Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego Bóg nie usunie zła z tego świata?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:28, 25 Cze 2018    Temat postu: Dlaczego Bóg nie usunie zła z tego świata?

Odpowiedź jest prosta: bo dzięki temu, że owo zło na tym świecie jest, to każdy człowiek może wykazać, że ma rozum i serce, udowodnić swoją ludzką wartość poprzez umiejętne uporanie się z owym złem.

(choć dodam, że powyższy powód, choć jest powodem głównym, to nie jest jedynym)


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 14:30, 25 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 14:50, 25 Cze 2018    Temat postu:

A czym jest zło? Jak je zdefiniować aby objąć całokształt zagadnienia?
W języku potocznym mówimy o złych zachowaniach, złych ludziach, złych zwierzętach, rośliny które uważamy za złe nazywamy chwastami, złych nawykach ( nałogach), złych odpowiedziach, złych spojrzeniach, złych poglądach, złych rzeczach....
Większość z tego jest złe z danego punktu widzenia, a ja się nie pytam o to co jest złe a co nie ,tylko co to jest zło ? Czy to tylko brak dobra czy też sprawa jest dużo bardziej skomplikowana?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:21, 25 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
A czym jest zło? Jak je zdefiniować aby objąć całokształt zagadnienia?
W języku potocznym mówimy o złych zachowaniach, złych ludziach, złych zwierzętach, rośliny które uważamy za złe nazywamy chwastami, złych nawykach ( nałogach), złych odpowiedziach, złych spojrzeniach, złych poglądach, złych rzeczach....
Większość z tego jest złe z danego punktu widzenia, a ja się nie pytam o to co jest złe a co nie ,tylko co to jest zło ? Czy to tylko brak dobra czy też sprawa jest dużo bardziej skomplikowana?

Sednem zła są:
fałsz i
słabość

Można też zło rozumieć jako NIEADEKWATNOŚĆ DO NATURY, ale też i ZAPRZECZENIE DĄŻENIU DO DOSKONAŁOŚCI, to skupienie się na jakimś aspekcie wyrwanym z kontekstu, połączone z zaniechaniem tego, co ważne.
Zło to też znieważenie piękna człowieczeństwa, czy ogólniej świadomości, wywyższenie rzeczy niższych, jednostkowych, ponad wyższe duchowe i całościowe.
Ktoś ulegający złu skupia się na czymś pochłaniającym w bieżącym czasie jego umysł, choć w istocie zaprzeczającym jemu samemu, jego godności w szerszym sensie. Źli ludzie, to ludzie TOTALNIE SKONFLIKTOWANI Z WŁASNĄ NATURĄ, Z LOGIKĄ SWOICH UCZUĆ.
Podam przykład typowego zła - oto mamy tyrana domowego, kogoś kto krzywdzi bliskie mu osoby słowem, czasem cieleśnie. Z czego taka postawa wynika?
- z jednej strony górę bierze pragnienie kontroli, pragnienie udowodnienia sobie, że się panuje nad sytuacją, czego "dowodem" miałoby być to, że można robić rzeczy przykre innym ludziom, a ci ludzie nie są w stanie się przeciwstawić. Więc typowy psychopata (osobnik z patologicznym dążeniem do kontroli) wciaż sobie udowadnia, jak to on jest ważny, jak rzeczy muszą się dziać po jego myśli. Często kryje się za tym kompleks, może jakiś uraz z wcześniejszych lat - gdy ów ktoś był poniżany, deprywowany w swoich pragnieniach, dążeniach. Choć nieraz psychopata po prostu tak bardzo ceni sobie swoje własne grymaszenie, wywyższanie nad innych, że ignoruje dobro tamtych osób. Ostatecznie mamy zło w dość wyrazistej postaci - krzywda ludzka, cierpienie, które nie wynika z jakiejś zewnętrznej okoliczności, a czystej słabości sprawcy, nieuporządkowania emocji w umyśle psychopaty. Psychopata w głębi jest SŁABY i GŁUPI. Gdzieś po trosze przeczuwa tę słabość i głupotę, co wywołuje w nim tym większy lęk i tym bardziej wzmaga pragnienie udowodnienia sobie, że sprawuje kontrolę.
Dlaczego taki tyran domowy jest głupi?
- Bo jakby przejrzał dokładnie swoje emocje, sytuację w jakiej jest, to by się zorientował, że wcale nie chce niszczyć swojej rodziny (ona jest jedynym co ma, jedyną jego psychiczną ostoją, w samotności psychopatyczna nieopanowana agresja daje efekt autodestrukcji), że w gruncie rzeczy to krzywdzenie innych niczego trwałego mu nie daje, że jest to tylko nieustanne zaspakajanie tego "robaka" w sobie, który gryzie i domaga się "pożywienia". Tyran domowy, gdy osiągnie "swój cel" - tzn. ostatecznie poniży innych maksymalnie - czasem doprowadzając do śmierci, ciężkiej choroby, zorientuje się, że właśnie wtedy nie ma już nic, że stracił wszystko. A więc jego cel był z natury wadliwy, on zaś - akceptując ów cel - okazał się totalnym głupcem. Ale jest w tym też silny element zwykłej słabości - bo trzeba mieć moc, aby powstrzymać tego robaka, który gryzie nas w emocjach, wyjść z pierwszego odruchu "jestem wkurzony, więc muszę się na kimś wyżyć", opanować go, spojrzeć na sprawę pod kątem, jaki w tym sens, co dalej będzie. Do tego aby wyjść z owej pierwotnej emocji, nie dać się skusić temu diabłu/genom/instynktom/nagłym emocjom trzeba zdobyć się na minimum opanowania, na wyjście PONAD to, co bieżące, a próbujące zdominować. Tyrani, to przede wszystkim ludzie słabi, choć na zewnątrz starają się zgromadzić właśnie atrybuty siły; jednak są SŁABI WOBEC SAMYCH SIEBIE, wobec niższych instynktów nimi miotających.

Tak więc istotą zła jest nieumiejętność wyjścia ponad to co bieżące, co dominuje osobę, blokując jej szersze spojrzenie - na to co ona rzeczywiście (trwale, w dłuższym osądzie sprawy) pragnie, a co powinna móc odkryć, analizując zdarzenia świata. Można by powiedzieć, że zło wiąże się z nie odkryciem swojej własnej niesprzecznej natury.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 15:29, 25 Cze 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:16, 25 Cze 2018    Temat postu:

Czekaj, w takim układzie dobro to zrozumienie i działanie zgodnie z naturą, a zło polega na braku takiego zrozumienia, działań przeciwko własnej naturze, czyli im lepiej rozumiemy siebie i innych, swoje prawdziwe potrzeby oraz prawdziwe potrzeby innych, im lepiej znamy swoją wartość i nie czujemy bezsensownej wówczas potrzeby udowadniania jej sobie i innym tym będziemy się lepiej zachowywać?
Czyli maksymalne dobro byłoby pełnym pogodzeniem się z sobą i z światem, a zło w sumie bezsensowną walką, wojną przeciwko sobie i swojemu otoczeniu?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:28, 25 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Czekaj, w takim układzie dobro to zrozumienie i działanie zgodnie z naturą, a zło polega na braku takiego zrozumienia, działań przeciwko własnej naturze, czyli im lepiej rozumiemy siebie i innych, swoje prawdziwe potrzeby oraz prawdziwe potrzeby innych, im lepiej znamy swoją wartość i nie czujemy bezsensownej wówczas potrzeby udowadniania jej sobie i innym tym będziemy się lepiej zachowywać?
Czyli maksymalne dobro byłoby pełnym pogodzeniem się z sobą i z światem, a zło w sumie bezsensowną walką, wojną przeciwko sobie i swojemu otoczeniu?

Właśnie tak. :*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:04, 25 Cze 2018    Temat postu:

Jak godzisz taki zdefiniowane dobro i zło pasuje Ci do koncepcji Boga i zbawienia?
Niby wiem , ale wiem na poziomie na którym nie umiem tego dobrze ubrać w sława, a sądzę że Tobie to ładnie wyjdzie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:29, 25 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Jak godzisz taki zdefiniowane dobro i zło pasuje Ci do koncepcji Boga i zbawienia?
Niby wiem , ale wiem na poziomie na którym nie umiem tego dobrze ubrać w sława, a sądzę że Tobie to ładnie wyjdzie.

Dzięki za zaufanie.
Mogę coś spróbować.
W tradycji religijnej mamy pojęcie grzechu pierworodnego. Ja wiążę je właśnie z tym, że na jakimś etapie rozwoju świadomości nastąpiło coś w rodzaju odłączenia się pragnień od możliwości ich realizacji w jakimkolwiek sensownym (dający się zrealizować) świecie. Człowiek zaczął pragnąć czegoś, co nie da się zrealizować, bo będzie skonfliktowane z głębszą naturą owego człowieka, a także z innymi jego pragnieniami. Taki człowiek byłby skazany na bycie nieszczęśliwym, a ten stan nieszczęścia by się pogłębiał.
Bóg nie miał innego wyjścia, jak zastosować wobec człowieka przymusową edukację. Dziedzina, którą człowiek ma w ramach owej edukacji opanować jest bardzo trudna, bo wiąże się z pogodzeniem sprzeczności, wyplątaniem umysłu z uproszczonego widzenia siebie i świata.
Chyba największą sprzecznością jest to, że wyrażamy siebie (swoje ja) przez ekspansywność. Jednak owa ekspansywność, w warunkach wolności i braku pełnej wiedzy, MUSI ZAOWOCOWAĆ BŁĘDEM (prędzej czy później). Ja wobec faktu błędu musi przyjąć jakąś postawę. Postawa radykalna polegałaby na totalnym odrzuceniu - skoro popełniam błąd, to znaczy, że wybieram i działam wadliwie. To jest potępienie dla świadomości - źle wybierająca świadomość, to źle myśląca świadomość, to wadliwa (bo myślenie, obróbka bodźców jest jej zadaniem) w swoim funkcjonowaniu świadomość. Życie na tym naszym łez padole ma nauczyć człowieka, że błędy się wybacza, że błąd (grzech) to nie wszystko. Niestety, nie można też powiedzieć, że błąd jest całkiem bez znaczenia. Bo prawdą jest, że błąd ŚWIADCZY o wadliwości jakiegoś myślenia. Tyle, że prawidłową reakcją jest nie odrzucenie samego błądzącego, lecz wyłącznie błędu; dalej naprawienie zastosowanego wtedy podejścia, a na koniec postąpienie dalej na drodze do budowania takiego umysłu, który (przynajmniej tych poważnych) błędów będzie umiał uniknąć. Dlatego to na tym świecie wszystko jest ze sobą wymieszane - dobro ze złem, mądrość z głupotą, prawda z fałszem. Człowiek powinien wyciągnąć z tego wszystkiego wniosek, że to nie zdarzenia ostatecznie są najważniejsze, nawet nie wybory (choćby błędne), lecz sama świadomość jako taka jest zasadniczym celem. Postawienie świadomości (osób, ale może ogólniej istot odczuwających) ponad incydentalnością zdarzeń życia stanowi pancerz przed potępieniem. To dlatego w najważniejszej modlitwie chrześcijanina mówi człowiek do Boga "odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" - to oznacza UZNANIE REGUŁY: przebaczenie jest wyżej, niż to co się zdarza.
Ale tu oczywiście narzuca się pytanie: czy na pewno w owym układzie jest potrzebny Bóg?
Dlaczego naszą prośbę o przebaczenie zanosimy do Boga, a nie np. (wyłącznie) do ludzi, których skrzywdziliśmy?...
Problemem jest złożoność całego układu. Po pierwsze - nie wszyscy by nam przebaczyli. Nawet z jednym kimś (nie ważne na ile zasadnie), kto nam nie przebaczył, mamy ten problem, że nie mamy możliwości zakwalifikować siebie, jak ci, którym przebaczono. Ludzie by nam przebaczyli, bo może do idei przebaczenia nie dorośli, czegoś tam nie zrozumieli, może mają jeszcze inne problemy, których (przynajmniej aktualnie) rozwiązać się nie da (w sumie nie ważne z jego powodu, ale fakt by był). W związku z tym zgłaszamy się do ARBITRA, ale też i OJCA, kogoś kto jest ważny i zaangażowany w cały ów układ. Bóg jest w tym układzie tym czynnikiem ZEWNĘTRZNYM wobec ja, czyli przebaczenie z Jego strony jest przebaczeniem zewnętrznym, nie jest samoorzekaniem, nie jest skażone stronniczością. Oczywiście tu byłby też niezbędny pewien AKT WOLI Z NASZEJ STRONY. To nie jest tak, ze Bóg przebaczy tym, którym na przebaczeniu nie zależy, którzy samego Boga odrzucają. Ci będą mieli winy W SOBIE. Będą je mieli, bo czyny zaistniały, prawda o nich jest niezaprzeczalna, a nie było komu tego faktu zdjąć. To może je po prostu zapomnieć?...
Ale rzeczy są ze sobą powiązane, zapominając jedno, właściwie zapominamy wszystko. Z resztą, nie wiadomo, czy potrafilibyśmy zapomnieć. Poza tym zapomnienie oznaczałoby tez alienację, ucieczkę ze wspólnoty, totalną samotność - czyli znowu stan de facto potępienia.
Nie, nic nie będzie wymazane z "księgi życia". Co było, to było, co się stało, pozostanie po wsze czasy. Jedyne czym można tu manipulować to INTERPRETACJA tego, co się stało. Jest interpretacja w duchu szukania błędów i drobiazgowego ich wypominania, a jest interpretacja w duchu przebaczenia.
Ale przebaczenie też nie jest łatwe, nie jest jednowymiarowe. Przebaczenie to nie jest zapomnienie, nie jest wymazaniem tego, co się stało, lecz POGODZENIEM WEWNĘTRZNYM z tym co się stało. Na to człowiekowi może zabraknąć mocy mentalnych. A właściwie to należałoby sądzić, że z pewnością zabraknie owych mocy, bo NIE ZNAMY MIARY osądzania siebie. Co osądzimy, to zrobimy to arbitralnie - mocą widzimisię, czyli z zasadnością bliską zera, będąc sędziami we własnej sprawie. Dlatego jednak ODDAJEMY TEN SĄD BOGU. Sami go Bogu oddajemy! (przynajmniej my chrześcijanie). Nie dlatego oddajemy sąd nad nami Bogu, że ktoś nas do tego zmusza (teoretycznie można próbować się odciąć od całego tego związku z Bogiem), ale dlatego, że tylko tak odnajdujemy zasadność owego sądu. Osądzanie samych siebie jako sprawcy, z mocą umysłu, który jest sprawcą (czyli potencjalnie jest właśnie wadliwy, a więc nie ma prawa się zasadnie osądzać), jest osądem wadliwym, a przez to nieskutecznym, czyli nie mającym mocy odrzucenia win. Dopiero oddanie sądu nad nami w gestię innej osoby/instancji czyni ów osąd poprawnym. Teraz, gdy już wiemy, że chcemy być osądzeni przez Boga ZGŁASZAMY NASZ AKCES DO ZASADY OWEGO SĄDU - przebaczenie, jako norma - przebaczają nam, bo przebaczamy my.
Kto nie przebacza sam, ten nie zasługuje na przebaczenie, ale kto przebaczenie uczynił SWOIM prawem, będzie mocą owego prawa osądzony.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1009
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 112 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:10, 25 Cze 2018    Temat postu:

Cytat:

W tradycji religijnej mamy pojęcie grzechu pierworodnego. Ja wiążę je właśnie z tym, że na jakimś etapie rozwoju świadomości nastąpiło coś w rodzaju odłączenia się pragnień od możliwości ich realizacji w jakimkolwiek sensownym (dający się zrealizować) świecie. Człowiek zaczął pragnąć czegoś, co nie da się zrealizować, bo będzie skonfliktowane z głębszą naturą owego człowieka, a także z innymi jego pragnieniami. Taki człowiek byłby skazany na bycie nieszczęśliwym, a ten stan nieszczęścia by się pogłębiał.

Też dostrzegasz podobieństwo do buddyzmu i uznania że to pragnienia są źródłem cierpienia? Wydaje mi się że rozdział pragnień wypływających z potrzeb i tych płynących z zachcianek jest kluczową kwestią, bo zaspokajanie pragnień w sposób nie krzywdzący innych( na tyle na ile jest to możliwe) jest dobre i zgodne z naturą człowieka i innych istot i powinniśmy się w tym doskonalić przez poznawanie potrzeb i metod ich realizacji. Zachcianki to pragnienia których nie da się zaspokoić, lub ich zaspokajanie przynosi więcej szkody niż pożytku, a one same wypływają z błędnego zrozumienia siebie i świata.

Dobre i złe pragnienia... Drzewo poznania dobra i zła...


Cytat:
Bóg nie miał innego wyjścia, jak zastosować wobec człowieka przymusową edukację. Dziedzina, którą człowiek ma w ramach owej edukacji opanować jest bardzo trudna, bo wiąże się z pogodzeniem sprzeczności, wyplątaniem umysłu z uproszczonego widzenia siebie i świata.

Sądzę że zawsze nasze widzenie siebie i świata będzie uproszczone, a cała sztuka polega na eliminacji błędnych założeń, uproszczeń , a może wręcz tylko na zorientowaniu się co jest czym, aby mieć świadomość że to uproszczenia a nie rzeczywistość.

Cytat:
Chyba największą sprzecznością jest to, że wyrażamy siebie (swoje ja) przez ekspansywność. Jednak owa ekspansywność, w warunkach wolności i braku pełnej wiedzy, MUSI ZAOWOCOWAĆ BŁĘDEM (prędzej czy później). (...) Życie na tym naszym łez padole ma nauczyć człowieka, że błędy się wybacza, że błąd (grzech) to nie wszystko. Niestety, nie można też powiedzieć, że błąd jest całkiem bez znaczenia. Bo prawdą jest, że błąd ŚWIADCZY o wadliwości jakiegoś myślenia. Tyle, że prawidłową reakcją jest nie odrzucenie samego błądzącego, lecz wyłącznie błędu; dalej naprawienie zastosowanego wtedy podejścia, a na koniec postąpienie dalej na drodze do budowania takiego umysłu, który (przynajmniej tych poważnych) błędów będzie umiał uniknąć.

Odkrycie błędu to cenna informacja, bodziec do wprowadzenia poprawek na przyszłość, do udoskonalenia systemu i to nie zależnie od tego o jakim systemie mowa. Po prostu konsekwencją błędu nie powinna być kara ale działanie aby możliwie naprawić błąd i więcej go nie popełniać.


Cytat:
Ale tu oczywiście narzuca się pytanie: czy na pewno w owym układzie jest potrzebny Bóg?
(...) Bóg jest w tym układzie tym czynnikiem ZEWNĘTRZNYM wobec ja, czyli przebaczenie z Jego strony jest przebaczeniem zewnętrznym, nie jest samoorzekaniem, nie jest skażone stronniczością. Oczywiście tu byłby też niezbędny pewien AKT WOLI Z NASZEJ STRONY. To nie jest tak, ze Bóg przebaczy tym, którym na przebaczeniu nie zależy, którzy samego Boga odrzucają. Ci będą mieli winy W SOBIE. Będą je mieli, bo czyny zaistniały, prawda o nich jest niezaprzeczalna, a nie było komu tego faktu zdjąć.

Może po prostu ludzie nie potrafią sami sobie wybaczyć i potrzebują czuć że ktoś potężniejszy od nich im przebacza?
Cytat:

To może je po prostu zapomnieć?...
Ale rzeczy są ze sobą powiązane, zapominając jedno, właściwie zapominamy wszystko. Z resztą, nie wiadomo, czy potrafilibyśmy zapomnieć. Poza tym zapomnienie oznaczałoby tez alienację, ucieczkę ze wspólnoty, totalną samotność - czyli znowu stan de facto potępienia.

No i zapomnienie o błędzie może skutkować jego ponowieniem, warto nawet pamiętać o cudzych błędach z przeszłości, uczyć się na nich aby nie musieć samemu ich popełniać. Potępianie ludzi którzy coś schrzanili w przeszłości jest absurdalne, powinno się ich cenić bo dzięki nim możemy uczyć się na ich błędach, a tych popełnić można tyle że życia nie starczy...

Cytat:
Przebaczenie to nie jest zapomnienie, nie jest wymazaniem tego, co się stało, lecz POGODZENIEM WEWNĘTRZNYM z tym co się stało.

Przebaczenie to pogodzenie się z tym co się stało, to jedyne co można zrobić bo przeszłości się nie zmieni, a brak przebaczenia to tylko przeciąganie negatywnych doznań, bezsensowna pogoń za zemstą, odpokutowaniem itd.
Cytat:

Dopiero oddanie sądu nad nami w gestię innej osoby/instancji czyni ów osąd poprawnym. Teraz, gdy już wiemy, że chcemy być osądzeni przez Boga ZGŁASZAMY NASZ AKCES DO ZASADY OWEGO SĄDU - przebaczenie, jako norma - przebaczają nam, bo przebaczamy my.
Kto nie przebacza sam, ten nie zasługuje na przebaczenie, ale kto przebaczenie uczynił SWOIM prawem, będzie mocą owego prawa osądzony.

Ale i tak podstawą jest to aby nauczyć się przebaczać sobie i innym , zrozumieć że mamy prawo do błędów.
Mogę sobie wyobrażać że to Bóg mi wybacza, ale szczerze nie rozumiem po co, dziecko łatwiej wybacza sobie coś gdy wie że rodzice mu wybaczyli, że wszytko jest ok - może ta potrzeba boskiego wybaczającego sędziego to pozostałość po tym okresie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:38, 25 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Mogę sobie wyobrażać że to Bóg mi wybacza, ale szczerze nie rozumiem po co, dziecko łatwiej wybacza sobie coś gdy wie że rodzice mu wybaczyli, że wszytko jest ok - może ta potrzeba boskiego wybaczającego sędziego to pozostałość po tym okresie?

Będę się upierał, ze to coś więcej niż pozostałość po okresie dziecięcym. Jest tu pytanie o ZASADNOŚĆ owego przebaczenia. Jak pisałem wcześniej, przebaczenie nie jest zapomnieniem. Poza tym pewnych konsekwencji naszych błędów nie da się wymazać. A do tego, co zrobić z tymi, którzy nam nie wybaczyli?
Bez zewnętrznego arbitra o wielkiej mądrości i mocy naprawiania szkód, te błędy wciąż będą trwały - bo fakt ich nieprawidłowości wciąż się w umyśle "panoszy", wciąż dźga samoocenę.
Wielu dorosłych ludzi nie potrafi sobie poradzić z tym, co im ciąży na sumieniu. I to nawet często wcale nie są osoby religijne. A przecież nie ujrzeli wszystkich konsekwencji swoich czynów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 460
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 41 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:37, 14 Lip 2018    Temat postu:

Czy Michale będziesz miał mi za złe, jak zadam tu pytanie trochę odbiegające od głównego tematu?

Analizując trochę swoje życie i życie tak w ogóle zastanawiam się nad niby pytaniem błahym, ale nie dającym mi jakoś spokoju. Ja nie potrafię dokonać głębokiej analizy świata, ale wielu z was jest w tym dobra.

Zastanawia mnie czemu w naszym świecie ZŁO JEST ŁATWIEJSZE OD DOBRA - tzn. dlaczego szybciej człowiekowi może przytrafić się coś niedobrego, a to, co dobre to zazwyczaj wielkim wysiłkiem się osiąga. Dlaczego w naszym życiu zło potrafi zrobić sie szybciej zamiast czegoś dobrego..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11161
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 795 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:52, 14 Lip 2018    Temat postu:

Katolikus napisał:
Czy Michale będziesz miał mi za złe, jak zadam tu pytanie trochę odbiegające od głównego tematu?

Analizując trochę swoje życie i życie tak w ogóle zastanawiam się nad niby pytaniem błahym, ale nie dającym mi jakoś spokoju. Ja nie potrafię dokonać głębokiej analizy świata, ale wielu z was jest w tym dobra.

Zastanawia mnie czemu w naszym świecie ZŁO JEST ŁATWIEJSZE OD DOBRA - tzn. dlaczego szybciej człowiekowi może przytrafić się coś niedobrego, a to, co dobre to zazwyczaj wielkim wysiłkiem się osiąga. Dlaczego w naszym życiu zło potrafi zrobić sie szybciej zamiast czegoś dobrego..

W moim przekonaniu wynika to z tego, że dobro jest o wiele bardziej twórcze niż zło. Zło można by w dużym stopniu utożsamić z chaotycznym, bezrefleksyjnym, bądź pozbawionym głębszej refleksji stosowaniem wrodzonych skłonności. Dobro wymaga opanowania, zrozumienia, jest pokonywaniem tego, co ze "świata", przychodzi jako bunt przeciwko temu co zgotowała nam ewolucja, prawa biologii. To wymaga i zrozumienia, i poszukiwań drogi.
Byc dobrym to najczęściej być tym, który coś w sobie przełamał, coś wypracował, coś, co nie było dane (najczęściej, bo są - niestety nie takie częste u zwykłych ludzi, sytuacje, gdy Bóg daje człowiekowi szczególne natchnienie, a wtedy dobro "robi się samo", wystarczy nie przeszkadzać temu, co zsyła Bóg).
Poza tym, katolicka doktryna mówi o tym, że źródłem zła jest szatan - istota z natury destrukcyjna. Niszczyć coś jest zwykle dużo łatwiej, niż budować.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 18:55, 14 Lip 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6541
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:02, 14 Lip 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Katolikus napisał:
Czy Michale będziesz miał mi za złe, jak zadam tu pytanie trochę odbiegające od głównego tematu?

Analizując trochę swoje życie i życie tak w ogóle zastanawiam się nad niby pytaniem błahym, ale nie dającym mi jakoś spokoju. Ja nie potrafię dokonać głębokiej analizy świata, ale wielu z was jest w tym dobra.

Zastanawia mnie czemu w naszym świecie ZŁO JEST ŁATWIEJSZE OD DOBRA - tzn. dlaczego szybciej człowiekowi może przytrafić się coś niedobrego, a to, co dobre to zazwyczaj wielkim wysiłkiem się osiąga. Dlaczego w naszym życiu zło potrafi zrobić sie szybciej zamiast czegoś dobrego..

W moim przekonaniu wynika to z tego, że dobro jest o wiele bardziej twórcze niż zło. Zło można by w dużym stopniu utożsamić z chaotycznym, bezrefleksyjnym, bądź pozbawionym głębszej refleksji stosowaniem wrodzonych skłonności. Dobro wymaga opanowania, zrozumienia, jest pokonywaniem tego, co ze "świata", przychodzi jako bunt przeciwko temu co zgotowała nam ewolucja, prawa biologii. To wymaga i zrozumienia, i poszukiwań drogi.
Byc dobrym to najczęściej być tym, który coś w sobie przełamał, coś wypracował, coś, co nie było dane (najczęściej, bo są - niestety nie takie częste u zwykłych ludzi, sytuacje, gdy Bóg daje człowiekowi szczególne natchnienie, a wtedy dobro "robi się samo", wystarczy nie przeszkadzać temu, co zsyła Bóg).
Poza tym, katolicka doktryna mówi o tym, że źródłem zła jest szatan - istota z natury destrukcyjna. Niszczyć coś jest zwykle dużo łatwiej, niż budować.
W kontekście faktu, że zło jest destruktywne nie tylko dla czyniącego zło ale jej/jego otoczenia można też napisać, że zło jest twórcze inaczej i ze stopniowaniem wartości dodanej dla jednostki oraz ogółu ludzkości przez czynienie dobra Twoje zdanie pogrubione będzie mieć jakąś tam minimalna styczną

MD napisał:
Poza tym, katolicka doktryna mówi o tym, że źródłem zła jest szatan - istota z natury destrukcyjna.
A czy dokryna katolicka rowniez wskazuje na adres tej istoty destrukcyjnej i w jaki sposob ta istota niszczy przez katolika? :wink:

Bo oglupianie mas spojne ze Sredniowieczem mozna latwo obalic i zachecic katolikow do pracy nad soba ->

Percepcja szatana istnieje w umyśle katolika i jej/jego fizjologii oraz otoczeniu jeśli spełnione są następujące warunki:
1. Uważa, że zasługuje na karę;
2. Wierzy w mit szatana;
3. Poświęca mitowi szatana czas i energię życiowa nadając mu znaczenie;
4. Poczucie winy znajduje wydźwięk wewnątrz ale następuje jego projekcja na zewnątrz jako artefakt percepcji szatana i jej metabolizy;
5. Destruktywna energia rośnie z powodu braku wybaczania sobie;
6. Usiłuje przekonać drugiego o istnieniu szatana.

Polecam wybudzenie sie i wyjscie ze Sredniowiecza :wink:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Sob 19:12, 14 Lip 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 6541
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 149 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:42, 14 Lip 2018    Temat postu:

Katolikus napisał:
Czy Michale będziesz miał mi za złe, jak zadam tu pytanie trochę odbiegające od głównego tematu?

Analizując trochę swoje życie i życie tak w ogóle zastanawiam się nad niby pytaniem błahym, ale nie dającym mi jakoś spokoju. Ja nie potrafię dokonać głębokiej analizy świata, ale wielu z was jest w tym dobra.
Potrafisz i nikt Cie tego nie uczyl. Potrafisz i czynisz to przez bycie doroslym czlowiekiem. Eufemizm "gleboka analiza swiata" to ideologia osob, ktorych nieswiadomym celem w zyciu jest pietrzenie intelektyalnego stresu kosztem wartosci wyzszych. W takiej sytuacji "dobro jest bardziej tworcze niz zlo" (Michal Dyszynski), i ani w tym zdaniu nie ma logiki ani wartosci.

Katolikus napisał:
Zastanawia mnie czemu w naszym świecie ZŁO JEST ŁATWIEJSZE OD DOBRA - tzn. dlaczego szybciej człowiekowi może przytrafić się coś niedobrego, a to, co dobre to zazwyczaj wielkim wysiłkiem się osiąga. Dlaczego w naszym życiu zło potrafi zrobić sie szybciej zamiast czegoś dobrego..
Na to pytanie udzielisz sobie odpowiedzi sam po zapoznaniu sie z ksywa osoby dokonujacej ten wpis. Jesli Twoim pierwszym odruchem na bazie funkcji mozgu instynktownego wraz z funkacja mozgu emocjonalnego bedzie napisac cos nieprzyjemnego, co nie byloby u Ciebie precedensem, to moze warto zwolnic oddech (rownowazy 4 funkcje mozgu) i przez introspekcje (siedzenie samemu w ciszy wewnetrznej) "zapytac" siebie odczuciowo dlaczego na "rozdrozu"wyboru napisania czegos merytorycznego rownowazac 4 funkcje mozgu wybrales napisac cos nieprzyjemnego powoduja odplyw krwi do konczyn kosztem rozumu i wartosci :wink:

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Sob 20:25, 14 Lip 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 460
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 41 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:00, 14 Lip 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
dobro jest o wiele bardziej twórcze niż zło
Niszczyć coś jest zwykle dużo łatwiej, niż budować.


Ale dlaczego to akurat są cechy naszego świata (takie ramy, w których tu się poruszamy)? To trochę zastanawiające, dlaczego tak niewiele trzeba, aby stworzyć sobie samemu jakiekolwiek niebezpieczeństwo, albo żeby to niebezpieczeństwo przyszło niezależnie od naszych działań. Kiedyś mój znajomy opowiadał sytuację, w której cofał autem i w coś trzasnął i to porządnie, a potem żalił się, że żeby zrobić coś niedobrze to wystarczy chwila nieuwagi, ale żeby tak wygrać auto (a często brał udział w nadarzających się konkursach) to tak już człowiekowi łatwo nie przychodzi (w sensie coś dobrego). Ja kiedyś zapomniałem biletu miesięcznego wykupić, a byłem przekonany, że kupiłem, gdy przyszła kontrola wyjąłem bilet, ale z poprzedniego miesiąca.. Wiadomo kilka stów poszło i tłumaczenia nie było – tylko kupa nerwów. Znów można rzec, że aby coś stało się niedobrze to wiele nie potrzeba, niewiele potrzeba aby warunki sprzyjające niechcianym sytuacjom od tych słabo przykrych do poważnych kłopotów jakoś zaistniały. Czujecie problem? Chciałem zapodać takie zwykłe sytuacje, nie wchodzę w jakieś drastyczne.

Zastanawiam się dlaczego tak jest na tym głębokim poziomie jakiś praw, które osadzają człowieka. A może to kwestia interpretacji? Może każdą sytuację mogę wyinterpretować tak, że wszystko co się przydarzy będzie na plus. A może ludzie są tak ułomni, niedoskonali i zawodni w swych zmysłach i to sprawia, że łatwiej przychodzi zaistnienie nieprzyjemnych sytuacji?

Nie chciałbym załatwić tego szatanem, bo to chyba zbyt proste by było, takie na skróty… Nie wiem, gdzie w tej układance by go umieścić. Nie wiem, bo nie wiem jak to sprawdzić.

Ale druga interesująca sprawa, bo Michał napisałeś:
Cytat:
Zło można by w dużym stopniu utożsamić z chaotycznym, bezrefleksyjnym, bądź pozbawionym głębszej refleksji stosowaniem wrodzonych skłonności. Dobro wymaga opanowania, zrozumienia, jest pokonywaniem tego, co ze "świata", przychodzi jako bunt przeciwko temu co zgotowała nam ewolucja, prawa biologii.


Dlaczego te wrodzone skłonności są przypisane do kategorii „zło”? Czy to nie one pomagają nam przetrwać? A przecież życie jest dobrą wartością. Mógłbyś trochę rozjaśnić tę wypowiedź – co nam zgotowała ewolucja, prawa biologii? To, co ze „swiata” czyli co? Nienawiść? Niezdrowa rywalizacja?

Ciekawe jakby wyglądał świat, gdyby to, co chaotyczne, bezrefleksyjne i pozbawione głębszej refleksji prowadziło do dobra, dobrych sytuacji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Katolikus dnia Sob 23:02, 14 Lip 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2150
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 131 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 9:08, 15 Lip 2018    Temat postu: Re: Dlaczego Bóg nie usunie zła z tego świata?

Michał Dyszyński napisał:
Odpowiedź jest prosta: bo dzięki temu, że owo zło na tym świecie jest, to każdy człowiek może wykazać, że ma rozum i serce, udowodnić swoją ludzką wartość poprzez umiejętne uporanie się z owym złem.

Odpowiedz wyżej nie jest prosta, ta odpowiedz to tylko i wyłącznie wishful thinking Michała Dyszyńskiego. Odpowiedz jest oczywiście prostsza: bo nie musi.
Zobaczcie jaki paradoks, teiści nie mogą/nie potrafią powiedzieć o bogu nic mądrego ani nawet logicznego, gadają dużo o własnym etycznym widzimisię i nazywają to bogiem (czy to nie pycha?).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia teizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin