Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16951
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:47, 11 Sie 2020    Temat postu: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Zaciekawił mnie pewien artykuł [link widoczny dla zalogowanych]
W skrocie jest tam o tym, że są przepisy, aby pasażerowie w samolocie zachowywali dystans społeczny z powodu koronawirusa. Pojawia się komunikat: "Prosimy o zachowanie dystansu społecznego (min. 1,5 m) i niegromadzenie się w żadnej części samolotu”
Samolot jednak ma ograniczoną przestrzeń, jest wypakowany na full, więc matematycznie i fizycznie nie sposób jest tego dystansu zachować. Ale przecież przepis jest, wymagane jest przeczytanie takiego prikazu. Więc się go czyta...
Teraz się zastanawiam nad umysłowościami tych, którzy tym zarządzają
Ten kto wydał nakaz czytania takich komunikatów nie pomyślał nad możliwością jego wypełnienia. Dlaczego nie pomyślał?
- obstawiam, że nie za myślenie mu płacą (za myślenie można się raczej pożegnać ze stanowiskiem...). Pewnie mu bardziej płacą za posłuszeństwo. Za to, że nie nakazał odczytania komunikatu, który ministerstwo wymyśliło, mogą być konsekwencje. Za robienie z siebie i ludzi idiotów - konsekwencji nie będzie. Przecież "wszyscy wiedzą", że to życie, te przepisy ministerstwa to jeden wielki dom wariatów...
Jawnym fałszem, logiczną sprzecznością ludzie się nie przejmują, przyzwyczaili się, że taka rzecz po prostu występuje. Przejmują się tym, czy ktoś kto rządzi, im nie zaszkodzi. Przejmują się tym, jak są widziani przez innych. A inni ludzie też jakoś rygorystycznie wymogów rozsądku, logiki, sensu nie stawiają. Więc bardzo często żyjemy w schizofrenii społecznej, przyzwyczajamy się do tej schizofrenii, nawet ją sami prowokujemy i popieramy. No, może nie wszyscy popieramy, albo popieramy nie w jednakowym stopniu. Ale wielu popiera taką schizofrenię, wielu nawet jej ofiarnie broni przed zamianą jej na coś sensownego...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 18:43, 11 Sie 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16951
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:01, 11 Sie 2020    Temat postu: Re: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Zagadnienie dysonansu poznawczego coraz bardziej nas dotyka w życiu społecznym. Narobiło się ruchów oddolnych i odgórnych, które - w imię tej, czy innej ideologii - gotowe są negować wszystko, co tylko się komu spodoba. Czasem mam wrażenie, jakby ktoś się uparł, aby z ludzkości zrobić sobie jaja, aby pokazać jednostkom, jak bardzo są słabe, podatne na manipulację.
Bo co jak co, ale to właśnie we współczesnych czasach
Płaskoziemcy prężnie głoszą swoje "prawdy".
To w tych czasach udało się już społeczeństwo przekonać, że płcią człowieka należy nazywać nie to, co z biologii wynika, ale do czego się ktoś poczuwa.
To aktualni "mędrcy" pedagogiki społecznej doprowadzili do tego, że komentatorzy partii szachowych zostali zobligowani do nie używania określeń "czarny" i "biały" - w obawie przed oskarżeniem o rasizm.
To u nas zbanowano tradycyjne słowo "murzyn", służące do określenia czarnoskórego mieszkańca Afryki, aby zamienić je na "Afroamerykanin" - co jest rzekomo lepsze, choć więkśzość z tak określanych ludzi w Ameryce nigdy nie była, ani nie ma z nią nic wspólnego.
To w imię rzekomych wyższych idei propaguje się ideę małżeństwa jako czegoś, co oznacza niezobowiązującą deklarację o uprawianiu seksu przez parę i nie ma nic wspólnego z przedłużaniem gatunku i posiadaniem rodziny.
To współczesne czasy pozbawiły sporą część młodego pokolenia instynktu samozachowawczego, co skutkowało ściągnięciem całe rzeczy naiwnych dziewcząt krajów Zachodu przez agitatorów państwa islamskiego w celu wykorzystania ich do rodzenia nowych pokoleń dżihadystów.

Wszystkie te aberracje (i wiele innych) mają wg mnie jeden wspólny mianownik: przekonanie, że chciejstwem i ideologicznym uporem można tak zupełnie wszystko, że żadne prawa logiki, fizyki, matematyki, czy jakie tam jeszcze, nie staną na drodze tego, komu się coś tak bardzo mocno zachciało...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16951
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 1:28, 13 Sie 2020    Temat postu: Re: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Michał Dyszyński napisał:
To u nas zbanowano tradycyjne słowo "murzyn", służące do określenia czarnoskórego mieszkańca Afryki, aby zamienić je na "Afroamerykanin" - co jest rzekomo lepsze, choć więkśzość z tak określanych ludzi w Ameryce nigdy nie była, ani nie ma z nią nic wspólnego.

W tym kontekście właśnie przeczytałem ciekawy artykuł. [link widoczny dla zalogowanych]

Wychodzi najbardziej na to, że "murzyna" w j. polskim zbanowały nam...
translatory, które bezrefleksyjnie zamieniały "murzyn" na "negr". To drugie jest obraźliwe, więc z powodu takiego, a nie innego procedowania tłumaczeń, "załatwiono" Polakom jedno słowo z ich języka.
A teraz już także czarnoskórzy Polacy uznali, że "murzyn" jest obraźliwe.
To trochę tak, jakby gdzieś nagle zaczęto tłumaczyć z polskiego "kobieta" na prostytutka (w innych językach) i za chwilę okazałoby się, ze słowo "kobieta" jest pejoratywne, obraźliwe.
I co na to poradzić?
Obce, wrogie siły nam popsuły język...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 1:29, 13 Sie 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irbisol




Dołączył: 06 Gru 2005
Posty: 6960
Przeczytał: 31 tematów


PostWysłany: Czw 9:25, 13 Sie 2020    Temat postu: Re: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Michał Dyszyński napisał:
Pojawia się komunikat: "Prosimy o zachowanie dystansu społecznego (min. 1,5 m) i niegromadzenie się w żadnej części samolotu”
Samolot jednak ma ograniczoną przestrzeń, jest wypakowany na full, więc matematycznie i fizycznie nie sposób jest tego dystansu zachować. Ale przecież przepis jest, wymagane jest przeczytanie takiego prikazu. Więc się go czyta...
Teraz się zastanawiam nad umysłowościami tych, którzy tym zarządzają

To jest pewna cecha rozumowania, która się dobrze ukształtowała w poprzedniej epoce. Tzn. na papierze wszystko się zgadza a w praktyce jest to absurdalne bądź niewykonalne.
Przykładem są "obszary zabudowane" w szczerym lesie (oczywiście przy braku jakichkolwiek zabudowań przy drodze) albo - tu z hotelarstwa - teoretyczny brak możliwości nocowania kogoś bez wiedzy hotelu. I teraz odpowiedz na pismo sądowe, czy dana osoba w takim a takim dniu nocowała. Prawidłowa odpowiedź brzmi "nie meldowała się, nie zgłaszała, ale pewności nie ma". Oficjalna: "nie nocowała". Bo przecież nikt się nie przyzna, że hotel nie ma absolutnej wiedzy o tym, kto nocuje mimo że to oczywiste, że jej nie ma (to takie nawiązanie do twoich odwiecznych tłumaczeń). I mimo tej oczywistości sąd uzna za prawdę absolutną brak nocowania.

Inne absurdy z niedawna, to zakaz wchodzenia do lasu - bo koronawirus. Więc ludzie spacerowali przy skraju lasu i tam było tłoczno. Więc w drugą stronę zmienili - do lasu wolno i to bez maseczki, poza lasem covid już zaraża. Więc przechodzisz obok dyszącego biegacza w lesie ...

Cytat:
Jawnym fałszem, logiczną sprzecznością ludzie się nie przejmują, przyzwyczaili się, że taka rzecz po prostu występuje.

Przypomniał mi się fragment książki chyba Suworowa, jak podstarzały sekretarz partii 01 maja wygłaszał przemówienie z kartki. Ale dostał podwójne strony, tzn. czytał 2x pierwszą stronę, później 2x drugą itd. Nie zauważył tego, bo był już stary. Nikt nie zareagował. Nikt nie komentował. Nikt później o tym nie mówił.
Jest prawda rzeczywistości i prawda partii / przepisów. Dla każdego to było oczywiste.
Nie dyskutuj, potakuj, ew. rób swoje. Tak się odpowiedzialnego społeczeństwa nie zbuduje.

Dodam jeszcze, że mistrzami absurdu tego typu są w kolejności (im dalej, tym większe absurdy):
- korporacje
- instytucje państwowe
- wojsko


Ostatnio zmieniony przez Irbisol dnia Czw 9:54, 13 Sie 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16951
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:03, 13 Sie 2020    Temat postu: Re: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Irbisol napisał:
Jest prawda rzeczywistości i prawda partii / przepisów. Dla każdego to było oczywiste.
Nie dyskutuj, potakuj, ew. rób swoje. Tak się odpowiedzialnego społeczeństwa nie zbuduje.

Dodam jeszcze, że mistrzami absurdu tego typu są w kolejności (im dalej, tym większe absurdy):
- korporacje
- instytucje państwowe
- wojsko

Zgadzam się. Zastanawiam się tylko, co sobie myślą Ci ludzi, którzy tak absurdalnie działają. Co myślą, gdy widać, że nie myślą... :think:

Ja uważam, że do tego aby jakoś w życiu bronić prawdy, trzeba mieć pewne minimum OSOBOWEJ AMBICJI. To coś tkwiącego w poczuciu tożsamości, w emocjach, jakieś takie przekonanie "przecież nie będę z siebie robił durnia".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 11:05, 13 Sie 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irbisol




Dołączył: 06 Gru 2005
Posty: 6960
Przeczytał: 31 tematów


PostWysłany: Czw 13:28, 13 Sie 2020    Temat postu: Re: Prawda a społeczna akceptacja i dysonans poznawczy

Michał Dyszyński napisał:
Irbisol napisał:
Jest prawda rzeczywistości i prawda partii / przepisów. Dla każdego to było oczywiste.
Nie dyskutuj, potakuj, ew. rób swoje. Tak się odpowiedzialnego społeczeństwa nie zbuduje.

Dodam jeszcze, że mistrzami absurdu tego typu są w kolejności (im dalej, tym większe absurdy):
- korporacje
- instytucje państwowe
- wojsko

Zgadzam się. Zastanawiam się tylko, co sobie myślą Ci ludzi, którzy tak absurdalnie działają. Co myślą, gdy widać, że nie myślą... :think:

Otóż - co zaskakujące - oni MYŚLĄ. Tylko że wiedzą, że system jest silniejszy i niereformowalny. W wojsku też nie są przygłupy - po prostu się nauczyli, że ma być chujowo, ale zgodnie z procedurą.
Skąd to się bierze - wg mnie z braku komunikacji pomiędzy górą a dołem oraz - przede wszystkim - z braku weryfikacji efektów. Na górze, jak ktoś coś chlapnie, to mu się wydaje że jest OK. I nie ma żadnego feedbacka, że nie jest. To jeszcze zaszłość ruskiej mentalności niewolnika (w zachodnich armiach podwładny ma prawo zakwestionować rozkaz/polecenie - co prawda jeden raz, ale zawsze). Podobnie jest w korpo albo w firmach, zwłaszcza tam, gdzie rządzą stare komuchy.

Ostatnio kolega z pewnego dużego banku powiedział, że jak poszli na pracę zdalną, to przeprowadzono test wydajności, spodziewając się spadku. Okazało się, że wydajność wzrosła. Microsoft wprowadził próbnie tydzień pracy o dzień krótszy - wydajność wzrosła.
Że też żaden z tych zasranych fachowców od zarządzania na to wcześniej nie wpadł - a jeszcze nadal pokutuje zasada, że dupogodziny są najważniejsze, czyli jeżeli nie ma cię w pracy, to nie pracujesz.

A zmiana w sposobie myślenia to jednak - po pierwsze - wyjście z utartych schematów, a po drugie - pewna rewolucja i przeciwstawienie się betonowi. Do dziś pamiętam, jak mnie wyśmiewano za młodu gdy stwierdziłem, że wiele zawodów mogłoby przychodzić do pracy, na którą im się podoba (i podobnie z pracy wychodzić). Nie potrafili uzasadnić dlaczego to był zły pomysł - po prostu to było nie do pomyślenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2237
Przeczytał: 128 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:53, 13 Sie 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Jawnym fałszem, logiczną sprzecznością ludzie się nie przejmują, przyzwyczaili się, że taka rzecz po prostu występuje. Przejmują się tym, czy ktoś kto rządzi, im nie zaszkodzi. Przejmują się tym, jak są widziani przez innych. A inni ludzie też jakoś rygorystycznie wymogów rozsądku, logiki, sensu nie stawiają. Więc bardzo często żyjemy w schizofrenii społecznej, przyzwyczajamy się do tej schizofrenii, nawet ją sami prowokujemy i popieramy. No, może nie wszyscy popieramy, albo popieramy nie w jednakowym stopniu. Ale wielu popiera taką schizofrenię, wielu nawet jej ofiarnie broni przed zamianą jej na coś sensownego...

Po prostu z systemem się nie wygra. Na początku zawsze znajdują się osoby, które będą kwestionowac tego typu absurdy, ale z czasem tracą zapał, bo nikt z osób decyzyjnych nic sobie z tego nie robi, a za "pyskowanie" można tylko oberwać.

Nigdzie się nie spotkałam z takim poziomem absurdu jak w korporacjach, gdzie procedura chocby najbardzej idiotyczna musi być przestrzegana, jeśli zostalo to kiedys tam formalnie ustalone, że tak ma być. Np. każdy pracownik ma ustalone roczne cele, które teoretycznie są powiązane z potrzebami biznesowymi firmy. Jeśli jednak wydarzy się coś nieoczekiwanego jak np. koronawirus, który wpłynie na zmianę tych potrzeb, to wcale nie znaczy, że te cele pracowników zostaną adekwatnie zmienione. Skądże. Procedurze musi stać się zadość. Wobec tego pracownicy mają poświęcać swój czas pracy na robienie rzeczy, które wcale nie przynoszą żadnej korzyści firmie, no bo muszą zostać rozliczeni z celów ustalonych kilka miesięcy temu :D

Pracownik szybko uczy się, żeby się tym nie przejmować i nie walczyć z systemem, bo w przeciwnym razie dostanie na głowę albo nigdzie nie zagrzeje dłużej miejsca.

Chyba jedyną mozliwością, żeby wpłynąć na zmianę w systemie jest dostać się na górę, bo z dołu nic się nie wskóra. Jednak najczęściej tak bywa, że jak ktoś się już na górę dostanie, to wcale nie ma ochoty nic zmieniać, jako że wraz ze wspinaniem sie po drabinie kariery pracownik przechodzi regularne pranie mózgu, które ma na celu poustawiać mu poprawnie priorytety i tak pierwszym przykazaniem systemu jest "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Każdy włazi już w gotowy system, który jest jego punktem oparcia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16951
Przeczytał: 97 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 18:09, 13 Sie 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Nigdzie się nie spotkałam z takim poziomem absurdu jak w korporacjach, gdzie procedura chocby najbardzej idiotyczna musi być przestrzegana, jeśli zostalo to kiedys tam formalnie ustalone, że tak ma być. Np. każdy pracownik ma ustalone roczne cele, które teoretycznie są powiązane z potrzebami biznesowymi firmy. Jeśli jednak wydarzy się coś nieoczekiwanego jak np. koronawirus, który wpłynie na zmianę tych potrzeb, to wcale nie znaczy, że te cele pracowników zostaną adekwatnie zmienione. Skądże. Procedurze musi stać się zadość. Wobec tego pracownicy mają poświęcać swój czas pracy na robienie rzeczy, które wcale nie przynoszą żadnej korzyści firmie, no bo muszą zostać rozliczeni z celów ustalonych kilka miesięcy temu :D

Pracownik szybko uczy się, żeby się tym nie przejmować i nie walczyć z systemem, bo w przeciwnym razie dostanie na głowę albo nigdzie nie zagrzeje dłużej miejsca.

Kiedyś, będąc pracownikiem pewnej pomniejszej korporacji, dostałem zadanie opracowania nowej procedury. Było to wielce pouczające doświadczenie. Po pierwsze musiałem wgryźć się się w stare procedury, które ktoś kiedyś opracował, a które chyba miały czemuś służyć. Tzn. może i na początku nawet czemuś służyły, ale warunki zmieniły się z 10 razy, a procedury zostały. Widać też było, jak bardzo w firmach brakuje podstawowego zdrowego rozsądku, zastanowienia się nad zwykłą celowością działania. Procedury, które analizowałem w większości realnie realizowały jeden cel "ma być procedura". Pozostałe cele nie były uwzględniane.
Widać też było, że głównym pomysłem na stworzenie procedury przez moich poprzedników, wcale nie byłą analiza celów i skuteczności działania, lecz dorwanie jakiegoś dokumentu kogoś innego, gdzie cokolwiek było na dany temat pisane i ordynarne zerżnięcie z niego sformułowań, które czesto kompletnie nie pasowały do nowych zadań i okoliczności. Lęk przed samodzielnym pomyśleniem i zadecydowaniem przez pracowników proceduralnych bił z tej historii procedur firmy na kilometr.
W końcu sam wyprodukowałem jakąś swoją - mocno roboczą - propozycję procedury. Jak relatywne mało doświadczony pracownik, nie wprowadzony właściwie w cele, które miała firma, liczyłem na to, że ktoś mądry na to spojrzy, wypisze jakieś uwagi, może pojawi się dyskusja nad sensownością owych czynności, co do których ja nie miałem przekonania, tylko jakieś przypuszczenie, że tak może dobrze by było. Ku mojemu zaskoczeniu, wkrótce okazało się, że tam moja (sam się jej właściwie wstydziłem, bo uważałem ją za bardzo próbną wersję) procedura, dostała podpis dyrektora i działa. Gdybym wiedział, ze to tak pójdzie, to bym dziesięć razy przemyślał to, co w owej procedurze napisałem, aby ludziom nie robić kłopotów. Ale to klepnięto, a ja - początkujący procedurzysta firmowy - miałem swój głęboki niesmak. Jedyne co mnie pocieszało to to, że na tle innych procedur tej firmy, to ta moja robocza i tak była jedną z lepszych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin