Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Teizm dojrzały i samoświadomy

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:12, 29 Paź 2018    Temat postu: Teizm dojrzały i samoświadomy

W tym wątku mam zamiar poruszać sprawę dojrzewania mentalnego do teizmu świadomego, przemyślanego, prawdziwie wybranego.
Zdaję sobie sprawę z tego, że większość teistów swoją religię zwyczajnie dziedziczy, dostaje we w miarę kompletnej postaci od społeczności, w której żyje, działa. Ten fakt implikuje kilka efektów, w dużym stopniu negatywnych:
1. ludzie wyznają religię, która w istocie wcale nie jest ICH, ona jest kopiowana (nieudolnie najczęściej) do umysłu z wzorców i tekstów zewnętrznych. Przy czym o ile sam fakt owych wzorców nie jest niczym niewłaściwym, to już automatyzm ich stosowania, brak włączenia własnych głębszych funkcji poznawczych do całego procesu, powoduje, że ludzie "wierzą" w coś, w co nie do końca wierzą - ludzie nie znają swojego własnego światopoglądu.
2. ludzie mają swoje religie - światopoglądy nie przemyślane, NIE OPERACYJNE, czyli nie nadające się do użycia myślą inaczej, niż w postaci prostych memów kulturowych. Kulturowość zawłaszcza religię, świadomość nie pełna nie włącza się do całego procesu. To dalej powoduje błędność i konflikty rozpoznań tego, czego religia dotyczy, skupienie się na zewnętrznej warstwie teizmu - na symbolach, ludziach, miejscach, a nie na ideach, które są pozostają obce, niezrozumiałe. Przy czym, niestety, instytucjonalne formy religii często utrwalają ów stan rzeczy. One nie są zainteresowane rozwojem głębszej duchowości, bo taka duchowość jest zbyt swobodna i niezależna, nie daje sobą zarządzać, nie daje się łatwo wpasowywać w rozpoznawalne ramy. To przez wiele autorytetów religijnych jest odczytywane jako brak kontroli, jako wymykanie się ludzi spod ich wpływu, jako zagrożenie, a także odchodzenie wiernych od religii. Tymczasem jest tak, że zbytnie akcentowanie zewnętrznych objawów przywiązania do czegoś (religia jest tu jednym z możliwych przykładów) może być swoistą kulą u nogi w kontekście głębszego, bardziej zaangażowanego i prawdziwego zaangażowania. Autorytety religijne powinny na pewnym etapie ludziom bardziej zaufać, pogodzić się z tym, że duchowość nie koniecznie będzie widać, że ona rozwija się w zaciszu ludzkiej duszy.
3. Skupienie na zewnętrzności u wielu osób przyjmuje postać walki o taką, a nie inną formę owej zewnętrzności. Stąd mamy wojny religijne, walki o władzę w społecznościach religijnych, czy jakieś patologiczne przywiązanie do samych form, rytuałów, wypowiadanych słów.

Chcę się więc tutaj zastanowić na teizmem dojrzałym: jaki on właściwie jest? Czym różni się od postaci prymitywnych, kulturowych?
Chcę też po prostu o takim - dojrzałym - teizmie po prostu gdzieś napisać, dać wyraz temu, że on PO PROSTU JEST. Bo chyba spora część ludzi staje się ateistami właśnie z tego powodu, że ma dość teizmu kulturowego - takiego, który chce im mnóstwo rzeczy nakazywać, zakazywać, ustawiać na swój (często postrzegany jako dziwaczny) sposób, nie tłumacząc ani dlaczego to robi, czemu to wszystko ma służyć? Chcę gdzieś napisać, że ten prawdziwy teizm jest inny - że nie jest kolejną postacią walki o władzę, lecz darem dla świadomości. Chcę napisać, że taki teizm też istnieje, że mamy alternatywę względem teizmu kulturowego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:34, 29 Paź 2018    Temat postu: Re: Teizm dojrzały i samoświadomy

Na początek chciałbym opisać główny chyba aspekt różnicujący teizm dojrzały od odziedziczonego, kulturowego. Polega na on na prawie/obowiązku stawiania uczciwych pytań.
W teizmie kulturowym, tezy przyjmujemy "bo tak jest", jesteśmy traktowani jak małe dzieci, którym się nic nie tłumaczy, bo i tak nie zrozumieją, a przecież wykonywać pewne rzeczy muszą (innych im nie wolno). Teizm kulturowy to teizm posłuszeństwa i naśladownictwa.
Teizm dojrzały jest właściwie odwróceniem tej tendencji teizmu kulturowego - tutaj O WSZYSTKO WYPADA SPYTAĆ. Teizm dojrzały jest uświadomieniem sobie mocy własnej świadomości i wręcz KONIECZNOŚCI PYTANIA, WĄTPIENIA, DOSKONALENIA SWOJEGO ROZUMIENIA I ODCZUWANIA.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:21, 14 Kwi 2019    Temat postu: Re: Teizm dojrzały i samoświadomy

Przyznam, że religia - choć z jednej strony wiele mi dała - to z drugiej sporo spraw zagmatwała, czasem zafałszowała. Z wielu religijnych memów, wskazań musiałem się mentalnie odkopywać. Może tak właśnie ma być?...
Gdyby człowiek dostawał - tu na Ziemi - już gotową, idealną religię, to nie miałby szansy do wykazania się pracą swojemu umysłu, uczuć, woli. Bóg daje nam ułomne religie nie bez powodu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 15:16, 07 Lis 2019    Temat postu: Re: Teizm dojrzały i samoświadomy

Dołączam w tym miejscu własne wyjaśnienie, jakie wyprodukowałem w innym wątku. Bo w tamtym wątku się pewnie zagubi, może przykryje go troling i komentarze różne. A wydaje mi się, że owe sformułowania jakoś mi się udały, szkoda by było całkiem je zapomnieć.
Michał Dyszyński napisał:
Irbisol napisał:
anbo napisał:
Bóg więc z premedytacją stwarza niewierzącego, a potem go za tę niewiarę karze. Daje aparat decyzyjny i dane, a nawet wie jaki będzie efekt (niewiara) i karze. Gdzie w tym sens?

Wyjaśnienie jest takie, że w tym przypadku Bóg zawiesza swój determinizm i człowiek może autentycznie wybrać.

Problem polega jednak na tym, że ten "wybór" wcale nie zależy od mojej woli. Bo nie jestem w stanie wybrać, żeby wierzyć. Na czym taka wiara miałaby polegać - na zewnętrznej manifestacji, podczas gdy de facto wcale nie jestem przekonany i czuję, że to ściema?
I za to mam być karany ... no faktycznie nieskończenie mądre i MIŁOSIERNE postępowanie. Głupotą dorównujące chyba tylko pretensjom, że ktoś śpi w piżamie w krokodyle.
Skąd taka pretensja miałaby się wziąć o tę piżamę - nie mam pojęcia. Podobnie jak nie mam pojęcia, skąd pretensja o brak wiary. Widocznie to jakaś straszna zbrodnia musi być.

Ostatecznie ta kwestia wiary wcale nie jest tak zawikłana i sprzeczna, jak to się wydaje. Ale wytłumaczyć to jest dość trudno.
Błąd, który popełniacie polega na tym, że że traktujecie wiarę w oderwaniu od całego jestestwa człowieka - uważacie ją za coś w rodzaju aktu pojedynczej decyzji, która sobie tak nagle się ujawnia, "zaklikując się" w neuronach człowieka. Oto ktoś tak znienacka uwierzył, stało się, ma zaliczone.
Trochę się nie dziwię, bo w Biblii ta sprawa jest "omawiana" trochę nie wprost. Są przykłady, opisy zdarzeń, ale samego pojęcia wiary w jakimś całościowym opisie nie znajdziemy. Efektem jest przeświadczenie, że wiara jest właśnie takim jednorazowym aktem uznania czegoś za prawdę, na zasadzie: uwierzył - sztuka.
Wszystko się wyjaśnia, gdy się człowiek zastanowi nad CAŁOŚCIĄ posadowienia wiary w świadomości, gdy się rozumowaniem jawnie zażąda, aby wiarę potraktować w całym kontekście myśli, uczuć, pragnień. Wiara w głębokim znaczeniu jest czymś znacząco różniącym się od jakiegoś incydentu myślowego w rodzaju "od dzisiaj za prawdę uznaję ...", jest PRZEFORMOWANIEM CAŁEJ ŚWIADOMOŚCI, a właściwie to wręcz POWSTANIEM ŚWIADOMOŚCI DO NOWEGO ISTNIENIA.

Wiara, która ma taką moc przeformowania świadomości musi jednak głęboko zapuścić korzenie w uczucia, rozumowanie, osobowość. Ona będzie odpowiedzią nie tylko na pytanie: co tam sobie teraz uznałem? lecz wręcz na pytanie: kim jestem?
Stan odpowiedzi na to pytanie przed ową transformacją wiarą wygląda całkiem podobnie do obrazu myślenia ateisty - w jego ramach jestem:
- istotą rzuconą w okrutny świat
- jestem tym, który walczy jakoś o opanowanie swojego ciała i najbliższego otoczenia
- istotą pragnącą różnych sukcesów, narzuconych/zasugerowanych kulturą i genami
- do końca nie wiem nawet, gdzie się kończy zewnętrze - świat, a zaczynam ja - osoba, wszystko to jakoś razem się wikła, nie pozwalając mi określić co jest mna (czy w ogóle coś jest mną?)
- jestem istotą przerażoną ogromem rzeczywistości, lękającą się nieuchronnego końca, świadomością, która heroicznie ciągnie przez życie swą mentalną samotność, a z nią brak ostatecznego celu i odpowiedzi na pytanie: kim jestem?

"Uwierzyć", w religijnym, chrześcijańskim sensie słowa oznacza zmianę całego tego kompleksu traktowania siebie i rzeczywistości. Nie polega na jednostkowym "stwierdzeniu samemu sobie", że jest Bóg. Polega na uświadomienie sobie KIM JA JESTEM?
- jestem PODMIOTEM - niezależnym obserwatorem rzeczywistości, ważnym i niezbywalnym
- to co myślę i czuję jest ważne - w znaczeniu ma TRWAŁOŚĆ, a więc buduje ODPOWIEDZIALNOŚĆ, czyli KONSEKWENCJE dla tego, co zadzieje się we mnie - tak konsekwencje dla mnie dobre, jak i złe.
- myśleniem i odczuwaniem STWARZAM SIEBIE (mentalnie), mam moc sprawczą - znowu w dodatkowym sensie JESTEM PODMIOTEM.
- to, że jestem podmiotem wynika z SAMEJ NATURY CZŁOWIECZEŃSTWA, dziedziczącego naturę od istoty trwałej i niesprzecznej w stopniu absolutnym - od Boga. Właściwie to od pewnego stopnia sam o sobie będę miał prawo powiedzieć "jestem, który jestem", czyli jestem "z natury rzeczy", niezbywalnie.
- osią mojego trwania jest pewnego rodzaju NADŚWIADOMOŚĆ polegająca na nawiązywaniu KONTAKTU Z WŁASNĄ GŁĘBOKĄ NATURĄ - z boskością we mnie.

Obrazuje to pięknie, choć skrótowo fragment początkowy ewangelii św. Jana.
Ew. św. Jana napisał:
(10) Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. (11) Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. (12) Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - (13) którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

Warto dodać, że określenie "słowo" w greckim oryginale było zapisane jako "logos" (grecki oryginał Biblii jest dostępny w sieci, kto nie wierzy, może sobie sam sprawdzić). Zatem to "słowo", o którym mówi pismo jest czymś więcej, niż jakimś wyrażeniem, dźwiękiem, frazą. Logos jest naturą rzeczywistosci, samą myślą i niejako tej rzeczywistości logiką ("logika" też ma źródłosłów od "logos").
Uwierzyć oznacza transformację - uniezależnienie się od sposobu w jaki do tej pory trwaliśmy, myśleliśmy o sobie - gdy byliśmy "z woli mężą", z "krwi i żądzy ciała", czyli tłumacząc na współczesny - z genów, instynktów, kultury, związków ze społeczności. Przed owym wielkim UWIERZENIEM byliśmy tylko tym, co warunkuje, tylko tym kłębowiskiem wpływów i przyczyn różnych. Po uwierzeniu stajemy się podmiotem, stajemy się KIMŚ.
Naturalnym jest tu pytanie: no dobrze, ale JAK stajemy się owym kimś?
Otóż NIE MA "JAK". Stajemy się mocą samej własnej decyzji, owego "zakliknięcia się w sobie" tego przeświadczenie, że JA JESTEM. Uwierzenie w siebie jest samym aktem powstania podmiotu. Ale trzeba jednak uwierzyć w siebie nie byle jak - uwierzyć w swoją boską naturę!
Bóg nikogo nie każe za brak wiary. To człowiek sam się za to każe!
Człowiek każe się za brak wiary w tym sensie, że NIE POWSTAŁ JAKO PODMIOT. Skoro jako podmiot nie powstał, to wciąż będzie walczył, miotał się mentalnie, łapiąc te cele, jakie mu zsyła świat (wciąż będzie "z krwi, woli męża i żądzy ciała"); będzie się stresował tym, co mu życie przynosi, uznając to za absolutne i ostateczne (w tym najbardziej ostateczna - śmierć) - wszak nic innego nie ma. Człowiek sam się każe za brak wiary w siebie na sposób posiadania boskiej natury i więzi ze źródłem ten natury - Bogiem.
Człowiek jednak powinien SOBIE UDOWODNIĆ, że jest, że UWIERZYŁ NAPRAWDĘ. Nie czczą deklaracją, ale aktami własnych wyborów - MUSI SIĘ SAM PRZEKONAĆ, że z tą wiar to nie jest ściema, wykręt, takie "zdaje mi się". Dlatego człowiek musi przejść przez meandry życia - dla zdobycia tego dowodu. I w tych meandrach życia wciąż będzie tego człowieka gnębiło pytanie: czy jesteś, czy sam w to wierzysz (że jesteś)?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin