ona do działania, jest motorem biznesu. Nie chcą sięgnąć głębiej w ciąg przyczynowo - skutkowy, gdzie pojawiają się "wiry" układów ekonomicznych, generujące kryzysy, upadki gospodarki itp.
Czy można zapobiec kryzysom?
- Na pewno można stosować środki zaradcze różnego rodzaju - czasem jakimś rozsądnym interwencjonizmem można jakoś przeciwdziałać tworzeniu się nierównowagi w układzie pracodawca - pracownik, czy też próbować zapobiegać jakimś formom spekulacji, które będa zapalnikiem pękających baniek inwestycyjnych.
Oczywiście można powiedzieć, że kryzysy są w jakiś sposób potrzebne - one mogą oczyszczać rynek. I na pewno taką rolę pełnią, ale tylko do pewnej skali, bo gdy kryzys jest zbyt głęboki, to zmiata prawie wszystko, cofa gospodarkę o wiele lat do tyłu, skutkując ludzkimi dramatami na masową skalę.
Oczywiście mechanizm, który opisałem wyżej funkcjonuje w pełnej postaci przy kryzysach globalnych. Lokalnie, przy powiązaniach gospodarczych między państwami możliwe jest upychanie towarów na rynkach państw ościennych, co pozwala dłużej funkcjonować firmom nie płacącym godziwie pracownikom. Tak chyba jest w przyapdku Polski - gdyby nie eksport, już dawno mielibyśmy poważny kryzys wynikający ze słabości rynku wewnętrznego.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 0:15, 28 Paź 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:40, 27 Sty 2016    Temat postu:

Ogólnie mamy w Polsce relatywnie wysoka opresywność pracy. Stosunki miedzyludzkie w firmach nie są zbyt przyjazne. Statystyki wykazują więc, że jesli już Polacy są szczęśliwi to...
...dopiero na emeryturze.
[link widoczny dla zalogowanych]
W każdym razie w starszym wieku dużo łatwiej o zadowolenie.
W moim przekonaniu wynika to z tego, że ludzie w firmach "zrobili sobie" piekło (no.... może czyściec) - daleko nam do stosunków pracy takich jak w krajach skandynawskich, gdzie nie ma wynoszenia się przełożonych nad podwładnych, jest relatywnie płaska struktura płac, a ludzie w pracy czują się bardziej... ludźmi.
Niestety pod tym względem bliżej nam do krajów z moralnością walki, rywalizacji, wynoszenia się ponad innych. Czy takie podejście jest bardziej skuteczne biznesowo?
- To jest wg mnie bardzo ciekawe pytanie. Patrząc na wyniki gospodarcze państw skandynawskich, można powiedzieć, że nie różnią się one od wyników innych państw bloku zachodniego - NIemiec, Francji, Włoch, czy USA. Czyli ten wpływ byłby jakby neutralny ekonomicznie. Więc korzyść, w postaci lepszego życia skandynawowie mają gratis...

Myślę, że SUBIEKTYWNY KOSZT PRACY (to mój termin, który zawiera wszystkie koszty, również te psychologiczne) jakie ponosi pracownik są w Polsce naprawdę duże - szczególnie w porównaniu do zarobków. Mamy w firmach często feudalne stosunki pracy, terror przełożonych, niepłacenie za nadgodziny, ale i niskie stawki zasadnicze. To wszystko razem wzięte powoduje, że wielu ludzi, gdy stracą pracę, dalej jej nie szuka. Wolą nawet byle jaką, nędzną wegetację, niż nowy koszmar bycia wykorzystywanym w jakiejś firmie.
Nie jest dziwne, że w krajach o lepszych stosunkach pracy jest też znacznie wyższe zatrudnienie. Do pracy też trzeba trochę chcieć chodzić, motywowanie się wyłącznie obowiązkiem na dłuższą metę jest bardzo męczące, trudne, a na koniec prowadzi do wypalenia zawodowego. Wtedy człowiek w końcu pęka, rezygnuje ze wszystkiego, wpada w depresję, bo ma już dość siebie, świata i życia. Niestety, w Polsce daleko nam ciągle do cywilizowanych stosunków pracy. :(


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 16:38, 27 Sty 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:20, 18 Mar 2016    Temat postu:

Klęska wyborcza PO...
Dla mnie jest oczywista. W sytuacji, gdy tak wielka rzesza młodych Polaków za granicą musi szukać pracy, gdy ci co pracują na etat nie są w stanie za swoją pensję choćby wynająć mieszkania, albo żyć tak, aby odkładać pieniądze, inwestować, mieć finansowe aspiracje - w takiej sytuacji mówienie "jest dobrze" to trochę jak naigrawanie się.
Oczywistą odpowiedzią milionów, żyjących na krawędzi jest "Nie jest dobrze!!! Wcale nie jest dobrze, więc szukamy alternatywy, dla tego co jest!"

Piszą w kontekście Polski o "pułapce średniego rozwoju". Jak zwał, tak zwał, ale problem jest znaczący. Dla milionów Polaków, szczególnie tych urodzonych po 1989 roku jest KOMPLETNIE NIEZROZUMIAŁE dlaczego pracując tak samo uczciwie, tak samo długo, robiąc z grubsza te same czynności w Polsce i np. w Holandii dostaje się za to z grubsza 4 razy więcej pieniędzy niż nad Wisłą. Gadanie, że to "tak jest", albo nazywanie tego "pułapką", bez wskazania dobrej drogi wyjścia z tego impasu, bez energicznego działania w kierunku zmiany, jest jakimś PRZYZNANIEM SIĘ DO PORAŻKI. Frakcja polityczna świętująca przy takim stanie bytu społeczeństwa ową "ciepłą wodę w kranie" po prostu prosi się o wykopanie jej z rządzenia. To, że gruby ryby z "zachodu", przedstawicie wielkiego kapitału, transferujący z Polski co roku 100 mld dolarów, poklepuję polityków po plecach i uśmiechają się "dobrze robicie, tak trzymać!..." to nie jest główny wskaźnik. Zarabiają bardzo nieliczni, a biede klepie większość. Ale to jednak ta biedna większość potem wrzuca kartki do urn. I wystarczyło że jedna partia - nawet taka wyśmiana za oszołomstwo, znienawidzona w mediach - tylko powiedziała "my to zmienimy, wiemy, że nie jest dobrze", to już ma wygraną.
PO nie wiedziało w jakiej rzeczywistości świadomości społecznej funkcjonuje ten kraj. Te masy Polaków są na tyle sfrustrowane, że pewnie zagłosowałyby na samego diabła, gdyby ten dawała szanse na zmianę sytuacji, gdyby tylko zaoferował zmianę. Świętowanie ciepłej wody w kranie, brak szukania dróg poprawy to był gwóźdź do wyborczej trumny PO.

Polityka i ekonomia to gra sił. Ciągną w swoja stronę bogacze, ciągną i biedni. Jakoś tak się złożyło, że ci pierwsi, uzbrojeni w coraz szybciej postępującą wiedzę i w coraz większe pieniądze, zdobyli znaczną przewagę nad tymi drugimi. Być może jest jakaś szczególna, zupełnie nowa sytuacja w historii kapitalizmu. Być może został po prostu przekroczony Rubikon i przewaga grubych ryb będzie się tylko powiększać prowadząc do coraz większego zubożenia mas ludzi, a zapewniając niewyobrażalny luksus nielicznym. Może po prostu z natury procesów społecznych jest tak, że osiągnięcie pewnego punktu granicznego trwale niszczy równowagę na rynku pracy, zapewniając kapitałowi superbonus, który jest nie do pokonania. Nie wiadomo czy tak jest, bo kapitalizm nigdy nie jest taki sam - jeśli coś działało w ekonomii jakoś w epoce przedindustrialnej, potem w epoce pierwszych fabryk, czy teraz w świecie komputerów. Za niedługo roboty zastąpią kolejne grupy pracowników. Ludzi bez pracy przybędzie znacznie szybciej niż do tej pory. Czasy się zmienią jeszcze bardziej. Co z tego wyniknie?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 17:43, 07 Cze 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:55, 07 Cze 2016    Temat postu:

Odnoszę wrażenie, że polskie społeczeństwo właśnie jest w okresie szczególnego wyścigu. Scigamy się, czy zdołamy w tym naszym kraju wreszcie zorganizować dla ludzi na tyle sensowne warunki pracy i życia, że drenaż mózgów, drenaż młodych ludzi zwolni do tego stopnia, aby kraj wszedł na ścieżkę stabilnej ekonomii. Tak jak to teraz jest - raczej się nie da. Protesty pielęgniarek pokazują to wyraziście, bo w tych zawodach najniżej opłacanych różnice pomiędzy Polską, a Zachodem, są największe.
Polski specjalista może sobie pozwolić na życie w naszym kraju. Bo jak się zarabia 5-10 tys. na rękę, to jest z czego opłacić mieszkanie, telefon, prąd, a dalej mieć na życie. Ci w najniżej opłacanych zawodach po prostu nie mają normalnych warunków życia, bo za 2 tys. w Warszawie da się albo opłacić rachunku, albo żyć, ale bez dodatkowej pomocy nie da się mieć obu tych rzeczy na raz.
[link widoczny dla zalogowanych]

Powiedzmy sobie szczerze - w warunkach polskich jako tako sensowne życie zaczyna się gdzieś od 3 tys. na rękę. Oczywiście przy takich zarobkach nie ma mowy o wielkiej wygodzie, czy urodzie finansowej życia, ale przynajmniej da się funkcjonować na skromnym poziomie. Przy zarobkach na poziomie połowy tej kwoty (wielu pracodawców wciąż płaci tę najniższą ustawową pensję) można sobie funkcjonować co najwyżej przez jakiś czas - np. na wakacjach, na przeczekanie itp., ale jest to poziom finansowy wykluczający utrzymanie rodziny, minimalne inwestowanie, rozwijanie się, ogólne nie degradowanie się ekonomiczne. Ale jak na razie do pracodawców i decydentów to nie przemawia.
Problemem jest nie tyle sama wysokość pensji ogólnie, ale tzw. "dochód rozporządzalny". Jesli ktoś w Warszawie wynajmuje mieszkanie, to musi się liczyć z opłatami wyraźnie powyżej 1 tys. zł - realnie gdzieś pod minimum 1,5 tys.. Z czego wtedy żyć, jeśli zarobek na rękę nie przekracza 2 tys?... Co prawda ci, co nie wynajmują mieszkania mają lepiej, ale ileż można (nawet będąc mieszkańcem stolicy) mieszkać z rodzicami?
W warunkach polskich dochód poniżej 2 ts. na rękę to właściwie kieszonkowe, od 2,5 tys. na rękę zaczyna się biednie, ale jako tako, a względna normalność finansowa robi się po przekroczeniu 3 tys. na rękę. W tym ostatnim przypadku da się normalnie egzystować ekonomicznie - płacić rachunki, nieco inwestować, odkładać jakieś skromne kwoty, raz w roku wyjechać na jako tako nieekstremalne wczasy itp.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 18:09, 07 Cze 2016, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1999
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:51, 09 Cze 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Odnoszę wrażenie, że polskie społeczeństwo właśnie jest w okresie szczególnego wyścigu. Scigamy się, czy zdołamy w tym naszym kraju wreszcie zorganizować dla ludzi na tyle sensowne warunki pracy i życia, że drenaż mózgów, drenaż młodych ludzi zwolni do tego stopnia, aby kraj wszedł na ścieżkę stabilnej ekonomii. Tak jak to teraz jest - raczej się nie da. Protesty pielęgniarek pokazują to wyraziście, bo w tych zawodach najniżej opłacanych różnice pomiędzy Polską, a Zachodem, są największe.
Polski specjalista może sobie pozwolić na życie w naszym kraju. Bo jak się zarabia 5-10 tys. na rękę, to jest z czego opłacić mieszkanie, telefon, prąd, a dalej mieć na życie. Ci w najniżej opłacanych zawodach po prostu nie mają normalnych warunków życia, bo za 2 tys. w Warszawie da się albo opłacić rachunku, albo żyć, ale bez dodatkowej pomocy nie da się mieć obu tych rzeczy na raz.
[url]http://finanse.wp.pl/gid,18368715,kat,1033781,title,Wynagrodzenia-polskich-pielegniarek-Zobacz-ile-mozna-zarobic-w-tym-zawodzie-za-granica,galeria.html [/url]

Powiedzmy sobie szczerze - w warunkach polskich jako tako sensowne życie zaczyna się gdzieś od 3 tys. na rękę. Oczywiście przy takich zarobkach nie ma mowy o wielkiej wygodzie, czy urodzie finansowej życia, ale przynajmniej da się funkcjonować na skromnym poziomie. Przy zarobkach na poziomie połowy tej kwoty (wielu pracodawców wciąż płaci tę najniższą ustawową pensję) można sobie funkcjonować co najwyżej przez jakiś czas - np. na wakacjach, na przeczekanie itp., ale jest to poziom finansowy wykluczający utrzymanie rodziny, minimalne inwestowanie, rozwijanie się, ogólne nie degradowanie się ekonomiczne. Ale jak na razie do pracodawców i decydentów to nie przemawia.
Problemem jest nie tyle sama wysokość pensji ogólnie, ale tzw. "dochód rozporządzalny". Jesli ktoś w Warszawie wynajmuje mieszkanie, to musi się liczyć z opłatami wyraźnie powyżej 1 tys. zł - realnie gdzieś pod minimum 1,5 tys.. Z czego wtedy żyć, jeśli zarobek na rękę nie przekracza 2 tys?... Co prawda ci, co nie wynajmują mieszkania mają lepiej, ale ileż można (nawet będąc mieszkańcem stolicy) mieszkać z rodzicami?
W warunkach polskich dochód poniżej 2 ts. na rękę to właściwie kieszonkowe, od 2,5 tys. na rękę zaczyna się biednie, ale jako tako, a względna normalność finansowa robi się po przekroczeniu 3 tys. na rękę. W tym ostatnim przypadku da się normalnie egzystować ekonomicznie - płacić rachunki, nieco inwestować, odkładać jakieś skromne kwoty, raz w roku wyjechać na jako tako nieekstremalne wczasy itp.


Pan Michał ma tu rację z tymi kalkulacjami :shock: bo kto by podejrzewał Pana Michała o jakieś obliczenia? :wink: Wiadomo, że czegoś trzeba żyć i żadna praca nie jest gorsza z zasady (nie powinna być gorsza) od innych, ale niestety tak nie jest. Tzw. specjaliści z wielu dziedzin są zwyczajnie przepłacani, a inni z powodu systemu jaki jest, są opłacani zbyt nisko. Oczywiście to nie oznacza, że wszyscy powinni zarabiać tyle samo, ale różnice czasem są naprawdę drastyczne. Wartość pracy w takiej, czy innej branży to czasem przepaść. Rozwiązania rządowe w stylu pensji minimalnej, zwykle budzi optymizm wśród pracowników, jednak jak się później okazuje bilans jest dla nich niekorzystny, bowiem powoduje często likwidację etatów i wzrost bezrobocia. Oczywiście w opinii pracowników winę za wszystko ponoszą pracodawcy i wielu na pewno, zwłaszcza dużych molochów, gdzie najważniejsza jest ekonomia, a pracownik jest tylko dodatkowym narzędziem, często nawet nie zatrudnianym bezpośrednio, a przez firmy zewnętrzne. Dziwne jest, że wystarczy stąpnąć za granicę i już sytuacja jest zupełnie inna (choćby i takich przykładowych pielęgniarek) choć unia ta sama niby. Ceny u nas takie same, a czasem nawet wyższe, natomiast zarobki bez większych zmian. Sytuacja pielęgniarek, to jest bardzo dobry przykład jak bardzo potrzebny zawód i dobry w sumie, gdyż zapotrzebowanie w coraz bardziej chorym społeczeństwie jest i będzie duże, jest ciągle traktowany (u nas) tak jak jest. Oczywiście wiadomo, że szpitale też muszą być rentowne, że wszystko się musi opłacać...tylko czemu dla obsługi tego systemu zatrudnianych jest mimo takiej informatyzacji tylu zbędnych wysoko opłacanych ( w porównaniu do pensji takich pielęgniarek np.) pracowników biurowych, w wielu przypadkach nic nie wnoszących - to tylko jeden aspekt, inną sprawą są priorytety państwa i tu taka grafika
[url] [link widoczny dla zalogowanych] [/url]

Wracając do wcześniejszej myśli, czemu produkuje się tyle niepotrzebnych przepisów, tworzy bzdurne wymogi... które bardziej służą powiększaniu armii biurokratów sprawujących "niezbędną pieczę" nad taką, czy inną "przestrzenią" po co to? To zwykłe komplikowanie prostych spraw, żeby system się rozwijał żerując na tych, którzy ciężko pracują i żeby ludzie nie mogli podskoczyć powyżej pewnego poziomu, żebyśmy nadal byli tanią siłą roboczą, żeby ci najlepsi nie zostawali u nas, tylko pracowali dla innych. Oczywiście każdy człowiek, który jest samodzielny, zaradny i chętny do pracy a przy tym inteligentny (bo i zapracować się można bez efektu na śmierć) może się "zbuntować" i spróbować działać na własną rękę - w niektórych branżach jest to jeszcze realne, a w niektórych obostrzonych nierealnymi do spełnienia przepisami dla kogoś, kto zaczyna tylko możliwe w jakimś stopniu.
Rynek pracy jest w szponach korporacji, które lobbują na swoją korzyść, korporację nie są polskie, pieniądze uzyskane z tego nie zostają w kraju, pieniądze które zostają też są w szponach obcych banków i kółko się kręci, taki "rachunek zaniedbań", który doprowadził do tego jak jest.
To wyliczenie, które zrobił Pan Michał pokazuje jaki jest mniej więcej pułap, a oni pracują nad tym, żeby tego nie przekraczać...my zaś, mimo że jesteśmy narodem przedsiębiorczym i pomysłowym co ważne, mamy też niestety wpojone takie cechy, które nie pomagają nam w osiągnięciu sukcesu, a zwłaszcza jeśli cały system w tym przeszkadza. Są one często wykorzystywane, w zakładach pracy kwitnie donosicielstwo, kopanie pod sobą dołków, niezdrowa rywalizacja i to jest im na rękę, kiedy pracownicy nie wiadomo w jakim celu tak robią, bo nie w swoim interesie, a wierzą w jakieś związki zawodowe, które są tylko po to, by prezes jeden czy drugi brał za to swoje związkowanie dobre łapówki.
Nadzieja jakaś jednak jest, bo tak, jak było napisane na wstępie, znaleźliśmy się w okresie jakiegoś szczególnego wyścigu..i też odnoszę takie wrażenie...jakby wymykamy się ciut z tych łap, to oczywiście boli tych i owych, jednak jest szansa, a jak zostanie wykorzystana (??) wszak nie wszystko zależy od tych na górze, a też od tego jak bardzo zależy tym na dole, bo jeśli dobrze jest jak jest, byle był święty spokój, no to i jest jak jest. A pielęgniarki w ich proteście jak najbardziej popieram i podziwiam determinację i odwagę.


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 13:38, 09 Cze 2016, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin