Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pytanie o jałowość pragnień
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:10, 14 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ JanelleL.:
Cytat:
Równie dobrze mogłoby nie dochodzić do tych pozytywnych.
Nie- mylisz się z tym. Gdy postępujesz zgodnie z potrzebami- zawsze czynisz dobrze;
natomiast, gdy zgodnie z pragnieniami, o ile te nie są zgodne z potrzebami- nieomal zawsze czynisz źle. Kilka istotnych przykładów, bo widzę, że opornie to z wami idzie:
1. Gdy pijesz i jesz zgodnie z potrzebą, czyli tyle i to, by zaspokoić głód- czynisz dobrze, bo "pozwalasz" żyć sobie oraz innym. Gdy jednak zapragniesz więcej [nie tylko pożywienia, czy napojów], wtedy owo "więcej dla ciebie" nie ma uzasadnienia w rzeczywistości, bo i bez tego żyłabyś "wystarczająco [dobrze]", a tylko odbierasz możliwości, czy raczej zmniejszasz szanse, by inni się wystarczająco, odpowiednio pożywili [albo wyspali, odpoczęli, cokolwiek]- czyli czynisz źle, "idąc" za takim wydumanym, "wyolbrzymionym" pragnieniem.
Nieco podobnie możesz zapragnąć- choć nie będzie takiej potrzeby!- pić etanol, czy metanol, czy kwas siarkowy, czy zjadać odchody albo plastelinę, albo- to już z nieco "innej mańki"- spożyć ciało matki swojej albo ciotki, albo kopulować ze słoniem i t. p., i t .d. Skutków tego, tych czynności, podyktowanych pragnieniami niezgodnymi z Rzeczywistością, a raczej z jej prawidłowym, spójnym funkcjonowaniem [zatem również z prawidłowym funkcjonowaniem siebie] nie muszę chyba objaśniać dalej...


Ale gdzie jest ta granica pomiędzy potrzebą, a pragnieniem czegoś ponad podstawową potrzebę? ..i takie funkjonowanie ludzi nie popchnęłoby cywilizacji za bardzo do przodu.
W tych dwóch kwestiach...powiedzmy.. "każdemu wedle jego potrzeb..." i "potrzeba matką wynalazku" ...czyli każdy może mieć inne potrzeby(większe lub mniejsze, jedni potrzebują zjeść kupę mięsa, inni bułkę z bananem :wink: )no i czy wynalazek, jego zastosowanie, już nie przekracza tych wystarczających potrzeb?

Jak najbardziej Piotra rozumiem tu, gdyż sama nie jestem zwolenniczką pędu cywilizacji ponad miarę, a tym bardziej opartego na wyzysku jednych przez drugich, dla zaspokojenia przerośniętych pragnień.

...ale dalej Piotr wymienił mnóstwo dziwacznych zachcianek :shock: .. To dziwne, że człowiek, w końcu istota świadoma i rozumna i jakoś moralnie, religijnie ukształtowana ma z tym problem, podczas, gdy w świecie zwierząt jakieś nierealne pragnienia niemal nie występują. Często, ostatnio zwłaszcza myślałam nad tym, iż nasza skłonność do pragnienia i gromadzenia dóbr wszelkich ze zdobyczami kultury, wiedzą etc. ..co czynimi często z myślą o kolejnych pokoleniach, o rozwoju cywilizacji, oraz dziedziczenie tego jest tym co buduje cywilizację, ale jest i pierwszym czynnikiem, który obraca się przeciwko człowiekowi i tejże samej cywilizacji ludzkiej. Zwierzęta niczego nie dziedziczą, może poza jakąś pamięcią genetyczną, czasem mrowiskiem, siecią korytarzy podziemnych, czy barcią...i to taka domena istot żywych tworzących jakieś "społeczeństwa" - inne żyją z dnia na dzień, z jednej na drugą porę roku, nie tworząc czegoś dla kolejnych pokoleń, żyjąc zgodnie z bieżącymi potrzebami i przekazując ten żar życia dalej. Czy to oznacza, ze one powinny być dla nas wzorem do naśladowania? ...

Piotr Rokubungi napisał:

2. Gdy wchodzisz w związek dwojga ludzi przeciwnej płci, którzy obydwoje siebie przynajmniej w znacznym stopniu akceptują, czyli znowu "podążasz" za potrzebą naturalną- czynisz, postępujesz dobrze. Natomiast, gdy pragniesz kogoś, kto cię nie chce zaakceptować "przy sobie", kto cię nie chce mocno lubić chociażby, wówczas zazwyczaj prowadzi to do tragedii- choćby miała ta tragedia "tylko" na tym polegać, że "przejawiasz symptomy nieszczęśliwie zakochanej", co przecież może prowadzić do samobójstwa, a nawet do zabójstwa...
Podobnie nieco, gdy pragnie się- w sposób niewynikający, a nawet przeciwny naturalnej potrzebie- człowieka tej samej płci. W takiej sytuacji może nie jest to zbyt często tragiczne [chociaż też bywa podobnie], lecz nie są takie związki zazwyczaj ani głębokie, ani zbyt trwałe, ponieważ brak w nich równowagi emocjonalnej, zrównoważenia charakterów [żeńskiego i męskiego] oraz równowagi w podziale zadań [życiowych]. Ponadto nie dochodzi wówczas do przedłużania istnienia gatunku w naturalny sposób, co jest podstawą możliwości zachodzenia ewolucji- a więc jest to utrata możliwości rozwoju gatunku...


Ewolucja i rozwój ..to coś więcej niż tylko przetrwanie, które wynikło z poprzedniego fragmentu.
Pragnienie drugiej osoby normalnie powinno wynikać z obdarzenia jej uczuciem, inne przyczyczyny (np. sam popęd płciowy) na razie pomińmy.
Pragnienie spełnienia miłości jest czymś naturalnym, niemożliwość tego wcale nie musi wiązać się z takimi tragicznymi skutkami ... możemy przecież od początku zdawać sobie sprawę, iż na nic nie możemy liczyć, co często wcale nie jest powodem do tego, by się nie zakochać lub by miłość minęła na zawołanie - ot tak. Sama miłość zawsze jest dobra, bez względu na to kogo nią obdarzymy, złe mogą być oczekiwania, działania, czy tylko pragnienia właśnie skierowane w stronę niewłaściwej osoby, mimo, że niezrealizowane, ale samo uczucie nigdy :nie: nieszczęście zakochania wynika właśnie z pragnienia spełnienia, takiego egoistycznego pragnienia ...nie możemy mieć tego, czego pragniemy, więc popadamy w nieszczęście i inne stany z tym związane. A przecież miłość jest czymś samym w sobie już wspaniałym, wyjątkowym, możliwość jej odczuwania jest wartością samą w sobie, ubogaca nas nawet niespełniona, czy w obliczu braku jakiejkolwiek możliwości zbudowania na niej trwałego związku. Taka miłość prędzej, czy później przeminie, robiąc miejsce jakiejś następnej. Powinniśmy traktować ją jako szansę i dar dla nas samych przede wszystkim.
Prokreacja, jako następstwo spełnionej miłości to inna nieco kwestia. To co cementuje związek i stwarza dobre warunki dla rozwoju potomstwa nie zawsze musi być dostatecznie trwałe. Nawet jeśli dziś ludzie się kochają, szanują się i wspierają, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Małżeństwa nawet początkowo udane, opierające się na wartościach, o których była mowa, psują się, rozpadają, nie wytrzymują próby czasu, ani napotkanych trudności ...a wychowanie dziecka to praca na wiele lat...więc nieco większe są szanse dla takiego dziecka, ale to nie jest reguła. Jednak, czy to stoi na przeszkodzie, by mając na uwadze te zagrożenia, te niewiadome, w ogóle zrezygnować z posiadania dzieci? :nie:..a chyba jednak i w małżeństwie wypadałoby wziąć to pod uwagę.

Mi chodziło głównie o te etykietki...o tę selekcję - to dziecko lepsze, a to gorsze... Jednak małe dziecko zanim nie zostanie skażone tym "lepsze, gorsze"... na pytanie czy wolałoby żyć, czy nie żyć, zawsze odpowie, że woli żyć.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:

Nie chodziło mi jednak o szanse przeżycia i inne aspekty, które Piotr tu szczegółowo wymienił, a bardziej o samą "etykietkę" - niby każde dziecko to człowiek, taki sam jak drugi, dziecko Boże, niczemu winne sytuacji np. patologicznej w wyniku której się poczęło.
Właściwie potwierdzasz treścią tego fragmentu to, o czym napisałem uprzednio również... Skoro zakładasz i sugerujesz, że każde dziecko powinno być podobnie dobrze traktowane i wychowywane, to tym bardziej należy zwracać uwagę na to, by nie poczynać dzieci w wyniku różnych własnych pragnień, zachcianek, a jedynie w sposób raczej naturalny, a przede wszystkim zgodny z potrzebami podstawowymi- czyli w związkach, gdzie może dochodzić do normalnego współżycia, a- co najważniejsze raczej- gdzie jest się przynajmniej akceptowanym silnie i to wzajemnie, a najlepiej kochanym jeszcze bardziej.


Czyli to są te czynniki najważniejsze cementujące związek i czyniące z niego dobre "środowisko" do wychowania dzieci. W małżeństwie może ich zabraknąć i dupa blada, że współżycie było legalne i usankcjonowane przed Bogiem oraz w obliczu prawa ;-P.
Tu jest jeszcze taki aspekt... jeśli nasze pragnienia powinny być zgodne z potrzebami, czym zatem jest pragnienie się tych małżonków? ..czym innym niż dwojga kochających się ludzi nie będących w związku małżeńskim? ... Pijemy, kiedy nam się chce pić..i potem się nie chce, jemy kiedy jesteśmy głodni i przestajemy odczuwać głód... współżyjemy, żeby zaspokoić pragnienia, dla obopólnej przyjemności, podtrzymania związku ..(?)...no właśnie i tu jest problem :wink:... jakie pragnienia? bo jeśli współżycie prowadzi do zapłodnienia..to co jest tego właściwym celem? I czy jedne potrzeby są tutaj ponad innymi?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Nie 19:13, 14 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:22, 14 Maj 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Michał D. napisał:
No to może mi wytłumacz, po co użyłeś argumentu - groźby uznania za głupiego?...
Dobrze wytłumaczę, bo chwilowo, aktualnie akurat- po niedużym odpoczynku- mam trochę cierpliwości i politowania dla ciebie.
To "Kto nie głupek, ten chyba zrozumiał [w końcu] i zauważył sporą różnicę pomiędzy potrzebami, a pragnieniami; wraz z tym, że pierwsze są dobre z natury, a drugie na ogół złe, bo "nienaturalne"." nie jest ani argument [jaki niby, o czym??], ani groźba- tym bardziej. To jest teza, po prostu wnioskowanie z założenia, stwierdzenie faktów i zależności pomiędzy nimi! To mniej więcej ma takie znaczenie, jak przykładowo to: "Kto nie ma wystarczających zasobów pieniędzy, ten nie kupi czegoś, czego cena przewyższa posiadaną przez niego kwotę." Tyle!
Tylko takie marudne pindy, jak ty, skupione wyłącznie na doszukiwaniu się "przytyków", bo mające zaniżoną, zaburzoną samoocenę będą dopatrywały się w tego typu treściach gróźb! Zamiast skupić się na meritum tematu.:-> Tyle!
A więc ci-pa, przypierdalający się mazgaju!
:fuj:

W sumie można by przyjąć to stwierdzenie - tak w języku potocznym to się stosuje. Może więc nawet nie należy traktować mojego zarzutu jako "mocnego". Raczej jest zarzut pisany z pozycji pewnej mojej własnej, prywatnej ortodoksji epistemologicznej, z przeświadczenie, że MI NIE WOLNO BYŁOBY GO UŻYĆ. Ale to akurat mi - osobiście (Michałowi), a nie ogólnie. Dlatego nie traktuj moich uwag jako (typowe dla naszych poprzednich sporów) czepiactwo i krytykę. Tutaj chyba to ja już wykroczyłem poza domyślny standard, odszedłem od potocznego języka, gdzie Twoje sformułowanie nie jest jakoś szczególnie napastliwe - ot jet to taka pewna dodatkowa emfaza. Nie byłoby pewnie użyte w poważnej dyskusji między naukowcami, ale potocznie - już tak.
Pisałem więc trochę szukając tu "punktu zaczepienia", aby jakoś przekazać swój - dość chyba radykalny - pogląd na ów temat.
Pogląd zaś radykalny jest, bo inaczej trochę trudno jest sobie cały ten kramik z dyskusjami ułożyć. W zasadzie dopuszczenie choćby minimalnego (!) znaczenia dla walki na epitety, na wołanie "kto ważniejszy, a kto głupszy" jest w moim przekonaniu już ZŁAMANIEM ZASADY. Zasada mówi: dokładam wszelkich starań, aby ZAWSZE MERYTORYCZNY ASPEKT BYŁ TYM JEDYNYM, A NA PEWNO NAJWAŻNIEJSZYM, DOMINUJĄCYM. Wtedy dopiero mam prawo uważać, że to co zrozumiałem, o czym np. pisze wypełniło ten MINIMALNY KONIECZNY WARUNEK osiągania prawdy.
Spoko, Michał- dzięki za zrozumienie!:) Ja, niestety, straszny nerwus jestem i od dzieciństwa miałem wielkie wymagania- od siebie też, ale od innych tym bardziej chyba. I jakoś tak bardzo się irytuję, wkurzam, gdy ktoś nie nadąża za moim tokiem rozumowania- a przecież on taki oczywisty się wydaje... Mi, oczywiście! Z tym, że- czego chyba większość z was [jeszcze] nie zauważyła- ja mam dość wyjątkową może, a przynajmniej "nasiloną" zdolność do rozumienia, rozumowania bardzo "globalnego": zbierania i kojarzenia mnóstwa nawet różnorodnych faktów, z różnych dziedzin i znajdowania im "wspólnego mianownika", do dostrzegania jedności i spójności we wszystkim nieomal. I to raczej jest zgodne z Prawdą, bo ta może być tylko jedna przecież- jakkolwiek pozornie złożona by nie była...
Więc śmieszą mnie trochę, a nieraz więcej irytują wasze spory na tym forum, w których widać- przynajmniej ja to widzę- że kazdy z was prawie postrzega, rozumie i akceptuje tylko pewien, zazwyczaj mały, wycinek Prawdy o Rzeczywistości. Ale zazwyczaj upiera się, że ten "kawałek", to cała jedyna prawda...
Ty tak nie postępujesz, rozumujesz, ale z tobą "mam" ten problem- pomijając już czepialstwo pewne, co do formy mych wpisów, a niekiedy brak nawet odnoszenia się do ich meritum- że ty ciągle nic nie wiesz właściwie. Z jednej strony to właśnie fajnie, że- w przeciwieństwie do niektórych tutaj- wciąż "poszukujesz" i nie uważasz, że już posiadłeś jakąś wiedzę pewną. Ale to także- poza tym, że życia nie ułatwia, ani komunikacji międzyludzkiej również- nie jest z Prawdą zgodne, bo Ona jakaś jest jednak! A nie jest tak, że cokolwiek, że nie wiadomo co zupełnie, że wszystko jest równie (nie)ważne, że obetnie właściwie co, obojętnie jak...
Dobra- tyle tego offtopic. Nie "utop się" we własnym niezdecydowaniu. Pozdro!
:)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:19, 14 Maj 2017    Temat postu:

@ JanelleL.:
Cytat:
Ale gdzie jest ta granica pomiędzy potrzebą, a pragnieniem czegoś ponad podstawową potrzebę?
Tam, gdzie jest.:) Chociaż często trudno jest to rozpoznać. Najlepiej chyba to robić praktykując medytację, introspekcję, częste zastanawianie się nad sobą, a raczej "czucie", co i ile jest naprawdę [mi] potrzebne. Tak naprawdę zależy ona- ta granica- od tego, w jakiej zgodzie z rzeczywistością, ze światem, z innymi istotami być, żyć chcemy. Inaczej: granicę tą wyznacza sama Rzeczywistość, sama natura, w tym prawdziwa, "nieskażona abstraktami, wymysłami" natura człowieka...
Cytat:
i takie funkjonowanie ludzi nie popchnęłoby cywilizacji za bardzo do przodu
"Popchnęłoby"! Tylko w innym kierunku trochę- jeszcze lepszym.:) Teraz tutaj tego nie rozwinę, bo zamierzam napisać o tym osobny wątek p/t "Rozwój, ale jaki?" [Wkrótce zapewne].
Cytat:
W tych dwóch kwestiach...powiedzmy.. "każdemu wedle jego potrzeb..." i "potrzeba matką wynalazku" ..."potrzeba matką wynalazku"...czyli każdy może mieć inne potrzeby (większe lub mniejsze, jedni potrzebują zjeść kupę mięsa, inni bułkę z bananem) ; no i czy wynalazek, jego zastosowanie, już nie przekracza tych wystarczających potrzeb?
"każdemu wedle jego potrzeb..."- dokładnie! Przy czym, każdy głównie sam stara się o ich realizację, zaspokajanie... "potrzeba matką wynalazku"- ano, tak... "czyli każdy może mieć inne potrzeby (większe lub mniejsze, jedni potrzebują zjeść kupę mięsa, inni bułkę z bananem)"- no, i? co z tego? Poza tym, w tym właśnie jest nierozpoznanie pragnienia, od potrzeby. Naprawdę mało jest ludzi z takimi zaburzeniami metabolizmu, trawienia, którzy NAPRAWDĘ potrzebują jeść wielkie ilości mięsa. To już są czyjeś wymysły, czyli pragnienia ponad miarę. Ktoś tylko wymyśla sobie, że chce żreć tyle mięsiwa- wcale NIE POTRZEBUJĄC TEGO!
"czy wynalazek, jego zastosowanie, już nie przekracza tych wystarczających potrzeb?" Dość często przekracza; dlatego nie powinno się go używać, bo to komuś niczego nie przydaje tak naprawdę, a innym odbiera, choćby przyrodzie [nie tylko drugiemu człowiekowi]. Ale nie chodzi w tym o to, by nie było wynalazków, postępu- również materialnego. Chodzi o zrównoważony rozwój materialny, ale także- a nawet przede wszystkim- mentalny...
A przede wszystkim- znowu- chodzi o to, czy dany wynalazek jest NAPRAWDĘ POTRZEBNY LUDZIOM- nie tylko dla zaspokojenia czyjegoś wymysłu, że np. chce "duży, pięćdziesięcioletni chłopczyk" mieć nową, lepszą "zabawkę", czyli np. kolejny super-sportowy samochód. Po co mu on?! Żeby prędzej zabić siebie oraz inne istoty ewentualnie??
Cytat:
To dziwne, że człowiek, w końcu istota świadoma i rozumna i jakoś moralnie, religijnie ukształtowana ma z tym problem, podczas, gdy w świecie zwierząt jakieś nierealne pragnienia niemal nie występują.
To nie dziwne wcale, jeśli się weźmie pod uwagę, czym jest człowiek, jaka jest ludzka psychika w porównaniu ze zwierzęcymi; jak funkcjonuje mentalnie, psychicznie w porównaniu do zwierząt np...
Cytat:
Często, ostatnio zwłaszcza myślałam nad tym, iż nasza skłonność do pragnienia i gromadzenia dóbr wszelkich ze zdobyczami kultury, wiedzą etc. ..co czynimi często z myślą o kolejnych pokoleniach, o rozwoju cywilizacji, oraz dziedziczenie tego jest tym co buduje cywilizację, ale jest i pierwszym czynnikiem, który obraca się przeciwko człowiekowi i tejże samej cywilizacji ludzkiej.
Rozwój i cywilizacja- tak, owszem! Ale jaki, jaka??:think: Raczej nie taka, jaką mamy- bo, chociaż ta aż tak straszna też nie jest, może być jednak inna od wieloma względami, znacznie lepsza. Będę o tym pisał w wątku "Rozwój, ale jaki?"
Cytat:
Zwierzęta niczego nie dziedziczą, może poza jakąś pamięcią genetyczną, czasem mrowiskiem, siecią korytarzy podziemnych, czy barcią...i to taka domena istot żywych tworzących jakieś "społeczeństwa" - inne żyją z dnia na dzień, z jednej na drugą porę roku, nie tworząc czegoś dla kolejnych pokoleń, żyjąc zgodnie z bieżącymi potrzebami i przekazując ten żar życia dalej. Czy to oznacza, ze one powinny być dla nas wzorem do naśladowania?..
Nie; tzn. w pewnym stopniu tak, ale tylko w pewnym. Skoro mamy wytworzone, posiadamy predyspozycje, możliwości pełniejsze, większe, jakby lepsze, niż pozostałe zwierzęta, to nie byłoby raczej słuszne, rozsądne je "zablokować", nie używać ich. Ale używać mądrze, tzn. dla zrównoważonego rozwoju, prawidłowego! A jaki to jest rozwój prawidłowy? Znów nie będę się o tym tu rozpisywał, bo odsyłam do [jeszcze nieopublikowanego, ale wkrótce;-P] wątku "Rozwój, ale jaki?"
Dodam jedynie, jako pewne "naprowadzenie", że sama/sami zastanówcie się, czego tak naprawdę chcielibyście dla siebie, swoich dzieci, przyszłych pokoleń, ludzkości..?
Cytat:
Pragnienie drugiej osoby normalnie powinno wynikać z obdarzenia jej uczuciem, inne przyczyczyny (np. sam popęd płciowy) na razie pomińmy.
Uczuciem jakim, czyli czym konkretnie? Co miałoby owo uczucie oznaczać, skąd się brać, jak się tworzyć?..
Cytat:
Sama miłość zawsze jest dobra, bez względu na to kogo nią obdarzymy, złe mogą być oczekiwania, działania, czy tylko pragnienia właśnie skierowane w stronę niewłaściwej osoby, mimo, że niezrealizowane, ale samo uczucie nigdy.
Trochę tak, a trochę nie tak... Chodziło mi tam przede wszystkim właśnie o skutki działań [również powstrzymywania się od działań] w wyniku pragnień, które można także nazywać miłością [jakiegoś rodzaju]. Tak sytuacja, gdy ktoś kogoś pragnie, ale powstrzymuje się przed "realizowaniem" tego, rzadko jest dobra. To zależy jeszcze od całego kontekstu uczuciowego, emocjonalnego, również rozumowego- czyli od nastawienia tej osoby "nieszczęśliwie zakochanej" do tego uczucia swego. Ale dość często bywa tak, że takie poniekąd niemożliwe do zrealizowania pragnienie skutkuje "rozchwianiem mentalnym", niestabilnością psychiki danej osoby, a nawet dalszymi tego konsekwencjami...
Cytat:
nieszczęście zakochania wynika właśnie z pragnienia spełnienia, takiego egoistycznego pragnienia ...nie możemy mieć tego, czego pragniemy, więc popadamy w nieszczęście i inne stany z tym związane. A przecież miłość jest czymś samym w sobie już wspaniałym, wyjątkowym, możliwość jej odczuwania jest wartością samą w sobie, ubogaca nas nawet niespełniona, czy w obliczu braku jakiejkolwiek możliwości zbudowania na niej trwałego związku. Taka miłość prędzej, czy później przeminie, robiąc miejsce jakiejś następnej. Powinniśmy traktować ją jako szansę i dar dla nas samych przede wszystkim.
Jeśli tak do tego podchodzić, to..bardzo fajnie!:) Tylko drobna uwaga: Nie zawsze taka miłość przemija, albo przynajmniej nie "na czas"...
Cytat:
Nawet jeśli dziś ludzie się kochają, szanują się i wspierają, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Małżeństwa nawet początkowo udane, opierające się na wartościach, o których była mowa, psują się, rozpadają, nie wytrzymują próby czasu, ani napotkanych trudności...
A wiesz dlaczego najczęściej? Znowu z powodu nieodpowiednich pragnień, nieadekwatnych oczekiwań! Straszne te pragnienia- jak już napisałem- właściwie to samo zło!..:fuj:
Cytat:
Mi chodziło głównie o te etykietki...o tę selekcję - to dziecko lepsze, a to gorsze...
Co jest przyczyną takiej [czy innej selekcji]?? ZNOWU PRAGNIENIA, POPIEPRZONE OCZEKIWANIA, BY SIĘ WYRÓŻNIAĆ POPRZEZ UMNIEJSZANIE ZNACZENIA, WARTOŚCI INNYCH! Samo zło, te pragnienia!
W końcu zaczynasz rozumieć, dlaczego buddowie [a także Chrystus m. in. jeszcze (W sumie Chrystus był z pewnością jednym z buddów, a może i kimś więcej...)] mówią o wyciszaniu, wyrzekaniu się pragnień?! To nie powód od żadnej stagnacji, czy depresji- tym bardziej!
Coś [ci] zacytuje jeszcze: "Taoizm mówi o harmonii z dao, która przejawia się w wu wei (działaniu bez wysiłku). Taoizm nie wspomina wprost o oświeceniu, jednak opisy mędrca taoistycznego przypominają opisy arhata z theravady, a wu wei przypomina jedność z wszechświatem znaną z buddyjskiego oświecenia." (Podkreślenie moje.)
:)
Cytat:
na pytanie czy wolałoby żyć, czy nie żyć, zawsze odpowie, że woli żyć.
Jeszcze mniejsze nie wie, co to oznacza "żyć", a przynajmniej nie potrafi tego wyrazić. Ono po prostu jest, bo/i taka jest Prawda.:)
Cytat:
Czyli to są te czynniki najważniejsze cementujące związek i czyniące z niego dobre "środowisko" do wychowania dzieci. W małżeństwie może ich zabraknąć i dupa blada, że współżycie było legalne i usankcjonowane przed Bogiem oraz w obliczu prawa.
Ano!
Cytat:
Tu jest jeszcze taki aspekt... jeśli nasze pragnienia powinny być zgodne z potrzebami, czym zatem jest pragnienie się tych małżonków? ..czym innym niż dwojga kochających się ludzi nie będących w związku małżeńskim? ... Pijemy, kiedy nam się chce pić..i potem się nie chce, jemy kiedy jesteśmy głodni i przestajemy odczuwać głód... współżyjemy, żeby zaspokoić pragnienia, dla obopólnej przyjemności, podtrzymania związku ..(?)...no właśnie i tu jest problem ... jakie pragnienia? bo jeśli współżycie prowadzi do zapłodnienia..to co jest tego właściwym celem? I czy jedne potrzeby są tutaj ponad innymi?
Jeśli kochacie się w sensie fizycznym i jednocześnie psychicznym PROPORCJONALNIE DO TEGO ILE I JAK NAPRAWDĘ POTRZEBUJECIE, TO NIC ZŁEGO Z TEGO NIE WYNIKNIE, bo nawet, jeśli będzie z tego dziecko, to potrzebne wam, którego naprawdę potrzebujecie- czyli kochać będziecie.:)
Ponadto przecież zaspokojenie, satysfakcja seksualna nie polega tylko na, nie bierze się wyłącznie ze spółkowania...:wink:


Tako "rzekłem" ja- budda; a raczej to Prawda "przemówiła" przeze mnie.:wink: :serce:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Nie 22:25, 14 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:54, 14 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Straszne te pragnienia- jak już napisałem- właściwie to samo zło!..:fuj:
Cytat:
Mi chodziło głównie o te etykietki...o tę selekcję - to dziecko lepsze, a to gorsze...
Co jest przyczyną takiej [czy innej selekcji]?? ZNOWU PRAGNIENIA, POPIEPRZONE OCZEKIWANIA, BY SIĘ WYRÓŻNIAĆ POPRZEZ UMNIEJSZANIE ZNACZENIA, WARTOŚCI INNYCH! Samo zło, te pragnienia!

.... Pijemy, kiedy nam się chce pić..i potem się nie chce, jemy kiedy jesteśmy głodni i przestajemy odczuwać głód... współżyjemy, żeby zaspokoić pragnienia, dla obopólnej przyjemności, podtrzymania związku ..(?)...no właśnie i tu jest problem ... jakie pragnienia?

[color=brown]Tako "rzekłem" ja- budda; a raczej to Prawda "przemówiła" przeze mnie.
:wink: :serce:

Poczucie boskiej władzy nad myślą (sama prawda i budda przemawia) prowadzi Cię, moim skromnym zdaniem, do przeceniania możliwości zadekretowania znaczeń inaczej, niż się ich używa. Postawiłeś własne granice obszarom znaczeniowym pojęć w przekonaniu, że tak ogłaszasz prawdę, choć w istocie tylko...
stałeś się niezrozumiały w jakimś sensie - tzn. zaczynasz używać słów w oderwaniu od tego, co znaczą normalnie u ludzi. Choć może powoli to już zaczynasz dostrzegać.
Po zastanowieniu się, widzę, że językowo najbardziej adekwatne jest uznanie potrzeby za coś skłaniającego nas do działań, będącego albo na poziomie dość pierwotnym (np. potrzeby fizjologiczne), albo też mało uświadamianym (a przynajmniej niekoniecznie uświadamianym) jako konkretne uczucie. Za to pragnienie jest już konkretną formą uczucia - jest nadaniem impulsom w stylu potrzeba (m.in. potrzeba, bo nie tylko ona) KONKRETNEJ POSTACI.
Gdyby to jakoś w uproszczony skrócie podać:
Potrzeba = jakaś właściwość naszej konstytucji.
Pragnienie - konkretne uczucie, skierowane na określony podmiot/przedmiot.

Czyli "można mieć potrzebę seksu" (coś ogólnego), ale "pragnie się konkretnej osoby, konkretnego zajścia"
Mamy potrzebę jedzenia, a (aktualnie) pragniemy zjeść czekoladkę
Mamy potrzebę bezpieczeństwa - stąd pragniemy, aby już ten tyran domowy zrozumiał, że nie może się znęcać nad rodziną i stał się normalnym człowiekiem.
Potrzeba jest bardziej ogólna, a jakieś pragnienie z niej wynika, staje się już konkretem myśli.
Dlaczego protestuję przeciwko jakiemuś (łatwemu) utożsamieniu pragnień z czymś złym, błędnym?
Bo nazywamy normalnie JĘZYKOWO pragnieniami rzeczy dobre i niezbędne. Mamy pragnienie bycia z rodziną, pragniemy miłości, pragniemy żyć w dobrze zarządzanym kraju - I DOBRZE!
Pragniemy czasem źle, a czasem dobrze. I nie można z góry stwierdzić, czy nasze pragnienia będą złe czy dobre - można pragnąć wiedzy (coś dobrego), ale można też PATOLOGICZNIE pragnąć owej wiedzy (np. zaniedbując uczucia, związki z ludźmi).
Poza tym, jak wynika z praktyki językowej, da się zastępować w bardzo wielu miejscach potrzeby i pragnienia, a efekt odbioru znaczenia będzie właściwie taki sam (mamy "potrzebę ciepła rodzinnego" i "pragnienie ciepła rodzinnego").
Oczywiście -W KONKRETNEJ SYTUACJI - można, da się majstrować przy języku, można zrobić sobie coś w rodzaju zawężonego znaczenia "potrzeby" i "pragnienia" - czyli de facto będzie to potrzeba2 i pragnienie2. Dopóki wiemy, że jest to sytuacja wyjątkowa, w której ad hoc sobie zrobiliśmy "zamianę nazw zmiennych" i DOPÓKI PANUJEMY MYŚLOWO nad tymi znaczeniami, dopóty nic mylnego z tego pewnie się nie wykluje. Gorzej gdy ktoś uwierzy, że ten podział, które ad hoc zrobiony skrzywił praktykę porozumiewania się, już jakoś na stałe zaczął obowiązywać. Wtedy taki ktoś zacznie się kontaktować z ludźmi w mylny, odbiegający od standardu sposób. Podobnie - jeśli nie zapanuje nad tym, co zrobił w swojej operacji nadawanie szczególnego znaczenia słowom - może on zacząć robić błędy nieprawidłowych rozumowań, chaotycznych przypisań słów do znaczeń. Bo w takiej sytuacji dość typowym problemem staje się konkurencja pomiędzy dwoma znaczeniami - tym starym (znanym z normalnego języka) i tym nowym (użytym w nowej koncepcji). Ta konkurencja objawia się w myśleniu efektem CHAOSU PRZYPISAŃ, dalej po prostu błędnego rozumowania, bo będziemy jakiś wniosek wyprowadzać z jednej postaci słowa, a potem stosować go do innego postaci - często nieadekwatnie do powiązań w rzeczywistości.

Dlatego warto UNIKAĆ NACISKU, NADMIERNEJ MOTYWACJI W PRZEKAZYWANIU SWOICH PRAWD. Taki nacisk - jeśli zostanie przyjęty przez odbiorcę - z dużym prawdopodobieństwem wygeneruje niestabilne przypisania znaczeniowe. Bo odbiorca - nawet gdy poznaje SŁUSZNĄ koncepcję! - jednak nie zna jej w pełni tak dobrze jak nadawca (załóżmy optymistycznie, że nadawca jest bardzo wybitnym myślicielem i fachowcem i nawet błędów nie robi). Nie znając zaś koncepcji inaczej niż Z SAMEJ NAZWY (bo jej nie zna, bo dopiero ją buduje w swojej głowie), musi wykonać pracę dopięcia sugerowanych powiązań tej koncepcji z innymi koncepcjami i danymi, jakie zna, zrozumiał. Jeśli się da zmusić/przekonać do wyjątkowego faworyzowania jakiejś ścieżki myśli, to zapewne często zrobi coś wbrew temu, co rozumie i czuje, sztucznie, dziwacznie. Zacznie tworzyć błędną, a w szczególności NIEZROZUMIAŁĄ NA POZIOMIE WEWNĘTRZNYM koncepcję.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:35, 15 Maj 2017    Temat postu:

@ Michał D.: Podsumuję to tak- o co właściwie mi w tym chodzi przede wszystkim [cały czas]: Głównie dlatego, że ogrom ludzi nie rozróżnia albo nieprawidłowo rozróżnia pragnienia od potrzeb, jest tyle nieszczęść na świecie. Widzę, że opornie idzie wam zrozumienie tego...
Ponadto- co już napisałem wcześniej także- poniekąd zgadzam się z tym, że są również dobre pragnienia, tak. Ale raczej tylko te są dobre, które są zgodne z potrzebami.
Cytat:
Jeśli się da zmusić/przekonać do wyjątkowego faworyzowania jakiejś ścieżki myśli, to zapewne często zrobi coś wbrew temu, co rozumie i czuje, sztucznie, dziwacznie. Zacznie tworzyć błędną, a w szczególności NIEZROZUMIAŁĄ NA POZIOMIE WEWNĘTRZNYM koncepcję.
To prawda. Ale inaczej raczej nie nastąpi zmiana przekonań, poglądów.
Chociaż masz przynajmniej trochę racji odnośnie tego, że ja chcę przekonywać za szybko, zbyt mocno... No, taki raptus ze mnie. Albo..wy "głąby"...
;-P :shock:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pon 1:36, 15 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:38, 15 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Jeśli się da zmusić/przekonać do wyjątkowego faworyzowania jakiejś ścieżki myśli, to zapewne często zrobi coś wbrew temu, co rozumie i czuje, sztucznie, dziwacznie. Zacznie tworzyć błędną, a w szczególności NIEZROZUMIAŁĄ NA POZIOMIE WEWNĘTRZNYM koncepcję.
To prawda. Ale inaczej raczej nie nastąpi zmiana przekonań, poglądów.
Chociaż masz przynajmniej trochę racji odnośnie tego, że ja chcę przekonywać za szybko, zbyt mocno... No, taki raptus ze mnie. Albo..wy "głąby"...
;-P :shock:

Myślę, że sporo dokłada do zrozumienia tej sprawy przeprowadzenie pewnego DOŚWIADCZENIA MYŚLOWEGO (Einstein propagował tę formę rozumowania).
Załóżmy, że posiadamy boską (ściślej NIEOGRANICZONĄ) moc przekonywania.
Jak by to miało działać?
Ano działałoby chyba z grubsza tak, że jak mamy pewien pogląd na jakiś temat, a osoba, którą chcemy przekonać ma tu jakieś swoje inne wyobrażenia, przeświadczenia, poglądy, to my robimy PSTRYK i od tego momentu owa osoba uzyskuje w swoim umyśle KOPIĘ TEGO CO MYŚLIMY. Jeśli owo przekopiowania konfliktowałoby z jakimś starym przeświadczeniem, poglądem w umyśle tamtej osoby, to wszystko to przeszkadzajace byłoby bezpardonowo usuwane ze wspomnień, połączeń myślowych, wyobrażeń. Jeśliby ktoś cokolwiek po swojemu w pobliżu danego poglądu uważał, to teraz ma w to miejsce WSZYSTKO POWYMIENIANE - na kopię naszych poglądów w owym zakresie.
Tu od razu pojawia się kilka ważkich pytań, na ile wykonanie takiej operacji nie wywoła jakichś dodatkowych, może dalekosiężnych, skutków ubocznych.
1. Na ile nie uczynimy tej osoby kaleką, bo operacja bezpardonowego kopiowania naszego poglądu do jej umysłu może spowodować amnezję kluczowych życiowych wspomnień zdarzeń (bo jakoś tam by kolidowały z naszym poglądem)?...
2. Czy w ogóle wiemy gdzie się ZATRZYMAĆ w naszej operacji dostosowywania umysłu tej osoby, do naszego? - bo w umyśle w końcu wszystko ze wszystkim jest powiązane, więc żądając odpowiednio daleko posuniętej zgodności, dojdziemy w końcu do postulatu WYMIANY CAŁEGO UMYSŁU na kopię. Tylko wtedy bowiem będziemy mieli gwarancję pełnego i absolutnego transferu naszych poglądów do umysłu drugiej osoby. Czy w ogóle chcemy mieć takiego myślowego sobowtóra?...
3. Jeśli zaś nie chcielibyśmy nawet takiego totalnego, absolutnie bezbłędnego transferu naszego poglądu do umysłu innej osoby, a tylko deklarujemy, żeby "tak ogólnie" ona zrozumiała o co nam chodzi, to wciąż otwartym jest pytanie, CZEGO TAK NAPRAWDĘ CHCEMY w naszych poglądach - czyli musielibyśmy ustalić jakąś hierarchię naszego rozumienia sprawy (z bardzo daleko posuniętą precyzją!) a potem jakoś analizować ten, ograniczony, transfer do cudzego umysłu, jakoś osobiście rozwiązując wszystkie potencjalne konflikty - czy zachowujemy tę część myśli danego człowieka, czy usuwamy (może przekształcamy, ale jeśli przekształcamy to JAK?)?

Ja, po wykonaniu owego doświadczenia myślowego, dokonałem analizy własnych oczekiwań w tym zakresie: na ile (czy?) chciałbym kopiować precyzyjnie to, co sam myślę (a co nawet uważam za wartościowe i słuszne, czyli godne rozpowszechnienia). Z tej analizy mi wynikło - że ABSOLUTNIE NIE MAM OCHOTY na robienie gdzieś kopii moich myśli:
1. Posiadać swojego klona myślowego (chcę być indywidualny, jedyny - JA, a nie w paru kopiach!)
2. Właściwie to mi nie przeszkadza, że ludzie będą PO SWOJEMU traktowali moje poglądy. Widzę dyskusję jako swego rodzaju PRZESTRZEŃ GRY. W tej grze uczestniczą niezależni gracze, którzy mają - ważne! - własne, niezależne od mojego poglądy na sprawę. Tylko przekonywanie kogoś ZACHOWUJĄCE WŁAŚCIWOŚCI MYŚLENIA DANEJ OSOBY daje mi satysfakcję, wartość, zadowolenie. Jak bym po prostu wykasował komuś myśli i wprowadził coś swojego w ich miejsce, to bym też nie miał satysfakcji, a tylko przeświadczenie, że oto zniszczyłem coś indywidualnego, niepowtarzalnego, a potem wprowadziłem w to miejsce coś wtórnego, coś co i tak już ma swojego "właściciela". Takie wkopiowanie jednych poglądów w miejsce innych właściwie jest ze stratą obu strony - i dawcy, i biorcy. Biorca jest poszkodowany, bo traci własną, indywidualną instancję myśli, zaś dawca traci swoja indywidualność bo od teraz, zamiast być jedynym posiadaczem idealnie swojego poglądu, musi dzielić ów pogląd z kimś jeszcze.
3. Właściwie to wciąż moje poglądy ewoluują, więc chyba też nie chcę aktualnego stanu na siłę gdzieś wprowadzać (kopia zapasowa?). Często jest tak, że za dwa dni coś mi nowego przychodzi do głowy, a wtedy chciałbym jeszcze inną instancję moich poglądów uważać za tę właściwą. To po co byłoby tamto stare pracowite kopiowanie moich myśli?...

Dlatego, po rozważeniu tych (i paru innych, choć o podobnym wydźwięku) konsekwencji dokonania inwazyjnego transferu poglądu do cudzego umysłu, stwierdzam, że nie chcę tego transferu dokonywać. Więcej: dziś CENIĘ SOBIE NIEZALEŻNOŚĆ MYŚLENIA INNYCH OSÓB, nawet tych nie zgadzających się ze mną. Oni dają mi coś trudnego do przecenienia:
- po pierwsze stanowią wyzwanie, mogę się jakoś zetrzeć z nimi w rozumowaniu, a oni będą NIEZALEŻNĄ INSTANCJĄ ROZPOZNANIA moich poglądów. Już nie tylko ja będę myślał jakoś o tej sprawie, ale będę miał "drugi ośrodek" rozpoznawania sprawy. Co bardzo ważne OŚRODEK NIEZALEŻNY, a więc jeśli rozpoznania okażą się zgodne, to to potwierdzi daną koncepcję. Jeśli rozpoznania byłyby zależne, to wkład tej drugiej strony staje się mało istotny.
- po drugie ja tylko patrząc na niezależny ode mnie odbiór sytuacji mogę się uczyć dodatkowo, stawiać pytania, których sam nie umiałem postawić (tak jak to mam w stopce). To jest dla mnie ważna wartość dodana.
- po trzecie - tak jest chyba po prostu ciekawiej. :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:33, 15 Maj 2017    Temat postu:

@ Michał D.: Nie przeczytałem całego twego wpisu powyższego, bo..nie chało mi się znowu.;-P Ale już po przeczytaniu kilkunastu pierwszych zdań z niego zauważyłem, że sporo tekstu, a niewiele w nim treści- jak to dość często w twoich wpisach; m. in. dlatego nie bardzo chce mi się je całe czytać; no, i jeszcze powtarzasz się.;-P

Więc odnośnie tego, co tam napisałeś oraz bardziej ogólnie zapytam tyko: Lepiej mieć poglądy, przekonania, które żyć pomagają, czy takie, które przeszkadzają w życiu?? W odpowiedzi na to pytanie "kryje się" rozwiązanie kwestii, które są lepsze!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:29, 15 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ Michał D.: Nie przeczytałem całego twego wpisu powyższego, bo..nie chało mi się znowu.;-P Ale już po przeczytaniu kilkunastu pierwszych zdań z niego zauważyłem, że sporo tekstu, a niewiele w nim treści- jak to dość często w twoich wpisach; m. in. dlatego nie bardzo chce mi się je całe czytać; no, i jeszcze powtarzasz się.;-P

Więc odnośnie tego, co tam napisałeś oraz bardziej ogólnie zapytam tyko: Lepiej mieć poglądy, przekonania, które żyć pomagają, czy takie, które przeszkadzają w życiu?? W odpowiedzi na to pytanie "kryje się" rozwiązanie kwestii, które są lepsze!

No więc właśnie z powodu, który tu wskazałeś, polecałbym, abyś przeczytał jednak, co tam wyżej napisałem. W moim przekonaniu opisane rozumowanie jest w stanie wielu osobom oszczędzić całej masy rozczarowań. Bo naprawdę kiepsko jest walczyć o coś, męczyć się, atakować problem, którego - jak się bliżej sprawie przyjrzeć - wcale nie ma! Bo w istocie wcale nie chcemy osiągać tego celu, który, pozornie, jest taki ważny i cenny do osiągnięcia.
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 20:32, 15 Maj 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 3:16, 16 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ JanelleL.:
Cytat:
Ale gdzie jest ta granica pomiędzy potrzebą, a pragnieniem czegoś ponad podstawową potrzebę?
Tam, gdzie jest.:) Chociaż często trudno jest to rozpoznać. Najlepiej chyba to robić praktykując medytację, introspekcję, częste zastanawianie się nad sobą, a raczej "czucie", co i ile jest naprawdę [mi] potrzebne. Tak naprawdę zależy ona- ta granica- od tego, w jakiej zgodzie z rzeczywistością, ze światem, z innymi istotami być, żyć chcemy. Inaczej: granicę tą wyznacza sama Rzeczywistość, sama natura, w tym prawdziwa, "nieskażona abstraktami, wymysłami" natura człowieka...


I to jest dobra rada :* .... przede wszystkim, na początek trzeba zwolnić, przestać się śpieszyć - żyjąc w pośpiechu niczego się nie dostrzega, własnych prawdziwych potrzeb zwłaszcza.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
i takie funkjonowanie ludzi nie popchnęłoby cywilizacji za bardzo do przodu
"Popchnęłoby"! Tylko w innym kierunku trochę- jeszcze lepszym.:) Teraz tutaj tego nie rozwinę, bo zamierzam napisać o tym osobny wątek p/t "Rozwój, ale jaki?" [Wkrótce zapewne].


Ten temat ma przyszłość ;-P

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
W tych dwóch kwestiach...powiedzmy.. "każdemu wedle jego potrzeb..." i "potrzeba matką wynalazku" ..."potrzeba matką wynalazku"...czyli każdy może mieć inne potrzeby (większe lub mniejsze, jedni potrzebują zjeść kupę mięsa, inni bułkę z bananem) ; no i czy wynalazek, jego zastosowanie, już nie przekracza tych wystarczających potrzeb?
"każdemu wedle jego potrzeb..."- dokładnie! Przy czym, każdy głównie sam stara się o ich realizację, zaspokajanie... "potrzeba matką wynalazku"- ano, tak... "czyli każdy może mieć inne potrzeby (większe lub mniejsze, jedni potrzebują zjeść kupę mięsa, inni bułkę z bananem)"- no, i? co z tego? Poza tym, w tym właśnie jest nierozpoznanie pragnienia, od potrzeby. Naprawdę mało jest ludzi z takimi zaburzeniami metabolizmu, trawienia, którzy NAPRAWDĘ potrzebują jeść wielkie ilości mięsa. To już są czyjeś wymysły, czyli pragnienia ponad miarę. Ktoś tylko wymyśla sobie, że chce żreć tyle mięsiwa- wcale NIE POTRZEBUJĄC TEGO!
"czy wynalazek, jego zastosowanie, już nie przekracza tych wystarczających potrzeb?" Dość często przekracza; dlatego nie powinno się go używać, bo to komuś niczego nie przydaje tak naprawdę, a innym odbiera, choćby przyrodzie [nie tylko drugiemu człowiekowi]. Ale nie chodzi w tym o to, by nie było wynalazków, postępu- również materialnego. Chodzi o zrównoważony rozwój materialny, ale także- a nawet przede wszystkim- mentalny...
A przede wszystkim- znowu- chodzi o to, czy dany wynalazek jest NAPRAWDĘ POTRZEBNY LUDZIOM- nie tylko dla zaspokojenia czyjegoś wymysłu, że np. chce "duży, pięćdziesięcioletni chłopczyk" mieć nową, lepszą "zabawkę", czyli np. kolejny super-sportowy samochód. Po co mu on?! Żeby prędzej zabić siebie oraz inne istoty ewentualnie??


Ogólnie się zgodzę, ale..:think: jeśli ktoś chce być sportowcem, np. sztangistą, który, aby jego mięśnie miały moc, musi zjadać duże ilości mięsa, dużo większe niż normalnie potrzeba człowiekowi - czy takie pragnienie(bycia sztangistą) jest potrzebne, czy nie jest? Czy jest mniej potrzebne niż bycie np. kierowcą autobusu, bez względu na użyteczność... bo to chyba coś innego niż sam wymysł, żeby zjadać wielkie porcje mięsiwa.
Z wynalazków, są rzeczy pożyteczne i zabawki. Jedne są po to, by czerpać z nich pożytek i robić rzeczy użyteczne, potrzebne, łatwiej i szybciej, by nam zostało więcej czasu na np. medytację :wink:, czytanie książki, chwilę z kimś kogo się kocha....
Drugie służą do zabawy ...np. po tej pracy ;-P Czy jakaś zabawa(zabawka) nie jest też człowiekowi potrzebna do życia? Czy życie nie moze być i ciut zabawne, czy to coś złego, to "ciut"?


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
To dziwne, że człowiek, w końcu istota świadoma i rozumna i jakoś moralnie, religijnie ukształtowana ma z tym problem, podczas, gdy w świecie zwierząt jakieś nierealne pragnienia niemal nie występują.
To nie dziwne wcale, jeśli się weźmie pod uwagę, czym jest człowiek, jaka jest ludzka psychika w porównaniu ze zwierzęcymi; jak funkcjonuje mentalnie, psychicznie w porównaniu do zwierząt np...


Wszystkiemu winna ta ludzka wyobraźnia ...czy zatem brak nierealnych pragnień, a co za tym idzie i nie obserwowaniu jakiejś formy ich realizacji u zwierząt, może być dobrym dowodem na to, iż zwierzęta nie wyobrażają sobie niczego?


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Często, ostatnio zwłaszcza myślałam nad tym, iż nasza skłonność do pragnienia i gromadzenia dóbr wszelkich ze zdobyczami kultury, wiedzą etc. ..co czynimi często z myślą o kolejnych pokoleniach, o rozwoju cywilizacji, oraz dziedziczenie tego jest tym co buduje cywilizację, ale jest i pierwszym czynnikiem, który obraca się przeciwko człowiekowi i tejże samej cywilizacji ludzkiej.
Rozwój i cywilizacja- tak, owszem! Ale jaki, jaka??:think: Raczej nie taka, jaką mamy- bo, chociaż ta aż tak straszna też nie jest, może być jednak inna od wieloma względami, znacznie lepsza. Będę o tym pisał w wątku "Rozwój, ale jaki?"
Cytat:
Zwierzęta niczego nie dziedziczą, może poza jakąś pamięcią genetyczną, czasem mrowiskiem, siecią korytarzy podziemnych, czy barcią...i to taka domena istot żywych tworzących jakieś "społeczeństwa" - inne żyją z dnia na dzień, z jednej na drugą porę roku, nie tworząc czegoś dla kolejnych pokoleń, żyjąc zgodnie z bieżącymi potrzebami i przekazując ten żar życia dalej. Czy to oznacza, ze one powinny być dla nas wzorem do naśladowania?..
Nie; tzn. w pewnym stopniu tak, ale tylko w pewnym. Skoro mamy wytworzone, posiadamy predyspozycje, możliwości pełniejsze, większe, jakby lepsze, niż pozostałe zwierzęta, to nie byłoby raczej słuszne, rozsądne je "zablokować", nie używać ich. Ale używać mądrze, tzn. dla zrównoważonego rozwoju, prawidłowego! A jaki to jest rozwój prawidłowy? Znów nie będę się o tym tu rozpisywał, bo odsyłam do [jeszcze nieopublikowanego, ale wkrótce;-P] wątku "Rozwój, ale jaki?"
Dodam jedynie, jako pewne "naprowadzenie", że sama/sami zastanówcie się, czego tak naprawdę chcielibyście dla siebie, swoich dzieci, przyszłych pokoleń, ludzkości..?


Ostatnio był taki mem, iż najważniejsi politycy w Europie nie posiadają dzieci i to nie rokuje dobrze Europie :( ... nie, żebym dyskredytowała jakoś osoby bezdzietne :nie: ale w związku z powyższym - ludzie nie posiadający dzieci, jakoś rzadziej wybiegają w przyszłość dalszą niż własna...chyba, że przejmują się losem innych bardziej niż swoim, ale takich altruistów ze świecą szukać... o, np. trzeba by z tą świecą trafić na Sfinię ;-P bo w wielkiej polityce, to marne na to szanse są :mrgreen:

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Pragnienie drugiej osoby normalnie powinno wynikać z obdarzenia jej uczuciem, inne przyczyczyny (np. sam popęd płciowy) na razie pomińmy.
Uczuciem jakim, czyli czym konkretnie? Co miałoby owo uczucie oznaczać, skąd się brać, jak się tworzyć?..


Konkretnie miłością...a jak się zaczyna?...bardzo różnie. Na początku jednak musi ktoś istnieć realnie, bo nawet zakochując się tylko w jakiejś wyobrażonej osobie (co jest możliwe), nie bierzemy jej znikąd - wyobrażając sobie, przetwarzamy tylko to, co już poznaliśmy (w myśl tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej). A w realnej już relacji jest wysyłanie sygnałów (kurcze...:think: nie mogę sobie przypomnieć jak dokładnie to Piotr określił ) i odbieranie ich .. przetwarzanie i reakcja na nie. To tylko taki mało romantyczny wstępny schemat :wink: w którym ważną rolę odgrywają właśnie nasze potrzeby, pragnienia, wzorce, wrażliwość na jakiś rodzaj piękna, a także jakiś szczególny splot okoliczności.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Sama miłość zawsze jest dobra, bez względu na to kogo nią obdarzymy, złe mogą być oczekiwania, działania, czy tylko pragnienia właśnie skierowane w stronę niewłaściwej osoby, mimo, że niezrealizowane, ale samo uczucie nigdy.
Trochę tak, a trochę nie tak... Chodziło mi tam przede wszystkim właśnie o skutki działań [również powstrzymywania się od działań] w wyniku pragnień, które można także nazywać miłością [jakiegoś rodzaju]. Tak sytuacja, gdy ktoś kogoś pragnie, ale powstrzymuje się przed "realizowaniem" tego, rzadko jest dobra. To zależy jeszcze od całego kontekstu uczuciowego, emocjonalnego, również rozumowego- czyli od nastawienia tej osoby "nieszczęśliwie zakochanej" do tego uczucia swego. Ale dość często bywa tak, że takie poniekąd niemożliwe do zrealizowania pragnienie skutkuje "rozchwianiem mentalnym", niestabilnością psychiki danej osoby, a nawet dalszymi tego konsekwencjami...


Miłość popycha nas do działania ..i to jest dobre, choćby i nie była jakoś fortunnie ukierunkowana. Może być tak, że zrobimy krok do przodu w kierunku danej osoby i ona, w reakcji na to również "się przybliży" do nas...może też zignorować lub zrobić krok do tyłu, bo nie jest zainteresowana, wolna, gotowa i tym samym daje nam sygnał, że to nie ma szans lub, że ma niewielkie. Wówczas, w zamian za nasze podjęte działanie, otrzymujemy jakieś "wiadome" - coś, co pozwala nam układać kolejne równania lub zakończyć zadanie zanim się bardziej zaplączemy w niewiadome.
Czym innym jest miłość, o której z góry wiadomo, iż nie będzie spełniona...np. jeśli, co przecież się zdarza, obiektem uczuć jest jakaś osoba zupełnie nam niedostępna...np.jakaś gwiazda, postać fikcyjna lub np.nieżyjąca już...tu chodzi bardziej o fascynację postacią, jej cechami, przyjęcie ich do tego naszego wzorca, a także fantazje, które dają namiastkę tego spełnienia - niż o jakieś realne oczekiwania.....

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
nieszczęście zakochania wynika właśnie z pragnienia spełnienia, takiego egoistycznego pragnienia ...nie możemy mieć tego, czego pragniemy, więc popadamy w nieszczęście i inne stany z tym związane. A przecież miłość jest czymś samym w sobie już wspaniałym, wyjątkowym, możliwość jej odczuwania jest wartością samą w sobie, ubogaca nas nawet niespełniona, czy w obliczu braku jakiejkolwiek możliwości zbudowania na niej trwałego związku. Taka miłość prędzej, czy później przeminie, robiąc miejsce jakiejś następnej. Powinniśmy traktować ją jako szansę i dar dla nas samych przede wszystkim.
Jeśli tak do tego podchodzić, to..bardzo fajnie!:) Tylko drobna uwaga: Nie zawsze taka miłość przemija, albo przynajmniej nie "na czas"...


Zależy jak była dla nas ważna, jak silna ..czasem może nie przeminąć nigdy, mimo że nie była spełniona i być tą naszą ostatnią..a czasem może też "egzystować" jednocześnie lec na nieco innym poziomie z tą np. już spełnioną. Z tym "na czas" ...to bywa i tak, że jedna miłość nie wyklucza drugiej i nie powinna też na siłę odbierać jej przestrzeni do życia, ani czasu... tu jednak ważne są szanse powodzenia i priorytety...dobrze jest o tym trochę pomyśleć, o tym właśnie, czego potrzebujemy, co nam wystarcza, czy bylibyśmy gotowi coś stracić, albo chcieli coś "zyskać", zanim jakaś dobra szansa przemknie nam przed nosem.

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Nawet jeśli dziś ludzie się kochają, szanują się i wspierają, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Małżeństwa nawet początkowo udane, opierające się na wartościach, o których była mowa, psują się, rozpadają, nie wytrzymują próby czasu, ani napotkanych trudności...
A wiesz dlaczego najczęściej? Znowu z powodu nieodpowiednich pragnień, nieadekwatnych oczekiwań! Straszne te pragnienia- jak już napisałem- właściwie to samo zło!..:fuj:


Dokładnie... i przyprawione egoizmem, ale i altruizmem też.

Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Mi chodziło głównie o te etykietki...o tę selekcję - to dziecko lepsze, a to gorsze...
Co jest przyczyną takiej [czy innej selekcji]?? ZNOWU PRAGNIENIA, POPIEPRZONE OCZEKIWANIA, BY SIĘ WYRÓŻNIAĆ POPRZEZ UMNIEJSZANIE ZNACZENIA, WARTOŚCI INNYCH!
Samo zło, te pragnienia!
W końcu zaczynasz rozumieć, dlaczego buddowie [a także Chrystus m. in. jeszcze (W sumie Chrystus był z pewnością jednym z buddów, a może i kimś więcej...)] mówią o wyciszaniu, wyrzekaniu się pragnień?! To nie powód od żadnej stagnacji, czy depresji- tym bardziej!
Coś [ci] zacytuje jeszcze: "Taoizm mówi o harmonii z dao, która przejawia się w wu wei (działaniu bez wysiłku). Taoizm nie wspomina wprost o oświeceniu, jednak opisy mędrca taoistycznego przypominają opisy arhata z theravady, a wu wei przypomina jedność z wszechświatem znaną z buddyjskiego oświecenia." (Podkreślenie moje.)
:)


Tak... ale też nie do końca samo zło. W przypadku kiedy np. ktoś się nam podoba, chcemy się wyróżniać, aby zwrócić na siebie uwagę ..nie czynimy tego po to, by pomniejszać znaczenie innych, nie umniejszamy nikomu, a przynajmniej nie na tym powinno to polegać :nie: (no, może trochę walczymy z konkurencją :wink: ) ... ale to my sami zdobywamy się na coś więcej niż inni - to jest ten dobry krok do przodu, bez pragnienia nie zostałby wykonany, nie zdobylibyśmy się na większy ponad normalny "wysiłek" czy starania...a i tak bierzemy tylko to, co przeznaczone dla nas, nie odbierając nikomu jego szansy...czyli wedle naszych potrzeb.




Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
na pytanie czy wolałoby żyć, czy nie żyć, zawsze odpowie, że woli żyć.
Jeszcze mniejsze nie wie, co to oznacza "żyć", a przynajmniej nie potrafi tego wyrazić. Ono po prostu jest, bo/i taka jest Prawda.:)


Niech Ci będzie, zgodnie z Prawdą ;-P


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Czyli to są te czynniki najważniejsze cementujące związek i czyniące z niego dobre "środowisko" do wychowania dzieci. W małżeństwie może ich zabraknąć i dupa blada, że współżycie było legalne i usankcjonowane przed Bogiem oraz w obliczu prawa.
Ano!
Cytat:
Tu jest jeszcze taki aspekt... jeśli nasze pragnienia powinny być zgodne z potrzebami, czym zatem jest pragnienie się tych małżonków? ..czym innym niż dwojga kochających się ludzi nie będących w związku małżeńskim? ... Pijemy, kiedy nam się chce pić..i potem się nie chce, jemy kiedy jesteśmy głodni i przestajemy odczuwać głód... współżyjemy, żeby zaspokoić pragnienia, dla obopólnej przyjemności, podtrzymania związku ..(?)...no właśnie i tu jest problem ... jakie pragnienia? bo jeśli współżycie prowadzi do zapłodnienia..to co jest tego właściwym celem? I czy jedne potrzeby są tutaj ponad innymi?
Jeśli kochacie się w sensie fizycznym i jednocześnie psychicznym PROPORCJONALNIE DO TEGO ILE I JAK NAPRAWDĘ POTRZEBUJECIE, TO NIC ZŁEGO Z TEGO NIE WYNIKNIE, bo nawet, jeśli będzie z tego dziecko, to potrzebne wam, którego naprawdę potrzebujecie- czyli kochać będziecie.:)
Ponadto przecież zaspokojenie, satysfakcja seksualna nie polega tylko na, nie bierze się wyłącznie ze spółkowania...:wink:


Ano pewnie, że tak ...a zdaniem buddy, na czym jeszcze polega, z czego jeszcze się bierze?

Piotr Rokubungi napisał:

Tako "rzekłem" ja- budda; a raczej to Prawda "przemówiła" przeze mnie.:wink: :serce:


:szacunek: ... :* .. :serce:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Wto 12:49, 16 Maj 2017, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:09, 16 Maj 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
@ Michał D.: Nie przeczytałem całego twego wpisu powyższego, bo..nie chało mi się znowu.;-P Ale już po przeczytaniu kilkunastu pierwszych zdań z niego zauważyłem, że sporo tekstu, a niewiele w nim treści- jak to dość często w twoich wpisach; m. in. dlatego nie bardzo chce mi się je całe czytać; no, i jeszcze powtarzasz się.;-P

Więc odnośnie tego, co tam napisałeś oraz bardziej ogólnie zapytam tyko: Lepiej mieć poglądy, przekonania, które żyć pomagają, czy takie, które przeszkadzają w życiu?? W odpowiedzi na to pytanie "kryje się" rozwiązanie kwestii, które są lepsze!

No więc właśnie z powodu, który tu wskazałeś, polecałbym, abyś przeczytał jednak, co tam wyżej napisałem. W moim przekonaniu opisane rozumowanie jest w stanie wielu osobom oszczędzić całej masy rozczarowań. Bo naprawdę kiepsko jest walczyć o coś, męczyć się, atakować problem, którego - jak się bliżej sprawie przyjrzeć - wcale nie ma! Bo w istocie wcale nie chcemy osiągać tego celu, który, pozornie, jest taki ważny i cenny do osiągnięcia.
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.
Logikę można sobie "wysmażyć", wy-konfabulować właściwie każdą. Z tak idiotycznymi przykładami, jak "filozofia" Jana Lewandowskiego, dla którego przyszłości nie można nadać żadnego prawdopodobieństwa, żadnej przewidywalności; a jednak "zakłamaniec" jeździ do pracy w to samo miejsce i do domu wraca swego również w to samo miejsce, chociaż wmawia niby, że nigdy nie wiadomo, co będzie za moment w danym miejscu; albo z debilizmem "algebry Kubusia", w której, jeśli ktoś widzi chmurę, to NA PEWNO będzie padać deszcz, albo KAŻDA obiecanka jest bezwarunkowo spełniona.:fuj:
Więc nie tyle nie należy stawiać za cele sobie rzeczy "logicznie bezsensownych", ile raczej takich, które są nierzeczywiste... Chociaż niekiedy- gdy używamy "poprawnej empirycznie" logiki- idzie to w parze wówczas.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:11, 16 Maj 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.
Owszem, ale tylko jesli pragniesz zycia w stanie striving czyli pogoni za wiatrakami. Ja wole zdac sie na Boga/Tao/Allaha/etc. "nie czynic nic I nie pozostawic nieczego nie wykonanym", bo to jest zycie jak jezdzenie samochodem, ktorego paliwem jest powietrze, za ktore jeszcze nie musimy placic - chociaz jakosc powietrza to juz inny I kosztowny temat :)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:22, 16 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.
Owszem, ale tylko jesli pragniesz zycia w stanie striving czyli pogoni za wiatrakami. Ja wole zdac sie na Boga/Tao/Allaha/etc. "nie czynic nic I nie pozostawic nieczego nie wykonanym", bo to jest zycie jak jezdzenie samochodem, ktorego paliwem jest powietrze, za ktore jeszcze nie musimy placic - chociaz jakosc powietrza to juz inny I kosztowny temat :)

Nie wiem czym konkretnie ostatecznie miałaby się objawić propagowana przez Ciebie postawa. Gdybym to wiedział, jak ten ogólny postulat przemieniasz w konkrety, to bym może potrafił ocenić, czy się z Tobą zgadzam, czy też nie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:11, 16 Maj 2017    Temat postu:

@ JanelleL.:
Cytat:
jeśli ktoś chce być sportowcem, np. sztangistą, który, aby jego mięśnie miały moc, musi zjadać duże ilości mięsa, dużo większe niż normalnie potrzeba człowiekowi - czy takie pragnienie(bycia sztangistą) jest potrzebne, czy nie jest?
Po pierwsze, źródłem białka dla budowy mięśni wcale nie musi być mięso- tym bardziej nie czerwone. Niby jest łatwiej, gdy "się wpieprza" np. dużo kurczaków, które już same zawierają sterydy, ale jeszcze lepsze są białka jaj, serwatki, ryb, nawet roślin strączkowych; nieco o tym wiem, bo kiedyś się interesowałem kulturystyką amatorsko- nawet trenowałem trochę.:wink:
Po drugie- ważniejsze- dlaczego ktoś chce być sztangistą? Czy wynika to z jego prawdziwej potrzeby bycia sobą, czyli czy taka jest jego natura, Prawda? Czy raczej jest to "sztuczne" pragnienie "pokazania" komuś, sobie, dyktowane głównie chęcią rywalizowania, wywyższenia się w danej dyscyplinie?..
Cytat:
Czy jest mniej potrzebne niż bycie np. kierowcą autobusu, bez względu na użyteczność... bo to chyba coś innego niż sam wymysł, żeby zjadać wielkie porcje mięsiwa.
Każdy człowiek i jego działania są potrzebne- najbardziej, gdy są w zgodzie z jego indywidualną naturą, prawdziwą osobowością; wtedy są najefektywniejsze również.
Cytat:
Z wynalazków, są rzeczy pożyteczne i zabawki. Jedne są po to, by czerpać z nich pożytek i robić rzeczy użyteczne, potrzebne, łatwiej i szybciej, by nam zostało więcej czasu na np. medytację.
Niektóre nie są używane do czynienia użytecznego ani potrzebnego. Łatwiej ani szybciej- nie oznacza, że lepiej; raczej odwrotnie . Medytacja, to nie tylko siedzenie np.; pełna, prawdziwa medytacja polega również na byciu uważnym w każdej, nawet najbardziej "automatycznej" czynności i dostrzeganiu w tym własnego znaczenia dla świata- znaczenia, wartości własnego postępowania...
Cytat:
czytanie książki, chwilę z kimś kogo się kocha
To też jest medytacja- szczególnie, gdy czyni się to "pełnią prawdziwego ja"...
Cytat:
Czy jakaś zabawa(zabawka) nie jest też człowiekowi potrzebna do życia? Czy życie nie moze być i ciut zabawne, czy to coś złego, to "ciut"?
Życie jest na tyle np. zabawne, na ile się tak uważa. Praca też może być zabawna; bardzo dobrze, gdy się ją tak postrzega...
Cytat:
Wszystkiemu winna ta ludzka wyobraźnia...
"Winna" albo bardzo rozwijająca. Wszystko zachodzi dlatego, że ma swoje przeciwieństwo. Dao, dzięki yin oraz yang tworzy wu wei... (Poczytaj o taoizmie.):)
Cytat:
czy zatem brak nierealnych pragnień, a co za tym idzie i nie obserwowaniu jakiejś formy ich realizacji u zwierząt, może być dobrym dowodem na to, iż zwierzęta nie wyobrażają sobie niczego?
U np. ssaków naczelnych- ale nie tylko- poznane zostały przejawy behawioralne podejmowania decyzji rozumowych, a nawet planowania... Ale- przede wszystkim- brak rozpoznania czegoś w zachowaniu nie świadczy stanowczo o niezachodzeniu tego "wewnętrznie", np. w psychikach zwierząt. A nawet w szerszym, bardzo ogólnym kontekście: To, że człowiek czegoś tam nie rozpoznaje [nie obserwuje- niech będzie] nie oznacza, że coś tam nie zachodzi.
Od strony filozoficznej i logicznej opisałem to w wątku "Problem znaczenia nic i powiązany problem braku istnienia". A "wyrazem" tego w Hipotezie Wszystkiego jest pojecie "będzlenie".
Cytat:
ludzie nie posiadający dzieci, jakoś rzadziej wybiegają w przyszłość dalszą niż własna
Kontynuacja istnienia gatunku jest konieczna dla możliwości jego ewolucji.
Cytat:
Konkretnie miłością.
A co to jest miłość?..
Cytat:
A w realnej już relacji jest wysyłanie sygnałów (kurcze... nie mogę sobie przypomnieć jak dokładnie to Piotr określił)
Ja też nie...:shock: ;-P
Cytat:
Miłość popycha nas do działania ..i to jest dobre, choćby i nie była jakoś fortunnie ukierunkowana.
Każde działanie jest dobre???:shock:
Cytat:
Wówczas, w zamian za nasze podjęte działanie, otrzymujemy jakieś "wiadome" - coś, co pozwala nam układać kolejne równania lub zakończyć zadanie zanim się bardziej zaplączemy w niewiadome.
Nierzadko bywa inaczej, nawet przeciwnie, niż to w tym zdaniu napisałaś...
Cytat:
Czym innym jest miłość, o której z góry wiadomo, iż nie będzie spełniona...np. jeśli, co przecież się zdarza, obiektem uczuć jest jakaś osoba zupełnie nam niedostępna...np.jakaś gwiazda, postać fikcyjna lub np.nieżyjąca już...tu chodzi bardziej o fascynację postacią, jej cechami, przyjęcie ich do tego naszego wzorca, a także fantazje, które dają namiastkę tego spełnienia - niż o jakieś realne oczekiwania...
Czy ja wiem?.. Co fajnego, ciekawego w np. obszczywaniu chodników przez oszołomione fanki Justina Bibera??.:shock: :mrgreen: ;-P
Cytat:
Zależy jak była dla nas ważna, jak silna ..czasem może nie przeminąć nigdy, mimo że nie była spełniona i być tą naszą ostatnią..a czasem może też "egzystować" jednocześnie lec na nieco innym poziomie z tą np. już spełnioną. Z tym "na czas" ...to bywa i tak, że jedna miłość nie wyklucza drugiej i nie powinna też na siłę odbierać jej przestrzeni do życia, ani czasu... tu jednak ważne są szanse powodzenia i priorytety...dobrze jest o tym trochę pomyśleć, o tym właśnie, czego potrzebujemy, co nam wystarcza, czy bylibyśmy gotowi coś stracić, albo chcieli coś "zyskać", zanim jakaś dobra szansa przemknie nam przed nosem.
Szanse, szanse... Każdy sam jest swoją najlepszą szansą; lecz mało kto potrafi ją odpowiednio, prawidłowo i skutecznie wykorzystać [dla szczęścia świata, w tym własnego również, oczywiście]...
Cytat:
Dokładnie... i przyprawione egoizmem, ale i altruizmem też.
Ale mieszasz! Nadal nie za bardzo rozumiesz temat.;-P Te "z altruizmem" też są straszne?? I które to są te właśnie?
Cytat:
W przypadku kiedy np. ktoś się nam podoba, chcemy się wyróżniać, aby zwrócić na siebie uwagę ..nie czynimy tego po to, by pomniejszać znaczenie innych, nie umniejszamy nikomu, a przynajmniej nie na tym powinno to polegać (no, może trochę walczymy z konkurencją)
Gdy udajemy, nie jesteśmy sobą, to robimy "pajaca" z siebie, za przeproszeniem...
Cytat:
ale to my sami zdobywamy się na coś więcej niż inni - to jest ten dobry krok do przodu, bez pragnienia nie zostałby wykonany, nie zdobylibyśmy się na większy ponad normalny "wysiłek" czy starania
Zazwyczaj krótkotrwale i "na pokaz"; a, gdy pragnienie nie zostaje zrealizowane, zwiększa to jeszcze frustrację...
Cytat:
a i tak bierzemy tylko to, co przeznaczone dla nas, nie odbierając nikomu jego szansy...czyli wedle naszych potrzeb.
:shock:A skąd niby wiesz, że to dla ciebie akurat "przeznaczone"?? A co, gdy inni pragną tego samego??
Oby tylko wedle potrzeb!..
Cytat:
a zdaniem buddy, na czym jeszcze polega, z czego jeszcze się bierze?
O co pytasz?- o satysfakcję seksualną? Stąd, skąd wszystkie wrażenia, czyli z psychiki. A wywoływana może być na bardzo wiele sposobów. (Poczytaj np. Kamasutrę.:wink:)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6515
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 3:34, 17 Maj 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.
Owszem, ale tylko jesli pragniesz zycia w stanie striving czyli pogoni za wiatrakami. Ja wole zdac sie na Boga/Tao/Allaha/etc. "nie czynic nic I nie pozostawic nieczego nie wykonanym", bo to jest zycie jak jezdzenie samochodem, ktorego paliwem jest powietrze, za ktore jeszcze nie musimy placic - chociaz jakosc powietrza to juz inny I kosztowny temat :)

Nie wiem czym konkretnie ostatecznie miałaby się objawić propagowana przez Ciebie postawa. Gdybym to wiedział, jak ten ogólny postulat przemieniasz w konkrety, to bym może potrafił ocenić, czy się z Tobą zgadzam, czy też nie.
Zufaniem, Michal :)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:13, 17 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Warto w życiu ustalić, co naprawdę chcemy osiągać, bo rzeczy logicznie bezsensownych nie warto jest osiągać w ogóle, bo nawet jeśli coś w tym zakresie "osiągniemy" to ostatecznie i tak nie będziemy z tego zadowoleni.
Owszem, ale tylko jesli pragniesz zycia w stanie striving czyli pogoni za wiatrakami. Ja wole zdac sie na Boga/Tao/Allaha/etc. "nie czynic nic I nie pozostawic nieczego nie wykonanym", bo to jest zycie jak jezdzenie samochodem, ktorego paliwem jest powietrze, za ktore jeszcze nie musimy placic - chociaz jakosc powietrza to juz inny I kosztowny temat :)

Nie wiem czym konkretnie ostatecznie miałaby się objawić propagowana przez Ciebie postawa. Gdybym to wiedział, jak ten ogólny postulat przemieniasz w konkrety, to bym może potrafił ocenić, czy się z Tobą zgadzam, czy też nie.
Zufaniem, Michal :)

Zaufaniem, ŻE CO?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 7:33, 18 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ JanelleL.:
Cytat:
jeśli ktoś chce być sportowcem, np. sztangistą, który, aby jego mięśnie miały moc, musi zjadać duże ilości mięsa, dużo większe niż normalnie potrzeba człowiekowi - czy takie pragnienie(bycia sztangistą) jest potrzebne, czy nie jest?
Po pierwsze, źródłem białka dla budowy mięśni wcale nie musi być mięso- tym bardziej nie czerwone. Niby jest łatwiej, gdy "się wpieprza" np. dużo kurczaków, które już same zawierają sterydy, ale jeszcze lepsze są białka jaj, serwatki, ryb, nawet roślin strączkowych; nieco o tym wiem, bo kiedyś się interesowałem kulturystyką amatorsko- nawet trenowałem trochę.:wink:
Po drugie- ważniejsze- dlaczego ktoś chce być sztangistą? Czy wynika to z jego prawdziwej potrzeby bycia sobą, czyli czy taka jest jego natura, Prawda? Czy raczej jest to "sztuczne" pragnienie "pokazania" komuś, sobie, dyktowane głównie chęcią rywalizowania, wywyższenia się w danej dyscyplinie?..


A jaka jest różnica czy dużo takiego, czy innego rodzaju białka? Czy dużo mięsa, czy dużo innych produktów, pochodzenia roślinnego - tak, czy siak będzie to dużo więcej niż "ustawa przewiduje", bo że nie przykłada się w ten sposób własnej cegiełki do zabijania zwierząt to wiadomo, ale z nadmiernej eksploatacji ziemi, zatruwania jej środkami ochrony roślin już nie każdy sobie zdaje sprawę. Poza tm jeden rodzaj białka nie jest równy drugiemu, są i tacy, którzy zjadają ludzkie białko :->
Za wiele pożytku z tego sztangisty niby nie ma, ale kiedy trzeba coś podnieść, przenieść, wnieść już jest ;-P .........gdyby nie było maszyn, ludzie musieliby w dużo większym stopniu wykorzystywać siłę swoich mięśni. Obecnie, dla wielu to tylko fanaberia, ale kiedyś siła ludzkich mięśni w parze z siłą umysłu była kluczowa dla przetrwania i rozwoju. Teraz są podnośniki, ale i kalkulatory, komputery też... umiejętność liczenia też może być tylko fanaberią.... do czasu aż nie pierdykną te zdobycze cywilizacji.
A kulturystyka ;-P .... jak z etymologią tego słowa?


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Czy jest mniej potrzebne niż bycie np. kierowcą autobusu, bez względu na użyteczność... bo to chyba coś innego niż sam wymysł, żeby zjadać wielkie porcje mięsiwa.
Każdy człowiek i jego działania są potrzebne- najbard, być atrakcyjnymziej, gdy są w zgodzie z jego indywidualną naturą, prawdziwą osobowością; wtedy są najefektywniejsze również.


Jakkolwiek zatem... czy po to by mieć moc, dla sukcesów sportowych, pieniędzy, sławy, by być atrakcyjnym seksualnie itd..i w jakiej kolejności ułożone to wszystko w piramidzie ważności, określą prawdziwe pobudki dla bycia tym przykładowym sztangistą, czyli i potrzeby.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Z wynalazków, są rzeczy pożyteczne i zabawki. Jedne są po to, by czerpać z nich pożytek i robić rzeczy użyteczne, potrzebne, łatwiej i szybciej, by nam zostało więcej czasu na np. medytację.
Niektóre nie są używane do czynienia użytecznego ani potrzebnego. Łatwiej ani szybciej- nie oznacza, że lepiej; raczej odwrotnie . Medytacja, to nie tylko siedzenie np.; pełna, prawdziwa medytacja polega również na byciu uważnym w każdej, nawet najbardziej "automatycznej" czynności i dostrzeganiu w tym własnego znaczenia dla świata- znaczenia, wartości własnego postępowania...

Cytat:
czytanie książki, chwilę z kimś kogo się kocha
To też jest medytacja- szczególnie, gdy czyni się to "pełnią prawdziwego ja"...


Monotonna, powtarzająca się praca też może być jakiegoś rodzaju transem, jeśli dodamy do tego nieco innych, duchowych treści.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Czy jakaś zabawa(zabawka) nie jest też człowiekowi potrzebna do życia? Czy życie nie moze być i ciut zabawne, czy to coś złego, to "ciut"?
Życie jest na tyle np. zabawne, na ile się tak uważa. Praca też może być zabawna; bardzo dobrze, gdy się ją tak postrzega...


Jest wiele nudnych zajęć, wykonywanych zwykle z konieczności... ale w sumie, tak - nawet taka praca może być na tyle nudna/na tyle ciekawana na ile się tak uważa, czy chce - powtarzając wciąż te same, monotonne zajęcia, robimy to niemal automatycznie, w niewielkim stopniu angażując mózg.. i można to tak zostawić ..albo np. uaktywnić umysł do działania, wykorzystać te możliwości .... na coś takiego przy wykonywaniu ciekawej, absorbującej naszą ciekawość i uwagę pracy nie ma szans.... bo przecież .."Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości" :)


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Wszystkiemu winna ta ludzka wyobraźnia...
"Winna" albo bardzo rozwijająca. Wszystko zachodzi dlatego, że ma swoje przeciwieństwo. Dao, dzięki yin oraz yang tworzy wu wei... (Poczytaj o taoizmie.):)


"Winna" powinno być z :wink: ...pewnie, że rozwijająca :)
Wszystko zachodzi dlatego, ze ma swoje przeciwieństwo? :think: .... ciekawe - czyli, że na jednym "końcu" np. jest jakby "wszystko", a na drugim "nic"? :shock:



Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
czy zatem brak nierealnych pragnień, a co za tym idzie i nie obserwowaniu jakiejś formy ich realizacji u zwierząt, może być dobrym dowodem na to, iż zwierzęta nie wyobrażają sobie niczego?
U np. ssaków naczelnych- ale nie tylko- poznane zostały przejawy behawioralne podejmowania decyzji rozumowych, a nawet planowania... Ale- przede wszystkim- brak rozpoznania czegoś w zachowaniu nie świadczy stanowczo o niezachodzeniu tego "wewnętrznie", np. w psychikach zwierząt. A nawet w szerszym, bardzo ogólnym kontekście: To, że człowiek czegoś tam nie rozpoznaje [nie obserwuje- niech będzie] nie oznacza, że coś tam nie zachodzi.
Od strony filozoficznej i logicznej opisałem to w wątku "Problem znaczenia nic i powiązany problem braku istnienia". A "wyrazem" tego w Hipotezie Wszystkiego jest pojecie "będzlenie".


"Brak dowodu nie jest dowodem na brak" wszak... brak obserwacji jest tylko dowodem na nie zachodzenie czegoś w danej przestrzeni, lub nie powodowania naocznych, obserwowalnych skutków.
Jakoś zapamiętałam to jako będzlowanie - ale to "będzlenie" - samo pojęcie, słowo z czego Piotrowi wynikło? skąd się wzięło? Tematy odwiedzam(ew.odwiedzę) jak najbardziej :*


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
ludzie nie posiadający dzieci, jakoś rzadziej wybiegają w przyszłość dalszą niż własna
Kontynuacja istnienia gatunku jest konieczna dla możliwości jego ewolucji.
Cytat:
Konkretnie miłością.
A co to jest miłość?..


Skoro jest konkretnie kontynuacją istnienia gatunku konieczną dla możliwości jego ewolucji...to miłość jest takim czymś, co przepełnia cały wciąż odradzający się świat :shock: ... nie tylko ludzi wynika z tego. ;-P
...O! np na pustyni i na biegunach jest najmniej miłości :wink:


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
A w realnej już relacji jest wysyłanie sygnałów (kurcze... nie mogę sobie przypomnieć jak dokładnie to Piotr określił)
Ja też nie...:shock: ;-P
I co teraz? :( ech......skleroza.



Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Miłość popycha nas do działania ..i to jest dobre, choćby i nie była jakoś fortunnie ukierunkowana.
Każde działanie jest dobre???:shock:
Cytat:
Wówczas, w zamian za nasze podjęte działanie, otrzymujemy jakieś "wiadome" - coś, co pozwala nam układać kolejne równania lub zakończyć zadanie zanim się bardziej zaplączemy w niewiadome.
Nierzadko bywa inaczej, nawet przeciwnie, niż to w tym zdaniu napisałaś...


Bywa....ale dlaczego? Bo podchodzimy do tego jak do jakiejś gry? jakiejś zabawy w podchody np. .... bo nie stać nas na szczerą reakcję w obawie o co? ..i że celowo trzeba zaplątać, utrudnić, wprowadzić niewiadome, a nawet emitować sprzeczne sygnały ...tak? ...aby "zabawa" nie stała się nudna, aby dłużej trwała, a nawet nigdy się nie skończyła? ;-P


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Czym innym jest miłość, o której z góry wiadomo, iż nie będzie spełniona...np. jeśli, co przecież się zdarza, obiektem uczuć jest jakaś osoba zupełnie nam niedostępna...np.jakaś gwiazda, postać fikcyjna lub np.nieżyjąca już...tu chodzi bardziej o fascynację postacią, jej cechami, przyjęcie ich do tego naszego wzorca, a także fantazje, które dają namiastkę tego spełnienia - niż o jakieś realne oczekiwania...
Czy ja wiem?.. Co fajnego, ciekawego w np. obszczywaniu chodników przez oszołomione fanki Justina Bibera??.:shock: :mrgreen: ;-P


Każdy wyraża indywidualnie swoje uczucia, dając tym samym w jakiś sposób o sobie świadectwo - fanki tak robią i to tylko świadczy o nich samych, choć jaka gwiazda takie i fanki :mrgreen: Może to jakiś rodzaj nowopoezji jest ...te ślady moczu na chodnikach :rotfl: ...a fanki Beatlesów? też niczego sobie były :mrgreen: ...problem tu chyba jest w tym zbiorowym oszołomieniu.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Zależy jak była dla nas ważna, jak silna ..czasem może nie przeminąć nigdy, mimo że nie była spełniona i być tą naszą ostatnią..a czasem może też "egzystować" jednocześnie lec na nieco innym poziomie z tą np. już spełnioną. Z tym "na czas" ...to bywa i tak, że jedna miłość nie wyklucza drugiej i nie powinna też na siłę odbierać jej przestrzeni do życia, ani czasu... tu jednak ważne są szanse powodzenia i priorytety...dobrze jest o tym trochę pomyśleć, o tym właśnie, czego potrzebujemy, co nam wystarcza, czy bylibyśmy gotowi coś stracić, albo chcieli coś "zyskać", zanim jakaś dobra szansa przemknie nam przed nosem.
Szanse, szanse... Każdy sam jest swoją najlepszą szansą; lecz mało kto potrafi ją odpowiednio, prawidłowo i skutecznie wykorzystać [dla szczęścia świata, w tym własnego również, oczywiście]...


I ot to! :) ... ale też nie każdy jest tego świadom, tego, że cokolwiek innego jest, jest dlatego, że "ja istnieję" bo ja odbieram .... często postrzega się "ja" jako pył marny, trudno więc przypisać mu mentalnie jakieś wyższe znaczenie, a co za tym idzie i sprawczość.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Dokładnie... i przyprawione egoizmem, ale i altruizmem też.
Ale mieszasz! Nadal nie za bardzo rozumiesz temat.;-P Te "z altruizmem" też są straszne?? I które to są te właśnie?


Może i nie rozumiem ... to niech mi Piotr naświetli kwestię tego altruizmu w związku, jak to wygąda jego zdaniem.
Bo...:think: jakby się tak kierować uznanymi "prawdami" to przeciwieństwa się przyciagają - egoista znajdzie sobie altruistę i odwrotnie ...po czym tak będą na siebie wpływać, iż się znormalizują oboje :) ...czyli jakby jest ok - poza tymi tarciami, albo i dla nich właśnie ;-P


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
W przypadku kiedy np. ktoś się nam podoba, chcemy się wyróżniać, aby zwrócić na siebie uwagę ..nie czynimy tego po to, by pomniejszać znaczenie innych, nie umniejszamy nikomu, a przynajmniej nie na tym powinno to polegać (no, może trochę walczymy z konkurencją)
Gdy udajemy, nie jesteśmy sobą, to robimy "pajaca" z siebie, za przeproszeniem...
Cytat:
ale to my sami zdobywamy się na coś więcej niż inni - to jest ten dobry krok do przodu, bez pragnienia nie zostałby wykonany, nie zdobylibyśmy się na większy ponad normalny "wysiłek" czy starania
Zazwyczaj krótkotrwale i "na pokaz"; a, gdy pragnienie nie zostaje zrealizowane, zwiększa to jeszcze frustrację...


Ja nie mówiłam o udawaniu :nie: jak ktoś udaje, robi z siebie przedstawienie, to cóż... może się skończyć owacją, a może też i klapą - tak czy inaczej kurtyna kiedyś w końcu opada, makijaż się zmywa i widać wtedy tylko prawdziwą twarz.


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
a i tak bierzemy tylko to, co przeznaczone dla nas, nie odbierając nikomu jego szansy...czyli wedle naszych potrzeb.
:shock:A skąd niby wiesz, że to dla ciebie akurat "przeznaczone"?? A co, gdy inni pragną tego samego??
Oby tylko wedle potrzeb!..


Jak to co? wygrywa najlepszy ;-P i wcale nie oznacza, że zawsze ten obiektywnie uznany tym "naj" ;-P... A i trzeba wiedzieć, że od nadmiaru też głowa boli :nie:


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
a zdaniem buddy, na czym jeszcze polega, z czego jeszcze się bierze?
O co pytasz?- o satysfakcję seksualną? Stąd, skąd wszystkie wrażenia, czyli z psychiki. A wywoływana może być na bardzo wiele sposobów. (Poczytaj np. Kamasutrę.:wink:)


...to raczej taki poradnik do gimnastyki ciał jest tylko :mrgreen: :wink: chociaż... w sprawnym ciele sprawny duch ;-P


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 8:19, 18 Maj 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:51, 18 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Sama miłość zawsze jest dobra, bez względu na to kogo nią obdarzymy, złe mogą być oczekiwania, działania, czy tylko pragnienia właśnie skierowane w stronę niewłaściwej osoby, mimo, że niezrealizowane, ale samo uczucie nigdy.
Trochę tak, a trochę nie tak... Chodziło mi tam przede wszystkim właśnie o skutki działań [również powstrzymywania się od działań] w wyniku pragnień, które można także nazywać miłością [jakiegoś rodzaju]. Tak sytuacja, gdy ktoś kogoś pragnie, ale powstrzymuje się przed "realizowaniem" tego, rzadko jest dobra. To zależy jeszcze od całego kontekstu uczuciowego, emocjonalnego, również rozumowego- czyli od nastawienia tej osoby "nieszczęśliwie zakochanej" do tego uczucia swego. Ale dość często bywa tak, że takie poniekąd niemożliwe do zrealizowania pragnienie skutkuje "rozchwianiem mentalnym", niestabilnością psychiki danej osoby, a nawet dalszymi tego konsekwencjami...


Cytat:
Miłość popycha nas do działania ..i to jest dobre, choćby i nie była jakoś fortunnie ukierunkowana.
Każde działanie jest dobre???:shock:


Jeszcze dodam, bo jakoś ominęłam tę odpowiedź - oczywiście, że nie każde :nie: ... na przykład nie jest to dobre, by od razu rzucać się na obiekt swojej miłości :mrgreen: :wink: ..itp.
Dobre działanie, to może być jakieś zasygnalizowanie swojego zainteresowania drugą osobą, chęci bliższego poznania jej ...pozostaniemy bierni, to się nie dowiemy, czy coś z tego może być, czy nie...będziemy sobie pragnąć w próżnię i spalać się zupełnie bez sensu.... Może niektórzy tak lubią lub w przypadku, gdy miłość jest skazana na niespełnienie, o czym już była mowa..to można, pewnie. W innym wypadku przez brak działania robimy przede wszystkim krzywdę sobie samemu..ale również, potencjalnie i tej drugiej osobie, dla której my sami też możemy być szansą na szczęśliwą, spełnioną miłość - czego przecież większość ludzi pragnie.
Jeśli kochamy i to wiąże się z pragnieniem drugiej osoby, dostępnej nam, to bierność rzadko jest dobra...i dalej jak Piotr napisał powyżej ;-P


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 13:06, 18 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:38, 18 Maj 2017    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Każde działanie jest dobre???:shock:


Jeszcze dodam, bo jakoś ominęłam tę odpowiedź - oczywiście, że nie każde :nie: ... na przykład nie jest to dobre, by od razu rzucać się na obiekt swojej miłości :mrgreen: :wink: ..itp.

Tu jest jednak ta kluczowa zagwozdka.
Pragnienia - tak wprost rozumiane - właśnie tego by "chciały", one domagają się rzuć się na obiekt miłości i...
... i co właściwie?...
Rozsądek powie - no niby co? Seks?... Powiedzmy nawet, że będzie seks. A potem?...
Pragnienia SĄ NA TERAZ, nie pytają o co to co będzie potem, nie rozumują. Przez to mogą nas wmanewrować w kłopoty.
Z drugiej jednak strony bez pragnień... po co żyć? Albo co w ogóle robić?
Jeśli coś robimy, to z jakimś celem. Sam intelekt odpowie na pytanie JAK?, ale raczej niekoniecznie na pytanie CO? (przynajmniej owo CO na szczycie hierarchii celów). Jak "zabijemy" pragnienia, to nie będzie celu, nie będzie powodu życia i istnienia.
Noooo, ewentualnie jeszcze może być jakieś rozpłynięcie się (nirwana?...). Komu się to uda. A pewne to nie jest, ze się uda, albo będzie trwałe.

W każdym razie całkowite odejście od pragnień jest według mnie KAPITULACJĄ osobowości, chyba duchowości. Pragnienia (to jest moje założenie robocze) powinny dać się skonfigurować tak, aby dać szczęście, spełnienie, trwałe życie w dobrym środowisku.
Choć mamy z nimi problem - jak radzić sobie z ich "głupotą", z tym, że one "chcą się rzucić, pójść na całość", nie pytając o dalsze konsekwencje. Sens byłby taki, aby pragnienia chciały to, co sensowne, ale nie chciały tego, co niszczy (szczęście na sposób trwały).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 16:44, 21 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:18, 18 Maj 2017    Temat postu:

@ JanelleL.: O, ta się rozpisała tu!:shock: Rozpędu dostała!...:mrgreen:
Cytat:
A jaka jest różnica czy dużo takiego, czy innego rodzaju białka? Czy dużo mięsa, czy dużo innych produktów, pochodzenia roślinnego - tak, czy siak będzie to dużo więcej niż "ustawa przewiduje", bo że nie przykłada się w ten sposób własnej cegiełki do zabijania zwierząt to wiadomo, ale z nadmiernej eksploatacji ziemi, zatruwania jej środkami ochrony roślin już nie każdy sobie zdaje sprawę. Poza tm jeden rodzaj białka nie jest równy drugiemu, są i tacy, którzy zjadają ludzkie białko.
Sama sobie odpowiedziałaś tu. Ponadto napisałem przecież, dlaczego ktoś miałby trenować podnoszenie ciężarów albo cokolwiek innego czynić. Chodzi o przyczynę motywacji...
Cytat:
Za wiele pożytku z tego sztangisty niby nie ma, ale kiedy trzeba coś podnieść, przenieść, wnieść już jest .........gdyby nie było maszyn, ludzie musieliby w dużo większym stopniu wykorzystywać siłę swoich mięśni. Obecnie, dla wielu to tylko fanaberia, ale kiedyś siła ludzkich mięśni w parze z siłą umysłu była kluczowa dla przetrwania i rozwoju. Teraz są podnośniki, ale i kalkulatory, komputery też... umiejętność liczenia też może być tylko fanaberią.... do czasu aż nie pierdykną te zdobycze cywilizacji.
Ano. Tyle, że ja kładłem nacisk na przyczyny motywacji...
Te maszyny, urządzenia nie "pierdykną" ot, tak sobie... To nie takie łatwe. A w miarę łatwe do odtworzenia. Ale to tak na marginesie tylko.
Cytat:
A kulturystyka.... jak z etymologią tego słowa?
Pominę to tutaj, bo nie na temat jest.;-P
Cytat:
akkolwiek zatem... czy po to by mieć moc, dla sukcesów sportowych, pieniędzy, sławy, by być atrakcyjnym seksualnie itd..i w jakiej kolejności ułożone to wszystko w piramidzie ważności, określą prawdziwe pobudki dla bycia tym przykładowym sztangistą, czyli i potrzeby.
Potrzeby określają wartości oraz ich hierarchię. Tyko ludzie często wymyślają sobie inaczej, inne wartości przypisując, niż to z ich natury, osobowości, predyspozycji, usposobienia wynika...
Cytat:
Monotonna, powtarzająca się praca też może być jakiegoś rodzaju transem, jeśli dodamy do tego nieco innych, duchowych treści.
Poniekąd. Tyle, że trans, to coś innego trochę, niż medytacja; w transie bardziej się na pewnych wrażeniach odczuciach skupiasz- w medytacji "puszczasz" wszystko "obok" ciebie. Tzn. bardziej tak w tej "siedzącej" medytacji; bo w aktywnej poniekąd mocno się skupiasz na tym, jakie czynności i jak wykonujesz- ale również bez "dorabiania" czegokolwiek do tego, czyli np. jakichś odczuć, wrażeń, emocji, czy przemyśleń szczególnie.
Cytat:
Jest wiele nudnych zajęć, wykonywanych zwykle z konieczności.
Nudne są wtedy, gdy z niedostateczną uwagą je wykonujesz. To w dużej mierze upraszcza życie; ale np. buddyści uważają, że nic się dokładnie nie powtarza, i należy postępować będąc zawsze w pełni świadomym, co i jak się czyni. Wtedy jest się w pełni odpowiedzialnym za nawet najdrobniejsze poczynania; a ta odpowiedzialność i tak się nie zmniejszy, jeśli "przymkniesz oczy"... Podobnej uważności uczą jeszcze m. in. sztuki walki; z tym, że może nieco mniej dalekowschodnie, ale np. te z rodzaju krav-maga [tak przykładowo tylko].
Cytat:
ale w sumie, tak - nawet taka praca może być na tyle nudna/na tyle ciekawana na ile się tak uważa, czy chce - powtarzając wciąż te same, monotonne zajęcia, robimy to niemal automatycznie, w niewielkim stopniu angażując mózg.. i można to tak zostawić ..albo np. uaktywnić umysł do działania, wykorzystać te możliwości .... na coś takiego przy wykonywaniu ciekawej, absorbującej naszą ciekawość i uwagę pracy nie ma szans.... bo przecież .."Monotonia cichego życia pobudza umysł do twórczości"
Ano!
Cytat:
Wszystko zachodzi dlatego, ze ma swoje przeciwieństwo?
Tak.
Cytat:
czyli, że na jednym "końcu" np. jest jakby "wszystko", a na drugim "nic"?
Z tymi pojęciami jest o wiele większy kłopot, ponieważ nawet nie potrafimy ich prawidłowo wyobrazić. Napisałem o tych problemach w wątkach "Dlaczego bóg osobowy nie może być wszechmocny?" oraz "Problem znaczenia nic oraz powiązany problem braku istnienia."
Cytat:
brak obserwacji jest tylko dowodem na nie zachodzenie czegoś w danej przestrzeni, lub nie powodowania naocznych, obserwowalnych skutków.
Dopiero po słowie "lub" to prawda; przed tym słowem, to fałszywe wnioskowanie.
Cytat:
akoś zapamiętałam to jako będzlowanie - ale to "będzlenie" - samo pojęcie, słowo z czego Piotrowi wynikło?
Wymyśliłem takie dowolne słowo, dowolną nazwę; i może taką trochę sprawiającą właśnie kłopoty, bo sam nie wiem, czy "będzlowanie", czy "będzlenie".;-P W sumie to jest bez różnicy- ale chyba przyjmę raczej "będzlenie" ["będzlowanie" z pędzlowaniem się kojarzy za bardzo.;-P]. A potrzeba używania nowego pojęcia wniknęła z uściślenia pojęcia "istnieje". Istnieje tylko to, czego doznaję świadomie. Ale jest w sprzeczności z empirią i z wnioskowaniem indukcyjnym przekonanie, że poza istnieniem jest nic, nicość. Wobec tego to zachodzenie, dzianie się poza istnieniem nazwałem będzleniem.
Cytat:
Skoro jest konkretnie kontynuacją istnienia gatunku konieczną dla możliwości jego ewolucji...to miłość jest takim czymś, co przepełnia cały wciąż odradzający się świat.
To błędne wnioskowanie- tzw. "wnioskowanie obok".
Cytat:
I co teraz? ech......skleroza.
I tak wiemy, o co chodzi, prawda?.
Cytat:
ale dlaczego? Bo podchodzimy do tego jak do jakiejś gry? jakiejś zabawy w podchody np. .... bo nie stać nas na szczerą reakcję w obawie o co? ..i że celowo trzeba zaplątać, utrudnić, wprowadzić niewiadome, a nawet emitować sprzeczne sygnały ...tak? ...aby "zabawa" nie stała się nudna, aby dłużej trwała, a nawet nigdy się nie skończyła?
M. in. tak i dlatego właśnie niektórzy czynią...
Cytat:
.a fanki Beatlesów? też niczego sobie były
Mechanizmy psychiczne te same, a zatem i zachowania podobne- może mniej eksponowane tylko, bardziej "powściągliwe"...
Cytat:
problem tu chyba jest w tym zbiorowym oszołomieniu
Ano, również...
Cytat:
ale też nie każdy jest tego świadom, tego, że cokolwiek innego jest, jest dlatego, że "ja istnieję" bo ja odbieram
Tak jednak nie jest- to bzdura solipsyzmu.
Cytat:
często postrzega się "ja" jako pył marny, trudno więc przypisać mu mentalnie jakieś wyższe znaczenie, a co za tym idzie i sprawczość.
Jak to?! A nie potrafimy doznawać, rozumować, odczuwać, wnioskować, podejmować decyzji, planować i t. p.??
Cytat:
Może i nie rozumiem.
Wcześniej napisałem uprzednio o strasznych pragnieniach. Na co ty odpisałaś: "Dokładnie... i przyprawione egoizmem, ale i altruizmem też." Jaka w tym zależność, logika??
Cytat:
jakby się tak kierować uznanymi "prawdami" to przeciwieństwa się przyciagają - egoista znajdzie sobie altruistę i odwrotnie ...po czym tak będą na siebie wpływać, iż się znormalizują oboje
Często nie jest tak, że się "normalizują"...
Cytat:
Ja nie mówiłam o udawaniu.
A to "chcemy się wyróżniać, aby zwrócić na siebie uwagę", to nie udawane mniej albo bardziej, nie na pokaz??
Cytat:
Jak to co? wygrywa najlepszy.
Ciekawe... Bo przecież wcześniej napisałaś "i tak bierzemy tylko to, co przeznaczone dla nas, nie odbierając nikomu jego szansy"; nie było tam mowy o "wygrywa najlepszy". Poza tym, jeśli cokolwiek bierzesz, to "automatycznie" innym odbierasz.
Cytat:
i wcale nie oznacza, że zawsze ten obiektywnie uznany tym "naj"
Czyli wedle jakich kryteriów? Czym uzasadnionych?
Cytat:
to raczej taki poradnik do gimnastyki ciał jest tylko
Nie tylko. To raczej kultura zachodnia uważa, że nie ma "normalnego", "dobrego" seksu bez kopulacji...

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 15:00, 18 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 15:25, 18 Maj 2017    Temat postu:

@ koszałek-opałek, czyli D. Michałek:
Cytat:
Z drugiej jednak strony bez pragnień... po co żyć? Albo co w ogóle robić?
Po to, by poznać siebie, swoją prawdziwą naturę, cechy; by samorealizować się. Robić to, co potrzebne- czyli to, na co wskazują potrzeby.:)
Cytat:
Jak "zabijemy" pragnienia, to nie będzie celu, nie będzie powodu życia i istnienia.
Odwrotnie: "objawią się" wtedy one prawdziwe.:) Ale właściwie nie chodzi wcale o zabijanie pragnień, lecz o takie ich ukierunkowanie i taką intensywność, by były w zgodzie z potrzebami.:)
Cytat:
Noooo, ewentualnie jeszcze może być jakieś rozpłynięcie się (nirwana?...). Komu się to uda. A pewne to nie jest, ze się uda, albo będzie trwałe.
Nirwana nie jest właściwa dla tej, biologicznej formy istnienia...
Cytat:
Pragnienia (to jest moje założenie robocze) powinny dać się skonfigurować tak, aby dać szczęście, spełnienie, trwałe życie w dobrym środowisku.
Otóż to! Tylko wówczas będą..tożsame z potrzebami.:)
Cytat:
Choć mamy z nimi problem - jak radzić sobie z ich "głupotą", z tym, że one "chcą się rzucić, pójść na całość", nie pytając o dalsze konsekwencje.
Trzeba pytać siebie, czy to będzie skutkowało dłuższym, pełniejszym [głównie, a może tylko własnym] szczęściem. O to należy raczej "pytać" te "części" psyche, które są mądrzejsze od rozumu, od świadomości; np. intuicję, ale nie tylko, nawet głębszą podświadomość [np. pamięć genetyczną]...
Cytat:
Sens byłby taki, aby pragnienia chciałby to, co sensowne, ale nie chciałby tego, co niszczy (szczęście na sposób trwały).
:brawo: :)

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:48, 21 Maj 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ JanelleL.: O, ta się rozpisała tu!:shock: Rozpędu dostała!...:mrgreen:


ano dostała...na krótki metę :cry: ... ale popracuję i nad długą :) , a bardziej może nad miarowym tempem ;-P

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Za wiele pożytku z tego sztangisty niby nie ma, ale kiedy trzeba coś podnieść, przenieść, wnieść już jest .........gdyby nie było maszyn, ludzie musieliby w dużo większym stopniu wykorzystywać siłę swoich mięśni. Obecnie, dla wielu to tylko fanaberia, ale kiedyś siła ludzkich mięśni w parze z siłą umysłu była kluczowa dla przetrwania i rozwoju. Teraz są podnośniki, ale i kalkulatory, komputery też... umiejętność liczenia też może być tylko fanaberią.... do czasu aż nie pierdykną te zdobycze cywilizacji.
Ano. Tyle, że ja kładłem nacisk na przyczyny motywacji...


Przyczyna motywacji...co jest na samym początku? ...może tu konkretnie, obraz jakiejś osoby staje się inspiracją, budzi pragnienie upodobnienia się do niej .. w tym przypadku.

Piotr Rokubungi napisał:

Te maszyny, urządzenia nie "pierdykną" ot, tak sobie... To nie takie łatwe. A w miarę łatwe do odtworzenia. Ale to tak na marginesie tylko.


...ale już w przypadku pierdyknięcia globalnego sieci energetycznych, nośników i przekaźników elektronicznych w połączeniu z np. jakimś konfliktem lub katastrofą naturalną o dużym zasięgu odtworzenie mogłoby nie być takie łatwe, ani szybkie.


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
A kulturystyka.... jak z etymologią tego słowa?
Pominę to tutaj, bo nie na temat jest.;-P
Cytat:
akkolwiek zatem... czy po to by mieć moc, dla sukcesów sportowych, pieniędzy, sławy, by być atrakcyjnym seksualnie itd..i w jakiej kolejności ułożone to wszystko w piramidzie ważności, określą prawdziwe pobudki dla bycia tym przykładowym sztangistą, czyli i potrzeby.
Potrzeby określają wartości oraz ich hierarchię. Tyko ludzie często wymyślają sobie inaczej, inne wartości przypisując, niż to z ich natury, osobowości, predyspozycji, usposobienia wynika...


Postępujemy istotnie, często bardziej wedle przyjętych norm, wzorców niźli kierując się tym co dla nas naprawdę ważne, czego sami pragniemy - tym samym konflitując się z samym sobą, czasem nawet nie w pełni świadomie.


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Monotonna, powtarzająca się praca też może być jakiegoś rodzaju transem, jeśli dodamy do tego nieco innych, duchowych treści.
Poniekąd. Tyle, że trans, to coś innego trochę, niż medytacja; w transie bardziej się na pewnych wrażeniach odczuciach skupiasz- w medytacji "puszczasz" wszystko "obok" ciebie. Tzn. bardziej tak w tej "siedzącej" medytacji; bo w aktywnej poniekąd mocno się skupiasz na tym, jakie czynności i jak wykonujesz- ale również bez "dorabiania" czegokolwiek do tego, czyli np. jakichś odczuć, wrażeń, emocji, czy przemyśleń szczególnie.

Cytat:
Jest wiele nudnych zajęć, wykonywanych zwykle z konieczności.
Nudne są wtedy, gdy z niedostateczną uwagą je wykonujesz. To w dużej mierze upraszcza życie; ale np. buddyści uważają, że nic się dokładnie nie powtarza, i należy postępować będąc zawsze w pełni świadomym, co i jak się czyni. Wtedy jest się w pełni odpowiedzialnym za nawet najdrobniejsze poczynania; a ta odpowiedzialność i tak się nie zmniejszy, jeśli "przymkniesz oczy"... Podobnej uważności uczą jeszcze m. in. sztuki walki; z tym, że może nieco mniej dalekowschodnie, ale np. te z rodzaju krav-maga [tak przykładowo tylko].


Mniej więcej rozumiem...i że skupiając swoją uwagę niezbyt możliwe jest rozprszanie jej na kilka rzeczy na raz?


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
czyli, że na jednym "końcu" np. jest jakby "wszystko", a na drugim "nic"?
Z tymi pojęciami jest o wiele większy kłopot, ponieważ nawet nie potrafimy ich prawidłowo wyobrazić. Napisałem o tych problemach w wątkach "Dlaczego bóg osobowy nie może być wszechmocny?" oraz "Problem znaczenia nic oraz powiązany problem braku istnienia."


Poczytam :*


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
brak obserwacji jest tylko dowodem na nie zachodzenie czegoś w danej przestrzeni, lub nie powodowania naocznych, obserwowalnych skutków.
Dopiero po słowie "lub" to prawda; przed tym słowem, to fałszywe wnioskowanie.


Źle to sformułowałam - chodziło mi o coś takiego, że np. brak odsłuchu pewnych fal (niesłyszalnych) dla naszego ucha (dana przestrzeń = zakres fal słyszalnych przez człowieka) - czyli nie obserwujemy(nie odsłuchujemy)- dla naszego ucha tak jakby nie istnieją... co nie oznacza,iż nie występują, a nawet słyszalne przez np. inne stworzenia nie zawsze wywołują, lub w ogóle mogą nie powodować skutków obserwowalnych dla nas, a co za tym idzie, być dla nas dowodem w sprawie, co nie oznacza, ze są dowodem na brak...a w sumie się powtarzam chyba i nie się.



Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
akoś zapamiętałam to jako będzlowanie - ale to "będzlenie" - samo pojęcie, słowo z czego Piotrowi wynikło?
Wymyśliłem takie dowolne słowo, dowolną nazwę; i może taką trochę sprawiającą właśnie kłopoty, bo sam nie wiem, czy "będzlowanie", czy "będzlenie".;-P W sumie to jest bez różnicy- ale chyba przyjmę raczej "będzlenie" ["będzlowanie" z pędzlowaniem się kojarzy za bardzo.;-P].

A potrzeba używania nowego pojęcia wniknęła z uściślenia pojęcia "istnieje". Istnieje tylko to, czego doznaję świadomie. Ale jest w sprzeczności z empirią i z wnioskowaniem indukcyjnym przekonanie, że poza istnieniem jest nic, nicość. Wobec tego to zachodzenie, dzianie się poza istnieniem nazwałem będzleniem.


Będzlenie zatem chyba lepsze z dwojga tego ...choć i tak nieco dziwne ;-P

czyli w skrócie - dzianie się poza istnieniem :think:


Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Skoro jest konkretnie kontynuacją istnienia gatunku konieczną dla możliwości jego ewolucji...to miłość jest takim czymś, co przepełnia cały wciąż odradzający się świat.
To błędne wnioskowanie- tzw. "wnioskowanie obok".


Wiem...zorientowałam się zaraz po opublikowaniu posta, ale tak jakoś mi się spodobało ..że postanowiłam już nie poprawiać :) ..a Piotr to uważny jest ;-P


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
I co teraz? ech......skleroza.
I tak wiemy, o co chodzi, prawda?.


Prawda :*


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
ale dlaczego? Bo podchodzimy do tego jak do jakiejś gry? jakiejś zabawy w podchody np. .... bo nie stać nas na szczerą reakcję w obawie o co? ..i że celowo trzeba zaplątać, utrudnić, wprowadzić niewiadome, a nawet emitować sprzeczne sygnały ...tak? ...aby "zabawa" nie stała się nudna, aby dłużej trwała, a nawet nigdy się nie skończyła?
M. in. tak i dlatego właśnie niektórzy czynią...


Bo miłość to jest też pewna gra jakby strategiczna? ;-P taka, przewidziana na długi albo krótki dystans.



Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
ale też nie każdy jest tego świadom, tego, że cokolwiek innego jest, jest dlatego, że "ja istnieję" bo ja odbieram
Tak jednak nie jest- to bzdura solipsyzmu.

Bzdura - w pewnym sensie na pewno.... ale jak miałoby cokolwiek być dla mnie np. gdyby mnie nie było? w tym sensie - co nie oznacza, że nie byłoby czegokolwiek - ale w ten sposób myśląc dopuszczamy nieskończoność możliwości, "płaszczyzn" niedostępnych naszym zmysłom ... naszemu poznaniu ..w sumie to jakby racja - ta otaczająca nas "zupa", której wycinka jesteśmy świadomym elementem.

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
często postrzega się "ja" jako pył marny, trudno więc przypisać mu mentalnie jakieś wyższe znaczenie, a co za tym idzie i sprawczość.
Jak to?! A nie potrafimy doznawać, rozumować, odczuwać, wnioskować, podejmować decyzji, planować i t. p.??


Potrafimy w mniejszym lub większym stopniu ...ale czy nie sądzisz, iż w stopniu niedostatecznym w porównaniu z naszymi możliwościami? choćby biorąc na tapetę możliwości naszego mózgu? Czy nauka, wychowanie rozwija w nas te możliwości, czy raczej ma za zadanie (głównie lub tylko jako jego jakiś "uboczny efekt") je okiełznać, otępić?

Piotr Rokubungi napisał:

Wcześniej napisałem uprzednio o strasznych pragnieniach. Na co ty odpisałaś: "Dokładnie... i przyprawione egoizmem, ale i altruizmem też." Jaka w tym zależność, logika??


Taka, że i egoizm może zniszczyć związek, ale i bezwarunkowy altruizm też, mimo, że absolutnie nie jest czymś samym w sobie złym, ale może być pożywką dla rozwoju egoizmu - pomijając takie przypadki kiedy "się znormalizują". :wink: lub kiedy... co też może nastąpić np. altruista pozostanie altruistą, a egoista zejdzie z drogi przynajmniej rozwoju egoizmu. Czyli, że jakby może być głupi altruizm i mądry altruizm :shock:

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
jakby się tak kierować uznanymi "prawdami" to przeciwieństwa się przyciagają - egoista znajdzie sobie altruistę i odwrotnie ...po czym tak będą na siebie wpływać, iż się znormalizują oboje
Często nie jest tak, że się "normalizują"...

Właśnie pomyślałam i o innych skutkach obcowania jednego z drugim, czego wcześniej nie wzięłam pod uwagę.

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
Ja nie mówiłam o udawaniu.
A to "chcemy się wyróżniać, aby zwrócić na siebie uwagę", to nie udawane mniej albo bardziej, nie na pokaz??
Cytat:
Jak to co? wygrywa najlepszy.
Ciekawe... Bo przecież wcześniej napisałaś "i tak bierzemy tylko to, co przeznaczone dla nas, nie odbierając nikomu jego szansy"; nie było tam mowy o "wygrywa najlepszy". Poza tym, jeśli cokolwiek bierzesz, to "automatycznie" innym odbierasz.


Wygrywa najlepszy... czyli ta najlepiej dopasowana połówka jabłka - każdy jest inną połówką, świat jest pełen tych połówek lub źle skompletowanych "jabek"- szansa jest zawsze, póki życie trwa. Póki pragniemy.... choć szanse na owoce istotnie, z czasem się wyczerpują.

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
i wcale nie oznacza, że zawsze ten obiektywnie uznany tym "naj"
Czyli wedle jakich kryteriów? Czym uzasadnionych?


Ano takich jak ten, że np. "mężczyźni wolą blondynki" ;-P

Piotr Rokubungi napisał:

Cytat:
to raczej taki poradnik do gimnastyki ciał jest tylko
Nie tylko. To raczej kultura zachodnia uważa, że nie ma "normalnego", "dobrego" seksu bez kopulacji...


Ano uważa, stąd i też cały stworzony przez Zachód porno biznes, który jest tego wyrazem. Ale sama kopulacja, to też żaden normalny seks .... a czy "normalny" seks może się obyć w ogóle bez kopulacji?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Nie 17:04, 21 Maj 2017, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:12, 21 Maj 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
JanelleL. napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Każde działanie jest dobre???:shock:


Jeszcze dodam, bo jakoś ominęłam tę odpowiedź - oczywiście, że nie każde :nie: ... na przykład nie jest to dobre, by od razu rzucać się na obiekt swojej miłości :mrgreen: :wink: ..itp.

Tu jest jednak ta kluczowa zagwozdka.
Pragnienia - tak wprost rozumiane - właśnie tego by "chciały", one domagają się rzuć się na obiekt miłości i...
... i co właściwie?...
Rozsądek powie - no niby co? Seks?... Powiedzmy nawet, że będzie seks. A potem?...
Pragnienia SĄ NA TERAZ, nie pytają o co to co będzie potem, nie rozumują. Przez to mogą nas wmanewrować w kłopoty.
Z drugiej jednak strony bez pragnień... po co żyć? Albo co w ogóle robić?
Jeśli coś robimy, to z jakimś celem. Sam intelekt odpowie na pytanie JAK?, ale raczej niekoniecznie na pytanie CO? (przynajmniej owo CO na szczycie hierarchii celów). Jak "zabijemy" pragnienia, to nie będzie celu, nie będzie powodu życia i istnienia.
Noooo, ewentualnie jeszcze może być jakieś rozpłynięcie się (nirwana?...). Komu się to uda. A pewne to nie jest, ze się uda, albo będzie trwałe.

W każdym razie całkowite odejście od pragnień jest według mnie KAPITULACJĄ osobowości, chyba duchowości.
Pragnienia (to jest moje założenie robocze) powinny dać się skonfigurować tak, aby dać szczęście, spełnienie, trwałe życie w dobrym środowisku.
Choć mamy z nimi problem - jak radzić sobie z ich "głupotą", z tym, że one "chcą się rzucić, pójść na całość", nie pytając o dalsze konsekwencje. Sens byłby taki, aby pragnienia chciały to, co sensowne, ale nie chciały tego, co niszczy (szczęście na sposób trwały).


Mądrze napisane :* i z promykiem Słońca dla tych pragnień :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:47, 21 Maj 2017    Temat postu:

@ JanelleL.: "Mieszasz" po swojemu, interpretujesz nie trzymając się zbytnio przesłania, a dokładniej treści moich tekstów... Ale to normalne poniekąd...
Cytat:
Przyczyna motywacji...co jest na samym początku?
To już napiszę wprost: Najlepiej, gdy działa się "z siebie", a nawet dla siebie głównie.
Cytat:
ale już w przypadku pierdyknięcia globalnego sieci energetycznych, nośników i przekaźników elektronicznych w połączeniu z np. jakimś konfliktem lub katastrofą naturalną o dużym zasięgu odtworzenie mogłoby nie być takie łatwe, ani szybkie.
Trochę możliwe- ale to poza tematem wątku tego jest.
Cytat:
Postępujemy istotnie, często bardziej wedle przyjętych norm, wzorców niźli kierując się tym co dla nas naprawdę ważne, czego sami pragniemy - tym samym konflitując się z samym sobą, czasem nawet nie w pełni świadomie.
Ano, właśnie! I często ten "wrodzony" egoizm jest z większym pożytkiem dla społeczeństwa, niż postępowanie wedle "cudacznych" ideologii; dlatego nie ma [jak na razie] nic lepszego, niż demokracja i praca u podstaw. Wszystkie inne "systemy", ustroje, metody działań tworzą więcej nieszczęścia; chociaż demokracja ideałem nie jest...
Cytat:
skupiając swoją uwagę niezbyt możliwe jest rozprszanie jej na kilka rzeczy na raz?
Poczytaj sobie [w internecie np.], jak multitasking zmniejsza efektywność. Choć do nie tak dawna jeszcze sądzono- naukowcy sądzili- że przyspiesza prace.
Cytat:
Poczytam.
Ostrzegam: treści cholernie trudne!;-P (Pewnie dlatego jeszcze nikt nie odpisał w tych wątkach.)
Cytat:
Źle to sformułowałam - chodziło mi o coś takiego, że np. brak odsłuchu pewnych fal (niesłyszalnych) dla naszego ucha (dana przestrzeń = zakres fal słyszalnych przez człowieka) - czyli nie obserwujemy(nie odsłuchujemy)- dla naszego ucha tak jakby nie istnieją... co nie oznacza,iż nie występują, a nawet słyszalne przez np. inne stworzenia nie zawsze wywołują, lub w ogóle mogą nie powodować skutków obserwowalnych dla nas, a co za tym idzie, być dla nas dowodem w sprawie, co nie oznacza, ze są dowodem na brak...a w sumie się powtarzam chyba i nie się.
Tak! Dobrze zrozumiałaś, dobrze "wybrnęłaś".:)
Cytat:
Będzlenie zatem chyba lepsze z dwojga tego ...choć i tak nieco dziwne

czyli w skrócie - dzianie się poza istnieniem?
Tak. Może nawet nie dzianie się, bo dzianie się także mamy określone, poprzez własne doznawanie, czyli istnienie mentalne. Ale przecież- wbrew temu, co usiłuje "wmawiać" m. in. wujzboj- co jest poza ludzkim doświadczaniem, doznawaniem, poznawaniem, tego NIE WIEMY, NIE ZNAMY, A SKORO TAK, TO MOŻLIWE, ŻE JEST TAM COŚ, A NIE NIC! I to coś- choć nie można temu przypisać znaczenia, bo niewiadomym jest zupełnie- nazwałem będzleniem. Choć z tym "niewiadomym zupełnie", to przypuszczalnie też nie całkiem tak, bo nieco zasadna jest "ekstrapolacja", iż zostanie doznane, poznane... Lecz i tak zawsze pozostanie prawdopodobnie wciąż nieznane "dopełnienie". M. in. tę kwestię tłumaczy Hipoteza Wszystkiego, ale..no, cóż..nikt tu raczej do niej nie "dorósł"...
Cytat:
Wiem...zorientowałam się zaraz po opublikowaniu posta, ale tak jakoś mi się spodobało ..że postanowiłam już nie poprawiać ..a Piotr to uważny jest
Fajnie, żeś taka "kumata".:wink:
Cytat:
Bo miłość to jest też pewna gra jakby strategiczna? taka, przewidziana na długi albo krótki dystans.
Wszystko od interpretacji i nazewnictwa w sytuacji "pisanej" czy "mówionej" zależy. Ale ja bym tak tego nie widział. To, co w tym zdaniu opisałaś to bardziej flirt, uwodzenie, namiętność i t. p. Miłość- ta pełna, "podstawowa"- to raczej coś innego...To przede wszystkim zrozumienie i akceptacja; wtedy już raczej się nie gra, bo nieomal wszystko jest znane.
Cytat:
ale jak miałoby cokolwiek być dla mnie np. gdyby mnie nie było?
Tu należałoby sprecyzować, co oznacza dla człowieka "być", jako osoba [mentalnie]. Ale to już wydaje się dość oczywiste: Dla człowieka istnienie = doznawanie. Ale dalej następuje podstawowy błąd, pomyłka solipsyzmu: Gdyby cię nie było i "wydawałoby się" tobie, że nie ma [niczego], to nie może stanowić argumentu, że w inny sposób by czegoś nie było- np. dla innej istoty ludzkiej, a może nieludzkiej, a może nawet dla samej materii, energii, jakiegokolwiek zjawiska... Brak doznania, poznania "tworzy" niewiadomą, lecz nie pustkę, nie nicość! Żeby stwierdzić nic, również musielibyśmy tego niczegoś doznać! Ale widzę, że tutaj mało kto to rozumie chyba... Ponadto jeszcze, wiemy, co znaczy być w takich ludzkich formach "istnienia"; ale znów nie wiemy, czy nie ma innych sposobów istnienia! Nie możemy wiedzieć, czy np. skała albo gwiazda również nie postrzegają otoczenia, a może i siebie, tylko na zupełnie inny sposób! To mało istotne, że nie mają żywej tkanki nerwowej, bowiem postrzeganie, to przepływ informacji, a każde zjawisko, struktura, obiekt jest informacją. Więc wcale nie wykluczone, że tzw. materia również ma swego rodzaju "świadomość", a rodzaje tej zależą od stopnia organizacji materii. Ale na tym poprzestanę pisać tu o tych sprawach, bo to znacznie wykracza poza temat tego wątku. A i tak wątpię, by ktoś chciał spróbować to zrozumieć...
Cytat:
ale w ten sposób myśląc dopuszczamy nieskończoność możliwości, "płaszczyzn" niedostępnych naszym zmysłom ... naszemu poznaniu ..w sumie to jakby racja - ta otaczająca nas "zupa", której wycinka jesteśmy świadomym elementem.
Tak! Całkiem nieźle to rozumiesz. Prawidłowo, poza małymi szczegółami...:brawo: :*
Cytat:
Potrafimy w mniejszym lub większym stopniu ...ale czy nie sądzisz, iż w stopniu niedostatecznym w porównaniu z naszymi możliwościami?
Trudno powiedzieć... Możliwości, jakie każdy ma raczej wykorzystuje w znacznej mierze. Tylko, że żyjąc w tak "zestandaryzowanym" trybem życia- szczególnie w naszej cywilizacji, kulturze europejskiej- potrzebne są nam zazwyczaj tylko dość podstawowe umiejętności, używanie wyłącznie tych i tak najlepiej rozwiniętych zmysłów np.
Cytat:
Czy nauka, wychowanie rozwija w nas te możliwości, czy raczej ma za zadanie (głównie lub tylko jako jego jakiś "uboczny efekt") je okiełznać, otępić?
Właśnie. Wychowanie i nauka pewnego typu jedne predyspozycje wzmacnia, ale inne tłumi...
Cytat:
Taka, że i egoizm może zniszczyć związek, ale i bezwarunkowy altruizm też, mimo, że absolutnie nie jest czymś samym w sobie złym, ale może być pożywką dla rozwoju egoizmu - pomijając takie przypadki kiedy "się znormalizują". lub kiedy... co też może nastąpić np. altruista pozostanie altruistą, a egoista zejdzie z drogi przynajmniej rozwoju egoizmu. Czyli, że jakby może być głupi altruizm i mądry altruizm.
Jeśli czynisz jakoby tylko dla siebie, ale w zgodzie z własnymi "niezaburzonymi", prawdziwymi, podstawowymi potrzebami, wtenczas taki "egocentryzm" najlepiej służy również grupie, społeczności...
Cytat:
Właśnie pomyślałam i o innych skutkach obcowania jednego z drugim, czego wcześniej nie wzięłam pod uwagę.
Bywa. Wybaczam.:mrgreen: ;-P
Cytat:
Wygrywa najlepszy... czyli ta najlepiej dopasowana połówka jabłka
Tak jest tylko wtedy, gdy jesteśmy szczerzy...
Cytat:
świat jest pełen tych połówek lub źle skompletowanych "jabek"
Głównie z powodu "fałszywych" pragnień...
Cytat:
szansa jest zawsze, póki życie trwa
Różnie się te szanse rozkładają, układają; przeważnie z czasem maleją...
Cytat:
Póki pragniemy.
Jeśli "źle" pragniemy, czyli niezgodnie z prawdziwymi potrzebami własnymi, to..chujoza czeka nas i nie tylko nas raczej...
Cytat:
Ano uważa, stąd i też cały stworzony przez Zachód porno biznes, który jest tego wyrazem.
W dobrym porno nie chodzi chyba tylko o pokazywanie stosunków płciowych...Chociaż..nie znam się zbytnio.;-P :mrgreen: I to poza tematem.
Cytat:
a czy "normalny" seks może się obyć w ogóle bez kopulacji?
To zależy, jak się zdefiniuje "normalne uprawianie seksu"... Wg mnie, jak najbardziej bez stosunku może się obyć i nie będzie to "zboczenie".:) ;-P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:38, 30 Sty 2018    Temat postu:

Rozliczyć własne chciejstwa
Podstawowym problemem człowieka, osiągnięcie stanu spełnienia, szczęścia, związane jest ze zrozumieniem swoich pragnień. Czego tak naprawdę chcemy?
Jak się patrzy na ludzi o słabych umiejętnościach autorefleksji, to często pragną w sposób sprzeczny. Dążą do czegoś, a gdy to osiągną, nagle orientują, że to ich nie satysfakcjonuje, że jednak nie o to im chodziło.
Dość typowym przykładem tutaj jest zdobywanie drugiego człowieka, walka o miłość, szacunek, uznanie u ludzi. Aby kogoś zdobyć, czy w pewnym stopniu jakoś skłonić ku sobie, stosujemy cały szereg zabiegów - np. ubieramy się ładnie, staramy się być milsi, niż to mamy w zwyczaju, "stroimy piórka", popisujemy się. W ten sposób pokazujemy tej drugiej osobie siebie innego, niż naprawdę jesteśmy - tego lepszego, bardziej atrakcyjnego. Co się stanie, gdy swój cel osiągniemy?...
- Jeśli rozważymy sytuację, w której nasze działania przyniosą skutek, czyli ta osoba, którą pragniemy zdobyć, doceni tego tak ładnie odmalowanego ja, tak miłego (przejściowo), tak upiększonego, to zobaczymy z jej strony uznanie i szacunek. Ale czy to na pewno o to nam chodziło?...
- Przecież w duszy dobrze wiemy, iż ten podpicowany ja, to tylko przejściowa maska, że tacy nie jesteśmy, że owa osoba polubiła bardziej nie nas prawdziwych (co przecież było celem), tylko właściwie tą atrapę, ten wystawiony na pokaz model. Czyli i tak celu właściwego nie osiągnęliśmy.

To z czym właściwie walczymy?
Czego chcemy w tej sytuacji?

W moim przekonaniu te zabiegi picujące naszą osobę właściwie tylko oddalają od tego prawdziwego celu, jaki stawiamy sobie zdobywając kogoś, walcząc o uznanie. Wszystko to ma sens, tylko do tej granicy, w której jeszcze wiemy, że to jesteśmy MY. Jeśli przekroczymy ową granicę, jeśli odmalujemy się wobec kogoś niezgodnie ze swoim poczuciem jestestwa, z tym za kogo się uważamy, to cały te wysiłek nie tylko nie pomoże, ale wręcz zaszkodzi - bo zaciemni nasz obraz w oczach tamtej strony. Czyli akceptacja nas (jeśli w końcu przyjdzie) będzie wtedy fałszywa, nie do przyjęcia dla nas. I trzeba będzie ją jakoś odkręcać, aby w końcu dowiedzieć się najważniejszego: czy to NAPRAWDĘ MY jesteśmy szanowani, kochani, uznawani za wartościowych!

Ten przykład jest najbardziej typowy i chyba też najwyraziściej obrazuje problem nierozliczonych pragnień. Ale tych sytuacji, gdy w naszych dążeniach jest sprzeczność, byłoby więcej. Oto niektóre z nich:
- Wdrażanie do posłuszeństwa dzieci, wychowanków... Czy chcemy aby dzieci były nam posłuszne?... Niby chcemy, ale jak te dzieci zrobią się całkiem posłuszne, jak - wskutek naszego sprawnie zrealizowanego programu perswazji, przymusu, autorytetu - te dzieci zrezygnują na dobre z własnych pragnień, oczekiwań, dążeń, a będą tylko realizowały nasze polecenia; jak zrobimy z nich emocjonalne zombie, to najczęściej zorientujemy się, że to wcale nie o to nam chodziło.
- Wygrywanie w konkurencjach wszelakich - np. w grach. Niektórzy, aby wygrać, posuwają się do oszukiwania. Gra wygrana z pomocą "dopalaczy" nie świadczy jednak o tym, czego naprawdę chcemy - o przekonaniu się, że jesteśmy dobrzy, sprawni, inteligentni - nie możemy sobie naprawdę takiej oszukanej gry zaliczyć. A jednak tak wielu graczy stosuje techniki oszukiwania. Bo nie rozliczyli się ze swoimi pragnieniami, bo sam "goły fakt" wygranej (która tak naprawdę nie jest wygraną) zdominował ocenę sytuacji.
- przekonywanie kogoś w dyskusji. Najczęściej ludzie dyskutujący zaciekle w jakichś sprawach, próbują skłonić drugą stronę do przyjęcia ich stanowiska. Ale czym właściwie owo przyjęcie naszego zdania miałoby by być?...
Wystarczy jakieś "dobra, niech ci będzie..."?...
Załóżmy, że ktoś nam przyznaje rację - nie zadając pytań, nie sprzeciwiając się w niczym, nie wątpiąc. My coś mówimy, a ów ktoś powiada: dobra, niech będzie po twojemu. Sukces?...
Ale przecież gdzieś w środku wiemy i czujemy, że pewnie tamta strona nawet nie zainteresowała się naszymi myślami, nie rozważyła poważniej naszych racji - "wyłgała się" od zajęcia się naszym poglądem poprzez akt przyznania racji. Może w ogóle uznała ten pogląd za mało ciekawy, a że nie ma ochoty się z nami kłócić, przyznała rację w myśl zasady: tym masz rację, a ja mam spokój?...


Jak rozliczyć się ze swoimi pragnieniami? Jak zrozumieć czego właściwie chcemy, gdy dążymy do różnych celów? Jak ustawiać sobie pragnienia, aby osiągnięcie owych celów nie powodowało tylko poczucia frustracji, zorientowania się, że cały czas marzyliśmy o mrzonce?...
- Ja widzę tu jedną ważną ścieżkę, jedną radę, ale chyba ważną. Polega ona na tym, aby WCZEŚNIEJ SIĘ ZASTANOWIĆ, aby nie działać bezrefleksyjnie, lecz przed rzuceniem się w wir działania i walki o cel, DOKONAĆ WSTĘPNEJ SYMULACJI, jakoś sobie wyobrazić: co to właściwie będzie, gdy zrealizuje się to, co chcemy?
Bardzo często samo takie zmuszenie się do przyjrzenia się owemu wirtualnie osiągniętemu celowi, leczy umysł człowieka z budowania sobie nierealnych, niespełnialnych nigdy pragnień i oczekiwań.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin