Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pragnienie osoby i myślenie wglądem

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18059
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:09, 15 Paź 2019    Temat postu: Pragnienie osoby i myślenie wglądem

Chcę teraz poruszyć kwestię fundamentalną, coś co "otwiera oczy", jeśli tylko ktoś jest w stanie wykonać pewien szczególny rodzaj rozumowania.
Od razu zastrzegam, że zadanie, które stawiam przed potencjalnym partnerem w dyskusji tutaj, jest trudne. Ono wymaga użycie innego rodzaju myślenia, niż to standardowe. Ja ten rodzaj myślenia stosuję, doskonalę od lat, więc jest on dla mnie naturalny. Zdaję sobie jednak sprawę, że ktoś mógł w ogóle się z takim myśleniem nie zetknąć, albo zetknął się w postaci szczątkowej, czy może odmiennej od mojej. Wtedy będziemy mieli problem ze skomunikowaniem się. Szczególnie osoby mocno preferujące logicystyczny styl myślenia mogą wręcz nie wiedzieć o co chodzi, gdy będę pisał o tym stylu myślenia. Warto by jakoś je nazwać - wydaje mi się, że dobra, obrazowa nazwa byłaby w stylu MYŚLENIE WGLĄDEM W ODCZUCIA (alternatywnie, skrótowo użyję "myślenie wględem", "myślenie odczuciami", czy podobnie).
Z drugiej strony uważam, że właściwie każdy, choć trochę, sobie podobny rodzaj myślenia stosuje. Ale nie zawsze sobie to uświadamia, nie zawsze eksploruje mocniej taki kierunek aktywności umysłu; może więc nie bardzo wiedzieć o co chodzi.

Jak opisałbym myślenie wglądem?
Wymaga to szczególnej formy wyobraźni i pewnego rodzaju myślowego "aktorstwa". Należy maksymalnie sobie wyobrazić stan, który chcemy tym sposobem eksplorować myślą, a następnie spytać się siebie: co ja o tym stanie myślę I CZUJĘ, jakie widzę tu zależności?
Uwaga! - Tutaj nie posługujemy się pojęciami!
Pojęcia, intelekt, trzeba trochę w tym rodzaju myślenia odsunąć i trzymać z dala. Intelekt psuje myślenie wglądem, bo narzuca własne sugestie, wynikające z wbudowanych w nasz umysł wzorców kulturowych. A w tym przypadku zależy nam właśnie na tym, aby dostać odpowiedź maksymalnie PRYWATNĄ. W tym przypadku nie chodzi o to, aby zbudować myślenie w oparciu o to co "się robi" (w znaczeniu: robi się w postaci uwspólnionego społecznie wzorca), ale właśnie aby się dowiedzieć CO JA TUTAJ CZUJĘ. Trzeba wejść w swoją "osobistą skórę", zapomnieć o tym, co myślą i chcą od nas inni, być "czystym sobą", odrzucić "siebie społecznego".

Po co tak w ogóle myśleć?
- Zasadniczy cel to: ZROZUMIEĆ WŁASNE ODCZUCIA, PRAGNIENIA, EMOCJE.
Ale też:
- dotrzeć do obszaru, w którym to co zewnętrzne, kulturowe w myśleniu STYKA SIĘ Z TYM CO PRYWATNE, a następnie ewentualnie rozwiązać konflikty, jakie się tu pojawiają.
Jest to potrzebne, wręcz niezbędne dla ludzi doświadczających pewnych szczególnych form duchowego cierpienia. Chodzi o takie cierpienie, w którym coś wewnętrznie nam każe jakoś się zachowywać, reagować, a za chwilę - jak się posłuchamy owego "głosu" - okazuje się, że jest jeszcze gorzej niż na początku, zaczynamy chcieć czegoś przeciwnego. Potem znowu - ów głos nakazuje nam jedno, ale efekt jest negatywny itd. Tak wpadamy w pętlę własnych skonfliktowanych pragnień i oczekiwań. Zaczynamy czuć, że z tej sytuacji nie ma wyjścia, że co byśmy nie zrobili, jakiej decyzji byśmy się nie chwycili, to i tak będzie źle. Zaczyna w nas kiełkować przeczucie, że konflikt wewnętrzny jest nieunikniony, że musi nas niszczyć, że nie ma z tej sytuacji wyjścia. To wywołuje cierpienie.
Aby jakoś sytuację konfliktową rozwiązać, niezbędna jest na początek JEJ DIAGNOZA. I to tego właśnie służy wspomniane myślenie wglądem w swoje uczucia.
Najczęściej efektem takiego myślenia będzie zobrazowanie sobie aspektów, które w nas tkwią, a są skonfliktowane. Potem przyjdzie czas decyzji, bo nie da się utrzymywać sprzeczności bez cierpienia. Coś trzeba będzie ze swoich myśli, odczuć wyrugować, zrezygnować z jakiejś cząstki "siebie". Ale może nie do końca "siebie"?...
- Trzeba się zastanowić: gdzie jest tutaj ten PRAWDZIWY JA?

Są ludzie, którzy swoje mentalne funkcjonowanie opierają na strategii "aby nie mieć dyskomfortów w bieżących odczuciach". Są to ludzie, którzy starają się nie mówić, nawet nie myśleć o trudnych sprawach, którzy problemy owijają w otoczkę zamulającego percepcję kokonu. Jak coś tym ludziom doskwiera, to działają na to coś: trochę próbą zapomnienia, trochę próbą zrelatywizowania tego, udawaniem, że tego nie ma, albo że jest inne, niż się ewidentnie jawi, czy może zmasowanym zawaleniem tego czegoś jakąś nawałą innych myśli. Aż się dana rzecz "zalepi" tym szlamem myśli innego rodzaju, aż jej "ostre kolce" przestaną uwierać, bo zostaną przykryte warstwą myśli i odczuć, które potrafimy tolerować.
Taka strategia czasem bywa niezbędna. Dlatego nie jestem jakimś absolutnym jej wrogiem. Jeśli nie ma innego wyjścia, bo dany problem jest tak silny, iż po prostu nie jesteśmy w stanie wytrzymać jego destrukcyjnej mocy na naszą psychikę, to trzeba się ratować, czym się da. Ale nie zawsze tak jest. A są ludzie, którzy - gdy wyszkolą się w swojej strategii zamulania niekomfortowych aspektów uczuć i myśli - zaczynają stosować tę metodę jako główną. To powoduje, że zamiast prześwietlać problemy, rozwiązywać je, oni "zamiatają je pod dywan", upychają gdzieś w zamulonych zakamarkach swojego jestestwa. Tych "śmieci pod dywanem" robi się z czasem coraz więcej, bałagan w myślach i uczuciach narasta, przy różnych sytuacjach nasz "dywan" potrafi się odwinąć, śmieci wychodzą na wierzch, a osoby tak postępujące cierpią, bo akurat nie były przygotowane na jednoczesne poradzenie sobie i z bieżącym problemem i tym, co się wysypało ze "starych mentalnych śmieci".
Dlatego ja preferuję jednak unikanie metody zamulania niekomfortowych odczuć, sprzecznych oczekiwań i tendencji. Zamiast je zamiatać pod dywan, lepiej jest po prostu wziąć się z nimi za bary, na coś zdecydować, OKREŚLIĆ SIEBIE w ich kontekście. W przeciwnym wypadku one i tak kiedyś wypłyną; może wypłyną w najbardziej niedogodnym momencie i spowodują zniszczenie czegoś dla nas podstawowego.
Niestety, porządkowanie swojej osoby jest najczęściej związane z jakaś formą przejściowego dyskomfortu, trudu, nawet cierpienia. Ale cierpienia przejściowe i tak jest lepsze, niż zostawianie w sobie czegoś, co potencjalnie jest źródłem cierpienia trwałego, może wręcz niszczącego totalnie naszą osobowość. Więc ten trud oczyszczania swojej przestrzeni uczuć i myśli ze sprzeczności warto jest podjąć. Przynajmniej ja tak uważam. :)

Wracam do narzędzia, które owemu oczyszczeniu może bardzo pomóc, czyli do myślenia wglądem w odczucia. Chciałbym ten typ myślenia zobrazować, stosując go do rozpatrzenia dość fundamentalnego pytania: pytania O SZCZĘŚCIE. Konkretniej postawię to pytanie w formie: jaki rodzaj szczęścia byłby dla nas ostatecznie satysfakcjonujący? Czego właściwie od siebie i od życia chcemy?

Kandydatów do szczęścia mam tutaj dwóch:
1. Szczęście polegające na daleko idącym zaakceptowaniu bieżącego stanu umysłu, uczuć, a następnie DOSTOSOWANIU SIĘ do tego i wykorzystywaniu wszelkich form przyjemności, przy usuwaniu z przestrzeni uczuć, wszystkiego innego. Nazwę ten rodzaj strategii szczęścia SZCZĘŚCIE DOSTOSOWAWCZE DO STANU BIEŻĄCEGO, albo w skrócie "szczęście doraźności".
2. Szczęście polegające na KREACJI I BUDOWIE jest przeciwkandydatem. W jego ramach nastąpi odrzucenie wielu narzucających się form szczęścia 1 rodzaju, wielu przyjemności. Jednocześnie może nastąpić przejściowe zaakceptowanie pewnych postaci dyskomfortu, cierpienia - choćby tylko po to, aby się z nimi zetknąć, aby poczuć "ich strukturę", a następnie móc wykorzystać tak zdobytą wiedzę w KONSTRUKCJI MOCY WŁASNEJ OSOBOWOŚCI. Ostatecznym efektem tej 2 strategii powinno być STWORZENIE OSOBOWOŚCI DYNAMICZNIE REAGUJĄCEJ I SAMOŚWIADOMEJ. Tak osobowość będzie miała moc rozwiązywania problemów, a wręcz z tej mocy i tego rozwiązywania będzie czerpała siłę, satysfakcję i - na koniec - szczęście.

Posłużmy się metodą wglądu dla znalezienia odpowiedzi na pytanie: która z powyższych strategii - 1sza, czy 2ga - jest bardziej zgodna Z NASZĄ ŚWIADOMOŚCIĄ, ROZUMEM, ODCZUWANIEM?
Odpowiedź, jeśli w ogóle przyjdzie, przyjdzie OD WEWNĄTRZ, nie będzie odpowiedzią opartą o koncepty, obiektywne modelowanie, o jakąś teorię, czy model. Będzie to odpowiedź "co ja w tym zakresie czuję, jak to mi się jawi?"
Aby jakoś pomoc w tym zadaniu posługiwania się wglądem, opiszę (luźno! -to jest propozycja, a każdy raczej powinien SAM sobie stworzyć WŁASNĄ wersję tego budowania obrazu problemu) jak mi się jawi całe zagadnienie.
Moja pomoc przyjmie postać rozważania o byciu projektantem algorytmu na szczęście.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy genialnymi informatykami, którzy w komputerze opracowali IDEALNY ALGORYTM NA SZCZĘŚCIE. Algorytm ten działa tak, że po skomunikowaniu się ze świadomością, którą ma uszczęśliwić, usuwa wszystko co jest dla tej osobowości przykre, niekomfortowe, a wzmacnia to co przyjemne i satysfakcjonujące. Wystarczy teraz podpiąć komputer do specjalnego interfejsu neuronalnego zakładanego na głowę, zapuścić program, a człowiek podłączony do programu zaczyna zmieniać swoje myśli i uczucia w ten sposób, że:
- każde przykre wspomnienie ulega stopniowej amnezji, każde radosne wspomnienie ulega wzmocnieniu, przypomnieniu.
- ośrodki przyjemności się aktywują, a ośrodki bólu dezaktywują
- każda myśl, prowadząca potencjalnie do przykrości, jest blokowana, bądź rozpraszana
- każda myśl budząca satysfakcję i przeświadczenie o własnej wartości jest wzmacniana, rozwijana
- ostatecznie wszystko co nieprzyjemne, niekomfortowe się oddala, osłabia, niknie, zaś to co jest przyjemne i satysfakcjonując, rozrasta się, osiągając swoje maksima.
- WSZYSTKO TO DZIEJE SIĘ NIEZALEŻNIE OD JAKICHKOLWIEK INNYCH OKOLICZNOŚCI. Inaczej mówiąc - nasz algorytm nie pyta się o żadną prawdę, żadną spójność rozumowania, zgodność z kimkolwiek, czy czymkolwiek. Po prostu z zasady ubijane jest to co nieprzyjemne, a wzmacniane to co przyjemne. Jeśli przy okazji działań tego programu nastąpi unicestwienie jakichkolwiek wspomnień, to i tak zostanie to zrealizowane. Jeśli nawet miałaby nastąpić daleko posunięta degradacja myślenia, to i tak zostanie to zrealizowane. Jeśli w pamięci osoby był jakiś nieprzyjemny epizod z posiadanym rodzeństwem, to algorytm usunie wszelkie myślowe odwołania do tego epizodu - tak daleko jak tylko się, aby owa nieprzyjemność nigdy nie wyszła na jaw. Jeśli było coś nieprzyjemnego w kontaktach z matką, ojcem, mężem, żoną, to zostanie do "do korzeni wypalone". I będzie tak, nawet pomimo tego, ostatecznie mapa wspomnień zostanie drastycznie zdegradowana - będą w niej niespójności, dziury, bo przecież nie sposób jest zachować ciągłości wspomnień, w sytuacji gdy przeplatały się te przyjemne z tymi przykrymi. Celem absolutnym jest umysł, który nie doznaje niczego poza przyjemnością i szczęściem. Może być przy tym totalnie głupi, sprzeczny, wadliwy pod jakimkolwiek innym względem -ważne aby nie odczuwał dyskomfortu, a miał odczucia przyjemne.
Ostatecznym efektem działania tego algorytmu będzie (według mnie): DESTRUKCJA ŚWIADOMOŚCI, POPRZEZ ZNISZCZENIE CIĄGŁOŚCI WSPOMNIEŃ i rozumowania. Być może da się taką świadomość ostatecznie wprowadzić w stan stałego odbierania jakiegoś tam przyjemnego strumienia bodźców, ale obawiam się, że nawet ten przyjemny, uproszczony strumień bodźców, będzie coraz słabiej oddziaływał, będzie habituował - właśnie przez swoją uproszczoną postać.
Ostatecznie świadomość zredukuje się do poziomu bezmyślnego pierwotniaka, któremu wystarczy jakiś pojedynczy splot neuronów, skupiony na odbieraniu jakiegoś bodźca, który - jak wynikło z analizy algorytmu dającego szczęście - miałby tego szczęścia dawać najwięcej.
Postawmy sobie pytanie: CZY CHCEMY takiego szczęścia?
Tu potrzeba właśnie wglądu we własne odczucia w celu wygenerowania PRYWATNEJ ODPOWIEDZI. Ja nie pytam o obiektywne (... w ogóle chyba nawet to pojęcie tu kompletnie nie pasuje) rozstrzygnięcie, nie pytam "jak to ogólnie jest", tylko JAK JA TO CZUJĘ. Czy chciałbym do takiego stanu odczuwania szczęścia zostać doprowadzonym?
Ale też...
Czy chciałbym, aby JAKIEJŚ BLISKI MI OSOBY (którym chyba szczęścia życzymy) były do takiego stanu doprowadzone?...
Czy chcielibyśmy, aby nasze dziecko, mąż, żona, brat, siostra zostali tak totalnie uszczęśliwieni, że praktycznie wszystko (oczywiście z nami włącznie) znikłoby z ich wspomnień i odczuć?...
Czy to o to w osiąganiu szczęścia chodzi?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 21:32, 15 Paź 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin