Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Epistemologiczne uniżenie i wyjście na świat w obiektywizm

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17447
Przeczytał: 109 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:45, 28 Kwi 2020    Temat postu: Epistemologiczne uniżenie i wyjście na świat w obiektywizm

Chcę opisać trudne zagadnienie. Trudne, ale też fundamentalne w kontekście rozumienia idei prawdy, w budowaniu prawd obiektywnych.

Na czym w istocie polega idea prawdy obiektywnej?
Wg mnie w krótkiej postaci dałoby się sformułować tę ideę jako: niezależność od osoby wypowiadającej opinię. W szczególności chodzi o niezależność od kaprysów, nieprzemyślanych impulsów, nagłych emocji, braku odpowiedzialności, niechęci do sprawdzenia danej osoby.
Jak tę niezależność można by uzyskać?
Jest jeden jedyny sposób: oddać naszą ideę, to co twierdzimy w cudzą gestię, poddać pod niezależny osąd!
Dopóki to tylko my decydujemy, dopóty - cokolwiek byśmy nie stwierdzali, jakkolwiek mocno nie bylibyśmy przekonani o prawdziwości tego czegoś - to nasze przekonanie jest nieodróżnialne od dowolnego kaprysu, od rojeń i złudzeń, psychotycznych omamów. Dopiero niezależny od naszego widzimisię osąd wyłania ideę, o której mowa z otchłani naszego subiektywizmu i wyprowadza ja na świat - buduje obiektywizm.
Zatem:
Obiektywizm jest związany z oddaniem kontroli

Oddać kontrolę nad weryfikacją naszej idei można z grubsza na dwa podstawowe sposoby:
1. powierzenie weryfikacji idei sztywno zweryfikowanej PROCEDURZE.
2. powierzenie weryfikacji idei NIEZALEŻNEJ OSOBIE/OSOBOM.

Nauka od strony metodologicznej wykorzystuje oba te sposoby:
1. wypracowuje jak najbardziej ścisłe schematy do traktowania zagadnień - wzory, procedury pomiarowe, zasady publikacji, konstruowanie myśli.
2. wymaga sprawdzenia przez niezależnych badaczy, w niezależnych ośrodkach, przez niezależne instytucje.

Tu na Ziemi trudno jest wymyślić coś obiektywizującego, co by nie było jakąś kombinacją tych dwóch sposobów. Bo dążymy do tego, aby owa idea stała się "obiektem", czyli czymś traktowanym na podobieństwo "klocka", który oderwał się od naszego umysłu i może być dalej przekazywany pomiędzy różnymi umysłami, niezależnymi od pierwotnego umysłu. Na tym właśnie polega "obiektywizm", na ODERWANIU SIĘ od pierwotnego "siedliska" idei, na zachowaniu integralności owego czegoś. Różne umysły będą w nieraz mocno odmienny sposób podchodziły do rzeczonej idei, będą różnice ujęć, zastosowań. Ale jeśli umysły różne, jakoś zgodnie będą stwierdzały, że widzą wciąż ten sam obiekt - tę samą ideę, to można powiedzieć, że owa idea się obroniła, jest "obiektywna", bo jest czymś niezależnym od tego, co go tworzyło na początku.
W odróżnieniu od dobrze zobiektywizowanej idei można mówić o ideach niezobiektywizowanych - są to ideę, które zrozumieć potrafi jedynie osoba, w której głowie owa idea powstała. Ona może być przekonana, że owa idea jest wielka, wspaniała i ważna. Może być absolutnie pewna, że jest to rozwiązanie nie wiadomo jakich ważnych pytań i problemów. Jednak jeśli tylko ta osoba ma owo przekonanie, to mamy wciąż do czynienia z OPINIĄ, a nie czymś obiektywnym. Opinia w czystej postaci żyje jedynie w umyśle jej twórcy, nie sposób jest jej dzielić tak, aby zachowywała się jej integralność, spójność - rozpoznawalność przez różne osoby, pomimo naturalnych różnic między tymi osobami.
Idea zobiektywizowana wyrasta ponad opinię swoim zasięgiem - ona łączy, jest czymś tworzącym zbiorową przestrzeń wielu umysłów.

Co ważne!
To co wyżej napisałem, nie należy odczytywać jako formę wartościowania! Opinia, z powodu tego, że jest np. niezobiektywizowanym mniemaniem, nie jest czymś złym, albo fałszywym!
Brak obiektywizmu nie oznacza, że mamy do czynienia z czymś głupim, nieprawdziwym, wadliwym. Brak obiektywizmu jest tylko BRAKIEM STWIERDZENIA, że obiektywizm ma miejsce. Być może akurat owa niezobiektywizowana opinia w przyszłości doczeka się swojej zobiektywizowanej postaci. Może tak, a może nie. Z góry nic nie można teraz stwierdzić. Każdy pogląd, idea zaczyna swój żywot jako opinia. Więc banując opinie, zbanowalibyśmy myślenie w ogóle.
Naturalną ścieżką postępu w konstrukcji myśli jest:
1. start idei w postaci niezobiektywizowanej - opinii
2. próby zobiektywizowania danej idei poprzez FORMUŁOWANIE jej niezależne od umysłu twórcy, poprzez opisywanie jej tak, aby inni byli w stanie odebrać istotę owej idei, czy jakiejś jej właściwości.
3. skonstruowanie i przetestowanie jakiejś postaci idei zobiektywizowanej - opisanej, możliwej do przekazywania (np. jako opis w podręczniku) dalej, aby kolejny umysł był w stanie najpierw poznać, a potem ideę stosować.
4. Idea jest tym bardziej obiektywna, im bardziej niezależne jej zastosowania okazują się spójne, czyli gdy umysły SPONTANICZNIE, nie ponaglane żadną zewnętrzną formą nacisku, przy stosowaniu danej idei otrzymują wyniki, które uznawane są za identyczne.

Tak to DOPIERO BRAK KONTROLI TWÓRCY WYŁANIA IDEĘ DO POSTACI PRAWDY OBIEKTYWNEJ.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 22:01, 28 Kwi 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 2014
Przeczytał: 140 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:39, 30 Kwi 2020    Temat postu:

Ja jestem sceptyczny wobec relatywizmu. Przekonanie, że nie ma możliwości określenia, kto ma rację i każdy ma swoją prawdę to rodzi pewien problem. Dopóki uznajemy, że istnieje jakaś prawda, którą można poznać przynajmniej w przybliżonym stopniu to w zasadzie nie ważne, kto ma jakie poglądy, ktoś może być wierzącym i nie wierzącym, prawicowym i lewicowym, może mieć poglądy na dowolny temat, to jeśli dwójka ludzi uznaje, że istnieje jakaś prawda, do której można dojść w przybliżeniu przynajmniej to ci ludzie mogą rozmawiać ponieważ oboje z założenia chcą dojść do tej prawdy. Mogą wymieniać się argumentami i przedstawiać swoje poglądy na to, kto ma faktycznie rację. Natomiast jeśli nie uznajemy, że istnieje jakaś prawda to ta rozmowa nie ma sensu. Jeśli wychodzimy z założenia, że nie da się stwierdzić, czy ktoś ma rację no to argumenty są w ogóle nie istotne ponieważ ja mogę mieć swoją prawdę i ty możesz mieć swoją prawdę i nie istnieje dyskusja w poszukiwaniu prawdy jeśli się uznaje, że nie można do niej dojść i jeśli nie ma tej perspektywy, że istnieje jakiś słuszny punkt, jakaś słuszna perspektywa, do której próbujemy dojść to dyskusja nie polega na tym by dojść do prawdy no bo siłą rzeczy nie wierzymy, że możemy do niej dojść tylko dyskusja polega na tym, kto komu narzuci swój punkt widzenia i to jest tak naprawdę tylko przejaw walki o władzę. I tego typu postawa nie jest postawą rzadką. Są stanowiska filozoficzne, które uznają, że każdy człowiek manifestuje w społeczeństwie jedynie swój interes grupowy na przykład, albo mają na celu poprawienie sytuacji jego klasy społecznej do której należy, a te wszystkie rzeczy jak np. prawda, to są wyłącznie konstrukty społeczne, i każdy ma względne, każde jest subiektywne i nie można dochodzić do faktycznie poprawnych wniosków. Jeżeli, ktoś wychodzi z takiego założenia to dyskusja z tą osobą nie ma sensu, jest po prostu niemożliwa, bo jeśli ktoś nie uznaje, że istnieje możliwość tego dochodzenia do prawdy to nie ważne jakie byłby twoje argumenty to ta osoba i tak może obstawać przy swoich subiektywnych obserwacjach i subiektywnych opiniach ponieważ tylko to pozostaje ponieważ nie da się określić, co jest faktycznie prawdziwe, a co nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17447
Przeczytał: 109 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:13, 30 Kwi 2020    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Ja jestem sceptyczny wobec relatywizmu. Przekonanie, że nie ma możliwości określenia, kto ma rację i każdy ma swoją prawdę to rodzi pewien problem. Dopóki uznajemy, że istnieje jakaś prawda, którą można poznać przynajmniej w przybliżonym stopniu to w zasadzie nie ważne, kto ma jakie poglądy, ktoś może być wierzącym i nie wierzącym, prawicowym i lewicowym, może mieć poglądy na dowolny temat, to jeśli dwójka ludzi uznaje, że istnieje jakaś prawda, do której można dojść w przybliżeniu przynajmniej to ci ludzie mogą rozmawiać ponieważ oboje z założenia chcą dojść do tej prawdy. Mogą wymieniać się argumentami i przedstawiać swoje poglądy na to, kto ma faktycznie rację. Natomiast jeśli nie uznajemy, że istnieje jakaś prawda to ta rozmowa nie ma sensu. Jeśli wychodzimy z założenia, że nie da się stwierdzić, czy ktoś ma rację no to argumenty są w ogóle nie istotne ponieważ ja mogę mieć swoją prawdę i ty możesz mieć swoją prawdę i nie istnieje dyskusja w poszukiwaniu prawdy jeśli się uznaje, że nie można do niej dojść i jeśli nie ma tej perspektywy, że istnieje jakiś słuszny punkt, jakaś słuszna perspektywa, do której próbujemy dojść to dyskusja nie polega na tym by dojść do prawdy no bo siłą rzeczy nie wierzymy, że możemy do niej dojść tylko dyskusja polega na tym, kto komu narzuci swój punkt widzenia i to jest tak naprawdę tylko przejaw walki o władzę.

Uważam, że ten wniosek, jaki wyróżniłem w Twoim komentarzu kolorem, jest przedwczesny. Ściślej nie twierdzę, że takie reakcje na pewno się nie pojawią. Ale jeśli się pojawią, to już jako osobny wybór.
Dyskutując ze sobą, porównujemy po prostu nasze stanowiska. Widząc jakoś tam niezależne stanowisko drugiej osoby, mamy okazję skonfrontować je z własnym podejściem, a potem ewentualnie owo własne podejście ulepszyć, bo ono teraz uwzględni jakoś szersze spojrzenie. Nie jest do tego potrzebne przekonanie, iż jakaś ostateczna prawda jest tylko jedna i wyróżniona, czyli jakoś idealna.
W życiu przekonujemy się, że ideału nie ma. Ale nawet bez ideału mamy rzeczy lepsze i gorsze. Mamy stanowiska bardziej obiecujące pod jakimś kątem i te wyraźnie nieużyteczne.
Mi nie chodzi o jakąś skrajną postać relatywizmu. Pomiędzy powiedzeniem "nic nie wiadomo, bo wszystko jest całkowicie subiektywne", a stwierdzeniem "prawda jest zawsze jedna i absolutna" jest cała gama "przejść tonalnych" i punktów widzenia. Sam też nie jestem jakimś totalnym relatywistą. Uważam, że prawdę da się doskonalić, że możemy być niej bliżej, bądź dalej. Jestem jedynie sceptyczny wobec następujących stwierdzeń:
Przekonanie o prawdzie, które odrzucam jako BŁĘDNE 1: dla każdego problemu da się sformułować prawdę, która będzie jednoznaczna, ścisłą i jedna.
To jednak nie oznacza, iż odrzucam ideę obiektywizmu prawdy DLA JAKIEJŚ CZĘŚCI sformułowanych prawd. Odrzucam jedynie przekonanie, że umysł ludzki, formułując problemy, zawsze (!) będzie w stanie sformułować je poprawnie pod kątem możliwości tych problemów rozwiązania.
Przekonanie o prawdzie, które odrzucam jako BŁĘDNE 2: jeśli sformułujemy pytanie w postaci wykluczającej alternatywy rozłącznej: albo - albo to wcale nie koniecznie musi być tak, że prawdziwe jest dokładnie jedno wyrażenie z tej alternatywy. Uważam, że prawo niesprzeczności nie działa z automatu.
Przekonanie o prawdzie, które odrzucam jako BŁĘDNE 3: Zmierzając w stronę prawdy, celujemy wyłącznie w prawdę absolutną, ostateczną.

W rzeczywistości jest tak, że PRAKTYCZNIE W WIĘKSZOŚCI PRZYPADKÓW OPERUJEMY NA PRAWDACH NIEDOSKONAŁYCH. Prawdy są niedoskonałe, bo biorą się z niedoskonałego MODELOWANIA RZECZYWISTOŚCI.
Rozmawiać zaś potrafimy jedynie o modelach. Nikt nie ma dostępu do rzeczywistości samej w sobie i absolutnych jej interpretacjach. Działamy zawsze w obszarze ułomności i rozmycia prawdy - cały czas UCZĄC SIĘ JAKIE PYTANIA WARTO RZECZYWISTOŚCI STAWIAĆ.
Problemem jest to, że każda prawda, jaką jesteśmy w stanie wygłosić, będzie odpowiedzią na jakieś pytanie, powstałe w jakimś modelu rozumowania, o jakiejś tam cząstce wyobrażeń na temat rzeczywistości. Nie mamy gwarancji, że ten model, którego (być może nie do końca świadomie) używamy w ogóle jest logicznie poprawny, albo że jest zgodny z obiektywnymi danymi, albo że w ogóle nie ma wielu innych wad.

Ktoś tu powie: ale "tam w środku", gdzieś w "samej rzeczywistości", owa prawda absolutna na pewno jest. I to o niej przecież mówimy.
Ja na to jednak odpowiem: NIE WIEMY JAK DALEKO jesteśmy od owej prawdy absolutnej (nawet jeśli ona istnieje), praktycznie zawsze JEŚLI ROZMAWIAMY (a o rozmowie jest tu dyskusja, bo do samej rzeczywistości dostępu nie mamy obaj, więc nie ma jak tego przedyskutować), to zawsze o tym czymś, co jest niedoskonałe w kontekście owego celu, o którym myślimy. Może dopiero postąpiliśmy o 1% w stronę tej prawdy, zaś 99% naszych mniemań jest błędne. Nie wiemy tego, więc bezpieczniej jest skupić na tym, co REALNE - czyli na badaniu spójności w samych sformułowaniach i modelach, niż sobie jakoś roić, czy ta prawda (o której nie wiemy jak blisko nas jest) jest dla naszych sformułowań dostępna bardziej, czy mniej.
Właśnie przekonanie, że dotykamy owej absolutnej prawdy, jest wg mnie zaczynem dla myśli: prawda jest absolutna, ja czuję, że się nie mylę, a więc mam prawo tę moją prawdę wymuszać wszelkimi dostępnymi środkami - w końcu o absolutną prawdę tu chodzi!
W moim przekonaniu właśnie pewna pokora w traktowaniu własnej wiedzy o świecie będzie utrudnieniem w wymuszaniu jakiejś takiej rywalizacyjnej wizji dyskusji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 2014
Przeczytał: 140 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:31, 30 Kwi 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ktoś tu powie: ale "tam w środku", gdzieś w "samej rzeczywistości", owa prawda absolutna na pewno jest. I to o niej przecież mówimy.


W zasadzie to pisząc wypowiedź nie myślałem o aż tak bardzo dalekich wnioskach metafizycznych. Ostatnio widziałem dyskusję, gdzie dwóch gości dyskutowało czy nasza kultura jest patriarchalna i czy feministki mają o co walczyć. Jeden powoływał się na pewne statystyki i dane naukowe, gdzie wykazywał wiodącą rolę kobiet w życiu społecznym, a drugi jedynie manifestował, że z jego doświadczenia życiowego i subiektywnego punktu widzenia kobiety w świadomości społecznej są postrzegane gorzej, są dyskryminowane itp. i to jest jego subiektywna prawda i każdy może tylko zaprezentować właśnie tylko subiektywną prawdę.. Dlatego pisałem, że jak ktoś wywyższa subiektywne spojrzenie ponad obiektywizm to dyskusja z kimś takim nie ma sensu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17447
Przeczytał: 109 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:53, 01 Maj 2020    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Ktoś tu powie: ale "tam w środku", gdzieś w "samej rzeczywistości", owa prawda absolutna na pewno jest. I to o niej przecież mówimy.


W zasadzie to pisząc wypowiedź nie myślałem o aż tak bardzo dalekich wnioskach metafizycznych. Ostatnio widziałem dyskusję, gdzie dwóch gości dyskutowało czy nasza kultura jest patriarchalna i czy feministki mają o co walczyć. Jeden powoływał się na pewne statystyki i dane naukowe, gdzie wykazywał wiodącą rolę kobiet w życiu społecznym, a drugi jedynie manifestował, że z jego doświadczenia życiowego i subiektywnego punktu widzenia kobiety w świadomości społecznej są postrzegane gorzej, są dyskryminowane itp. i to jest jego subiektywna prawda i każdy może tylko zaprezentować właśnie tylko subiektywną prawdę.. Dlatego pisałem, że jak ktoś wywyższa subiektywne spojrzenie ponad obiektywizm to dyskusja z kimś takim nie ma sensu.

Ja jakiś czas temu pogodziłem się z tym, że nie widzę niczego obiektywnie. Wszystko widzę SOBĄ, tak jak MOJE zmysły mi wskazują, jak MÓJ aparat przetwarzania tych zmysłów zaordynuje. Wyżej tyłka nie podskoczę.
Wiele z tych ludzkich mniemań o prawdzie obiektywnej wydają mi się, o tyle bezprzedmiotowe, że to są jedynie POSTULATY, często wręcz czcze gdybania, w sytuacji, gdy nie jesteśmy w stanie opuścić swojego umysłu, nie jesteśmy w stanie podpiąć się pod cudze zmysły, nie postrzegamy rzeczy jakimi one są, lecz tylko ich wybrane aspekty wymieszane z innymi aspektami rzeczywistości (wyłanianie się ich z tła).

Oczywiście POSTULAT DOCIERANIA DO WARSTWY OBIEKTYWNEJ uważam za słuszny. Tak, jestem tu w 100% za. Najczęściej po to coś poznajemy, aby się dowiedzieć nie jak to coś incydentalnie, tylko w tej chwili się objawiło, ale aby rozpoznać jakąś trwałość danej rzeczy. Ta trwałość rzeczy, to coś co z całej interakcji co ZOSTAJE POMIMO ZMIANY KONTEKSTU - to właśnie jest celem, jako "obiektywna prawda".
Jednak najczęściej nie mamy jakichś trwałych podstaw, aby być pewnym, że to co nam się objawia jest trwałe. Może to jest tak jak z kobietami - że coś mówią, a za chwilę im się odmienia, rozmyślają się, mają kaprys. Może tak jest, że rzecz, którą rozpoznaliśmy jako jakąś przed chwilą, teraz już jest inna i to tak w ogóle inna, w środku inna, wewnętrznie zmienna. Nie wiemy tego.
Poszukujemy tej trwałej postaci rzeczy upatrując w niej obiektywności prawdy, lecz to, że taka trwałość w ogóle da się poprawnie skonstruować jest jedynie postulatem. Tzn. ściślej - pewnie sensownym postulatem jest, pewne prawa w świecie działają. Wszak to wszystko nam się co chwila nie rozlatuje, jednak różne przewidywania się sprawdzają. Ale mając coś nowego w obszarze naszego poznania nie możemy tego zakładać z góry, że akurat to coś będzie trwałe i że akurat ten aspekt rzeczy, który zwrócił naszą uwagę, nie rozpływa się z powodu tego, iż rzecz w ogóle nie posiada trwałości tego typu. Może to było tylko tak, ze coś się objawiło przypadkowo, jest incydentem nie powtarzającym się?...

Ale naszym CELEM JEST POZNANIE TEGO, CO TRWAŁE, tego CO JEST. Tylko że łatwo jest wpaść w pułapkę podstawiania celu poznania w miejsce tego, co rzeczywiście poznaliśmy. Człowiek nastawiony na rozpoznawanie wrogich zachowań u innych ludzi, rozpozna je - wszak jakąś tak część symptomów jego systemu poznawczego one spełnia, ktoś np. się zawaha, może skrzywi twarz, więc rozpoznający ostatecznie powie: tamten jest mi wrogi. Ale w rzeczywistości mogło być tak, że ów ktoś zawahał się z innego powodu, a twarz skrzywił, bo go zabolała kostka. Szukając czegoś, działamy w obszarze symptomów tego czegoś, więc prędzej czy później, coś nam pod te symptomy podpadnie. Prędzej czy później coś nam spełni nasze kryteria, a my może uznamy, że "poznaliśmy prawdę". Będzie to efekt samosprawdzającej się przepowiedni.

Jak poznawać bardziej rzeczy niż własne przekonania?
- Właśnie oddając kontrolę, nie próbując rządzić, tylko ściśle się skupiając na tym JAK SAMO WYJDZIE i w POSTACI JAKA NIEZALEŻNIE WYSZŁA.
Żeby nie było nieporozumień - nie jestem przeciwny poznawaniu siebie. Wręcz jestem za takim poznaniem, a nawet uważam poznanie siebie za ważny aspekt w poznawaniu świata. Chodzi mi tylko o to, aby nie mieszać jednego poznania z drugim, aby MIEĆ WEWNĘTRZNIE ODSEPAROWANE są jest emanacją mnie, moich oczekiwań, mojego sposobu widzenia świata, a co już jest z samego świata, czyli co jest niezależne ode mnie. Wręcz trzeba poznać siebie, aby dobrać się do poznania świata, bo tylko mając jakoś wykrytą granicę pomiędzy ja (tym co kontroluje umysł), a zewnętrzem w znanych przypadkach, możemy ekstrapolować tę wiedzę na przypadki nowe, a stąd wnioskować co jest rzeczywiście "samo w sobie jakieś".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17447
Przeczytał: 109 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:25, 01 Maj 2020    Temat postu:

Chciałbym jeszcze dodać tu jedną uwagę o dość subtelnym charakterze. Coś, z czym jakoś nie bardzo potrafię (od lat) przebić się do zwolenników prawdy absolutnej.

Teza jest następująca: znacznie ważniejsza od czczej postulatywności jest realna stwierdzalność.
Ludzie głoszący, ze prawdy są jedne i absolutne, oburzający się na relatywistów nie dostrzegają dwóch postaci "relatywizmu":
- relatywizm totalny - negacjonistyczny (tak go nazwałem, jak ktoś zna lepsze określenie, np. już stosowane, to proszę o uwagi, może zmienię określenie) - taki, który w ogóle neguje jakikolwiek sens wyróżniania prawd poprawnych w świecie subiektywizmu totalnego. Relatywista negacjonistyczny - czyli negujący w ogóle jakąkolwiek postać prawdy WYRÓŻNIONEJ (rezygnuję tutaj ze słowa "absolutna", która wg mnie jest zbyt mocnym postulatem, na rzecz jakiejś słabszej postaci) po prostu nie przyjmuje żadnej postaci prawdy wyróżnionej ontologicznie i logicznie, subiektywizm stawiając absolutnie na szczycie.
- relatywizm SZANS NA POZNANIE absolutu. Ten rodzaj relatywizmu nie neguje tego, że prawda może mieć wyróżnioną, jakoś zmaksymalizowaną postać w kontekście różnych subiektywnych mniemań ludzi, odrzucając tak prymat subiektywizmu. Jednak ten rodzaj relatywizmu traktuje jako normę, że poznanie jest zawsze niepełne.

Sam określiłbym się właśnie jako relatywistę w kontekście oceny szans na poznanie absolutu. Dla mnie wszystkie STWIERDZENIA na temat prawdy są niedookreślone, niepełne, dalekie od absolutnych. A prawda "rzeczy tam w ich środku"? Co z nią?...
- Tutaj jest ta subtelność, z którą chyba najtrudniej jest mi przebić się do "absolutystów". Otóż, skoro WIEM, ŻE DO ABSOLUTU DOSTĘPU NIE POSIADAM, to muszę to uznać. Uznać, czyli nie mataczyć za chwilę, że jakieś sformułowanie jest prawdą bardziej, niż potencjalne inne sformułowanie, jakie zostanie wymyślone na daną sprawę jutro, za rok, za sto lat. A operujemy, póki co, wyłącznie w świecie sformułowań, modeli, opisów. Nie operujemy na rzeczach samych w sobie. Dlatego:
- te prawdy, które są realnie dostępne, są praktycznie zawsze nie absolutne
- te prawdy, które nawet jakoś absolutne by były, są z kolei NIEDOSTĘPNE.

Dlatego sens jest mówić nie o tym, czego nigdy nie dotkniemy, lecz jedynie o tych naszych staraniach, o metodach poszukiwania DOBRYCH OPISÓW, a nie prawd końcowych. Bo inaczej będziemy mówili o mrzonkach, o czymś niemożliwym do poprawnego przedyskutowania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin