Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ojciec Święty
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Śro 8:31, 02 Sty 2013    Temat postu:

Niepoprawna napisał:
Banjankri, co oznaczają, w tym przypadku, "niecne cele"?

Władzę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2512
Przeczytał: 14 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:19, 05 Sty 2013    Temat postu:

Niepoprawna napisał:

Pytanie do Jana - skąd ten święty, skoro Chrystusowi chodzi o to "aby nie zrównywać w ojcostwie nikogo z Bogiem"?


A skąd wniosek, że nazywanie kogoś świętym jest od razu "zrównywaniem" go z Bogiem? Czy ci wszyscy tak nazwani w Biblii też są zrównywani z Bogiem?

1 Kor 6:2
2. Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach?
(BT)

2 Kor 13:12
12. Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci.
(BT)

Flp 4:22
22. Pozdrawiają was wszyscy święci, zwłaszcza ci z domu Cezara.
(BT)

Kol 3:12
12. Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość,
(BT)

Hbr 3:1
1. Dlatego, bracia święci, uczestnicy powołania niebieskiego, zwróćcie uwagę na Apostoła i Arcykapłana naszego wyznania, Jezusa,
(BT)

Ap 18:20
20. Wesel się nad nią, niebo, i święci, apostołowie, prorocy, bo Bóg przeciw niej rozsądził waszą sprawę.
(BT)

Ap 20:9
9. Wyszli oni na powierzchnię ziemi i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane; a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich.
(BT)

Ap 14:12
12. Tu się okazuje wytrwałość świętych, tych, którzy strzegą przykazań Boga i wiary Jezusa.
(BT)

Ap 8:4
4. I wzniósł się dym kadzideł, jako modlitwy świętych, z ręki anioła przed Bogiem.
(BT)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:15, 05 Sty 2013    Temat postu:

Jeśli świętym możemy sobie nazywać kogoś, kogo za takiego uważamy, to w porządku. Tylko po co, u licha, te wszystkie beatyfikacje i kanonizacje? Teraz wychodzi na to, że papież JPII był świętym za życia, a po śmierci zdegradowano go do błogosławionego. Paranoja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2512
Przeczytał: 14 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:58, 05 Sty 2013    Temat postu:

Niepoprawna napisał:
Jeśli świętym możemy sobie nazywać kogoś, kogo za takiego uważamy, to w porządku. Tylko po co, u licha, te wszystkie beatyfikacje i kanonizacje? Teraz wychodzi na to, że papież JPII był świętym za życia, a po śmierci zdegradowano go do błogosławionego. Paranoja.


Zauważ, że w sumie po każdej odpowiedzi przeskakujesz na jakiś inny "problem". Mam wrażenie, że katolikożercy zawsze znajdą jakiś kij, którym można by walnąć w Kościół, nawet jeśli musieliby ten kij sporządzić z różańca. Powód do obrażenia się na Kościół zawsze się znajdzie i nie zależy to już w żaden sposób od samego Kościoła

Oczywiście mógłbym też odpowiedzieć i na te twoje wątpliwości, tak jak to zrobiłem w dwóch poprzednich przypadkach. Tylko pytanie po co, skoro i tak znajdziesz kolejny kij


Ostatnio zmieniony przez Jan Lewandowski dnia Sob 18:02, 05 Sty 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:53, 05 Sty 2013    Temat postu:

Ciekawie mnie określiłeś. A i słusznie poniekąd, choć chyba nie do końca. Zadaję kolejne pytania, nie ze złośliwości, a dlatego, że one mnie rzeczywiście nurtują. A że jestem wkurzona na Kościół, to brzmią tak jak brzmią. Możesz mnie w tym momencie olać i nie reagować na kolejne "zaczepki", zakładając, tak jak napisałeś, że to z mojej strony zwykła chęć obrażania Kościoła. Jednak nie zgodzę się z Tobą, że szukam "nowego kija". Odpowiedź, której udzieliłeś mi poprzednio nie jest dla mnie wyczerpująca, dlatego zadałam kolejne pytanie. Przy czy zwróć uwagę, że jest to nadal pytanie dotyczące tej samej kwestii, a nie szukanie kolejnej "dziury w całym". Poza tym nie drążę już "ojca", choć nie do końca rozumiem, ale trochę mi wyjaśniłeś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2512
Przeczytał: 14 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:54, 06 Sty 2013    Temat postu:

Niepoprawna napisał:
Odpowiedź, której udzieliłeś mi poprzednio nie jest dla mnie wyczerpująca, dlatego zadałam kolejne pytanie


Zaczęłaś od tematu, że nie wolno nikogo nazywać ojcem a już jesteś na zagadnieniu beatyfikacji. No ale to oczywiście nie jest dla ciebie żadne skakanie po tematach

Niepoprawna napisał:
Przy czy zwróć uwagę, że jest to nadal pytanie dotyczące tej samej kwestii, a nie szukanie kolejnej "dziury w całym". Poza tym nie drążę już "ojca",


Ten wywód jest sprzeczny sam w sobie i dobrze pokazuje twoje pogubienie się


Ostatnio zmieniony przez Jan Lewandowski dnia Nie 19:00, 06 Sty 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14408
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:44, 06 Sty 2013    Temat postu:

Jan Lewandowski napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Dla mnie faktycznie jest to swego rodzaju zadra na religii katolickiej


Tanio "sprzedałeś skórę" :)

Piszę, jak uważam. Nie rozumiem tego aspektu katolicyzmu rzymskiego. Podobnie jak w przypadku dogmatu nieomylności papieża (znowu tutaj występuje zbliżony element - kwestia władzy i autorytetu), moja wolna intelektualnie część myśli nie potrafi się pogodzić z tak przedstawianymi tezami. Jestem więc tu pewnie heretykiem. Może nie jakimś totalnym, żeby zakładać sektę, czy coś podobnego, ale przyznaję uczciwie - to nie są "po mojemu" te praktyki dodawania sobie autorytetu przez hierarchię. Ja bym sam tak nie zrobił dla siebie. A gdybym - z jakichś powodów - zrobił, to czułbym się z tym źle. Czułbym, że zaprzeczyłem ważnej wskazówce płynącej z Pisma św.
I przyznam też, że nie przekonują mnie inne cytaty z Pisma, które podałeś, a gdzie występuje termin "ojciec", "ojcowie". Tam chodzi wyraźnie o aspekt pochodzenia, a nie wzbudzania dodatkowego autorytetu. Jezus wg mnie wyraźnie objaśnia co ma na myśli - o nie dodawanie sobie tytułów różnego rodzaju.
A tak szczerze mówiąc, to ja bym nawet dalej poszedł w interpretacji tej myśli - skasowałbym wszystkie "ekscelencje" "arcybiskupstwa" (samo słowo "biskup" mogłoby zostać).
Co się tyczy słowa (z tego samego fragmentu) "nauczyciel", to też wg mnie myśl jest taka, że ni chodzi o zbanowanie nazwy dla zawodu belfra. Tam, gdzie wyraźnie mowa jest o funkcji, "nauczyciel" nie jest niczym złym. Ale jeśli w relacjach dwóch osób dyskutujących o jakiejś sprawie, szukających drogi uczciwej myśli, nagle jedna ze stron zaczęła sobie "dodawać" za pomocą użycia tego słowa jako tytuł, jako nobliwe wyróżnienie, to to jest nie w porządku.
Przy czym powód jest wg mnie nie tylko religijny. Uważam, że Jezus tu nie tyle gromi za odstępstwo wspomnianego rodzaju, ale po prostu staje w obronie HARMONII KOMUNIKACJI MIĘDZY LUDŹMI, ale jeszcze inaczej PRAWDY.
Po prostu jest tak, że rozumiemy rzeczy wtedy...
..gdy je rozumiemy. Tzn. gdy nasz umysł poczuwa się swoimi wyobrażeniami, więzami z tym co zakomunikowane, co do umysłu wpadło. Jeśli ktoś coś ma do zakomunikowania, to normalnym trybem jest powiedzenie co, jak i dlaczego. Nie "co, jak i dlaczego, bo ja jestem wielki mądrala", ale po prostu "co, jak i dlaczego, bo tak przedstawiam tę sprawę". Jezus mówi "mowa powinna być tak, tak, nie, nie" - czyli wg mnie dokładnie tę myśl.
Bo co umysł odbiorcy może zrobić z przekazem, którego nie rozumie, nie akceptuję, ale któremu jakoś (niezgodnie w poczuciem odbiorcy) ma przypisać szczególnie wysoki status, bo źródło pochodzenia jest nobliwe?...
- Umysł zacznie oszukiwać.
I inaczej być nie może, bo przecież NIE ROZUMIE, bo przecież nie wie co zrobić z daną informacją. Czyli faktycznie wrzuca jej (w swojej strukturze) do jakiejś przyozdobionej skrzynki, która nie ma poprawnych powiązań z resztą wiedzy. Z tej przyozdobionej skrzynki niezrozumiały de facto element myśli będzie zakłócał rozumowanie. Bo będziemy starali się na siłę włączyć ten element do innych myśli, będziemy go starali się jakoś wmontować (jesteśmy przecież posłuszni) w struktury, które jako tako sensownie działają. Ale przecież ten element NIE BYŁ ZROZUMIANY. Dostał status bycia ważnym i potrzebnym, mimo że tak naprawdę umysł NIE WIE JAK (!) dany element miałby być ważny, użyteczny. Czyli robi coś po pozorach, bo błędnych powiązaniach.
Sytuacja ta trochę przypomina działanie ucznia, który nie rozumie jakiejś dziedziny - powiedzmy matematyki, działań na ułamkach - ale ma akurat klasówkę. Co uczeń robi - tak na chybił trafił "przekształca" ułamki, opierając się na jakichś podobieństwach, zapamiętanych z innego przykładu (ale najczęściej nie pasujących w tym konkretnym) schematach. Po prostu źle rozwiązuje zadania. I jest jeszcze gorzej, niż gdyby po prostu powiedział "nie umiem". Uczciwe przyznanie się stawia przynajmniej sytuację w jasności - wiadomo, trzeba się jeszcze poduczyć, trzeba więcej pracy. Tymczasem wmuszony za pomocą jakiejś formy autorytarnej przemocy element wiedzy nie tylko nie pomaga, ale blokuje prawdziwe poznanie (uczeń myśli, że wie, że rozumie, więc po co miałby się jeszcze uczyć?...), generuje dodatkowe mylne ślady w rozwiązywaniu innych problemów.

Ten element z resztą świetnie został wbudowany w strukturę nauki. Paradygmat naukowy jest taki, że DECYDUJE MERYTORYCZNA ZAWARTOŚĆ - czyli jeśli nawet ktoś będzie nie znanym nikomu amatorem, a przedstawi poprawny dowód twierdzenia, rozumowanie zgodne z kanonami, to zasadą jest uznawanie tego. I nawet najbardziej utytułowani profesorowie muszą przyznać rację komuś, kto przedstawia to rozumowanie.
To jest kwestia PRAWDY - prawda docierająca do umysłu jest czymś subtelnym, czymś czego nie można poganiać, grozić, straszyć, naciskać. Umysł musi sam ujrzeć tę właściwą ścieżkę, bo jeśli go przymusimy do zgodności z autorytetem, to zamiast szukać ścieżki, będzie udawał, będzie ściemniał (sam przed sobą, nie tylko na zewnątrz), aby zachować zgodność z autorytetem.

Na koniec proste, ale kluczowe pytanie:
Dlaczego wszystkie ważne prawdy nie zostały przez Boga wyryte na każdym kamieniu, w każdym miejscu, w każdej książce?....
Dlaczego w ogóle Pismo Św. jest w sumie tak "słabym" pod względem marketingowym dziełem? - Dlaczego, skoro to są ważne dla nas słowa, to Bóg ich nie zabezpieczył dodatkowym atrybutem, jakimś superautorytarnym dodatkiem?....
- Moja odpowiedź jest podobna do tego, co napisane wyżej: bo dla nieprzygotowanego umysłu wmuszanie prawd na siłę nie buduje myśli, zrozumienia, a niszczy je. Dlatego Bóg jest nie w trzęsieniu Ziemi i grzmotach, a w delikatnym powiewie. Bo tylko w delikatności umysł naprawdę poprawnie działa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2512
Przeczytał: 14 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:10, 06 Sty 2013    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Dla mnie faktycznie jest to swego rodzaju zadra na religii katolickiej

Tanio "sprzedałeś skórę" :)
Piszę, jak uważam. Nie rozumiem tego aspektu katolicyzmu rzymskiego. Podobnie jak w przypadku dogmatu nieomylności papieża (znowu tutaj występuje zbliżony element - kwestia władzy i autorytetu), moja wolna intelektualnie część myśli nie potrafi się pogodzić z tak przedstawianymi tezami. Jestem więc tu pewnie heretykiem. Może nie jakimś totalnym, żeby zakładać sektę, czy coś podobnego, ale przyznaję uczciwie - to nie są "po mojemu" te praktyki dodawania sobie autorytetu przez hierarchię.


No to po prostu rozstań się z Kościołem bo w tej chwili świadomie fałszujesz statystyki. Ja zupełnie nie rozumiem tego trwania w czymś czego się nie akceptuje - jest to swego rodzaju hipokryzja albo schizofrenia intelektualna. Mi jeśli coś albo ktoś nie odpowiada to po prostu natychmiast rozstaję się z tym/z nim

No chyba, że już się rozstałeś z KrK więc wtedy OK

Michał Dyszyński napisał:
I przyznam też, że nie przekonują mnie inne cytaty z Pisma, które podałeś, a gdzie występuje termin "ojciec", "ojcowie". Tam chodzi wyraźnie o aspekt pochodzenia, a nie wzbudzania dodatkowego autorytetu.


Abraham nazwany jest ojcem w znaczeniu wiary - gdzie tu masz aspekt pochodzenia? Laska napisała, że nikogo nie wolno nazywać ojcem, nawet w sensie biologicznym, więc pokazałem odpowiednie cytaty z NT, które wykazują, że tak wcale nie jest. Można mieć jakieś halo w stosunku do nazywania papieża "ojcem" ale to halo z NT po prostu nie wynika. Natomiast zagadnienie autorytetu papieży to już zupełnie inny temat

Michał Dyszyński napisał:
Tam, gdzie wyraźnie mowa jest o funkcji, "nauczyciel" nie jest niczym złym. Ale jeśli w relacjach dwóch osób dyskutujących o jakiejś sprawie, szukających drogi uczciwej myśli, nagle jedna ze stron zaczęła sobie "dodawać" za pomocą użycia tego słowa jako tytuł, jako nobliwe wyróżnienie, to to jest nie w porządku.
Przy czym powód jest wg mnie nie tylko religijny. Uważam, że Jezus tu nie tyle gromi za odstępstwo wspomnianego rodzaju, ale po prostu staje w obronie HARMONII KOMUNIKACJI MIĘDZY LUDŹMI, ale jeszcze inaczej PRAWDY.
Po prostu jest tak, że rozumiemy rzeczy wtedy...
..gdy je rozumiemy. Tzn. gdy nasz umysł poczuwa się swoimi wyobrażeniami, więzami z tym co zakomunikowane, co do umysłu wpadło. Jeśli ktoś coś ma do zakomunikowania, to normalnym trybem jest powiedzenie co, jak i dlaczego. Nie "co, jak i dlaczego, bo ja jestem wielki mądrala", ale po prostu "co, jak i dlaczego, bo tak przedstawiam tę sprawę". Jezus mówi "mowa powinna być tak, tak, nie, nie" - czyli wg mnie dokładnie tę myśl.


Nie widzę jakoś tego Jezusa co ty. Wielokrotnie gromi innych za inny sposób myślenia i wcale się nie tłumaczy. Wystarczy przeczytać Jego batalie z faryzeuszami. Masz chyba jakieś wyobrażenie Jezusa niewiele wspólnego z Nim samym. Może czas przeczytać wreszcie Ewangelie w całości. Papieże próbują być równie autorytarni i tłumaczą się dużo częściej dlaczego myślą tak a nie inaczej wziąwszy pod uwagę ile dokumentów opublikował KrK w stosunku do objętości Nowego Testamentu

Michał Dyszyński napisał:
Paradygmat naukowy jest taki, że DECYDUJE MERYTORYCZNA ZAWARTOŚĆ - czyli jeśli nawet ktoś będzie nie znanym nikomu amatorem, a przedstawi poprawny dowód twierdzenia, rozumowanie zgodne z kanonami, to zasadą jest uznawanie tego. I nawet najbardziej utytułowani profesorowie muszą przyznać rację komuś, kto przedstawia to rozumowanie.
To jest kwestia PRAWDY - prawda docierająca do umysłu jest czymś subtelnym, czymś czego nie można poganiać, grozić, straszyć, naciskać. Umysł musi sam ujrzeć tę właściwą ścieżkę, bo jeśli go przymusimy do zgodności z autorytetem, to zamiast szukać ścieżki, będzie udawał, będzie ściemniał (sam przed sobą, nie tylko na zewnątrz), aby zachować zgodność z autorytetem.


No to czas chłopie porzucić religię na rzecz nauki

Michał Dyszyński napisał:
Na koniec proste, ale kluczowe pytanie:
Dlaczego wszystkie ważne prawdy nie zostały przez Boga wyryte na każdym kamieniu, w każdym miejscu, w każdej książce?....
Dlaczego w ogóle Pismo Św. jest w sumie tak "słabym" pod względem marketingowym dziełem? - Dlaczego, skoro to są ważne dla nas słowa, to Bóg ich nie zabezpieczył dodatkowym atrybutem, jakimś superautorytarnym dodatkiem?....


Na przykład w postaci jakiegoś przemówienia na DVD? I tak zostałoby to podważone. Utknąłeś w głębokich oparach pseudofilozoficzno semantycznych rozważań i dlatego masz taki problem z religią opartą na książce. Ta religia jest dla prostaczków i dlatego ją odrzucasz

Biblia jest pewnym umownym przekazem, który akceptuje się lub nie w oparciu o własne subiektywne kryteria. Nie jest dowodem samym w sobie

Michał Dyszyński napisał:
- Moja odpowiedź jest podobna do tego, co napisane wyżej: bo dla nieprzygotowanego umysłu wmuszanie prawd na siłę nie buduje myśli, zrozumienia, a niszczy je. Dlatego Bóg jest nie w trzęsieniu Ziemi i grzmotach, a w delikatnym powiewie. Bo tylko w delikatności umysł naprawdę poprawnie działa.


W delikatnym powiewie nie ma nic poza samym powiewem


Ostatnio zmieniony przez Jan Lewandowski dnia Nie 20:29, 06 Sty 2013, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:12, 06 Sty 2013    Temat postu:

Zagadnienie beatyfikacji poruszyłam dla wyjaśnienia pojęcia świętości. Nie będę przecież określać człowieka przymiotnikiem, którego znaczenia być może w ogóle nie rozumiem. Dlaczego uważasz to za przeskakiwanie z tematu na temat?

Nie wiem co widzisz sprzecznego w moim "wywodzie". Pytanie dotyczyło dwóch członów zwrotu, przeszliśmy właśnie do drugiego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14408
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:12, 07 Sty 2013    Temat postu:

Jan Lewandowski napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Dla mnie faktycznie jest to swego rodzaju zadra na religii katolickiej

Tanio "sprzedałeś skórę" :)
Piszę, jak uważam. Nie rozumiem tego aspektu katolicyzmu rzymskiego. Podobnie jak w przypadku dogmatu nieomylności papieża (znowu tutaj występuje zbliżony element - kwestia władzy i autorytetu), moja wolna intelektualnie część myśli nie potrafi się pogodzić z tak przedstawianymi tezami. Jestem więc tu pewnie heretykiem. Może nie jakimś totalnym, żeby zakładać sektę, czy coś podobnego, ale przyznaję uczciwie - to nie są "po mojemu" te praktyki dodawania sobie autorytetu przez hierarchię.


No to po prostu rozstań się z Kościołem bo w tej chwili świadomie fałszujesz statystyki. Ja zupełnie nie rozumiem tego trwania w czymś czego się nie akceptuje - jest to swego rodzaju hipokryzja albo schizofrenia intelektualna. Mi jeśli coś albo ktoś nie odpowiada to po prostu natychmiast rozstaję się z tym/z nim

No chyba, że już się rozstałeś z KrK więc wtedy OK

KIedyś zadałem sobie wyjątkowo trudne - dla mnie - pytanie. Dotyczyło ono stuacji, gdy Jezus stoi przed Piłatem, a zgromadzenie wokół Żydzi krzyczą: UKrzużuj go! Wypuść Barabasza!
Czy to byli źli ludzie? Ci krzyczący Żydzi?!! Czy mieli złą wolę?
Z kontekstu ewangelicznego wynika, że to uczeni w piśmie ów lud podburzyli. Oni byli autorytetami religijnymi i uznali, że lepiej jest, aby jeden człowiek zginął, a nie cały naród. Kazali krzyczeć "ukrzyżuj Jezusa, wypuść Barabasza!". I to robili.
Czy to byli źli ludzie? Czy krzyczeli z chęci mordu? - Kontekst nam mówi, że nie. Im po prostu kazano!
Ale postawiłem sobie inne pytanie: czy ja bym na ich miejscu też tak krzyczał?!!!
Czy jeśli moje autorytety powiedziałby mi coś w stylu: oto jest człowiek, którego uznaliśmy za zagrożenie dla naszej wiary, trzeba go usunąć. Wszyscy domagamy się, aby ten człowiek został skazany na śmierć. To sprawa kluczowa, tu chodzi o całą wiarę. Każdy prawdziwy wierzący ma obowiązek żądać śmierci tego odszczepieńca. To cżłowiek, który rozkazuje demonom, a one go słuchają (Jezus tez było o to oskarżany, bo demony wypędzał), to ktoś burzący porządek religijny. Zwiedzie wielu ludzi i skrzywdzi. Zniszczy naszą wiarę i tradycję (tak Jezus był postrzegany w tamtych czasach, bo głosił rzeczy naprawdę sprzeczne z wieloma kluczowymi nakazami religijnymi). Wszyscy krzyczymy o śmierć dla tego człowieka, bo sytuacja jest poważna.
Czy bym krzyczał?!!!
- Powiem uczciwie: NIE WIEM! NAPRAWDĘ NIE WIEM!!! Przeraziło mnie to. Być może bym krzyczał, bo ogólnie staram się być posłuszny, jestem w dużym stopniu legalistą. A poza tym wchodzi w grę moja przynależność itp. Więc może Jezusa, który przeszedłby jeszcze raz na Ziemię, znów - teraz ja - bym skazał na śmierć. Tak by MOGŁO BYĆ!!!
I sądzę, że wielu by w ten sposób skazało człowieka, o którym nic by nie wiedzieli, albo mało by wiedzieli. Skazaliby na śmierć człowieka, aby żyć w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i zachowania przynależności.

Gdy sobie to uświadomiłem, gdy sobie pomyślałem, że faktycznie to ja JESTEM takim Żydem skazującym Jezusa w każdym momencie, gdy robię coś niezgodnego z moim wewnętrznym poczuciem prawdy, a robię to tylko z powodu przynależności, bo się przeraziłem, że oto miałbym powiedzieć to co widzę i czuję.
Bo co mieli owi Żydzi na przeciw żądaniom ich autorytetów religijnych? Pewnie nie jeden myślał - ten Jezus przecież nic takiego złego nie zrobił. Niby dlaczego na śmierć.... Ale skoro każą tak krzyczeć, to będę krzyczał. Oni tam są mądrzejsi, oni wiedzę lepiej. No to krzyczę: Ukrzyżuj!!!


Moja - po długim zastanawianiu się nad problemem - ostateczna odpowiedź na ten dylemat posłuszeństwa vs wewnętrzne poczucie prawdy jest ostatecznie następująca:
Jestem omylnym człowiekiem! Gdy coś mówię, to mówię to TYLKO swoim małym ograniczonym widzimisię, swoją nędzą niezbyt długiego poznawania tego świata. Ludziska nie wierzcie mi zbytnio! Nie polegajcie na moim słowie, jeśli macie wątpliwości, jeśli mielibyście coś robić wbrew sobie. To zastrzeżenie to moja POLISA, to zabezpieczenie przed tym, że stanę się przyczyną zła, za pośrednictwem wypowiadanych przeze mnie słów. Bo jeśliby ktoś zrobił coś źle z powodu moich słów, to lepiej, żeby mi kamień młyński w szyi uwiązali i w morze rzucili, a nie żeby mnie słuchać. Jestem omylny, jestem błądzący. Ale jednocześnie - mój umysł MÓWI MI TO CO MÓWI. Nie wypowiadam się za kogoś, nie jestem tubą. Nie mam prawa być tubą, bo dostałem (od Boga) umysł własny i tylko ten umysł naprawdę posiadam. W cudzych umysłach nie siedzę. Mam błądzący umysł, więc jeśli ktoś czuje i widzi inaczej niż ja, to - w moim przekonaniu - on ma obowiązek pójść za głosem swojego umysłu. Niech mnie nie słucha. Ale prawda jest taka, że ten konkretny umysł w danej konkretnej rzeczy ustala to, a tamto. To JEST PRAWDA! Tak po prostu i mam prawo (i obowiązek) wyrażać tę (jakże z innej strony słabą i nieudolną) prawdę.

Gdyby ktoś kiedyś jakoś próbował MOJE SŁOWA zbytnio nobilitować, gdyby ktoś powiedział coś w stylu: odejdźcie od waszego myślenia, bo Dyszyński wam powie co i jak, to takie gościa ja pierwszy krytykuję i odrzucam jego przesłanie. DAREM spotkania dwojga ludzi jest kontakt szczerych, niezakłóconych umysłów. Nie wolno jest nikomu niszczyć uczciwych powiązań w jego własnym umyśle, bo skrzywdzi tym i siebie, i innych. Lepiej być szczerym ateistą, niż nieszczerym - w istocie nie wierzącym uczciwie - kapłanem, czy superpobożnym świeckim. To, że ktoś myśli w zgodzie z sobą, to wielki dar. Tak wielki, że nawet Bóg go respektuje, bo nie wmusza nikomu swojej nauki w sposób nieodparty (ma do tego środki!), a ukazuje ją w kontekście zaprzeczenia, w kontekście świata, który podważa jej sens.
Tym, którzy jakoś wyjątkowo silnie walczą o autorytet, dobijają się o niego, żądają go, powiedziałbym: głupi jesteście! Jeśli ktokolwiek coś złego zrobi, niszcząc własne rozumienie w imię autorytetu, który udało wam się wybudować, to spadnie na was odpowiedzialność podwójna - i za ten czyn, i za skrzywdzenie człowieka, który przez was został oszukany. Jeśli jednak ten człowiek sam wybrał, rzeczywiście sam wybrał - to już inna sytuacja.
Oczywiście, w życiu nieraz nalegamy, mówimy ludziom co powinni zrobić, wychowujemy dzieci etc. Ale mówmy to nie jako jakieś bezwzględne autorytety. Mówmy w uczciwości: ja tak uważam! Nie mam za sobą nic więcej, tylko to, co tu przedstawiam. Nie jestem nikim szczególnie ważnym, żeby brać moje słowa ponad to, co zwyczajnie w nich widać, co oznaczają. Przedstawiam argumenty, tłumaczę co i jak, nie żądam lekceważenia Twoich myśli (nooo, może zupełnie małe dzieci czasami zmuszamy do czegoś kompletnie wbrew ich woli, ale to dotyczy zwykle sytuacji bezpieczeństwa, zaś celem jest wyprowadzić małe dziecko, tak aby ostateczne samo myślało) Ty człowieku masz swój umysł i do ciebie ostatecznie należy decyzja.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 19:41, 20 Sty 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kori
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 08 Lip 2009
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:04, 07 Sty 2013    Temat postu:

W pewnym sensie miałem coś podobnego, to znaczy chyba za moim "do widzenia" Kościołowi stało coś podobnego do tego, co "pokierowało" Michałem.

Wydaje się, że na "lustrze świadomości" powoli zaczęły pojawiać się "alternatywne" perspektywy i "percepcje" niejako odmienne, nowe, zwracające moją uwagę bez oporów czy krytycznego myślenia. "Działo się" to poprzez konkretne książki- w pamięci "na zawsze" zapisały mi się dwa tytuły książek, które "pokazały mi to coś nowego, co w mojej świadomości dotąd nie istniało".

Zaczęły pojawiać się pytania i wątpliwości o podstawy. Był to jakby ruch myśli czy odczuć, "z przekazem": "muszę siąść i się zastanowić, szczerze przed samym sobą, sam na sam, dobrowolnie i świadomie, zdecydować, wybrać, czy ja wierzę w Boga? Czy wierzę w trójcę świętą? Boga? Jezusa? Ducha św.?" I chyba jakoś tak wyszło, że powiedziałem temu: OK.

Jakiś tam okres czasu później, zapamiętałem sobie to tak, że gdy wychodziłem z wanny ocierając się ręcznikiem, było chyba takie rozumowanie we mnie, że jeśli Bóg mnie kocha, to chciałby, żebym go wybrał świadomie i dobrowolnie. Zapamiętałem sobie to tak, że było to jakby rzadkie, a może pierwsze takie odczucie rozluźnienia, czy akceptacji, w każdym razie jakby miłe odczucie związane z tą miłością Boga i dobrowolnością i brakiem przymusu z jego strony. W kościele pojawiłem się chyba jeszcze ze dwa razy, w jedną i kolejną niedzielę. No i zrezygnowałem, jakby to odpadło ze mnie, przestałem się modlić, wszystko przestałem, co było związane z religią. To było "do widzenia" religii chrześcijańskiej i "dzień dobry" rozważaniom, myślom o pustce i innym intelektualnym raczej "poszukiwaniom".

Po prostu jakby stwierdziło się we mnie, że skoro Bóg mnie kocha, to pozwoli mi sprawdzić, jak to jest, usunąć wszystko, co z nim związane, wszystkie myśli i przywiązanie, przykazania, to wszystko, czemu byłem posłuszny, jakby ze strachu przed grzechem, z obowiązku. I czy wtedy, będąc poza tym wszystkim, poza groźbą wiecznego potępienia, nie mając "kosy nad głową", wybiorę go świadomie i dobrowolnie, ponieważ on by tego chciał, by moja relacja z nim nie była z tego "uwarunkowanego" przymusu.

No i Bóg zniknął.



A przed tym byłem chyba najbardziej "gorliwym" religiantem w moim otoczeniu. Być może, mogłoby się wydawać, na przekór otoczeniu. Na klęczkach godzinami rozprawiało mną tzw. "skrupulanckie sumienie", nie mogąc się zdecydować, czy popełniłem ciężki grzech, czy nie. Wyszło na to, że nigdy takiego grzechu nie popełniłem, bo albo nie było to w pełni dobrowolnie albo nie w pełni świadomie.

Później odpowiedzi szukałem "w psychologii", w teoriach, w książce o nerwicy. Myślałem, że może jestem chory, i to się normalnie leczy, a mnie jakoś diagnoza ominęła, i cierpię, bo nikt tego nie może zobaczyć. To było to samo, co wcześniej było w religii, tyle że teraz "grzechem pierworodnym" była niezdiagnozowana i zaniedbana choroba, zaburzenie charakteru, które, choć niezauważone przez rodziców, zadaje cierpienie i "zniszczy" mi całe życie.

Teraz, gdy przyglądam się swojej psychice, nie widzę jakichś dużych różnic między "dawniej" a teraz.
Jedne myśli zastępują drugie...równie nie prowadzące donikąd.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:56, 07 Sty 2013    Temat postu:

Kori napisał:
Później odpowiedzi szukałem...

Odpowiedzi na jakie pytanie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kori
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 08 Lip 2009
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:18, 07 Sty 2013    Temat postu:

nie na pytanie

hehehe

a na co, to...chyba to coś we mnie drążyło mnie i drąży mną nadal, ale chyba już nigdy nie będzie tego tak intensywnie robić, jak wtedy, gdy pełen byłem takich myśli, odwiedziłem z nieprzymuszonej woli klinikę psychiatryczną...a później wróciłem do szkoły, bo nie chodziłem do niej jakiś czas.

zawsze, to znaczy, od pewnego momentu, raczej myślę o tym czymś tak, że czym większe, bardziej usilne to całe poszukiwanie prawdy, odpowiedzi na pytania społeczne, co robić, jakie studia, jestem bezradny, nic nie umiem, muszę coś zrobić, i takie różne, które co dnia budzą się na nowo - im bardziej, mocniej zapytuję o to i myślę, to tym większe napięcie i chyba...mniejsza szansa na odpowiedź.

widzę to tak, że jest coś takiego jak przepustowość...i jak się napinasz, starasz się, chcesz tą odpowiedź, to jej nie dostaniesz. i tu jest chyba ten paradoks, że odpowiedź przychodzi, jak sobie odpuszczasz tą całą "ważną sprawę", którą tak drążysz, i którą tak rozdmuchuję "na dziesiątą stronę" telewizja, gazety, starsze panie w windzie, i tak dalej.

tylko że to chyba nie będzie żadna odpowiedź, a już na pewno nie w takiej formie, jak w dzienniku telewizyjnym, w debacie politycznej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:45, 07 Sty 2013    Temat postu:

"Jakie studia"?! Kori, to Ty młodziak jesteś, ja pierdziu! Co Ty tu robisz, wśród "starców" z takimi "starczymi" przemyśleniami? :rotfl:

A odpowiedzi się szuka na pytanie przecież, a na co?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:04, 07 Sty 2013    Temat postu:

Kori napisał:
jestem bezradny, nic nie umiem, muszę coś zrobić

To nie są raczej pytania a zniekształcenia poznawcze degradujące Twoją samoocenę. Tak bym to nazwała.
Uogólnianie, wyolbrzymianie, nadużywanie słowa "muszę".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kori
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 08 Lip 2009
Posty: 481
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:19, 07 Sty 2013    Temat postu:

odpowiedź na pytanie a żydzi do gazu.
nie wiem, tak napisałem, nie wiem, czy miałem jakieś pytanie. Może "dlaczego tak się czuję?" albo "jak się zmienić?". ale jakoś tak mam, że zanim skończę myśleć zdanie: "czuję się źle", to ta myśl się urywa.

nie myślałem o tym w ten sposób, że ktoś jest "starcem" albo nie. co tu robię? przede wszystkim DESIGN, cała idea nazwy forum, podział działów, działy typu "Więzienie", w ogóle ta historyjka Wuja zbója zapisała się w mojej głowie jako rzecz typu "coś ciekawego, o czym nie mogę wyrobić sobie zdania, bo tego nie ogarniam, ale może w przyszłości będę potrafił się do tego odnieść, i widzieć, czym to jest." Nie ma takich for, jak to, i nie chcę za dużo pisać o tym, ale tu po prostu są takie różne rzeczy. A poza tym jestem człowiekiem, który ma tak, że raczej unika kontaktu z ludźmi, bo sam z sobą nie czuje się do końca zadowolony, a w towarzystwie i alkoholu ukojenia i zapomnienia nie chce szukać, woli być wystawionym na pokazy i tańce swoich myśli i nastrojów, nawet jeśli czasem wkurwiające i przewidywalne.

poza tym, a propos dyskusji o [ja], to ja jest pytaniem, hehehehe. i to [ja] odpowiedzi nie dostanie, bo odpowiedź jest wtedy, jak ja ma przerwę, na kawę albo na herbatę na przykład.

Co jest "starczymi" przemyśleniami?

nie patrzę na to tak. wszyscy jedziemy na tym samym wózku, i chyba nawet równocześnie, i gdziekolwiek nie jesteśmy, to wszystko chyba na wszystko wpływa.

Poza tym, czy to pani Niepoprawna jakaś od pani myśl, że na różne kategorie wiekowe są różne kategorie myśli?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
REGMEN




Dołączył: 09 Gru 2005
Posty: 402
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: Kraków

PostWysłany: Pon 22:21, 07 Sty 2013    Temat postu:

Jak dla mnie nie jest dylematem moralnym nazywanie człowieka Ojcem Świętym, Świętym Mikołajem.
Dylematem moralnym jest uznawanie człowieka za Ojca (Naszego) i do tego Świętego.
***

Jan Lewandowski napisał
Cytat:

Biblia jest pewnym umownym przekazem, który akceptuje się lub nie w oparciu o własne subiektywne kryteria. Nie jest dowodem samym w sobie


Zgoda Panie Janie.


Regmen
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14408
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:43, 07 Sty 2013    Temat postu:

Kori napisał:
W pewnym sensie miałem coś podobnego, to znaczy chyba za moim "do widzenia" Kościołowi stało coś podobnego do tego, co "pokierowało" Michałem.

Chciałbym tu jednak rozwiać pewne hmmmm wątpliwości, nieporozumienie. Ja nie mam specjalnie istotnych różnic z KRK w kwestiach Boga, teologii. Sporną kwestią jest co najwyżej kwestia władzy. I to nawet nie dlatego, że komuś bym jakoś owej władzy żałował. Doceniam władzę, bo choć sam raczej nie potrzebuję nadzorców (przynajmniej tak mi się zdaje), to chyba całe rzesze ludzi będą czuły się zagubione, gdy nie będą miały wyrazistych przywódców.
Problemem jest INTELEKT. Dla mnie jasnym jest, że autorytarne podejście do rozumienia, wiedzy to PO PROSTU OSZUSTWO SAMEGO SIEBIE. Bo albo coś rozumiem, tak jak mój współrozmówca, a wtedy nie ma problemu, albo nie rozumiem tak jak on, więc się nie zgadzam. W tym drugim przypadku uczciwie jest powiedzieć "nie zgadzam się z Tobą, może to ty masz rację, ale ja teraz nie wiem, jak by to miało się dziać." Mamy różne zdania i TO JEST PRAWDA o tej sytuacji - ważniejsza od "przyznawania racji" komuś, tylko dlatego, że on "jest ważny". Bo takie przyznanie się oparte nie o rozumienie, a o przymus jest fałszem.
Jeśli ktoś uważa, ze racją jest coś, czego on nie rozumie, to wprowadza do swojego umysłu truciznę - przecież za chwilę tej "racji" nie będzie umiał użyć. Bo jej nie rozumie. Bo tylko udaje, werbalnie deklaruje, że rozumie.

Przyznam, że mam też powody bronić teologii KRK. Wiele rzeczy, które kiedyś uznawałem za naciągnięte przez kościelnych teologów po jakimś czasie zweryfikowałem i przyznałem rację tej teologii. Zadziwiająco wiele rzeczy jednak tam (w KRK) przemyśleli! To naprawdę - nie jest "takie głupie", jak się nieraz na początku wydaje. Są kapitalne teksty ojców Kościoła, bardzo głęboko przemyślane uwagi i spostrzeżenia. Dlatego nie twierdzę jakoś definitywnie, że to ja mam rację i na pewno się nie mylę. Może czegoś nie uwzględniłem, może są dodatkowe okoliczności, które przechylają szalę na niekorzyść tego, co pisałem. Ale na dzień dzisiejszy mój umysł takich okoliczności (w kwestii władzy) nie potrafi wskazać.

Dziś wiele, kiedyś uznawanych przeze mnie za niepotrzebne, czysto tradycyjne elementów wiary doceniłem. Nawet wyśmiewane "zdrowaśki" dziś widzę jako modlitwę niesamowicie potężną, idealnie wyważoną, doskonałą. Jest w niej ukryta wielka moc, tylko coś trzeba w tej modlitwie zrozumieć - nie "klepać" jej, a wniknąć w istotę tego niezwykłego zawołania do Stwórcy przez Rodzaj Ludzki. To nie jest łatwe do dostrzeżenia, gdy patrzy się na czasami dość ludową formę tej prostej modlitwy, gdy słyszy dewocyjne w stylu zawodzenia. Ale, jak się wysili umysł, to okaże się, ze mamy do czynienia ze swego rodzaju kwintesencja modlitwy - najpierw odniesienie do Osoby, a potem wyrażenie własnej woli - połączenia się całego rodzaju ludzkiego z Absolutem za pośrednictwem Szczególnej Osoby. Tu wszystko współgra, wszystko ma swój sens, jest takie, jak być powinno.
Ale to już dygresja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:46, 07 Sty 2013    Temat postu:

O rzesz w mordkę! Tylko w wykonaniu pana Baryckiego toleruję "paniowanie" mi :rotfl:

O maj gad! Nie jestem najmłodsza na forumie! :shock:

Stemi starcami to żart był. Tu wszyscy jeszcze młodzi. Jedni trochę bardziej, inni ciut mniej.
Przepraszam za ten głupi żart, może nieśmieszny wcale.


Ostatnio zmieniony przez Niepoprawna dnia Pon 23:28, 07 Sty 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prestończik




Dołączył: 15 Sie 2013
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Połonina Wetlińska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 4:29, 19 Sie 2013    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Na koniec proste, ale kluczowe pytanie:
Dlaczego wszystkie ważne prawdy nie zostały przez Boga wyryte na każdym kamieniu, w każdym miejscu, w każdej książce?....

Dlatego, że samemu Jehowie jest jednakże dość trudno oszukiwać, dlatego zdał się na swój naród wybrany!

Mojżesz wydrapał więc na tablicach tylko "Nie zabijaj", zamiast "Nie zabijaj Żyda", "Nie kradnij", zamiast "Nie kradnij Żydowi", itd,
Przecież to Żyd pisał dla żydów...
Minęły wieki i efektem tych skrótów jest taka sytuacja: chrześcijanin ma nie zabijać nikogo, a żyd ma nie zabijać tylko żydów - jak chodzi o goji, to jego talmudycznym obowiązkiem jest zabijać nawet niemowlęta, jeżeli podejrzewa, że może z nich wyrosnąć goj nieprzychylny żydom.

Kto się oburza, to niech sobie kupi żydowski "katechizm", rozprowadzany w necie i w jeshivah:

[link widoczny dla zalogowanych]

3 i 1/2 Żydów (albo 4-ech, jeżeli matka jednego z nich była grecką Żydówką, a nie Greczynką) napisało dla goji Nowy Testament.
Ponieważ goje mieli żyć w/g Nowego Testamentu, to autorzy wstawili tam takie im przydatne wstawki jak: jak dostaniesz, goju w mordę, to nadstaw jeszcze i drugi policzek, jak zabierają ci płaszcz, to dołóż im jeszcze koszule, itp., itd.
I wyruszyli w świat Żydzi z lichwą w sercu i Nowym Testmentem w ręce, aby przerobić baranki boże na potulne sziple.

[link widoczny dla zalogowanych]

Do przeczytania przeze mnie, po raz pierwszy w życiu, Nowego Testamentu byłem katolikiem (bardzo letnim, jak chodzi o zagorzałość), obecnie uważam, że NT i etyka chrześcijańska mogą mieć sens tylko w świecie wolnym od żydostwa.

No bo jakież ma szanse chrześcijanin z rękami owiniętymi watą NT, w starciu z żydem, który wypchał sobie rękawice ołowiem Talmudu?

A sędzią ringowym jest rabin, przebrany za księdza :cry:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin