Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sens życia
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3696
Przeczytał: 68 tematów


PostWysłany: Śro 23:12, 13 Gru 2017    Temat postu:

Cytat:
No, ale to jest pragnieniem buddyzmu.

Cierń, którym wyciągasz ciernie ze stopy.

Cytat:
Tak. Ale chodziło mi o to, że raczej nikt nie wie całkowicie, kim jest naprawdę, jaki jest.

Nie ma czegoś takiego jak istnienie naprawdę.

Cytat:
Każda czynność wymaga chęci, chyba, że są to zupełnie podstawowe czynności życiowe, które świadomie są tylko częściowo kontrolowane albo wcale- odruchy.

Nie, ale masz prawo o tym nie wiedzieć. Człowiek może funkcjonować równie "skutecznie", a czasem i lepiej, kompletnie bez intencji. Wynika to z tego, że intencja jest tylko pewną urojoną nakładką, która przy pomocy stresu kieruje w pełni funkcjonalny organizm (również umysł). Przy odpowiedniej kontemplacji można doprowadzić do sytuacji, w której widzisz siebie działającego, mówiącego, rozwiązującego problemy, mimo że to nie ty jesteś aktorem. Wiem, jest to bardzo dziwne i nie da się tego wywnioskować z normalnego funkcjonowania, no ale tak jest.

Cytat:
Ale twój ogląd, opis sprawy jest też trochę przesadzony niejako w przeciwną stronę, Banjankri.

Rzeczywistość jest piekłem, a żyjemy właśnie w rzeczywistości. Ci co tego nie widzą, po prostu nie spojrzeli wystarczająco głęboko. Inną kwestią jest, że rzeczywistość jest tworem umysłu, zbiorem zobiektywizowanych relacji, a nie jakąś uniwersalną prawdą. To piekło pochłonie każdego, kto w nie wystarczająco głęboko zajrzy, i zabije go w najgorszym z możliwych sposobów, depresją. Byłem na tyle szurnięty, żeby zaglądać tam do środka, ale na tyle ostrożny, żeby nie wpaść w całości. Nie ma nic bardziej realnego, niż fakt, że rzeczywistość jest piekłem, bo ta "piekielność" jest właśnie realnością samą w sobie i my je tworzymy. Zajrzyj sobie w świat dzikiej natury, tam wszystko widać jak na dłoni. Właśnie z tego wyjściowego piekła staramy się uciec, co nazywamy troską. Po to właśnie rodzi się intencja. Cierpieniem płacimy za oddalenie piekła od siebie. Problem w tym, że to wszystko dzieje się w naszych głowach i oparte jest właśnie o iluzję istnienia, jako coś prawdziwego.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 23:16, 13 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 1:01, 14 Gru 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Każda czynność wymaga chęci, chyba, że są to zupełnie podstawowe czynności życiowe, które świadomie są tylko częściowo kontrolowane albo wcale- odruchy.

Nie, ale masz prawo o tym nie wiedzieć. Człowiek może funkcjonować równie "skutecznie", a czasem i lepiej, kompletnie bez intencji. Wynika to z tego, że intencja jest tylko pewną urojoną nakładką, która przy pomocy stresu kieruje w pełni funkcjonalny organizm (również umysł). Przy odpowiedniej kontemplacji można doprowadzić do sytuacji, w której widzisz siebie działającego, mówiącego, rozwiązującego problemy, mimo że to nie ty jesteś aktorem. Wiem, jest to bardzo dziwne i nie da się tego wywnioskować z normalnego funkcjonowania, no ale tak jest.

Ja tu Cię nie za bardzo rozumiem. Jak to jest możliwe działać bez intencji?...
Powiedzmy, że jestem głodny. Sięgam po kęs jedzenia. Jak nie mam intencji (intencja jedzenia) to go nie doniosę do ust, tylko (do wyboru) upuszczę, rzucę o ścianę, dam psu, rozgniotę w palcach i przykleję sobie na telewizor, wsadzę sobie do ucha itd.

Działanie z intencją, a bycie aktorem, to zupełnie niezależne rzeczy. Jak mrówka ciągnie gąsiennicę do mrowiska, to ma intencję ją tam zaciągnięcia. Może nie ma świadomości, może nie wie, że "jest aktorem", ale intencję ma. I żadna kontemplacja nikogo nie uwolni od tego, że jak jest jakiś cel do osiągnięcia, to ów cel staje się z automatu intencją. Nawet bakteria, czy wirus ma jakąś formę "automatycznej wrodzonej intencji" dostanie się do komórki gospodarza i powielenia się w niej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3696
Przeczytał: 68 tematów


PostWysłany: Czw 9:02, 14 Gru 2017    Temat postu:

Nie rozumiesz, bo źle definiujesz intencję:

Intencja (łac. intentio: rozciągnięcie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga) - świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie[1].
-wikipedia

Mrówki nie mają intencji.

PS. nawet nie wiedziałem, że intencja pochodzi od napięcia, czyli idealnie pasuje.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 9:04, 14 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 19:37, 14 Gru 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Tak. Ale chodziło mi o to, że raczej nikt nie wie całkowicie, kim jest naprawdę, jaki jest.

Nie ma czegoś takiego jak istnienie naprawdę.

Cytat:
Każda czynność wymaga chęci, chyba, że są to zupełnie podstawowe czynności życiowe, które świadomie są tylko częściowo kontrolowane albo wcale- odruchy.

Nie, ale masz prawo o tym nie wiedzieć. Człowiek może funkcjonować równie "skutecznie", a czasem i lepiej, kompletnie bez intencji. Wynika to z tego, że intencja jest tylko pewną urojoną nakładką, która przy pomocy stresu kieruje w pełni funkcjonalny organizm (również umysł). Przy odpowiedniej kontemplacji można doprowadzić do sytuacji, w której widzisz siebie działającego, mówiącego, rozwiązującego problemy, mimo że to nie ty jesteś aktorem. Wiem, jest to bardzo dziwne i nie da się tego wywnioskować z normalnego funkcjonowania, no ale tak jest.

Cytat:
Ale twój ogląd, opis sprawy jest też trochę przesadzony niejako w przeciwną stronę, Banjankri.

Rzeczywistość jest piekłem, a żyjemy właśnie w rzeczywistości. Ci co tego nie widzą, po prostu nie spojrzeli wystarczająco głęboko. Inną kwestią jest, że rzeczywistość jest tworem umysłu, zbiorem zobiektywizowanych relacji, a nie jakąś uniwersalną prawdą. To piekło pochłonie każdego, kto w nie wystarczająco głęboko zajrzy, i zabije go w najgorszym z możliwych sposobów, depresją. Byłem na tyle szurnięty, żeby zaglądać tam do środka, ale na tyle ostrożny, żeby nie wpaść w całości. Nie ma nic bardziej realnego, niż fakt, że rzeczywistość jest piekłem, bo ta "piekielność" jest właśnie realnością samą w sobie i my je tworzymy. Zajrzyj sobie w świat dzikiej natury, tam wszystko widać jak na dłoni. Właśnie z tego wyjściowego piekła staramy się uciec, co nazywamy troską. Po to właśnie rodzi się intencja. Cierpieniem płacimy za oddalenie piekła od siebie. Problem w tym, że to wszystko dzieje się w naszych głowach i oparte jest właśnie o iluzję istnienia, jako coś prawdziwego.
Nie napisałem o "istnieniu naprawdę", lecz o poznaniu siebie prawdziwego, naprawdę, jakim się jest.
Czytaj ze zrozumieniem większym innych, bo to już nie pierwszy raz, gdy przeinterpretowujesz sens czyichś tekstów.

Co do drugiej kwestii, to wcale nie jest takie dziwne, bo tak właśnie funkcjonują dzieci, które nie mają jeszcze wykształconej samoświadomości, ani woli, czyli zdolności [częściowego] sterowania intencjami, myślami. Jednak to dotyczy tylko podstawowych czynności życiowych, które są kierowane, "napędzane" głównie tzw. instynktami. O czym przecież wspomniałem, napisałem uprzednio.

Co do trzeciej części, trzeciego akapitu, to kilka spraw:
1. Jeśli chcesz, by tobie rzeczywistość wydawała się piekłem, jeśli chcesz mieć do tego taki stosunek, to twoja sprawa.
Mi się wydaje, że jest ona, jaka jest- tzn. Rzeczywistość, a nasz wewnętrzny, emocjonalny stosunek do tego, do niej możemy, jesteśmy w stanie modyfikować- to jest właśnie ta "mała" rzeczywistość istnienia, w porównaniu z "wielką" i nadrzędną Rzeczywistością będzlenia.
2. Wobec powyższego, "piekielność" albo inne nastawienie w przeważającej mierze "tworzymy" faktycznie sami- a to zależy właśnie od naszego nastawienia do będzlenia doznawanego, czyli do istnienia.
3. Świat dzikiej natury, przyrody jest, jaki jest- i taki [bo taki] ma być...skoro jest. Ale faktycznie uważam, że ludzie są do niego niezbyt dostosowani...
4. Jak już pytałem, pisałem wcześniej: Co jest większym cierpieniem: czy rozwojowe, twórcze cierpienie powodowane staraniami, by- jak to ująłeś- oddalić to "piekło" od siebie, czy cierpienie "neurotyczne" wypływające z frustracji, że jest tak "chu*owo" i jakoby nie da się niczego z tym zrobić, zmienić??
Osobiście myślę, że człowiek dojrzały- np. taki. który prawidłowo zrozumiał buddyzm m. in.- nie frustruje się raczej [bo to cierpienie na próżno], gdy czegoś zmienić nie jest w stanie, ale to, co jest w zasięgu jego możliwości zmienia, by "piekła" było mniej [na tym świecie]... (Tak na marginesie, to jest to odniesienie dość bezpośrednie do idei "naprawy", zmiany świata tego przez istoty z takimi cechami, atrybutami, jak ludzie, która to idea jest np. przez Żydów nazywana "tikkun olam".)
5. "Iluzję istnienia"?? Czyli twój organizm, szczególnie może ciało, nie istnieje naprawdę? Jesteś iluzją??:shock: W takim razie może..zniknij [siebie].
:think:

Pisząc powyższe przyszło mi na myśli kilka istotnych kwestii, których jeszcze nie rozpatrywałem dokładnie, ani w sposób taki "oddzielny", analityczny:
1. Jak czymś prawdopodobnie dość zwyczajnym pośród zjawisk jest samoświadomość, a jednocześnie, jak zmieniającym postrzeganie, a szczególnie interpretację wszystkiego [W ogóle dopiero ona pozwala, wraz z wiedzą, czyli pamięcią oraz wolą na interpretowanie.]... Czyżby jednak to [m. in.] samoświadomość była tym "boskim" elementem, cechą ludzi, której nie mają inne byty, a która wyróżnia ludzkość na tle pozostałych?:think:
2. Co jest "sterownikiem" większości świadomych myśli, wyobrażeń?? Co sprawia, że niekiedy, w sumie dość często raczej, myślimy akurat o tym [akurat to], co chcemy? Jak się ma intencja do woli, do chęci, może też zamiaru? Czy to są nazwy różne na to samo "zjawisko"?
3. Kwestia naprawy świata: Interesujący jest opisywany w kabale, jako następujący po "cimcum" proces emanacji Boskiego Światła do niższych sfirot- proces nie do końca udany, który się nie powiódł, a przecież dokonywany przez samego Ein Sof, czyli Absolut, Doskonałość. Wydaje się tu zachodzić wewnętrzna sprzeczność: Dlaczego ludzie mieliby naprawiać to, co nie powiodło się Pierwotnej Przyczynie Stworzenia? Czyżby Absolut, Ain Sof nie był jednak doskonały??
:think:


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 19:54, 14 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 19:51, 14 Gru 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Intencja (łac. intentio: rozciągnięcie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga) - świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie.
-wikipedia

Mrówki nie mają intencji.

PS. nawet nie wiedziałem, że intencja pochodzi od napięcia, czyli idealnie pasuje.
Skąd to niby wiesz, czy mrówki nie miewają intencji??
P. s.: Pamiętajmy, że ludzie tylko miewają świadome intencje; sporą część działań, czynności wykonują kierowani nieuświadomionym stresem, a część zupełnie instynktownie.
W związku z tym, a także z tym, co napisałem w poprzednim moim wpisie w tym wątku, nasuwa się- przynajmniej mi- wniosek, że jednak świadomość, [następnie] samoświadomość, a [następnie] zdolność- w częściowym tylko zakresie, raczej niewielkim- sterowania myślami, kierowania napięciem emocjonalnym, czyli intencjami, są to rodzaje, czy też "stopnie" organizacji i tworzenia się funkcji organizmu, a nie jakieś "["doklejane"] cechy duchowe "z innego świata""; bo przecież owe zdolności, "stopnie", etapy funkcjonowania psycho-somy, czyli istoty ludzkiej zdają się tworzyć i rozwijać wraz z rozwojem ciała, organizmu całego człowieka, podobnie do rozwoju i powstawania innych cech i funkcji organizmu człowieka, osoby.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 19:59, 14 Gru 2017    Temat postu:

Banjankri napisał:
Nie rozumiesz, bo źle definiujesz intencję:

Intencja (łac. intentio: rozciągnięcie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga) - świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie[1].
-wikipedia

Mrówki nie mają intencji.

PS. nawet nie wiedziałem, że intencja pochodzi od napięcia, czyli idealnie pasuje.

Nie wiemy jaka jest forma myślenia o mrówek. Ale może faktycznie z mrówkami to nieco przesadziłem - tutaj nie posiadam wyrazistych argumentów dla swojej myśli. Weźmy zwierzęta bardziej obeznane - np. psa.
Mój pies (dawno już nie żyje, zmyślna to była psina...) miał zwyczaj, gdy chciał wyjść na spacer, przynosić swoim właścicielom buty. Stawiał buta przed człowiekiem o głośno szczekał domagając się reakcji. Nikt go nigdy nie uczył, że tak ma sygnalizować swoje potrzeby, ale on wymyślił sobie coś właśnie takiego (przynosił także w pysku smycz i "wręczał", ściślej "wypyszczał" ją właścicielowi). Wyraźną intencją owego przyniesienia buta, było sprowokowanie pana do spaceru.

Nie bardzo widzę jak Twoje rozważania dotyczące cierpienia, czy działania bez intencji miały być zastosowane do tego np. przypadku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:19, 14 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Nie rozumiesz, bo źle definiujesz intencję:

Intencja (łac. intentio: rozciągnięcie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga) - świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie[1].
-wikipedia

Mrówki nie mają intencji.

PS. nawet nie wiedziałem, że intencja pochodzi od napięcia, czyli idealnie pasuje.

Nie wiemy jaka jest forma myślenia o mrówek. Ale może faktycznie z mrówkami to nieco przesadziłem - tutaj nie posiadam wyrazistych argumentów dla swojej myśli. Weźmy zwierzęta bardziej obeznane - np. psa.
Mój pies (dawno już nie żyje, zmyślna to była psina...) miał zwyczaj, gdy chciał wyjść na spacer, przynosić swoim właścicielom buty. Stawiał buta przed człowiekiem o głośno szczekał domagając się reakcji. Nikt go nigdy nie uczył, że tak ma sygnalizować swoje potrzeby, ale on wymyślił sobie coś właśnie takiego (przynosił także w pysku smycz i "wręczał", ściślej "wypyszczał" ją właścicielowi). Wyraźną intencją owego przyniesienia buta, było sprowokowanie pana do spaceru.

Nie bardzo widzę jak Twoje rozważania dotyczące cierpienia, czy działania bez intencji miały być zastosowane do tego np. przypadku.
Ta treść o psie ukazuje, że przynajmniej niektóre zwierzęta, te "wyższe organizmy", potrafią planować i..rozumować perspektywicznie [a chyba nawet abstrakcyjnie]! Czyli- jak już nieraz pisałem- prawdopodobnie inne istoty żywe [a może i nie tylko te żywe] mają zdolności większe [może o wiele większe], niż się to ludziom zazwyczaj i w większości wydaje. A główną przyczyną, iż tego u nich nie dostrzegamy jest bariera komunikacji oraz..chęci; inaczej: nie za bardzo chcemy poznawać "języki" zwierząt, ich sposoby komunikacji...
Nieco osobną, ale bardzo istotną kwestią jest, czy zwierzęta te zdają sobie sprawę z własnych wyobrażeń (myśli swoich)? Czyli właśnie, czy są samoświadome.? Jeśli tak, to wynikałoby z tego, iż ludzie nie są jedynym gatunkiem, jedynymi organizmami, które mogłyby uczestniczyć w zmianie świata, w "tikkun olam" [szczególnie w kwestiach takich, jak porozumienie się]...
:think: :wink:


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 22:59, 14 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:51, 14 Gru 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
[color=darkred]Ta treść o psie ukazuje, że przynajmniej niektóre zwierzęta, te "wyższe organizmy", potrafią planować i..rozumować perspektywicznie [ a chyba nawet abstrakcyjnie]!

To opowiem jeszcze inną ciekawą historyjkę o tym psie. Kiedyś z bratem urządziliśmy sobie taką sesję pozorowanej walki - zwarliśmy się w takich przepychankach. Pies się przeraził tej naszej, jak to on widział niebezpiecznej sytuacji "w rodzinie"- stadzie, sprzeczki i agresji i zaczął na nas głośno szczekać. Ale to nic nie dało, by mimo tej szczekającej psiej reprymendy, my dalej ze sobą "walczyliśmy". Wtedy psina wpadła na znacznie bardziej wyrafinowany pomysł - zrobił coś, czego nigdy wcześniej, ani nigdy potem nie robił - złapał leżącego kapcia w pysk, rzucił go do góry na wysokość ok. 1,5 m, a potem wyskoczył do góry i złapał kapcia w locie. Na taki pokaz oczywiście obaj z bratem zaprzestaliśmy naszych przepychanek. Pies, jak to zobaczył, puścił kapcia, wywalił jęzor i tylko patrzył na nas z nieukrywaną satysfakcją, jakby się śmiejąc - bo udało mu się nas rozdzielić.
Musiał być naprawdę zmyślny, bo przewidział, ze odwrócenie naszej uwagi za pomocą zaimprowizowanego przedstawienia da skutek, którego oczekiwał.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 20:52, 14 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3696
Przeczytał: 68 tematów


PostWysłany: Czw 21:07, 14 Gru 2017    Temat postu:

Cytat:
Nie napisałem o "istnieniu naprawdę", lecz o poznaniu siebie prawdziwego, naprawdę, jakim się jest.

Ja też. Nie ma czegoś takiego jak bycie kimś, kim się nie wie, że się jest. Nie ma żadnego prawdziwego "ja", które gdzieś tam się chowa, a na co dzień mamy do czynienia z nieprawdziwym "ja".

Cytat:
1. Jeśli chcesz, by tobie rzeczywistość wydawała się piekłem, jeśli chcesz mieć do tego taki stosunek, to twoja sprawa.

Mam taką zasadę, że jeżeli jakieś fakty mi nie pasują, to na pewno ich sobie nie wmawiam.

Cytat:
Mi się wydaje, że jest ona, jaka jest- tzn. Rzeczywistość, a nasz wewnętrzny, emocjonalny stosunek do tego, do niej możemy, jesteśmy w stanie modyfikować- to jest właśnie ta "mała" rzeczywistość istnienia, w porównaniu z "wielką" i nadrzędną Rzeczywistością będzlenia.

I tu się nie zgadzamy. Twoja rzeczywistość będzlenia jest pustym pojęciem, bo wszytko obiektowe znajduje się w twojej małej rzeczywistości istnienia. Innymi słowy, rzeczywistość będzlenia jest czysto teoretyczna, a więc tym bardziej pochodzi z "małej" rzeczywistości.

Cytat:
2. Wobec powyższego, "piekielność" albo inne nastawienie w przeważającej mierze "tworzymy" faktycznie sami- a to zależy właśnie od naszego nastawienia do będzlenia doznawanego, czyli do istnienia.

Każde istnienie tworzymy sami.

Cytat:
3. Świat dzikiej natury, przyrody jest, jaki jest- i taki [bo taki] ma być...skoro jest. Ale faktycznie uważam, że ludzie są do niego niezbyt dostosowani...

Przystosowani jesteśmy najlepiej ze wszystkich znanym organizmów, co tym bardziej zadziwia, bo czujemy odrazę do tego, co się na tym świecie dzieje. To dla wielu jest całkiem sporą przesłanka do tego, że z tego świata pochodzić nie możemy.

Cytat:
4. Jak już pytałem, pisałem wcześniej: Co jest większym cierpieniem: czy rozwojowe, twórcze cierpienie powodowane staraniami, by- jak to ująłeś- oddalić to "piekło" od siebie, czy cierpienie "neurotyczne" wypływające z frustracji, że jest tak "chu*owo" i jakoby nie da się niczego z tym zrobić, zmienić??
Osobiście myślę, że człowiek dojrzały- np. taki. który prawidłowo zrozumiał buddyzm m. in.- nie frustruje się raczej [bo to cierpienie na próżno], gdy czegoś zmienić nie jest w stanie, ale to, co jest w zasięgu jego możliwości zmienia, by "piekła" było mniej [na tym świecie]... (Tak na marginesie, to jest to odniesienie dość bezpośrednie do idei "naprawy", zmiany świata tego przez istoty z takimi cechami, atrybutami, jak ludzie, która to idea jest np. przez Żydów nazywana "tikkun olam".)

Buddyzm tego świata nie naprawia, próbuje wyzwalać z niego ludzi. Gdybyś znał piekło rzeczywistości, wiedziałbyś, że jest nieskończone. Nie ma, nie było i nie będzie nikogo, kto je zmieni. No, może samo AI...
Cytat:
5. "Iluzję istnienia"?? Czyli twój organizm, szczególnie może ciało, nie istnieje naprawdę? Jesteś iluzją??:shock: W takim razie może..zniknij [siebie].:think:

To się nazywa parinirvana.

Cytat:
2. Co jest "sterownikiem" większości świadomych myśli, wyobrażeń?? Co sprawia, że niekiedy, w sumie dość często raczej, myślimy akurat o tym [akurat to], co chcemy? Jak się ma intencja do woli, do chęci, może też zamiaru? Czy to są nazwy różne na to samo "zjawisko"?

Zamiast dywagować, zacznij obserwować.

Cytat:
3. Kwestia naprawy świata: Interesujący jest opisywany w kabale, jako następujący po "cimcum" proces emanacji Boskiego Światła do niższych sfirot- proces nie do końca udany, który się nie powiódł, a przecież dokonywany przez samego Ein Sof, czyli Absolut, Doskonałość. Wydaje się tu zachodzić wewnętrzna sprzeczność: Dlaczego ludzie mieliby naprawiać to, co nie powiodło się Pierwotnej Przyczynie Stworzenia? Czyżby Absolut, Ain Sof nie był jednak doskonały?

A co to jest doskonałość? Wiesz, że pierwsza myśl narodziła się z niedoskonałości właśnie? To właśnie przez tą bramę weszliśmy do piekła rzeczywistości (albo wyszliśmy z raju, jak kto woli), z którego nie możemy wyjść... bo sobie na to nie pozwalamy. Nie ma prostego powrotu, jest tylko brnięcie w jego nieskończone głębiny. Pytanie, dlaczego sobie nie pozwalamy? Bo istnienie tego piekła jest najprawdziwszym ze wszystkiego co znamy. Rzeczywistości nie naprawisz, możesz jedynie pokonać iluzję istnienia.
Zobacz mit o Edenie, jak wszystko zaczęło się sypać od momentu powstania samoświadomości i dostrzeżenia niedoskonałości w otaczającym nas świecie. Tak na marginesie, niesamowitym jest fakt, że udało się uchwycić historię powstania pierwszej myśli i przekazywać ją przez tysiące lat. Co zabawne, jak tak na to teraz patrzę, to ten mem jest właśnie grzech pierworodny. Jak tak się biblią interesujesz, to mi powiedz czym są te dwa cheruby pilnujące wrót raju. Na moje oko, będzie to wiedza i inteligencja.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 21:12, 14 Gru 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:01, 14 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Ta treść o psie ukazuje, że przynajmniej niektóre zwierzęta, te "wyższe organizmy", potrafią planować i..rozumować perspektywicznie [a chyba nawet abstrakcyjnie]!

To opowiem jeszcze inną ciekawą historyjkę o tym psie. Kiedyś z bratem urządziliśmy sobie taką sesję pozorowanej walki - zwarliśmy się w takich przepychankach. Pies się przeraził tej naszej, jak to on widział niebezpiecznej sytuacji "w rodzinie"- stadzie, sprzeczki i agresji i zaczął na nas głośno szczekać. Ale to nic nie dało, by mimo tej szczekającej psiej reprymendy, my dalej ze sobą "walczyliśmy". Wtedy psina wpadła na znacznie bardziej wyrafinowany pomysł - zrobił coś, czego nigdy wcześniej, ani nigdy potem nie robił - złapał leżącego kapcia w pysk, rzucił go do góry na wysokość ok. 1,5 m, a potem wyskoczył do góry i złapał kapcia w locie. Na taki pokaz oczywiście obaj z bratem zaprzestaliśmy naszych przepychanek. Pies, jak to zobaczył, puścił kapcia, wywalił jęzor i tylko patrzył na nas z nieukrywaną satysfakcją, jakby się śmiejąc - bo udało mu się nas rozdzielić.
Musiał być naprawdę zmyślny, bo przewidział, ze odwrócenie naszej uwagi za pomocą zaimprowizowanego przedstawienia da skutek, którego oczekiwał.
To interesujące Michale, nawet bardzo. Ale gdybyś spróbował posunąć się dalej trochę i wyciągać wnioski, konkluzje z tego, co piszesz..?:wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:13, 15 Gru 2017    Temat postu:

@ Banjankri:
Cytat:
Nie ma czegoś takiego jak bycie kimś, kim się nie wie, że się jest. Nie ma żadnego prawdziwego "ja", które gdzieś tam się chowa, a na co dzień mamy do czynienia z nieprawdziwym "ja".
A to ciekawe, bo całkiem nie tak dawno pisałeś o udawanych personach, sztucznych maskach... A ja rozumiem to też tak, że te przybierane persony, "osobowości publiczne, na pokaz" nie zawsze są świadomie, z premedytacją wymyślane i odgrywane; raczej często "czyni to" podświadomość właśnie, czy nawet jeszcze "głębsze warstwy" psychiki. Z pewnej strony masz rację, że okoliczności i to, jak się wobec nich zachowamy w danych sytuacjach "ukazuje", "odkrywa" to, jacy jesteśmy "naprawdę". Lecz i to niezupełnie tak jest. Po pierwsze dlatego, że wówczas w niektórych sytuacjach, czasami również "się zgrywamy", często "podświadomie", czyli nie zdając sobie sprawy z tego. A po wtóre- i przede wszystkim- dlatego, iż nie stajemy wtedy przed całą ogromną "gamą" sytuacji, które mogłyby nas "testować"- a więc poznajemy siebie tylko [bardzo] wybiórczo, małymi etapami, w sumie nigdy do końca, i nieraz trudno się połapać, czy nasze zachowania wyniknęły bardziej z "odgrywania ról", czy z "czystej duszy, czystego umysłu". To trochę tak, jak przy badaniu zbiorów, ciągów matematycznych: zbiór z kilku elementów wydaje się nieraz być odmienny bardzo, niż zbiór zawierający te same elementy, lecz powiększony o inne lub pomniejszony. [Aż w końcu docieramy do osobliwości, czyli zera i nieskończoności, które są początkiem i końcem, a zarazem zasobem, potencjałem dla rozróżnialnych, policzalnych elementów, obiektów, i jednocześnie "lustrem" dla nich- te osobliwości, to Niebyt i "sięganie boga"...]
Podsumowując ten fragment: Zawsze mamy możliwość mniej lub bardziej świadomie postrzegać swoje "prawdziwe ja" [choć często, z różnych powodów, ludzie tego nie czynią], dopóki nie zdarzy się sposobność, by "dostrzec", poczuć "jeszcze prawdziwsze ja"...
Cytat:
Twoja rzeczywistość będzlenia jest pustym pojęciem, bo wszystko obiektowe znajduje się w twojej małej rzeczywistości istnienia. Innymi słowy, rzeczywistość będzlenia jest czysto teoretyczna, a więc tym bardziej pochodzi z "małej" rzeczywistości.
Rozumiem. I miałbyś z tym rację- podobnie, jak m. in. wujzboj i solipsyści, czy idealiści- gdyby nie to: Rzeczywistość bedzlenia, jest teoretyczna- na tyle, na ile teoretyczna jest każda myśl, każde wyobrażenie [czyli istnienie]. Jednak nie jest pusta, bo wypełniają ją desygnaty wyobrażeń indukowane z wyobrażeń doznanych [już]. Jak inaczej wytłumaczyłbyś to, że odkrywamy rzeczywistość nie taką, jaką byśmy chcieli, nawet grupowo, "mocą wyobrażeń" wielkiej liczby ludzi?? Na tym właśnie [chociaż nie tylko na tym], moim zdaniem, "wkłada się" idealizm, a przede wszystkim solipsyzm i polipsyzm również. Nie możemy uznawać świadomych myśli, wyobrażeń ludzi za "podstawową substancję" ani za twórcę Rzeczywistości, bo nie doznajemy z proporcjonalną do intensywności myśli, intencji siłą ani czasem trwania tego akurat, o czym myślimy, co wyobrażamy sobie, czego byśmy chcieli! Wobec tego musi zachodzić jakiś inny czynnik, który powoduje, że "myśl i chciej [wymyślać, ale również funkcjonować, działać] sobie, co chcesz i jak chcesz", ale i tak doznasz, doświadczysz tego, czego doznasz- bez względu co i jak o tym myślisz, czy w ogóle o czymś innym myślisz, co innego wyobrażasz sobie. I tenże czynnik ja nazwałem będzleniem. A świat, który funkcjonuje tak, jak będzli nazywam [Wielką] Rzeczywistością (z wielkiej litery pisane dla odróżnienia). I oczywiście faktem jest, że tego będzlenia w ogóle nie znamy, bo ono jest niejako poza istnieniem, wykracza ponad istnienie. Jednak, gdy odkrywamy i poznajemy coraz to więcej naszego otoczenia, świata, to kolejne zjawiska oraz ich relacje [zresztą nawet "pojedyncze" zjawisko, to też relacja, oddziaływanie] zostają włączone, dołączone do poznania, czy raczej [wpierw] doznania, czyli istnienia. A ponieważ nie jawią się one nam w taki sposób, w jaki byśmy zazwyczaj chcieli, w jaki sposób i z jaką siłą sobie wyobrażamy, więc muszą raczej zachodzić poza ludzkim poznaniem- zanim ich doświadczymy, zanim "dotrą" do ludzkich świadomości- i niezależnie od świadomości ludzi. Bo przecież doświadczamy zjawisk [obiektów, bytów] w często nawet bardzo konkretny, "twardy" sposób a niezależny od woli, intencji, chęci naszych świadomości; nie mamy na nie, na to wpływu prawie żadnego, więc to nie my tworzymy środowisko naturalne, otoczenie, świat, tylko coś/ktoś oprócz nas, poza nami i naszymi wyobrażeniami, czyli "projekcjowanym"- jak to nazywasz- istnieniem. Co lub kto to jest, to dalsza kwestia. Na razie poprzestaję na tym, że nie mogą to być świadomości ludzi.
Cytat:
Każde istnienie tworzymy sami.
Tak. To właśnie napisałem i uprzednio. Z zaznaczeniem, że istnienie, ale nie będzlenie, które to jest podstawą, na której opieramy istnienie, jako interpretację naszych relacji z będzleniem.
Cytat:
Przystosowani jesteśmy najlepiej ze wszystkich znanym organizmów, co tym bardziej zadziwia, bo czujemy odrazę do tego, co się na tym świecie dzieje. To dla wielu jest całkiem sporą przesłanka do tego, że z tego świata pochodzić nie możemy.
Uważam, że przystosowani jesteśmy raczej najsłabiej. (Może niepotrzebnie to wtrącę, ale właśnie stąd moje pragnienie i "tęsknota" do bycia takim bardzo odpornym organizmem, jak chociażby evangelion, czy anioł z "NGE", poniekąd wzorowane na golemach.) Nie czuję odrazy do tego, co się dzieje na tym świecie- może jedynie w znikomym stopniu. Raczej odrazę mam do siebie, że nie jestem evangelionem, aniołem, bogiem... Albo chociaż np. zwierzęciem- aczkolwiek co do tego, to nie mam pewności, czy zwierzęta mają lepiej, niż ludzie.
A tak na marginesie, to piszesz "z tego świata"; a uważasz, że jest "tamten świat"? Czym one miałyby się różnić od siebie?
:think:
Cytat:
To się nazywa parinirvana.
Niezbyt mnie interesuje, jak się to nazywa [chociaż to wiem akurat], bo nazwać można wszystko jakkolwiek. Interesuje mnie, jak to zrobić- czy się da oraz..czy warto. Hm?
Cytat:
Zamiast dywagować, zacznij obserwować.
Dobra... Ty, "mądralo", piszesz, że tym czynnikiem, "sterownikiem" jest napięcie emocjonalne. [Chyba tak, prawda?] I ja się z tym zgadzam. Ale, w takim razie, co steruje, kieruje tym napięciem, jego natężeniem i relacjami, powiązaniami z konkretnymi wyobrażeniami?!:think: ;-PMi się wydaję, że są to funkcje, "działania" komórek i tkanek, narządów organizmu na odpowiednich "poziomach", w pewnych "układach", co stanowi kolejną przesłankę to tego, iż psychika jest pochodną somy, iż to ciało wytwarza funkcje również te mentalne; co z kolei pokazuje, że świadomość jest wytworem materii, przynajmniej tej zorganizowanej w pewnego rodzaju zjawiska, byty- a raczej nie tyle materii, która jest również tylko formą energii, ile właśnie wytworem pewnego typu energii, jakąś formą tejże, która prawdopodobnie "wymyka się" fizykalnej obserwacji [jak dotychczas]. [Chociaż przecież może to być właśnie ta forma, która jednak jest rejestrowana na zdjęciach tzw. aury człowieka...]
Cytat:
A co to jest doskonałość? Wiesz, że pierwsza myśl narodziła się z niedoskonałości właśnie?
Doskonałość, to wg mnie "osobliwość", to Nicość/Wszystkość. Blisko tego stanu jest Natura, gdy występuje w stanie Niebytu- w stanie noumenów, a nie fenomenów. [Aczkolwiek Niebyt, to nie Nicość (jeszcze).] Pierwsza myśl? A to ciekawe.... Bo wedle mnie, to jako niedoskonałość "narodziła się" w ogóle Rzeczywistość, czyli będzlenie, a nie tylko myśl, czyli istnienie; gdy Wola "zmąciła" Niebyt, czyli wieczny- bo bez czasu ani przestrzeni- stan Natury. Ta Wola właśnie, to taki bóg-demon-demiurg, a tak naprawdę, to pierwotne pole sił, pierwsze fluktuacje kwantowe... Będzlenie, czyli Rzeczywistość, to właśnie niedoskonałość, bo aby cokolwiek zachodziło, działo się [czyli będzliło właśnie, nawet nierozpoznane, czyli nieistniejące jeszcze] muszą zachodzić oddziaływania, a one są właściwie równoznaczne siłom elementarnym, polom tych sił, inaczej jeszcze walce potencjałów, aż do śmierci termodynamicznej, kiedy to Natura znowu prawdopodobnie "spocznie w Niebycie"- jeśli Wola "pozwoli"...
Cytat:
Rzeczywistości nie naprawisz, możesz jedynie pokonać iluzję istnienia.
Czyli udawać, że się nie istnieje tu i teraz?? Czy "ani istnieć, ani nie istnieć"? Ale wówczas, to trzeba by chyba być nicością/wszystkością, czyli stanem tak odległym od stanu bycia istotą, że chyba nie ma bardziej przeciwnego, dalszego stanu. Wydaje mi się to stanem najbardziej niemożliwym, czy przynajmniej najtrudniejszym do wyobrażenia, pomyślenia...
Cytat:
Zobacz mit o Edenie, jak wszystko zaczęło się sypać od momentu powstania samoświadomości i dostrzeżenia niedoskonałości w otaczającym nas świecie.
Sypać? Jakoby tak. Ale jednocześnie pojawiła się szansa na naprawę...
Cytat:
Co zabawne, jak tak na to teraz patrzę, to ten mem jest właśnie grzech pierworodny.
Mam to tak rozumieć, że za grzech pierworodny uznajesz pierwszą uświadomioną sobie myśl człowieka, czyli powstanie [w nim] samoświadomości? To całkiem prawdopodobne. Właśnie to chyba symbolizuje spożycie owocu z Drzewa Poznania.
Cytat:
Jak tak się biblią interesujesz
Biblia z kabałą nie ma zbyt wiele wspólnego... Kabała jest wręcz uznawana za herezję nie tylko przez chrześcijan, ale również przez ortodoksyjny judaizm, jehowitów.
Cytat:
to mi powiedz, czym są te dwa cheruby pilnujące wrót raju. Na moje oko, będzie to wiedza i inteligencja.
Nie powiem, ale napiszę to.;-P Jeśli już w takim świetle, kontekście stawiasz sprawę, to "na moje oko" są to Zaufanie oraz Pokora- a raczej ich brak w ludziach, po popełnieniu pierwszego grzechu [pokora nie tyle w znaczeniu uległości, ile w znaczeniu zrozumienia, empatii i braku pychy, przede wszystkim].
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:43, 15 Gru 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
To interesujące Michale, nawet bardzo. Ale gdybyś spróbował posunąć się dalej trochę i wyciągać wnioski, konkluzje z tego, co piszesz..?:wink:

Konkluzja jest przede wszystkim dla Banjankri, który - przynajmniej jak mi się to wydaje - przyjął chyba dość prosty model intencji, w całości oparty o kulturę, albo o jakieś cele właściwe ludziom.
Ja twierdzę, że to nie jest takie proste, zaś intencja jest zawarta w jakiś sposób W KAŻDYM JAKO TAKO SENSOWNYM DZIAŁANIU. Ptak, który szuka sobie źdźbeł trawy ma cel zaniesienia go do miejsca, gdzie robi gniazdo - intencją ogólną zaś jest budowa tego gniazda. Ptak nie robi tego żadną kulturą, żadną - po ludzku i buddyjsku rozumianą - świadomością, tylko po prostu ma pewną hierarchię celów - cel bliski - zebrać materiał na gniazdo, cel dalszy: ostatecznie uwić gniazdo.
Człowiek, który je, sięga po kolejne kęsy - gdzieś tu jest i intencja najedzenia się. Bez niej jedzenie nie miałoby sensu. Intencja jest ściśle związana z celowością naszych działań - także tych aboslutnie niezbędnych do przeżycia.

Mamy tu gdzieś to pytanie o cierpienie - na ile wiąże się z intencjami naszych działań, pragnień, myśli?...
- To tez jest coś bardziej złożonego. Faktycznie nieraz cierpimy z powodu różnych (czasem dziwnych) pragnień i intencji. Bo ktoś ma jakieś wygórowane ambicje, albo chce czegoś niemożliwego do uzyskania, czy po prostu głupiego, wpisującego się nieprawidłowo w jego życie.
Ale intencja sama w sobie nie jest jakimś szczególnym nośnikiem cierpień. Ja znam też formy cierpienia wręcz przeciwne intencjom - np. cierpienie pustki nie zawierającej żadnych impulsów uczuć i pragnień, gdy patrzy się na świat w sposób pozbawiony jakichkolwiek odniesień i procesuje sam chaos bodźców bez znaczenie, bez motywu, bez intencji. To działa trochę tak, jakby kogoś wpuścić na przerwę w podstawówce w nieznanym kraju - gdy tłum dzieci w nieznanych języku hałasuje, dobiegają wyłącznie nieprzyjemne bodźce i choć nic się o nich nie myśli, nic z nich nie wynika, to przykrość sprawiają - także sprawiają tym, że właśnie są absolutnie po nic, są tylko ciągłym "pukaniem" w układ nerwowy.
Intencja - ja tak uważam - może być źródłem szczęścia, a nie tylko cierpienia. Są także dobre intencje, radosne intencje, intencje doskonalenia się, wzrastania w wiedzy i mądrości, poznawania siebie i świat, układania sobie uczuć w sposób poprawny, relacji z ludźmi w sposób sensowny itp. Może trudno jest je w sobie wytworzyć na tym świecie, trzeba ja wypracować, ale ich w sobie "skonfigurowanie" wydaje się jednak możliwe.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 1:45, 15 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:56, 15 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
To interesujące Michale, nawet bardzo. Ale gdybyś spróbował posunąć się dalej trochę i wyciągać wnioski, konkluzje z tego, co piszesz..?:wink:

Konkluzja jest przede wszystkim dla Banjankri, który - przynajmniej jak mi się to wydaje - przyjął chyba dość prosty model intencji, w całości oparty o kulturę, albo o jakieś cele właściwe ludziom.
Ja twierdzę, że to nie jest takie proste, zaś intencja jest zawarta w jakiś sposób W KAŻDYM JAKO TAKO SENSOWNYM DZIAŁANIU. Ptak, który szuka sobie źdźbeł trawy ma cel zaniesienia go do miejsca, gdzie robi gniazdo - intencją ogólną zaś jest budowa tego gniazda. Ptak nie robi tego żadną kulturą, żadną - po ludzku i buddyjsku rozumianą - świadomością, tylko po prostu ma pewną hierarchię celów - cel bliski - zebrać materiał na gniazdo, cel dalszy: ostatecznie uwić gniazdo.
Człowiek, który je, sięga po kolejne kęsy - gdzieś tu jest i intencja najedzenia się. Bez niej jedzenie nie miałoby sensu. Intencja jest ściśle związana z celowością naszych działań - także tych aboslutnie niezbędnych do przeżycia.

Mamy tu gdzieś to pytanie o cierpienie - na ile wiąże się z intencjami naszych działań, pragnień, myśli?...
- To tez jest coś bardziej złożonego. Faktycznie nieraz cierpimy z powodu różnych (czasem dziwnych) pragnień i intencji. Bo ktoś ma jakieś wygórowane ambicje, albo chce czegoś niemożliwego do uzyskania, czy po prostu głupiego, wpisującego się nieprawidłowo w jego życie.
Ale intencja sama w sobie nie jest jakimś szczególnym nośnikiem cierpień. Ja znam też formy cierpienia wręcz przeciwne intencjom - np. cierpienie pustki nie zawierającej żadnych impulsów uczuć i pragnień, gdy patrzy się na świat w sposób pozbawiony jakichkolwiek odniesień i procesuje sam chaos bodźców bez znaczenie, bez motywu, bez intencji. To działa trochę tak, jakby kogoś wpuścić na przerwę w podstawówce w nieznanym kraju - gdy tłum dzieci w nieznanych języku hałasuje, dobiegają wyłącznie nieprzyjemne bodźce i choć nic się o nich nie myśli, nic z nich nie wynika, to przykrość sprawiają - także sprawiają tym, że właśnie są absolutnie po nic, są tylko ciągłym "pukaniem" w układ nerwowy.
Intencja - ja tak uważam - może być źródłem szczęścia, a nie tylko cierpienia. Są także dobre intencje, radosne intencje, intencje doskonalenia się, wzrastania w wiedzy i mądrości, poznawania siebie i świat, układania sobie uczuć w sposób poprawny, relacji z ludźmi w sposób sensowny itp. Może trudno jest je w sobie wytworzyć na tym świecie, trzeba ja wypracować, ale ich w sobie "skonfigurowanie" wydaje się jednak możliwe.
Nie będę tego szczegółowo komentować; oddaję tutaj "pole" do dyskusji dla ciebie i Banjankri'ego. Aczkolwiek chyba trochę nietrafnie zrozumiałeś Michale to, co na ten temat napisał Banjankri. Ale ja raczej tego wyjaśniać nie będę, nie będę się wtrącał pomiędzy was- przynajmniej na razie nie...
Dwie tylko uwagi:
1. To szczególnie do Banjankri'ego: Trochę mieszasz pojęcie intencji, która z definicji jest raczej świadoma i zamierzona, z pojęciem instynktu, odruchu również; za bardzo wszystko to sprowadzasz do jednego, a tu także występuje pewne "stopniowanie" i rozróżnienie bardziej szczegółowe pojęć.
2. To raczej do Michała: Na ile ja zrozumiałem, to Banjankri pisał wcześniej o tym, że cierpienie powstaje z intencji, które właśnie trudno jest realizować, głównie z intencji, chęci naprawy świata tego; o takie intencje, zamiary jemu chodziło...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 3:42, 15 Gru 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
1. To szczególnie do Banjankri'ego: Trochę mieszasz pojęcie intencji, która z definicji jest raczej świadoma i zamierzona, z pojęciem instynktu, odruchu również; za bardzo wszystko to sprowadzasz do jednego, a tu także występuje pewne "stopniowanie" i rozróżnienie bardziej szczegółowe pojęć.
2. To raczej do Michała: Na ile ja zrozumiałem, to Banjankri pisał wcześniej o tym, że cierpienie powstaje z intencji, które właśnie trudno jest realizować, głównie z intencji, chęci naprawy świata tego; o takie intencje, zamiary jemu chodziło...

Jeśli tak jest, jak piszesz, to Banjankri powinien uściślić, o jaką właściwie intencję mu chodzi, bo ja odczytuję jego sformułowania jako, że chodzi mu o wszystkie możliwe intencje - czyli także np. taką, że ktoś otwiera lodówkę z intencją poszukania sobie czegoś do zjedzenia.
Jak pisałem, zgodziłbym się, że jest pewna grupa intencji "cierpieniotwórczych", ale chyba jest to dość szczególna grupa. Warto byłoby ją jakoś wyróżnić od innych intencji - często zupełnie naturalnych, związanych z wieloma oczywistymi czynnościami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 4:19, 15 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
1. To szczególnie do Banjankri'ego: Trochę mieszasz pojęcie intencji, która z definicji jest raczej świadoma i zamierzona, z pojęciem instynktu, odruchu również; za bardzo wszystko to sprowadzasz do jednego, a tu także występuje pewne "stopniowanie" i rozróżnienie bardziej szczegółowe pojęć.
2. To raczej do Michała: Na ile ja zrozumiałem, to Banjankri pisał wcześniej o tym, że cierpienie powstaje z intencji, które właśnie trudno jest realizować, głównie z intencji, chęci naprawy świata tego; o takie intencje, zamiary jemu chodziło...

Jeśli tak jest, jak piszesz, to Banjankri powinien uściślić, o jaką właściwie intencję mu chodzi, bo ja odczytuję jego sformułowania jako, że chodzi mu o wszystkie możliwe intencje - czyli także np. taką, że ktoś otwiera lodówkę z intencją poszukania sobie czegoś do zjedzenia.
Jak pisałem, zgodziłbym się, że jest pewna grupa intencji "cierpieniotwórczych", ale chyba jest to dość szczególna grupa. Warto byłoby ją jakoś wyróżnić od innych intencji - często zupełnie naturalnych, związanych z wieloma oczywistymi czynnościami.
Mój krótki komentarz do tego: Każda świadoma intencja, czyli umyślny zamiar, a raczej chęć ma swój początek, przyczynę w dyskomforcie emocjonalny, w niezgodzie na to, jakim wydaje się, jak przedstawia się dana sytuacja, czyjeś położenie w niej. Z tego widzimy, że takowe intencje, chęci w ogóle powstają w sytuacjach konfliktu, nie tylko wewnętrznego. Takie konflikty, jako rozbieżności pomiędzy tym, jak wydaje się być, a jak by się chciało, aby było, czyli takie napięcia wewnętrzne można uznawać, traktować, jak cierpienie. Dodatkowym cierpieniem można nazywać wysiłek poczyniony, by zrealizować intencje, by zaspokoić pragnienia. Chyba właśnie to miał na uwadze Banjankri, gdy wcześniej napisał o mentalnym, umysłowym cierpieniu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:22, 15 Gru 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
1. To szczególnie do Banjankri'ego: Trochę mieszasz pojęcie intencji, która z definicji jest raczej świadoma i zamierzona, z pojęciem instynktu, odruchu również; za bardzo wszystko to sprowadzasz do jednego, a tu także występuje pewne "stopniowanie" i rozróżnienie bardziej szczegółowe pojęć.
2. To raczej do Michała: Na ile ja zrozumiałem, to Banjankri pisał wcześniej o tym, że cierpienie powstaje z intencji, które właśnie trudno jest realizować, głównie z intencji, chęci naprawy świata tego; o takie intencje, zamiary jemu chodziło...

Jeśli tak jest, jak piszesz, to Banjankri powinien uściślić, o jaką właściwie intencję mu chodzi, bo ja odczytuję jego sformułowania jako, że chodzi mu o wszystkie możliwe intencje - czyli także np. taką, że ktoś otwiera lodówkę z intencją poszukania sobie czegoś do zjedzenia.
Jak pisałem, zgodziłbym się, że jest pewna grupa intencji "cierpieniotwórczych", ale chyba jest to dość szczególna grupa. Warto byłoby ją jakoś wyróżnić od innych intencji - często zupełnie naturalnych, związanych z wieloma oczywistymi czynnościami.
Mój krótki komentarz do tego: Każda świadoma intencja, czyli umyślny zamiar, a raczej chęć ma swój początek, przyczynę w dyskomforcie emocjonalny, w niezgodzie na to, jakim wydaje się, jak przedstawia się dana sytuacja, czyjeś położenie w niej. Z tego widzimy, że takowe intencje, chęci w ogóle powstają w sytuacjach konfliktu, nie tylko wewnętrznego. .

Nie bardzo widzę jak tu nie wylać dziecka z kąpielą i do jednego worka nie wrzucić intencji, które nie tylko nie niosą cierpienia i konfliktu, lecz szczęście.
Kupuję bilet do kina z intencją, że spędzę w nim czas z miłą mi osobą. Nie ma w tym żadnego konfliktu, cierpienia - jest zamiar, aby coś sympatycznego w moim życiu się stało i staje się. Kupuję lodówkę z taką intencją, aby mieć gdzie umieścić psującą się żywność - nie jest to źródłem żadnego specjalnego cierpienia, tylko rozsądne planowanie sobie życia. Takich przykładów są tysiące.
O jakie intencje zatem tu chodzi, albo o jakie nie chodzi?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:04, 15 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
1. To szczególnie do Banjankri'ego: Trochę mieszasz pojęcie intencji, która z definicji jest raczej świadoma i zamierzona, z pojęciem instynktu, odruchu również; za bardzo wszystko to sprowadzasz do jednego, a tu także występuje pewne "stopniowanie" i rozróżnienie bardziej szczegółowe pojęć.
2. To raczej do Michała: Na ile ja zrozumiałem, to Banjankri pisał wcześniej o tym, że cierpienie powstaje z intencji, które właśnie trudno jest realizować, głównie z intencji, chęci naprawy świata tego; o takie intencje, zamiary jemu chodziło...

Jeśli tak jest, jak piszesz, to Banjankri powinien uściślić, o jaką właściwie intencję mu chodzi, bo ja odczytuję jego sformułowania jako, że chodzi mu o wszystkie możliwe intencje - czyli także np. taką, że ktoś otwiera lodówkę z intencją poszukania sobie czegoś do zjedzenia.
Jak pisałem, zgodziłbym się, że jest pewna grupa intencji "cierpieniotwórczych", ale chyba jest to dość szczególna grupa. Warto byłoby ją jakoś wyróżnić od innych intencji - często zupełnie naturalnych, związanych z wieloma oczywistymi czynnościami.
Mój krótki komentarz do tego: Każda świadoma intencja, czyli umyślny zamiar, a raczej chęć ma swój początek, przyczynę w dyskomforcie emocjonalny, w niezgodzie na to, jakim wydaje się, jak przedstawia się dana sytuacja, czyjeś położenie w niej. Z tego widzimy, że takowe intencje, chęci w ogóle powstają w sytuacjach konfliktu, nie tylko wewnętrznego. .

Nie bardzo widzę jak tu nie wylać dziecka z kąpielą i do jednego worka nie wrzucić intencji, które nie tylko nie niosą cierpienia i konfliktu, lecz szczęście.
Kupuję bilet do kina z intencją, że spędzę w nim czas z miłą mi osobą. Nie ma w tym żadnego konfliktu, cierpienia - jest zamiar, aby coś sympatycznego w moim życiu się stało i staje się. Kupuję lodówkę z taką intencją, aby mieć gdzie umieścić psującą się żywność - nie jest to źródłem żadnego specjalnego cierpienia, tylko rozsądne planowanie sobie życia. Takich przykładów są tysiące.
O jakie intencje zatem tu chodzi, albo o jakie nie chodzi?...
Ta kwestia rozpoczęła się od tekstu Banjankri'ego, więc niech raczej on ją objaśnia dokładniej ewentualnie... Zwrócę tylko uwagę, iż w podanych przez ciebie przykładach występują rozterki, dylematy, a więc i jakieś cierpienie emocjonalne, a konkretnie związane z kosztami, cenami danych dóbr; a do tego z wysiłkiem włożonym w zarobienie na te dobra, czyli również cierpieniem w postaci wysiłku, pracy.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 19:56, 15 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17471
Przeczytał: 101 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:46, 15 Gru 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
do jednego worka nie wrzucić intencji, które nie tylko nie niosą cierpienia i konfliktu, lecz szczęście.
Kupuję bilet do kina z intencją, że spędzę w nim czas z miłą mi osobą. Nie ma w tym żadnego konfliktu, cierpienia - jest zamiar, aby coś sympatycznego w moim życiu się stało i staje się. Kupuję lodówkę z taką intencją, aby mieć gdzie umieścić psującą się żywność - nie jest to źródłem żadnego specjalnego cierpienia, tylko rozsądne planowanie sobie życia. Takich przykładów są tysiące.
O jakie intencje zatem tu chodzi, albo o jakie nie chodzi?...
Ta kwestia rozpoczęła się od tekstu Banjankri'ego, więc niech raczej on ją objaśnia dokładniej ewentualnie... Zwrócę tylko uwagę, iż w podanych przez ciebie przykładach występują rozterki, dylematy, a więc i jakieś cierpienie emocjonalne, a konkretnie związane z kosztami, cenami danych dóbr; a do tego z wysiłkiem włożonym w zarobienie na te dobra, czyli również cierpieniem w postaci wysiłku, pracy.

Te konflikty to już domniemania, a przynajmniej - jeśli nawet mogą wystąpić - to nie muszą. A jeśli te konflikty wystąpią, to na gruncie pobocznym. Mogę podać przykłady zupełnie niezależne od aspektu finansowego - np. zamiast do kina, idziemy do parku, a zamiast kupna lodówki wstawię dowolną celowa działalność związaną z życiem - np. wieszam ręcznik na kaloryferze Z INTENCJĄ, aby wysechł. Ostatecznie do wszystkiego da się dorobić konflikt, ale taka twórczość w doszukiwanie się konfliktu nie świadczy nic o tych rzeczach, które w konflikt ubieramy, lecz o naszym do sprawy podejściu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5963
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:09, 15 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
do jednego worka nie wrzucić intencji, które nie tylko nie niosą cierpienia i konfliktu, lecz szczęście.
Kupuję bilet do kina z intencją, że spędzę w nim czas z miłą mi osobą. Nie ma w tym żadnego konfliktu, cierpienia - jest zamiar, aby coś sympatycznego w moim życiu się stało i staje się. Kupuję lodówkę z taką intencją, aby mieć gdzie umieścić psującą się żywność - nie jest to źródłem żadnego specjalnego cierpienia, tylko rozsądne planowanie sobie życia. Takich przykładów są tysiące.
O jakie intencje zatem tu chodzi, albo o jakie nie chodzi?...
Ta kwestia rozpoczęła się od tekstu Banjankri'ego, więc niech raczej on ją objaśnia dokładniej ewentualnie... Zwrócę tylko uwagę, iż w podanych przez ciebie przykładach występują rozterki, dylematy, a więc i jakieś cierpienie emocjonalne, a konkretnie związane z kosztami, cenami danych dóbr; a do tego z wysiłkiem włożonym w zarobienie na te dobra, czyli również cierpieniem w postaci wysiłku, pracy.

Te konflikty to już domniemania, a przynajmniej - jeśli nawet mogą wystąpić - to nie muszą. A jeśli te konflikty wystąpią, to na gruncie pobocznym. Mogę podać przykłady zupełnie niezależne od aspektu finansowego - np. zamiast do kina, idziemy do parku, a zamiast kupna lodówki wstawię dowolną celowa działalność związaną z życiem - np. wieszam ręcznik na kaloryferze Z INTENCJĄ, aby wysechł. Ostatecznie do wszystkiego da się dorobić konflikt, ale taka twórczość w doszukiwanie się konfliktu nie świadczy nic o tych rzeczach, które w konflikt ubieramy, lecz o naszym do sprawy podejściu.
Jak już napisałem wcześniej, rozprawiaj o tych kwestiach raczej z Banjankrim... Znowu tylko coś krótko zauważę: Mianowicie to, że rzeczy nie mają emocji, czyli to właśnie ludzkie postawy, podejścia są właściwie istotą istnienia; nie tylko to, że się żyje, lecz również, jak się żyje stanowi chyba prawie sedno..życia człowieka.
Ach, i jeszcze jedno! Nie ma "kosztów zerowych" w życiu- wszystko ma swoją cenę. Nie tylko rzeczy, ale nawet najprostsze czynności, ba! nawet odruchy. Oddychanie "kosztuje", odżywianie "kosztuje"- absolutnie wszystko; bowiem każde zjawisko zachodzi, funkcjonuje dlatego, iż odbywa się w nim bilans energetyczny, "walczą" pola sił, zachodzą oddziaływania, "przepływa" energia pomiędzy zróżnicowanymi potencjałami...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 23:18, 15 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin