Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego ludzie boją się wolnego rynku?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14408
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:33, 23 Paź 2011    Temat postu: Dlaczego ludzie boją się wolnego rynku?

Kolejne wybory w Polsce pokazały, że ugrupowania skrajnie wolnorynkowe nie cieszą się zaufaniem wyborców. Pojawia się dość oczywiste pytanie: czy ludzie nie popierają zaawansowanych wolnorynkowo rozwiązań z głupoty, czy należy to uznać za zdrowy rozsądek?
- W moim przekonaniu - jednak raczej ta druga opcja.
A argumenty mam następujące.
Co proponują wolnorynkowcy - libertarianie?
Ano tyle, że państwo ma się nie mieszać do gospodarki, obowiązuje wolność umów i podstawowym mechanizmem decydującym o związkach gospodarczych ma być wolny wybór konsumencki. Ten wybór ma wszystko "załatwić" - czyli po jakimś czasie mają zostać sprawdzeni, dobrzy producenci i usługodawcy, bo tylko tacy znajdą nabywców na swoje produkty. Tyle wolnorynkowa teoria. Jak to jednak widać ze strony praktyki?...
- Ano praktycznie już sytuacja dla konsumenta wcale taka różowa nie jest. Wyobraźmy sobie, ze kupujemy zabawkę dla swojego dziecka. Nagle, po paru miesiącach zabawy okazuje się, że dziecko ma ciężką chorobę.. Za parę tygodni umiera. Potem okazuje się jeszcze, że zabawka zawierała szkodliwe substancje, które spowodowały chorobę i śmierć. Co teraz rodzic ma do zrobienia?
- ano ścigać producenta od strony prawnej. Załóżmy, że prawo działa doskonale - udaje nam się wsadzić złego producenta za kratki, a do tego wywalczyć sute odszkodowanie. Z punktu widzenia wolnorynkowców system zadziałał skutecznie - oto mamy odpowiedzialność za niewłaściwe postępowanie, mamy odplatę w pieniądzach (bo to pieniądze są tym medium, które o wszystkim decyduje i wszystko załatwia).
Jednak z punktu widzenia rodzica zmarłego dziecka sprawa wygląda zupełnie inaczej. Pieniądze dziecku życia nie zwrócą. Więzienie złego producenta - też. Poza tym, być moze to nie była do końca wina producenta - może jakiegoś poddostawcy, może po prostu braku możliwości wykrycia szkodliwości owej substancji. Może być tak, że producent się wywinie. Albo, czując pismo nosem, wcześniej się gdzieś wyniesie na antypody i szukaj wiatru w polu.
Dla konsumenta postawienie sprawy w stylu: odpowiedzialność ponosi ktoś pozwany za szkodę, jest wyraźnie bliska przysłowiu "mądry Polak po szkodzie".
Ludzie - całkiem zdroworozsądkowo - domagają się MYŚLENIE PRZED (!) EW. WYPADKIEM, oczekują pojawienia się jakiejś instytucji, która - zamiast odgrywać jedne krzywdy, nowymi obciazeniami ludzi, zminimalizuje ryzyko nieszczęść. Dlatego coraz to pojawiają się głosy "zakazać tego", "zakazać tamtego", a był nawet jeden co proponowal "zakazać wszystkiego"...
Bez względu na głupotę części owych ludzkich oczekiwań (niektórzy jakoś nie przyjmują do wiadomości, że zakazywanie nie zawsze okazuje się skuteczne, a poza tym ma brzydki skutki uboczne), jednak istotny sens w tym jest - rozsądny człowiek stara się raczej zabezpieczyć przed szkodą, a nie brać wszystko w ciemno, a potem próbować odgrywać się na winnych (w końcu gdyby w mojej zmyślonej historyjce zmarła cała rodzina, to pewnie nie byłoby komu pozywać owego producenta i by mu się upiekło w tym przypadku|).
Ludzie oczekują więc, że PODSTAWOWYM mechanizmem będzie najpierw monitorowanie i ewentualne zabronienie złych zachowań, a nie martwienie się po szkodzie. I to jest rozsądne. Przynajmniej w większości sytuacji.

Bo jednym z podstawowych zadań nowoczesnego państwa jest przewidywanie zagrożeń! A potem oczywiście takie działanie, aby do nieszczęść nie dochodziło. Tego oczekują od państwa obywatele.

Tymczasem dążenie do jak największej wolności umów jest drogą właśnie w przeciwnym kierunku - mniej (sensownych) ograniczeń na początku, to większe problemy później. To jest trochę tak, jak z doświadczonym i początkującym fachowcem. Młodzik, który niewiele wie, weźmie się od razu za robotę, przygotowania, sprawdzenia na początku mu będą przeszkadzać. I pewno szybko tę robotę wykona. Problem w tym, że istnieje jakaś tam klasa zagrożeń, które zdarzają się nie nagminnie, ale co jakiś czas - np. doświadczenie wskazuje, że elektrycy partaczą robotę w jakichś przypadkach, więc lepiej sprawdzić przed wierceniem, czy przewody w ścianie rzeczywiście idą tak, jak powinny, albo że użyto złych materiałów (też sprawdzamy, tracąc na to czas). Pełna wolność, to pełne wystawienie na zagrożenia.
Oczywiście ograniczenia mogą być mądre, albo i nie. I na pewno wiele istniejących ograniczeń w gospodarce jest złych, niesprawiedliwych, wylobbowanych przez cwaniaków żerujących na ludzkiej niewiedzy. Ale to nie zmienia ogólnej reguły, że warto jest doświadczenie wielu ludzi przekuwać na pewne zasady, które sprowadzą się do ograniczeń zabezpieczających ludzkie życie, zdrowie, mienie, czy choćby sensowność pracy. Wolności będzie mniej, bezpieczeństwa więcej.

Dzisiaj, gdy mi ktoś proponuje, że zawrze ze mną "od początku do końca całkowicie wolną i nie monitorowaną przez nikogo umowę" (np. ubezpieczeniową), to od razu czuję gdzieś światełko. Cholera, może nie wykryję jakiegoś tam sformułowania, jakiegoś tam drobnego druczka, z którego później wyniknie, że zostałem zrobiony na cacy. Dlatego zamiast "całkowicie wolnej umowy", wolałbym "umowę bardzo dobrze sprawdzoną" - przez niezależne instytucje, przez ludzi stąd i stamtąd.W przeciwnym wypadku - albo muszę sobie wyrzucić z życiorysu kilka dni na bardzo (!) dokładne studiowanie wszelkich zapisów owej umowy (co jest dodatkowym kosztem dla mnie i stawia całą imprezę pod znakiem zapytania), albo - co zwykle czynię, bo poświęcenie tych dni życia wymagałoby naprawdę wielkich korzyści w przyszłości - spuszczam owego "wolnego oferenta" na bambus.
Dzisiejsza gospodarka, produkty, usługi staly się bardzo skomplikowane. Tak bardzo, że przeciętny konsument nie potrafi ich ocenić rzetelnie. Zwykle kupuje coś, a potem nie bardzo się orientuje, czy zyskal, czy stracil, czy wszystko było z grubsza na średniaka. To nie te czasy, gdy w miasteczku było 4 szewców, którzy od lat oferowali swoje usługi i dawało się poznać, który z nich jak tam buty szyje. Dzisiaj często kupujemy towary, które dopiero parę miesięcy temu powstały na deskach projektantów, dajem zaufanie firmom, o których nic nie wiemy. Ale też oczekujemy pewnego minimalnego poziomu bezpieczeństwa i - z braku lepszej opcji - zajęciem się sprawą tego bezpieczeństwa zrzucamy na barki państwa. Ma to oczywiście swoje dobre i złe strony, ale takie głupie to wcale nie jest....

W podsumowaniu:
Libertariańskie, skrajnie wolnorynkowe podejście byłoby adekwatne, gdybyśmy mieli stabilne, porównywalne warunki - coś w rodzaju średniowiecznego miasta, gdzie jest grupa rzemieślników oferujących znane w typie produkty i konsumenci, którzy je kupują i porównują. Dzisiejszy świat jednak bardzo się skomplikował. Dzisiaj bardzo wybieramy bez szans na sensowne porównanie, wachlarz zagrań producentów i handlowców wciskających nam swoje produkty bardzo się rozszerzył, techniki psychomanipulacji osiągnęły wielki poziom. Więc trudno się dziwić, że konsument czuje się w tym wszystkich zagrożony, skołowany, często oszukany. Zmienił się świat na tyle, że prosty wolnorynkowy model jest po prostu wysoce nieadekwatny. Zaś zwalanie wszelkich niedoskonałości wolnego rynku na państwo, które coś tam tłamsi, czy reguluje to - przynajmniej w większości przypadków - zwykły wykręt. Tzn. na pewno są sytuacje złego działania państwa, przeregulowanych branż itp. Ale główny problem, w przypadku współczesnych państw, tkwi nie w działaniu "aparatu państwowego ucisku", co w skomplikowaniu mechanizmów współczesnego świata, ekonomii, polityki.
Typowy konsument, który dziś poczuł się oszukany (bo sprzęt popsuł mu się tydzień po czasie gwarancji, bo ostatecznie dostał nie to czego się spodziewał itp.) rzadko ma realny powód pretensji do państwa. To nie państwa spowodowały, że komórki wymienia się co 2 lata, a stare model są niekompatybilne z nowymi, to nie państwa doprowadziły do rozwoju technik reklamowej psychomanipulacji, to nie państwa wreszcie ustalają, że nieostrożne wysłani sms-a potwierdzającego udział w loterii, będzie oznaczało pretekst do wyciągnięcia od nieszczęśnika pieniędzy z jego konta. Świat się skomplikował i ludzie szukają gdzieś ochrony przed cwaniactwem miłośników szybkich (choć niekoniecznie uczciwych) pieniędzy. Szukają jej u państwa, bo nie bardzo mają alternatywę.
Ja przynajmniej nie bardzo widzę kandydata na taką alternatywę.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 18:26, 27 Paź 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin