Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiem, że nic nie wiem.
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:51, 09 Paź 2018    Temat postu: Wiem, że nic nie wiem.

Witam po długiej mej tu nieobecności.
A teraz do rzeczy... Na początek pewne wyjaśnienie i ostrzeżenie: Nie jest intencją moją, zamieszczając tu ten wpis, nakłanianie kogokolwiek do np. samobójstwa, choć moje tu rozważania będą prowadzić do wniosku, że może być to najlepsze, jeśli nie jedyne wyjście z (pewnej) sytuacji. Tak więc, jeśli ktoś czuje i uważa, że taka treść może być dla niego zbyt dużym psychicznym obciążeniem niech chyba nie czyta dalej tego wpisu.
Cóż pozostaje ludziom, którzy nie dopuszczają, nie akceptują myśli innych, niż tylko takie koncepcje, które nie wykraczają poza najczęstsze wrażenia z empirii „zmysłowej” i „powszechnej”? Moim zdaniem- zupełna beznadzieja. Cóż bowiem z tego, że czynią cokolwiek, cóż po tym, że w ogóle żyją, że oddychają, skoro wszystko to materialne zniszczy i „pochłonie” strzałka entropii?! Potomstwo, ewolucja biologiczna, rozwój? To też się skończy, zniszczy to entropia. Nie ma przed tym prawdopodobnie ucieczki, ani nie ma perspektyw na odpoczynek, na spoczynek, na „święty spokój”. Tacy będą zawsze do czegoś dążyć, nie zaznawać może nigdy spokoju ducha, gdy tak naprawdę jedyną perspektywą (w ich światopoglądzie) jest smierć, czyli obrócenie wszystkiego w niwecz. A więc daremne są wszelkie ich starania, takie życie i czyny, gdy „nagrodą” jest smierć i nicość. Jakby tego mało, to zazwyczaj głównym „motorem psychicznym” ich postępowania jest lęk, niedosyt, brak spełnienia; a taka egoistyczna obawa potrafi chyba najskuteczniej zablokować otwartość „serca”, jaźni i zatamować miłość. A nie bardzo da się kochać siebie, nie kochając innych; i raczej nie można kochać nikogo ani niczego „zewnetrznego”, jeśli nie akceptuje się w pełni siebie, nie kocha się siebie.
Gdy odrzuca się wszystko poza doznaniami zmysłowymi i jedynie na nich opartą nauką, wówczas nie ma miejsca ani na nadzieję, ani na wiarę, ani na miłość. Dopiero zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy uważają te trzy za najważniejsze przymioty, których człowiek może doznać, za cnoty boskie. Bez nich jesteśmy niczym innym, niż kawałkami mięsa, a przede wszystkim nawozem. Wówczas biologiczne tu życie doczesne nic nie znaczy więcej, niż jeden z wielu elementów biosystemów. Jaki sens czynić cokolwiek, po co żyć w ogóle, skoro nie uniknie się losu bycia wspomnianym nawozem, a wszystkie ludzkie wytwory również rozpadowi ulegną?
Inaczej ma się sprawa, jeśli dopuścimy w psychice myśli i odczucia o innym istnieniu, jeśli UWIERZYMY w raj, czyli stan pełnego spokoju- przynajmniej dla mnie właśnie to byłoby rajem. Jeśli „uczepimy się” NADZIEI, że te ziemskie męczarnie się skończą kiedyś, że zaznamy całkowitego szczęścia i spokoju. Jeśli POKOCHAMY siebie, innych ludzi i resztę tego świata, do tego stopnia, by z całych sił życzyć sobie oraz tej reszcie lepszego, MNIEJ KONFLIKTOWEGO, NIE OPARTEGO NA WALCE istnienia...
Dramat człowieka polega tutaj- moim zdaniem- przede wszystkim na wyborze, czy być wariatem, a czy być wariatem. Bo wierzący tylko w zmysłowe poznanie, gdy zaczną poważnie zastanawiać się nad celem oraz sensem życia raczej niechybnie muszą dojść do wniosku, że takowych nie ma (poza byciem formą materii, jak przykładowo pył kosmiczny czy bakteria)- co może skłaniać do rozchwiania emocjonalnego, rozpadu jaźni, szaleństwa, samobójstwa, a nawet innych destrukcyjnych, nie tylko autoagresywnych czynów. Natomiast pozostali też muszą chyba pogodzić się z określaniem ich, jako wariatów, pomyleńców, skoro wierzą i mają nadzieję na coś, czego nie ma. Ale..czy na pewno nie ma? A co z ludzkimi myślami, ideami, koncepcjami, uczuciami, emocjami? Przecież są! (A może ktoś zaprzeczy?) I jak solidnie rozpoznać, co jest bardziej prawdziwe? Może są to dwie (albo więcej) „równoległe rzeczywistości”? A może ta namacalna jest właśnie „złudzeniem”, wirtualem, symulacją, sceną, która ma nas mamić, a może nawet oddalać od prawdy? Warto głęboko się nad tym zastanowić, nie tylko z tak może błahego powodu, że w nauce również cieszą się coraz większą akceptacją tak „szalone” teorie, jak M-teoria, jak wieloświat, jak w końcu koncepcja holograficznej projekcji z horyzontu zdarzeń...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Wto 0:56, 09 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Wto 7:48, 09 Paź 2018    Temat postu:

A co na to teoria wszystkiego? Skoro nie dała odpowiedzi, to widocznie nie była teorią wszystkiego, bo odpowiedzi są i to proste, nie wymagające zabobonu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 683
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Wto 12:37, 09 Paź 2018    Temat postu: Re: Wiem, że nic nie wiem.

Piotr Rokubungi napisał:

Dramat człowieka polega tutaj- moim zdaniem- przede wszystkim na wyborze, czy być wariatem, a czy być wariatem. Bo wierzący tylko w zmysłowe poznanie, gdy zaczną poważnie zastanawiać się nad celem oraz sensem życia raczej niechybnie muszą dojść do wniosku, że takowych nie ma (poza byciem formą materii, jak przykładowo pył kosmiczny czy bakteria)- co może skłaniać do rozchwiania emocjonalnego, rozpadu jaźni, szaleństwa, samobójstwa, a nawet innych destrukcyjnych, nie tylko autoagresywnych czynów. Natomiast pozostali też muszą chyba pogodzić się z określaniem ich, jako wariatów, pomyleńców, skoro wierzą i mają nadzieję na coś, czego nie ma. Ale..czy na pewno nie ma?


Dziękuję Ci Piotrze za Twój wpis. Poruszasz bardzo istotny problem.

Z czysto racjonalnego punktu widzenia, uprawnione jest opowiadanie się za jedną i drugą opcją, czyli jedno i drugie jest jakimś tam wariactwem i jakąś tam mądrością. Można argumentować za jednym i drugim i każdą z tych opcji jakoś racjonalnie wybronić.

Ale kiedy na prawdę spojrzymy nieco inaczej, a więc nie jako wiedzę o tym, jaka jest rzeczywistość obiektywna, ponieważ ani nie wiemy, czy taka istnieje, ani nie mamy, jak tego sprawdzić, to wydaje się słusznym za prawdziwe uznać to co nam służy.

I jak świetnie zauważyłeś, ludziom nie służy ta chłodna, racjonalna, pozbawiona duchowości perspektywa. To jest pęd ku samobójstwu, niekoniecznie na poziomie jednostki (to już zalezy od indywidualnej wrażliwości), ale na pewno na poziomie społeczeństwa. Człowiek jest szczęśliwy, pełen życia, inicjatywy, chęci popychania siebie i świata ku czemuś lepszemu, kiedy właśnie wierzy w tę rzeczywistość transcendentną.

Niezależnie od tego, czym jest ta rzeczwistość, czy jest tylko mamidłem, czy jednak istnieje naprawdę, to nie ulega wątpliwość, ze wiara w nią człowiekowi służy. A skoro służy, to rozsądek każe się za nią opowiedzieć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:14, 09 Paź 2018    Temat postu: Re: Wiem, że nic nie wiem.

towarzyski.pelikan napisał:
Piotr Rokubungi napisał:

Dramat człowieka polega tutaj- moim zdaniem- przede wszystkim na wyborze, czy być wariatem, a czy być wariatem. Bo wierzący tylko w zmysłowe poznanie, gdy zaczną poważnie zastanawiać się nad celem oraz sensem życia raczej niechybnie muszą dojść do wniosku, że takowych nie ma (poza byciem formą materii, jak przykładowo pył kosmiczny czy bakteria)- co może skłaniać do rozchwiania emocjonalnego, rozpadu jaźni, szaleństwa, samobójstwa, a nawet innych destrukcyjnych, nie tylko autoagresywnych czynów. Natomiast pozostali też muszą chyba pogodzić się z określaniem ich, jako wariatów, pomyleńców, skoro wierzą i mają nadzieję na coś, czego nie ma. Ale..czy na pewno nie ma?


Dziękuję Ci Piotrze za Twój wpis. Poruszasz bardzo istotny problem.

Z czysto racjonalnego punktu widzenia, uprawnione jest opowiadanie się za jedną i drugą opcją, czyli jedno i drugie jest jakimś tam wariactwem i jakąś tam mądrością. Można argumentować za jednym i drugim i każdą z tych opcji jakoś racjonalnie wybronić.

Ale kiedy na prawdę spojrzymy nieco inaczej, a więc nie jako wiedzę o tym, jaka jest rzeczywistość obiektywna, ponieważ ani nie wiemy, czy taka istnieje, ani nie mamy, jak tego sprawdzić, to wydaje się słusznym za prawdziwe uznać to co nam służy.

Piękny post Pelikana, ale i głębokie rozpoczęcie tematu przez Piotra. Trafiacie w sedno najważniejszego problemu ludzkiej egzystencji.
Tu pojawia się oczywiście pytanie: czy da się WSKAZAĆ wyjście z nakreślonej sytuacji - w jakiś sposób nihilistycznej, destrukcyjnej dla psychiki?...
- Tu jest właśnie to clou - żeby coś WSKAZAĆ, trzeba MIEĆ COŚ NA WIDOKU (choćby widoku mentalnym). Błąd, który popełniają najbardziej ateiści (choć nie tylko oni, bo wielu teistów, też jeszcze nie uporała się z owym problemem, a niejeden dojrzalszy ateista przeczuwa już rozwiązanie) polega na tym, że szukają odpowiedzi nie mając modelu - mapy - wybudowanej świadomości zbioru opcji, z której dałoby się coś wybierać. Ludzie chcą "po prostu odpowiedzi jak jest". Problem jest w tym, że nawet jakby taką odpowiedź dostali, to oni nie poznają, że ją dostali, bo w ich umyśle nie stworzył się system odniesień pozwalających na rozpoznanie owej odpowiedzi. Gdy nie ma w głowie odniesień "jak może być", to nie ma nawet szansy na wskazanie tego.
Dlatego żyjemy, dlatego cierpimy - aby WYBUDOWAĆ w umyśle świadomość kategorii, którymi za chwilę będziemy oceniać świat, siebie, innych ludzi, idee.
Dobrze wskazał sprawę Piotr - trzeba mieć NADZIEJĘ.
Gdy pytamy, wątpimy, miotamy się w niewiedzy i bezradności, nie mając na widoku widocznych znamion sukcesu, rozwiązania, umysł jest w rozterce, czasem w rozpaczy, bo wciąż dźga go pytanie: czy kiedykolwiek wydostanę się z tej szamotaniny pragnień, oczekiwań, wątpliwości?... A odpowiedzi na to pytanie nie widać na horyzoncie (przynajmniej tej dowartościowującej, nadającej sens staraniom). Nadzieja (jak to napisał Tolkien, wkładając słowa w usta Sama, wspierającego w rozterce Froda) jest "wbrew (utraconej) nadziei". Nie ma zewnętrznego, obiektywnego powodu, aby mieć nadzieję, gdy wszystko wokół mówi nam, że się nam życie mentalnie posypało. Nadzieja nie ma powodu, przyczyny - jest sama z siebie. Jest, bo jest. Albo jest na tej zasadzie, jak Neo odpowiada Smithowi w Matrixie w kluczowej scenie finałowej walki: "bo tak chcę!".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 5658
Przeczytał: 87 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:47, 09 Paź 2018    Temat postu:

T.pelikan
Cytat:

I jak świetnie zauważyłeś, ludziom nie służy ta chłodna, racjonalna, pozbawiona duchowości perspektywa. To jest pęd ku samobójstwu, niekoniecznie na poziomie jednostki (to już zalezy od indywidualnej wrażliwości), ale na pewno na poziomie społeczeństwa. Człowiek jest szczęśliwy, pełen życia, inicjatywy, chęci popychania siebie i świata ku czemuś lepszemu, kiedy właśnie wierzy w tę rzeczywistość transcendentną.


Tą rzeczywistościa transcendentna może być komunizm, nazizm..
Racjonalizm da się połączyć z duchowością.
O to chodzi wujowi. Tylko nie wiem czy to jest ta religia bioraca poczatek z biblii.

Może tu chodzi o ten absolut :) :wink:

Co moze sklaniac ludzi do samobójstwa??
Niezyczliwosc ze strony innych ludzi. Na tym forum jest tego pełno.

Piotr kiedyś w tym celował.
widzę ogromna przemianę.

Wiara w człowieka Piotr.. to jest to!! :serce:


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Wto 14:54, 09 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2324
Przeczytał: 10 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:34, 09 Paź 2018    Temat postu: Re: Wiem, że nic nie wiem.

Piotr Rokubungi napisał:
Gdy odrzuca się wszystko poza doznaniami zmysłowymi i jedynie na nich opartą nauką, wówczas nie ma miejsca ani na nadzieję, ani na wiarę, ani na miłość.

Nadzieja, wiara i miłość też są doznaniami zmysłowymi, zresztą świetnie opisanymi są przez naukę.

Piotr Rokubungi napisał:
Jaki sens czynić cokolwiek, po co żyć w ogóle, skoro nie uniknie się losu bycia wspomnianym nawozem, a wszystkie ludzkie wytwory również rozpadowi ulegną?

Zanim ulegną rozpadowi można doświadczyć szczęścia i przyjemności.


Ostatnio zmieniony przez mat dnia Wto 21:40, 09 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1536
Przeczytał: 11 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:42, 09 Paź 2018    Temat postu:

...i czemu od razu nawozem..a może tak częścią krajobrazu?

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Wto 21:46, 09 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1536
Przeczytał: 11 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:10, 16 Paź 2018    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Cóż pozostaje ludziom, którzy nie dopuszczają, nie akceptują myśli innych, niż tylko takie koncepcje, które nie wykraczają poza najczęstsze wrażenia z empirii „zmysłowej” i „powszechnej”? Moim zdaniem- zupełna beznadzieja. Cóż bowiem z tego, że czynią cokolwiek, cóż po tym, że w ogóle żyją, że oddychają, skoro wszystko to materialne zniszczy i „pochłonie” strzałka entropii?! Potomstwo, ewolucja biologiczna, rozwój? To też się skończy, zniszczy to entropia.


A czemu nie dopuszczają, nie akceptują? Przecież mogliby wyjść poza własne ograniczenia, nałożone ramy myślowe, czy uprzedzenia...zwłaszcza jeśli trwanie przy dopuszczonych koncepcjach prowadzi do beznadziejnych wniosków?
Ta cała entropia, o ile dobrze zrozumiałam dotyczy układów izolowanych, co w praktyce jest raczej niemożliwe, rozpad jednego jest początkiem czegoś innego, budulcem dla równie, o ile nie bardziej spontanicznego materialnego "nowego" ...co natomiast z wyizolowanym umysłem? ..bo o ile zwykło się traktować umysł jako niematerialny ..a i może ma jakąś materialną kotwicę wewnątrz każdego z nas, o tyle bardziej niźli materia, myślę, jest zdolny do rozwoju, regresu, izolacji, chaosu (lub ładu) ...a procesy te mogą zachodzić dynamicznie i w sposób nieprzewdziany.

Piotr Rokubungi napisał:
Nie ma przed tym prawdopodobnie ucieczki, ani nie ma perspektyw na odpoczynek, na spoczynek, na „święty spokój”. Tacy będą zawsze do czegoś dążyć, nie zaznawać może nigdy spokoju ducha, gdy tak naprawdę jedyną perspektywą (w ich światopoglądzie) jest smierć, czyli obrócenie wszystkiego w niwecz. A więc daremne są wszelkie ich starania, takie życie i czyny, gdy „nagrodą” jest smierć i nicość.


Czyli taki wybór między rosnącym chaosem albo śmiercią, która nie wiadomo co przyniesie ze sobą ... bo czy wraz z nią uzyska się stan spokoju, nirvany, czy wręcz coś odwrotnego? - nikt tego nie wie z całą pewnością. W niwecz obaca się z pewnością ciało, ale co z umysłem? A czy ciało, czy umysł jest przyczyną narastającego chaosu? Uśmiercić ciało nie jest rzeczą trudną, ale czy uśmiercenie umysłu jest w ogóle wykonalne? I co z takim umysłem pozbawionym jakichkolwiek narzędzi??


Piotr Rokubungi napisał:
Jakby tego mało, to zazwyczaj głównym „motorem psychicznym” ich postępowania jest lęk, niedosyt, brak spełnienia; a taka egoistyczna obawa potrafi chyba najskuteczniej zablokować otwartość „serca”, jaźni i zatamować miłość. A nie bardzo da się kochać siebie, nie kochając innych; i raczej nie można kochać nikogo ani niczego „zewnetrznego”, jeśli nie akceptuje się w pełni siebie, nie kocha się siebie.


Różne są rodzaje miłości... a czasem zdarza się ona niczym cud, którego nic z powyższych nie zdoła zatamować. Taka bezinteresowna miłość, która nie liczy na nagrody, konieczne akty odwzajemnienia jest sama w sobie taką nagrodą, cudownym darem przede wszystkim dla nas samych. Można nie kochać siebie, a kochać innych i przez to pokochać i siebie...i taka kolejność też jest możliwa.

Piotr Rokubungi napisał:
Gdy odrzuca się wszystko poza doznaniami zmysłowymi i jedynie na nich opartą nauką, wówczas nie ma miejsca ani na nadzieję, ani na wiarę, ani na miłość. Dopiero zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy uważają te trzy za najważniejsze przymioty, których człowiek może doznać, za cnoty boskie. Bez nich jesteśmy niczym innym, niż kawałkami mięsa, a przede wszystkim nawozem. Wówczas biologiczne tu życie doczesne nic nie znaczy więcej, niż jeden z wielu elementów biosystemów. Jaki sens czynić cokolwiek, po co żyć w ogóle, skoro nie uniknie się losu bycia wspomnianym nawozem, a wszystkie ludzkie wytwory również rozpadowi ulegną?


Pisałam o krajobrazie, bowiem wszystko, co żyje wokół nas, zapewne nieświadome tego, że czeka je los wspomnianego nawozu jednak żyje, jak pogoda na to pozwala tworząc krajobraz. Zapewne nie ma też jakiejkolwiek nadziei na jakiś raj, ale żyje, kwitnie, owocuje, przekwita, biega, skacze, fruwa, brzęczy, ćwierka...itp. Czy nawet zdając sobie sprawę z przemijalności tego bytu tutaj, jest w stanie Piotr spojrzeć na żywego ptaka czy zająca jako na kawałek mięsa, czy jest różnica w tym czy na łące pasą się zające, czy owa łąka jest pustynią, na której leży jedynie kawałek truchła? Czy krajobraz, który i tak co dzień się zmienia byłby inny, gdyby na nim nie było już nigdy ani jednej biedronki, podczas, gdy znaliśmy te biedronki?

Piotr Rokubungi napisał:
Inaczej ma się sprawa, jeśli dopuścimy w psychice myśli i odczucia o innym istnieniu, jeśli UWIERZYMY w raj, czyli stan pełnego spokoju- przynajmniej dla mnie właśnie to byłoby rajem. Jeśli „uczepimy się” NADZIEI, że te ziemskie męczarnie się skończą kiedyś, że zaznamy całkowitego szczęścia i spokoju. Jeśli POKOCHAMY siebie, innych ludzi i resztę tego świata, do tego stopnia, by z całych sił życzyć sobie oraz tej reszcie lepszego, MNIEJ KONFLIKTOWEGO, NIE OPARTEGO NA WALCE istnienia...


Każdy chyba nieco inaczej wyobraża sobie raj, bo każdy czego innego pragnie do pełni szczęścia, o ile wie czego pragnie. Nawet religie inaczej go przedstawiają, choć jest to stan(miejsce) na ogół pełni szczęścia ...i tu przyszło mi na myśl osiem błogosławieństw...mamy tutaj ubogich w duchu, tych, którzy się smucą, którzy są cisi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosiernych, czystego serca, wprowadzających pokój i tych, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości....Myślę, ostatnio zwłaszcza, że człowiek dzisiejszy, raczej syty, żyjący w dostatku wszelkich dóbr, pyszny, zadowolony z siebie, łudzący się nibywolnością, któremu niczego nie brakuje, przestaje myśleć o Raju jako o czymś atrakcyjnym..i to obserwujemy obecnie jako już zjawisko powszechne - ludziom jest dobrze TUTAJ, kiedy mogą się pławić do woli w takim raju jaki sobie sami tworzą, wedle własnych upodobań, albo mają widoki na osiągnięcie takiego stanu. Dopiero, kiedy zaczyna im brakować rzeczy dla nich nieosiągalnych, powracają do koncepcji Raju, do nadziei, że może po tym życiu uzyskają stan zupełnego spełnienia. Czyli ukochawszy zdobywanie, konsumowanie i sytość, swym przywiązaniem do tego, często czynimy sami z siebie kawałek mięsa, któremu potrzeba tylko, by naczynia krwionośne sprawnie transportowały substancje odżywcze...przy okazji składając się na taki czy inny krajobraz.
Zatem ....głód jest dobry ;-P ..a staroświecki post, ograniczenie, umiarkowanie dóbr karmi Duszę.

a ostatni cytat jeszcze rozważam :*


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Wto 13:14, 16 Paź 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:12, 19 Paź 2018    Temat postu:

Uznając istnienie tylko fizycznej rzeczywistości nie ma miejsca na sens życia, gdyż nie da się go określić w czasoprzestrzeni, nijak się go nie zbada, nie zmierzy.

Z tym że tak naprawdę nie doświadczamy fizycznej rzeczywistości, ale tego co kreuje umysł , a tam poza obrazami i dźwiękami wykreowanymi w mózgu na podstawie impulsów płynących z fizycznych zmysłów mamy dużo dużo więcej doznań, czujemy emocje, uczucia, idee... Umysł żyje we własnym świecie i od założeń na jakich się opiera zależy jaki to będzie świat, bo wszelkie opinie, poglądy zależą bardziej od oprogramowania umysłu niż od czynników zewnętrznych.

Zresztą istnienia obiektywnej fizycznej rzeczywistości udowodnić się nie da, tak naprawdę mamy dostęp do tego co czujemy , do tego co się pojawia w umyśle i tylko do założeń zależy co uznajemy za istniejące i w jakim sensie. Dla mnie poczucie wolności i szczęścia jest tak samo a może i bardziej prawdziwe niż widok literek na monitorze...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1536
Przeczytał: 11 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:46, 15 Lis 2018    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Czy Piotrek się leni na kanapie i nadal wie tyle, że nic nie wie? ... :wink: :mrgreen:


Tu miało być
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 5658
Przeczytał: 87 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:56, 15 Lis 2018    Temat postu:

Chyba jeszcze żyje??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:53, 19 Lis 2018    Temat postu:

Może nie w tym temacie powinienem pisać o tym, o czym zamierzam, ale na razie chyba zbyt mało tego jest, aby zakładać odrębny wątek dla przedstawienia tych treści.
A więc dwa konkretne wnioski wydają mi się dość pewne- pierwszy i ważniejszy, którego jestem raczej całkowicie pewniej, oraz drugi, co do którego mam trochę wątpliwości.
Pierwszy z nich to: Samoświadomość ludzka jest istotą, podmiotem, osobą, która odpowiada za zdawanie sobie sprawy. W tym względzie mój pogląd na te kwestie zbliżył się jeszcze bardziej ostatnio do poglądów Jarka Dąbrowskiego, aczkolwiek nadal nie są one takie same z jego poglądami. Tego jestem pewien, że samoświadomość- rozumiana dokładnie, jako możność zdawania sobie sprawy- jest bytem czysto mentalnym i może najbliżej jej do definicji duszy. Jednak niemal wszystkie pozostałe kwestie z tym pojęciem związane pozostają bez odpowiedzi, przynajmniej na drodze logicznego wnioskowania; a to głównie dlatego, że brak danych wejściowych do przeprowadzania rozumowania odnośnie nich. A główne z tych zagadnień, to:  Czy samoświadomość jest wytwarzana przez materię, przez tkanki, czy jest osobnym wytworem jedynie „sprzężonym” z ciałem?  Czy zachodzi tylko w ludziach, czy również w innych organizmach, a może nawet we wszelkich obiektach?  Czy, zważywszy na wyraźnie solipsystyczną naturę samoświadomości, bardziej prawidłowe jest wnioskowanie, iż osoba ludzka- ja- jest jedyną samoświadomością (radykalny solipsyzm), czy samoświadomości jest wiele (polipsyzm)?

Drugi wniosek z moich przemyśleń dotyczy dość odmiennych stref zagadnień, niż pierwszy, powyżej opisany. Aczkolwiek chyba w drobnym zakresie łączy się z poprzednim. Chodzi w nim mianowicie o to, że przeszłość, przyszłość, a nawet teraźniejszość, to poniekąd złudzenia. Zarówno przeszłość, jak i przyszłość jest taka sama, a nawet są tym samym- „wieczną” teraźniejszością. Przedstawię to w ten sposób, że „zewnętrze” jest prawdopodobnie wiecznym Niebytem- jak określam taki stan w mej Hipotezie Wszystkiego (która, nota bene, wymaga pewnych poprawek)- innymi słowy jest to stan maksymalnej energii próżni (która, wbrew rozsądkowi zdrowemu, wydaje się dążyć do nieskończoności), w której stale fluktuują cząstki wirtualne; natomiast dopiero interpretacja, jaka dociera właśnie do świadomości człowieka tworzy poczucie obiektów, czasu, przestrzeni, oraz jakichś zmian wedle pewnych praw... Wynika z tego, że przynajmniej w pewnej mierze, to same ludzkie wyobrażenia, a głębiej chyba przekonania i ładunku emocjonalne (nie zawsze uświadomione) kształtują jakaś „usystematyzowaną” rzeczywistość z całego tego będzlenia. Od strony fizyki to tłumaczyłoby wpływ obserwacji na jej wynik (jak w słynnym eksperymencie myślowym z kotem Schrödingera), a może również tłumaczyć kwestie początku i końca wszechświata, czy nawet multiwersum- jako, że początek, koniec, a także wszystko, co pomiędzy, byłoby tylko „rzutem” świadomości na wieczny Niebyt. Również wyjaśniałoby to zagadkę warunków początkowych „narodzin” Wszechświata.
Aczkolwiek z tym, co opisałem w kilku zdaniach powyżej, mam pewien problem, bo- w przeciwieństwie do np. wujazboja- nie zgodzę się z takim poglądem, iż to świadomość jest pierwotna i ona to generuje w pełni wszystko, co ją, co człowieka, co ludzi otacza. A to choćby tylko z prostego, ale bardzo znaczącego powodu, że świadome wyobrażenia niemal nie maja wpływu na „świat fizyczny”- tzn. nie potrafimy ujeżdżać smoków, nawet jeśli to sobie usilnie wyobrażamy. Ale przyczyny tego nie są mi znane. Przypuszczam jednak, że człowiecze wyobrażenia nie mają takiego (bezpośredniego) wpływu na otoczenie być może JESZCZE; może jednak ludzka świadomość powolutku ewoluuje w kierunku bycia [nieomal] wszechmocną..? Ale dopóki co świadomość człowieka jest tak niesystematyczna, niespójna wewnętrznie, targana chwiejnymi, sprzecznymi i nieświadomymi emocjami, a może również niezgrana z pozostałymi świadomościami w świecie, iż nie ma siły (nie mają one sił- w ujęciu polipsystycznym), aby znacząco wpływać na otoczenie, na „materię”...

P. s.: Dodam jeszcze kilka uwag odnośnie pierwszego z wniosków. Pewna jest tylko własna samoświadomość, więc w szczególności, o ile jest to zjawisko niepochodzące od ciała, nie należy wnioskować o podobnym w organizmach tylko przypominających z wyglądu i zachowania własny organizm; czyli to, co sugeruje wujzboj jest niemal bezpodstawne, że jeśli coś/ktoś wyglada i zachowuje się podobnie jak ja, to ma też podobną samoświadomość. Tym bardziej, że w sferze fizycznej w zasadzie jesteśmy mechanizmami i nie wątpię, że kiedyś maszyny, roboty, androidy będą mogły wyglądać i zachowywać się, jak ludzie, włącznie z symulacją ekspresji emocji. Co nijak nie będzie świadczyło o tym, czy mają samoświadomość i odczucia, emocje. Wszystko to będzie jedynie symulacją zachowań. Jeśli tak- i nie tylko z tego powodu- nie jest bezpodstawne, aby sądzić, iż ta doznawana „rzeczywistość” jest również symulacją, jest wirtualna w odniesieniu do samoświadomości, do duszy. Można też wnioskować w inny sposób, że wszystko, co przejawia możność modyfikacji swych zachowań posiada również swoistego stopnia samoświadomość. Lecz takie rozumowanie prowadzi do raczej nadmiarowych wniosków, bo nie wiemy, czy takie modyfikacje zachowań zachodzą z wyłącznie dostosowywania się „zaprogramowanego” do zmian otoczenia, czy ze świadomych przemyśleń np. u zwierząt; jednak dostatecznie tłumaczy to „nieświadome oprogramowanie” zwierząt, bez potrzeby zakładania, iż są w choćby pewnym stopniu samoświadome. Jeśliby wierzyć treści np. Biblii, to jedynie człowiek jest „na wzór boski”, a więc posiadający samoświadomość- bo o to tu prawdopodobnie chodzi; jednak sposobu na weryfikację tego nie ma...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Śro 11:03, 21 Lis 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:00, 23 Lis 2018    Temat postu:

Banjankri napisał:
A co na to teoria wszystkiego? Skoro nie dała odpowiedzi, to widocznie nie była teorią wszystkiego, bo odpowiedzi są i to proste, nie wymagające zabobonu.
Teoria Wszystkiego wymaga poprawek i uzupełnień. I opisuje raczej to, co wynika z obserwacji oraz z daleko posuniętych wniosków i przypuszczeń będących następstwem takich obserwacji; ma charakter bardziej fizyczny czy parafizyczny, niż ściśle metafizyczny...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:07, 23 Lis 2018    Temat postu: Re: Wiem, że nic nie wiem.

towarzyski.pelikan napisał:
Piotr Rokubungi napisał:

Dramat człowieka polega tutaj- moim zdaniem- przede wszystkim na wyborze, czy być wariatem, a czy być wariatem. Bo wierzący tylko w zmysłowe poznanie, gdy zaczną poważnie zastanawiać się nad celem oraz sensem życia raczej niechybnie muszą dojść do wniosku, że takowych nie ma (poza byciem formą materii, jak przykładowo pył kosmiczny czy bakteria)- co może skłaniać do rozchwiania emocjonalnego, rozpadu jaźni, szaleństwa, samobójstwa, a nawet innych destrukcyjnych, nie tylko autoagresywnych czynów. Natomiast pozostali też muszą chyba pogodzić się z określaniem ich, jako wariatów, pomyleńców, skoro wierzą i mają nadzieję na coś, czego nie ma. Ale..czy na pewno nie ma?


Dziękuję Ci Piotrze za Twój wpis. Poruszasz bardzo istotny problem.

Z czysto racjonalnego punktu widzenia, uprawnione jest opowiadanie się za jedną i drugą opcją, czyli jedno i drugie jest jakimś tam wariactwem i jakąś tam mądrością. Można argumentować za jednym i drugim i każdą z tych opcji jakoś racjonalnie wybronić.

Ale kiedy na prawdę spojrzymy nieco inaczej, a więc nie jako wiedzę o tym, jaka jest rzeczywistość obiektywna, ponieważ ani nie wiemy, czy taka istnieje, ani nie mamy, jak tego sprawdzić, to wydaje się słusznym za prawdziwe uznać to co nam służy.

I jak świetnie zauważyłeś, ludziom nie służy ta chłodna, racjonalna, pozbawiona duchowości perspektywa. To jest pęd ku samobójstwu, niekoniecznie na poziomie jednostki (to już zalezy od indywidualnej wrażliwości), ale na pewno na poziomie społeczeństwa. Człowiek jest szczęśliwy, pełen życia, inicjatywy, chęci popychania siebie i świata ku czemuś lepszemu, kiedy właśnie wierzy w tę rzeczywistość transcendentną.

Niezależnie od tego, czym jest ta rzeczwistość, czy jest tylko mamidłem, czy jednak istnieje naprawdę, to nie ulega wątpliwość, ze wiara w nią człowiekowi służy. A skoro służy, to rozsądek każe się za nią opowiedzieć.
To, co służy, a co nie ja nie uznaję za kryterium, szczególnie przy próbach poznawania Prawdy. Jest to zupełnie do tego nieadekwatne kryterium, poza tym bardzo niejednoznaczne. Jednemu „służy” obżarstwo, bo z tego powodu lepiej się czuje; innemu służy zabicie i zjedzenie czyjejś krowy, ale już nie swojej; przestępcy służy alibi; i t. p.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:16, 23 Lis 2018    Temat postu: Re: Wiem, że nic nie wiem.

mat napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Gdy odrzuca się wszystko poza doznaniami zmysłowymi i jedynie na nich opartą nauką, wówczas nie ma miejsca ani na nadzieję, ani na wiarę, ani na miłość.

Nadzieja, wiara i miłość też są doznaniami zmysłowymi, zresztą świetnie opisanymi są przez naukę.

Piotr Rokubungi napisał:
Jaki sens czynić cokolwiek, po co żyć w ogóle, skoro nie uniknie się losu bycia wspomnianym nawozem, a wszystkie ludzkie wytwory również rozpadowi ulegną?

Zanim ulegną rozpadowi można doświadczyć szczęścia i przyjemności.
Koleś, ty nie odróżniasz cząstek i oddziaływań „tworzących” but od samego buta! To pewna przenośnia i aluzja jest, gdybyś nie załapał.

Można tego doświadczyć; i można na tym poprzestać, jeśli nie rozumować poza perspektywę dnia dzisiejszego; chociaż czasem taka krótka i ograniczona perspektywa „robi dobrze” właśnie samopoczuciu psychicznemu...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 10:17, 23 Lis 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Pią 13:19, 23 Lis 2018    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Banjankri napisał:
A co na to teoria wszystkiego? Skoro nie dała odpowiedzi, to widocznie nie była teorią wszystkiego, bo odpowiedzi są i to proste, nie wymagające zabobonu.
Teoria Wszystkiego wymaga poprawek i uzupełnień. I opisuje raczej to, co wynika z obserwacji oraz z daleko posuniętych wniosków i przypuszczeń będących następstwem takich obserwacji; ma charakter bardziej fizyczny czy parafizyczny, niż ściśle metafizyczny...

I też jest to "raczej całkowicie pewne"? Cała fizyka, parafizyka (cokolwiek to jest) i metafizyka wiszą na jednym włosku, istnieniu. Robiąc takie założenia, jak to poniżej o samoświadomości, budujesz kolejny zamek z kart, który "raczej całkowicie pewnym jest", że runie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:44, 23 Lis 2018    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Cóż pozostaje ludziom, którzy nie dopuszczają, nie akceptują myśli innych, niż tylko takie koncepcje, które nie wykraczają poza najczęstsze wrażenia z empirii „zmysłowej” i „powszechnej”? Moim zdaniem- zupełna beznadzieja. Cóż bowiem z tego, że czynią cokolwiek, cóż po tym, że w ogóle żyją, że oddychają, skoro wszystko to materialne zniszczy i „pochłonie” strzałka entropii?! Potomstwo, ewolucja biologiczna, rozwój? To też się skończy, zniszczy to entropia.


A czemu nie dopuszczają, nie akceptują? Przecież mogliby wyjść poza własne ograniczenia, nałożone ramy myślowe, czy uprzedzenia...zwłaszcza jeśli trwanie przy dopuszczonych koncepcjach prowadzi do beznadziejnych wniosków?
Ta cała entropia, o ile dobrze zrozumiałam dotyczy układów izolowanych, co w praktyce jest raczej niemożliwe, rozpad jednego jest początkiem czegoś innego, budulcem dla równie, o ile nie bardziej spontanicznego materialnego "nowego" ...co natomiast z wyizolowanym umysłem? ..bo o ile zwykło się traktować umysł jako niematerialny ..a i może ma jakąś materialną kotwicę wewnątrz każdego z nas, o tyle bardziej niźli materia, myślę, jest zdolny do rozwoju, regresu, izolacji, chaosu (lub ładu) ...a procesy te mogą zachodzić dynamicznie i w sposób nieprzewdziany.

Piotr Rokubungi napisał:
Nie ma przed tym prawdopodobnie ucieczki, ani nie ma perspektyw na odpoczynek, na spoczynek, na „święty spokój”. Tacy będą zawsze do czegoś dążyć, nie zaznawać może nigdy spokoju ducha, gdy tak naprawdę jedyną perspektywą (w ich światopoglądzie) jest smierć, czyli obrócenie wszystkiego w niwecz. A więc daremne są wszelkie ich starania, takie życie i czyny, gdy „nagrodą” jest smierć i nicość.


Czyli taki wybór między rosnącym chaosem albo śmiercią, która nie wiadomo co przyniesie ze sobą ... bo czy wraz z nią uzyska się stan spokoju, nirvany, czy wręcz coś odwrotnego? - nikt tego nie wie z całą pewnością. W niwecz obaca się z pewnością ciało, ale co z umysłem? A czy ciało, czy umysł jest przyczyną narastającego chaosu? Uśmiercić ciało nie jest rzeczą trudną, ale czy uśmiercenie umysłu jest w ogóle wykonalne? I co z takim umysłem pozbawionym jakichkolwiek narzędzi??


Piotr Rokubungi napisał:
Jakby tego mało, to zazwyczaj głównym „motorem psychicznym” ich postępowania jest lęk, niedosyt, brak spełnienia; a taka egoistyczna obawa potrafi chyba najskuteczniej zablokować otwartość „serca”, jaźni i zatamować miłość. A nie bardzo da się kochać siebie, nie kochając innych; i raczej nie można kochać nikogo ani niczego „zewnetrznego”, jeśli nie akceptuje się w pełni siebie, nie kocha się siebie.


Różne są rodzaje miłości... a czasem zdarza się ona niczym cud, którego nic z powyższych nie zdoła zatamować. Taka bezinteresowna miłość, która nie liczy na nagrody, konieczne akty odwzajemnienia jest sama w sobie taką nagrodą, cudownym darem przede wszystkim dla nas samych. Można nie kochać siebie, a kochać innych i przez to pokochać i siebie...i taka kolejność też jest możliwa.

Piotr Rokubungi napisał:
Gdy odrzuca się wszystko poza doznaniami zmysłowymi i jedynie na nich opartą nauką, wówczas nie ma miejsca ani na nadzieję, ani na wiarę, ani na miłość. Dopiero zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy uważają te trzy za najważniejsze przymioty, których człowiek może doznać, za cnoty boskie. Bez nich jesteśmy niczym innym, niż kawałkami mięsa, a przede wszystkim nawozem. Wówczas biologiczne tu życie doczesne nic nie znaczy więcej, niż jeden z wielu elementów biosystemów. Jaki sens czynić cokolwiek, po co żyć w ogóle, skoro nie uniknie się losu bycia wspomnianym nawozem, a wszystkie ludzkie wytwory również rozpadowi ulegną?


Pisałam o krajobrazie, bowiem wszystko, co żyje wokół nas, zapewne nieświadome tego, że czeka je los wspomnianego nawozu jednak żyje, jak pogoda na to pozwala tworząc krajobraz. Zapewne nie ma też jakiejkolwiek nadziei na jakiś raj, ale żyje, kwitnie, owocuje, przekwita, biega, skacze, fruwa, brzęczy, ćwierka...itp. Czy nawet zdając sobie sprawę z przemijalności tego bytu tutaj, jest w stanie Piotr spojrzeć na żywego ptaka czy zająca jako na kawałek mięsa, czy jest różnica w tym czy na łące pasą się zające, czy owa łąka jest pustynią, na której leży jedynie kawałek truchła? Czy krajobraz, który i tak co dzień się zmienia byłby inny, gdyby na nim nie było już nigdy ani jednej biedronki, podczas, gdy znaliśmy te biedronki?

Piotr Rokubungi napisał:
Inaczej ma się sprawa, jeśli dopuścimy w psychice myśli i odczucia o innym istnieniu, jeśli UWIERZYMY w raj, czyli stan pełnego spokoju- przynajmniej dla mnie właśnie to byłoby rajem. Jeśli „uczepimy się” NADZIEI, że te ziemskie męczarnie się skończą kiedyś, że zaznamy całkowitego szczęścia i spokoju. Jeśli POKOCHAMY siebie, innych ludzi i resztę tego świata, do tego stopnia, by z całych sił życzyć sobie oraz tej reszcie lepszego, MNIEJ KONFLIKTOWEGO, NIE OPARTEGO NA WALCE istnienia...


Każdy chyba nieco inaczej wyobraża sobie raj, bo każdy czego innego pragnie do pełni szczęścia, o ile wie czego pragnie. Nawet religie inaczej go przedstawiają, choć jest to stan(miejsce) na ogół pełni szczęścia ...i tu przyszło mi na myśl osiem błogosławieństw...mamy tutaj ubogich w duchu, tych, którzy się smucą, którzy są cisi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosiernych, czystego serca, wprowadzających pokój i tych, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości....Myślę, ostatnio zwłaszcza, że człowiek dzisiejszy, raczej syty, żyjący w dostatku wszelkich dóbr, pyszny, zadowolony z siebie, łudzący się nibywolnością, któremu niczego nie brakuje, przestaje myśleć o Raju jako o czymś atrakcyjnym..i to obserwujemy obecnie jako już zjawisko powszechne - ludziom jest dobrze TUTAJ, kiedy mogą się pławić do woli w takim raju jaki sobie sami tworzą, wedle własnych upodobań, albo mają widoki na osiągnięcie takiego stanu. Dopiero, kiedy zaczyna im brakować rzeczy dla nich nieosiągalnych, powracają do koncepcji Raju, do nadziei, że może po tym życiu uzyskają stan zupełnego spełnienia. Czyli ukochawszy zdobywanie, konsumowanie i sytość, swym przywiązaniem do tego, często czynimy sami z siebie kawałek mięsa, któremu potrzeba tylko, by naczynia krwionośne sprawnie transportowały substancje odżywcze...przy okazji składając się na taki czy inny krajobraz.
Zatem ....głód jest dobry ;-P ..a staroświecki post, ograniczenie, umiarkowanie dóbr karmi Duszę.

a ostatni cytat jeszcze rozważam :*
Nie dopuszczają najczęściej dlatego, że nie chcą jakoby wyjść na „nienaukowych głupków”- czym ograniczają się do właśnie nierozwijających się intelektualnie.
Czy Wszechświat jest układem izolowanym, to wciąż otwarte pytanie. Z obserwacji wynika jednak, że w dużych skalach (czasu i przestrzeni) entropia jedynie rośnie, co sprawia, iż „coraz mniej nowego rodzi się ze starego”...
Wyizolowany umysł? Umysł to pojęcie szerokie i o nieustalonej definicji, o niewyraźnych ramach. Ja to, co wielu nazywa umysłem, określam jako psychika.

Zależy co rozumiemy pod pojęciem umysł. Jeśli psychikę całościowo, to ta jest w ogromnym stopniu związana z funkcjonowaniem organizmu, ciała- a więc prawie napewno dezintegruje się i zanika wraz ze śmiercią biologiczną. Jeśli chodzi o samą samoświadomość, to sprawa ma się tak, jak przedstawiłem pokrótce we wpisie kilka postów wcześniej; w sumie, to nie wiadomo, jakie są relacje samoświadomości do ciała. Może być to „boska strefa, boski element” w człowieku, a może jest samoświadomość wytworem fizjologii tkanek, narządów, ciała jedynie... Umysł pozbawiony narzędzi? Czyli bez ciała, „niepodłączony” do narządów zmysłów? Według mnie jako psyche wówczas nie funkcjonuje; pozostaje być może jedynie „czysta” samoświadomość, która wtedy jest chyba najbardziej zbliżona do pojęcia duszy [bowiem jest to wówczas prawdopodobnie samo „jest(em)”, bez „wiem” nawet, bez pamięci, bez wiedzy przedmiotowej, czyli raczej „mentalne będzlenie”, niż istnienie].

Co do takiej miłości, to- jak napisałaś- nawet taka „w pełni altruistyczna” daje miłe, pozytywne odczucia tej osobie, która nią obdarza. A więc jest w tym również „kochanie siebie”...

Oczywiście, że są różnice... Ale znaczące są one tylko w pewnych kontekstach, w innych nawet wcale nie. A czy mógłbym o zającu lub innym zwierzęciu pomyśleć, jako o kawałku mięsa? Oczywiście, że tak. Wszyscy chyba ludzie nie tylko tak myślą czasami, ale i tak zwierzęta traktują, zjadając je np.

Co do ostatniego akapitu: Rozwój nie jest czymś złym; prawdopodobnie jest najważniejszym celem fizycznego istnienia. Ale pełne spełnienie nie jest w nim możliwe- choćby ze względu na inny charakter niektórych ważnych pragnień, raczej nie materialnych, oraz ze względu na skończoność tego świata...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 13:45, 23 Lis 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:50, 23 Lis 2018    Temat postu:

Banjankri napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Banjankri napisał:
A co na to teoria wszystkiego? Skoro nie dała odpowiedzi, to widocznie nie była teorią wszystkiego, bo odpowiedzi są i to proste, nie wymagające zabobonu.
Teoria Wszystkiego wymaga poprawek i uzupełnień. I opisuje raczej to, co wynika z obserwacji oraz z daleko posuniętych wniosków i przypuszczeń będących następstwem takich obserwacji; ma charakter bardziej fizyczny czy parafizyczny, niż ściśle metafizyczny...

I też jest to "raczej całkowicie pewne"? Cała fizyka, parafizyka (cokolwiek to jest) i metafizyka wiszą na jednym włosku, istnieniu. Robiąc takie założenia, jak to poniżej o samoświadomości, budujesz kolejny zamek z kart, który "raczej całkowicie pewnym jest", że runie.
Samoświadomość to inaczej zdawanie sobie sprawy, z istnienia również, a może przede wszystkim z tego właśnie... Czy zachodzi istnienie bez doznawania go przez podmiot, czyli przez samoświadomość? Wg mnie tak, ale to nie jest wówczas istnienie, a będzlenie- a to pokrewne, ale i znacząco różne pojęcia, wyobrażenia.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 13:53, 23 Lis 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Pią 14:12, 23 Lis 2018    Temat postu:

A co dokładnie znaczy "zdawanie sobie sprawy"?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:55, 23 Lis 2018    Temat postu:

Banjankri napisał:
A co dokładnie znaczy "zdawanie sobie sprawy"?
Mniej więcej to, co samoświadomość, co świadomość istnienia, jeśli się już upierasz tak. ;-P Wydaje mi się, że w poprzednim wpisie wystarczająco to napisałem, określiłem bliskoznaczność tych pojęć...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Pią 16:43, 23 Lis 2018    Temat postu:

Cytat:
Mniej więcej to, co samoświadomość, co świadomość istnienia, jeśli się już upierasz tak.

Co to jest świadomość istnienia?

Cytat:
Wydaje mi się, że w poprzednim wpisie wystarczająco to napisałem, określiłem bliskoznaczność tych pojęć...

Za chwilę się okaże.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:44, 23 Lis 2018    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Mniej więcej to, co samoświadomość, co świadomość istnienia, jeśli się już upierasz tak.

Co to jest świadomość istnienia?

Cytat:
Wydaje mi się, że w poprzednim wpisie wystarczająco to napisałem, określiłem bliskoznaczność tych pojęć...

Za chwilę się okaże.
Świadomość istnienia, to zdawanie sobie sprawy z podmiotu własnego. Jednak, co może wydać się dziwne, to coraz bardziej nabieram przekonania, że- o ile tak jest- samoświadomość, a raczej dusza- o ile właśnie zachodzi bez ciała, bez postaci fizykalnej- może być bezpodmiotowa, jako zdawanie sobie sprawy nie tyle z istnienia, ile raczej ze (współ)będzlenia z Jednią, z Niebytem, z bogiem(?). Chociaż wówczas chyba lepiej by to nazywać nie samoświadomością, a może świadomością zbiorową (podobną poniekąd nieświadomości zbiorowej) albo sama-świadomością, współ-nie-świadomością...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Pią 22:26, 23 Lis 2018    Temat postu:

Cytat:
Świadomość istnienia, to zdawanie sobie sprawy z podmiotu własnego.

A co dokładnie znaczy "zdawanie sobie sprawy"?
Nie widzisz, że kręcisz się w kółko?
Świadomość to zdawanie sobie sprawy, a zdawanie sobie sprawy to świadomość, a świadomość to zdawanie sobie sprawy. - tak obecnie wygląda twoje wnioskowanie. Nie zachwyca.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2732
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Sob 12:32, 24 Lis 2018    Temat postu:

Piotr napisał:
bardziej prawidłowe jest wnioskowanie, iż osoba ludzka- ja- jest jedyną samoświadomością (radykalny solipsyzm), czy samoświadomości jest wiele (polipsyzm)?



Banjankri napisał:
- tak obecnie wygląda twoje wnioskowanie. Nie zachwyca.


tak Piotrze nie zachwyca Twoje rozumowanie :) bo w zasadzie to napisałeś, że "ja" to osoba, a osoba to jej świadomość - przekonania różne od innych osób np. Banjankri,ego z którym raczej "Jednią" nie jesteście ;) bo i nie rozumiecie się raczej chyba ? i nie zgadzacie - różnicie się ... a jak pomyślisz i uświadomisz to sobie zrozumiesz też - mam nadzieję, że rozgraniczenie "radykalny solipsyzm" i "polisolipsyzm" to nonsens, bo tak czy siak pozostaniesz zawsze swoją własną świadomością - no chyba, że zjednoczysz się z "Jednią", czyli znać będziesz i moją i Banjankri'ego świadomość jak własną, które zresztą będą częściami Ciebie, czego ja, jako nie będącym częścią "Jedni" wiedzieć oczywiście nie mogę

Pozdrawiam :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3170
Przeczytał: 44 tematy


PostWysłany: Sob 15:29, 24 Lis 2018    Temat postu:

"Jednia" jest brakiem istnienia, więc nie będzie w niej wiedzy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin