Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Armia biedaków - wyzwaniem dla wolnorynkowej ekonomii

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16328
Przeczytał: 103 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:14, 27 Lis 2011    Temat postu: Armia biedaków - wyzwaniem dla wolnorynkowej ekonomii

Wolnorynkowy paradygmat stwierdza, że ludzie działający w warunkach wolnego rynku będą poprawiać swój byt, dokonując poprawnych wyborów konsumenckich. Jednocześnie otoczenie ze strony firm będzie doskonalić dzięki temu swoją ofertę, co ostatecznie powinno dawać efekt wzrostu poziomu życia, zamożności, ogólnie wskaźników cywilizacyjnych.
W tymże ujęciu problem nierówności społecznych jest traktowany jako naturalny - tzn. nierówności są niezbędne jako efekt dostosowań - ci lepsi zostają, słabsi odpadają - tak ma być!
Niestety, ale nie wszystko jest takie proste, jak w głowach akademików. Einstein mawiał, ze teoria powinna być tak prosta, jak to tylko możliwe - ALE NIE PROSTSZA. Czasami trzeba umieć policzyć wszystkie koszty - nie tylko te pierwsze widoczne bezpośrednio.
Bo bezduszne, twarde, oparte o zasadę "kto cwańszy ten lepszy" podejście generuje dodatkowe koszty, które ostatecznie potrafia zniweczyć oczekiwany pozytywny efekt zasady opartej wyłącznie na wyborach konsumenckich.
Doświadczenie pokazuje, że jednak większość ludzi nie jest jakoś szczególnie cwana, umiejaca obracać się w biznesie, odpowiednio wymagająco i roszczeniowa. Często też nawet nie jest na wystarczającym poziomie wykształcona i wydajna (to tez, niestety, fakt) Ale takich ludzi jest większość.
Z rynkowej zasady odsiewu wynika, że większość ludzi będzie zagrożona degradacją - oni faktycznie okażą się słabsi. Ale czy zginą - podobnie jak niedostosowane gatunki w ewolucji opisanej przez Darwina?
- ano nie tak łatwo i nie tak szybko. Ludzie potrafią przetrwać wiele i zapewne zamiast "grzecznie" uznać swoją "gorszość" i szybko przenieść się na tamten świat, robiąc miejsce dla zwycięzców, zasilą slumsy, a potem może zbrojne bandy. Ostatecznie trafią do więzień, czasem na krzesło elektryczne. Bo jakoś tak jest (wcale nie dziwnie), że w krajach o dużych nierównościach społecznych więzienia szybciej się zapełniają, przemocy też jest więcej. I trudno się dziwić, bo jak ktoś widzi, że ciężko harując nie jest w stanie przez miesiąc zarobić sumy, którą biznesowy cwaniak zarabia w godzinę, to naturalnym pomysłem jest chwycenie za nóż, czy pistolet i odebranie "swojego". Że nie zgodne z prawem i obyczajami? - a co ma ktoś do stracenia?...
I tu pojawia się podstawowy problem polityki nierówności - LUDZIE NIE MAJĄCY NIC DO STRACENIA.
Bo dla gospodarki, dla bezpieczeństwa tacy osobnicy są niebezpieczni na wiele sposobów. Oni nie tylko mają większa podatność na "zabawę" w formie przemocy, ale też mniej się boją kar (ich życiu już jest karą, więc co to za różnica, czy w nędzy na wolności, czy w więzieniu?...), są ogólnie mniej "sterowalni". Dlatego na ludzi od pewnego poziomu ubóstwa kary nie będą zbytnio działać. I nie wiadomo co z tymi ludźmi robić - rozstrzeliwać?...
Wolnorykowcy nie potrafią najczęściej myśleć szerzej i głębiej. Liczą swoje proste koszty, operują na bardzo uproszczonym modelu - z grubsza normalnych ludzi, którzy tylko coś kupują, lub nie; produkują lepiej, lub gorzej. Problem jest jednak tam, gdzie już ten prosty model nie sięga - w zjawiskach poza prawem, obok prawa. To są tzw. efekty nieliniowe, czyli dodatkowo powstające, dając narzut na prostą zależność.
Na więzienia trzeba płacić. Na policję i sądy - też. Kto ma płacić?... najlepiej wszyscy. Ale jak przyciśniemy do tego biednych w tej samej kwocie co bogatych, to biedni będą musieli zacząć kraść - czyli sami pójda do więzień. Czy chcemy mieć 80% kraju w więzieniu?
Wolnorynkowcy wskazują przykład komuny z systemem policyjnym. Ale zapewnienie porządku w warunkach silnej nierówności, też wymaga potężnej policji i więziennictwa. Bo ludzie są, jacy są. Nie każdy biedę zniesie jak święty - zagryzając zęby i wiodąc szlachetne, ubogie życie.
Kto zyskuje najbardziej na propagowaniu wolnorynkowej twardości, bezduszności wobec biednych?
Raczej nie biedacy. I tez nie zwykła klasa średnia, bo im jeszcze trudno będzie się obronić przed armią przestępców. Mogą czuć się dobrze co najwyżej ci naj najbogatsi - których stać będzie na mieszkanie w dzielnicach za murami, latanie helikopterami i utrzymywanie armii ochroniarzy. Koszty bezduszności zapłaci 95% społeczeństwa. Ale o tym wolnorynkowi ideolodzy nie lubią myśleć.


A tymczasem recepta jest prosta. Choć wymaga odejścia od ortodoksji wolnorynkowej. Bo nie wszystko co się samo reguluje musi być od razu dobre. Gdyby tak było, to powinniśmy przestać leczyć choroby - wszak ten co umrze, zapewne jest słabszy i miał umrzeć, a ten co przeżyje, daje dowód swojej wartości.
Recepta na względny spokój i zarządzalność obywatelami państwa brzmi - - utrzymać jak najwięcej ludzi powyżej progu nędzy!
Nawet jeśli trzeba trochę dołożyć, dopłacić, choć da się przecież z biedaka wycisnąć więcej. Nawet jeśli okazał się głupszy, słabszy i nie wykorzystał swojej pozycji w negocjacjach. Nawet jeśli w końcu trzeba by mu czasem dołożyć całkiem za nic. Nawet jeśli to nie do końca "ekonomiczne" (w pierwszym spojrzeniu). Ale się opłaci, bo mając obok siebie człowieka, który jednak ma coś do stracenia, który umie odróżnić pozytywnie życie na wolności, od życia w więzieniu, który zareaguje na karę finansową (bo jest mu ją z czego wyegzekwować). Bo tu chodzi o coś więcej, niż prosty mechanizm regulowany zyskiem i stratą cżłowieka. Aby ten człowiek zaczął w odpowiedni sposób reagować, musi znaleźć się w stanie, gdy jest finansowo stabilny. Bo człowiek, który haruje cały dzień tylko na bułkę i mleko prędzej czy później musi dojść do wniosku, ze lepiej od niego ma ptak, czy zając, szukający sobie pokarmu od przypadku do przypadku, a nie zaharowany przez 8 godzin. Ludzie sterowalni, to tacy ludzie, którzy jednak mają coś do stracenia, mają jakieś cele, do którym realnie są w stanie zmierzać. Bo jak te cele przestaną być realne, to naturalnym wnioskiem staje się koncepcja - to ja pójdę w świat i popróbuję cokolwiek - może coś ukradnę, może znajdę, ale pewnie wszędzie będzie lepiej, niż tak jak jest teraz. I chodzi o to, żeby takie myślenie nie wyglądało sensownie.

W dzisiejszym świecie często 10% ludzi ma 90% środków finansowych. Gdyby z owych 90% zabrać tylko 5% (kwota praktycznie niezbyt widoczna, bo to tylko 1/18, to byt pozostałych 90% można by powiększyć aż o 50%! Gdyby te środki przeznaczyć głównie na wsparcie jakichś 30% absolutnie najbiedniejszych, to pewnie dałoby się poprawić ich byt więcej niż 2, 3-krotnie. Często wyciągnąć z nędzy, nadać sens życiu, dać ich dzieciom szanse na start w życie i często wprowadzić do obiegu gospodarczego!
I to 90% populacji! Tak wiele korzyści, za tak niewielką stratę!
I to by się tez ostatecznie DODATKOWO opłaciło (pewnie zwrotem owych 1/18)!
- w wydatkach na więzienia
- w wydatkach na ochronę (bo najedzony biedak nie musi już chwytać za nóż, czy pistolet)
- w zyskaniu masy konsumentów, dających wkład do obrotu gospodarczego.
Ale do tego trzeba by więcej serca, więcej człowieczeństwa. Trzeba może mniej chcieć po dupkowatemu "czuć się na szczycie", a bardziej poczuć ludzkie współczucie i solidarność z cierpiącymi.
Ale na to trudno jest liczyć u rządzących dzisiejszym światem: bogaczy - mistrzów egoizmu. Przecież wtedy nie mieliby tego poczucia dominacji, nie dowartościowaliby się jako zwycięzcy. Więc wolą świat z wielką masą cierpienia bliźnich, za to z ciut większym własnym poczuciem tryumfu.
Chyba, że to o to właśnie superegoistom chodzi?... Że im tryumf wydaje się tym większy, im więcej cierpią pozostali?... Jeśli tak jest, jeśli ci ludzie "żywią się" emocjonalnie cierpieniem rzesz swoich bliźnich, to nędza duchowo - moralna owych mistrzów egoizmu jest trudna do wypowiedzenia.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 12:45, 29 Lis 2011, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin