Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Stres - fizjologicznie i filozoficznie

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 788 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:50, 25 Gru 2018    Temat postu: Stres - fizjologicznie i filozoficznie

Na temat stresu napisano pewnie setki (jak nie tysiące) książek. W większości z nich podkreśla się fizjologiczną rolę stresu, jako czynnika mobilizującego organizm do działania. Jednocześnie jednak najczęściej głównym celem rozważań w takich książkach jest problem stresu przewlekłego, albo jakoś inaczej patologicznego - nie związanego z potrzebą nagłej mobilizacji organizmu w obliczu jakiegoś zagrożenia. Jesteśmy dziedzicami naszego biologicznego pochodzenia. Zwierzęta nie były w stanie na tyle sprawnie modelować sytuacji, w jakich przyszło im żyć, aby przetrwać bez tego instynktownego, automatycznego uruchomiania zasobów naszego ciała i psychiki w trybie zawłaszczającym inne reakcje, nieraz doprowadzającym do degradacji energii wewnętrznej. Gdyby ich natura nie zmusiła do ucieczki przed drapieżnikiem (właśnie za pomocą stresu), to zostałyby pożarte i nie przekazałyby dalej genów. Zwierzęta reagujące sprawnie na zagrożenie, czyli STRESUJĄCE SIĘ, przetrwały, dzięki czemu dziś także my - ludzie, dziedziczący biologicznie zwierzęcą naturę - stresujemy się przy byle okazji, także na wyrost, także w sytuacjach, gdy albo zagrożenia nie ma, albo zagrożenie jest innego rodzaju, czyli nie wymusza na nas reakcji w postaci napięcia mięśni, pokazania zębów, czy ucieczki, a np. skupienia się intelektualnego na tym, co nam zarzucają oponenci na konferencji. Niestety, stres i skupienie, intelekt są trochę na przeciwnych biegunach reaktywności, jako że stres - -dziedziczący po sytuacjach zagrożenia - raczej preferuje reakcje szybkie, gwałtowne, nawet agresywne, a nie wyważone i głęboko przemyślane.

Stąd przyjęło się traktowanie stresu, jako swego rodzaju emocjonalnego zła. Jednak w tym potraktowaniu stresu jako czegoś z góry szkodliwego, tkwi dość szczególna pułapka. Organizm nie posiada jakiegoś wyrazistego rozróżnienia mobilizacji zasobów stresowego (złego), od tej niestresowego (dobrego). Mamy tu też bliskość do amputowania ośrodka agresji - który to ośrodek nie tylko z czyni z nadpobudliwych zbirów grzecznych chłopców, lecz po prostu zamienia ich w emocjonalne kukły. Bo agresja jest po prostu wynaturzoną formą czegoś bardziej podstawowego - też mobilizacji organizmu, motywacji, chęci działania w ogóle.
Ktoś niczym się nie stresujący, byłby też - niejako automatycznie - obojętną ludzką kukłą. Nie byłby też w stanie przeżywać poprawnie pozytywnych uczuć. Pewne sposoby dostarczania satysfakcji seksualnej balansują właśnie na pograniczu stresu, poczucia zagrożenia i niepewności. Seks "posolony" stresem znacznie lepiej smakuje (przynajmniej części osobom), co w patologicznych, skrajnych przypadkach owocuje osobami, które nie potrafią współżyć inaczej, jak tylko w stanach silnego pobudzenia czynnikami pozaseksualnymi (ma ten problem chyba większość gwałcicieli, ale nie tylko oni).
Ludzkie rozpoznania i kategoryzacje "lubią" dążyć do uproszczeń. Stąd wielu ludzi nie dopuszcza w swoim myśleniu o stresie, spokoju, satysfakcji, radości, szczęściu, czy ogólnie pozytywnych i niepozytywnych stanach organizmu, do uświadomienia sobie złożoności całej owej emocjonalnej układanki. Tacy ludzie najpierw w głowie układają sobie naiwną postać obrazu w szczęście, radość, spełnienie, ale też strach, złość, agresję, czy ogólniej w dobro i zło (gdy stres klasyfikują jako "zawsze zły"), a potem, gdy w życiu to się ewidentnie nie zgadza, muszą od owego obrazu odchodzić, robiąc całą masę wyjątków. Na koniec ich obraz rzeczywistości robi się taki, że wyjątki właściwie dominują, a mimo to utrzymywana jest na zewnątrz atrapa w postaci jakiejś takiej słusznej zasady - która de facto prawie nigdy nie jest bezpośrednio stosowana, bo zawsze trzeba ją zmodyfikować o intuicję, "zdrowy rozsądek", inne okoliczności. Tacy ludzie więc będą się często upierali, że stres w ogóle jest zawsze zły, a jak się wskaże sytuacje, w których stresowa mobilizacja komuś uratowała życie, to zacznie się (przy dyskusji z opisanymi osobami) "zabawa" w kluczenie słowami, kategoryzacjami, unikami. Stres dla nich wciąż będzie zły, ale to już nie będzie stres, tylko "poprawna mobilizacja", "walka o życie", "właściwa reakcja" itp. Wiele można zrobić, aby nie użyć słowa, którego się użyć nie chce, aby udać, że chodzi o coś innego.
Takie mataczenie własnym modelem, opisującym świat i nasze ludzkie reakcje skutkuje ostatecznie brakiem możliwości wnioskowania z tego modelu. Bo wnioskowanie z modelu ma sens tylko wtedy, gdy rzecz nieznaną, w której nie znamy jakiegoś dalszego ciągu rzeczy (a o jego poznanie właśnie nam chodzi), przypisujemy do reguł, które obowiązują jakoś ogólnie - wtedy owe reguły podpowiedzą nam rozwiązanie (bez absolutnej gwarancji poprawności, ale przynajmniej jest tu jakaś hipoteza, wskazanie na coś), które ma szansę stać się dopełnieniem naszej (nie)wiedzy. Tymczasem jeśli zawsze przy stosowaniu "reguły" musieliśmy robić wyjątki, to w rzeczywistości regułę unicestwiliśmy, więc nie mamy z czego wnioskować - nic nam w nowej sytuacji nie udzieli podpowiedzi, bo i tak będziemy pewnie tutaj mieli kolejny wyjątek (bo to wyjątek stał się podstawową regułą, a z wyjątkami nie wiadomo jak postępować, bo każdy jest inny).

Po tym przydługim wtrąceniu (które kto wie, czy nie jest ciekawsze, bardziej fundamentalne, niż główny temat posta...) wrócę do zagadnienia stresu. Aby z koncepcji stresu można było cokolwiek jako tako wnioskować, trzeba by zdefiniować owo pojęcie możliwie ogólnie - czyli jakoś odejść od tego, co dziś uważamy za dobre, a co złe, przyjemne vs nieprzyjemne, czyli od jakichś dalszych ocen.
W polskiej wersji Wikipedii mamy taką definicję na wstępie (a dalej trzy kolejne):
Wikipedia - hasło stres napisał:
Stres (ang. stress ‘naprężenie’) – jest definiowany w psychologii jako dynamiczna relacja adaptacyjna pomiędzy możliwościami jednostki, a wymogami sytuacji stresorem; bodźcem awersyjnym, charakteryzująca się brakiem równowagi psychicznej i fizycznej.
...
Istnieją 3 typy definicji stresu:
1 Stres jako bodziec – sytuacje występujące w naszym otoczeniu mające naturalną zdolność do wywoływania napięcia i silnych emocji. Do teorii związanych z tym rodzajem definicji należą: teoria Elliotta i Eisdorfera, koncepcja Janisa oraz koncepcja zmian życiowych Thomasa Holmesa i Richarda Rahe’a.
2 Stres jako reakcja – zarówno fizjologiczna jak i psychologiczna będąca odpowiedzią na działanie stresorów (sytuacji wywołujących stres). Do teorii związanych z tym rodzajem definicji należą: homeostatyczna teoria Waltera Cannona czy koncepcja Selyego (GAS, LAS).
3 Stres jako proces lub transakcja – relacja między jednostką a otoczeniem: transakcyjny model Lazarusa, koncepcja Antonovsky'ego, koncepcja Hobfolla,

Ja pozwolę sobie z owych 4ch definicji wybrać, skupić się na jednej - tej pogrubionej. Jest ona najprostsza, nie wchodząca w wartościowanie, a więc właśnie nie wymagająca robienia w rozumowaniu co chwila jakichś wyjątków.

W moim rozumieniu zatem stres sam z siebie nie jest ani dobry, ani zły, ani budujący, ani niszczący. Jest NARZĘDZIEM psychiki, danym nam biologicznie, wymuszającym na organizmach reakcję, jeśli tylko wykryty zostanie dla owej reakcji POWÓD (czyli stresor).

Ze stresem można by związać szersze pojęcie REAKTYWNOŚCI organizmu (którą jednak będę rozumiał szerzej, inaczej niż hasło "reaktywność emocjonalna" opisane też w Wikipedii). Myślę o reaktywności jako o tym wszystkim co się dzieje w naszej psychice i ciele, W REAKCJI na bodźce (tak przyjemne, jak i nieprzyjemne, tak nagłe, jak i łagodne). Po prostu stres ma wymusić na osobniku reakcję. To, jaka to będzie reakcja...
... to już zależy.

W języku stres najczęściej jest traktowany negatywnie. Powiemy "zestresowałem się", co brzmi blisko "zrobiło się mało przyjemnie". Ale też może być w tym nutka ekscytacji, bo ktoś może powiedzieć: gdy stanąłem z przypiętymi nartami na szczycie tej stromej góry, mocno się zestresowałem, ale jak już jechałem po tych piekielnych muldach, to było cudownie!
Czyli stres może też stać się elementem czegoś pożądanego. Niektórzy od stresu wręcz się uzależniają - wciąż tego stresu potrzebując do psychicznego funkcjonowania. Gdy stresu brakuje, nie potrafią sobie poradzić z psychiką - np. hazardziści, miłośnicy sportów ekstremalnych, szalonych wyścigów, przygód.

Stres poznawczy
Mając to co opisałem wyżej za swego rodzaju tło, chciałem powiedzieć o szczególnym rodzaju stresu - stresie poznawczym. Uważam, że - tak bardzo ogólnie patrząc na sprawę - właściwie nawet samo poznawanie może opisywane jako forma stresu. Stresujemy się ewidentnie dowiadując się przykrych rzeczy o nas samych, tego co nam się nie udało, co jest naszą słabością. Potężnym stresem może być wiadomość o utracie bliskiej nam osoby. Co ciekawe, tego rodzaju stres dotyczy nie tylko ludzi. Niedawno słyszałem w rodzinie o przypadku psa, który w kilka dni po wyjeździe swojego ukochanego pana, zdechł ze smutku (tak to określił weterynarz, bo nie znalazł żadnej innej przyczyny dla śmierci psa, a ewidentnie widać było wcześniej, że pies, z powodu rozłąki, bardzo cierpi).
Uważam jednak, że takimi "ministresem dla umysłu" może być określone właściwie dowolne rozpoznanie, zrozumienie czegoś. Każda czynność poznawcza wymaga wysiłku, jakiejś mobilizacji umysłu. Nawet zorientowanie się, kogo przypomina nam postać, którą widzimy z daleka, bywa wyraźnym wysiłkiem. Rozpoznawanie słów w rozmowie (szczególnie jeśli są wypowiedziane w obcym języku, albo zawierają trudne zwroty) wymaga energii, wysiłku, stanowiąc formę stresu dla umysłu.
Dlatego tak atrakcyjne są stany umysłu, gdy przestajemy rozpoznawać. Dają się one wywołać sztucznie - wystarczy odpowiednia ilość piwa (albo i mocniejszych środków chemicznych). Wtedy przestajemy się "spinać", pozwalamy sobie obserwację otoczenia bez przypisywania mu rozpoznań - wszystko wokół nas "jest, bo jest", nie pytamy dlaczego, po co, czy to jest słuszne, czy niesłuszne, dobre, czy złe. I to jest przyjemny stan wyluzowania - właśnie dlatego, że przyjemny, to prowadzący wielu do nałogu.
Można też całkiem podobny stan umysłu wywołać medytacją, można ów stan osiągnąć naturalnie - w miejscu, gdzie czujemy się bezpieczni, a bodźce dopływające są przyjemne, kojące.
W końcu jednak to co kojące się kończy, a my musimy "wrócić do rzeczywistości", czyli znowu zacząć rzeczy rozpoznawać, kategoryzować, przypisywać im flagi: bezpieczny vs zagrożenie, łatwy vs trudny, obojętny vs stanowiący wyzwanie itp.

Stres patologiczny
Stres ma znaną formę patologiczną, opisywaną już przez twórcę owego pojęcia Hansa Selyego. Przyjmuje on różne postacie, ale najczęściej wiążemy go z taką sytuacją, gdy reakcja stresowa nie wycisza się, mimo zaniku bodźca wywołującego - stresora. Wtedy nasz organizm, psychika wciąż "się denerwuje", choć przyczyny ku temu ustały. To wyniszcza psychicznie, energetycznie.

Moja teza, którą chciałbym postawić na koniec:
Ze stresem niekoniecznie trzeba od razu walczyć, lepiej jest najpierw go ZROZUMIEĆ.
Ale uzasadnienie dla owej tezy podam poźniej. Głównie dlatego, że znowu się zrobił taki długi post. Choć też może ktoś inny coś tu napisze od siebie...


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin