Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Święte Księgi
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:23, 22 Lis 2019    Temat postu: Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?

Święte księgi religii wielu są pisane najczęściej bardzo poetyckim językiem. Żadna z nich nie spełnia rygorów publikacji naukowych, język jest właściwy rozumieniu ludzi z czasów piszących ich tekst, a więc najczęściej słabo dostosowany do mentalności ludzi współczesnych. Do tego dochodzą kwestie niejednoznacznych przekładów na języki współczesne, no i chyba jeden problem największy - BRAKU PEWNEJ OFICJALNEJ WYKŁADNI w przypadku wątpliwości.
System prawny tworzony przez ludzi ma jeden ważny mechanizm, który umożliwia dostosowanie zapisów prawa do zmieniających się okoliczności życia - to baza orzecznictwa - konkretne, spisane wyroki stanowiące jakiś wzorzec interpretacyjny. W przypadku pytań o moralność, prawo ogólniej, zasady życia w świetle różnych ksiąg religijnych mamy za to wciąż rosnącą bazę wątpliwości, jak to co aktualne rozstrzygnąć w świetle tekstu mocno archaicznego. Ani w Biblii. w Koranie, czy Bhagawadgicie nie znajdziemy wskazówek jak używać smartfonów, czy mediów społecznościowych. A wierni z powiązanych religii mają tu nieraz pytania moralne.
Wątpliwości jest wiele, bardzo często po prostu nie wiadomo, co konkretnie zapisy w jakiejś księdze znaczą.
Ten problem niejednoznaczności tekstu świętych ksiąg jest bardzo różnie rozwiązywany. Właściwie to mamy tu całe spektrum możliwych reakcji - od maksymalnego rygoryzmu i próby odrzucenia zdobyczy świata współczesnego (jak u Amiszów), aby tylko móc jakoś żyć w zgodzie z Biblią, czy negowanie praw przyrody (jak to głoszą najbardziej ortodoksyjne odłamy muzułmanów, dla których jedyne prawo stanowi Koran), poprzez coraz to większe luzowanie w tym względzie, uznawania coraz to innych wskazań świętych ksiąg za przestarzałe, czy wymagające współczesnej reinterpretacji.
Patrząc na postawy skrajnie ortodoksyjne (jak u Amiszów, Świadków Jehowy, którzy zabronili sobie nawet autotransfuzji, niektóre kościoły baptystów, kreacjonistów, nie mówiąc już o fundamentalistach islamskich, czy hinduskich), mimowolnie pojawia się refleksja: czy czasem nie jest tak, że część wyznawców czci swoje święte księgi za bardzo?
Albo może inaczej: czy wycofanie własnej interpretacji, która to postawa chyba wynika z chęci bycia maksymalnie wiernym zapisom świętej księgi, nie zamienia postawy religijnej w groteskę?

Spory teologiczne toczą się od tysięcy lat. Pytanie o to "czego chce ode mnie Bóg?" zadają sobie chrześcijanie, wyznawcy religii mojżeszowej, muzułmanie itd. Wszyscy stają przed problemem możliwości mataczenia, interpretowania woli Boga na zbyt wygodny sobie sposób. Aby się przed takim zagrożeniem mataczenia ochronić, najbardziej logiczne wydaje się wycofanie w ortodoksję. Ale...
... czy taka postawa sama z siebie też nie jest po prostu głupotą, albo wręcz...
brakiem zaufania Bogu? :shock:

Czy należy bowiem traktować sprawę tak, że oto Bóg dał ludziom jakąś świętą księgę i dalej całkiem zamknął mentalnie zagadnienie?
Ten spór toczy się od lat w łonie chrześcijaństwa - pomiędzy katolikami a protestantami.
Katolicy do nauczania, oprócz kanony Biblii dodają też tradycję i głos autorytetów (głównie papieża), czyli interpretacje dodatkowe, już bardziej współczesne. Protestanci, ze swoją zasadą "sola scriptura", próbują opierać się na samej Biblii.
Ja osobiście kiedyś nawet skłaniałem się ku podejściu protestanckiemu. Wydawało mi się ono bardziej czyste, chroniące przed koniunkturalizmem, mataczeniem nauki Chrystusa, nieraz chyba mającym miejsce w historii chrześcijaństwa. Jednak jest coś za coś - brak wyjaśnienia tych trudnych, poetycko pisanych, archaicznych tekstów też nie wydaje się optymalnym rozwiązaniem. Bo wielu rzeczy po prostu nie wiadomo, nie zostały w pismach w ogóle wspomniane, bo możliwych interpretacji jest często na tyle dużo, a do tego tak odmiennych, że wielu się w tym pogubi.
Czasem sobie myślę, że ateizm - swoim odrzuceniem świętych ksiąg - wprowadza do tej układanki dobry ferment. Bo wymusza podejście bardziej zdroworozsądkowe, bo tym sporom teologicznym dodaje nowy wymiar - konieczności spojrzenia na życie "jakie jest", a nie tylko zagłębianie się w zapisy, których statusu jakoś w pełni obiektywnie nie sposób jest ustalić.
Przy interpretacji tak poetycko pisanych tekstów kluczowe jest NATCHNIENIE. Z tym natchnieniem jednak sprawa jest dość śliska - trudno jest je odróżnić od dowolnego widzimisia. Nie wiadomo, czy nawet jeśli czujemy, że natchnienie mamy, to je mamy (i czy jest ono od Boga), czy też tak nam się tylko zdawało.
W moim przekonaniu, niektórzy potraktowali autorytet świętych ksiąg ZA BARDZO. Oczywiście można ich cenić za oddanie, za chęć nie folgowania sobie, a pragnienie absolutnego podporządkowania Bogu, ale - niezależnie od tego oddania im owej dewocyjnej intencji - jest w takiej postawie ukryte przekonanie, że Bóg już dawno się od ludzkości odciął, jest jakaś żegluga mentalna na deizm - bo przecież poza świętą księgą nie mamy już nic. Ale przecież i tak twardy fakt jest taki, że każdy wierny świętą księgę swojej wiary i tak INTERPRETUJE AKTUALNYM SWOIM ROZUMEM. Więc i tak nie przeskoczy się tego, iż do układanki w tę interpretację dojdzie współczesność. Więc i tak jest pytanie JAK (a nie CZY) tę współczesność do swojej religii włączyć?

Ciekawy w tym kontekście jest tu przykład ze Świadkami Jehowy, którzy dość enigmatyczny tekst z listu św. Pawła apostoła "powstrzymajcie się od krwi" zinterpretowali nie tylko jako zakaz składania krwawych ofiar, czy spożywania krwi, ale nawet rozszerzyli interpretację na zakaz transfuzji, włącznie z autotransfuzją. Z punktu widzenia ludzi spoza owego wyznania taka interpretacja wydaje mocno skrajna, naciągana na maksa. Bo w samej Biblii o transfuzji wzmianki nie ma. Nawet zakładając maksymalny tej księgi autorytet, zasadnym jest pytanie: o co konkretnie św. Pawłowi chodziło - czy na pewno myślał też o (auto)transfuzji?
Nie chcę tu inicjować dyskusji nad teologią Świadków Jehowy, bo napisano o tym grube "tomy" argumentacji, a pewnie i tak nikogo tu się nie przekona, jednak ten właśnie przykład chyba dość wyraziście pokazuje ten problem NADinterpretowania (choćby potencjalnego) wskazań świętych ksiąg. Czyli w szacunku dla tych ksiąg jednak MOŻNA PRZESADZIĆ.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2568
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:00, 22 Lis 2019    Temat postu: Re: Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?

Za bardzo nie można - a przynajmniej nie powinno ci to spędzać snu z powiek, na twoim katolickim miejscu przejąłbym się bardziej tym czy tzw. święte księgi można czcić i szanować za słabo.

Michał Dyszyński napisał:
Patrząc na postawy skrajnie ortodoksyjne (jak u Amiszów, Świadków Jehowy, którzy zabronili sobie nawet autotransfuzji, niektóre kościoły baptystów, kreacjonistów, nie mówiąc już o fundamentalistach islamskich, czy hinduskich), mimowolnie pojawia się refleksja: czy czasem nie jest tak, że część wyznawców czci swoje święte księgi za bardzo?
Albo może inaczej: czy wycofanie własnej interpretacji, która to postawa chyba wynika z chęci bycia maksymalnie wiernym zapisom świętej księgi, nie zamienia postawy religijnej w groteskę?

"Własna interpretacja" tego co uważasz za słowa Boga, to niezła pycha a poza tym dość ryzykowana sprawa - w przypadku jeśli Bóg jest mściwym bóstwem. Ci wszyscy "fundamentaliści" których wymieniłeś są tutaj bardziej racjonalni niż ty, poza tym są konsekwentni, nie są hipokrytami dostosowującymi się do panującej mody (zmiennej) na świecie. Tymczasem takiego katolika - od papieża do najgłupszej baby na podkarpackiej wiosce - nie sposób odróżnić od ateisty.

Michał Dyszyński napisał:
ten właśnie przykład chyba dość wyraziście pokazuje ten problem NADinterpretowania (choćby potencjalnego) wskazań świętych ksiąg. Czyli w szacunku dla tych ksiąg jednak MOŻNA PRZESADZIĆ.

Miedzy tobą a nimi jest jedna zasadnicza różnica. Oni tak czytają Biblie aby być bliżej Boga (nawet jeśli się mylą!) a ty tak czytasz Biblie aby dla wygody nie zrywać kontaktu ze światem rządzonym przez bezbożników i jednocześnie uważać się za wiernego. Jak myślisz kogo tutaj Jehowa zrzuci w przepaść potępienia?


Ostatnio zmieniony przez mat dnia Pią 22:06, 22 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:16, 22 Lis 2019    Temat postu: Re: Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?

mat napisał:
Michał Dyszyński napisał:
ten właśnie przykład chyba dość wyraziście pokazuje ten problem NADinterpretowania (choćby potencjalnego) wskazań świętych ksiąg. Czyli w szacunku dla tych ksiąg jednak MOŻNA PRZESADZIĆ.

Miedzy tobą a nimi jest jedna zasadnicza różnica. Oni tak czytają Biblie aby być bliżej Boga (nawet jeśli się mylą!) a ty tak czytasz Biblie aby dla wygody nie zrywać kontaktu ze światem rządzonym przez bezbożników i jednocześnie uważać się za wiernego. Jak myślisz kogo tutaj Jehowa zrzuci w przepaść potępienia?

Pewnie się zdziwisz moją odpowiedzią, ale szanuję Cię w jej kontekście na dość szczególny sposób. Myślę (nie upieram się, potraktujmy moje słowa jako spekulacje), że z grubsza Twoja ścieżka duchowa przebiegała w następujący sposób:
- zapoznałeś się z Biblią i nauczaniem chrześcijańskim.
- dostrzegłeś w nim wiele niekonsekwencji, czy wręcz jawnych sprzeczności
- powiedziałeś sobie coś w stylu: jeśliby nawet Bóg był, to na pewno nie może być tak pokręcony, tak sprzeczny wewnętrznie jak to głoszą religijne autorytety. A upierają się owe autorytety, przy absolutności swoich stwierdzeń na całego.
- patrząc na cały ten mentalny "bigos", jaki nam oferuje religia, za bardziej prawdopodobną uznałeś jednak opcję, że Boga nie ma, że wszystko jest blagą, bądź wynika z ogłupienia ludzi i braku odwagi wewnętrznej do przyznania się od tego, że to zwyczajnie się "kupy nie trzyma". Dla wielu( nie do końca szczerych) chrześcijan obraz Boga odpowiada najbardziej wizji tyrana, który najbardziej się wkurzy o brak posłuszeństwa, o zadawanie niewygodnych pytań, o to niesubordynację. Czyli tak naprawdę owi chrześcijanie wolą udawać, ze wierzą, choć w środku nie wierzą. Tak naprawdę to SIĘ ASEKURUJĄ.
- Ty jednak miałeś tę odwagę przyznać, że to jest blaga. Zmierzyłeś się wewnętrznie z tym strachem przed piekłem, jaki wmontowują nam autorytety religijne. Zmierzyłeś się i pokonałeś go. Z wyższością teraz patrzysz na tych przestraszonych i zmanipulowanych, którzy nie potrafią być uczciwi sami przed sobą. Ty to skalkulowałeś sobie prosto - skoro i tak mi grożą wszystkie religie - muzułmanie piekłem, za brak wiary w Allacha, zaś chrześcijanie - odwrotnie. Tak więc i tak jakieś piekło każdemu grozi, a nie wiadomo do końca, czyje piekło się ziści. Za logicznie najbardziej prawdopodobną przyjąłeś opcję, że zwyczajnie wszystkie religie się mylą, manipulują ludźmi (może i sami sobą) - trochę dla obietnicy nieba, trochę ze strachu, trochę żeby mieć swoich "ziomów w światopoglądzie".

Myślę (moje zdanie - MD), że taka postawa ma nawet jakby więcej uczciwości, niż postawa wierzących, którzy nie potrafią się zdecydować w jakiego Boga właściwie wierzą: mściwego, czy miłosiernego?
Święte księgi dają podstawy do uznania obu te opcji. Ale najprościej wydaje się zrobić operację bardziej drastyczną - nie decydować się na żadną z owych opcji, tylko obie uciąć razem z całym tym teizmem. Ucięte i spokój. Można z wyższością spoglądać na zabobonne masy...

Przyznam, że mi też jest znane to rozumowanie. Doceniam je. Chyba właściwie to cenię nawet wyżej, niż wiarę zakłamaną. Jeśli już się nie potrafi w wierze być gorącym, to lepiej być zimnym, a nie letnim.

Zastanawiałem się oczywiście, czy ja nie powinienem za owym rozumowaniem pójść. Prostota tego rozumowania kusi. Potem już jest tylko uwolnienie - brak wielu nakazów moralnych (szczególnie tych niezrozumiałych), brak dylematów w kwestii seksu, nudnych praktyk religijnych, katowania się wymuszanym poczuciem winy - w części za grzechy, co do których w ogóle się nie poczuwam. Co prawda życie nie będzie wieczne - z tym jednak można się pogodzić, tym bardziej, że coś takiego jak opcja piekielnych mąk, też nam znika z horyzontu zmartwień. Ogólnie jest lepiej, niż godzić się na te nieustanne cierpiętnictwa i połajanki ze strony panów w czarnych sukienkach.
Dlaczego piszący te słowa Michał tę - tak "logiczną", sensowną, a nawet pociągającą - opcję odrzucił?...
Powodów jest wiele. Pewnie można by napisać o tym książkę (gruby tom). W podsumowaniu owej książki by się pewnie znalazło, że Michałowi ostatecznie żaden argument ateizmu się nie oparł (w jego rozumieniu oczywiście, nie wszystkie Michał poznał, a tylko te, które poznał). Tutaj skupię się na tym argumencie - jak z wątku - ze świętych ksiąg.
Uważam, że niespójności w świętych księgach nie są niczym dyskredytującym religię jako całość. Rozumowanie jest z grubsza następujące:
- Pierwszą myślą jest, że Bóg (jeśliby istniał) to "powinien" jasno dać ludziom do zrozumienia, czego od nich oczekuje. Czyli święte księgi powinny być idealne, bez słabych stron, sprzeczności, niejasności. Wtedy dopiero Bóg mógłby wymagać od ludzi posłuszeństwa, jeśli stan przez owo posłuszeństwo postulowany był nie budzący wątpliwości. Czyż nie?...
Rozważmy tę opcję. W istocie oznaczałaby ona danie ludziom świętej księgi W POSTACI JAWNEGO EWIDENTNEGO CUDU. Oznaczałoby to de facto objawienie Boga ludziom. Bo sam idealny charakter takiej księgi, ewidentna jej moc, wykraczająca poza umysł jakiegokolwiek człowieka, który miałby cokolwiek napisać po swojemu, dałby ostatecznie KOMPLETNIE INNĄ WIZJĄ DOCZESNOŚCI. Wtedy mielibyśmy uproszczenie tego, czym życie człowieka na Ziemi miałoby być - byłby to test na posłuszeństwo i nic więcej!
Jednak ten świat, jaki mamy jest inny. Tutaj testem jest nie tylko samo posłuszeństwo, ale dodatkowo:
- rozum człowieka
- wola poszukiwania rozwiązań
- ścieranie się umysłu z wątpliwościami, niejasnościami, a przede wszystkim WIZJĄ SAMEGO SIEBIE (pytanie o to: kim jesteśmy?)
Wersja z absolutnie doskonałą, ewidentnie objawioną, czyli objawiającą w sposób oczywisty Boga świętą księgą ruguje z tego testu, jakiemu poddana jest ludzkość właściwie zdecydowaną większość KLUCZOWYCH ASPEKTÓW. A chyba najważniejszym jest to pytanie: kim jestem?
To pytanie nie miałoby sensu, jeśli głównym problemem życia byłoby jedynie zmuszenie się do tego co absolutnie pewne i oczywiste. Taki zmuszający się przez całe życie człowiek miałby z resztą chyba poczucie, że nie jest żadnym podmiotem (i słusznie, bo w tym układzie, by nie był). Odpowiadałoby to z grubsza sytuacji, którą mieli Adam i Ewa w raju - poczucie braku własnej podmiotowości, poczucie, że muszą coś robić, z czym się nie identyfikują, czego nie zadecydowali (a co ostatecznie wykorzystał wąż).
Mnie to rozumowanie doprowadziło ostatecznie do wniosku, że święta księga objawiona przez Boga POWINNA BUDZIĆ WĄTPLIWOŚCI, ona POWINNA BYĆ NIEJEDNOZNACZNA. Bo ona ma zostawić miejsce dla człowieka - na to, by sam zaczął pytać, zaczął dopasowywać swoje rozumienie do pewnej wizji własnej osoby. To ostatecznie skłoniło mnie do przekonania, że owa Biblia niejednoznaczna - gdzie raz Bóg występuje jako nieprzejednany sędzia, a innym razem głosi się Jego miłosierdzie - taka właśnie ma być. Zadałem też sobie pytanie: a ty, Michale, w jakiego Boga wierzysz?
- W tego mściwego i okrutnego?
- W Boga miłosiernego?
- może w obu... (siedząc okrakiem na barykadzie jak wielu)
Ja wierzę w Boga miłosiernego.
W takim razie co znaczą owe starotestamentowe teksty o Bogu mściwym do 7 pokolenia?
- Tu trzeba wziąć pod uwagę DO KOGO BYŁY OWE TEKSTY ADRESOWANE?
Ano do ludu krnąbrnego, który właściwie nie cenił niczego poza twardą siłą. Do ludu "o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach" (Ks. Ezechiela). Łagodnego tonu tamci ludzie by w ogóle nie zrozumieli, od razu by zlekceważyli całą treść pisma. Więc taki język jest dość powszechny w księgach Starego Testamentu. W Nowym Testamencie mamy już inną narrację - o Bogu miłosiernym. I tę narrację traktuję jako tę ostateczną.
Dlaczego tę, a nie tę wcześniejszą?...
- Trochę na podobieństwo znanych mi osobowości ludzi prawdziwie wielkich, prawdziwie silnych. Najczęściej oni nie okazują swojej siły, przewagi nad innymi. Najczęściej są łagodni. Z resztą akurat ja ich emocjonalnie rozumiem - gdybym miał wielką moc, np. możliwość zadawania ludziom wielkiego cierpienia samą tylko myślą, gdybym miał przewagę nad innymi na poziomie istoty wszechmocnej, to czy bym się nią okazywał co chwila, panoszył się i puszył?...
- Nawet gdybym na początku takie postawy miał, to raczej bardzo szybko bym się nimi znużył. I starałbym się właśnie osiągać jak największe efekty najmniejszym wkładem mocy. Bo skoro i tak mam oczywistą przewagę, to szybko efektem jest stosowania byłby świat typu zombie - totalnie przestraszonych ludzi, którzy nie okazują swojej woli, pragnień, możliwości, lecz wypatrują najmniejszej zmarszczki gniewu na obliczu swojego tyrana (czyli mnie). Byłby to świat nudy, świat właściwie niewyobrażalny nie tylko dla istoty naprawdę potężnej, ale już nawet dla jako tako rozwiniętego mentalnie człowieka naszych czasów. Czyli dla mnie jest oczywiste, że bóg tyran, to bóg - głupek, ktoś stojący mentalnie poniżej człowieka, czyli...
nie Bóg!
Dla mnie stało się więc jasne, że jeśli Bóg istnieje, to jest miłosierny. Ale też stawiający swoim dzieciom nieoczywiste zadania. Aby z tych dzieci wydobyć wszystko to, co w nich najlepsze. Wtedy ten obraz mi się domknął w całość i wyjaśniło się też, dlaczego święte księgi prawdziwej religii nie powinny być jawnie idealne.
Sorry, za ten długi post, ale inaczej tego trudnego zagadnienia nie umiem przedstawić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 5:53, 23 Lis 2019    Temat postu:

Ciekawą dyskusje zainicjowała pelikan.
Tam odsylam po moje stanowisko.
Cytat:
iekawy w tym kontekście jest tu przykład ze Świadkami Jehowy, którzy dość enigmatyczny tekst z listu św. Pawła apostoła "powstrzymajcie się od krwi" zinterpretowali nie tylko jako zakaz składania krwawych ofiar, czy spożywania krwi, ale nawet rozszerzyli interpretację na zakaz transfuzji, włącznie z autotransfuzją. Z punktu widzenia ludzi spoza owego wyznania taka interpretacja wydaje mocno skrajna, naciągana na maksa. Bo w samej Biblii o transfuzji wzmianki nie ma. Nawet zakładając maksymalny tej księgi autorytet, zasadnym jest pytanie: o co konkretnie św. Pawłowi chodziło - czy na pewno myślał też o (auto)transfuzji?
Nie chcę tu inicjować dyskusji nad teologią Świadków Jehowy, bo napisano o tym grube "tomy" argumentacji, a pewnie i tak nikogo tu się nie przekona, jednak ten właśnie przykład chyba dość wyraziście pokazuje ten problem NADinterpretowania (choćby potencjalnego) wskazań świętych ksiąg. Czyli w szacunku dla tych ksiąg jednak MOŻNA PRZESADZIĆ.


Twój przykład z krwią jest bardzo dobry.
SJ krwi nie przetaczaja, nie jedzą kaszanki ale wątróbkę( nie raz) byłam świadkiem aż im się uszy trzęsą...:-) :-) :-)


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Sob 5:56, 23 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 6:06, 23 Lis 2019    Temat postu:

4. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów wierzeń świadków Jehowy jest zakaz transfuzji krwi. Wszelkie tego typu akty, chociażby przy operacjach utożsamiane są z „krwiopijstwem” i są zabronione. Powołują się przy tym na cytaty ze Starego Testamentu (Księga Rodzaju 9,4-6; Księga Kapłańska 7, 26-27; 17, 10-14; Księga Powtórzonego Prawa 15, 23; Księga Samuela 14-34). Wielu badaczy Pisma Świętego odrzuca poglądy świadków Jehowy, uzasadniając że pism Starego Testamentu nie należy brać dosłownie, gdyż są one jedynie symboliczne. Jednak do dziś świadkowie odmawiają transfuzji, co jest kłopotliwe w ich leczeniu.

5. Katolicy czczą Jezusa Chrystusa, jako Boga. Świa
[link widoczny dla zalogowanych]


To powinno być w temacie Jacka, ktory jest być może komandorem ale umieszczę tutaj.
Byc może oni taktycznie czytaja biblie najbardz dosłownie.
Chociaż i wuj zbój nie raz mi ja tutaj cytował
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2568
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 11:37, 24 Lis 2019    Temat postu: Re: Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?

Michał Dyszyński napisał:
powiedziałeś sobie coś w stylu: jeśliby nawet Bóg był, to na pewno nie może być tak pokręcony, tak sprzeczny wewnętrznie jak to głoszą religijne autorytety.

Bóg może być tak pokręcony jak nigdy nie będziesz w stanie sobie wyobrazić. Nawet to, że Bóg miałby potępiać na wieczność własne stworzenia, które sam stworzył ułomnymi i podatnymi na pokusy Szatana, nie jest argumentem na to że nie istnieje. Bóg jest w stanie być jeszcze bardziej popieprzony niż w doktrynie katolickiej.

Michał Dyszyński napisał:
- patrząc na cały ten mentalny "bigos", jaki nam oferuje religia, za bardziej prawdopodobną uznałeś jednak opcję, że Boga nie ma.

Niezupełnie i nie chodzi tylko o Boga (równie dobrze jak produktem Boga możemy być częścią jakiegoś eksperymentu kosmitów, czy przysłowiowym mózgiem w słoiku). Uznałem, że skoro nie jesteśmy w stanie powiedzieć czegokolwiek o Uniwersum do którego nie mamy dostępu (nawet jeśli takowe istnieje), to religia nie ma sensu.

Michał Dyszyński napisał:
Ty to skalkulowałeś sobie prosto - skoro i tak mi grożą wszystkie religie - muzułmanie piekłem, za brak wiary w Allacha, zaś chrześcijanie - odwrotnie. Tak więc i tak jakieś piekło każdemu grozi, a nie wiadomo do końca, czyje piekło się ziści.

Bóg może robić co chce (przed nikim nie musi tłumaczyć) i równie dobrze co nagrodzić klakierów może zechcieć wynagrodzić szczodrze najgorszego przestępce w historii ludzkości, jeśli taka będzie Wola Boska. Ale wytłumacz to obsranym przed gniewem Boga katolikom, czy nawet uczonym teologom.

Michał Dyszyński napisał:
Ale najprościej wydaje się zrobić operację bardziej drastyczną - nie decydować się na żadną z owych opcji, tylko obie uciąć razem z całym tym teizmem. Ucięte i spokój. Można z wyższością spoglądać na zabobonne masy... Prostota tego rozumowania kusi.

Prostotę czy wręcz prostactwo umysłowe to reprezentują ale teiści mylący swe ograniczenia umysłowe, moralne i in. z atrybutami Boga.

Michał Dyszyński napisał:
Dlaczego piszący te słowa Michał tę - tak "logiczną", sensowną, a nawet pociągającą - opcję odrzucił?... Powodów jest wiele.

Powód jest jeden, po prostu brak Michałowi intelektualnej odwagi (nie każdy musi ją posiadać) przyznać, że nie jest w stanie powiedzieć o Bogu, dosłownie niczego. Nawet tego, że nie karze wiecznymi mękami za picie herbaty po godz. 17:00. Jak większości ludzi, wygodniej żyć mu w urojeniach. Nie powinien się przejmować, to mechanizm ewolucyjny.


Ostatnio zmieniony przez mat dnia Nie 11:53, 24 Lis 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:30, 24 Lis 2019    Temat postu:

Dodam. Szatanem na pewno JEST kobieta. No... nie każda :-) :-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:32, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał
dawno już nie ma zabobonnych mas. Każdy sobie kroi katolicyzm czy tam co innego jak mu pasuje..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:34, 24 Lis 2019    Temat postu:

anioł Michałm
Cytat:
sobie myślę, że ateizm - swoim odrzuceniem świętych ksiąg - wprowadza do tej układanki dobry ferment. Bo wymusza podejście bardziej zdroworozsądkowe, bo tym sporom teologicznym dodaje nowy wymiar - konieczności spojrzenia na życie "jakie jest", a nie tylko zagłębianie się w zapisy, których statusu jakoś w pełni obiektywnie nie sposób jest ustalić.


Ateiści studiują BibliĘ nawet lepiej od badaczy i SJ.
:) :wink:

Biblia dla psychologa może być skarbnicą.


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 12:38, 24 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:47, 24 Lis 2019    Temat postu: Re: Czy można święte księgi czcić i szanować ZA BARDZO?

mat napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dlaczego piszący te słowa Michał tę - tak "logiczną", sensowną, a nawet pociągającą - opcję odrzucił?... Powodów jest wiele.

Powód jest jeden, po prostu brak Michałowi intelektualnej odwagi (nie każdy musi ją posiadać) przyznać, że nie jest w stanie powiedzieć o Bogu, dosłownie niczego. Nawet tego, że nie karze wiecznymi mękami za picie herbaty po godz. 17:00. Jak większości ludzi, wygodniej żyć mu w urojeniach. Nie powinien się przejmować, to mechanizm ewolucyjny.

Oczywiście masz prawo tak sądzić, a ja nie jestem w stanie przedstawić dowodu, że jest inaczej. W końcu intencje nie posiadają materialnych, obiektywnych form, więc jestem tu bez szans.
Sam wewnętrznie jestem jednak przekonany, że to nie kwestia intelektualnej odwagi jest powodem mojego teizmu. W moim życiu było przynajmniej kilka zdarzeń, które bardzo wyraziście mi sugerowały obecność innej, bardziej duchowej strony rzeczywistości (nawet z czymś, co dałoby się chyba zaliczyć do kategorii cudu). Poza tym, z racji na pewne cechy mojej osobowości, właściwie każdego dnia mam wrażenie jakiejś formy pozamaterialnego kontaktu z różnymi aspektami otoczenia (dość szeroki temat, nie chcę tu się rozpisywać). Tak więc - niezależnie od tego, czy tu ulegam złudzeniu, czy sam sobie owe efekty psychiczne wytwarzam, czy jest to efekt z zewnątrz - po prostu mam przekonanie co do tego, że czysto materialny opis rzeczywistości jest ewidentnie niekompletny. I ja w to zwyczajnie WIERZĘ, czując to bezpośrednio czasem w bardzo codziennych sytuacjach.

Ale nawet jeśli by powyższe zlekceważyć, to powstaje pytanie: jaki status ma to Twoje stwierdzenie że brak mi intelektualnej odwagi?
- Jest dowiedzione? - Chyba jednak nie (dowodu nie przedstawisz).
Czyli wynika z Twojej WIARY.
Jeśli z wiary wynika, to znaczy, że w ogóle ten sposób wyrokowania o czymś uznajesz. To chyba też - na tej samej zasadzie - powinieneś jakoś uznać i docenić tę wiarę, którą mam ja.
Jeśli zaś byś uważał, że - jakimś mechanizmem nadzmysłowym - zdobywasz pewną formę potwierdzenia dla tezy o mojej lękowej genezie teizmu, to z kolei sugerowałoby, ze powinieneś uznać sferę nadzmysłową za jakoś tam realną. Czyli znowu byłby to powód do zastanowienia się, czy teiści - postulujący rozbudowany świat duchowy - nie mają tu jednak racji.
Warto tu dodać, że przecież sam pisałem, iż motyw strachu w przyjęciu teizmu jest sprzeczny wewnętrznie w kontekście istnienia wielu religii grożących piekłem. Aby się zabezpieczyć przed gniewem Allaha musiałbym wierzyć jak muzułmanin, ale to nie uchroniłoby mnie przed gniewem ze strony Wisznu, czy Boga chrześcijańskiego. Jakąś taka religia synkretyczna też nie byłaby rozwiązaniem, bo ewidentnie autorytety religii dominujących na świecie, nie dają wielkich nadziei na zbawienie wyznawcom obcych religii. Tak więc SAM OBALAM SOBIE argument ze strachu, jako nielogiczny. Jeślibym dalej tej argument wewnętrznie procesował, to musiałbym być w jakiejś sprzeczności uznając jeden rodzaj teizmu.
Oczywiście pewnie to zignorujesz, uznając że "jakoś tam" właśnie ze strachu (niezależnie od moich własnych powyższych przemyśleń) kultywuję mój teizm. Taka postawa pachnie mi jednak mocnym naginaniem rozumowania pod potrzeby, bo to co ma wyjść - czyli właśnie mój strach jako motywacja. W ten sposób byłbyś mocno arbitralny. Czyli - własną postawą - arbitralność dowartościowujesz. Tutaj tę arbitralność jesteś w stanie dowartościować tylko u siebie, odmawiając jej (już w postaci wiary) u innych. Będziemy wtedy mieli do czynienia z postawą podwójnych standardów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:00, 24 Lis 2019    Temat postu:

Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Kocham BibliĘ...
Helena Eilstein
[link widoczny dla zalogowanych]

Nawet Kościół ostrzega przed dosłownym odczytywaniem zwłaszcza Starego Testamentu.


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 20:58, 24 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:29, 24 Lis 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1867
Przeczytał: 69 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:18, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:


Jak byś zobaczył że nikt poza Tobą samym nie może Cię zbawić, to byś przestał być teistą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:37, 24 Lis 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:


Jak byś zobaczył że nikt poza Tobą samym nie może Cię zbawić, to byś przestał być teistą.

Jak to można "zobaczyć"?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 87 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:24, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:


Jak byś zobaczył że nikt poza Tobą samym nie może Cię zbawić, to byś przestał być teistą.

Jak to można "zobaczyć"?
Feelingly/odczuciowo Panie Michale. Błogostanem jest stan równowagi systemów nerwowych, który przez prawa fizyki a konkretnie kinezjologii czyli mechanice ruchow ciala umiejscawia się w fenomenie rozluźnienia mięśni. Z pewnością jako intelektualista nie będzie Pan miał problemu wyobrazić sobie [przez intuicję] rozkurczonego mięśnia sercowego i skurczonego mięśnia sercowego. Mamy takie mądre życiowo powiedzienie:
Cytat:
The issues are in the tissues. - Problemy są w tkankach.


Prof. Rudolph Tanzi, Ph. D. napisał:
The anxiety that permeates our modern society stems from our instinctive brain tirelessly compelling us to pay attention [use brain energy] to impulses of fear as if our survival depended on it. - Niepokój, który przenika nasze współczesne społeczeństwo, wynika z naszego instynktownego mózgu, który niestrudzenie zmusza nas do zwracania uwagi [wykorzystywania energii mózgu] na impulsy strachu, tak jakby od tego zależało nasze przetrwanie.


What we pay attention to, expands through reciprocity within an open system of dependencies. - To, na co zwracamy uwagę, rozszerza się przez prawo wzajemności w otwartym systemie zależności. Potwierdza to mądrość ludowa "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie." W czasach gdy Bóg był postrzegany jako srogi mężczyzna tam [w Polsce tak jest postrzegany przez wielu nadal] tudno było inwestować w medycynę prewencyjną która polega na tworzeniu siebie a nie niszczeniu najpiew niskimi intencjami z których wypływają destruktywne emocje, uczucia, myśli, słowa i przeznaczenie skracając życie człowieka lub je kończąc przedwcześnie.

Zbawienie siebie od siebie jest aktem łaski uświęcającej skierowanej do siebie aby wyzwalać się ze śmiertelnego uścisku ego by być sercowo i umysłowo [racjonalnie z uczuciem empatii własnej] otwartym na dialog z sobą który w sufizmie [światopogląd ponad religiami, gdzie "re" = ponownie a [i]ligios[/] = łączność] określany jest jako I/thou czyli Ja [Prawdziwe] z tyś [kolejna twarz ego/ja fałszywego] w celu ponownej łączności w konstrukcji samego siebie aby takim dokonywać relacji międzyludzkich.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 87 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:25, 24 Lis 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Kocham BibliĘ...
Tylko mniemam, że nie "ślepo" :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 87 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:28, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:
Teizm to skończona siła dogmatu. A theist <-> atheist różnica jest tylko, czy światopogląd zniewala czy uwalnia do poznawania głębiej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
anbo




Dołączył: 09 Lut 2006
Posty: 3380
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 20:03, 24 Lis 2019    Temat postu:

Generalnie powoływanie się na wolę Boga - czy to wyrażoną na piśmie... (zaśmiałem się w tym momencie), czy poprzez objawienie, ma skutki przeważnie doniosłe i jest wyrażane w sposób kategoryczny, czasami ze szkodą dla innych, więc jako taki powinien być adekwatnie mocno uargumentowany, tymczasem nie jest.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1867
Przeczytał: 69 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:40, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:


Jak byś zobaczył że nikt poza Tobą samym nie może Cię zbawić, to byś przestał być teistą.

Jak to można "zobaczyć"?


Trzeba zobaczyć skąd się bierze cierpienie, żeby zobaczyć skąd się bierze szczęście.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15983
Przeczytał: 122 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:44, 24 Lis 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Nie wątpię.
Tylko trochę się dziwię, że po tych przeżyciach nie zostają teistami. :think:


Jak byś zobaczył że nikt poza Tobą samym nie może Cię zbawić, to byś przestał być teistą.

Jak to można "zobaczyć"?


Trzeba zobaczyć skąd się bierze cierpienie, żeby zobaczyć skąd się bierze szczęście.

Ja nie mam zmysłu, który bo to potrafił obserwować. Mogę nad tym rozmyślać, mam nawet pewne przypuszczenia i hipotezy, ale mam też i świadomość braku pewności co do ich statusu poprawności. Tak więc trudno jest mi tę radę zastosować w praktyce. Choć oczywiście zastanawiam się nad wskazanymi zagadnieniami szczęścia i cierpienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1867
Przeczytał: 69 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:02, 24 Lis 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Ja nie mam zmysłu, który bo to potrafił obserwować. Mogę nad tym rozmyślać, mam nawet pewne przypuszczenia i hipotezy, ale mam też i świadomość braku pewności co do ich statusu poprawności. Tak więc trudno jest mi tę radę zastosować w praktyce. Choć oczywiście zastanawiam się nad wskazanymi zagadnieniami szczęścia i cierpienia.


Skąd się bierze Twoja wiara w Boga i co by ją mogło zniszczyć? Jesteś w stanie to sobie wyobrazić, utratę wiary? Jeżeli nie, to nierozsądnie wierzysz, bo albo masz wiarę, na utratę której nie jesteś gotowy, albo wierzysz ślepo, albo jedno i drugie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:03, 24 Lis 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Semele napisał:
Ateisci tez maja wiele duchowych przeżyć. Michał. Mam nadzieję, że w to nie wątpisz.:-)??

Kocham BibliĘ...
Tylko mniemam, że nie "ślepo" :*


Wiesz jak ja kocham...neurotycznie (to zart).

Mam zamiar znowu sięgnąc do
[link widoczny dla zalogowanych]

Aktualnie zaś oglądam film na wp. Teraz leci o pogrzebach żydowskich.
[link widoczny dla zalogowanych]
Ossuarium...

[link widoczny dla zalogowanych]

Jak miło ze sobą rozmawiają...


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 21:07, 24 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 87 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:09, 24 Lis 2019    Temat postu:

anbo napisał:
Generalnie powoływanie się na wolę Boga - czy to wyrażoną na piśmie... (zaśmiałem się w tym momencie), czy poprzez objawienie, ma skutki przeważnie doniosłe i jest wyrażane w sposób kategoryczny, czasami ze szkodą dla innych, więc jako taki powinien być adekwatnie mocno uargumentowany, tymczasem nie jest.
Niekoniecznie, bo Natywni Amerykanie inspirują <->

Cytat:
Czym jest życie?
Jest błyskiem świetlnej muszki w mroku nocy
Oddechem bawołu zimą
Cieniem trawki, który ginie w słońcu
Życie które znamy mija zbyt szybko
Umierając wracamy do światła
Źródła gdzie jest nasz początek
Wtedy rzeczywistość ma tylko jedno źródło
Jesteśmy tym źródłem
Bóg jest naszym najwyższym instynktem samopoznania.
Teraz hipotetycznie i humorystycznie zastanówmy się jak wyglądała by historia kultury zachodniej opartej na chrześcijaństwie gdyby cesarz Konstantyn dzielił wizję Boga z natywną ludnością Ameryki Północnej :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 87 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:12, 24 Lis 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Ja nie mam zmysłu, który bo to potrafił obserwować. Mogę nad tym rozmyślać, mam nawet pewne przypuszczenia i hipotezy, ale mam też i świadomość braku pewności co do ich statusu poprawności. Tak więc trudno jest mi tę radę zastosować w praktyce. Choć oczywiście zastanawiam się nad wskazanymi zagadnieniami szczęścia i cierpienia.


Skąd się bierze Twoja wiara w Boga i co by ją mogło zniszczyć? Jesteś w stanie to sobie wyobrazić, utratę wiary? Jeżeli nie, to nierozsądnie wierzysz, bo albo masz wiarę, na utratę której nie jesteś gotowy, albo wierzysz ślepo, albo jedno i drugie.
Pan Michał zmieniał już światopogląd jako człowiek dorosły przynajmniej, jak czytałam, z atezimu na katolicyzm. Ja się uwolniłam od dogmatu religii katolickiej z powodu hipokryzji ale nie odrzucam faktu, że wywodzę się z rodziny katolickiej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8305
Przeczytał: 102 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:24, 24 Lis 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Ja nie mam zmysłu, który bo to potrafił obserwować. Mogę nad tym rozmyślać, mam nawet pewne przypuszczenia i hipotezy, ale mam też i świadomość braku pewności co do ich statusu poprawności. Tak więc trudno jest mi tę radę zastosować w praktyce. Choć oczywiście zastanawiam się nad wskazanymi zagadnieniami szczęścia i cierpienia.


Skąd się bierze Twoja wiara w Boga i co by ją mogło zniszczyć? Jesteś w stanie to sobie wyobrazić, utratę wiary? Jeżeli nie, to nierozsądnie wierzysz, bo albo masz wiarę, na utratę której nie jesteś gotowy, albo wierzysz ślepo, albo jedno i drugie.
Pan Michał zmieniał już światopogląd jako człowiek dorosły przynajmniej, jak czytałam, z atezimu na katolicyzm. Ja się uwolniłam od dogmatu religii katolickiej z powodu hipokryzji ale nie odrzucam faktu, że wywodzę się z rodziny katolickiej.


Ja nawet zostałam ochrzczona przez babunie. Czy LUDZIE, którzy pochodzą z rodzin katolickich są lepsi?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Święte Księgi Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin