Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Swoboda umów, a uczciwość - czyli poza granice wolnego rynku

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9450
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:24, 19 Kwi 2013    Temat postu: Swoboda umów, a uczciwość - czyli poza granice wolnego rynku

Znalazłem w sieci interesujący artykuł: [link widoczny dla zalogowanych]

Artykuł chyba warto przeczytać, choćby z tego względu, że ostrzega on przed niektórymi zachowaniami w sieci. Nieostrożny może się naciąć.

Ale mam tu też dodatkową refleksję dotyczącą wiary skrajnych wolnorynkówców w moc wolnorynkowego wyboru, w odsiewczą rolę konsumenckich zachowań.
Przykłady opisane w artykule dość jasno sugerują, że OPŁACA SIĘ oszustom strategia polegająca na postępowaniu w stylu: raz naciąć każdego gościa na odpowiednia sumę i zwinąć biznes po jakimś czasie.
Warto zwrócić uwagę na ten fakt. Wolnorynkowcy zakładają (w moim przekonaniu naiwnie), że wybór konsumencki ma praktycznie nieograniczoną moc kształtowania zachowań gospodarczych. To się może sprawdzało w jakiejś tradycyjnej gospodarce, w średniowiecznym miasteczku, gdzie towary i usługi są powtarzalne, znane. Jeśli w miasteczku jest 10 szewców, to faktycznie, klienci tych szewców mogą migrować od gorszych, do lepszych. Dodatkowo wiele tu też dokłada się pewna kultura, stabilność związków gospodarczych.
W artykule opisano jednak nowy, niezwykle "dynamiczny" typ "biznesu" - opiera się on na celowaniu w niejasności w umowach, interpretacyjne przekłamania itp. Co prawda oszukany klient drugi raz do tego serwisu nie przyjdzie, ale przy masowości napływu nowych klientów, taka oszukańcza stratega może się opłacić. I pewnie się opłaca, jeśli koszty uruchomienia biznesu są relatywnie niskie.

Mój wniosek ogólny jest taki, że świat bardzo się zmienił, skomplikował. Wiele starych modeli stanie się nieadekwatne do nowej sytuacji. Ten przykład jest o tyle ciekawy, że pokazuje praktyczny przykład ZANEGOWANIA DOŚĆ PODSTAWOWEJ ZASADY WOLNEGO RYNKU - zasady, że klient musi wielokrotnie skorzystać z produktu, marki, usługodawcy. Ano - nie musi. Skoro nie musi, to WALI SIĘ CAŁA KONCEPCJA!
Wolny rynek pozbawiony mechanizmu - mogę nagrodzić dobrego dostawcę ponownym skorzystaniem z jego usług - nie jest już normalnym rynkiem. Został zniweczony w nim podstawowy mechanizm - sprzężenie zwrotne. Jeśliby więcej branż miało przestawiać się na taki tryb funkcjonowania, to faktycznie jedynym rozwiązaniem byłby chyba socjalizm...
A co ciekawe, przyczyną dla której taki postępowanie jak opisane ma rację bytu jest - tak wielbiona przez wolnorynkowców - ZASADA WOLNOŚCI UMÓW. Faktycznie - jeśli istnieje pełna wolność umów, to teraz tylko krok dzieli nas od tego, ze ktoś gdzieś napisze, że podanie mu ręki skutkuje umową kupna sprzedaży domu za cenę 100zł. Albo coś podobnie absurdalnego.

Oczywiście - z tej sytuacji jest wyjście. Wymaga ono zmian w prawie. Sensownie byłoby ustalić właśnie STANDARD UMOWY TYPOWYCH SPRZEDAŻY. Czyli np. sklep sprzedający towary musiałby już na starcie (pod rygorem nieważności wszystkich innych ustaleń) anonsować jasno odejście od standardu przyjętego (pewnie warto go zapisać) w typowym obrocie handlowym. Kontaktując się z typowym sklepem, serwisem, klient wiedziałby jakie zasady obowiązują - byłyby one NIEZMIENNE (brak wolności w tym przypadku). Jakiekolwiek odstępstwo od owego musiałoby być w szczególny sposób potwierdzone.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9450
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:06, 02 Gru 2017    Temat postu:

W temacie
[link widoczny dla zalogowanych]

Mamy tu kolejny ciekawy przypadek, gdy sławetna swoboda umów w praktyce stała się "wolnością do oszukiwania". Brokerzy walutowi ustawiali tak parametry swojej pracy, ze zarabiali oni, a klient najczęściej tracił. Z zewnątrz wyglądało to niewinnie - bo jak klient zlecał zakup waluty, to nie było ściśle określone, kiedy się ową walutę kupuje. Zatem broker mógł ustawić sobie ów termin zakupu (na tak zmiennym rynku czasem nawet minuty, w których pójdzie zlecenie decydują o tym, czy się zarobi, czy straci) wygodnie według siebie. Generalnie, jest ileś "punktów ruchomych", które powodują, iż normalna z pozoru działalność brokerska w istocie robi się formą oszustwa.
I tu chcę wrócić do sławetnej wolności umów - podstawy kapitalistycznej wolności. Dziś, oskarżani o oszustwa brokerze właśnie tak się bronię - "nie było wtedy regulacji". A skoro nie było, to "wolno było" brokerom nabijać swoich klientów w butelkę. To wina klientów, że byli tacy głupi, iż dali się naciągnąć optymistycznym reklamom, że brali za dobrą monetę czcze zapewnienia (powinni wiedzieć, że jak się w finansach coś obiecuje, to znaczy, iż będzie coś na niekorzyść klienta, bo przecież "finansowcy" nie będą dokładali do interesu - oni "muszą zarabiać").

Wracam tu do mojego opisu strategii działania związanej z wykorzystywaniem zasady wolności umów. Mechanizm ogólny jest prosty i zwykle bardzo podobny:
- oszust wyszukuje dziedzinę - rynek, w której panują jakieś dobre praktyki, dobre obyczaje, ale nie ma ścisłych uregulowań prawnych pozwalających ścigać odstępców.
- następnie oszust wchodzi na ów rynek z nowym produktem - z zewnątrz wyglądającym podobnie do tego, co oferowano do tej pory, ale w rzeczywistości (co da sie dostrzec mając dopiero dokładne dane, po wnikliwej analizie) posiadającym wielkie wady. Przykładowo ktoś wchodzi na rynek butów, oferując buty nieco tańsze (jako wabik) wyglądające podobnie do zwykle oferowanych, ale w istocie będące kompletną tandetą, robioną po najniższych kosztach, co gwarantuje znaczny zysk (oczywiście krótkoterminowo), bo różnica pomiędzy ceną sprzedaży, a kosztami produkcji jest duża.
- przez jakiś czas klienci się jeszcze nie orientują w oszustwie, bo załóżmy buty z naszego przykładu wytrzymują chodzenie w nich przez 2 miesiące. Jednak po jakimś czasie zaczynają się pierwsze reklamacje, niezadowolenie itp.
- przychodzi okres, w którym zarzuty się nasilają, powoli dociera do klientów, że dana działalność jest oszustwem. Ale obieg informacji nie jest zbyt szybki, więc jeszcze się produkt sprzedaje, jeszcze można zarabiać.
- Aż dojdzie do punktu, w którym to się wszystko już zawali - tzn. krzywa zysku zanurkuje pod krzywą kosztów. Wtedy po prostu trzeba jak najszybciej zwinąć interes i ulotnić się...
- ostatnim etapem cyklu jest zagospodarowanie zdobytych w powyższy sposób pieniędzy i... znalezienie sobie innej dziedziny rynku, w której regulacje prawne są słabe, panuje zaufanie, połączone z dobrymi praktykami stron szanujących się wzajemnie. Tam będzie można pewnie ulokować jakiś swój "innowacyjny produkt".

Odpowiedzialność prawna?...
- W takim przypadku praktycznie nie istnieje. Bo jak nie ma rygorystycznych regulacji, to nawet nie ma o co gościa oskarżyć. Że sprzedawał buble?... - cóż klienci mogli nie kupować. To ich wina, że się nie zorientowali... Skoro kupili, to ich problem, jest wolność umów, a więc i oferowania bubli.
Odpowiedzialność prawna pojawia się tylko w przypadku naprawdę grubych, wyrazistych przekrętów, a nie takich balansujących na granicy prawa.

Utrata reputacji?...
To był ten - w myśleniu wolnorynkowym - "bicz" na takie praktyki. Ale on w gruncie rzeczy działa tylko wtedy, gdy POTRAFIMY ZIDENTYFIKOWAĆ podmioty w obrocie biznesowym. W dzisiejszych czasach, gdy więzy własnościowe są jakże często kompletnie poukrywane, gdzie pieniądze "znikają" w jednych miejscach, a potem bezimiennie wypływają w innych, najczęściej tylko bardzo wnikliwe śledztwo (a też nie zawsze) jest w stanie dojść, kto ostatecznie zarabia na tej, czy innej działalności. Więc zasada, w której oszust dostaje "karę od rynku" po prostu nie zadziała, bo nawet najbardziej skompromitowany biznesmen, ale dysponujący kapitałem zdobytym na poprzednich oszustwach, szybko znajdzie sobie partnera/współpracownika/twarz jeszcze nieskompromitowaną do uruchomienia kolejnego biznesu dającego ogromny zarobek w krótkim czasie.


Osobiście uważam, że wolny rynek jest praktycznie bezbronny przed taką strategią. To jest tylko kwestią inteligencji i zdobytej wiedzy, aby dobrze zaplanować taki atak na obszar zaufania rynkowego, obliczyć sobie na ile inwestycja w tego rodzaju oszustwo jest w stanie zwrócić się w czasie, w którym dany biznes nie zostanie ostatecznie skompromitowany. Jest wiele dziedzin, w których ów czas jest wystarczający aby dobrze zarobić, a potem szybko wyskoczyć z "gorącego" obszaru.

Co po takich oszustach zostaje?
Przede wszystkim zostaje OBSZAR ZNISZCZONEGO ZAUFANIA, rozregulowania normalnych więzi gospodarczych. Po takim ataku oszustów na rynek nic już nie działa tak jak wcześniej. Każdy z uczestników owego rynku jest zmuszony do zainwestowania w narzędzia obrony przed oszustwem, zaś zwykle organy państwa muszą z kolei skomplikować system prawny, dołożyć w kodeksach kolejną partię czynów zabronionych, aby można było ścigać potencjalnych oszustów.

Polska po 1989 roku
Osobiście uważam, że nasz kraj po zmianie ustroju przeszedł swoisty ATAK OSZUSTÓW na bardzo wielu frontach. W badaniach społecznych wskazuje się, że ZAUFANIE w biznesie (także do administracji) jest w Polsce na bardzo niskim poziomie (w porównaniu do reszty Europy, czy rozwiniętego Świata). Przeżyliśmy tyle fal oszustw wszelakich, ze pewnie trzeba całego pokolenia, aby jakoś to jakoś w sferze świadomości unormować.
Liczni biznesowi analitycy wskazują na rolę zaufania: "Wzrostu gospodarczego nie pobudza się wyłącznie przez instrumenty czysto rynkowe takie, jak stopy procentowe, inflacja, kurs walutowy, podatki, czy subsydia. Wszystkie te instrumenty mają ograniczony skutek, jeśli w społeczeństwie nie będzie panowało przekonanie, że uczciwe prowadzenie biznesu jest możliwe i zwykle przynosi sukcesy. Istnieje silna korelacja pomiędzy poziomem kapitału społecznego, a dynamiką wzrostu gospodarczego."[link widoczny dla zalogowanych]

Pozwolę sobie zacytować inne zdanie z tego opracowania:
Według naszych wyliczeń wartość transakcji, które nie zostały zawarte z obawy przed nieuczciwością kontrahentów, można oszacować na 145 do 215 mld zł (ok. 10% PKB). Natomiast brak działań zwiększających zaufanie do firmy skutkował utratą możliwości zawarcia umów o wartości 66,3 mld zł (ok. 3% PKB). Zatem w najbardziej pesymistycznym wariancie całkowita utracona korzyść wyniosłaby ok. 281 mld zł, co odpowiada 13% polskiego PKB w 2014 roku!

Ja z tego widać zaufanie daje się przeliczać na koszty. I to niemałe koszty.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 17:06, 02 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 1664
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 43 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:10, 02 Gru 2017    Temat postu:

Brawo!
Ktoś wreszcie odniósł się do wolnorynkowego mitu. W tzw. "wolnym rynku" każdy musiałby być prawnikiem albo byłby oszukiwany przez umowy, które według wolnościowców mogłyby być zupełnie dowolne. I to m.in. dlatego tacy panowie jak Berkowicz nie będą mieli mojego głosu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9450
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:17, 02 Gru 2017    Temat postu:

Andy72 napisał:
Brawo!
Ktoś wreszcie odniósł się do wolnorynkowego mitu. W tzw. "wolnym rynku" każdy musiałby być prawnikiem albo byłby oszukiwany przez umowy, które według wolnościowców mogłyby być zupełnie dowolne. I to m.in. dlatego tacy panowie jak Berkowicz nie będą mieli mojego głosu.

Powiedziałbym, że w takim idealnym (!) "wolnym rynku" byłoby jeszcze gorzej. Bo skrajnie wolnorynkowcy chcieliby, aby maksymalnie ograniczyć rolę państwa. To jeszcze bardziej zmniejszyłoby szanse na wypracowanie jakiejś ingerencji w oszukiwanie ze strony prawa. "Rasowy" wolnorynkowiec nawet nie potrzebuje prawnika - on przecież wierzy, że "w razie czego na przyszłość nie kupi produktu od skompromitowanego producenta". Ja jednak chciałbym zobaczyć minę takiego rasowego wolnorynkowca, który kupił lek ratujący życie (np. do zahamowania wstrząsu anafilaktycznego), zaaplikował go swojemu dziecku, a to dziecko potem zmarło, bo lek był wadliwy. Przychodzi taki wolnorynkowiec do producenta i mówi co się stało, a ten producent mu na to odpowie: to na przyszły raz, zachowaj się pan wolnorynkowo i kupuj pan produkty konkurencji! Tam są drzwi!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 17:18, 02 Gru 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 1664
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 43 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:22, 02 Gru 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Ja jednak chciałbym zobaczyć minę takiego rasowego wolnorynkowca, który kupił lek ratujący życie (np. do zahamowania wstrząsu anafilaktycznego), zaaplikował go swojemu dziecku, a to dziecko potem zmarło, bo lek był wadliwy. Przychodzi taki wolnorynkowiec do producenta i mówi co się stało, a ten producent mu na to odpowie: to na przyszły raz, zachowaj się pan wolnorynkowo i kupuj pan produkty konkurencji! Tam są drzwi!


Dla takiego wolnorynkowca, klient to frajer, sam sobie winny, a rzymska zasada mówi "chcącemu nie dzieje się krzywda". Więc musiałby odejść z kwitkiem. A nieuczciwy sprzedawca to rzutki, energiczny przedsiębiorca, taka awangarda klasy pracującej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9450
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:08, 02 Gru 2017    Temat postu:

Andy72 napisał:
Dla takiego wolnorynkowca, klient to frajer, sam sobie winny, a rzymska zasada mówi "chcącemu nie dzieje się krzywda". Więc musiałby odejść z kwitkiem. A nieuczciwy sprzedawca to rzutki, energiczny przedsiębiorca, taka awangarda klasy pracującej.

No nie - wyrażenie "klasa pracująca" za bardzo kapitalistom śmierdzi marksizmem, więc go pewnie nie użyją. Spodziewałbym się raczej jakiegoś określenia w rodzaju "przedsiębiorca podejmujący ryzyko biznesowe". Ale przedsiębiorca - oszust przed ryzykiem zwykle się nieźle zabezpieczony (moze z wyjątkiem ryzyka, że jakiś oszukany przez niego desperat wygarnie mu z giwery)l


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 1664
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 43 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:21, 02 Gru 2017    Temat postu:

Liberalizm ma coś wspólnego z marksizmem - walka klas, tylko inna klasa jest teraz postępowa. Odwrotnością marksizmu jest solidaryzm i katolicka nauka społeczna.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9450
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:06, 02 Gru 2017    Temat postu:

Andy72 napisał:
Liberalizm ma coś wspólnego z marksizmem - walka klas, tylko inna klasa jest teraz postępowa. Odwrotnością marksizmu jest solidaryzm i katolicka nauka społeczna.

Właściwie to się zgodzę. Marksizm i kapitalizm skupiają się na walce. Obu jest ta walka potrzebna, choć z nieco innych powodów.
Kapitalizmowi "wydaje się", że z owej walki wyniknie postęp w ekonomii.
Marksizmowi "wydaje się", że walka jest potrzebna do zdobycia władzy od kapitalistów przez wybraną inną klasę (robotniczą).
Oba te systemy nie dokonały wystarczającej refleksji nad konsekwencjami tego, czym walka jest, a przynajmniej czym MOŻE SIĘ STAĆ. Komunizm jedna ze ścieżek wypróbował. I upadł. Kapitalizm wciąż się z tą koncepcją walki "buja".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin