Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prawda absolutna
Idź do strony 1, 2, 3 ... 32, 33, 34  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kawiarnia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:42, 18 Gru 2011    Temat postu: Prawda absolutna

Prawda to cecha (czegoś) samosprawdzalna.

Co znaczy, że ten sam przedmiot można odtworzyć w doświadczeniu kiedy najpierw ma się go w umyśle. Lub można odtworzyć go w umyśle (wyobrazić, pomyśleć) jeśli ma się go w doświadczeniu. Zatem jeśli jest on/to Prawdą to jednocześnie występuje w doświadczeniu i w umyśle, tak potwierdza swoją Prawdziwość.

Jest to definicja zgodna z klasycznymi czyli: teorią zgodności, koherencyjną i pragmatyczną, np.
Zgodność - Prawda to zgodność z rzeczywistością - gdzie jako zgodność rozumie się potwierdzenie myślenia w doświadczeniu lub doświadczenia w myśleniu, a za słowo rzeczywistość wstawia bardziej zrozumiałe słowo doświadczenie.
Koherencyjna - spójność zdań w jednym systemie - następuje na podstawie tych samych twierdzeń o myśleniu i doświadczeniu.
Pragmatyczna - użyteczność poznawcza, czyli to co poznane umożliwia działanie - doświadczenie w odniesieniu do myślenia pozwala wywieść jakąś skuteczną funkcjonalność i/lub myślenie w odniesieniu do doświadczenia pozwala na skuteczną aktywność.

Potwierdzenie znaczy, że najmniej ogólnie treść myśli i doświadczenia jest identyczna, jedna identyfikuje się w drugiej. Zatem, co widać, w szczególe może się różnić, co może być przyczyną innego sformułowania tego czego się doświadcza lub myśli. Zatem sprecyzowania treści i dookreślenia, co może potwierdzić prawdziwość dalej („głębiej”) lub jej zaprzeczyć wskazując, że ogół początkowo został błędnie zidentyfikowany - te czynności potwierdzają metodę polegającą na samosprawdzeniu, wzajemnej identyfikacji myśli i doświadczenia.

Samosprawdzalność to kryterium i definicja Prawdy jednocześnie.

Absolut to wszystko totalnie.

To, co można potwierdzić jako prawdziwe, czyli występuje jednocześnie w myśleniu i doświadczeniu, sprawdza się. Jak również to, co pozwala się pomyśleć, ale nie jest doświadczane w sposób materialny (np. UFO). Jak również to, co doświadcza się, ale nie chce się tego myśleć, np. szkoda, krzywda, sprzeczność.

Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co uzyskuje potwierdzenie w układzie myśl – doświadczenie. Jak i to, co nie uzyskuje potwierdzenia samo w sobie*, zatem są tu nawet paradoksy (sprzeczności), o których mówimy, że są (myślę i doświadczam ich), ale one np. twierdzą, że nie są, np. zdanie: „to zdanie nie istnieje.” - ono nie potwierdza istnienia samo przez się, ale doświadczam i myślę je zatem faktycznie istnieje, choć kłamie.

W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na to, że w tym ogólnym totalnym zbiorze o nazwie „Prawda absolutna” jest coś, co sprawdza się w myśleniu i doświadczeniu, i dzięki temu w szczególny sposób potwierdza swoją Prawdziwość, bo umożliwia funkcjonowanie Bytu. Pozwala się nadbudowywać przez kolejne fragmenty sprawdzające się w układzie myśl-doświadczenie. Jak również jest w tym coś, co zaprzecza funkcjonowaniu i z tego tytułu „połowicznie” należy do zbioru „Prawda absolutna”, bo w nim jest, co widzi sam ten zbiór w sobie, ale samo w sobie owo coś (np. sprzeczność) przeczy, że w nim jest.

Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co jest. To o czym największy zbiór zbiorów „Prawda absolutna” orzeka, że jest.


*samo w sobie to układ myśl – doświadczenie kiedy spojrzeć na niego z metaperspektywy, ponad nim.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:06, 19 Gru 2011    Temat postu: Re: Prawda absolutna

Marcin Kotasiński napisał:
Prawda to cecha (czegoś) samosprawdzalna....


Na samym początku błąd, więc nie czytam dalej.
Cecha to wybity znak. Ja mogę na srebrze wybić cechę złota.

Dobranoc panu filozowi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:20, 19 Gru 2011    Temat postu: Re: Prawda absolutna

krowa napisał:

Na samym początku błąd, więc nie czytam dalej.
Cecha to wybity znak. Ja mogę na srebrze wybić cechę złota.

Dobranoc panu filozowi.


Tobie się tu Panie Krowa mieszać nie wolno, bo to pojedynek :nie:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Pon 2:06, 19 Gru 2011    Temat postu:

Pan Kotasiński:
Cytat:
Samosprawdzalność to kryterium i definicja Prawdy jednocześnie.


Panie Kotasiński z tej definicji wynika, że wynik działania wykonanego na kalkulatorze i na tyle złożonego, że działania tego nie można sprawdzić w pamięci, nie może być prawdziwy do czasu potwierdzenie tego wyniku przez samodzielne sprawdzenie wyniku tego działania. Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe, pomimo tego, że nie podlegają samosprawdzalności zdefiniowanej przez Pana, a uznaje sie je za prawdziwe w oparci o inne kryteria niż samosprawdzalność. Argument, który przedstawiłem wskazuje na niekompletność Pańskie definicji prawdy. Pańska definicja prawdy wyklucza prawdę wyników obliczeń kalkulatora.

Pan Kotasiński:
Cytat:
Absolut to wszystko totalnie.


Czyli absolut, to wszystko.

Pan Kotasiński:
Cytat:
Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co jest. To o czym największy zbiór zbiorów „Prawda absolutna” orzeka, że jest.


Pańska definicja prawdy absolutnej, to połączenie zdefiniowanej przez Pana prawdy i zdefiniowanego przez Pana absolutu. I tu mamy problem, ponieważ Pańska definicja prawdy absolutnej, sama sobie zaprzecza, ponieważ ma dotyczyć absolutnie wszystkiego co jest, a jak już wcześniej wskazałem, wyklucza istnienie, istniejących na prawdę prawdziwych wyników obliczeń kalkulatorów, a zatem nie jest absolutna w myśl Pańskiej definicji absolutu.

Nie muszę chyba Panu przypominać, że wykazanie takiej sprzeczności wewnętrznej twierdzenia naukowego (zakładam, że Pan twierdzi, że Pańskie twierdzenie o prawdzie absolutnej jest twierdzeniem naukowym) dyskwalifikuje obiektywną naukowość takiego twierdzenia. Po moim kontrargumencie, Pańskie twierdzenie o prawdzie absolutnej jest tylko Pańskim osobistym twierdzeniem subiektywnym, niemającym nic wspólnego z obiektywną prawdą naukową.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:31, 19 Gru 2011    Temat postu: Re: Prawda absolutna

Marcin Kotasiński napisał:
....Samosprawdzalność to kryterium i definicja Prawdy jednocześnie.
....To, co można potwierdzić jako prawdziwe, czyli występuje jednocześnie w myśleniu i doświadczeniu, sprawdza się. Jak również to, co pozwala się pomyśleć, ale nie jest doświadczane w sposób materialny (np. UFO). Jak również to, co doświadcza się, ale nie chce się tego myśleć, np. szkoda, krzywda, sprzeczność.

....Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co uzyskuje potwierdzenie w układzie myśl – doświadczenie. Jak i to, co nie uzyskuje potwierdzenia samo w sobie*, zatem są tu nawet paradoksy (sprzeczności), o których mówimy, że są (myślę i doświadczam ich), ale one np. twierdzą, że nie są, np. zdanie: „to zdanie nie istnieje.” - ono nie potwierdza istnienia samo przez się, ale doświadczam i myślę je zatem faktycznie istnieje, choć kłamie.

W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na to, że w tym ogólnym totalnym zbiorze o nazwie „Prawda absolutna” jest coś, co sprawdza się w myśleniu i doświadczeniu, i dzięki temu w szczególny sposób potwierdza swoją Prawdziwość, bo umożliwia funkcjonowanie Bytu. Pozwala się nadbudowywać przez kolejne fragmenty sprawdzające się w układzie myśl-doświadczenie. Jak również jest w tym coś, co zaprzecza funkcjonowaniu i z tego tytułu „połowicznie” należy do zbioru „Prawda absolutna”, bo w nim jest, co widzi sam ten zbiór w sobie, ale samo w sobie owo coś (np. sprzeczność) przeczy, że w nim jest.

Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co jest. To o czym największy zbiór zbiorów „Prawda absolutna” orzeka, że jest.

*samo w sobie to układ myśl – doświadczenie kiedy spojrzeć na niego z metaperspektywy, ponad nim.


Słowo "orzeka" oznacza że człowiek to wysławia, a nie robi tego np. ogień. A jednak pożary są prawdziwe choćby były na niezamieszkałych przez człowieka terenach.

W ten sposób uzmysławiam wadliwość wywodu Pana Kotasińskiego, który permanentnie pomija PODMIOT myślący lub działający.
Prawda nie istnieje bez podmiotu który ją czyni jako zdarzenie lub odtwarza z wyobraźni, czyli z pamięci zdarzenia przeszłego.

Gdyby Pan Kotasiński uznał PODMIOT MYŚLĄCY, nie miałby rozdwojenia jaźni na prawdę uzyskującą potwierdzenie i prawdę nie uzyskującą potwierdzenia, czyli prawdę UFO lub prawdę która kłamie.

Ten błąd Pana Kotasińskiego, doprowadza go do absurdu, że prawda jest połowiczna lub objawia się w sposób szczególny, czyli że tkwi w drobiazgach.

Oj niedobrze Panie Kotasiński, jak Pan chcesz oderwać myśl i czynność od podmiotu.
To tak jakbyś Pan rąbanie drzewa widział połowiczną jaźnią bez SIEKIEROWEGO. albo jak Pan Dyszyński który latanie w skrzydły rozważał bez Aniołów

To nie jest Pańska Kotasińska dziecinada, tylko szarlataneria

A kysz!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Pon 2:49, 19 Gru 2011    Temat postu:

Boże, cóż to za straszna męka ta debata naukowa. Tak bardzo bym chciał coś napisać, tak mnie korci, spać nie daje, a nie mogę, debata naukowa zabrania. Niech ją szlag jasny trafi.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 25248
Przeczytał: 23 tematy

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 8:58, 19 Gru 2011    Temat postu:

Panie Krowo, tu się odbywa poważna naukowa debata, prosze się nie wtrącać.

Na czas Igrzysk Pan Barycki i Pan Marcin zakopali topory wojenne i chwała im za to.

Propouję takie kryterium zakończenia debaty:

Przegra ten, kto pierwszy zacznie bluzgać.

To chyba oczywiste,
Kubuś
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:13, 19 Gru 2011    Temat postu:

rafal3006 napisał:

Propouję takie kryterium zakończenia debaty:

Przegra ten, kto pierwszy zacznie bluzgać.


Iście naukowe zakończenie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rafal3011




Dołączył: 16 Wrz 2011
Posty: 142
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: GDAŃSK
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:32, 19 Gru 2011    Temat postu:

...

Ostatnio zmieniony przez Rafal3011 dnia Pon 10:38, 19 Gru 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:32, 19 Gru 2011    Temat postu:

Drogi Adamie Barycki,

Cytat:
wynik działania wykonanego na kalkulatorze i na tyle złożonego, że działania tego nie można sprawdzić w pamięci, nie może być prawdziwy do czasu potwierdzenie tego wyniku przez samodzielne sprawdzenie wyniku tego działania. Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe, pomimo tego, że nie podlegają samosprawdzalności 


Bez sprawdzenia wyniku działania wykonanego na kalkulatorze nie można mieć pewności, co do prawdziwości tego wyniku, a to choćby z tej przyczyny, że w kalkulatorze mogło dojść do jakiegoś uszkodzenia. Bateria mogła zestarzeć się lub nastąpić inne uszkodzenie np. poprzez uderzenie i wynik może być nieprawdziwy o czym wiedzieć wtedy nie będziemy. Znam takie kalkulatory, wynik nie będzie obiektywnie prawdziwy.

Ponadto w celu sprawdzenia można poćwiczyć pamięć i wyobraźnię. Jeśli jednak obliczający nie chce tego robić może wziąć do ręki tradycyjną kartkę i ołówek, i wykonywać kolejne części obliczenia w pamięci zapisując na swojej kartce zamiast w wyobrażeniu i pamięci, i tak w tradycyjny sposób dojść do wyniku całościowego. Będzie to działanie w myśli ze wsparciem jedynie kartki i ołówka. Działanie, którego przebieg kontroluje się, gdy obliczeń kalkulatora nie.

Cytat:
Czyli absolut, to wszystko. 

Naturalnie.


Ps.
Krowa myśli i doświadczenie ma tylko podmiot.

Rafał napisał:
Propouję takie kryterium zakończenia debaty: 
Przegra ten, kto pierwszy zacznie bluzgać. 

Proponuję przyznanie racji na zakończenie debaty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rafal3011




Dołączył: 16 Wrz 2011
Posty: 142
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: GDAŃSK
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:36, 19 Gru 2011    Temat postu:

Panie Marcinie, czy wie Pan co oznacza "przyznanie racji"?
Czy gotów jest Pan przejśc na ateizm?
Czy też wyklucza Pan że racja lezy po stronie Pana Przerażonego?

Oczywiście, możliwe jest zakończenie pokojowe, czyli nawrócenie Pana Przerażonego na wiarę w Boga, albo nawrócenie Pana Marcina na ateizm.

W tym przypadku zapraszam obu Panów do 100-milowego lasu, na piwo!
Kubuś


Ostatnio zmieniony przez Rafal3011 dnia Pon 10:37, 19 Gru 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:43, 19 Gru 2011    Temat postu:

Mogę przejść na ateizm, bo dla mnie to tylko pusta nazwa mająca nic wspólnego z doświadczeniem bezpośrednim.

A gdzie jest droga do stumilowego lasu i czy któryś z mieszkańców będzie miał jointy? :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Pon 13:05, 19 Gru 2011    Temat postu:

Panie Kotasiński, Pańskie uwagi do mojego kontrargumentu nie odnoszą się do niego, więc nie podważają jego poprawności, a tym samym pozostaje w mocy fakt obiektywnej sprzeczności wewnętrznej Pańskiego twierdzenia o prawdzie absolutnej, czyli jej obiektywna nienaukowość, a tym samym subiektywność.

Prawdopodobną przyczyną być może Pańskie niezrozumienie konstrukcji logicznej mojego kontrargumentu. Być może napisałem to w formie zbyt trudnej do zrozumienia przez Pana, jednak usprawiedliwić mnie może moja dobra intencja biorąca po uwagę Pańską prośbę, abym nie pisał rozwlekle, a skrótowo, ponieważ dłużyzny Pana irytują i zapewniał mnie Pan o błyskotliwości swojego intelektu łapiącego w lot sens skrótowej wypowiedzi. W dobroci swojej bardzo chciałem spełnić Pańskie oczekiwania, jednak, jak to się mówi, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane i to, co dla mnie było i tak zbyt szczegółowe, dla Pana okazało się zbyt krótkie, aby pozwoliło Panu zrozumieć sens logiczny.

Wynik działania na kalkulatorze jest widoczny przed dokonaniem samosprawdzenia, a kiedy po samosprawdzeniu jest identyczny, to mamy poważną sprzeczność. Ten sam wynik X z kalkulatora istniejący w absolucie (wszak w absolucie jest wszystko), przed samosprawdzeniem nie może być prawdą wedle Pańskiej definicji, a już po samosprawdzeniu, kiedy jest identyczny z wynikiem z kalkulatora, to, to samo X jest prawdą wedle Pańskiej definicji. Tak więc Pańska definicja prawdy jest wewnętrznie sprzeczna ponieważ wynika z niej taka sprzeczność, X=~X, to znaczy, że z Pańskiej definicji prawdy wynika, że jest jednocześnie zaprzeczeniem prawdy. W tej sytuacji sam Pan zauważa, że nie może być prawdą prawda, która jednocześnie prawdą nie jest. Jeżeli kto, by się posługiwał prawdą zdefiniowaną przez pana, to po wyjściu z domu, nie mógłby już do niego z powrotem trafić, a to, musi Pan przyznać, byłoby straszne. Pańska definicja prawdy absolutnej wyklucza jej pragmatykę, gdyby była absolutna, to nikt na tym świecie nie mógłby trafić do swojego domu, co pociągnęłoby za sobą okropne skutki moralne. Mężowie wracający z pracy trafialiby do cudzych żon, a to by była Sodoma i Gomora, co zapewne i Panu byłoby obrzydliwe, dlatego ufam, że zrezygnuje Pan z tego strasznego narzędzia demoralizacji ludzkości, inaczej nawet się Panu nie godzi.

PS. Pańska prawda absolutna może zadowolić tylko degeneratów moralnych łasych na cudze żony. Dla ludzi uczciwych i przyzwoitych, takich jak my, będzie straszliwą udręką moralną.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:14, 19 Gru 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
...Ponadto w celu sprawdzenia można poćwiczyć pamięć i wyobraźnię. Jeśli jednak obliczający nie chce tego robić może wziąć do ręki tradycyjną kartkę i ołówek, i wykonywać kolejne części obliczenia w pamięci zapisując na swojej kartce zamiast w wyobrażeniu i pamięci, i tak w tradycyjny sposób dojść do wyniku całościowego. Będzie to działanie w myśli ze wsparciem jedynie kartki i ołówka. Działanie, którego przebieg kontroluje się, gdy obliczeń kalkulatora nie.

Cytat:
Czyli absolut, to wszystko. 

Naturalnie.

Ps.
Krowa myśli i doświadczenie ma tylko podmiot.


Nie powinno się ćwiczyć pamięci bo ćwiczenia polegają na żmudnym powtarzaniu czynności w celu zmienienia ich na założony wzór.
A pamięta się zdarzenia skończone, nie podlegające już zmianie.

Wyobrażni też nie powinno się ćwiczyć w tym znaczeniu, tylko można ponownie wyobrażać sobie zdarzenie przeszłe czyli odtwarzać jego obraz subiektywnie prawdziwy.

Skoro Pan sam uznaje wagę prawdy Naturalnie to nie może pan ćwiczyć tej naturalności według wzorów wyuczonych i wspartych sztucznymi przedmiotami w postaci kartki i ołówka.

Naturalny i tradycyjny to pojęcia odnoszące się do niećwiczonej pamięci i niećwiczonej wyobraźni zdarzeń z przeszłości.

Panie Kotasiński, jezdeś pan słaby jak mucha w rosole deterministycznym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:37, 19 Gru 2011    Temat postu: Re: Prawda absolutna

Marcin Kotasiński napisał:
Prawda to cecha (czegoś) samosprawdzalna.

Zatem Prawda absolutna to wszystko to, co jest. To o czym największy zbiór zbiorów „Prawda absolutna” orzeka, że jest.



Jeśli jakiemukolwiek zdarzeniu wybijemy cechę, to za każdym razem sprawdzając tę cechę będziemy mieć to samo.
A sprawdzenie polega na dojściu do wyniku w inny sposób!
Przykład:
2 + 2 =
Jeśli na tym równaniu wybiję cechę 5 to ile razy sprawdzę tyle razy będzie 5

A zatem nie powinno sie sprawdzać cechy tylko dojść do wyniku w inny sposób.
4 - 2 =
I również w tym przypadku nie możemy wybić cechy 2, gdyż pozbawiłoby to nas sprawdzenia rzeczywistego w jeszcze inny sposób, a poprzestalibyśmy na sprawdzeniu czy wybita cecha się trzyma jak plomba.

Prawda nie może dotyczyć zatrzymanego kadru JEST. Bowiem zatrzymany kadr w świecie nie istnieje.
Prawda to subiektywne wyobrażenie zdarzenia ciągłego przywołane z pamięci przeszłości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 14:00, 19 Gru 2011    Temat postu:

A Ty Panie Krowa jesteś bezczelny. Nie pchaj swojego zasmarkanego w cudze sprawy. To prywatna dyskusyja być miała, a nie jakieś pogaduchy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:12, 19 Gru 2011    Temat postu: Re: Prawda absolutna

Marcin Kotasiński napisał:
Prawda to cecha (czegoś) samosprawdzalna.
*samo w sobie to układ myśl – doświadczenie kiedy spojrzeć na niego z metaperspektywy, ponad nim.


FiloZofia to nie dziecinada. To nie szarlataneria.
Filo Zofia to Filowanie na Zofię.
Jeśli na przykład chcemy poznać prawdę jakie cycki ma Zofia to należy ich doznać fizycznie i doznanie zapamietać.
Aby sprawdzić doznanie przeszłe można je sobie potem wyobrazić.
Lecz to nie wyczerpuje zagadnienia ciągłego poznawania prawdy. Bowiem panna Zofia mogła zajść w ciążę i urodzić małego Michałka.
Wtedy powtórnie zasiegając do cycków pani Zofii możemy poznać smak nowej prawdy.
Gdzie zatem jest prawda absolutna? W których cyckach?

Biedaki filozoficzne szukają prawdy w metce na biustonoszu.
Z ołowkiem w ręku.
Z kalkulatorem.
Z liczydłem.

SSać panowie, cyckać tę prawdę, a nie pierdzieć w stołek jak Przerażony.

Ja wiem że wy wstydzicie sie własnej gópoty. Widzę jak wyświetlają się wasze filomichałki i gasną.
Nick krowa przeraża was, doprowadza do stresu, żyjecie w depresji, ale wiecie co? do twarzy wam z tym. W morde, jest z czego się pośmiać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Pon 15:09, 19 Gru 2011    Temat postu:

Gdyby to, Panie Krowa, Pańska prawda była naukowo obiektywna, ale gdzie tam, to same nieuki są te baby, żadnej nie obchodzi dobro nauki i cycków do possania tu nie wywalą.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:41, 19 Gru 2011    Temat postu:

Cytat:
Panie Kotasiński z tej definicji wynika, że wynik działania wykonanego na kalkulatorze i na tyle złożonego, że działania tego nie można sprawdzić w pamięci, nie może być prawdziwy do czasu potwierdzenie tego wyniku przez samodzielne sprawdzenie wyniku tego działania. Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe, pomimo tego, że nie podlegają samosprawdzalności zdefiniowanej przez Pana, a uznaje sie je za prawdziwe w oparci o inne kryteria niż samosprawdzalność. 

Wypowiadasz tu twierdzenie nieweryfikowalne, zakładasz, że wykonane działanie jest prawdziwe mimo, iż nie można tego sprawdzić. Musisz podać te inne kryteria i co zaznaczam nie mogące być oparte na sprawdzalności, zatem mamy tu sprzeczność, bo powstaje pytanie jak sprawdzić coś czego możliwość sprawdzenia wykluczamy na początku.

Cytat:
Panie Kotasiński, Pańskie uwagi do mojego kontrargumentu nie odnoszą się do niego

Odnoszą się bezpośrednio, podałem alternatywny sposób sprawdzenia wyniku działania, a nadto wskazałem na powody, które podważają pewność wyników działania wykonanego na kalkulatorze, tak, że nie można opierać się wyłącznie na działaniu kalkulatora.

Cytat:
mamy poważną sprzeczność. Ten sam wynik X z kalkulatora istniejący w absolucie (wszak w absolucie jest wszystko), przed samosprawdzeniem nie może być prawdą wedle Pańskiej definicji

Proszę cię interlokutorze ( :) ) o uważne czytanie ze zrozumieniem moich wypowiedzi, napisałem tak oto:
MK napisał:
wynik nie będzie obiektywnie prawdziwy

Co oznacza, że może być prawdziwy, co potwierdzić ma sprawdzenie go w sposób alternatywny nadający mu (przynajmniej wstępny) obiektywizm, a mogący zostać jeszcze potwierdzonym przez kolejne pomiary „sprawdzenia”, które jeśli ktoś zechce, wykona.

Treści niechciane

Cytat:
Prawdopodobną przyczyną być może Pańskie niezrozumienie konstrukcji logicznej mojego kontrargumentu

Pomijając już fakt subiektywnej opinii, którą tu wyrażasz, a której obecność jest niewskazana, pragnę zwrócić ci uwagę na to, że może to ty nie zrozumiałeś tego, co napisałeś i odnosisz takie błędne wrażenie. Ta moja subiektywna opinia obiektywizuje się w świetle twojego argumentu o sprzeczności mojej definicji.

Cytat:
Jeżeli kto, by się posługiwał prawdą zdefiniowaną przez pana, to po wyjściu z domu, nie mógłby już do niego z powrotem trafić, a to, musi Pan przyznać, byłoby straszne. Pańska definicja prawdy absolutnej wyklucza jej pragmatykę, gdyby była absolutna, to nikt na tym świecie nie mógłby trafić do swojego domu, co pociągnęłoby za sobą okropne skutki moralne. Mężowie wracający z pracy trafialiby do cudzych żon, a to by była Sodoma i Gomora, co zapewne i Panu byłoby obrzydliwe, dlatego ufam, że zrezygnuje Pan z tego strasznego narzędzia demoralizacji ludzkości, inaczej nawet się Panu nie godzi. 

PS. Pańska prawda absolutna może zadowolić tylko degeneratów moralnych łasych na cudze żony. Dla ludzi uczciwych i przyzwoitych, takich jak my, będzie straszliwą udręką moralną.

Chcę zauważyć, że nie trzymasz się konwencji prowadzenia debaty naukowej - aneks nazywany 1, a drugi aneks do tej umowy miał zapobiec wypowiedziom pozorującym intelektualizm czyli tzw. przeintelektualizowanym, które ty stosujesz oraz fałszywemu udawaniu przyzwoitości, ponieważ owi mężowie równie dobrze mogliby trafić w las albo do baru, nie wspominając już, że mogliby w ogóle zgubić się nie wiedząc, że w ogóle mają trafić do jakiegoś domu. Fakt, że mają trafić właśnie do domu z obcą żoną świadczy o premedytacji, chęci trafienia właśnie do takiego domu, nie innego i świadomości, że nie chcą trafić do domu z własną żoną, ponieważ chcą żonę nową.

Dlatego zwracałem się o oszczędną formę wypowiedzi, dokładne zwięzłe precyzowanie argumentów i oczyszczenie niniejszej Debaty Naukowej ( :) ) ze zbędnych subiektywnych treści.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Pon 16:21, 19 Gru 2011    Temat postu:

Pan Kotasiński:
Cytat:
Proszę cię interlokutorze ( ) o uważne czytanie ze zrozumieniem moich wypowiedzi


Aby było uważnie i zrozumiale, zacytuję moją wypowiedź o wyniku z kalkulatora i Pańską wypowiedź, w której Pan stwierdź, że w mojej wypowiedzi jest coś odwrotnego od tego co w niej jest.

Przerażony:
Cytat:
Ten sam wynik X z kalkulatora istniejący w absolucie (wszak w absolucie jest wszystko), przed samosprawdzeniem nie może być prawdą wedle Pańskiej definicji


Pan Kotasiński:
Cytat:
Wypowiadasz tu twierdzenie nieweryfikowalne, zakładasz, że wykonane działanie jest prawdziwe mimo, iż nie można tego sprawdzić.


Panie Kotasiński, ja stwierdzam, że wynik z kalkulatora nie jest prawdą, a Pan mi zarzuca, ze ja twierdzę, że prawdą jest. O faktach, Panie Kotasiński, sie nie dyskutuje, one po prostu są.

Pan Kotasiński:
Cytat:
Pomijając już fakt subiektywnej opinii, którą tu wyrażasz, a której obecność jest niewskazana, pragnę zwrócić ci uwagę na to, że może to ty nie zrozumiałeś tego, co napisałeś i odnosisz takie błędne wrażenie. Ta moja subiektywna opinia obiektywizuje się w świetle twojego argumentu o sprzeczności mojej definicji.


Panie Kotasiński, cytaty same, bez naszej interpretacji wskazują, który z nas potrafi, a który nie potrafi czytać. Ale problem jest poważniejszy. Pan, albo świadomie dopuścił się oszustwa twierdząc, że napisałem coś odwrotnego niż napisałem, albo zrobił Pan to nieświadomie, tym samym będąc niezdolnym intelektualnie do poprawnej analizy zdania prostego. I żeby Pan nawet jeszcze i tysiąc razy powtórzył swoje kłamstwo, to jego subiektywizm nie zobiektywizuje się.

Chcę Panu przypomnieć, że definicja debaty naukowej wyklucza, aby mogła się ona opierać o świadome kłamstwa, jak i jest niemożliwa z osobą niesprawną intelektualnie do poprawnego odczytania zdania prostego. Kontynuowanie jej w takich warunkach czyni ją bezprzedmiotową.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:59, 19 Gru 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Dlatego zwracałem się o oszczędną formę wypowiedzi, dokładne zwięzłe precyzowanie argumentów i oczyszczenie niniejszej Debaty Naukowej ( :) ) ze zbędnych subiektywnych treści.


Uprzejmie proszę; macie panowie obiektywną treść.
Oto jeden wąż.
Czy prawdą jest że ten wąż jest prawdziwy?
A może są dwa takie węże, czy to aby możliwe?




Boa-dusiciele usunięte. Pozdrawiam Imperator
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:41, 19 Gru 2011    Temat postu:

A(16:21, 19 Gru) napisał:
 zacytuję moją wypowiedź o wyniku z kalkulatora

Oto pierwotna twoja wypowiedź na ten temat:
A(2:06, 19 Gru) napisał:
Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe, pomimo tego, że nie podlegają samosprawdzalności

Ta wypowiedź:
A(13:05, 19 Gru ) napisał:
Ten sam wynik X z kalkulatora istniejący w absolucie (wszak w absolucie jest wszystko), przed samosprawdzeniem nie może być prawdą wedle Pańskiej definicji

Wypowiadasz, co podobno uważam ja. To twoja interpretacja, twoje wnioski o tym, co napisałem na temat Prawdy absolutnej.

Te moje słowa:
M(15:41, 19 Gru ) napisał:
Wypowiadasz tu twierdzenie nieweryfikowalne, zakładasz, że wykonane działanie jest prawdziwe mimo, iż nie można tego sprawdzić.

Odnoszą się do tego i ten cytat w pełnej formie znalazł się nad tymi słowami.
A(2:06, 19 Gru) napisał:
z tej definicji wynika, że wynik działania wykonanego na kalkulatorze i na tyle złożonego, że działania tego nie można sprawdzić w pamięci, nie może być prawdziwy [...] Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe, pomimo tego, że nie podlegają samosprawdzalności [...] uznaje sie je za prawdziwe w oparci o inne kryteria niż samosprawdzalność.

To twierdzenie jest nieweryfikowalne, ponieważ odbierasz możliwość sprawdzenia prawdziwości wyniku. Wprowadzasz jakieś kryterium, którego słuszność należy sprawdzić, ale nie podajesz go. A co najważniejsze twierdzisz tu, że wynik podany przez kalkulator jest prawdziwy.

Zatem napisałeś:
A(16:21, 19 Gru) napisał:
Panie Kotasiński, ja stwierdzam, że wynik z kalkulatora nie jest prawdą, a Pan mi zarzuca, ze ja twierdzę, że prawdą jest. O faktach, Panie Kotasiński, sie nie dyskutuje, one po prostu są.

A tu pierwotnie:
A(2:06, 19 Gru) napisał:
Jednak wyniki działań wykonanych na kalkulatorze są prawdziwe


Zwracam ci uwagę, że z każdym kto naprawdę chce prowadzić "debatę naukową" można ją łatwo prowadzić, ponieważ wyjaśnia się przedmiot/temat i nie trzeba udowadniać prawdomówności.


Ps:
Imperator napisał:
Boa-dusiciele usunięte. Pozdrawiam Imperator

Imperatorze! Zmieniłeś się na miłego, dzięki! :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krowa
Areszt za spam, do odwołania



Dołączył: 18 Mar 2010
Posty: 13029
Przeczytał: 47 tematów

Skąd: z Łękawy
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:21, 19 Gru 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Zwracam ci uwagę, że z każdym kto naprawdę chce prowadzić "debatę naukową" można ją łatwo prowadzić, ponieważ wyjaśnia się przedmiot/temat i nie trzeba udowadniać prawdomówności.


No właśnie. I dlatego nie wnikając w prawnomówność spróbujmy wyłowić z poniższego tekstu 10 w miarę spójnych zdarzeń, i jeden z panów uruchamiałby wyobraźnię a drugi wspierał z pomocą papieru i ołówka. I potem się porówna:

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.
Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! 2 Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
10 Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
20 Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.
Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
Dóm mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,
30 I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi
Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;
Widać, że okolica obfita we zboże,
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów
Orzących wcześnie łany ogromne ugoru,
Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,
Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek:
Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
40 Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.
Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek
I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek,
Wysiadł z powozu; konie porzucone same,
Szczypiąc trawę ciągnęły powoli pod bramę.
We dworze pusto, bo drzwi od ganku zamknięto
Zaszczepkami i kołkiem zaszczepki przetknięto.
Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać;
Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać.
Dawno domu nie widział, bo w dalekim mieście
50 Kończył nauki, końca doczekał nareszcie.
Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne
Ogląda czule, jako swe znajome dawne.
Też same widzi sprzęty, też same obicia,
Z któremi się zabawiać lubił od powicia;
Lecz mniej wielkie, mniej piękne, niż się dawniej zdały.
I też same portrety na ścianach wisiały.
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma;
Takim był, gdy przysięgał na stopniach ołtarzów,
60 Że tym mieczem wypędzi z Polski trzech mocarzów
Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie
Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie,
W ręku trzymna nóż, ostrzem zwrócony do łona,
A przed nim leży Fedon i żywot Katona.
Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny,
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny,
Stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali,
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali.
Nawet stary stojący zegar kurantowy
70 W drewnianej szafie poznał u wniścia alkowy
I z dziecinną radością pociągnął za sznurek,
By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek.
Biegał po całym domu i szukał komnaty,
Gdzie mieszkał, dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty.
Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice
Po ścianach: w tej komnacie mieszkanie kobiéce?
Któż by tu mieszkał? Stary stryj nie był żonaty,
A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty.
To nie był ochmistrzyni pokój! Fortepiano?
80 Na niem noty i książki; wszystko porzucano
Niedbale i bezładnie; nieporządek miły!
Niestare były rączki, co je tak rzuciły.
Tuż i sukienka biała, świeżo z kołka zdjęta
Do ubrania, na krzesła poręczu rozpięta.
A na oknach donice z pachnącymi ziołki,
Geranium, lewkonija, astry i fijołki.
Podróżny stanął w jednym z okien - nowe dziwo:
W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą,
Był maleńki ogródek, ścieżkami porznięty,
90 Pełen bukietów trawy angielskiej i mięty.
Drewniany, drobny, w cyfrę powiązany płotek
Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek.
Grządki widać, że były świeżo polewane;
Tuż stało wody pełne naczynie blaszane,
Ale nigdzie nie widać było ogrodniczki;
Tylko co wyszła; jeszcze kołyszą się drzwiczki
Świeżo trącone; blisko drzwi ślad widać nóżki
Na piasku, bez trzewika była i pończoszki;
Na piasku drobnym, suchym, białym na kształt śniegu,
100 Ślad wyraźny, lecz lekki; odgadniesz, że w biegu
Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi
Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi.
Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając,
Wonnymi powiewami kwiatów oddychając,
Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił,
Oczyma ciekawymi po drożynach gonił
I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał,
Myślał o nich i, czyje były, odgadywał.
Przypadkiem oczy podniósł, i tuż na parkanie
110 Stała młoda dziewczyna. - Białe jej ubranie
Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje,
Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję.
W takim Litwinka tylko chodzić zwykła z rana,
W takim nigdy nie bywa od mężczyzn widziana:
Więc choć świadka nie miała, założyła ręce
Na piersiach, przydawając zasłony sukience.
Włos w pukle nie rozwity, lecz w węzełki małe
Pokręcony, schowany w drobne strączki białe,
Dziwnie ozdabiał głowę, bo od słońca blasku
120 Świecił się, jak korona na świętych obrazku.
Twarzy nie było widać. Zwrócona na pole
Szukała kogoś okiem, daleko, na dole;
Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie,
Jak biały ptak zleciała z parkanu na błonie
I wionęła ogrodem przez płotki, przez kwiaty,
I po desce opartej o ścianę komnaty,
Nim spostrzegł się, wleciała przez okno, świecąca,
Nagła, cicha i lekka jak światłość miesiąca.
Nócąc chwyciła suknie, biegła do zwierciadła;
Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła
Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.
130 Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła
Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.
Twarz podróżnego barwą spłonęła rumianą
Jak obłok, gdy z jutrzenką napotka się ranną;
Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił,
Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się ukłonił
I cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,
Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie;
Podróżny zląkł się, spójrzał, lecz już jej nie było.
Wyszedł zmieszany i czuł, że serce mu biło
140 Głośno, i sam nie wiedział, czy go miało śmieszyć
To dziwaczne spotkanie, czy wstydzić, czy cieszyć.
Tymczasem na folwarku nie uszło baczności,
Że przed ganek zajechał któryś z nowych gości.
Już konie w stajnię wzięto, już im hojnie dano,
Jako w porządnym domu, i obrok, i siano;
Bo Sędzia nigdy nie chciał, według nowej mody,
Odsyłać konie gości Żydom do gospody.
Słudzy nie wyszli witać, ale nie myśl wcale,
Aby w domu Sędziego służono niedbale; 3
150 Słudzy czekają, nim się pan Wojski ubierze, 4
Który teraz za domem urządzał wieczerzę.
On Pana zastępuje i on w niebytności
Pana zwykł sam przyjmować i zabawiać gości
(Daleki krewny pański i przyjaciel domu).
Widząc gościa, na folwark dążył po kryjomu
(Bo nie mógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie);
Wdział więc, jak mógł najprędzej, niedzielne ubranie
Nagotowane z rana, bo od rana wiedział,
Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział.
160 Pan Wojski poznał z dala, ręce rozkrzyżował
I z krzykiem podróżnego ściskał i całował;
Zaczęła się ta prędka, zmieszana rozmowa,
W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa
Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań,
Wykrzykników i westchnień, i nowych powitań.
Gdy się pan Wojski dosyć napytał, nabadał,
Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał.
"Dobrze, mój Tadeuszu (bo tak nazywano
Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano
170 Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził),
Dobrze, mój Tadeuszu, żeś się dziś nagodził
Do domu, właśnie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek myśli wkrótce sprawić ci wesele;
Jest z czego wybrać; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera się na sądy graniczne
Dla skończenia dawnego z panem Hrabią sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu;
Podkomorzy już zjechał z żoną i z córkami. 5
Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami,
180 A starzy i kobiety żniwo oglądają
Pod lasem, i tam pewnie na młodzież czekają.
Pójdziemy, jeśli zechcesz, i wkrótce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy".
Pan Wojski z Tadeuszem idą pod las drogą
I jeszcze się do woli nagadać nie mogą.
Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,
Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło,
Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze,
190 Na spoczynek powraca. Już krąg promienisty
Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty,
Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa,
Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa;
I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu,
Słońce nad nim czerwone jak pożar na dachu;
Wtem zapadło do głębi; jeszcze przez konary
Błysnęło jako świeca przez okienic szpary
I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniące
We zbożach i grabliska suwane po łące
200 Ucichły i stanęły: tak pan Sędzia każe,
U niego ze dniem kończą pracę gospodarze.
"Pan świata wie, jak długo pracować potrzeba;
Słońce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustępować z pola".
Tak zwykł mawiać pan Sędzia, a Sędziego wola
Była ekonomowi poczciwemu świętą;
Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto
Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły;
Cieszą się z nadzwyczajnej ich lekkości woły.
210 Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe,
Wesoło, lecz w porządku; naprzód dzieci małe
Z dozorcą, potem Sędzia szedł z Podkomorzyną,
Obok pan Podkomorzy otoczon rodziną;
Panny tuż za starszemi, a młodzież na boku;
Panny szły przed młodzieżą o jakie pół kroku
(Tak każe przyzwoitość); nikt tam nie rozprawiał
O porządku, nikt mężczyzn i dam nie ustawiał,
A każdy mimowolnie porządku pilnował.
Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował
220 I nigdy nie dozwalał, by chybiano względu
Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu.
"Tym ładem - mawiał - domy i narody słyną,
Z jego upadkiem domy i narody giną".
Więc do porządku wykli domowi i słudzy;
I przyjezdny gość, krewny albo człowiek cudzy,
Gdy Sędziego nawiedził, skoro pobył mało,
Przejmował zwyczaj, którym wszystko oddychało.
Krótkie były Sędziego z synowcem witania:
Dał mu poważnie rękę do pocałowania
230 I w skroń ucałowawszy, uprzejmie pozdrowił;
A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił,
Widać było z łez, które wylotem kontusza
Otarł prędko, jak kochał pana Tadeusza.
W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru,
I z łąk, i z pastwisk razem wracało do dworu.
Tu owiec trzoda becząc w ulicę się tłoczy
I wznosi chmurę pyłu; dalej z wolna kroczy
Stado cielic tyrolskich z mosiężnymi dzwonki;
Tam konie rżące lecą ze skoszonej łąki;
240 Wszystko bieży ku studni, której ramię z drzewa
Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa.
Sędzia, choć utrudzony, chociaż w gronie gości,
Nie uchybił gospodarskiej, ważnej powinności:
Udał się sam ku studni; najlepiej z wieczora
Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora;
Dozoru tego nigdy sługom nie poruczy,
Bo Sędzia wie, że oko pańskie konia tuczy.
Wojski z woźnym Protazym ze świecami w sieni 6
Stali i rozprawiali, nieco poróżnieni,
250 Bo w niebytność Wojskiego Woźny po kryjomu
Kazał stoły z wieczerzą powynosić z domu
I ustawić co prędzej w pośrodku zamczyska,
Którego widne były pod lasem zwaliska.
Po cóż te przenosiny? Pan Wojski się krzywił
I przepraszał Sędziego; Sędzia się zadziwił,
Lecz stało się; już późno i trudno zaradzić,
Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić.
Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył,
Dlaczego urządzenie pańskie przeinaczył:
260 We dworze żadna izba nie ma obszerności
Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gości;
W zamku sień wielka, jeszcze dobrze zachowana,
Sklepienie całe - wprawdzie pękła jedna ściana,
Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;
Bliskość piwnic wygodna służącej czeladzi.
Tak mówiąc, na Sędziego mrugał; widać z miny,
Że miał i taił inne, ważniejsze przyczyny.
O dwa tysiące kroków zamek stał za domem,
Okazały budową, poważny ogromem,
270 Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków;
Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków.
Dobra, całe zniszczone sekwestrami rządu,
Bezładnością opieki, wyrokami sądu,
W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli,
A resztę rozdzielono między wierzycieli.
Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie
Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie;
Lecz Hrabia, sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki,
Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki,
280 Przyjechawszy z wojażu upodobał mury,
Tłumacząc, że gotyckiej są architektury;
Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tem,
Że architekt był majstrem z Wilna, nie zaś Gotem.
Dość, że Hrabia chciał zamku, właśnie i Sędziemu
Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu.
Zaczęli proces w ziemstwie, potem w głównym sądzie,
W senacie, znowu w ziemstwie i w guberskim rządzie;
Wreszcie po wielu kosztach i ukazach licznych
Sprawa wróciła znowu do sądów granicznych.
290 Słusznie Woźny powiadał, że w zamkowej sieni
Zmieści się i palestra, i goście proszeni.
Sień wielka jak refektarz, z wypukłym sklepieniem
Na filarach, podłoga wysłana kamieniem,
Ściany bez żadnych ozdób, ale mur chędogi;
Sterczały wkoło sarnie i jelenie rogi
Z napisami: gdzie, kiedy te łupy zdobyte;
Tuż myśliwców herbowne klejnoty wyryte
I stoi wypisany każdy po imieniu;
Herb Horeszków, Półkozic, jaśniał na sklepieniu.
300 Goście weszli w porządku i stanęli kołem;
Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy.
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży.
Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie,
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie.
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
Pan Tadeusz, choć młodzik, ale prawem gościa
Wysoko siadł przy damach obok Jegomościa;
310 Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało
Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało.
Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi poglądał,
Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał.
I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał,
I z nim na miejscu pustym oczy swe osadzał.
Dziwna rzecz! Miejsca wkoło są siedzeniem dziewic,
Na które mógłby spójrzeć bez wstydu królewic,
Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna;
Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna.
320 To miejsce jest zagadką, młódź lubi zagadki;
Roztargniony, do swojej nadobnej sąsiadki
Ledwie słów kilka wyrzekł, do Podkomorzanki;
Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki,
I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,
Z których by wychowanie poznano stołeczne;
To jedno puste miejsce nęci go i mami...
Już nie puste, bo on je napełnił myślami.
Po tem miejscu biegało domysłów tysiące,
Jako po deszczu żabki po samotnej łące;
330 Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę
Lilia jeziór skroń białą wznosząca nad wodę.
Dano trzecią potrawę. Wtem pan Podkomorzy,
Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży,
A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki,
Rzekł: "Muszę ja wam służyć, moje panny córki,
Choć stary i niezgrabny". Zatem się rzuciło
Kilku młodych od stołu i pannom służyło.
Sędzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza
I poprawiwszy nieco wylotów kontusza,
340 Nalał węgrzyna i rzekł:
"Dziś, nowym zwyczajem,
My na naukę młodzież do stolicy dajem
I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki
Mają od starych więcej książkowej nauki;
Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem,
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem.
Dawniej na dwory pańskie jachał szlachcic młody,
Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody,
Ojca Podkomorzego, Mościwego Pana
350 (Mówiąc, Podkomorzemu ścisnął za kolana);
On mnie radą do usług publicznych sposobił,
Z opieki nie wypuścił, aż człowiekiem zrobił.
W mym domu wiecznie będzie jego pamięć droga,
Co dzień za duszę jego proszę Pana Boga.
Jeślim tyle na jego nie korzystał dworze
Jak drudzy i wróciwszy w domu ziemię orzę,
Gdy inni, więcej godni Wojewody względów,
Doszli potem najwyższych krajowych urzędów,
Przynajmniej tom skorzystał, że mi w moim domu
360 Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybił komu
W uczciwości, w grzeczności; a ja powiem śmiało:
Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą
Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;
Bo taka grzeczność modna zda mi się kupiecka,
Ale nie staropolska, ani też szlachecka.
Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;
Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,
I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana
370 Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana.
Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić
I każdemu powinną uczciwość wyrządzić.
I starzy się uczyli; u panów rozmowa
Była to historyja żyjąca krajowa,
A między szlachtą dzieje domowe powiatu:
Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu,
Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą;
Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą.
Dziś człowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi?
380 Z kim on żył, co porabiał? Każdy, gdzie chce, wchodzi,
Byle nie szpieg rządowy i byle nie w nędzy.
Jak ów Wespazyjanus nie wąchał pieniędzy
I nie chciał wiedzieć, skąd są, z jakich rąk i krajów,
Tak nie chcą znać człowieka rodu, obyczajów!
Dość, że ważny i że się stempel na nim widzi,
Więc szanują przyjaciół jak pieniądze Żydzi".
To mówiąc Sędzia gości obejrzał porządkiem;
Bo choć zawsze i płynnie mówił, i z rozsądkiem,
Wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza,
390 Że ją nudzi rzecz długa, choć najwymowniejsza.
Ale wszyscy słuchali w milczeniu głębokiem;
Sędzia Podkomorzego zdał się radzić okiem,
Podkomorzy pochwałą rzeczy nie przerywał,
Ale częstym skinieniem głowy potakiwał.
Sędzia milczał, on jeszcze skinieniem przyzwalał;
Więc Sędzia jego puchar i swój kielich nalał
I dalej mówił:
"Grzeczność nie jest rzeczą małą:
Kiedy się człowiek uczy ważyć, jak przystało,
400 Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje,
Wtenczas i swoją ważność zarazem poznaje;
Jak na szalach żebyśmy nasz ciężar poznali,
Musim kogoś posadzić na przeciwnej szali.
Zaś godna jest Waszmościów uwagi osobnej
Grzeczność, którą powinna młodź dla płci nadobnej;
Zwłaszcza gdy zacność domu, fortuny szczodroty
Objaśniają wrodzone wdzięki i przymioty.
Stąd droga do afektów i stąd się kojarzy
Wspaniały domów sojusz - tak myślili starzy.
410 A zatem..."
Tu pan Sędzia nagłym zwrotem głowy
Skinął na Tadeusza, rzucił wzrok surowy,
Znać było, że przychodził już do wniosków mowy.
Wtem brząknął w tabakierkę złotą Podkomorzy
I rzekł:
"Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzej!
Teraz nie wiem, czy moda i nas starych zmienia,
Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia.
Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny
420 Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów!
Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów,
Gadających przez nosy, a często bez nosów,
Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;
430 Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza,
Odbiera naprzód rozum od obywateli.
I tak mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli;
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród,
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród.
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory:
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.
Była to maszkarada, zapustna swawola,
Po której miał przyjść wkrótce wielki post - niewola!
"Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię,
440 Kiedy do ojca mego w oszmiańskim powiecie
Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku,
Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku.
Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem 7,
Zazdroszczono domowi, przed którego progiem
Stanęła Podczaszyca dwókolna dryndulka,
Która się po francusku zwała karyjulka.
Zamiast lokajów w kielni siedziały dwa pieski,
A na kozłach niemczysko chude na kształt deski;
Nogi miał długie, cienkie, jak od chmielu tyki,
450 W pończochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki,
Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu.
Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu,
A chłopi żegnali się, mowiąc, że po świecie
Jeździ wenecki diabeł w niemieckiej karecie.
Sam Podczaszyc jaki był, opisywać długo;
Dosyć, że nam się zdawał małpą lub papugą,
W wielkiej peruce, którą do złotego runa
On lubił porównywać, a my do kołtuna.
Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie
460 Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie,
Milczał; boby krzyczała młodzież, że przeszkadza
Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza!
Taka była przesądów owoczesnych władza!
Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować,
Cywilizować będzie i konstytuować;
Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni
Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni.
Choć o tem dawno w Pańskim pisano zakonie
I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.
470 Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!
Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,
Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,
Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie.
Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża;
Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża,
A natenczas tam w modzie był tytuł markiża.
Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty,
Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty;
Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem,
480 Demokrata przyjechał z Paryża baronem;
Gdyby żył dłużej, może nową alternatą
Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą.
Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.
"Chwała Bogu, że teraz jeśli nasza młodzież
Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież,
Nie szukać prawodawstwa w drukarskich kramarniach
Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach.
Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki,
490 Nie daje czasu szukać mody i gawędki.
Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną,
Że znowu o Polakach tak na świecie głośno;
Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita!
Zawżdy z wawrzynów drzewo wolności wykwita.
Tylko smutno, że nam, ach! tak się lata wleką
W nieczynności! a oni tak zawsze daleko!
Tak długo czekać! Nawet tak rzadka nowina!
Ojcze Robaku (ciszej rzekł do Bernardyna),
Słyszałem, żeś zza Niemna odebrał wiadomość;
500 Może też co o naszym wojsku wie Jegomość?"
"Nic a nic - odpowiedział Robak obojętnie
(Widać było, że słuchał rozmowy niechętnie) -
Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy
Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy
Bernardyńskie; cóż o tem gadać u wieczerzy?
Są tu świeccy, do których nic to nie należy".
Tak mowiąc spojrzał zyzem, gdzie śród biesiadników
Siedział gość Moskal; był to pan kapitan Ryków;
Stary żołnierz, stał w bliskiej wiosce na kwaterze,
510 Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę.
Rykow jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę,
Lecz na wzmiankę Warszawy rzekł, podniosłszy głowę:
"Pan Podkomorzy! Oj, Wy! Pan zawsze ciekawy
O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy!
He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem -
Ojczyzna! Ja to czuję wszystko, ja rozumiem!
Wy Polaki, ja Ruski, teraz się nie bijem,
Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem.
Często na awanpostach nasz z Francuzem gada,
520 Pije wódkę; jak krzykną: ura! - kanonada.
Ruskie przysłowie: z kim się biję, tego lubię;
Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie.
Ja mówię, będzie wojna u nas. Do majora
Płuta adiutant sztabu przyjechał zawczora:
Gotować się do marszu! Pójdziem, czy pod Turka,
Czy na Francuza; oj, ten Bonapart figurka!
Bez Suworowa to on może nas wytuza.
U nas w pułku gadano, jak szli na Francuza,
Że Bonapart czarował 8, no, tak i Suwarów
530 Czarował; tak i były czary przeciw czarów.
Raz w bitwie, gdzie podział się? szukać Bonaparta -
A on zmienił się w lisa, tak Suwarów w charta;
Tak Bonaparte znowu w kota się przerzuca,
Dalej drzeć pazurami, a Suwarów w kuca.
Obaczcież, co się stało w końcu z Bonapartą..."
Tu Ryków przerwał i jadł; wtem z potrawą czwartą
Wszedł służący, i raptem boczne drzwi otwarto.
Weszła nowa osoba, przystojna i młoda;
Jej zjawienie się nagłe, jej wzrost i uroda,
540 Jej ubiór zwrócił oczy; wszyscy ją witali;
Prócz Tadeusza, widać, że ją wszyscy znali.
Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną,
Suknię materyjalną, różową, jedwabną,
Gors wycięty, kołnierzyk z korónek, rękawki
Krótkie, w ręku kręciła wachlarz dla zabawki
(Bo nie było gorąca); wachlarz pozłocisty
Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty.
Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi,
W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi,
550 Pośród nich brylant, niby zakryty od oczu,
Świecił się jako gwiazda w komety warkoczu -
Słowem, ubiór galowy; szeptali niejedni,
Że zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni.
Nóżek, choć suknia krótka, oko nie zobaczy,
Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéj,
Jako osóbki, które na trzykrólskie święta
Przesuwają w jasełkach ukryte chłopięta.
Biegła i wszystkich lekkim witając ukłonem,
Chciała usieść na miejscu sobie zostawionem.
560 Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało:
Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało,
Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć;
Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć,
A potem między rzędem siedzących i stołem
Jak bilardowa kula toczyła się kołem.
W biegu dotknęła blisko naszego młodziana;
Uczepiwszy falbaną o czyjeś kolana,
Pośliznęła się nieco i w tem roztargnieniu
Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu.
570 Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swem siadła
Pomiędzy nim i stryjem, ale nic nie jadła,
Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek
Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek
Poprawiała, to lekkim dotknieniem się ręki
Muskała włosów pukle i wstąg jasnych pęki.
Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery.
Tymczasem w końcu stoła naprzód ciche szmery,
A potem się zaczęły wpółgłośne rozmowy;
Mężczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy.
580 Asesora z Rejentem wzmogła się uparta 9,
Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta,
Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił
I utrzymywał, że on zająca pochwycił;
Asesor zaś dowodził na złość Rejentowi,
Że ta chwała należy chartu Sokołowi.
Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła
Brali stronę Kusego, albo też Sokoła,
Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne świadki.
Sędzia na drugim końcu do nowej sąsiadki
590 Rzekł półgłosem: "Przepraszam, musieliśmy siadać,
Niepodobna wieczerzy na później odkładać:
Goście głodni, chodzili daleko na pole;
Myśliłem, że dziś z nami nie będziesz przy stole".
To rzekłszy, z Podkomorzym przy pełnym kielichu
O politycznych sprawach rozmawiał po cichu.
Gdy tak były zajęte stołu strony obie,
Tadeusz przyglądał się nieznanej osobie:
Przypomniał, że za pierwszym na miejsce wejrzeniem
Odgadnął zaraz, czyim miało być siedzeniem.
600 Rumienił się, serce mu biło nadzwyczajnie;
Więc rozwiązane widział swych domysłów tajnie!
Więc było przeznaczono, by przy jego boku
Usiadła owa piękność widziana w pomroku.
Wprawdzie zdała się teraz wzrostem dorodniejsza,
Bo ubrana, a ubiór powiększa i zmniejsza.
I włos u tamtej widział krótki, jasnozłoty,
A u tej krucze, długie zwijały się sploty.
Kolor musiał pochodzić od słońca promieni,
Któremi przy zachodzie wszystko się czerwieni.
610 Twarzy wówczas nie dostrzegł, nazbyt rychło znikła,
Ale myśl twarz nadobną odgadywać zwykła;
Myślił, że pewnie miała czarniutkie oczęta,
Białą twarz, usta kraśne jak wiśnie bliźnięta;
U tej znalazł podobne oczy, usta, lica;
W wieku może by była największa różnica:
Ogrodniczka dziewczynką zdawała się małą,
A pani ta niewiastą już w latach dojrzałą;
Lecz młodzież o piękności metrykę nie pyta,
Bo młodzieńcowi młodą jest każda kobiéta,
620 Chłopcowi każda piękność zda się rówiennicą,
A niewinnemu każda kochanka dziewicą.
Tadeusz, chociaż liczył lat blisko dwadzieście
I od dzieciństwa mieszkał w Wilnie, wielkim mieście,
Miał za dozorcę księdza, który go pilnował
I w dawnej surowości prawidłach wychował.
Tadeusz zatem przywiozł w strony swe rodzinne
Duszę czystą, myśl żywą i serce niewinne,
Ale razem niemałą chętkę do swywoli.
Z góry już robił projekt, że sobie pozwoli
630 Używać na wsi długo wzbronionej swobody;
Wiedział, że był przystojny, czuł się rześki, młody,
A w spadku po rodzicach wziął czerstwość i zdrowie.
Nazywał się Soplica; wszyscy Soplicowie
Są, jak wiadomo, krzepcy, otyli i silni,
Do żołnierki jedyni, w naukach mniej pilni.
Tadeusz się od przodków swoich nie odrodził:
Dobrze na koniu jeździł, pieszo dzielnie chodził,
Tępy nie był, lecz mało w naukach postąpił,
Choć stryj na wychowanie niczego nie skąpił.
640 On wolał z flinty strzelać albo szablą robić;
Wiedział, że go myślano do wojska sposobić,
Że ojciec w testamencie wyrzekł taką wolę;
Ustawicznie do bębna tęsknił, siedząc w szkole.
Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmienił,
Kazał, aby przyjechał i aby się żenił,
I objął gospodarstwo; przyrzekł na początek
Dać małą wieś, a potem cały swój majątek.
Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety
Ściągnęły wzrok sąsiadki, uważnej kobiety.
650 Zmierzyła jego postać kształtną i wysoką,
Jego ramiona silne, jego pierś szeroką
I w twarz spójrzała, z której wytryskał rumieniec,
Ilekroć z jej oczyma spotkał się młodzieniec:
Bo z pierwszej lękliwości całkiem już ochłonął
I patrzył wzrokiem śmiałym, w którym ogień płonął.
Również patrzyła ona, i cztery źrenice
Gorzały przeciw sobie jak roratne świéce.
Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę;
Wracał z miasta, ze szkoły: więc o książki nowe,
660 O autorów pytała Tadeusza zdania
I ze zdań wyciągała na nowo pytania;
Cóż gdy potem zaczęła mówić o malarstwie,
O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie!
Dowiodła, że zna równie pędzel, noty, druki;
Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki,
Lękał się, by nie został pośmiewiska celem,
I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem.
Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi;
Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi,
670 Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach:
O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach,
I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić,
By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić.
Tadeusz odpowiadał śmielej, szła rzecz daléj,
W pół godziny już byli z sobą poufali;
Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki.
W końcu, stawiła przed nim trzy z chleba gałeczki:
Trzy osoby na wybor; wziął najbliższą sobie;
Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie,
680 Sąsiadka zaśmiała się, lecz nie powiedziała,
Kogo owa szczęśliwa gałka oznaczała.
Inaczej bawiono się w drugim końcu stoła,
Bo tam, wzmógłszy się nagle, stronnicy Sokoła
Na partyję Kusego bez litości wsiedli:
Spór był wielki, już potraw ostatnich nie jedli.
Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony,
A najstraszniej pan Rejent był zacietrzewiony:
Jak raz zaczął, bez przerwy rzecz swoję tokował
I gestami ją bardzo dobitnie malował.
Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie,
Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie,
Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem.
690 (Był dawniej adwokatem pan rejent Bolesta,
Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta).
Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie,
Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie,
Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem.
Właśnie rzecz kończył: "Wyczha! puściliśmy razem
Ja i Asesor, razem, jakoby dwa kórki
Jednym palcem spuszczone u jednej dwórórki;
Wyczha! poszli, a zając jak struna - smyk w pole,
Psy tuż (to mówiąc, ręce ciągnął wzdłuż po stole
700 I palcami ruch chartów przedziwnie udawał),
Psy tuż, i hec! od lasu odsadzili kawał;
Sokoł smyk naprzód, rączy pies, lecz zagorzalec,
Wysadził się przed Kusym o tyle, o palec;
Wiedziałem, że spudłuje; szarak, gracz nie lada,
Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada;
Gracz szarak! skoro poczuł wszystkie charty w kupie,
Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie,
A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy,
Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mój Kusy
710 Cap !!" - tak krzycząc pan Rejent, na stół pochylony,
Z palcami swemi zabiegł aż do drugiej strony
I "cap!" - Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem.
Tadeusz i sąsiadka, tym głosu wybuchem
Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy,
Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy,
Jako wierzchołki drzewa powiązane społem,
Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem
Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły,
I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.
720 Tadeusz, by nie zdradzić swego roztargnienia:
"Prawda - rzekł - mój Rejencie, prawda, bez wątpienia,
Kusy piękny chart z kształtu, jeśli równie chwytny..."
"Chwytny? - krzyknął pan Rejent. - Mój pies faworytny
Żeby nie miał być chwytny?" Więc Tadeusz znowu
Cieszył się, że tak piękny pies nie ma narowu,
Żałował, że go tylko widział idąc z lasu
I że przymiotów jego poznać nie miał czasu.
Na to zadrżał Asesor, puścił z rąk kieliszek,
Utopił w Tadeusza wzrok jak bazyliszek.
730 Asesor mniej krzykliwy i mniej był ruchawy
Od Rejenta, szczuplejszy i mały z postawy,
Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku,
Bo powiadano o nim: ma żądło w języku.
Tak dowcipne żarciki umiał komponować,
Iżby je w kalendarzu można wydrukować:
Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniej człek dostatni,
Schedę ojca swojego i majątek bratni,
Wszystko strwonił, na wielkim figurując świecie;
Teraz wszedł w służbę rządu, by znaczyć w powiecie.
740 Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy,
Już to że odgłos trąbki i widok obławy
Przypominał mu jego lata młodociane,
Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane;
Teraz mu z całej psiarni dwa charty zostały,
I jeszcze z tych jednemu chciano przeczyć chwały.
Więc zbliżył się i, z wolna gładząc faworyty,
Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity:
"Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu...
Ogon też znacznie chartom pomaga do pędu,
750 A Pan kusość uważasz za dowód dobroci?
Zresztą zdać się możemy na sąd Pańskiej cioci.
Choć pani Telimena mieszkała w stolicy
I bawi się niedawno w naszej okolicy,
Lepiej zna się na łowach niż myśliwi młodzi:
Tak to nauka sama z latami przychodzi".
Tadeusz, na którego niespodzianie spadał
Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic nie gadał,
Lecz patrzył na rywala coraz straszniej, srożéj...
Wtem, wielkim szczęściem, dwakroć kichnął Podkomorzy.
760 "Wiwat!" - krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił
I z wolna w tabakierę palcami zadzwonił:
Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa,
A w środku jej był portret króla Stanisława.
Ojcu Podkomorzego sam król ją darował,
Po ojcu Podkomorzy godnie ją piastował;
Gdy w nię dzwonił, znak dawał, że miał głos zabierać;
Umilkli wszyscy i ust nie śmieli otwierać.
On rzekł:
"Wielmożni Szlachta, Bracia Dobrodzieje!
770 Forum myśliwskiem tylko są łąki i knieje,
Więc ja w domu podobnych spraw nie decyduję
I posiedzenie nasze na jutro solwuję,
I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwolę.
Woźny! odwołaj sprawę na jutro na pole.
Jutro i Hrabia z całym myślistwem tu zjedzie,
I Waszeć z nami ruszysz, Sędzio, mój sąsiedzie,
I pani Telimena, i panny, i panie,
Słowem, zrobim na urząd wielkie polowanie;
I Wojski towarzystwa nam też nie odmówi".
780 To mówiąc tabakierę podawał starcowi.
Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział,
Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział,
Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania,
Bo nikt lepiej nad niego nie znał polowania.
On milczał, szczyptę wziętą z tabakiery ważył
W palcach i długo dumał, nim ją w końcu zażył;
Kichnął, aż cała izba rozległa się echem,
I potrząsając głową rzekł z gorzkim uśmiechem:
"O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi!
790 Cóż by to o tym starzy mówili myśliwi,
Widząc, że w tylu szlachty, w tylu panów gronie
Mają sądzić się spory o charcim ogonie;
Cóż by rzekł na to stary Rejtan, gdyby ożył?
Wróciłby do Lachowicz i w grób się położył!
Co by rzekł wojewoda Niesiołowski stary 10,
Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary
I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim,
I ma sto wozów sieci w zamku worończańskim,
A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze.
800 Nikt go na polowanie uprosić nie może,
Białopiotrowiczowi samemu odmówił! 11
Bo cóż by on na waszych polowaniach łowił?
Piękna byłaby sława, ażeby pan taki
Wedle dzisiejszej mody jeździł na szaraki!
Za moich, panie, czasów w języku strzeleckim
Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk zwany był zwierzem szlacheckim,
A zwierzę nie mające kłów, rogów, pazurów
Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów;
Żaden pan nigdy przyjąć nie chciałby do ręki
810 Strzelby, którą zhańbiono, sypiąc w nią śrut cienki!
Trzymano wprawdzie chartów, bo z łowów wracając,
Trafia się, że spod konia mknie się biedak zając;
Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze
I na konikach małe goniły panicze
Przed oczami rodziców, którzy te pogonie
Ledwie raczyli widzieć, cóż kłócić się o nie!
Więc niech Jaśnie Wielmożny Podkomorzy raczy
Odwołać swe rozkazy i niech mi wybaczy,
Że nie mogę na takie jechać polowanie
820 I nigdy na niem noga moja nie postanie!
Nazywam się Hreczecha, a od króla Lecha
Żaden za zającami nie jeździł Hreczecha".
Tu śmiech młodzieży mowę Wojskiego zagłuszył.
Wstano od stołu; pierwszy Podkomorzy ruszył;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy;
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży;
Za nim szedł kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie,
Sędzia u progu rękę dał Podkomorzynie,
Tadeusz Telimenie, Asesor Krajczance,
830 A pan Rejent na końcu Wojskiej Hreczeszance.
Tadeusz z kilku gośćmi poszedł do stodoły,
A czuł się pomieszany, zły i niewesoły,
Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki:
Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki,
A szczególniej mu słowo "ciocia" koło ucha
Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha.
Pragnąłby u Woźnego lepiej się wypytać
O pani Telimenie, lecz go nie mógł schwytać;
Wojskiego też nie widział, bo zaraz z wieczerzy
840 Wszyscy poszli za gośćmi, jak sługom należy,
Urządzając we dworze izby do spoczynku.
Starsi i damy spały we dworskim budynku,
Młodzież Tadeuszowi prowadzić kazano,
W zastępstwie gospodarza, w stodołę na siano.
W pół godziny tak było głucho w całym dworze
Jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze;
Ciszę przerywał tylko głos nocnego stróża.
Usnęli wszyscy. Sędzia sam oczu nie zmruża:
Jako wódz gospodarstwa obmyśla wyprawę
850 W pole i w domu przyszłą urządza zabawę.
Dał rozkaz ekonomom, wójtom i gumiennym,
Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym,
I musiał wszystkie dzienne rachunki przezierać,
Nareszcie rzekł Woźnemu, że się chce rozbierać.
Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity 12,
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity,
Z jednej strony złotogłów w purpurowe kwiaty,
Na wywrót jedwab czarny, posrebrzany w kraty;
Pas taki można równie kłaść na strony obie:
860 Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie.
Sam Woźny umiał pas ten odwiązywać, składać;
Właśnie tym się zatrudniał i kończył tak gadać:
"Cóż złego, że przeniosłem stoły do zamczyska?
Nikt na tem nic nie stracił, a Pan może zyska,
Bo przecież o ten zamek dziś toczy się sprawa.
My od dzisiaj do zamku nabyliśmy prawa,
I mimo całą strony przeciwnej zajadłość
Dowiodę, że zamczysko wzięliśmy w posiadłość.
Wszakże kto gości prosi w zamek na wieczerzę,
870 Dowodzi, że posiadłość tam ma albo bierze;
Nawet strony przeciwne weźwiemy na świadki:
Pamiętam za mych czasów podobne wypadki".
Już Sędzia spał. Więc Woźny cicho wszedł do sieni,
Siadł przy świecy i dobył książeczkę z kieszeni,
Która mu jak Ołtarzyk złoty zawsze służy,
Której nigdy nie rzuca w domu i w podróży.
Była to trybunalska wokanda 13: tam rzędem
Stały spisane sprawy, które przed urzędem
Woźny sam głosem swoim przed laty wywołał
880 Albo o których później dowiedzieć się zdołał.
Prostym ludziom wokanda zda się imion spisem,
Woźnemu jest obrazów wspaniałych zarysem.
Czytał więc i rozmyślał: Ogiński z Wizgirdem,
Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogierdem,
Radziwiłł z Wereszczaką, Giedrojć z Rodułtowskim,
Obuchowicz z kahałem, Juracha z Piotrowskim,
Maleski z Mickiewiczem, a na koniec Hrabia
Z Soplicą: i czytając, z tych imion wywabia
Pamięć spraw wielkich, wszystkie procesu wypadki,
890 I stają mu przed oczy sąd, strony i świadki;
I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym,
W granatowym kontuszu stał przed trybunałem;
Jedna ręka na szabli, a drugą do stoła
Przywoławszy dwie strony: "Uciszcie się!" woła.
Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału
Usnął ostatni w Litwie Woźny trybunału.
Takie były zabawy, spory w one lata
Śród cichej wsi litewskiej, kiedy reszta świata
We łzach i krwi tonęła, gdy ów mąż, bóg wojny,
900 Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny,
Wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebrnych,
Od puszcz libijskich latał do Alpów podniebnych,
Ciskając grom po gromie: w Piramidy, w Tabor,
W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycięstwo i Zabor
Biegły przed nim i za nim. Sława czynów tylu,
Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu
Szła hucząc ku północy, aż u Niemna brzegów
Odbiła się, jak od skał, od Moskwy szeregów,
Które broniły Litwę murami żelaza
910 Przed wieścią dla Rosyi straszną jak zaraza.
Przecież nieraz nowina, niby kamień z nieba,
Spadała w Litwę; nieraz dziad żebrzący chleba,
Bez ręki lub bez nogi, przyjąwszy jałmużnę,
Stanął i oczy wkoło obracał ostróżne.
Gdy nie widział we dworze rosyjskich żołnierzy
Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy,
Wtenczas, kim był, wyznawał: był legijonistą,
Przynosił kości stare na ziemię ojczystą,
Której już bronić nie mógł... Jak go wtenczas cała
920 Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała,
Zanosząc się od płaczu! On za stołem siadał
I dziwniejsze od baśni historyje gadał.
On opowiadał, jako jenerał Dąbrowski
Z ziemi włoskiej stara się przyciągnąć do Polski,
Jak on rodaków zbiera na Lombardzkiem polu;
Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu
I zwycięzca, wydartych potomkom Cezarów
Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów 14;
Jak Jabłonowski zabiegł, aż kędy pieprz rośnie 15,
930 Gdzie się cukier wytapia i gdzie w wiecznej wiośnie
Pachnące kwitną lasy; z legiją Dunaju
Tam wódz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju.
Mowy starca krążyły we wsi po kryjomu;
Chłopiec, co je posłyszał, znikał nagle z domu,
Lasami i bagnami skradał się tajemnie,
Ścigany od Moskali, skakał kryć się w Niemnie
I nurkiem płynął na brzeg Księstwa Warszawskiego,
Gdzie usłyszał głos miły: "Witaj nam, kolego!"
Lecz nim odszedł, wyskoczył na wzgórek z kamienia
940 I Moskalom przez Niemen rzekł: "Do zobaczenia!"
Tak przekradł się Gorecki, Pac i Obuchowicz,
Piotrowski, Obolewski, Rożycki, Janowicz,
Mirzejewscy, Brochocki i Bernatowicze,
Kupść, Gedymin i inni, których nie policzę;
Opuszczali rodziców i ziemię kochaną,
I dobra, które na skarb carski zabierano.
Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru
Przyszedł, i kiedy bliżej poznał panów dworu...
Gazetę im pokazał wyprutą z szkaplerza;
950 Tam stała wypisana i liczba żołnierza,
I nazwisko każdego wodza legijonu,
I każdego z nich opis zwycięstwa lub zgonu.
Po wielu latach pierwszy raz miała rodzina
Wieść o życiu, o chwale i o śmierci syna;
Brał dom żałobę, ale powiedzieć nie śmiano,
Po kim była żałoba, tylko zgadywano
W okolicy; i tylko cichy smutek panów
Lub cicha radość była gazetą ziemianów.
Takim kwestarzem tajnym był Robak podobno:
960 Często on z panem Sędzią rozmawiał osobno;
Po tych rozmowach zawsze jakowaś nowina
Rozeszła się w sąsiedztwie. Postać Bernardyna
Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze
Chodził i nie w klasztornym zestarzał się murze.
Miał on nad prawym uchem, nieco wyżej skroni,
Bliznę wyciętej skóry na szerokość dłoni
I w brodzie ślad niedawny lancy lub postrzału;
Ran tych nie dostał pewnie przy czytaniu mszału.
Ale nie tylko groźne wejrzenie i blizny,
970 Lecz sam ruch i głos jego miał coś żołnierszczyzny.
Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwracał się rękami
Od ołtarza do ludu, by mówić: "Pan z wami",
To nieraz tak się zręcznie skręcił jednym razem,
Jakby "prawo w tył" robił za wodza rozkazem,
I słowa liturgiji takim wyrzekł tonem
Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem;
Postrzegali to chłopcy służący mu do mszy.
Spraw także politycznych był Robak świadomszy
Niźli żywotów świętych, a jeżdżąc po kweście,
980 Często zastanawiał się w powiatowem mieście;
Miał pełno interesów: to listy odbierał,
Których nigdy przy obcych ludziach nie otwierał,
To wysyłał posłańców, ale gdzie i po co,
Nie powiadał; częstokroć wymykał się nocą
Do dworów pańskich, z szlachtą ustawicznie szeptał
I okoliczne wioski dokoła wydeptał,
I w karczmach z wieśniakami rozprawiał niemało,
A zawsze o tem, co się w cudzych krajach działo.
Teraz Sędziego, który już spał od godziny,
990 Przychodzi budzić; pewnie ma jakieś nowiny.


Wiersze są ponumerowane, i na przykład Pan Kotesiewicz by narysował ołówkiem na papierze 10 scen w miarę spójnych a Pan Bacyrki by opisywał na komputerze. I się porówna kto prawdziwiej przedstawił od drugiego a kto mniej prawdziwiej od tego drugiego. Znaczy się na odwrót.

I ten wygra.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niepoprawna




Dołączył: 11 Gru 2011
Posty: 1671
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:05, 19 Gru 2011    Temat postu:

krowa napisał:

No właśnie. I dlatego nie wnikając w prawnomówność spróbujmy wyłowić z poniższego tekstu 10 w miarę spójnych zdarzeń, i jeden z panów uruchamiałby wyobraźnię a drugi wspierał z pomocą papieru i ołówka. I potem się porówna:



muuuu! ;-P


Ostatnio zmieniony przez Niepoprawna dnia Pon 19:48, 19 Gru 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Przerażony
Gość






PostWysłany: Wto 8:41, 20 Gru 2011    Temat postu:

Panie Kotasiński, debata dotyczy analizy Pańskiego twierdzenia o prawdzie absolutnej, a nie mojego, dlatego kiedy Pan zarzucił mi przeinaczenie, odebrałem ten zarzut, jakobym przeinaczył Pana twierdzenie. Nie przyszło mi do głowy, że Pan zarzuca mi przeinaczenie mojej wypowiedzi i muszę sie Panu przyznać, że i teraz zupełnie nie rozumiem po czym Pan rozpoznaje, że to co piszę od siebie jest przeinaczone i od czego przeinaczone. Ale rozważanie tych meandrów Pańskiej tajemniczej dla mnie wiedzy, nie należy do tematu naszej debaty, więc pozostaję na tym wyjaśnieniu.

Panie Kotasiński, skoro mój kontrargument wykazujący sprzeczność wewnętrzną Pańskiego twierdzenia przedstawiony równaniem X=~X, okazał się dla Pana abstrakcją na tyle niezrozumiałą, że nie uznał Pan za stosowne w ogóle się do niego odnieść, to wyjaśnię istotę tego równania na przykładach.

1. Osoba dokonuje na kalkulatorze działania: 415/83=5. Wynik tego działania wedle Pańskiego twierdzenia o prawdzie absolutnej nie może być prawdą absolutną, ponieważ z Pańskiej definicji, prawdą absolutną jest tylko to, co zostało poddane samosprawdzeniu przez osobę.

2. Osoba dokonuje działania ołówkiem na kartce: 415/83=5. Wynik tego działania wedle Pańskiego twierdzenia o prawdzie absolutnej jest prawdą absolutną, ponieważ zgodnie z Pańską definicją prawdy absolutnej został poddany samosprawdzeniu przez osobę.

3. Zestawienie tych dwóch punktów daje nam równanie: [(415/83=5)=~ (415/83=5)]=(X=~X) Lewa strona równania (415/83=5), to działanie samosprawdzone ołówkiem na kartce i wedle Pańskiej definicji prawdy absolutnej, jest prawdą absolutną. Prawa strona działania (415/83=5), to działanie na kalkulatorze i wedle Pańskiej definicji prawdy absolutnej, nie jest prawdą absolutną, ponieważ nie jest samosprawdzone.

4. Pańskie twierdzenie o prawdzie absolutnej zawiera Pańską definicję absolutu, z której to definicji wynika, że absolut zawiera wszystko. Skoro zawiera wszystko, to zawiera również obydwa działania, niesamosprawdzone działanie z kalkulatora i samosprawdzone działanie z kartki. W ten sposób z definicji Pańskiej prawdy absolutnej wynika, że prawdą absolutną jest, iż wynik tego działania (415/83=5) jest prawdziwy i jednocześnie prawdą absolutną jest, że wynik tego działania (415/83=5) jest nieprawdziwy. A to, Panie Kotasiński, jest sprzeczność, która wykazuje, że Pańskie twierdzenie o prawdzie absolutnej prowadzi do sprzecznych ze sobą ocen tej samej rzeczy. Czyli Pańska teoria o prawdzie absolutnej jest sprzeczna wewnętrznie, a tym samym nie może być teorią obiektywną naukowo, a tylko Pańskim subiektywnym poczuciem racji, które nie ma nic wspólnego z nauką.

Dodam jeszcze komentarz, w którym chcę zaznaczyć, że analizie poddane tu są działania matematyczne, których istnienie jest faktem obiektywnym. Nie rozważamy tu subiektywnych odczuć osób dotyczących tych działań matematycznych. Można jeszcze dodać, że ludzie popełniają błędy i obliczenie na kartce daje większe statystycznie prawdopodobieństwo błędu od kalkulatora, tak, że pewność samosprawdzenia jest bardziej iluzoryczna od pewności wyniku z kalkulatora. A nie mając pewności wyniku działania, tym bardziej nie można mieć pewności prawdy absolutnej, czymkolwiek by była i nie była ta prawda.

Panie Kotasiński, jeżeli to ma być debata naukowa, to poza Pańskimi subiektywnymi ocenami Pańskiej teorii o prawdzie absolutnej i subiektywną oceną jakości moich kontrargumentów , musi Pan odnieść się merytorycznie do moich kontrargumentów. Merytorycznie, to znaczy usunąć matematyczną sprzeczność, którą wykazałem.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kawiarnia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 32, 33, 34  Następny
Strona 1 z 34

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin