Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Empatia... ale jaka?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:52, 10 Lip 2017    Temat postu: Empatia... ale jaka?

Jestem przekonany, że wzrastanie świadomości w empatii i prawdzie - łączenie tych dwóch kategorii jest główną receptą na rozwój duchowy, na doskonalenie się świadomości. Czyli to, że empatia jest absolutnie kluczowym składnikiem zrównoważonej, sensownej, spełnionej indywidualnie i społecznie świadomości traktuję jako pewną oczywistość. I większość ludzi, którzy osiągnęli pewien minimalny poziom rozwoju duchowego, chyba roli empatii nie będzie podważać. Problem rzadko dostrzegany, zawiera się jednak w spostrzeżeniu, że empatia, empatii nierówna.
W szczególności chciałbym zwrócić uwagę na pewien rodzaj empatii, który właściwie w głębszym spojrzeniu jest zaprzeczeniem celu jakiemu empatia służy, choć z zewnątrz wydaje się empatią jak najbardziej pożądaną i słuszną.

Aby problem zilustrować posłużę się przykładem dość typowej sytuacji. Oto w podstawówce dwóch chłopaków - rozrabiaków zaczyna się okładać pięściami. Podchodzi nauczycielka i oczywiście ich rozdziela, suto krasząc przyganami i reprymendami. Ostatecznie, aby sprawę jakoś skwitować, załatwić (bo nie może non stop stać przy zwaśnionych chłopakach) wymusza: teraz podajcie sobie ręce i już się nigdy nie bijcie. W obliczu patrzącej władzy, dalej wściekli na siebie agresorzy, niechętnie podają sobie ręce i, ewentualnie, coś tam mamroczą pod nosem, że nie będą już się bili. Jednocześnie jednak jeden z nich myśli: no dobra, jak ona (nauczycielka) sobie pójdzie, to mu tak przywalę, ze mnie popamięta. Drugi też, choć podaje posłusznie rękę, kombinuje: jak tamten będzie wychodził ze szkoły, to się na niego zaczaję i dokończymy tej walki na mniej nadzorowanym gruncie...
Ten przykład dobrze ilustruje przynajmniej kilka elementów, które chciałem w związku z empatią poruszyć. Pierwszy z nich jest względnie oczywisty - taka pozorowana, na pokaz empatia, bez zaangażowania uczuć i umysłu prawdziwą empatią chyba nie jest. Ale to jest dość oczywiste spostrzeżenie.
Drugie spostrzeżenie jest taki, że taka wymuszona przez kogoś empatia rzadko jest skuteczna. Po prostu za chwilę taka załagadzane spory wybuchają z nową siłą. Bo oczywiście wewnątrz tych ludzi, którzy coś względem siebie mają, nie doszło do żadnych przemian, żadnej naprawy, żadnego ZROZUMIENIA DRUGIEJ STRONY, a dalej żadnego WYSIŁKU DOJŚCIA DO REALNEGO POROZUMIENIA - ZGODY.
Oczywiście nie twierdzę, ze mój przykład jest idealny, albo że nauczycielka w nim występująca głupio postępuje. Nieraz się zdarzy, że winowajcy zapominają o swojej niechęci, że ten akt pozornego przebaczenia jakoś do nich dotrze. W końcu nie zawsze tak jest, że te dziecięce spory mają jakieś naprawdę głębokie podłoże, więc nieraz wystarczy reakcja dorosłych w stylu opisanym. Ale też często jest tak, że takie godzenie na siłę nic nie daje. A nie daje dlatego, że EMPATIA W PEŁNYM SWOIM WYDANIU POWINNA MIEĆ WEWNĘTRZNY, OSOBISTY MOTYW.
To chrześcijańskie pierwsze przykazanie - miłości - "będziesz miłował bliźniego siebie jak siebie samego" jest w istocie przykazaniem empatii. Ono ukazuje nam w jaki sposób powinny funkcjonować nasze uczucia w związkach z innymi - mamy się POSTAWIĆ W SYTUACJI TAMTEJ OSOBY - jakbyśmy to byli my sami, odczuć tę sytuację i ZROZUMIEĆ. To jest bardzo ważne - prawdziwa empatia domaga się ZROZUMIENIA drugiej strony!

Świat współczesny jest wypełniony udawaną, pozorowaną empatią
Niektórzy z wywoływania i manipulowania empatią bliźnich robią sobie źródło dochodu. Inni głośno nawołują do miłości, empatii, tylko że jak przychodzi samemu coś zrobić dla kogoś, z czegoś zrezygnować, włożyć wysiłek, to słowa empatii zamieniają się w "kazdy niech się martwi o siebie", "oni są sobie winni" itp.
Jest też rodzaj empatii szczególnie blokującej prawdziwy rozwój dobrych uczuć i myśli. To taka "empatia biurokratyczna", silnie kontrolowana własną wygodą i pozycją, najczęściej empatia ODGÓRNIE OCENIAJĄCA I SEPARUJĄCA SIĘ OD ROZUMIENIA. To właśnie taka empatia, w której deklaracje są na pierwszym miejscu, w której jest mnóstwo nawoływania do zgody, różnych dobrych rad, jak to coś "powinni" i trzeba, a jednocześnie WYSTĘPUJE KOMPLETNA SEPARACJA OD CHĘCI WNIKNIĘCIA W PROBLEM, ZROZUMIENIA GO. Taka pozorowana empatia jest o tyle destrukcyjne względem rozwoju, że pozwala na ukrywanie przed sobą niemal dowolnie długo tego, że tak naprawdę nie specjalnie nam zależy na tym, aby coś się poprawiło, aby inni ludzie byli szczęśliwi spełnieni. Przy takim podejściu chodzi bowiem w istocie o powiedzenie samemu sobie "jestem dobry i mądry, mam poprawne uczucia, nie mam sobie nic do zarzucenia, bo to jedynie reszta świata jest zła i wadliwa". Czasem nawet nie ma tego ostatniego elementu, tzn. część empatycznych pięknoduchów nie zarzuca nikomu zła, ale też ABSOLUTNIE NIE MA WOLI PRAWDZIWEGO ZROZUMIENIA INNYCH LUDZI.

Bez chęci zrozumienia drugiej strony, bez (czasami mozolnych) prób postawienia się w jej sytuacji, nieraz po uwzględnieniu różnic osobowych, nie będzie też poprawnej, uzdrawiającej relacje, reakcji. Oczywiście empatia ze zrozumieniem, taka aktywna wewnętrznie jest bardzo trudna. Czasem jest wręcz wyniszczająca. Niektórych nadmiar takiej empatii wręcz jest w stanie zdołować, doprowadzić do depresji, do wyczerpania własnych sił żywotnych. Więc pewnie nawet taka - mocno wczuwająca się empatia - nie powinna być stosowana bez granic. Często jest tak, że już nic nie jesteśmy w stanie pomóc, więc dokładanie do cierpienia innej osoby dużej ilości cierpienia własnego, nie naprawi świata. Szczególnie, gdy wyniszczeni tym empatycznym cierpieniem, stracimy siły na tyle, że narobimy otoczeniu kłopotów wynikłych z wadliwego (wynikającego z przemęczenia psychicznego) działania.

Empatia w ogóle nie jest czymś łatwym... :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:02, 10 Lip 2017    Temat postu:

Empatie, Michał, definiuje się roboczo jako "możliwość zrozumienia i dzielenia odczuć innych".

Jakkolwiek, w języku zngielskim mamy jeszcze temin synonimowy compassion/współczucie, który oprócz znaczenia "możliwości zrozumienia i dzielenia odczuć innych" dodaje odczuwanie żalu. Z tym, że to odczuwanie żalu będzie miało konktekst kulturowy. Dla przykładu, mnisi tybetańscy zmuszeni do walki z Chińczykami mają obawy o utratę compassion/współczucia dla Chińczyków jako ludzi.

To "znaczenie" (termin roboczy) najlepiej wyjaśni bez wielu słów opat monastyru tybetańskiego, który użyje słowa compassion na pytanie co jest subtelnym "klejem" (termin umowny) atomowym pomiędzy energia a materia.

Napisałam o tym tutaj:

http://www.sfinia.fora.pl/blog-dyskurs,67/poetry-poezja,9893.html#337847


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 18:07, 10 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:04, 11 Lip 2017    Temat postu: Re: Empatia... ale jaka?

Poprzedni mój post na temat empatii zamienił się długaśny wstęp. Ale nie doszedłem ostatecznie do punktu, w którym planowałem sobie dłuższy myślowy postój, co było głównym powodem stworzenia niniejszego wątku. Powód wynikł trochę z REFLEKSJI NAD SPOSOBEM POROZUMIEWANIA SIĘ NA NASZYM FORUM - SFINII (i oczywiście nie tylko tu).
Można by mówić o pewnym szczególnym rodzaju empatii - określmy ja roboczo "empatia myśli".
Jest to nowe pojęcia (chyba, że ktoś już wpadł na pomysł zastosowania tego zbitka słownego, ale ja o tym nic nie wiem), więc kto pierwszy jego powstanie zapostulował, ten "ma do niego prawa". Niniejszym więc ja - piszący te słowa - Michał Dyszyński - uważam się za najbardziej uprawnionego definiującego ów termin, więc w dalszych dyskusjach nie przyjmę argumentu, że empatia myśli "jest czymś innym". Jak ten, który zaklepał termin, mam przewagę. :) :fight:

Czym jest empatia myśli?
Empatia myśli jest pojęciem bliskim jakoś analogicznym względem znanej ogólniej empatii uczuciowej, bo polega na WCZUWANIU SIĘ w intencje, stan umysłu drugiej osoby.
Empatia myśli jest PODSTAWOWYM NARZĘDZIEM POPRAWNEGO KOMUNIKOWANIA SIĘ OSÓB. Nieporozumienia, jakich doświadczamy - np. dyskutując tu na sfinii, w głównej mierze, można związać z zaburzeniami empatii myśli.
Ponieważ aspekty poznajemy, rozumiemy przez porównanie naszkicuję typowe przykłady nieempatycznej myślowo komunikacji.
- nieempatyczny pomija kontekst - ktoś o czymś pisze: np. mamy dyskusje na temat tego jak działa mechanizm wiary w rozumowaniu, traktując wiarę, jako mechanizm ogólny - przyjmowanie czegoś za prawdę bez dowodu, czy przeważających przesłanek. Jednak druga strona od razu skupia się w dyskusji na uwierzeniu w coś bardzo mało wiarygodnego, uwierzeniu głupio. Zaczyna się więc dyskusja na dwa różne tematy - jedna strona zwraca uwagę na uniwersalność mechanizmu myślowego "wiara", druga strona skupia się na ataku na ten mechanizm w konkretnym, wybranym zastosowaniu. Gdzieś w tle oczywiście "świecą nad tym przekonania światopoglądowe", które powodują, że słowo "wiara" dla niektórych w ogóle jest "zatrute", a inni przyjmują je bez problemów, jako coś poprawnego. W każdym razie brak chęci zagłębienia się w sposób myślenia drugiej strony daje efekt okopania się stron na swoich stanowiskach. Jedna strona wciąć oczekuje "rozmawiajmy o tym, jak bardzo wszędzie przewija się aspekt wiary, że nie jesteśmy w stanie uzyskać absolutnej pewności praktycznie dla żadnego stwierdzenia, a te wysoko pewne, też wynikają z modelu myślowego w skomplikowany sposób". Druga strona tymczasem ma zupełnie inny cel w tego rodzaju dyskusji - pragnąc: "skupmy się na tym, że jeśli wszystko jest wiarą, arbitralnością, to nie ma różnicy pomiędzy przyjmowaniem za słuszne twierdzenia, iż Księżyc jest z sera gouda, a tym, że 2+2 jest równe 4 - wszak skoro wszystko jest wiara, to mamy otwartą drogę do dowolności wszystkiego". I tak obydwaj dyskutanci "mając rację" (bo chyba ich podejściom trudno jest odmówić słuszności), nie potrafią się spotkać w obszarze poprawnej dyskusji - każdy chce rozmawiać tylko o tym aspekcie, w jaki jest wpatrzona jego mentalna uwaga, ignorując ten drugi aspekt.
- nieempatyczny dąży zwycięstw kosztem porozumienia się Brak empatii myślowej jest w dyskusjach dość ściśle związany z domyślnym celem, jaki ma wobec samej dyskusji spora część dyskutantów. Tym celem jest osiągnięcie ZWYCIĘSTWA. Dyskusja takich dyskutantów nastawionych silnie rywalizacyjnie przebiega zwykle według podobnego schematu - jedna strona "wystrzeliwuje salwę" na pozycje przeciwnika, czyli zarzuca drugą stronę jakaś grupą argumentów (dodając im często "okrasę emocjonalną" polegającą na sformułowaniach ad personam), a potem przechodzi do "obrony" POLEGAJĄCEJ NA IGNOROWANIU, NIE ROZWAŻANIU UCZCIWYM ARGUMENTÓW DRUGIEJ STRONY. Strony dalej się właściwie przekrzykują w stylu: patrz na moje! Moje jest taki! O swoim zapomnij! Głupi jesteś, bo patrzysz na swoje argumenty, a nie na moje! itp. Rozmowy osób silnie rywalizujących, niezdolnych do empatii myślowej nie zabrną do obszaru wpólnego. Wszak tam jest zagrożenie, tam można by doznać porażki. Więc każdy z takich dyskutantów siedzi w swoim okopie, powtarza własne tezy, NIE PODEJMUJĄC UCZCIWIE, nie próbując w pełni zrozumieć tez drugiej strony, lecz je raczej ignorując.
- nieempatyczne spamowanie, robienie destrukcji myślowo - emocjonalnej - inną postacią nieempatycznego myślowo postępowania jest psucie dyskusji ciągłym jej rozbijaniem niemerytorycznymi wstawkami, uwagami kompletnie z boku itp. Dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy NASTAWIAMY SIĘ NA MERYTORYCZNY DYSKURS, a nie luźną wymianą opinii (w tym ostatnim przypadku, czyli tam gdzie z założenia dyskusja jest bardzo luźna, opisane uwagi nie są już spamem, a pożądaną wypowiedzią). W dyskusjach ten rodzaj braku empatii objawia się przede wszystkim niekonstruktywnymi wypowiedziami w stylu "ale tu głupio napisali"., albo "poczytaj sobie definicję tego pojęcia" (przy braku wyjaśnienia na jaki aspekt sprawy ktoś zwraca uwagę), albo wklejenie linka do filmu o kotkach, czy zdjęcia nie mającego żadnego związku z tematem dyskusji. Brak empatii tutaj objawia się niechęcią do wczuwania się W CEL I POWÓD DYSKUSJI, robienie z niej śmietnika, psucie toku rozmowy.

Czym więc empatia myślowa jest? - teraz pisząc bardziej pozytywnie...
Jest NASTAWIENIEM, aby ZROZUMIEĆ DRUGĄ STRONĘ, a dalej TRZYMAĆ SIĘ MYŚLI, KTÓRĄ DRUGA STRONA NASZKICOWAŁA, starać się podążać z tym, co ktoś inny nam komunikuje, a nie wciąż tylko uparcie wracać do tego co swoje, co mamy we własnej głowie, co sobie wymyśliliśmy i w związku z tym uważamy to za mądre. Empatyczny myślowo nie stawia twardych zarzutów, ale jeśli już jakiś zarzut sformułuje, to zrobi to w postaci umożliwiającej wytłumaczenie się. Bo nie chodzi o to, aby drugą stronę pogrążyć, ale ABY SIĘ POROZUMIEĆ. Zatem krytyka w dyskusji osób empatycznych myślowo polega na stawianiu sprawy: wytłumacz ten aspekt, który wydaje mi się niespójny - może potrafisz mi pokazać tę ścieżkę myśli, która łączy rzeczy, bo ja na razie widzę to połączenie jako niepoprawne. Empatyczni myślowo NIE WALCZĄ W DYSKUSJI, A WŁAŚNIE TŁUMACZĄ SOBIE, co chcieli sobie zakomunikować. Empatyczni starają się zbliżać do siebie myślowo a nie szukać nieustannie konfrontacji, brać pod uwagę sugestie myślowe drugiej strony, szacują na ile jakaś ścieżka myśli daje szanse na dogadanie się, porozumienie, a na ile może być jałowa.

Oczywiście ze wszystkim można przesadzić. Nadmiar empatii grozi swego rodzaju jałowością. Dlatego rozsądnie pojmowana empatia nie jest empatią bezmyślną, taką "na hurrraa", byle więcej. Empatia też powinna być trochę trzymana w ryzach, czyli zrozumienie drugiej strony jest przejściowe, czasowe - nie chodzi o to, aby porzucić swoje poglądy i w całości przejąć myślenie drugiej strony, ale aby owe poglądy postawić obok siebie i porównać W SPOSÓB UCZCIWY. Wtedy dopiero objawi się korzyść, cel z dyskusji - każda ze stron wzbogaci się o nową, szerszą perspektywę. Być może coś zmieni we własnych poglądach na świat, a być może je pozostawi, ale już od teraz będzie wiedziała, jak to ktoś inny może postrzegać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:29, 11 Lip 2017    Temat postu:

Uwaga na plagiat, Michal.

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 15:30, 11 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:05, 11 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Uwaga na plagiat, Michal.

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Możesz jaśniej?
Kto, co, jaki plagiat?...
Czy to ja coś splagiatowałem, czy inni coś splagiatowali, czy może Ty się do czegoś przyznajesz w tym względzie?...
Coś insynuujesz?
Na jakiej podstawie?... - że Ci się skojarzyło?...
- Ale nawet nie podajesz najmniejszego punktu zaczepienia, CO jest powodem Twojej uwagi.

Sorry, ale tak niejasno formułujesz swoje uwagi, że mam tego rodzaju tekst ochotę wywalić w kosmos, jako kompletny śmieć.
Jaką tezę stawiasz? - możesz napisać?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 16:06, 11 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:35, 11 Lip 2017    Temat postu:

Napisałeś ->
Cytat:
Można by mówić o pewnym szczególnym rodzaju empatii - określmy ja roboczo "empatia myśli". Jest to nowe pojęcia (chyba, że ktoś już wpadł na pomysł zastosowania tego zbitka słownego, ale ja o tym nic nie wiem), więc kto pierwszy jego powstanie zapostulował, ten "ma do niego prawa". Niniejszym więc ja - piszący te słowa - Michał Dyszyński - uważam się za najbardziej uprawnionego definiującego ów termin, więc w dalszych dyskusjach nie przyjmę argumentu, że empatia myśli "jest czymś innym". Jak ten, który zaklepał termin, mam przewagę.
, więc podałam link do terminu hinduskiego "karuna" (termin szerszy niz empatia) i polskiego wyjaśnienia terminu "empatia", który zawiera w sobie rozumienie myśli. Dodanie terminu "myśli" do terminu "empatia" i stworzenie konstrukcji mentalnej "empatia myśli" nie powoduje stworzenia unikalnej/nowej konstrukcji mentalnej i dlatego zwróciłam Ci uwagę na potencjalny plagiat.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 16:36, 11 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:07, 11 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Napisałeś ->
Cytat:
Można by mówić o pewnym szczególnym rodzaju empatii - określmy ja roboczo "empatia myśli". Jest to nowe pojęcia (chyba, że ktoś już wpadł na pomysł zastosowania tego zbitka słownego, ale ja o tym nic nie wiem), więc kto pierwszy jego powstanie zapostulował, ten "ma do niego prawa". Niniejszym więc ja - piszący te słowa - Michał Dyszyński - uważam się za najbardziej uprawnionego definiującego ów termin, więc w dalszych dyskusjach nie przyjmę argumentu, że empatia myśli "jest czymś innym". Jak ten, który zaklepał termin, mam przewagę.
, więc podałam link do terminu hinduskiego "karuna" (termin szerszy niz empatia) i polskiego wyjaśnienia terminu "empatia", który zawiera w sobie rozumienie myśli. Dodanie terminu "myśli" do terminu "empatia" i stworzenie konstrukcji mentalnej "empatia myśli" nie powoduje stworzenia unikalnej/nowej konstrukcji mentalnej i dlatego zwróciłam Ci uwagę na potencjalny plagiat.

To może sprawdź w słowniku słowo "plagiat". Bo to co napisałaś, od znaczenia owego terminu, ma się nijak.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:07, 11 Lip 2017    Temat postu:

W tym kontekście plagiatem, jak już wyjaśniłam, jest kopiowanie idei innych i przyjmowanie pozycji autorstwa. Wskazałam na termin "empatia", który zawiera aspekt zrozumienia i odczuwania czyichś myśli. Twój postulat "empatii myśli" to, nie wierzę lecz wiem, nieintencjonalne zagubienie się w terminologii "empatii" i jej znaczeniu przez zbytnie przemyśliwanie/too much conceptual stimulation.

Świadomość obniżyła Ci się tutaj a wyznacznikiem ikony (quick click/szybki/nieprzemyslany klik) jest uśmiech i miecz:
Cytat:
... jednocześnie:więc kto pierwszy jego powstanie zapostulował, ten "ma do niego prawa". Niniejszym więc ja - piszący te słowa - Michał Dyszyński - uważam się za najbardziej uprawnionego definiującego ów termin, więc w dalszych dyskusjach nie przyjmę argumentu, że empatia myśli "jest czymś innym". Jak ten, który zaklepał termin, mam przewagę.
Tekst pobrubiony to swiadomosc najnizsza w kontekscie pozycjonalnosci ego.

Bo, jak następuje:
(1) podobnie jak funkcja mózgu emocjonalnego człowieka, nie odczuwa emocji; podobnie "empatia" nie "myśli" ani "myśli" nie są w stanie odczuwać "empatii".
(2) "Empatia" jest stanem możliwości zrozumienia i współodczuwania myśli i, jak potwierdza szersze znaczenie w hinduskim karun nie tylko myśli drugiego człowieka i nie jest to li tylko domeną świadomości umysłu konceptualnego człowieka (< 499 LoC, Hawkins, 1995) ecz trawersem w świadomość mistyczna gdzie w tradycji katolickiej oosoby nie skażone dogmatem wiary narzuconym przez realistów cesarza Konstantyna i następców użyłyby terminu "otwieranie się serca na drugiego człowieka" kiedy z "rąk" (termin umowny) wypuszcza się strach a tym samym osąd, i wszelkie aspekty cierpienia czyśćcowego za życia (w tradycji buddyjskiej (o)bledne kolo samsary), które nie zaczyna się po śmierci w zaleznosci od "rezultatu" sadu ostatecznego lecz jest tu i teraz. I tylko tu i teraz możemy coś zmienić. Wiec unies sie i lataj :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:21, 11 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
W tym kontekście plagiatem, jak już wyjaśniłam, jest kopiowanie idei innych i przyjmowanie pozycji autorstwa. Wskazałam na termin "empatia", który zawiera aspekt zrozumienia i odczuwania czyichś myśli. Twój postulat "empatii myśli" to, nie wierzę lecz wiem, nieintencjonalne zagubienie się w terminologii "empatii" i jej znaczeniu przez zbytnie przemyśliwanie/too much conceptual stimulation.

Świadomość obniżyła Ci się tutaj a wyznacznikiem ikony (quick click/szybki/nieprzemyslany klik) jest uśmiech i miecz:
Cytat:
... jednocześnie:więc kto pierwszy jego powstanie zapostulował, ten "ma do niego prawa". Niniejszym więc ja - piszący te słowa - Michał Dyszyński - uważam się za najbardziej uprawnionego definiującego ów termin, więc w dalszych dyskusjach nie przyjmę argumentu, że empatia myśli "jest czymś innym". Jak ten, który zaklepał termin, mam przewagę.
Tekst pobrubiony to swiadomosc najnizsza w kontekscie pozycjonalnosci ego.

Bo, jak następuje:
(1) podobnie jak funkcja mózgu emocjonalnego człowieka, nie odczuwa emocji; podobnie "empatia" nie "myśli" ani "myśli" nie są w stanie odczuwać "empatii".
(2) "Empatia" jest stanem możliwości zrozumienia i współodczuwania myśli i, jak potwierdza szersze znaczenie w hinduskim karun nie tylko myśli drugiego człowieka i nie jest to li tylko domeną świadomości umysłu konceptualnego człowieka (< 499 LoC, Hawkins, 1995) ecz trawersem w świadomość mistyczna gdzie w tradycji katolickiej oosoby nie skażone dogmatem wiary narzuconym przez realistów cesarza Konstantyna i następców użyłyby terminu "otwieranie się serca na drugiego człowieka" kiedy z "rąk" (termin umowny) wypuszcza się strach a tym samym osąd, i wszelkie aspekty cierpienia czyśćcowego za życia (w tradycji buddyjskiej (o)bledne kolo samsary), które nie zaczyna się po śmierci w zaleznosci od "rezultatu" sadu ostatecznego lecz jest tu i teraz. I tylko tu i teraz możemy coś zmienić. Wiec unies sie i lataj :)

Sorry, ale nie rozumiem Twoich uwag. Dla mnie są one jakieś bez kręgosłupa - tzn. czepiasz się jakichś aspektów zupełnie z innej beczki. Plagiat?... - mamy z nim do czynienia wtedy, gdybym wziął jakieś dzieło, przedstawiając je jako swoje. Jeśli uważasz, że moja nazwa "empatia myśli", którą chciałem odróznić od empatii w moim przekonaniu bardziej typowej - tu można by użyć określenia "empatia uczuć", to proszę wskaż źródło, w którym ktoś używa tego terminu w tym konkretnie znaczeniu i w taki sposób.
Gdyby tak się stało, to ja bym wycofał się z mojej propozycji terminu i wymyślił jakąś inną.

Tyle, że teraz nie o to mi chodzi.
Chcę Ci zwrócić uwagę, że oskarżenie o plagiat nie jest ogólnie takim "byle czym" - za plagiat można odpowiadać karnie. Aby takie oskarżenia rzucać, trzeba mieć COŚ MOCNEGO - pokazać, ze tekst jest w większości skopiowany z innego dzieła, a podpisany własnym nazwiskiem. Ja mam czyste sumienie - bo pisałem swój tekst CAŁKIEM Z GŁOWY. Prawdopodobieństwo, że będzie on podobny do jakiegokolwiek innego jest więc w zasadzie bliskie zeru. Ale jeśli rzucasz "tak sobie" tego rodzaju mocne oskarżenia, to podaj mi jakieś dowody, albo najprawdę silne przesłanki, że ja skopiowałem większość czyjegoś tekstu. W przeciwnym wypadku należałoby przypuszczać, że kierują Tobą wyjątkowo NISKIE INTENCJE - jątrzenia, oskarżania bez podstaw, bycia osobą liczącą na wywoływanie złych uczuć. To stawia pod znakiem zapytania inne Twoje zapewnienia o dobrych intencjach. Czyżby te Twoje "dobre intencje" to była w istocie ściema skrywająca głębiej osobę, która ma intencje... PO PROSTU ZŁE?...
Ale pewnie znowu...
zmienisz temat.
Potraktujesz sprawę "holistycznie", czyli okaże się nieważne to co Ty robisz, bo tak Ci wychodzi, tak Ci się skojarzyło. Bo co by Ciebie miało dotyczyć, jest nieważne, to się nie liczy, zagłębisz się w jakąś swoją medytację, wkleisz link do flimu państwa Gajdów, dokładając rachunek jakiegoś LOC... I nieważne będzie, że rzucasz oskarżenia bez pokrycia. Czyż nie tak?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:44, 11 Lip 2017    Temat postu:

Termin "empatia", jak ponownie wyjaśniam, ma wbudowany w sobie stan możliwości człowieka zrozumienia i odczuwania myśli i nie tylko myśli drugiego człowieka.

Termin "empatia myśli" jest nieporozumieniem, bo empatia nie myśli ani myśli nie odczuwają empatii. Podobnie jeste z terminem "empatia uczuc", bo empatia ma w sobie wbudowane odczuwanie.

Terminy "uwaga na plagiat" i "dlatego zwróciłam Ci uwagę na potencjalny plagiat" nie sa synonimami terminu "oskarżenie o plagiat" :)

Atest czy a ... test ->
Cytat:
Czym więc empatia myślowa jest? - teraz pisząc bardziej pozytywnie...
Jest NASTAWIENIEM, aby ZROZUMIEĆ DRUGĄ STRONĘ, a dalej TRZYMAĆ SIĘ MYŚLI, KTÓRĄ DRUGA STRONA NASZKICOWAŁA, starać się podążać z tym, co ktoś inny nam komunikuje, a nie wciąż tylko uparcie wracać do tego co swoje, co mamy we własnej głowie, co sobie wymyśliliśmy i w związku z tym uważamy to za mądre. Empatyczny myślowo nie stawia twardych zarzutów, ale jeśli już jakiś zarzut sformułuje, to zrobi to w postaci umożliwiającej wytłumaczenie się. Bo nie chodzi o to, aby drugą stronę pogrążyć, ale ABY SIĘ POROZUMIEĆ. Zatem krytyka w dyskusji osób empatycznych myślowo polega na stawianiu sprawy: wytłumacz ten aspekt, który wydaje mi się niespójny - może potrafisz mi pokazać tę ścieżkę myśli, która łączy rzeczy, bo ja na razie widzę to połączenie jako niepoprawne. Empatyczni myślowo NIE WALCZĄ W DYSKUSJI, A WŁAŚNIE TŁUMACZĄ SOBIE, co chcieli sobie zakomunikować. Empatyczni starają się zbliżać do siebie myślowo a nie szukać nieustannie konfrontacji, brać pod uwagę sugestie myślowe drugiej strony, szacują na ile jakaś ścieżka myśli daje szanse na dogadanie się, porozumienie, a na ile może być jałowa.


Jak ścisnę pomarańcze, to naturalnie wypłynie sok pomarańczowy. Jak scisne człowieka, to nie wiadomo co wypłynie (metafora) :) Ale było ciekawie poczytać Twoją "filozofie" w temacie. Czy sie z nia zgadzm czy nie, to inny temat :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Wto 22:51, 11 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:44, 11 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Termin "empatia", jak ponownie wyjaśniam, ma wbudowany w sobie stan możliwości człowieka zrozumienia i odczuwania myśli i nie tylko myśli drugiego człowieka.

Termin "empatia myśli" jest nieporozumieniem, bo empatia nie myśli ani myśli nie odczuwają empatii. Podobnie jeste z terminem "empatia uczuc", bo empatia ma w sobie wbudowane odczuwanie.

Nie przekonałem Cię. Ale Twoje uwagi z kolei mnie też nie przekonały.

Uważam, że jest czymś naturalnym w rozumowaniu braniu pewnych starszych pojęć, dodawaniu ewentualnie jakichś określników, aby stwarzać nowe terminy na podobieństwo poprzednich, ale jakoś tam zmodyfikowanych. Nie raz w historii myśli ludzkiej takie rzeczy czyniono - np. różnicujemy termin "demokracja" osobno na "demokracja parlamentarna", "demokracja bezpośrednia"; jest też "demokracja pośrednia". Jak powstanie jeszcze jakiś inny pomysł na sprawowanie rządów przez ludzi, nadzorowanie władzy wykonawczej, to może ktoś wygeneruje jeszcze inną kombinację w stylu "demokracja ...".
Jak powstaje praca naukowa - np. związana z jakimś rodzajem badania, to zwykle się dokonuje UŚCIŚLEŃ TERMINOLOGII - polega to zwykle na wzięciu jakiegoś słowa najbliższego znaczeniowo badanej cesze, czy własności i stwierdza, zę "na potrzeby niniejszego badania i niniejszej publikacji słowo XYZ będziemy rozumieli jako ...". Oczywiście można mieć zastrzeżenia co do tego, czy właściwe słowo zostało wybrane. Tak więc Twoje zastrzeżenie jest jakimś głosem, wartym zauważenia, że Tobie akurat nie pasuje moja nowa terminologia. Tu jest ok.
Natomiast z "plagiatem" nie ma to kompletnie nic wspólnego! Twoje uwagi w tym względzie uważam za niezrozumiałe w bardzo wysokim stopniu.

Wracając do terminu empatia - właściwie to uważam, że ta empatia, którą intuicyjnie większość ludzi stosuje w swoim języku ma właśnie te dwie główne komponenty - intelektualną i uczuciową. To oczywiście nie jest jakieś wielkie odkrycie - bo wszystko co w naszym umyśle rozważamy (z wyjątkiem bardzo pierwotnych prostych wrażeń) zawiera w sobie te dwa aspekty. Przy czym czasem wyraźniej górę bierze strona uczuć, a czasem intelektu. Stąd dla empatii kierującej się przede wszystkim uczuciowością pozwoliłem sobie na wyróżnienie określnikiem "empatia uczuciowa", a dla tej z przewagą intelektu, czyli z wzajemnym podążaniem za sobą w kierunku uzgodnienia i wspólnoty myśli zastosowałem określenie "empatia intelektualna".

W ten sposób rysuję pewien ZGRUBNY MODEL mechanizmu empatii. Może to jest nowy model, może nie spotykany; może też się komuś nie podobać, nie odpowiadać jego wyobrażeniom. Wtedy ów model odrzuci. Moim jednak wyobrażeniom ów model całkiem nieźle odpowiada, jakoś wyjaśniając właśnie MECHANIZMY ROZUMIENIA SIĘ I UCZENIA.
Jak wykazują badania, to najbardziej pierwotne uczenie się opiera się na mechanizmie naśladownictwa, właśnie na wyczuwaniu przez ucznia tego, co prezentuje jego mentor. W tych sytuacjach gdy mentor skupia się na zagadnieniach intelektualnych, na procedurach i mechanizmach, lekceważąc aspekt emocjonalny (pewnie całkowicie go nie usuwając, ale spychając mocno w tło) w moim modelu posługuje się mechanizmem empatii intelektualnej - czyli właśnie tej funkcji myśli, która SZUKA PODOBIEŃSTWA I WSPÓLNYCH ŚCIEŻEK intelektualnego obrazowania rzeczywistości. W moim modelu tak tak to jest. A pojęcia sobie "zawłaszczyłem" bo było mi tak wygodnie - proszę je więc w tym sensie traktować jako "prywatne" adekwatne tylko do tego modelu, czyli jako INNE od tych, które sobie takim, czy inny człowiek wyobraża, czy wyobrażał do tej pory na własny użytek.

Warto zwrócić uwagę na to, że ścisły wzorzec dla pojęć właściwie nie występuje. Słowa zmieniały znaczenie na przestrzeni wieków, a do tego mają wiele swoich kontekstów, które czasem dość mocno się od siebie różnią. Więc naturalne jest używanie ich w jakichś wybranych znaczeniach i poprawne (a nawet bardzo pożądane) jest wyjaśnianie w jakim kontekście używa ich ktoś w bieżącym wyrażeniu.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 23:46, 11 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:04, 19 Paź 2017    Temat postu:

Mogłem być...
Mogłem się urodzić w rodzinie muzułmańskiej w Syrii. Teraz zabito by mi rodzinę, nie miałbym gdzie się schronić.
Mogłem wychowywać się w rodzinie złodziei, mimowolnie dzieląc ich szczególną "etykę", polegającą na tym, że dobrze jest kraść.
Mogłem mieć geny psychopaty - kogoś nie odczuwającego empatii, skłonnego do patologicznej kontroli i krzywdzenia innych ludzi
Mogłem znaleźć się na terenach ogarniętych wojną - bez względu na to, co myślę, czuję, jaki mam światopogląd.
Mogłem być przez całe życie niszczony psychicznie - czy to przemocą rodzinną psychiczną, czy fizyczną. Mogłem mieć rany na uczuciach, których nie sposób zagoić - być molestowanym seksualnie, notorycznie poniżany, pozbawiany ludzkich praw.
To mogłem być też ja - cokolwiek dowiem się o tych strasznych zdarzeniach na świecie - nie mam prawa uważać, że ja bym się z nich wywinął, gdybym tylko trafił na miejsce tamtych ludzi - dostał ich rodziny, geny, społeczności, władze państwowe, czy warunki naturalne.

Gdy widzę pewność i przekonanie osób potępiających - głoszących jak to ci, czy owi "są sobie winni", albo tak to "musiało być", że teraz dzieje się jakimś ludziom wielka krzywda, to sobie myślę NA JAKIEJ PODSTAWIE ci ludzie tak twierdzą? Sprawdzili to?... Byli na miejscu tamtych ludzi?...
Nie rozumiem tych wszystkich, którzy z góry wiedzą kto z pewnością jest terrorystą, czy innym złym człowiekiem. Nie wiedząc o tym człowieku właściwie NIC KONKRETNEGO, poza samym faktem, że gdzieś jest i pochodzi z jakiejś tam społeczności.
Czy patrząc na Polaków - kiboli, agresywne osiłki, złodziei samochodów, gangsterów - godzimy się na to, że to każdy z nas (czyli także JA) jest takim właśnie Polakiem? Czy słusznym jest uznanie Polaków za oszustów, skoro w polskim społeczeństwie występują oszuści?...
A dlaczego tak łatwo przychodzi ludziom traktowanie innych społeczeństw na tej właśnie zasadzie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:12, 19 Paź 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
A dlaczego tak łatwo przychodzi ludziom traktowanie innych społeczeństw na tej właśnie zasadzie?
Pytanie można uściślić na bazie obecnej dynamiki kultury polskiej - dlaczego tak latwo przychodzi Polakowi w Polsce (często również za granicą ale to zależy od poziomu asymilacji w innym kraju, bo kontakty można zawężać w razie patologii) traktować drugiego Polaka przez pryzmat obniżania godności ludzkiej? Dlaczego Polacy nie wiedzą, że usiłując obniżyć godność drugiego człowieka obniżają własną?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:30, 19 Paź 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
A dlaczego tak łatwo przychodzi ludziom traktowanie innych społeczeństw na tej właśnie zasadzie?
Pytanie można uściślić na bazie obecnej dynamiki kultury polskiej - dlaczego tak latwo przychodzi Polakowi w Polsce (często również za granicą ale to zależy od poziomu asymilacji w innym kraju, bo kontakty można zawężać w razie patologii) traktować drugiego Polaka przez pryzmat obniżania godności ludzkiej? Dlaczego Polacy nie wiedzą, że usiłując obniżyć godność drugiego człowieka obniżają własną?

Myślę, że problem nie jest wyłącznie polski. Teraz w Birmie odbywają się czystki etniczne Rohingjów, Hitlerowcy gardzili nacjami innymi, niż germańskie w Ameryce biali (niektórzy) gardzą czarnymi, a czarni (niektórzy) białymi. Muzułmanie są prześladowani z jednej strony, a z drugiej uważają się (niektórzy) za lepszych, pragną uczyć zachodnie kobiety jak się powinny "właściwie" ubierać i zachowywać. Jedni gardzą innymi, bo tamci są biedni, albo niewykształceni, jakaś inna frakcja gardzi z powodu religii, przekonań itp. W Polsce ostatnio tej pogardy, faktycznie, mamy jakby więcej. Ale nie tylko w Polsce.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 0:14, 20 Paź 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:31, 19 Paź 2017    Temat postu:

Ale ja nie postulowałam, że Polska aspiruje do Birmy. Polska to kraj wielowiekowej tradycji w sercu Europy.

I dlaczego skupiasz uwagę na negatywnych aspektach stanu ludzkiego, którymi ani nie wpływamy na kullture narodową, która pomaga nam trzymać "fason" a kiedy ten "fason" trzymamy to jako członkowie społeczności przez jej formalne instytucje konstruktywnie wpływamy na naszą kulturę. Marginesu społecznego wyeliminować się nie da z demokratycznego społeczeństwa. Jest jak czynnik, który przypomina nam do jakich wartoosci nie aspirować.

Polska w pogardzie tonie. W polityce, na ulicy, w instytucjach, na polskojęzycznych witrynach, jest tylko agresywna pogarda drugiego człowieka, bo ewidentnie brak jest poszanowania siebie. Agresywny i wulgarny język - prostackie zachowanie, deptanie godności człowieka. Czy nikt już nie zwraca uwagi i daje ze strachu ciche przyzwolenie na takie traktowanie?

Unicestwienie polskiej inteligencji przez Niemcy hitlerowskie i Stalina nie spowodowalu takiego rozkładu kultury polskiej i spolecznestwa jak uczynili i jak wciąż czynią Polacy.

Tu tylko jeden przyklad, bo autoretetu (Mediator Midi) tez sie nie szanuje. Jak mozna prowadzic dyskusje z kims kto nazywa kogos "idiota"?
http://www.sfinia.fora.pl/apologia-teizmu,5/czy-nalezy-przyjmowac-poglad-za-ktorym-nic-nie-przemawia,10247-125.html#346907W

U nas margines jest w marginesie. Nie jest w instutucjach. Nie ma w nich prawa bytu podobnie jak na ulicy. Getto to patologia i nie przebywam a gettach duzych miast z wlasnego wyboru.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 17:40, 19 Paź 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 3:19, 04 Mar 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Uwaga na plagiat, Michal.

[link widoczny dla zalogowanych]

Nie wiem, co ma ten tekst o plagiacie do tego watku, ale sobie zajrzałem to linka z owego cytatu. Tam znalazłem sformułowanie:
Himalaya-Wiki napisał:
Empatia to właściwie opróżnienie własnego umysłu tak, abyśmy mogli słuchać całym swym jestestwem. Należy tu odróżnić zwykłe słuchanie przy pomocy uszu od słuchania z pełnym zrozumieniem. Prawdziwa empatia może pojawić się jedynie wtedy, gdy pozbyliśmy się wszelkich przyjętych z góry założeń, wyobrażeń i ocen dotyczących danej osoby

Nie za bardzo się zgodzę z użytymi tu sformułowaniami. W szczególności z koncepcją "opróżniania umysłu". Umysłu nie da się opróżnić. Być może autorowi tekstu o coś trochę innego chodzi, a użył nieco niefortunnego sformułowania. Niestety wiele tekstów buddyjskich (odnosi się to do wszystkich chyba religii) jest nieprecyzyjna, często pewną intencję stawia ponad sensowność.
Myślę, że empatia, w której byśmy opróżnili (tak z sukcesem i całkowicie) umysł skończyła by się kontaktem między osobą i jakimś zombie. Bo pusty umysł może mieć chyba tylko właśnie zombie.
Choć niewątpliwie, idąc już bardziej za pewną (domniemaną... pewności nie mam) intencją można by sobie wyobrażać, że chodziłoby tu o nie jakieś totalne opróżnianie umysłu, a usunięcie tylko pewnej części nastawień. Nie łudźmy się jednak, że da się skutecznie wszystkie nastawienia usunąć. Powiem więcej - warto być przygotowanym na nieskuteczność pomysłu z opróżnianiem umysłu i usuwaniem nastawień. Część nastawień działa i tak poza naszą kontrolą, a nawet te, które jakoś kontrolujemy, najcześciej nie są kontrolowane absolutnie. Poza tym usunięcie nastawienia generuje pustkę w tym miejscu gdzie nastawienie było - to zaś generuje następny efekt, czyli niezrozumienie wszystkich tych kontekstów myślowych, które wymagały owego usuniętego nastawienia.
Jak się sensownie zabrać do tego, o co (jak przypuszczam) autorowi mogło chodzić?...
- Trzeba zacząć od WIEDZY O SWOICH NASTAWIENIACH. Jak wiem, co mną powoduje, co jest moją indywidualną cechą, filtrem postrzegania, pragnieniem, które przyświeca w wielu ocenach, to dzięki owej wiedzy mogę się jakoś określić w kontekście obserwacji innej osoby. Ale nie da się owego nastawienia usunąć, bo gdybyśmy to zrobili, to byśmy przestali rozumieć aspekt, który w nas był reprezentowany przez to, co usunęliśmy. To działa raczej inaczej - postulujemy tu OTWARTOŚĆ NA MODYFIKACJE. Empatia polega nie na tym, że nasze rozumienie sprawy się jakoś zeruje i zastępuje rozumieniem drugiej osoby, lecz że NA BAZIE NASZEGO ROZUMIENIA, metodą modyfikacji, zmian dostosowawczych do tego, co udaje się nam wydedukować na temat tej drugiej osoby, tworzony jest obraz uczuć we wspólnocie. Czyli jest tam trochę naszego myślenia, ale już zmodyfikowanego, już w nowej wersji, stworzonej na podobieństwo tego, co sobie byliśmy w stanie wyobrazić o uczuciach tej drugiej osoby.

W wielu tekstach religijnych jest ta szczególna forma przesady, wynikła chyba z moralizatorskiego nastawienia, a trochę z przekonania, że z drugiej strony odbiera ów tekst osoba skrajnie zapatrzona w schematy, z lekka bezmyślna, mało krytyczna. Być może są podstawy do takiego przekonania, bo ludzie bezmyślni dość często bywają. Jednak często jest inaczej, więc chyba warto jest poszukać w sformułowaniach słów nieco bardziej precyzyjnych.

Tu poruszona kwestia sposobu w jaki empatię możemy (realnie) zrealizować jest moim przekonaniu bardzo (!) ważna. Empatia obarczona błędnymi założeniami wstępnymi po prostu "wykrzaczy się" gdzieś po drodze w trakcie realizacji. Warto pozbyć się pewnej utopijnej iluzji dotyczącej możliwości umysłu do idealnego opanowania wszystkiego, co ten umysł posiada, iluzji bycia tegoż umysłu absolutnym władcą, który mówi jak ma być, a umysł się posłucha. To tak praktycznie nigdy nie działa. Umysł dziala w oparciu o wcześniejsze doświadczenia, nabyte i wrodzone intuicje, odruchy, emocje. On działa tylko tym, a nie jakąś narzuconą mu koncepcją poprawnego idealnego myślenia. Tu wszystko jest dynamiczne - startujemy od jakiegoś punktu (może lepiej obszaru) i dalej jakoś się uczymy coraz to kolejnych umiejętności myślowych, dodajemy nowe doświadczenia, nową wiedzę. I to co mamy, to wlaśnie to, czego się dorobiliśmy - zawsze jakoś niepełne, zawsze w drodze, zawsze tez INDYWIDUALNE. Trzeba się z tym pogodzić, uznać to nie za błąd, tylko właściwość nieusuwalną, a potem tę właściwość oswoić. To oswojenie własnego umysłu jest bowiem jedyną realną drogą udoskonalenia siebie. Nauczymy się tego umysłu "narowów", słabości, mocnych stron, obszarów nieznanych i wątpliwych. I stosownie do tego, z czym przyszło nam podjąć myślowy kontakt będziemy musieli wybrać najlepszą strategię działania.
W przypadku empatii najlepsza strategia polegać zaś będzie na tym, aby NIE TRACĄC SIEBIE (bo to się nie da, zaś udawanie, że potrafimy być jakoś skrajnie nie sobą, skończy się na próbach działania niezrozumiałego, a więc nieporadnego, błędnego) jednocześnie odnaleźć jak najwięcej tego, co z owej drugiej osoby, odnaleźć w tej drugiej osobie właśnie cząstkę siebie.

Co do "usunięcia wyobrażeń i ocen drugiej osoby" twierdzę więc, że to się nie da. Da się jednak coś trochę podobnego, a trochę innego - tzn. wzięcia owych ocen w dodatkowe karby - pytań, weryfikacji, zaprzeczeń. Ocenianie jest trybem (naturalnym) pracy umysłu. Więc oceniać będziemy i jest to słuszne. Jednak chodzi o to, aby mieć świadomość nieabsolutnego charakteru owych ocen, aby każda ocena miała też swoją - równoważącą ją - przeciwocenę, aby widzieć złożoność sprawy, a przede wszystkim być świadomym, iz nie jesteśmy tą drugą osobą, więc nasze wyobrażenia o niej sa obarczone błędem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 4:22, 04 Mar 2018    Temat postu:

W tym linku podałam dane o empatii w interpretacji buddyjskiej, która odkreśla termin [karuna
[kuh-roo-nah]
Noun [Buddhism]
the universal compassion of a Bodhisattva.
= uniwersalna empatia Bodhisattva wojownika wybudzenia z iluzji umyslu konceptualnego/maya przez malzenstwo umyslu i serca i wyjaśniam na czym to polega.

To unia Bodhi = wybudzenie się z iluzji ego/projekcji swojej podświadomości wraz z chitta = para umysł i serce a tym samym odczucie i postawa behawioralna. Dla osoby z innej tradycji to jest trochę skomplikowane na początku, ale ja Buddyzmem się interesuje od lat dziewięćdziesiątych zanim mieliśmy dostęp do Internetu i praktykuję różne formy medytacji. Wytłumacze Ci to na podstawie tradycji katolickiej, uniwersalna empatia to moment, kiedy modlitwa słowna już nie wystarcza, kiedy nawet siedzenie w trakcie Adoracji Świętego Sakramentu nie wystarcza, to moment kiedy serce staje się pojemne na łaskę uświęcająca i "z marszu" wybacza sobie za własną możliwość osądu, i fokusuje się na drugim człowieku z punktu widzenia co mogę dla Ciebie zrobić i to leczy obydwóch i unosi. W tradycji chrześcijańskiej praktykują tą formę empatii Amisze. Czytałam książkę, jak po strzelaninie w szkole w Lancasetr wszyscy z osady zebrali się w domu najstarszego hierarchicznie lidera i najpierw się modlili słownie o wybaczenie sobie po stracie dzieci, następnie aby zabójca nie cierpiał, a następnie usiedli w ciszy kontemplacyjnej aby być pojemnymi na łaskę uświęcająca i być w stanie nadal godnie żyć.Mnie Bodhisattva pomogła ostatnio w trakcie awantury jaką spowodowali na dole w naszym domu 2 mężczyźni - mój sąsiad i jego zięć. Jak tylko usłyszałam co się świeci, usiadłam na macie i poduszce nad nimi i wysyłałam im przez medytację Tonglem energię spokoju. Następnie wybaczyłam sobie w sercu za możliwość ich osądu, potem wybaczyłam im za spowodowanie awantury, by następnie podejść do mojego sąsiada i przeprosić go w imieniu jego zięcia (który go za wyzwiska nie przeprosił, a poszło o bzdurę. Pomalował jasne drzwi drewniane szybkoschnącym lakierem wodnym i wyschły szybciej niż myślał a on myślał, że teść przeszedł i zrobił smugę odzieżą).

Ten dar Boży uniwersalnej empatii określam mianem miękkiego punktu podatnosci - to jakby styczna pomiędzy tym co we mnie odważne z tym czego się boję, bo czlowieek jest tylko człowiekiem funkcjonującym na zasadzie 2 uniwersalnych emocji - miłości moralnej i strachu.

Machig Labdrön napisał:
Wyznaj swoje ukryte błędy.
Tu nie chodzi o "litanie" tylko o to, że człowiek ma zawsze możliwość wybrać osąd/strach lub wybaczyć/milosc.
Machig Labdrön napisał:
Podejdź do tego co możnesz znajdywać odrażającym.
Tu chodzi o ból zranienia.
Machig Labdrön napisał:
Pomóz tym, którym myślisz, że nie możesz pomóc.
Tu chodzi o wybaczenie tym, którzy nas ranią.
Machig Labdrön napisał:
Wszystko, do czego się przyzwyczaiłeś, wypuść wolno.
To jest o czym piszesz, że potrzeba wyciszyć podświadomość, aby nie utonąć w jej nurtach.
Machig Labdrön napisał:
Idź do miejsc, które cię przerażają.
Czyli do tej stycznej gdzie człowiek nie ma już nic tylko zaufanie do Boga, że wybierając wybaczenie sobie, bliźniemu, i oddanie wszystkiego Bogu zbawi się. Umieranie mamy naturalnie w sobie wbudowane podobnie jak naturalnie rodzimy się. Szkoła wybaczania sobie, bliźniemu, i oddanie się łasce uświęcającej to miejsce które człowieka przeraża. Ale to takie konstruktywne przerażenie :)

http://www.sfinia.fora.pl/blog-dyskurs,67/poezja-filozoficzna-philosophical-poetry,10613-25.html#366353
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:13, 14 Mar 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
...wybaczyłam sobie w sercu za możliwość ich osądu, potem wybaczyłam im za spowodowanie awantury, by następnie podejść do mojego sąsiada i przeprosić go w imieniu jego zięcia (który go za wyzwiska nie przeprosił, a poszło o bzdurę.


Z tym wybaczaniem mamy problem. Z jednej strony wybaczenie jest swego rodzaju absolutnym nakazem - tak w religii chrześcijańskiej, ale chyba tez i jakoś nakazem "logicznym", bo kto nie wybacza, ten cały czas nosi gorycz w sobie i sam na tym traci.
Powstaje jednak problem - wybaczyć, a WYBACZYĆ NAPRAWDĘ. Albo jeszcze inaczej - chodzi o KSZTAŁT owego wybaczenia. Wybaczenie bezkształtne, takie po prostu nakazane sobie i wmówione - wybaczam, wybaczam, wybaczam... (dalej tysiąc powtórzeń) najczęściej jest nieskuteczne. To co prawdziwie nas boli, nie będzie wybaczane na zawołanie. Na nie trzeba najczęściej sposobu i każde wybaczenie jest jakoś inne, jest sięgnięciem do sytuacji winowajcy. Jednemu wybaczymy, motywując się jego trudnym dzieciństwem, innemu zdenerwowaniem, porywczym charakterem, jeszcze innemu słabością rozpoznań, brakiem doświadczenia. Gdy już wszystko zawiedzie można jeszcze motywować się jakimś takim przebaczeniem "ogólnoludzkim", może boskim, może wspominając Jezusa, który przebacza oprawcom na krzyżu, albo wspominając własne życiowe wpadki, gdy w sumie chcieliśmy dobrze, a wyszło (w szczególności dla innych) niedobrze.
To prawdziwe wybaczenie wymaga pewnej postaci wiedzy, doświadczenia, zrozumienia. Ono nie jest pustym zadeklarowaniem, a potem zmuszeniem się, lecz pewną ścieżka poszukiwania zgody w sobie. Jest tez odnajdywaniem wspólnoty z winowajcą, rozumieniem go, tak jak się rozumie siebie. Wtedy dopiero przebaczenie robi się realne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin