Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zasady zasad

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:29, 25 Cze 2015    Temat postu: Zasady zasad

Nieraz zastanawiałem się nad dość fundamentalnym filozoficznie pytaniem: czy istnieje jakaś podstawowa zasada, która leży u podłoża innych zasad?

Wydaje mi się, że w tym temacie można to i owo filozoficznie uskubać.

Wyjdźmy od przypadku maksymalnie ogólnego, takiego dla którego nie da się wprowadzić żadnego zaprzeczenia. Mówiąc krótko najbardziej wygodnym, najbardziej niepodważalną zasadą byłoby:
Wszystko zawsze i wszędzie mogą uznać za wszystko - nie stawiam absolutnie ŻADNYCH OGRANICZEŃ na cokolwiek. To taka zasada maksymalnie oportunistyczna.
Z jednej strony, mając taką zasadę jesteśmy bogami swojego świata - pełna omnipotencja w uznawaniu, wszystko mogę uznać za dobre, jeśli tak postanowię, a za złe... też jeśli postanowię. Fajnie jest, tylko jest jedna wada maksymalnego oportunizmu - brak różnicowania. Zasada, jeśli ma do czegoś służyć dalej, powinna coś ustalić, coś uczynić niezmiennym. Zasada maksymalnego oportunizmu nie zapewnia żadnej stabilności, bo wynika z niej przecież, że wszystko można odwołać. Taka zasada oznacza też BRAK PRAWDZIWEJ WARTOŚCI. Bo wartość wynika z możliwości różnicowania. Jeśli różnicowania brak, albo jest ono niestabilne, to wartość zero jest nieodróżnialna od wartości jeden, czy wartości bilion trylionów. A przy braku wartości wszystko jest takie same, jest nudne. Umysł zbyt omnipotentny po prostu umarłby z nudów!!!

To spróbujmy zejść nieco z ogólności i zacząć dodawać jakieś ograniczenia dla tworzenia zasad - tak, aby jakąś stabilność uzyskać. Może w ten sposób, że ustalę coś na stałe - choćby coś jednego i będę się tego trzymał. Wszystko inne, jak poprzednio, mogę zmieniać dowolnie, tylko jakieś jedno coś już nie. Wymyśliłem dla tej zasady nazwę "zasada quasioportunistyczna". Oto twierdzę, że taka zmiana właściwie niewiele zmienia w stosunku do zasady maksymalnie oportunistycznej. Bo przecież to, co ma być stałe, co sobie tak ustaliłem, musi być jeszcze jakoś ROZPOZNAWANE. A czym mam gwarancję stabilności mojego rozpoznania? Wg mnie NIE. Mogę przecież w jakiś sposób pomylić moje rozpoznanie, a potem - z racji na moją omnipotencję - będę wszystko tak skutecznie naginał do owego pozornego rozpoznania, że sam sie nie poznam w owej pomyłce. Przykładowo jeśli moją zasadą jest - wszystko zmieniam, ale koło będzie dla mnie zawsze kołem - to jednak wcale nie uzyskam gwarancji stabilności nawet dla mojego koła - bo wszystko funkcjonuje w kontekście - koło narysowane na krzywej powierzchni przestaje być kołem w lekko zmienionej perspektywie. Czyli i tak nie będę miał gwarancji, że ta jedna rzecz, którą chciałem ustabilizować, stabilną będzie. Niestety, małe ustępstwa w kwestii omnipotencji nie wytworzą stabilności, nie wyrwą umysłu z nudy i braku odniesienia, z którym byłby sens cokolwiek robić, w którym byłby sens dążyć do czegokolwiek.

Aby uzyskać stabilność i różnicowanie trzeba niestety jakoś zejść głębiej z ograniczeniami dla zasad. Tylko jak wyjść z pułapki solipsystycznego woluntaryzmu? Jak spowodować, że - przynajmniej dla mnie - coś stanie się stabilne?...
Zastanówmy się co znaczy "stabilne"?
Ano chyba stabilne, znaczy nie zmienne, nieprzekraczalne. Dla umysłu ogarniętego omnipotencją zasady oportunistycznej jedynym wyjściem z impasu jest znalezienie jakiegoś "punktu podparcia", który będzie twardszy niż wola, niż moja decyzja. To musi być coś przynajmniej tak samo silne, jak ów omnipotentny umysł. Czyli...
...czyli byłby to drugi podobny umysł!
Jedynym sposobem na wydostanie się z pułapki omnipotencji - nie różnicowania - nie znaczenia, jest odwołanie się do drugiego WOLNEGO (niezależnego) umysłu, który będzie miał wolę przeciwstawiania się naszej woli. Wtedy to co ostanie się ze starcia/lepiej uzgodnienia/dogadania takich umysłów, będzie jakoś niezależne zarówno od jednego, jak i drugiego umysłu. Nazwę tę zasadę ZASADĄ SYNCHRONIZACJI. I tę zasadę będę traktował jako właściwą zasadę zasad. Można by tę zasadę jeszcze określać jako zasadę UZGADNIANIA, bądź TWORZENIA MECHANIZMU OBIEKTYWIZACJI.
Oto twierdzę, że zasadą podstawową dla tworzenia zasad niższego rzędu jest możliwość synchronizacji owych zasad w jakiś tam sposób. Bez synchronizacji wszystko wylatuje w kosmos, bo nic nie jest stabilne, nic nie ma wartości. Z synchronizacją wreszcie prawdziwa wartość powstaje - bo mamy i pewna nieprzekraczalność - stabilność, i nawet możliwość tworzenia gradacji dla wartości - np. zsynchronizowanie z większą ilością umysłów ma większą wartość niż synchronizacja z małą ilością umysłu.


Te rozważania - co ciekawe - mają nawet swój podtekst religijny. Jeżelibyśmy przyjęli, iż na początku czasów był jakiś omnipotentny umysł, to dla niego jedynym wyjśćiem z pułapki nicości, bezwartości było stworzenie innych istot o wolnym rozumie. Im bardziej wolny był ów każdy stworzony rozum, tym bardziej stabilizowany jest świat łączący wszystkie rozumy. Im więcej wolnych rozumów się zsynchronizuje, tym większa i wartość i moc stabilizująco jednocząca owej wspólnoty. Czyli taki hipotetyczny bosku umysł miałby całkiem fajny cel do zrealizowania - zsynchronizować jak największą liczbę, jak najbardziej wolnych umysłów. Trudne zadanie...

:think:


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 10:53, 25 Cze 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:05, 25 Cze 2015    Temat postu: Re: Zasady zasad

Zasada synchronizacji widziana w kontekście umysłu
O zasadzie synchronizacji, którą można określać też jako zasadę UZGADNIANIA, DĄŻENIA DO OBIEKTYWIZACJI warto napisać komentarz.

Zasada ta mogłaby być postrzegana jako ustalenie podstaw dla określania TEGO CO FAKTYCZNIE JEST dla umysłu, który startuje od pułapki subiektywizmu, który nie wie, co jest trwałe, bo ma zbyt wielką łatwość zmiany wszystkiego, co go dotyczy.
Taką łatwość można powiązać nie tylko z czysto teoretycznym przypadkiem omnipotencji w boskim stylu, ale nawet ze znanymi stanami psychotycznymi. Człowiek chory psychicznie, który traci kontakt z rzeczywistością widzi rzeczy nieistniejące, generuje informacje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. W skrajnym przypadku będzie on żył we własnym świecie, w którym właściwie wszystko jest możliwe. Jeżeli do tego jest on jakoś zaopatrzony pod względem biologicznym (np. leży na łóżku z odżywianiem bezpośrednim - np. dojelitowym, czy przez kroplówkę), to jego umysł właściwie nie musi "przejmować się" rzeczywistością. Taki umysł nie wie, co jest rzeczywiste, a co nie. Ma on właściwie ten sam problem co umysł omnipotentny - czyli brak czegoś, co jest trwałe, na czym można oprzeć rozumowania. Bowiem...
Trwałość jest tym co przychodzi z zewnątrz. To właściwie można uznać za definicję zewnętrzności w stosunku do wnętrza - zewnętrzne (dla umysłu) jest to, co nie poddaje się manipulacji owego umysłu.

Wiem, że dla ludzi, którzy na co dzień zmagają się z problemem braku kontroli nad swoim życiem, takie rozważania mogą wydać się mocno akademickie. Przecież cały wysiłek zwykłego człowieka służy pokonywaniu barier, które są zewnętrzne - np. związane z brakiem pieniędzy, z oporem otaczających osób względem naszych pragnień, z dostępem do tych dóbr, które są jakoś limitowane. Ale tak naprawdę, pominąwszy sytuację gdy ktoś zmaga się z realnymi zagrożeniami życia (głód, choroba, atak na zdrowie, czy życie), reszta naszych problemów i spraw życiowych wynika z jakichś wyborów, z zawierzenia tym, czy innym schematom społecznym, poczuciu własnego miejsca w społeczeństwie itp. A to wszystko i tak ma źródło w umyśle, rozgrywa się w umyśle - czyli tam, gdzie władza nad treścią jest niemal nieograniczona. Teoretycznie można by było zrezygnować z bardzo dużej ilości naszych ambicji, oczekiwań względem ludzi i świata, likwidując w ten sposób wiele problemów. Jednak, aby dowolny taki problem (związany nie z bezpośrednim zagrożeniem, a ambicją, poszukiwaniem swojego miejsca, drogi w życiu) rozwiązać, umysł musiałby mieć DOBRY POWÓD! Tymczasem umysł takiego powodu zwykle nie zna, albo jest tak przyzwyczajony do starych powodów swoich ocen, że tkwi w owych problemach, mimo że w kwestii ich odrzucenia jest praktycznie omnipotentny.
Mówiąc w skrócie - w stosunku do wielu problemów życiowych posiadamy wszechwładzę, wszechmoc na gruncie wewnętrznych źródeł. Jednak z tej władzy nie potrafimy skorzystać, bo brakuje nam odniesień, alternatyw, które stałyby się nowymi celami dla umysłu. Umysł sam z siebie takich odniesień zwykle nie wytworzy, bo byłyby one zbyt niestabilne, zbyt łatwe do zmiany. Szuka więc odniesień, które są trwałe (dla umysłu trwałe), a to przecież oznacza ich źródło jest poza władzą tegoż umysłu.

Dlatego należy uznać, że uzyskanie dla umysłu (omnipotentnego w jakimś aspekcie) trwałych odniesień możliwe jest jedynie na dwóch drogach:
- osłabienie umysłu na tyle, aby odebrać mu omnipotencję
- wejść na ścieżkę UZGODNIEŃ umysłu z tym co zewnętrzne, czyli z jakąś rzeczywistością niezależną, a więc najskuteczniej z innym umysłem, który jest jakoś równy w ustalaniu odniesień.
Druga droga jest z resztą szczególnym przypadkiem pierwszej, bo NIEZAPRZECZALNE wejście na ścieżkę uzgodnień z innymi umysłami, to nic innego, tylko (uświadomione i zaakceptowanie) osłabienie własnej omnipotenjci.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 14:09, 25 Cze 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:01, 10 Lut 2016    Temat postu: Re: Zasady zasad

Michał Dyszyński napisał:
Dlatego należy uznać, że uzyskanie dla umysłu (omnipotentnego w jakimś aspekcie) trwałych odniesień możliwe jest jedynie na dwóch drogach:
- osłabienie umysłu na tyle, aby odebrać mu omnipotencję
- wejść na ścieżkę UZGODNIEŃ umysłu z tym co zewnętrzne, czyli z jakąś rzeczywistością niezależną, a więc najskuteczniej z innym umysłem, który jest jakoś równy w ustalaniu odniesień.
Druga droga jest z resztą szczególnym przypadkiem pierwszej, bo NIEZAPRZECZALNE wejście na ścieżkę uzgodnień z innymi umysłami, to nic innego, tylko (uświadomione i zaakceptowanie) osłabienie własnej omnipotenjci.

Pociągnę jeszcze pewne wnioski z powyższych rozważań.
Przestrzeń uzgodnień z innymi umysłami jest pewnym stanem postulowanym. Ale czy na pewno zawsze możliwym?
Wiemy z doświadczenia, że nie z każdym człowiekiem możemy się dogadać. Niektórzy, nawet w obliczu ewidentnego wykazania im jakiejś niespójności rozumowania, z zakłamaniem, wciąż obstają przy swoim - w imię ambicji, w imię obrony ja.
Ale takie ja-fałszywe, ja-sprzeczne, choć może oprzeć się naciskom zewnętrznym, ma pewien dodatkowy problem - samozugodnienia.
Czy można z samouzgodnienia zrezygnować?
- To jest kluczowe pytanie - ktoś może powiedzieć przecież coś w stylu: nie muszę być z niczym spójny, z niczym konsekwentny - nawet z samym sobą. Za każdym razem będę robił, myślał, reagował absolutnie spontanicznie, nawet jeśli to będzie chaotyczne, bez możliwości skategoryzowania, nazwania. Po prostu ktoś powiada: jestem sam w sobie takim chaosem myśli i działań.
Czy to przejdzie?
Oczywiście pytam: czy to przejdzie wewnętrznie, dla samego takiego umysłu?
Brak reguł oznacza bowiem BRAK MOŻLIWOŚCI STWIERDZENIA CZEGOKOLWIEK W SPOSÓB TRWAŁY, CZYLI POSIADAJĄCY KONSEKWENCJĘ.
De facto oznacza to brak możliwości skomunikowania się, wypowiedzenia myśli. To taka "próżnia myśli" (analogia z próżnią kwantową, gdzie mogą powstawać dowolne cząstki, ale muszą zniknąć po czasie wynikającym z zasady nieoznaczoności) - coś myślę, ale to nie ma trwałości, za chwilę to znika, a ja sam nie wiem już co wtedy myślałem. Umysł w takim stanie byłby praktycznie niczym - nie posiadałby indywidualności, bo indywidualność jest jednocześnie formą trwałości, jako że jest rozpoznawana zawsze jako ona, a nie raz tak, a raz siak, a jeszcze raz wcale...

W takim razie umysł chaotyczny, to umysł WTAPIAJĄC SIĘ W TŁO. Z takim umysłem nie ma synchronizacji, tego umysłu, jak by nie było. Synchronizować można umysły oferujące pewne minimum trwałości - przewidywalności - rozpoznawalności. I dalej TYLKO TE ASPEKTY, KTÓRE SĄ TRWAŁE - SPÓJNE - ROZPOZNAWALNE SĄ MOŻLIWE DO SYNCHRONIZOWANIA. Bo może być tak, że w jednych aspektach umysł pogrąża się w chaosie, a w innych staje się określony.
Być może - MOJA HIPOTEZA: przenikanie się chaosu i rozpoznawalności jest trwałą naturą ontologiczną bytu.
Przemawiałoby za tym przynajmniej to, że rozpoznawanie czegokolwiek jest możliwe tylko przy założeniu pewnej nieokreśloności - chaotyczności. W przeciwnym wypadku moglibyśmy rozpoznawać wyłącznie byty absolutnie identyczne, jako że jakakolwiek odrębność w niejasny NIEOKREŚLONY sposób wyrzucałaby rozpoznanie poza znany obszar. Rozpoznanie zawsze więc musi nieco błądzić, zostawiać sobie margines na dołączenie nowego, nieznanego.
W tym kontekście byt - rozpoznanie - odrębność - trwałość tworzą sobą niejako nierozerwalną, ontologiczną całość. Bo
1. Aby cokolwiek wyłoniło się (na zewnątrz) jako byt, musi być przez owo zewnętrze rozpoznane.
2. Aby owo coś było rozpoznane musi być w jakimś stopniu podobne - musi poruszać "receptory", czyli odbiorniki podobieństw w jakimś zakresie.
4. Ale jednocześnie zapewne to co jakoś nowe, nie jest identyczne z tym, co dało się w pełni identycznie rozpoznawać wcześniej - czyli system musi dopuścić margines nieokreśloności
5. margines nieokreśloności nie może być jednak zbyt duży, bo w tym ostatnim wypadku scali nam rozpoznania w zbyt szerokie kategorie - w skrajnym przypadku w jedną kategorię CHAOS.
6. Zatem rozpoznanie (czyli w dalszej konsekwencji i sam byt) musi być jakąś forma WYBORU - bo w jakiś sposób zakwalifkowana zostanie nieokreśloność, wspomniany margines błędu, z jednoczesnym zakorzenieniem w podobieństwie poprzednich rozpoznań
7. Stąd zaś wynika, że byt jako taki naśladuje w pewien sposób świadomość - można by wręcz powiedzieć, że świadomość jest niejako naturą bytu. gdyż tylko na sposób quasiświadomy możliwa jest JAKAKOLWIEK komunikacja pomiędzy bytami. Zaś komunikacja - rozpoznanie jest jedynym sposobem na stwierdzenie istnienia bytu, byt nijak nie rozpozna(wa)ny jest tylko bytem HIPOTETYCZNYM.

A na koniec - a co z samorozpoznaniem?
Być może tutaj da się zastosować takie same reguły jako z rozpoznaniem zewnętrznym. Wszak dzieląc byt na jakieś osobne, w dużym stopniu niezależne aspekty, otrzymamy po prostu jakby dwa komunikujące się - synchronizujące ze sobą byty. Czyli działanie będzie analogiczne, jak podane w powyższych 7 punktach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:08, 11 Lut 2016    Temat postu: Re: Zasady zasad

Pan Krowa, w pochwale, jaką raczył mi przyznać w związku z poprzednim postem napisał taki komentarz:
Krowa napisał:
margines nieokreśloności to oczywiście ŁAŃCUCH, nie za długi i przywiązany do kołka wbitego w to TŁO.... Cóż, łańcuch i tak zardzewieje, a zasadzony kołek zbutwieje.

Ten komentarz wydaje mi się ciekawy. Miałem wątpliwości, czy kogokolwiek mój poprzedni post zainteresuje, bo zdaję sobie sprawę, że poruszone w nim sprawy są dość... odjechane. To taka filozofia na szczególnie odległym poziomie ogólności. Ale komentarz pokazuje, że przynajmniej jedna osoba jakoś podchwyciła moją myśl.
Warto tu zwrócić uwagę na słowo "Tło". Faktycznie margines nieokreśloności jest "przypięty" do tła, czyli do CHAOSU. To chaos bowiem jest tłem (ale i swego rodzaju tworzywem) wszystkiego. Z chaosu wyłania się określoność, a jest ona na tyle określonością, na ile właśnie chaos jest w stanie przepomóc, zwalczyć.
Całkiem zwalczyć jednak chaosu się nie da, bo przecież chaos jest również tworzywem, a więc zwalczając go ostatecznie zniszczylibyśmy również sam byt, jako taki. Możemy sobie w owym chaosie baraszkować - raz zagłębiając sie w niego, a innym razem oddalając w określoność.
Problem w tym, że chaos jest w istocie bytem SUBIEKTYWNYM. Na razie nie rozumiemy w pełni zjawisk pogodowych - wciąż jawią się nam one jako chaotyczne. Jednak już troszkę komputerowo modeluje się pogodę, klimat. Wychodzi na razie średnio dokładnie, ale coś tam wychodzi. Dla psa, obserwującego człowieka piszącego tekst na klawiaturze, tenże człowiek chaotycznie uderza w klawisze. Jednak inny człowiek, patrzący na tekst powstający w ten sposób, będzie już potrafił wskazać reguły, które rządzą wybieraniem klawiszy do naciśnięcia.
Wiele naszych ludzkich decyzji może z jednej strony być uznane za chaos, podczas gdy ktoś inny zobaczy w tym regułę. Coraz to wyższe poziomy modelowania rzeczywistości są w stanie zamieniać chaos w prawa (reguły), w byty rozumowe. Kiedyś nie było wiadomo kiedy pojawi się zaćmienie Księżyca, czy Słońca. Jednak dzięki modelowaniu astronomicznemu, udało się te fenomeny przewidywać. Zapewne, wraz z rozwojem umiejętności modelowania, będziemy w stanie przewidywać coraz to nowe, dzisiaj uznawane za chaotyczne, zjawiska.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 16:22, 22 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:12, 11 Lut 2016    Temat postu: Re: Zasady zasad

Postanowiłem przenieść tutaj tekst, który traktuje na ten sam temat, z dość osamotnionego wątku "istnienie" (sam wątek źródłowy zaraz skasuję).

Michał Dyszyński napisał:
To co istnieje musi być jakoś zmienne, dostosowujące, jak żywe. Bo cały nasz wszechświat jest zmienny, bo niejako istnieje zmiennością.

Jeśli nawet coś "istnieje" w jakimś takim absolutnie niezmiennym sensie, to takie coś jest oddzielone i nieznane dla wszystkich innych istnień. Takie coś istnieje więc w owym sensie wyłącznie w oddzielonym, własnym, zamkniętym, niedostępnym dla innych (wszech)świecie. Bo takie coś, co nie ma w sobie aspektu zmienności, dostosowania, co jest tylko w jeden sposób, nie będzie mieć szansy na wpasowanie się w ową nieskończenie złożoną, nieprzewidywalną sieć powiązań tego wszystkiego, co tworzy świat wielości. Takie zupełnie niezmienne coś, które jest tylko na jeden sposób, mogłoby - być może - jakoś zabłysnąć w świecie zmienności, połączyć się z naszym wszechświatem, ale jednak ten błysk byłby jedyny jeden w swoim rodzaju, a przez to całkowicie nieporównywalny, nierozpoznawalny, czyli wtapiający się w chaos, przeznaczony do zapomnienia. Coś "istniejące" tylko w jeden sposób, nie będzie miało - kluczowego dla prawdziwego istnienia - aspektu kontynuacji, czyli powiązania kolejnych aktów urzeczywistniania siebie, nie będzie trwałe. I nawet jeśli jakiś przypadek zrządzi, że takie coś znowu wpisze się w nieskończoność interakcji pełnego istnienia, to i tak nikt, ani nic nie rozpozna, że owo "coś" już kiedyś miało swój rozbłysk "jestem".

To co istnieje naprawdę, czyli coś co daje się rozpoznać, zachowując w ten sposób ciągłość swoich emanacji w świecie, takie coś musi być dostosowawcze, zmienne. Ale owa zmienność nie wystarczy. To coś co we wszechświecie istnieje nie może być "zbyt" zmienne, albo precyzyjniej nie może być "tylko" zmienne. Ono powinno w unikalny sposób połączyć chaotyczną w dużym stopniu dostosowawczą zmienność, z tym co stanowi rozpoznawalność, czyli stałość. Tylko "łapiąc się" jakoś za "wyciągnięte macki" innych rzeczy świata można zaznaczyć swoją obecność, swoje istnienie. Ale że te macki - łapki są przecież zmienne, wciąż poruszające się nieprzewidywalnie w przestrzeni rozpoznań, to samo to, co ma być rozpoznane, musi cechować się odpowiednią zmiennością - tylko wtedy będzie w stanie uchwycić się, połączyć z tym, co poza nim.

Dlatego prawdziwe istnienie to jakieś połączenie przeciwieństw, to stałość w zmienności - stałość w tym, co stanowi istotę indywidualności, ale zmienność w tym, co jest w stanie połączyć się w aktach rozpoznań, kolapsów prawdopodobieństwa, w urzeczywistnianiu kolejnych BYŁEM, STAŁEM SIĘ TU I TERAZ.

Dlatego to co istnieje musi być otulone jakąś taką nieuchwytnością, "materią ducha", mgiełką chaosu tworzącą jakby "klej" łączący wszystko to skupia się i dąży do stałości, jednolitości. Bez tego ducha, czyli w skupieniu się na samym sobie, każde istnienie musi zapaść się pustkę oddzielenia, samotności, a na koniec nicości.

Więc istnieć w pełnym sensie znaczy wciąż rosnąć i doskonalić się, łącząc się jednak w tym, co było, co stanowi podstawę dla przyszłych zdarzeń. Dlatego istotą bycia jest porzucanie tego co zbyt stałe, aby dać się umieścić w nowej konfiguracji, w nowych rozpoznaniach jestestwa.

Wynikałoby stąd, że taka absolutnie bezosobowa materia - w znaczeniu bycia zawsze taką samą, bez quasiduchowego pierwiastka zmienności - chyba jednak nie istnieje. A jeśli nawet jakoś "istnieje" to dla nas jest ona bez znaczenia, bo jest nieodróżnialna od chaosu, jest niewykrywalna. Bo jedynym sposobem na zaistnienie (dla nas, dla świata) jest jednak ubranie się w jakąś minimalną postać zmienności - duchowości, taką która daną rzecz będzie mogła "wyświetlać" w naszym świecie zachowując z jednej strony ciągłość w stałości, ale jednocześnie jej przeciwieństwo - dostosowawczość do nieskończenie zmiennych konfiguracji wszechświata.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 23:18, 13 Mar 2017    Temat postu: Re: Zasady zasad

W temacie zasady zasad koniecznie muszę dołączyć mój tekst dotyczący chyba najważniejszej zasady zasad - ZASADY WZAJEMNOŚCI - TRWAŁOŚCI - UNIWERSALNOŚCI.
http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,73/zasada-trwalosci-uniwersalnosci-wzajemnosci,7790.html#317981

Chodzi o najbardziej podstawowy mechanizm wyłaniający byt - o MOŻLIWOŚĆ GENEROWANIA NIESPRZECZNEGO, TRWAŁEGO I SPÓJNEGO ODNIESIENIA danego bytu, do całej reszty uniwersum.
Z grubsza można by powiedzieć, że coś "jest" na tyle, na ile "się wyłoniło", czyli "mogło być rozpoznane", czyli oderwało się od chaosu na tyle, że ktoś/coś jest w stanie to stwierdzić, bo widzi w tym czymś jakąś trwałość - ciągłość - rozpoznawalność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16714
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:47, 22 Kwi 2017    Temat postu: Re: Zasady zasad

Michał Dyszyński napisał:
Wiele naszych ludzkich decyzji może z jednej strony być uznane za chaos, podczas gdy ktoś inny zobaczy w tym regułę. Coraz to wyższe poziomy modelowania rzeczywistości są w stanie zamieniać chaos w prawa (reguły), w byty rozumowe. Kiedyś nie było wiadomo kiedy pojawi się zaćmienie Księżyca, czy Słońca. Jednak dzięki modelowaniu astronomicznemu, udało się te fenomeny przewidywać. Zapewne, wraz z rozwojem umiejętności modelowania, będziemy w stanie przewidywać coraz to nowe, dzisiaj uznawane za chaotyczne, zjawiska.

Rozwijając temat dołączam tu odpowiedź na post Pana Krowy, który jakoś tam uzasadnia swój program: SPAM, TROLLING jest sposobem wyjścia poza ramy ograniczeń.

Michał Dyszyński napisał:
Koncepcja, że spam trolling w ogóle MA JAKIEKOLWIEK ZNACZENIE opiera się na milczącym założeniu, że KTOKOLWIEK SIĘ ZAINTERESUJE owym spamem, trollingiem, tekstem spełniającym dowolne koncepcje autora wątku...
Tymczasem potencjalny odbiorca, widząc spam trolliing, może go zignorować. Jeśli wszyscy zignorują taki spam trolling, to będzie on miał znaczenie wyłącznie dla jego twórcy - będzie pisał dla siebie i tylko dla siebie.

Spam, trolling oczywiście nie jest całkowicie alogiczny - on funkcjonuje mechanizmem pewnego oszustwa - pragnie zwabić świadomość do siebie jakimś pozorem czegoś wartościowego, jakiegoś sensu, który dałoby się rozpoznać, dołączyć do bazy rozsądnych rozpoznań świata, a gdy ktoś złapie się w tą pułapkę, zostawia go "na lodzie" - okazuje się, że w środku nic nie ma, tylko przypadkowe zbitki słowne bez znaczenia, a więc BEZ UŻYTECZNOŚCI.
Nauczony tym doświadczeniem potencjalny odbiorca, następnym (albo którymś następnym) razem pewnie już nawet nie zajrzy do spamu, uznając, że są lepsze sposoby zagospodarowywania czasu, niż zajmowanie się rzeczami bez pożytku. Bo jak by ktoś nawet chciał się w takie coś "bawić", to może to zrobić na wlasną rękę - np. obserwując dowolny chaos z przyrody: zwalone kupy śmieci, porozrzucane przedmioty bałaganiarza, układy chmur, chaotyczne rozmieszczenia plamek jakiejś gleby, czy na koniec po prostu wykorzystać jakiś program komputerowy, który generuje obrazy z losowych plamek.
Spam trolling ma więc sens i znaczenie wyłącznie wtedy, gdy ktoś się na niego złapie. Jeśli nikt się nie złapie - on zniknie znaczeniowo, bo jedyne co jego znaczenie "trzyma" to właśnie owo złapanie odbiorcy w pułapkę, jedynie ten aspekt zrobienia odbiorcę w balona i nic więcej.
Skądinąd idea filozoficznie jest interesująca - spam trolling jest ciekawym modelem, naprawdę wyrazistą formą ogniwa pośredniego, pomiędzy bytem, a brakiem bytu (chaosem). Osoby w depresji mogą nawet szukać tu swojej nadziei na unicestwienie świadomości - ktoś, kto pragnie nie być, pewnie miałby do eksploracji właśnie tę ścieżkę - "zabijania" każdej formy rozpoznania, sensu, trwałości, poprzez ciągłe próby zanurzenia się w niebyt/chaos. Ale to jest chyba niebezpieczna ścieżka, bo jeśli owa strategia się nie powiedzie, jeśli w naturze umysłu jest ZAWSZE POSZUKIWANIE SENSU, to tego rodzaju podejście będzie tylko utrwalaniem cierpienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin