Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Hart, odwaga mentalna, a wolność myśli

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:31, 21 Wrz 2019    Temat postu: Hart, odwaga mentalna, a wolność myśli

Uważam, że niedoceniany przez większość ludzi jest pewien szczególny aspekt myślenia w ogóle. Jest on ukryty gdzieś pomiędzy emocjami, a intelektem w postaci wyabstrahowanej, opartej na chłodnym spojrzeniu, a dotyczy pytania: jakie zagadnienia w ogóle JESTEŚMY W STANIE rozważać?

Czysto teoretycznie umysł jest wolny - może myśleć o wszystkim. Nie ma fizycznych barier, które zabraniałyby myśleć o czymś bardzo niebezpiecznym, odrażającym, nudnym, nieprzyjaznym. Jednak doświadczenie chyba każdego człowieka pokazuje, że owa wolność jest - z trudno wytłumaczalnych powodów - ograniczona. Są ludzie, z którymi w ogóle nie sposób jest porozmawiać o czymś trudnym, bolesnym - np. o jakichś winach owych osób, o słabościach (tak własnych, jak i rodziny, czy grupy z którą się dana osoba identyfikuje). Są ludzie, którzy zdolni są mentalnie właściwie tylko do jednego "kursu" rozumowania: wybielam siebie i swoich, a atakuję to, co uznałem za niemoje.
Z takiej postawy wynika dość ważna konsekwencja - tego rodzaju ludzie najczęściej mają znikomą samoświadomość. Z racji na to, że raczej nie miewają sami przed sobą "chwili szczerości", że niemal zawsze filtrują dochodzące informacje i oceny, aby budowały one bardziej pozytywny obraz siebie, owi ludzie mają znikomą świadomość tego, jakie właściwie cechy charakteru posiadają. Mają do dyspozycji wyłącznie pokazową, podpicowaną wersję siebie.
Teoretycznie tacy ludzie powinni zostać właściwie "zmieceni" przez rzeczywistość, bo będą oni popełniać całą masę błędów, wynikających z nieadekwatnych jej rozpoznań - np. wezmą kredyt, którego nie będą w stanie spłacić, przy wyprzedzaniu nieprawidłowo ocenią odległość do nadjeżdżającego samochodu itp. Najczęściej tak się nie dzieje. Dlaczego?
- Z moich obserwacji wynika, że tego rodzaju ludzie posiadają dość szczególny mechanizm obronny, oparty o ZESTAW REAKCJI I ZACHOWAŃ LĘKOWYCH.
Ludzie niezdolni do względnie obiektywnej oceny siebie, jednak mają w swojej podświadomości jakąś formę "wiedzy" o tym, że ich rozpoznania, oceny są mało wiarygodne. Co prawda do owej niskiej wiarygodności się nie przyznają - ani przed sobą, ani przed innymi ludźmi - jednak "tam w środku" po prostu czują, że nie mogą na sobie polegać, więc wycofują się z wielu przedsięwzięć, co do których, czują się niepewnie. Zatem jakąś część zdrowego rozsądku zachowują -tyle, że w postaci nieuświadomionej, ukrytej głęboko pod postacią lękowych emocji.

Niestety, aby dorobić się sensownego, zrównoważonego obrazu rzeczywistości, niezbędny jest pewien HART MYŚLI I UCZUĆ.
Osoby, które w myśleniu o różnych sprawach, wciąż natrafią na obszary oznaczone "RESTRICTED", "ZAKAZ WSTĘPU", zawartości owych obszarów nie poznają, nie uwzględnią w swoim obrazie rzeczywistości. Aby rozumieć rzeczy względnie całościowo, nie można być maminsynkiem myśli, czy zastraszonym mentalnie słabeuszem uczuć. Jesli ktoś nie posiada myśli twardej, odważnej, odpornej na potencjalnie destrukcyjne emocje, to nigdy nie dowie się całej masy kluczowych dla wiedzy o sobie i świecie rzeczy. Jeśli ktoś co chwila dostaje od "nadzorcy" swojej osobowości sygnał "dalej jest niekomfortowo, nie idziemy w tą stronę, uciekamy do tych obszarów, gdzie jest nam swojsko i przyjemnie", to taka osoba będzie dreptała zawsze po tych utartych ścieżkach, jakie jej wyznaczy słaba psychika.
Taka osoba zwykle ma też zaburzone poczucie wolności. Bo każdy buduje sobie wolność taką, na jaką go (mentalnie) stać. Wolność nigdy nie jest absolutna. Ona zawsze odnosi się do bieżącego stanu, który określa aktualny stan ograniczeń. Pokonując ograniczenia, zwiększamy stan swojej wolności. Dotyczy to w szczególnym stopniu osoby zniewolonej unikaniem trudnych prawd o sobie i świecie. Jeśli tych - niemożliwych do eksploracji myślą i uczuciami - prawd jest wiele, to owa osoba będzie czuła się skrępowana mentalnie, ograniczona, niejako "przywalona rzeczywistością", która jest obca (często postrzegana jako wroga) i niezrozumiała. Najczęściej osoby o takim typie emocjonalności i myśli, próbują skompensować sobie ten niekomfortowy stan za pomocą "trzymania fasonu". To trzymanie fasonu często przybiera formę dziwnej napastliwości. Bo taki ktoś chce sobie udowodnić, że jednak jest "wolny", że potrafi, a nawet atakuje. Więc atakuje w różnych obszarach, jakże często bez sensu, szkodząc sobie. W połączeniu z brakiem zrównoważonego obrazu rzeczywistości (wynikłego właśnie z opisanej wyżej wybiórczości ocen i rozpoznań), owe ataki są najczęściej żałosne, pozbawione sensu.
Tego rodzaju osoby (przynajmniej ta ich część, jaką miałem okazję poznać) często mają swoiste upodobanie do autorytetów, twardej władzy, nieprzekraczalnych zasad, a z lękiem i nieufnością traktują wszystko to, co wiąże się z "wolną myślą". I to też jest spójne z obrazem mentalnym takich osób - ich zagubione emocje desperacko poszukują wsparcia czegoś, co będzie trwałe, co nie będzie podlegało temu chaosowi arbitralności, jaki maja w umyśle. A ów chaos tworzy się w sposób naturalny, jako efekt niespójnych racjonalizacji wszystkiego tego, co owa osoba czyni dla obrony swojego wewnętrznego wizerunku. Aby jakoś uratować myśl, w obliczu tych wszystkich małych, nieustannych oszustw, jakich trzeba dokonywać, aby wybielać i promować siebie, podległa opisywanej słabości mentalnej osoba, musi co chwila łamać zasady, co chwila upierać się przy jakimś rozpoznaniu, dla którego nie żadnego dobrego argumentu. A tego argumentu oczywiście nie ma, bo przecież owo rozpoznanie zostało zmataczone pod kątem wypromowania siebie, a nie zgodności z czymkolwiek innym (w szczególności z prawdą).
Do zbudowania całościowego, sensownego obrazu siebie niezbędny jest bowiem hart myśli i jakaś forma pogodzenia się z własnymi uczuciami. Kto tego pogodzenia się nie dokona, będzie zarządzany swoimi lękami i potrzebą wypromowania się, czy usprawiedliwienia. Myślenie takiej osoby nie będzie odzwierciedlało zależności świata, czy nawet racjonalnego obrazu własnej natury, lecz będzie mieszanką chaotycznych prób ratowania się przed degradacją umysłu.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 17:09, 21 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:04, 21 Wrz 2019    Temat postu: Re: Hart, odwaga mentalna, a wolność myśli

Jeszcze chyba jedno ważne zagadnienie należałoby poruszyć w kontekście tego tematu:
Słabość mentalna, a dobro i zło
Z jednej strony daleki byłbym od utożsamiania słabości ze złem. Takie przyporządkowanie, zrobione "na sztywno" byłoby fałszem i niesprawiedliwością. Małe dziecko nie jest złe, dlatego że jest słabe, czy głupiutkie. Kaleka, człowiek chory nie staje się zły, gdy opuszczają go siły. Ale też...
Złem jest słabość, którą aplikujemy sobie z lenistwa, małości emocjonalnej, a w szczególności pychy.
Wiele ludzi w życiu sprytnie się ustawia, żerując na cudzych umiejętnościach, pracy, cierpliwości, zrównoważonym charakterze. Oni "nie mogą" czegoś zrobić, choć za chwilę bez problemu już mogą robić to, co im sprawia przyjemność, przynosi jakąś korzyść. I to nawet wtedy, jeśli - tak już bardziej obiektywnie - czynność, na którą się owe osoby decydują, wygląda na trudniejszą. Więc to, co konieczne robi ktoś inny. On już "może" zrobić mniej wygodną pracę, może wziąć na siebie jakiś trud.
Każdy chyba zna ze swojego doświadczenia osoby, które przerzucają na innych swoje negatywne emocje, życiowe irytacje. Chyba każdy znalazł sie pod ostrzałem rozkapryszonej "księżniczki", która ma dzisiaj gorszy dzień, a więc wszyscy wokół muszą znosić jest zgryźliwe uwagi, niezadowolenie, brak współpracy w ważnych zadaniach. Podobnie niejeden "pan i władca", wielki macho -facet, któremu się nie odmawia "jedzie" mentalnie na tym, że ktoś pokornie znosi jego apodyktyczne zachowania, wynoszenie się nad innych, brak poszanowania potrzeb innych ludzi. Bo on, wielki pan, musi mieć wszystko, tak jak chce. Bo on musi zaspokoić swój ewolucyjny instynkt dominacji. Bo on przecież nie jest w stanie zdystansować się od porywów pierwotnych emocji. To ktoś inny musi wziąć ten ciężar na swoje barki.

Paradoksalne jest, że ci, którzy w istocie są najbardziej mentalnie słabi, zewnętrznie prezentują się jako ci wielcy, niezniszczalni, wspaniali. Ale właśnie - tak PREZENTUJĄ SIĘ ZEWNĘTRZNIE. Bo wewnątrz są przestraszonymi myszkami, które tylko doglądają nieustannie tej gry pozorów, jaką prowadzą sami z sobą.
Gra pozorów jako zasłona przed uznaniem prawdy
Słabi mentalnie najczęściej lubują się we wszystkim co daje się uznać za atrybut mocy, znaczenia, wartości. Oni zabiegają o to, co widać, co da się zaprezentować na zewnątrz (choć głównie pewnie samemu sobie), jako dowód ich kompetencji, wielkości, mocy. Najlepiej jeszcze jeśli dany atrybut daje się kupić, omijając w ten sposób - niewygodny, a często wymagany - etap weryfikacji, jakiegoś formalnego zdobycia tytułu, certyfikatu, poświadczenia.
Ludzie tego rodzaju właściwie nie wierzą w obiektywną prawdę, dla nich wszystko jest do kupienia, jest formą uznania. To, że ktoś wymaga uczciwości, nie jest akceptowane wewnętrznie, to wymaganie owi ludzie próbują obejść, oszukać. Chociaż, gdy ktoś inny postąpi tak jak oni, gdy ktoś inny oszukuje, zwykle będą oburzeni: jak ktoś mógł?!!!... :shock:
Świat mentalny takich ludzi jest przede wszystkim GRĄ. A do tego grą, w której standardem jest oszukiwanie. Słabi są takimi cheaterami życia.
Oszukują, bo nie stać ich na zaakceptowanie tego, kim się jest. Wygórowane ambicje, ścierają się z prawdą życia, które wykazuje boleśnie, iż owe ambicje są niemożliwe do spełnienia. Tej prawdy owi ludzie nie są w stanie przełknąć, więc jedynym wyjściem wydaje się oszukiwanie, udawanie przed ludźmi i sobą, że wypełnili to, co sobie wyznaczyli, mimo że naprawdę tego nie wypełnili.
Jest cały arsenał środków w tej grze w oszukiwanie samego siebie:
1. Najważniejszym jest po prostu arbitralność ocen - przyznanie sobie prawa do twierdzenia czegoś bez minimalnego choćby argumentu, albo przy bardzo słabych (uznaniowych) argumentach.
2. Brak zgody na weryfikację tego, co się twierdzi na swój temat (choć najczęściej tacy ludzie maja spory zapał do - surowego - weryfikowania innych ludzi).
3. Posługiwanie się emocjami wszędzie tam, gdzie jest zbyt "mentalnie niebezpiecznie", czyli tam gdzie zaczynają właśnie żądać konkretów, weryfikacji, twardych argumentów, czy dowodów. Wtedy okazywanie złości, czy innych emocji często bywa skuteczne, bo ludzie skupiają sie na emocjach (tak są biologicznie zaprogramowani), a więc być może odstąpią od, niewygodnych dla danej osoby, wymagań.
4. Ogólna zasada rozmywania, chaotyzowania odczytów rzeczywistości, aby w ten sposób móc ukryć trudną prawdę na temat mizerii własnych osiągnięć. Jak się zamuli, uczyni niejasnym odczyty rzeczywistości, to będzie można lepiej udawać, lepiej podstawiać atrapy swojej wartości i kompetencji, zamiast prawdy na ten temat.

Generalnie tego typu ludzie tkwią po uszy w rzeczywistości pozorów, prawdy i rzetelnej weryfikacji bojąc sie jak diabeł święconej wody. Są przekonani, że tak wygrywają, że obrali sobie lepszą strategię życiową, niż ci, co próbują powiązać odczyty świata i własnej osoby z obiektywizmem, czy niezależnymi mechanizmami weryfikacji. Teoretycznie przecież jest łatwiej udać, oszukać wszystkich na temat jakichś swoich kompetencji, niż te kompetencje rzeczywiście zdobyć. Jednego tacy gracze i udawacze nie są w stanie dostrzec - tego, że każdy ma jednak w sobie jakiś taki niezbywalny paradygmat prawdy, który jednak gardzi fałszem. Jednak owi ludzie, którzy fałszują obraz siebie, gdy oceniają zewnętrzne wobec nich sytuacje najczęściej jakoś starają się stosować prawdę, uczciwe reguły. Bo inaczej nie da się przetrwać w tym świecie!
Fałszując odległość od samochodu, który nadjeżdża, człowiek przechodzący przez jezdnię naraża się na przejechanie. Oszukując się w kwestii własnej mocy przy starciu z niebezpiecznym przeciwnikiem, ryzykujemy bycie pobitym, może nawet zabitym. Nie da się przeżyć, nie da się funkcjonować w totalnym fałszu. Więc aby bronić swojej mentalnej słabości niezbędne jest stosowanie podwójnych standardów -dla siebie inne zasady, dla świata inne. Potem jednak to wszytko trzeba jakoś scalać, jakoś się w tym orientować - choćby po to, aby podejmować skuteczne decyzje. To wyplątywanie się z gry, w jaką wmanewrowali się ludzie zakłamania jest i trudne, i bolesne (bo ciągle coś będzie przypominało o oszustwach, na które się dana osoba zdecydowała), i na koniec rzutujące na inne - już jakoś neutralne -rozpoznania świata. Ostatecznie taki - wciąż żyjący w zakłamaniu człowiek - będzie funkcjonował gorzej, będzie cierpiał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:32, 21 Wrz 2019    Temat postu: Re: Hart, odwaga mentalna, a wolność myśli

Gdyby to jakoś podsumować, to chyba sformułowaniem: aby przetrwać to życie bez posiłkowania się kłamstwem, trzeba być TWARDZIELEM.
Ale chodzi o twardzielstwo szczególnego rodzaju - nie to na pokaz, w ramach którego INNYM udowadniamy, jacy to mocni jesteśmy, lecz jest to twardzielstwo polegające na UCZCIWOŚCI W DOGADANIU SIĘ Z SAMYM SOBĄ.
Dlaczego dla wielu jest to takie trudne?... :shock:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:43, 15 Paź 2019    Temat postu: Re: Hart, odwaga mentalna, a wolność myśli

Myślenie od pewnego poziomu zaawansowania NIE JEST DLA MIĘCZAKÓW. Do rozważania trudniejszych zagadnień trzeba mieć odwagę i WEWNĘTRZNĄ DYSCYPLINĘ.
Zagadnienie dyscypliny w myśleniu jest ogólnie ciekawe. Kto jej nie ma, łatwo ulega rozproszeniom, nie jest w stanie wytrwać przy danym zagadnieniu. Są ludzie, którzy bez ciągłego zanurzania się w swoje emocje w ogóle nie są w stanie funkcjonować. Emocje osadzają mentalnie umysł w takim jakby "swoim domu", przywracają równowagę uczuć, "zmniejszają amplitudę chaotycznych drgań" umysłu, który desperacko poszukuje dla siebie trwałych odniesień i punktów zaczepienia. Objawem mocy umysłu jest umiejętność ŚWIADOMEGO I KONTROLOWANEGO dystansowania się od emocji. Z drugiej strony całkowite odrywanie się od emocji (w istocie preferowanie tylko dobrze obznajomionej części emocji) też świadczy o nieprawidłowym funkcjonowaniu umysłu. Umysł zrównoważony nie ma większych problemów ani z wchodzeniem, akceptowaniem emocji, ani od nich odejściem. Na tym właśnie polega wolność umysłu, że ROZPOZNANIEM I WOLĄ jest ten umysł w stanie swobodnie żeglować po przestrzeniach swoich uczuć i rozumienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin